Opublikowano Czerwiec 26, 2012 Przez stophasbara W Bez kategorii

„Tylko naszymi wspólnymi siłami, panie generale” [Michnik do Kiszczaka]

źródło: http://www.wicipolskie.org

Zaiste wielkie musiało być poczucie hańby wśród funkcjonariuszy Układu w dwudziestą rocznicę puczu w obronie komunistycznej agentury skoro do jego zagłuszenia prezydent Komorowski, stojąc przed siedzibą cenzury, nadął się na naśladowanie Ewangelisty: „Na początku było słowo, było wolne słowo i dzisiaj mamy wolną Polskę /…/ tu stanie pomnik zwycięstwa wolnego słowa, zwycięstwa w Polsce, w całej naszej części Europy”.

Tak, tego dnia Polacy zażądali likwidacji komunizmu, ale Wałęsa i Mazowiecki razem z GW i resztą Układu natychmiast stanęli w obronie tego, co cesarskie. Bronili nomenklatury, bo musieli; bo gdyby sowiecka władza nad Polską upadła, to oni sami już wtedy przeszliby do historii, jako nowi targowiczanie. A dyscypliny pilnował Kiszczak: „Na ten temat rozmawialiśmy we wtorek z panem prof. Bronisławem Geremkiem i panem redaktorem Tadeuszem Mazowieckim w obecności księdza dyrektora Alojzego Orszulika. /…/ nasi partnerzy poniedziałkowych rozmów zgodzili się co do tego, że ustalenia Okrągłego Stołu i Magdalenki powinny być dotrzymane.”

Skoro wyciągnięty z „resortowej kamienicy” kandelabr postkomunistycznego zakłamania mówił o niedzieli 4 czerwca 1989 r. jako „Święcie Wolności”, to dlaczego milczał o poniedziałku, wtorku, czwartku i dalszej historii III RP, kierowanej przez agenturę SB? Dlatego, że jeden jego obecny doradca – Mazowiecki – walczył wówczas o zapewnienie drugiemu doradcy – Jaruzelskiemu – wyboru na prezydenta! A trzeci doradca, były t.w. „Bolek”, posłusznie meldował: „naszym zadaniem nie jest wymanewrowanie panów czy bicie się z władzą, czy z partią, czy z rządem, takiego celu nie zakładaliśmy i nie będziemy zakładać.”

Autor mający dostęp do tajnych dokumentów kiszczakowskiego MSW, tak opisał ówczesną sytuację: „Klęska koalicji rządowej w wyborach 4 czerwca zachwiała porozumieniami. Zwycięzcy rozmawiali ze zwyciężonymi. /…/ Lityński witał Kiszczaka i Cioska /…/ słowami: „Przedstawiciele narodu witają w swojej siedzibie przedstawicieli władz”. /…/ zastanawiano się, jak uratować listę krajową, która przepadła w wyborach.”

Warto przypomnieć, że wtedy śmierdziało to nawet Michnikowi: „Nie może być tak, że ludzie, którzy w coś tam uwierzyli, po pięciu dniach mają poczucie, że się ich zrobiło w konia. /…/ To po prostu będzie tak, jak temu małemu dziecku, które przed chwilą, za przeproszeniem, zupę wymiotowało, z powrotem się każe ją zjadać. No, nie można zrobić tego, po prostu nie można.” Późniejsze naczelne miedziane czoło GW i III RP natychmiast jednak podsuwało odpowiednie metody nakłaniania Polaków do zjadania własnych wymiocin, które okazują się skuteczne do dzisiaj: „Trzeba wytworzyć /…/ taką psychologiczną atmosferę, że te wybory dopełniające będą czymś głębokim na miejscu i my tutaj jesteśmy otwarci. Ja mówiłem z panem generałem przed początkiem rozmów, że to tak, jak w gazecie umieściliśmy rozmowę z premierem, że tak powiem, gotów jestem przeprowadzić tutaj taką rozmowę z panem. /…/ Zastanówmy się wspólnie, jak wytworzyć przez ten czas, nie wiem, dwa trzy tygodnie społeczną atmosferę, w której te wybory będą akceptowane. /…/ potrzeba jest w tej chwili sformułowania takiego celu dla Polski, który byłby na tyle atrakcyjny, że przez nasze społeczeństwo zaaprobowany i miał specyficzną własność, że byłby realizowalny tylko naszymi wspólnymi siłami, panie generale.”

Kiszczak wydawał komendy: „W wyniku niekorzystnych dla strony koalicyjno-rządowej wyników wyborów sprawa prezydentury nabiera kluczowego znaczenia”, a wychowawcy Komorowskiego i Tuska meldowali: Geremek – „[trzeba] tak działać, żeby utrzymać panowanie nad procesami zachodzącymi w różnych środowiskach społecznych. /…/ Jeszcze przed spotkaniem, jakie wraz z panem Tadeuszem Mazowieckim mieliśmy z panem generałem i z panami sekretarzami, sformułowaliśmy nasze stanowisko, nie czekając na inicjatywę strony rządowej. Powiedzieliśmy pierwsi, że paktów należy dochowywać”. Wychowawca Michnika wskazywał, czego boi się najbardziej: Kuroń – „istnieje olbrzymie niebezpieczeństwo, że się ten cud nad Wisłą u nas powtórzy po raz drugi”.

Gdy targowiczanie ze „strony solidarnościowo-opozycyjnej” handlujący z Kiszczakiem głosami Polaków w zamian za swoje teczki, nazywają wybory 4 czerwca 1989 r. swoim świętem, trzeba tę brednię nazwać apokalipsą według najtłustszego kaszalota z floty WSI. To oni tym aktem zdrady wybrali Jaruzelskiego na prezydenta, doprowadzili do stworzenia rządu Mazowieckiego, którego głównymi zadaniami była ochrona procesu rozkradania majątku narodowego oraz niszczenie archiwów SB i WSW, i trzy lata później w obronie postkomunizmu obalili rząd Jana Olszewskiego.

Wytwarzanie „psychologicznej atmosfery” trwa nadal, więc lemingi żrą i mlaskają…

Krzysztof Wyszkowski

Za: http://www.wyszkowski.com.pl/index.php?option=com_k2&view=item&id=1898:%E2%80%9Etylko-naszymi-wsp%C3%B3lnymi-si%C5%82ami-panie-generale%E2%80%9D-michnik-do-kiszczaka&Itemid=105

Komentowanie zamknięte.