Najnowsze

Opublikowano Listopad 27, 2012 Przez a303 W Bez kategorii

Terror GMO i Monsanto. Henryk Pająk

28.11.2012 – Ratuj się przed zalewem GMO

12:OO – ZBIÓRKA pod Kolumną Zygmunta.

12:30 – WYMARSZ w kierunku Pałacu Prezydenta RP

12:45 – 15:00 PROTEST pod hasłem „WETO DLA GMO” w rej. Pałacu Prezydenta RP – Krakowskie Przedmieście 46-48

Poniżej prezentujemy Państwu skromny fragment książki Henryka Pająka pt: „Czas Skorpionów”, który powinien dosadnie uświadomić każdemu, co polskojęzyczny reżim szykuje nam ponad naszymi głowami. Przypisy w oryginale, informacja o sposobie nabycia pracy pod linkiem.

Terror GMO i Monsanto

To szatański program depopulacji ludzkości. Po osiągnięciu tego celu za dwa pokolenia, cywilizacja ma powrócić do czasu głębokiego średnio­wiecza, a widzialnym tego sprawdzianem będzie takie pokrycie obsza­rów lasami i krzakami, że np. w warunkach polskich wiewiórka może po­konać trasę z Tatr do Bałtyku nie dotykając ani razu ziemi, a w Stanach Zjednoczonych będzie mogła pokonać trasę od Atlantyku do Pacyfiku także nie dotykając ziemi.

Program ludobójczej depopulacji ludzkości jest rozpisany na wiele kierunków i dziedzin, w których żydochazarska dzicz dorwała się do władzy i sieje powolną śmierć w ramach talmudycznego programu degradacji cywilizacji.

Ważnym frontem tej cichej wojny jest preparowana chorobotwórcza żywność w ramach programu GMO i firmy Monsanto. GMO to Genety­cznie Modyfikowane Organizmy, Monsanto to globalny koncern elimi­nujący naturalne rośliny, zwłaszcza zboża, stanowiące podstawę wyży­wienia ludzkości.

Ta zbrodnicza manipulacja dotyczy niszczenia naturalnego systemu DNA człowieka i roślin. Gen to odcinek decydujący o rozwoju jakiejś określonej cechy organizmu. Genetycznie zmodyfikowane organizmy (ang. Genetically Modified Organisms – GMO) to organizmy inne niż ludzkie (mikroorganizmy, rośliny i zwierzęta), których geny zostały labo­ratoryjnie zmienione w sposób, który nie zachodzi w warunkach natural­nych .

W rezultacie powstają organizmy transgeniczne, czyli genetycznie zmienione (zmanipulowane) poprzez wstawienie genów po­chodzących z innych organizmów. Wbudowano w nie fragmenty obce­go DNA. Są już pomidory z genami ryby, ziemniaki z genami meduzy, karpie i ryż z ludzkimi genami, sałata z genami szczura, kukurydza i soja z genami bakterii, świnie z krowią skórą, itd.

Przyłapani na tym procederze mordercy w białych kitlach oraz maso­wi dystrybutorzy tych przestępczych produktów zapewniają, że czynią to dla naszego dobra. Jakość ryb jest lepsza, zwłaszcza spotworkowane łososie; kukurydza czy soja dają większe plony; krowy 20 000 litrów mle­ka rocznie; pomidory zdolne przetrwać wiele tygodni. To „sukcesy” w perspektywie przeludnienia i nadciągającego głodu.

Obce geny wprowadza się do komórek zarodowych za pomocą agre­sywnych wirusów, których atakowana komórka nie jest w stanie odrzu­cić. Mogą być także mechanicznie „wstrzeliwane” do owocu, rośliny ziar­nistej, itp. Skutki są nieprzewidywalne, losowe. Tylko kilka procent komórek atakowanego organizmu ulega modyfikacji (deformacji). Nale­ży więc takie komórki oddzielić od niezmodyfikowanej reszty. Aby tego dokonać, zamiast jednego genu wprowadza się co najmniej dwa. Ten do­datkowy gen uodparnia manipulowany organizm na antybiotyki. Nastę­pnie wszystkie organizmy, zmodyfikowane i jeszcze nie, poddaje się działaniu silnych antybiotyków. Przetrwają tylko zmienione, wyposażone w geny odporności na antybiotyki. Genialne? Jak wszystko co szatańskie.

Nigdy nie dowiemy się, ilu z tych naukowych zboczeńców otrzymało Nagrody Nobla. Wiedzą o tym tylko oni i szwedzki sanhedryn.

Nowe „zboczone” organizmy są już zdolne do rozmnażania i przeka­zywania swych cech następnym pokoleniom.

W odniesieniu do GMO i globalnego koncernu Monsanto, celem jest uzależnienie rolnictwa od masowego kupowania takich mutantów.

Jak uzależnić rolnictwo od dostaw ich nasion i środków ochrony ro­ślin? Odpowiedź: dostarczane nasiona na zasiew plonują, ale nasiona z tego plonu już się nie rozmnażają.

Międzynarodowy gang o nazwie Monsanto stara się uodpornić ro­śliny modyfikowane na szkodniki. Ma to ułatwić uprawę zasiewów i chronić glebę przed środkami ochrony. Osiągają to poprzez wprowadze­nie genu powodującego, że roślina produkuje toksyny zabijające jej na­turalne szkodniki, nie trzeba więc stosować (rzekomo) oprysków ochronnych – to kolejne kłamstwo.

Usiłują zwiększać wydajność, co jest ich największym argumentem propagandowym. Krowom wprowadzają zmodyfikowany hormon wzrostu, który zwiększa ich produkcję mleka, a świnie dorastają do 120 kg w ciągu pięciu miesięcy. Badania wykazały niezbicie, iż u osób pijących mleko od krów z hormonami wzrostu, zwiększa się zachorowa­lność na raka piersi, okrężnicy i prostaty. Ale jak o tym poinformować, a zwłaszcza przekonać setki milionów konsumentów, skoro wszystkie media są w „polu magnetycznym” tych ludobójców? Z nieznanych po­wodów wydali wojnę koncernom papierosowym. Dziś na każdej paczce papierosów widzimy ostrzeżenie o szkodliwości palenia, a palaczom niewolno zaciągać się nawet na przystankach autobusowych . Giganty tyto­niowe mogłyby rewanżować się ostrzeżeniami o szkodliwości GMO, ale tego nie czynią, bo to jedna i ta sama stajnia Augiasza.

Monsanto tworzy organizmy przeznaczone jedynie na paszę lub do produkcji leków czy przemysłowych środków chemicznych. Przykładem są kozy, którym wszczepiono geny – nomen omen – pająka! Rezultat?

Z kazeiny zawartej w mleku takich kozo-pająków, produkuje się niezwykle wytrzymałe liny.

Rośliny i zwierzęta modyfikowane na potrzeby przemysłu nie nadają się do konsumpcji. Nikt jednak nie jest w stanie wykluczyć ludzkich błędów, pomyłek czy świadomego nadużycia, w wyniku których trafiają one do konsumpcji.

W 2003 roku ujawniono, że w USA aż 400 świń, na których dokonano eksperymentów genetycznych, zamiast do utylizacji trafiło do spożycia. Można mieć 1000 procent pewności, że ani gram z tego mięsa nie zna­lazł się na talerzach w Białym Domu, w siedzibie Goldman Sachs na Manhattanie, itd. To pasza (!) dla gojów czyli dla bydła, a nie dla wład­ców Globu oraz ich ważniejszych kukiełek.

W 1998 roku genetycznie zmodyfikowana kukurydza etykietowana jako pasza dla zwierząt hodowlanych, zanieczyściła 10 proc. zbiorów amerykańskiej kukurydzy i znalazła się w przetwórstwie spożywczym. Nie trafiła do Białego Domu, do stołówek i lodówek banksterów z Gold­man Sachs czy na talerze żydowskich koszerów. Skutek? W ciągu dwóch miesięcy od ujawnienia tego przestępstwa, amerykańskie zrzeszenia pro­ducentów żywności przetworzonej zanotowały dziewięćdziesięciokrotny (9000 proc.) wzrost zgłoszeń reakcji alergicznych łączonych z żółtą kukurydzą. W setkach przypadków wymagały one leczenia szpitalnego, a w kilkudziesięciu pomocy ratującej życie.

Etapem łańcucha jest zapylanie. Jeśli „zboczone” nasiona lub rośliny nie zostaną bezpośrednio zmieszane ze zdrowymi, to uprawy odległe na­wet o wiele kilometrów zostaną skażone ich zmodyfikowanym pyłkiem. Znany jest przypadek farmera, u którego specjalny szwadron („komisja”) wykrył na jego polach „zasiewy” nasion Monsanto, podczas gdy nie po­siadał on dowodów, że takie nasiona nabył. Jeżeli nie nabył a zasiał, to ukradł. Ukarano go setkami tysięcy dolarów grzywny i farmer „poszedł z torbami”, choć kryminaliści z Monsanto doskonale wiedzą, że ich pyłki zarażają (zapylają) zdrowe zasiewy na odległość do kilkunastu kilome­trów, w zależności od siły wiatru w okresie kwitnienia. Nasiona roślin zdrowych zapylone pyłkami zdegenerowanymi przez Monsanto pozostaną już nasionami zdegenerowanymi bez wiedzy i woli farmerów. I kryminaliści z Monsanto starają się zmieniać składniki odżywcze w roślinach lub nadawać im takie cechy których one nigdy wcześniej nie posiadały. Przykładem jest tzw. „złoty ryż”. Totalna (raczej totalitarna) kampania reklamowa firm biotechnologicznych obiecywała, że dzięki większej zawartości witaminy „A”, „złoty” ryż wyeliminuje jej brak u ludności krajów Trzeciego Świata. Obiecanki były w rażącej sprzeczno­ści z trwającym przez dziesięciolecia procederem wojny z populacją lu­dów Afryki. Badania wykazały, że dwuletnie dziecko, które miałoby uzupełnić brak witaminy „A” przez spożywanie tego ryżu, musiałoby zjadać dziennie 3,5 kg tego ryżu, a dorosły 10 kg. Tymczasem wystarczy zjeść trzy średnie marchewki, których oczywiście w Afryce brak, ale „złoty ryż” jest tylko „marchewką” przystawianą do ust i nosa zagłodzo­nych dzieci Trzeciego Świata.

„Zboczone” genetycznie nasiona uodporniają zasiewy na środki ochrony roślin. Przykładem zmodyfikowana soja. Stała się odporna na Roundup – znany od dziesięcioleci silnie trujący herbicyd zabijający wszystkie inne rośliny i wiele organizmów żywych. Wieloletnie stosowa­nie tego herbicydu powoduje niemal całkowite wytrucie większości orga­nizmów glebowych i zatrucie wód. Część tych środków poprzez liście i korzenie trafia cło opryskiwanych roślin. Wbudowany w nie gen uodparnia rośliny na trujące właściwości pestycydu, lecz nie neutralizuje jego działania. Toksyczne środki nadal tkwią w roślinach i nasionach, a potem trafiają do spożycia.

Kłamliwe reklamy głoszą, że Roundup po zetknięciu z ziemią całkowicie traci swoje toksyczne właściwości.

I wreszcie wspomniana „bezpłodność” nasion paszowych Monsanto. Nie wykiełkują, co uzależni rolników od koncernów biotechnologicz­nych, aby każdego roku kupowali nasiona Monsanto na zasiew. Muszą kupować licencje na ich produkcję, wnosić opłaty technologiczne za wy­korzystanie „zboczonych” nasion. Tu chodzi także o zysk, jak we wszy­stkim co czynią dla naszego „dobra” kryminalne gangi nasienne.

Co konkretnie powoduje stosowanie nasion GMO , czyli produkcja żywności „zboczonej” genetycznie?

Wiadomo, że wirusy podlegają coraz szybszej mutacji. Dlatego szcze­pionki są coraz mniej skuteczne. Zanim naukowcy wytworzą silniejszą na danego wirusa, ten już zdąży zmutować w jeszcze odporniejszy i „nowa” szczepionka przestaje być skuteczna zanim zostanie wprowadzona do dystrybucji. Z rakotwórczych wirusów mogą powstawać nowe groźne zarazki o konsekwencjach niemożliwych do przewidzenia.

DNA organizmów często zawierają uśpione formy wirusów i bakterii. Wprowadzenie do nich „zboczonych” genów może uaktywnić je lub po­wodować rekombinacje i mutacje drobnoustrojów, co prowadzi do roz­woju nowych generacji chorobotwórczych, groźniejszych od wirusów SARS i H5N1.

Uczciwi naukowcy nazywają ten proceder krótko: „biologiczny terro­ryzm”. Spożywanie zmodyfikowanych organizmów może przenieść ich antybiotykową odporność na ludzi i zwierzęta.

Ten sam gen zachowuje się różnie w zależności od tego, w której czę­ści łańcucha DNA się znajdzie. Prowadzi to do nieprzewidywalnych zmian w zmodyfikowanych organizmach.

Mogą wtedy powstawać białka oraz ich kombinacje nigdy przedtem nieznane. Nieuchronnie pojawią się w żywności.

W rezultacie takich manipulacji powstają białka, w tym toksyny i aler­geny, pochodne wielu zagrożeń dla człowieka i środowiska. Każde białko, nawet w śladowych ilościach może wzbudzić reakcję alergiczną nawet o skali wstrząsu.

Stosowanie roślin odpornych na szkodniki powoduje większe straty niż iluzoryczne korzyści. Kiedy w uprawach tradycyjnych niszczono szkodniki powierzchniowo działającymi opryskami, wystarczyło roślinę umyć przed spożyciem. Tu nie ma takiej możliwości, bo roślina zmodyfi­kowana sama produkuje toksyny odpornościowe. Związki trujące owa­dy dostają się do korzeni, do bulw, łodyg, liści i nasion, nawet do pyłków, które wdychamy.

Badania wykazały, że pyłek roślin zmodyfikowanych wywołuje sil­ne alergie. Substancje produkowane przez takie rośliny w celu zabijania owadów, są trujące również dla ludzi i zwierząt. Spożywanie takich roślin oraz owoców jest spożywaniem tych toksyn. To wprawdzie nie uśmierca człowieka w przewidywalnym czasie, lecz powoduje powolne, syste­matyczne osłabienie układu odpornościowego, zwiększanie podatno­ści na czynniki chorobotwórcze.

Toksyny w GMO zabijają nie tylko szkodniki, ale również owady po­żyteczne, m.in. żyjące w ścisłej symbiozie z roślinami (zwłaszcza pyłkami) pszczoły. Masowo giną one w Europie i Ameryce. Przypisuje się to, m.in. falom telefonii komórkowej, które zakłócają „radary” pszczół i nie trafiają one do pasieki. Ale czy tylko te fale tak masowo niszczą pszczoły?

Obumarłe szczątki roślin GMO podczas gnicia i rozkładu uwalniają swoje toksyny, a te zabijają glebowe drobnoustroje. Zatruwają się również owady wodne i żywiące się nimi płazy i gady.

Ludzie coraz bardziej boją się produktów z GMO. Amerykańscy far­merzy tracą miliardy dolarów ze zmniejszonego eksportu swoich mody­fikowanych plonów. Są kraje, których rządy wiedzą czym to grozi i nie przyjmują takie} żywnością.

Mit większych plonów. Rośliny GMO nie osiągają większych plo­nów. Wprost przeciwnie. Wydajność z GMO spada o 5-10 proc., np. w sto­sunku do plonów soi niezmodyfikowanej.

Rośliny GMO są mniej odporne na choroby i warunki klimatyczne. To zmusza do zwiększania dawek środków ochronnych o coraz większej sile niszczenia.

Odłóżmy sprawę plonów. Sięgnijmy do skutków.

Karmienie szczurów kukurydzą zmodyfikowaną genetycznie wywołało podwyższoną ilość białych krwinek (białaczka) i nasilenie zaburzeń pracy nerek, zmniejszenie ilości czerwonych krwinek i wzro­st poziomu cukru we krwi.

Podawanie ciężarnym samicom soi GMO spowodowało bardzo wy­soką ich śmiertelność oraz zaburzenia wzrostu potomstwa: 55,9 proc. młodych zmarło w ciągu trzech pierwszych tygodni. Dla porównania – karmionych soją naturalną, umierało tylko 9 proc. potomstwa.

A co u ludzi? Skutki rozkładają się na lata w porównaniu z długością życia szczura i człowieka. Żywność z GMO to bomba z zapłonem przedłużonym na dziesięciolecia. Soja i kukurydza dodawane są jako za­gęszczacze i wypełniacze do wędlin, przetworów, majonezów, śmietany. Większość produkowanej soi na świecie jest już z GMO. Dodajmy do tego oleje sojowe, a wtedy odkryjemy, że jesteśmy w pułapce bez wyj­ścia, skazani na wielkie supermarkety, bez naturalnych warzyw, pomi­dorów, ziemniaków kupowanych niegdyś na gminnych targowiskach.

Osoby po opuszczeniu obszarów uprawy GMO, przestają cierpieć na alergie, wysypki, chrypki, astmy, itp.

Oprócz szczurów, myszy są także wyczulonymi testerami. Żywione GMO mają poważne upośledzenie zdolności reprodukcyjnych. Szczury i myszy karmione GMO w trzecim pokoleniu tracą rozrodczość. Ludzi czeka to samo w przeliczeniu na dwa pokolenia.

Szczury doświadczalne nie chcą jeść nasion z GMO. Żywione kuku­rydzą GMO i normalną, bezbłędnie wybierają ziarna normalne. Aby kon­tynuować doświadczenia ze zmodyfikowaną kukurydzą, naukowcy mu­sieli rozetrzeć ją z kukurydzą zdrową.

W roślinach GMO stwierdzono mniejszą ilość substancji hamujących rozwój chorób nowotworowych.

Rolnicy dobrze wiedzą, że krowy nie chcą jeść kukurydzy GMO. Mając do wyboru pędy normalnej i zatrutej, zawsze zjadają łodygi nor­malne. Zdarza się, że krowy przechodzą przez pole z kukurydzą GMO na pole zdrowej uprawy. Potrafią sforsować ogrodzenia do pola z normalną kukurydzą.

Osiemdziesiąt macior karmionych paszą z GMO, miało problemy z płodnością.

Terror GMO jest wszechogarniający. Bywa, że firmy bio-przestępcze („biotechnologiczne”) bezprawnie patentują także rośliny tradycyjne, od tysięcy lat uprawiane w takich krajach jak Gruzja, Irak, Indie, dorzecze Amazonki. Dawniej uprawiano w Indiach tysiące odmian ryżu o szczegó­lnych właściwościach smakowych i zdrowotnych, bezbłędnie rozróżnia­nych przez ludność po wyglądzie i smaku. Teraz Gruzja znajduje się w szponach żydochazarów amerykańskich, a ich kukłą jest tam ich agent Saakaszwili, niegdyś przyjaciel L. i J. Kaczyńskich.

Wyobraźmy sobie, że większość tych odmian jest tam opatentowana przez pirackie firmy „biotechnologiczne” – międzynarodowe koncerny, których właściwą nazwą powinno być międzynarodowe gangi, terrory­zujące uprawy i produkcję żywności. W Polsce przykładem jest słynny „oscypek” – ser z mleka owczego. Teraz każdy producent „oscypków” oraz sprzedawca musi uzyskać pozwolenie – „licencję”. Znany był przy­padek w środowisku górali zakopiańskich, kiedy to „szwadron” poszuki­waczy „oscypkowych przestępców” najechał dom górala, znalazł 17 os­cypków i wlepił góralowi dotkliwą karę. Nie pomogło tłumaczenie, że wyprodukował je do spożycia w rodzinie.

Z rozpędu dodajmy inny przykład. Stary samotny rolnik z biłgoraj­skiego, chcąc otrzymywać dotacje do swoich paru hektarów, hodował – ma się rozumieć – krowę zakolczykowaną, dokładnie jak za czasów nie­mieckiej niewoli. Ale stracił już siły do utrzymywania krowy, więc od­wiózł ją do rzeźni i kupił kozę, zakolczykował ją także legalnie, ale po dwóch latach stracił siły na tyle, że i kozy nie mógł obrządzać. Sprzedał ją na jarmarku w Biłgoraju nieznanemu nabywcy. Po jakimś czasie w jego sadybie pojawiło się dwóch policjantów i zapytali gdzie koza. Chłop stanął przed sądem i otrzymał karę 2000 złotych! Całe szczęście, że nigdy nie słyszał popędzania Polaków do euro-kierdla przez „Bacę Tysiąclecia” – Jana Pawła II, kiedy ten np. w sierpniu 2002 wołał:

…polskie społeczeństwo znajdzie właściwe sobie miejsce w strukturach wspólnoty europejskiej i nie tylko nie zatraci własnej tożsamości, ale ubogaci swą tradycją ten kontynent i cały świat.

Biłgorajski rolnik nie zatracił swej tożsamości, ale „nabył” mandat, a gdyby znał połajanki polskojęzycznego „Bacy Tysiąclecia”, to mógłby na starość „zatracić” nawet wiarę i smażyć się w piekle.

Cynizm kryminalistów z GMO i Monsato osiąga apogeum w twier­dzeniu, że ratują „świat” przed głodem. Tymczasem „na świecie” wystę­puje nadprodukcja żywności, czego np. dowodem jest dotowanie upraw rolnych w Unii Europejskiej, aby rolnicy i farmerzy nie poszli z torbami nie mogąc sprzedać plonów po opłacalnych cenach.

Podczas „światowej” konferencji na temat żywności i rolnictwa w Londynie w 2002 roku, przewodniczący Forum dla Biotechnologii i Bezpieczeństwa Żywnościowego powiedział zadziornie:

Twierdzenie, że biotechnologia lub wolny rynek rozwiążą problem głodu, jest rozmyślnym wypaczaniem prawdy.

Przykładem są Indie. Mają 320 milionów obywateli, którzy stale kładą się spać głodni pomimo tego, że Indie mają w rezerwie roczne zapasy po 65-70 tysięcy ton żywności. Indie żywność eksportują, ponieważ bied­nych nie stać na jej zakup, toteż tysiące ton zalegają w magazynach. Rol­nicy nie mogą jej sprzedać nawet po cenach równoważnych do kosztów. Banki i firmy biogangsterskie namawiają indyjskich rolników do brania kredytów pod zastaw ziemi. Gospodarstwa wielohektarowe są w stanie obniżać ceny żywności i jakoś przetrwać, ale rolnicy drobni już nie. Wy­starczy gorszy zbiór lub zmiana cen skupu i tacy rolnicy już nie są w sta­nie spłacić pożyczek, a jego ziemia dostaje się w łapy dyktatorów cen. W ten bandycki sposób pozbawiono gospodarstw miliony drobnych fa­rmerów w USA, Argentynie, Paragwaju, Indiach, w wielu krajach afry­kańskich, pozbawiając ich szansy na godne życie. Tylko w Indiach do­prowadzono w ten ludobójczy sposób 150 000 rolników do samobójstw – po 1000 samobójstw miesięcznie. Czy to nie jest ludobójstwo bez jednego wystrzału, bez szubienic?

Przyczyna głodu tkwi w dystrybucji żywności i innych dóbr. Wystar­czy zadbać o odpowiedni zbyt produktów, a głodującym zapewnić pracę i zarobek – przecież to stara prawda ekonomii, równowagi podaży i po­pytu. Ale podarować nadwyżki potrzebującym to już przestępstwo! Do­wód – polski piekarz, który został finansowo zniszczony za oddawanie niesprzedanego pieczywa do garkuchni dla bezdomnych.

Od 2003 roku ponurym przykładem jest okupacja Iraku przez bandy­ckie kolejne sanhedryny USA. Poza narzucającym się powodem najazdu żydoamerykańskiego na ten kraj i jego okupacji, jakim jest iracka ropa, najeźdźcy i międzynarodowi grandziarze zwani „społecznością między­narodową”, starają się uczynić z tego nieszczęsnego kraju raj dla wolnego handlu, gigantyczne targowisko. Składową tego planu jest dążenie do do­stosowanie jego produkcji żywności do modelu dogodnego dla nasion i roślin GMO, w sumie najazd w najeździe, okupacja w okupacji. Mega- gangi żywnościowe z przemysłu rolnego, otrzymały zgodę „irackiego rządu” w ramach błyskawicznie tam wprowadzanych tzw. „praw Bremera”. Narzuciły one zbójeckie zmiany, o których nic nie wie szara, głucha i niewidoma „społeczność międzynarodowa”. To nieograniczony import bez ceł, inspekcji i podatków, rezygnacja z wszelkich kontroli, co Polska przerabiała w pierwszych latach „transformacji”. Używanie tradycyj­nych nasion grozi wysokimi karami, w Iraku nawet więzieniem. Czy ktoś w Europie wie o tym z „mendiów”? Można w Iraku używać tylko nasion opatentowanych, genetycznie zdegenerowanych, będących własnością giga-bandziorów korporacyjnych.

Irackim rolnikom zabrania się ponownego wysiewania pozyskanych nasion w przyszłym roku. Daje to międzynarodowym grandziarzom ab­solutną władzę nad rolnikami w Iraku na 20 lat! Rolnicy muszą tam wno­sić opłatę „licencyjną” za nasiona do siewu.

Czy ktoś słyszał o tym, zagłuszany medialnym jazgotem o zamachach terrorystycznych na ulicach miast irackich?

Podstawą tego wtórnego terroryzmu jest „amerykańska” ustawa o nazwie: „Ochrona odmian roślin”. W ramach tego aktu terroryzmu, na­siona GMO mają pierwszeństwo, ochronę i prawo do karnego elimino­wania roślin w tej starożytnej kolebce rolnictwa.

Czy ktoś w Polsce lub całej „Jewropie” słyszał o tym w Tel-Awizjach?

Irak to Persja, żyzna dolina pomiędzy Eufratem i Tygrysem, od dzie­sięciu tysięcy lat idealny teren do uprawy zbóż, jakby nasze Żuławy. Od co najmniej 8000 tysięcy lat, kiedy to przodkowie dzisiejszych „jewre- jopejczyków” jeszcze przeskakiwali z drzewa na drzewo, rolnicy Persji (dzisiejszego Iraku) już uprawiali wszystkie odmiany pszenicy i in­nych zbóż. Można ten terror porównać z metodycznym wyburzaniem bezcennych zabytków perskiej starożytnej kultury przez współczesnych żydochazarów. W czasie, gdy Irakijczycy zwyczajnie głodują jako jeden z potencjalnie arcybogatych krajów, gangi zbrodniczej biotechnologii i dys­trybucji prowadzą na glebach podbitego kraju swoje zdegenerowane uprawy z przeznaczeniem na eksport do innych krajów. Ten terror bez­prawia narzuconego przez bezlitosnych najeźdźców zmierza do bezpo­wrotnej „transformacji” irackiej produkcji żywności w zdegenerowaną żywność spod znaku GMO, którego główny emblemat powinien przedstawiać trupią czaszkę ze skrzyżowanymi piszczelami.

MONSANTO Company

To nic innego jak międzynarodowy, w istocie już globalny dyktator, spółka akcyjna, gigantyczna ośmiornica ośmiornic. Specjalizuje się w bio­technologii i chemii organicznej nastawionej na produkcję w rolnictwie. Monsanto jest też globalnym liderem w produkcji herbicydu (glifosatu), który pod nazwą Roundup jest sztandarowym produktem (trucizną) tego koncernu. Połączenie produkcji zdegenerowanej roślinności i bez­względnego monopolu na środki „ochrony” roślin na czele z Roundu- pem, czyni z niego totalnego dyktatora na światowym rynku żywieniowych trucizn. Zatruwa od 70 do 100 proc. powierzchni upraw swoimi patologicznymi nasionami.

„Agracetus” – to kolejna światowa firma, która posiada wyłączność na produkcję zmodyfikowanej fasoli sojowej sprzedawanej pod nazwą „Roundup Ready”.

W marcu 2005 roku Monsanto wchłonęło firmę „Seminis Inc.” i w re­zultacie stało się liderem na rynku tradycyjnego ziarna siewnego. Mon­santo zatrudnia 15 000 osób. Według zeznania podatkowego z sierpnia 2004 r., jego roczny dochód brutto wyniósł 4,5 mld dolarów. Jednak nie w miliardach tkwi dramat Ludzkości, tylko w powolnej jej eutanazji rozpisanej na dwa lub trzy pokolenia.

Monsanto posiada nieograniczony monopol na nasiona siewne zde- generowane anty-genetycznie oraz na produkcję hormonu wzrostu krów. Agresywny lobbing nie liczący się z kosztami spowodował, że MONSANTO stało się gangiem najbardziej znienawidzonym przez „antyglobalistów” – normalnych ludzi z mózgami jeszcze nie całkiem za­trutymi przez degenerujące toksyny. Monsanto stało się także ulubionym obiektem ataków tzw. „ruchów ekologicznych”. Ich liderzy ukuli nazwę żywności GMO: „frankenfood” – od Frankensteina i słowa food – żywność. Samą nazwę MONSANTO zamienili w neologizm: MOKSATAN. Jakże słusznie.

Ruchy antyglobalne i proekologiczne traktują tych frankensteinów nowej generacji jako sztandarowe gangi tzw. terroryzmu korporacyjnego.

Trucizny produkowane przez Monsanto

Aspartam, którego produkcję jako dodatku do żywności rozpoczęła firma farmaceutyczna G.D. Searie & Company, przejęta później przez Monsanto; niektóre badania sugerują, że związek ten zwiększa ryzyko wystąpienia nowotworów.

Agent Orange – produkowany m.in. przez Monsanto defoliant uży­wany przez USA podczas wojny w Wietnamie, aby zniszczyć dżunglę mogącą ukrywać wietnamskich partyzantów; w czasie jego rozkładu wy­zwalają się dioksyny, które mają szkodliwe działanie na ludzi.

PCB – produkowane m.in. przez Monsanto, od 1977 zdelegalizowane nawet w USA z powodu właściwości rakotwórczych. W UE można je sto­sować z ograniczeniami.

DDT – produkowany m.in. przez Monsanto insektycyd wykorzysty­wany od lat 40. do początku lat 60. XX wieku. Obecnie DDT nie jest uży­wany w krajach wysoko rozwiniętych z powodu jego trwałości i kumula­cji w organizmach żywych. W krajach Trzeciego Świata w dalszym ciągu jest używany do walki z komarami roznoszącymi malarię.

Cycle-Safe – „prekursorska” plastikowa butelka na napoje. Po roku zaprzestano jej używania z powodu stwierdzonego ryzyka raka u ludzi. Po kilku latach ponownie zaaprobowana przez FDA.

Posilac – rekombinowany bydlęcy hormon wzrostu; zwiększa produ­kcję mleka. Ze względu na zwiększoną podatność tych krów na infekcję (związaną ze wzrostem mleczności), otrzymują one wyższe dawki anty­biotyków; nie stwierdzono bezpośredniego działania BGH na ludzi. BGH nie został dopuszczony do użytku w Kanadzie i niektórych krajach Unii Europejskiej.

Komentowanie zamknięte.