Najnowsze

Opublikowano Styczeń 9, 2014 Przez Jan W Żydomasońska rewolucja w "Kościele katolickim"

Tragikomedia judeo-„kościoła” soborowego

Tragikomedia Novus Ordo: Bergoglio z nosem klauna i herezja „kardynała” Rodrigueza.

a1,01

Drodzy katolicy,

Po raz kolejny Bergoglio poniżył papiestwo pokazując się z nosem klauna. Widoczne wraz z nim na zdjęciu osoby wykonują chwalebną pracę rozbawiania dzieci, które są w jakiś sposób upośledzone albo pokrzywdzone przez los. To, że oni tak się ubrali jest właściwe (chociaż nigdy w obecności rzymskiego papieża). Natomiast fakt, że osoba podająca się za rzymskiego papieża zakłada sobie nos klauna jest przerażający.

Na pierwszej stronie naszego biuletynu, zestawiłem obok siebie to zdjęcie z wizerunkiem Papieża Piusa XII, który był ze wszech miar świadomy szacunku należnego wobec najświętszego i najwznioślejszego urzędu na ziemi – Wikariusza Jezusa Chrystusa. Pozostawił on Kościół w kwitnącym i zupełnie nienaruszonym stanie, z jednym tylko wyjątkiem – nie zdołał wyplenić kleru, który miał dokonać późniejszej destrukcji. W 1958 roku któż by powiedział, że w 2013 roku ten, kto rzekomo jest rzymskim papieżem założy sobie nos klauna? Ten mały gest uosabia wszystko, czym jest Bergoglio.

Zakładanie błazeńskiego rekwizytu jest symptomem ogólnej choroby Vaticanum II: sprowadzającej się do tego, że przez rozwadnianie dogmatów i moralnego nauczania Kościoła katolickiego, przez deprecjonowanie roli i godności kapłana, który teraz ma nie różnić się niczym od innych „facetów” – Kościół katolicki przyciągnie do siebie świat, a zwłaszcza młodzież.

Poniżanie stanu kapłańskiego zaczęło się od likwidacji sutanny i w ogóle stroju duchownego. Przypominam sobie jak w 1966 roku, uczęszczając jeszcze do szkoły średniej, przychodził na nasze lekcje religii młody postępowy ksiądz i mówił nam, między innymi, że w przyszłości kapłani będą nosić świeckie ubranie i mieć jedynie krzyż w klapie. Byłem wstrząśnięty i przerażony, bo wiedziałem, że strój duchowny kapłana wskazuje na święty charakter stanu kapłańskiego. Wiedziałem, że degradacja stroju kapłana doprowadzi niechybnie do degradacji samego kapłana.

Oto minęło prawie pięćdziesiąt lat i spotykamy kapłanów w najbardziej wyświechtanych strojach i „papieża” z nosem klauna. Degradacja stanu kapłańskiego doprowadziła ostatecznie do zmian w obrzędach konsekracji biskupich i święceń kapłańskich, dając nam dzisiaj „kapłanów”, którzy są w najlepszym wypadku wątpliwie wyświęceni, o ile w ogóle wyświęceni. Nowa Msza jeszcze bardziej obniżyła godność kapłana, czyniąc go zaledwie koordynatorem i przewodniczącym w sanktuarium. Jego męskość została mu w końcu odebrana przez uzależnienie od kobiet tworzących rady parafialne i parafialne komisje liturgiczne, impertynencko pouczające go jak ma odprawiać Mszę świętą. Następnie został sprowadzony do poziomu dozorcy przez praktykę „ocen”, kiedy to parafianie są proszeni przez kancelarię parafialną o wyrażenie swojej opinii na temat tego jak się sprawuje „ksiądz Bob”. Wiele z tych stanowisk zajmują kobiety.

Nie jest zatem zaskakujące, że wielu takich zdegradowanych kapłanów popada w grzechy deprawacji i niemoralności, utraciwszy swój kapłański charakter zarówno dosłownie jak i duchowo.

Czerwony nos Bergoglio to wisienka na szczycie tego ogołocenia z kapłańskiej godności.

Herezja i marksizm Rodrigueza – kardynała Novus Ordo

Dmuchacz Rodriguez, może nie jest doskonały, ale jest rozrywkowy.

Dmuchacz Rodriguez, może nie jest doskonały, ale jest rozrywkowy.

„Kardynał” ten – stojący na czele „Rady Ośmiu”, doradczego organu prałatów Novus Ordo powołanego niedawno przez Bergoglio – wygłosił ostatnio w Miami i Dallas przemówienia na temat „niedokończonej sprawy” Vaticanum II. Jego pełne imię i nazwisko brzmi: Andres Oscar Rodriguez Maradiaga i jest on arcybiskupem Novus Ordo w Tegucipalgie, w Hondurasie.

Twierdzi on, że Kościół staje wobec dwóch wyzwań będących częścią „nowej ewangelizacji”. Pierwszym wyzwaniem jest wzbudzenie poczucia misyjnego u wszystkich członków Kościoła. Drugim „stworzenie międzynarodowej polityki solidarności, gospodarczej demokracji”. Stwierdził on, że „powołaniem Kościoła, na podobieństwo Jezusa, jest głoszenie Królestwa Bożego.Nawet Chrystus nie głosił ani nie nauczał o samym sobie, lecz o Królestwie”.

Ta wypowiedź stoi w całkowitej sprzeczności z Pismem Świętym. Rozważmy słowa Chrystusa w Ewangelii św. Jana XVII, 3: „To zaś jest życie wieczne, aby poznali ciebie, jedynego Boga prawdziwego i tego, któregoś posłał, Jezusa Chrystusa”.Porównajmy słowa Chrystusa skierowane do Marty, tuż przed wskrzeszeniem Łazarza: „Jam jest zmartwychwstanie i życie; kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. A wszelki, który żyje, a wierzy we mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?”(Jan XI, 25-26).

Jest jeszcze wiele innych cytatów, które można by przytoczyć. Absurdalne twierdzenie Rodrigueza, że Chrystus nie głosił Siebie, jest jeszcze jednym przykładem modernistycznej śmieciowej teologii, tzn., mitycznych wymysłów i uogólnień, które nie mają żadnych podstaw w rzeczywistości, a jedynie dobrze brzmią dla ich celów. Cała reforma liturgii została oparta na tej śmieciowej teologii lat sześćdziesiątych i nawet niektórzy moderniści to potwierdzają.

Następnie Rodriguez karmi nas jakimiś bredniami Vaticanum II ówczesnego okresu, że Kościół jest sługą ludzkości. W rzeczy samej, celem Kościoła katolickiego jest nauczanie, rządzenie i uświęcanie rodzaju ludzkiego, a przez to prowadzenie go do zbawienia wiecznego. Chociaż prawdą jest, że te funkcje wymagają wielkiej posługi wobec ludzi, to prawdą jest również, że wymagają wielkiego zakresu władzy. Kościół musi nauczać na mocy autorytetu władzy, potępiać błąd na mocy autorytetu władzy, rządzić na mocy autorytetu władzy, karać na mocy autorytetu władzy i uświęcać na mocy autorytetu władzy, jako że jego sakramenty muszą być udzielane pod nadzorem tegoż autorytetu władzy. Koncepcja Vaticanum II o służącym ludzkości Kościele jest wciągnięciem Kościoła w naturalistyczną samorealizację człowieka. Dokument Gaudium et spes jest tym przepełniony. Zasadniczo oznacza to, że hierarchia powinna porzucić wszelką autorytatywną rolę i powinna się zajmować jedynie podsuwaniem ludzkości wskazówek.

Rodriguez mówi, że Drugi Sobór Watykański przywrócił [sic] koncepcję, że Kościół jest Ludem Bożym z hierarchią, która nie ma żadnego innego celu jak tylko posługa, tzn., służba wspólnocie.

„Wśród ludu” stwierdził, „nie istnieje podwójna klasyfikacja chrześcijan – świeckich i kleru, zasadniczo odmiennych od siebie. Kościół jako «społeczność nierównych» – przestaje istnieć”. To stwierdzenie jest czysto heretyckie, ponieważ jest sprzeczne z tym, co Papież Piusa XII w encyklice Mediator Dei z 1948 roku, uznał za przynależne do wiary:

„To jedno tylko pragniemy przypomnieć, że kapłan jedynie dlatego działa w imieniu wiernych, że zastępuje osobę Jezusa Chrystusa Pana naszego, który jest Głową wszystkich członków i za nich wszystkich się ofiarowuje; dlatego więc przystępuje on do ołtarza jako sługa Chrystusowy, od Chrystusa niższy, lecz wyższy od ludu. Natomiast lud, który żadną miarą nie zastępuje osoby Boskiego Zbawiciela ani też nie jest pośrednikiem między samym sobą a Bogiem, w żaden sposób nie może sprawować władzy kapłańskiej. To wszystko jest prawdą wiary” [podkreślenie dodane].

Rodriguez przypuszcza atak na tradycjonalistów: „Wiele tradycji ustanowionych w Kościele może go doprowadzić do prawdziwego samo-uwięzienia”.

Wciąga następnie Kościół w marksistowską walkę klasową: Kościół „musi głosić i dawać świadectwo – jako kryterium społeczno-politycznej organizacji i edukacji – że wszyscy ludzie są braćmi; i że, jeżeli jesteśmy braćmi, musimy walczyć o ustanowienie stosunków równości i wyeliminowanie największych przeszkód na drodze do ich urzeczywistnienia: pieniędzy i władzy”. Trochę dalej, dodaje:

„Postawienie na pierwszym miejscu potrzeb najuboższych oznacza stworzenie kolektywnej woli zdolnej tego dokonać, jak również postulowanie polityki i zachowań społecznych opartych na solidarności, przyjmujących następnie wspólne wysiłki i ofiary. Jeśli gorliwość o najuboższych stanie się mobilizującą ideą i moralną siłą, uzyskamy wtedy ideę tworzenia polityki międzynarodowej solidarności, gospodarczej demokracji” [podkreślenie dodane].

Rodriguez następnie dokonuje kolejnego wstrętnego ataku na Kościół sprzed Vaticanum II. Stwierdza, że soborowi ojcowieVaticanum II uświadomili sobie, że Kościół odczuwał potrzebę zmiany, ponieważ nie był „doskonałym wyznawcą Ewangelii; gdyż zaludniający go mężczyźni i kobiety – podobnie jak ludzie żyjący wszędzie indziej ograniczeni swym grzesznym stanem – ustanowili w jego obrębie wiele zwyczajów, praw i struktur, które nie odpowiedziały na nauczanie i praktykę Jezusa”.

Przeanalizujmy tę wypowiedź. Twierdzi on, że przedsoborowy katolicki Kościół nie był doskonale wierny Ewangelii, że był „zaludniony” – jak gdyby nie było tam hierarchii Kościoła katolickiego, a tylko zwykli lokatorzy – przez ludzi, którzy byli „ograniczeni” i „grzeszni”, i że ci właśnie niegodziwi mieszkańcy stworzyli zwyczaje, prawa i struktury, które nie są zgodne z nauczaniem i praktyką Jezusa. Znaczy to, że Kościół sprzed Vaticanum II był ni mniej, ni więcej tylko heretycki.

Przede wszystkim, stwierdzenia Rodrigueza brzmią zupełnie jak Marcina Lutra. Luter głosił, że Kościół odstąpił od pierwotnego charakteru i kierunku, jaki nadał mu Chrystus i że to on, Marcin Luter, został namaszczony przez Boga by to wyprostować po 1500 latach odstępstwa. Rodriguez będzie musiał uaktualnić to do 2000 lat odstępstwa. Każdy, kto by zechciał się zapoznać z historią może stwierdzić, że od samego początku aż do teraz istnieje niezaprzeczalna ciągłość nauki dogmatycznej, dyscypliny i liturgicznych praktyk Kościoła katolickiego i że ta ciągłość została przerwana przez Vaticanum II, tak samo jak została przerwana przez protestancką rewoltę.

Ponadto, według Marcina Lutra Rodrigueza, to odstępstwo od Chrystusowego nauczania i praktyki dokonało się za sprawą „mieszkańców” Kościoła. Czy mamy nazwać cały szereg przedsoborowych papieży i biskupów Kościoła zwyczajnymi „mieszkańcami”, jak gdyby byli to zwykli dzicy lokatorzy na terenie Kościoła? Użycie tak zuchwałego określenia w stosunku do dwutysiącletniej hierarchii – która doprowadziła Kościół katolicki na wyżyny świętości, zachowała jego święte tradycje, tworząc w ten sposób niewiarygodne intelektualne bogactwo i piękno katolickiej liturgii i kultury – to nic innego jak zdradzanie objawów zupełnej tępoty umysłowej.

Jednakże Rodriguez nie jest kretynem; wręcz przeciwnie, wydaje się być bardzo inteligentny. Powodem jego głupiego komentarza jest to, że podobnie jak wszyscy moderniści, przepełnia go skończona pycha, która sprawia, że uważają się za zbawicieli Kościoła, wyrywających go – jak się im to głupio zdaje – od pewnego samozniszczenia jeśliby miał dalej podążać przedsoborową ścieżką. Zaiste, ta pycha jest tak silna, że czyni ich niewiarygodnie durnymi, co sprawia, że nie potrafią dostrzec otaczającego ich bezgranicznego zniszczenia. Są ślepi wobec „Hiroszimy” Kościoła. W celu ożywienia niemal martwego Kościoła w Europie i szybko umierającego Kościoła w Ameryce Północnej, proponują następujące rozwiązanie: jeszcze więcej Vaticanum II! Przyczynę rozpaczliwego stanu Kościoła katolickiego widzą w tym, że wciąż nie dość Vaticanum II.

Tę niebywałą pychę można dodatkowo zauważyć w opisie przedsoborowych „mieszkańców” Kościoła katolickiego. To mężczyźni i kobiety, którzy byli „ograniczeni” i „grzeszni”. Zgodnie z tym opisem, mamy rozumieć, że wspaniałe życie Kościoła przed Vaticanum II – obejmujące świątobliwych kapłanów i braci zakonnych, siostry zakonne, chorał gregoriański, Prawo Kanoniczne, dyscyplinę zgromadzeń zakonnych i seminariów, wspaniałość świętej liturgii, filozofię i teologię św. Tomasza z Akwinu, teologię ascetyczną, całą duchowość Kościoła, by wspomnieć tylko kilka aspektów świetności Kościoła sprzed Vaticanum II – było dziełem ograniczonych i grzesznych ludzi.

Co więcej, mamy uwierzyć, że ojcowie Vaticanum II nie byli ograniczeni lub grzeszni, lecz nieograniczeni i duchowo nieskazitelni. Domyślne w bezmyślnym stwierdzeniu Rodrigueza jest to, że on nie jest ograniczony i grzeszny. Nie, ależ skąd. On jest jednym z tych oświeconych, bezgrzesznych, nieograniczonych ludzi, którym zawdzięczamy cudowny stan Kościoła katolickiego, w jakim się znalazł po pięćdziesięciu latach od nieograniczonego i bezgrzesznego soboru, który uwolnił nas od dwóch tysięcy lat pracy ograniczonych i grzesznych jego mieszkańców.

Normalnie nie zwrócilibyśmy uwagi na te obłąkane brednie biskupa Novus Ordo, ale jego stanowisko jest na tyle wysokie i znaczące, że staje się to w najwyższym stopniu alarmujące. Jest on głównym doradcą Bergoglio, a biorąc pod uwagę fakt, że rozum Bergoglio jest rzeczywiście bardzo ograniczony, to w naturalny sposób będzie on szukał porad u Rodrigueza. Obaj ci ludzie są wytworami tresury Novus Ordo. Obaj byli młodymi ludźmi w szczytowym okresie Vaticanum II, gdy wszyscy z optymizmem myśleli o jego rezultatach. Obydwaj w swoich duszach uśmiercili katolicyzm, który poznali jako dzieci i młodzieńcy, dorastając w czasach chwalebnych pontyfikatów Papieża Piusa XI i Papieża Piusa XII.

Szczerze oddany w Chrystusie,

Bp Donald J. Sanborn

Rektor

Artykuł z: „Most Holy Trinity Seminary Newsletter”, November 2013. (2)

Tłumaczył z języka angielskiego Mirosław Salawa

Za: http://www.ultramontes.pl/sanborn_bergoglio_z_nosem_klauna.htm

Data publikacji: 8.01.2014

Tags : , , ,

Komentowanie zamknięte.