Opublikowano Październik 24, 2017 Przez a303 W Polska

TURBO-gimnazjaliści

„Wielka Lechia” to uważam nie tyle „ubeckie rzygowiny”, co opłakane skutki reformy edukacji ministra Handke’go (skądinąd wybitnego naukowca-chemika) w rządzie Buzka-Łobuzka.

a

Patrząc z dzisiejszej perspektywy na skład ówczesnego rządu (Balcerowicz, Geremek, Onyszkiewicz, Suchocka, Wąsacz, Zdrojewski) widać, jaka to była kupa gówna, a jako że z gówna bicza nie ukręcisz, to i wiekopomne cztery reformy tego rządu przyniosły takie skutki, jakie przyniosły. Bogu na niebiesiech należy dziękować za cud przetrwania państwa polskiego do tej pory w takich warunkach, zważywszy, że po Łobuzku były jeszcze komuchy i gorsi od komuchów niemieccy jurgieltnicy z PO.

[A propos Łobuzka, z cyklu „znacie to posłuchajcie”:
W sejmowej toalecie pojawił się napis wykonany moczem „BUZEK ŁOBUZEK”. Przeprowadzone analizy chemiczne i grafologiczne wykazały, że wprawdzie mocz należał do Leszka Millera, ale charakter pisma był Izabelli Sierakowskiej].

Reformie „oszwiate” przyświecać miał taki kaganek, że po co polskiemu uczniowi jakaś pozytywna wiedza na jakikolwiek temat nie związany z przyszłą pracą parobka, jeszli mojsze to sobie obliczyć na karkulatorze albo wygóglać w internacie.

No i potem mamy 1,1 x 1,2 = 132 (słownie „sto czydzieści dwa” czyli nauczyciel matematyki cierpiący na zatwardzenie poradził sobie przy pomocy ołówwka), ten drapie się po dzwonku, ta po przerwie i dziwią się UCZNIĄ, że ci nic nie WIEDZOM.

Ale prawdziwym TURBO-dopalaczem okazał się inter …nat… net. Można w nim znaleźć i niepozostawiającą najmniejszych wątpliwości orginalną mapę Wielkiej Lechii (ukrywaną do tej pory przez watykański kler rąsia w rąsię z Niemcami, z napisami po angielsku, co mogłoby sugerować, że Lechici posługiwali sie tym językiem), i wyciekłe z archiwum watykańskiego zdjęcia biblijnych olbrzymów (nefilim czyli krzyżówkę synów bożych z ziemskimi kobietami, nie mylić z nekrofilim), i Toma Hanksa ze świętym Graalem i człekonia i co tam jeszcze (np. pochodzące z lat 90-tych zdjęcie JFK opartego o furmankę w jednej z mazowieckich wsi).

Dobrym polem do rozwinięcia niczym nieskrępowanej fantazji jest etymologia. Natknąłem się przypadkiem na blog jakiegoś anglisty, który w ramach ciekawostek dzielił się ze swoimi studentami przemyśleniami na temat pochodzenia wyrazów. Otóż nazwa Afryka miała pochodzić od francuskiego ‘affreux’(=straszny, mimo, że Scypion Afrykański Starszy pokonał Hannibala pod Zamą na ziemi zwanej Afryką kilkanaście wieków, nim język francuski zaczął się kaształtować), zaś ‘woman’ od ‘womb’ i ‘man’ czyli człowiek z łonem. To ostatnie może być znakomitą pomocą mnemotechniczną, ale wystarczy liznąć języka staroangielskiego (OE), by wiedzieć, że ‘woman’ pochodzi od ‘wifmann’ i nie ma ze słowem „womb’ nic wspólnego.

Jeśli tak wykładowcy, to co się dziwić turbo-gimnazjalistom. Krąży po internecie niczym smród po gaciach tekst, jakoby węgierskie określenie Polaka (lengyel) nie miało nic wspólnego z Lędzianami, a pochodziło od zbitki wyrazowej lech=pan oraz angyel=anioł. Pomijając, że taki słowotwór nie miałby żadnego sensu w języku Bratanków, że anioł pochodzi od łacińskiego „angelus” i związany jest z przyjęciem chrześcijaństwa, to jeszcze nikomu nie przyszło do głowy sprawdzić, jak jest anioł po węgiersku. [angyal – admin]

Z tej samej beczki, bodaj wczoraj natknąłem się na wyrażoną tonem pełnym wyższości i pogardy wobec niedouczonych „profesorów” opinię, że Germanów jako ludu w ogóle nie było (w odróżnieniu od Turbo-Słowian rzecz jasna), bo nazwa ta oznacza po prostu ludzi z gór (Ger=góra, man=czlowiek i pewnie z tego powodu Rzymianie określali Germanami plemiona osiadłe na wschodnim brzegu pólnocnego Renu, gdzie góra na górze; podobnie nazwa najwyższego szczytu Tatr Gerlach oznacza Ger=Góra, Lach=Pan czyli Pan Gór). Doprawdy, papier wszystko przyjmie, nie zarumieni się nawet, a internet nawet nie mrugnie.

Tu zwolnię nieco i nim turbogimnazjaliści rzucą się na mie, by przegryźć mi gardło, oświadczam, iż mimo mojego zaprzedania się czarnej mafii watykańskiej oraz Niemcom (rozumiem, że to jest iunctim), to jednak uznaję wyniki badań DNA (Haplogrupy H1a1) oraz wierzę, że nasi GENETYCZNI przodkowie żyją na polskich ziemiach od tysięcy lat (początki to 15 tys. pn.n.e.), podobnie jak uznaję OFICJALNE ustalenia dotyczące wazy z Bronocic, o pół milenium starszej od egipskich piramid i zawierającej najstarsze wyobrażenie pojazdu kołowego na świecie i jedynie daleki jestem od wyciągania wniosku, że to Polacy wynaleźli koło 4 tys lat p.n.e. (proszę wybaczyć, ale wewnętrzny imperatyw sarkazmu i ironii okazuje się silniejszy ode mnie: najpierw klechy chowają starożytne wyobrażenia pojazdów kołowych przed ciemnym ludem, a potem sami rozbijają się maybachami – cha cha!).

O ile moje zaprzedanie mafii watykanskiej nie budzi myślę watpliwości, to przypisywanie mi jednoczesnego zaprzedania Niemcom nieco mnie oburza, bo owszem, zawsze byłem pełen podziwu dla „narodu malarzy i poetów” (oraz trębaczy – wszak jak zapytać Niemca, co jego dziadek robił w czasie wojny, to przeważnie okazuje się, że służył był w największej orkiestrze wojskowej wszechczasów), ale jednocześnie uważam ich za największego politycznego przeciwnika (bynajmniej nie Rosję) i największe dla Polski zagrożenie, czemu daję stały wyraz w mojej publicystyce (przy okazji: banderowcy i szaulisi to niemieckie narzędzia rozbijania i niszczenia Polski od wschodu). No i gdzie tu w takim razie logika?

Ba, wprawdzie autorem logiki formalnej jest Arystoteles (to do niego pisał żałośliwe listy Olek Macedoński, gdy brał od Polaków tęgie baty w sempiternę, kiedy nie chciał kurwisin zapłacić za pobrany jantar, co możemy wyczytać u Mistrza Kadłubka), ale do pełnego rozkwitu doprowadziła ją … mafia watykańska na utworzonych przez siebie (w ramach trzymania ludu w ciemnocie) średniowiecznych uniwersytetach (scholastyka!).

I czy można się tedy dziwić, że TURBO-gimnazjanie, tzn. TURBO-gimnazjaliści mają dziewiczy stosunek do choćby zasady wyłączonego środka. A propos: jeśli Bóg chrześcijan nie jest w stanie stworzyć kwadratowego koła (nie mówiąc o kamieniu, którego nie byłby w stanie podnieść), a pozbawiony logicznych więzów Allah nie ma z tym żadnych problemów, czy znaczy to że Allah jest większy od Boga w Trójcy Jedynego? Hę, hę?

[A jak już jesteśmy przy logice, to dwa rosyjskie przykłady:
Idzie facet ulicą z wielką księgą.
Przechodzi przez przejście dla pieszych i zatrzymuje go policjant:
– Panie co to jest?
– To książka o logice.
– A co to takiego ta logika?
– Wytłumaczę Panu na przykładzie, ma pan akwarium?
– No mam.
– To pewnie ma Pan rybki?
– No mam.
– Jak ma Pan rybki to lubi Pan chodzić łowić rybki?
– No lubię.
– To pewnie lubi Pan wypić?
– No lubię.
– Jak lubi Pan wypić, to lubi Pan dziewczynki?
– No lubię.
– To jak lubi Pan dziewczynki to nie jest Pan PEDAŁEM.
Policjantowi tak się spodobało, że postanowił kupić sobie taką samą dużą książkę.
Zachodzi na posterunek a tam kolega:
– Stary co to?
– A książka o logice.
– A co to ta logika?
– To ja Ci na przykładzie wytłumaczę, masz akwarium?
– Nie.
– To jesteś PEDAŁEM!

Przykład drugi jest … genderowy:
Logika żon:
– Ty bydlaku, kanalio, nie chcę cię więcej widzieć! Barszczu zjesz?!]

Kolejny temat, jaki chciałem poruszyć, to … pewne podobieństwo zachowań TURBO-gimnazjalistów do chińskich czerwonogwardzistów (oderwanych traktorem od pługa młodzianków przewodniczący Mao wykorzystywał do rozgrywek wewnątrzpartyjnych, ale również do DYSCYPLINOWANIA – np. przy pomoca pały – nielicznej inteligencji chińskiej, która zbyt wolno przyswajała sobie ponadczasowe mądrości „czerwonej książeczki”).

Obejrzałem niedawno na YT rozmowę dwu starych profesorów-mediewistów, którzy zęby zjedli na dzieleniu włosa na czworo, pół litra na trzech i którzy bez jakiejkolwiek polemiki z „turbakami” omawiali jakiś aspekt wczesnej historii Polski (od kilkudziesięciu lat żyjąc we wczesnym średniowieczu, z rzadka i niechętnie powracając do czasów obecnych, nawet nie słyszeli o książkach pana Janusza Bieszka) – naprawdę goście niezaprzedani ani mafii watykańskiej ani Niemcom … no ale co z tego, kiedy wobec czujnego wzroku turbo-gimnazjalnych hunwejbinów nikt nie jest bezpieczny i bez winy?

Młode chłopaki, ewidentnie nie tylko nie rozumiejące połowy słów używanych przez starych mediewistów, nie tylko nie potrafiące poprawnie pisać, ale nawet się poprawnie po lechicku tzn. po polsku wysławiać, usłały film komentarzami w stylu (przykłady autentyczne, nieco spolszczone i poprawione gramatycznie):

-niech ktoś lepiej powie tym durnym PROFESORĄ, niech nie Pierre Dolons i lepiej poczytają PRAWDZIWĄ historię Lechitów
-najwyższy czas pogonić czarnych pedofilów palących czarownice na stosie
– my lechici mieliśmy własne dakalogi [sic!]

Na zakończenie proszę przyjrzeć się mapie wprowadzającej i jej opisowi (zrzut ekranu z autentycznej ‘historii turbo-zakazanej’):

Rok 843: Frankońska mapa pokazująca rozpadające się cesarstwo Franków i Polskę. W angielskim przez dodanie litery s tworzy się liczbę mnogą. Lech+s = Lechici.

No coż, mapa nie jest frankońska, ale współczesna, za czasów traktatu z Verdun (843) współczesny angielski jeszcze nie istniał (kto chce się przekonać jak wyglądał ówczesny angielski, to niech sięgnie po „Beowulfa” w orginale (http://www.heorot.dk/beowulf-rede-text.html ), a co do Polaków, to mapa pokazuje Obodrzytów, Wieletów (Wilzi), Łużyczan (Sorabi), Czechów, Wendów (Wenedów), Lechitów, Chorwatów Północnych (Białych), Chorwatów Południowych, Serbów i in.

No ale każdy i tak widzi to, co chce, zaś sługus Watykanu próżno liczyłby na posłuchanie u TURBO-gimnazjalistów ;(

MacGregor

Za: http://macgregor.neon24.pl/post/140678,turbo-gimnazjalisci

Komentowanie zamknięte.