Najnowsze

Opublikowano Czerwiec 14, 2013 Przez stophasbara W Polska

Tendencje samobójcze narodu polskiego – Adolf Bocheński, część III ostatnia

a19

IX.

W 1687 roku Rzeczpospolita stanęła wobec ataku ze strony Turcji. Gdy 45 lat wcześniej Chodkiewicz otrzymał misję powstrzymania podobnego najazdu, choć było to po okresie panowania Batorego, miał do dyspozycji bądź co bądź 30.000 żołnierza regularnego. Teraz po półwiekowej pacyfistycznej polityce siły, jakimi nowo mianowany hetman rozporządzał, dochodziły do 30.000. A kiedy rozumiejąc niepodobieństwo odparcia najazdu takimi siłami, zwraca się do narodu po pospolite ruszenie, Wielkopolska odmawia z obawy, by jej konie w marszu nie pozdychały; Małopolska odmawia, ponieważ Wielkopolska odmówiła; a Ruś, by ukarać tamte dwie prowincje. Takimi były pobudki anielskości naszego narodu, co do którego prof. Kochanowski wyraża nadzieję, że potrafi on Prusy i Rosję nawrócić. Jesteśmy skromniejsi i całym naszym szczęściem byłoby przekonać się, że Polacy posiadają tyle patriotyzmu ile Austriacy i Prusacy.

Sobieski na czele owych 3.000 rzuca się między stutysięczną armię turecką, zamyka się w Podhajcach, 17 dni wytrzymuje szturm po szturmie, następnie bije ją najzupełniej i zniewala do proszenia o pokój.

Kilka miesięcy potem Jan Kazimierz abdykuje. Polacy wybierają królem Michała Wiśniowieckiego, który całe panowanie nic innego nie robił, jak tylko dokuczał Sobieskiemu. W specjalnych monografiach znajdzie czytelnik dokładne dzieje prześladowania, jakie ten człowiek przechodził ze strony króla i społeczeństwa. Było to zresztą jako silniejsze wydanie tej samej metody, którą stosowano względem wszystkich wodzów od Tarnowskiego i Batorego zacząwszy. Zatrzymamy się jedynie nad konfederacją gołąbską i traktatem buczackim. W 1674 roku, prócz Doroszeńki i Tatarów, począł grozić najazd całej potęgi mahometańskiej, której armie koncentrowały się już w Carogrodzie. Sobieski błaga o powiększenie sił przynajmniej o 10.000 ludzi. Sejmiki to żądanie odrzuciły. Tymczasem na drugi rok rzeczywiście wchodzi ogromna armia i oblega Kamieniec. Po długiej, bohaterskiej obronie twierdza ta kapituluje. Dochodzą o tym wiadomości do Warszawy, są wkrótce i uchodźcy. Ale w stolicy temu nie dano wiary. Sfery rządzące były głęboko przekonane, iż nic nie grozi, ponieważ Turcja wojny nie wypowiedziała. A kiedy wreszcie zebrało się pod Gołębiem pospolite ruszenie, zajęło się jedynie sądzeniem Sobieskiego i innych oficerów, których posądzono o zdradę. Jednocześnie wysłani posłowie zawierają z Turcją traktat buczacki, mocą którego król otrzymuje kaftan muzułmański, Rzeczpospolita staje się lennem sułtana. Wtedy dopiero zapał powszechny do wojny ogarnia społeczeństwo. Sejm nie ratyfikuje traktatu, wystawia 60.000 armię i co najważniejsze udziela jak najszerszych pełnomocnictw wodzowi. Zapał taki przejawia się tylekroć w dziejach naszych, że należy spojrzeć na symptomy faktowi temu towarzyszące. A więc przede wszystkim stałą cechą tego ruchu jest okoliczność, iż zjawia się on za późno, kiedy już nieprzyjaciel dzięki bierności społeczeństwa zyskał znaczne sukcesy. W samej tej chwili naród działa według wszystkich zasad historii, a więc zamiast dzielić władzę, skupia ją w ręku wodza, główny nacisk kładzie na silną armię, szuka sojuszników za granicą. Potem zachodzą dwie ewentualności: albo trafia się geniusz wojskowy jak po bitwie cesarskiej, w czasie wielkiej wojny moskiewskiej, za wojen szwedzkich po traktacie buczackim i 1920 roku, wtedy państwo na polu bitew ocala swój byt, ale zwycięstw nie wykorzystuje i zawiera niejakie rozejmy, albo też wodzowie nasi nie przerastają współczesnej miary i wtedy jak po sejmie czteroletnim lub 1831 r. Polska traci wolność. Sobieski wyrusza z nową armią i ujmując strategiczną inicjatywę bije główne siły tureckie pod Chocimiem. Równocześnie prawie umiera król i uniesiona zapałem szlachta wybiera królem Jana Sobieskiego. Pomimo bitwy pod Chocimiem niebezpieczeństwo nie przestało być groźnym. W roku 1674 zjawił się w dzisiejszej Małopolsce wschodniej sam Mahomet IV, wielki wezyr Achmed Kuperli na czele ogromnej armii. Sobieski musiał tam natychmiast pospieszyć. Choć rozporządzał znacznie mniejszymi siłami, potrafił za pomocą zręcznych obrotów zmusić nieprzyjaciela do odwrotu. Nie miejsce tu opisywać wszystkie perypetie tej długiej wojny. Głównymi wypadkami było zwycięstwo pod Lwowem i krytyczna rozprawa pod Żurawnem, Sobieski w 15 tysięcy znajduje się wobec 200 tysięcy nieprzyjaciela. Pozbawiony pomocy z kraju musi zawrzeć niekorzystny pokój żurawiński. Zaraz jednak potem zażądał na Sejmie zerwanie pokoju i uchwalenie podatków koniecznych na wojnę. Sejm jednak zostaje zerwany, nic nie uchwaliwszy. Najważniejszym zdarzeniem zaszłym za jego panowania była odsiecz Wiednia. Wielka Porta mając wolne ręce ze strony Polski postanowiła zadać światu chrześcijańskiemu cios, który byłby wstępem do zupełnej supremacji nad Europą. Postanowiła zniszczyć Austrię. Porta stała wówczas na szczycie potęgi, nie tylko ponieważ doszła do maksimum posiadłości, ale i miała u steru człowieka zdolnego do największych rozstrzygnięć. Był nim wielki Wezyr Kara Mustafa, zięć Achmeda Kuperlego. Austria wysilona ciągłymi wojnami z Francją byłaby bez pomocy Polski decydującą w jej dziejach klęskę poniosła. Czy by Turcy wtedy opanowali wolność i pokojowość Polski? Czy by nie spotkał nas los Bułgarów i innych plemion słowiańskich? Polacy sądzili, że nie. Dlatego to na Sejmie 1685 r. chcieli wprost detronizować Sobieskiego, jeśli obroni Wiedeń (spisek Morsztyna). Gorszą jest jednak moralna detronizacja, jakiej się bezustannie dopuszczają historycy, dowodząc, iż Polska w ten sposób uratowała Austrię, która sto lat później wzięła udział w rozbiorach. Historycy ci jednak nie stawiają sobie pytania, co by Polsce grozić mogło od Turcji? Naszym zdaniem zasada Rzymian, by popierać słabszych sąsiadów przeciw silniejszym, jest absolutną w każdych okolicznościach. Po bitwie wiedeńskiej, gdzie to osoba króla większy wpływ wywarła od całego wojska chrześcijańskiego, dalej po bitwie pod Parkanami, która to ostateczną klęską Kary Mustafy się stała, Jan III zamyślał o wykorzystaniu zwycięstwa dla Rzeczypospolitej. Miał nawet możność przyłączenia do niej Węgier. Atoli stanowisko wojska rozstrzygnęło o szybkim opuszczeniu terenu wojny i wszystkich planów.

Ledwie powrócił do kraju, gdzie ostygł pierwszy zapał, król ujrzał swych przyjaciół, swych krewnych nawet uniesionych powszechnym prądem, jak występowali przeciw niemu. Tak to – pisze Salvondy – ceniono w Polsce wielkich ludzi wojny. Po wyprawie wiedeńskiej Sobieski schorowany i stroskany wybrykami społeczeństwa szybko się starzeje. Jeszcze dwie wyprawy przeciw Turcji jak zwykle niedostatecznymi siłami prowadzone, jeszcze parę burzliwych sejmików i w 1699 r. umiera Jan Sobieski, zamykając swoją postacią szereg wielkich mężów, dzięki którym wyłącznie tak długo istniała dawna Polska. Nazwiska ich to: Tarnowski, Ostrogski, Batory, Zamojski, Żółkiewski, Chodkiewicz, Koniecpolski, Władysław IV, Czarniecki, Sobieski. Rzadko który naród posiadł tylu wodzów tej miary, żaden chyba tak nimi nie gardził. Bo też zasady ich, zasady wielkich pociągnięć i wojen zaczepnych były obce i znienawidzone gnuśnemu narodowi. Niedługo jednak, a role się zmienią. W chwilach zapału naród zawoła o wodza, a opowiedzą mu tuzinkowi oficerowie. Lecz gdy znów znajdzie się jeden, godzien stanąć w plejadzie tamtych dawnych hetmanów, wtedy cięższą walkę stoczy ze swoim ludem niż z najeźdźcą. Najeźdźcę pokona, a naród wzmoże go w zapasach, zwycięstwa jego przekreśli, sprzymierzeńców odstąpi i nowe życie zacznie ku pacyfizmowi i zgubie.

X.

Haniebne dzieje elekcji następującej po śmierci Jana III daje nam przedsmak tego, co się dziać będzie za najbliższego panowania Augusta II księcia Saskiego. Chwila, w której król ten tron obejmował, była przełomowa i decydująca dla dwóch następujących stuleci. W r. 1700 wybuchły śmiertelne zapasy tak w zachodniej, jak i wschodniej Europie. Biada narodowi, który w nich nie odważy się wziąć udziału. Na zachodzie widzimy powszechną koalicję przeciw Francji, która wzmógłszy się niepomiernie za panowania Ludwików sięga po hegemonię nad światem w postaci posiadłości hiszpańskich. To wojna sukcesyjna hiszpańska. Na wschodzie sytuacja wręcz odmienna. Tu przeciw kolosowi rosyjskiemu, który powoli, lecz z żelazną konsekwencją dąży do hegemonii nad wschodem, zamiast solidarnej koalicji występuje jeden człowiek, którego losy przedstawiają analogię z losem Hannibala. Człowiekiem tym Karol XII. Narody, które swego czasu nie wsparły Hannibala przeciw Rzymowi, później kolejno przechodziły w niewolę tego mocarstwa. Polska, Turcja i Ukraina nie poparłszy Karola XII znalazły się kolejno w promieniu wpływu Rosji. Polska zaś odegrała w wojnie tej rolę już specjalnie smutną. Gdy bowiem 30 grudnia 1701 r. Karol XII wkroczył na czele dość słabej armii do Kurlandii i począł okupować Polskę, Polacy nie mogli się na nic zdecydować. Przy boku Karola, oprócz paru warchołów zatroskanych o własne kieszenie (jak Sapiehowie), nikt prawie nie stanął. Już ten sam fakt świadczy okropnie o ówczesnym rozumie politycznym Polaków. Ale gorzej jeszcze przedstawia się nasza ówczesna polityka, gdy przypomnimy sobie, że również nie zdecydowano się na wyrzucenie Szweda z kraju. Słabe konfederacje jak Sandomierska (22. sierpnia 1703) nie mogą nic przeciw Szwedom zdziałać. Kończy się na tym, że Szwedzi 10 lat w Polsce rabują i utrzymują jej kosztem całą armię, a następnie niepoparci od Rzeczypospolitej ponoszą definitywną klęskę w walce ze śmiertelnym naszym wrogiem pod Połtawą. Polska wreszcie wychodzi z tego okresu z hańbą okropnie wyniszczona, a bez żadnych korzyści i nawet bez wydania komukolwiek wojny!                „Nie zliczył nikt i nie zliczy – pisze profesor Konopczyński – ile ogółem wytępiono ludu, wybrano żywności i kontrybucji”. Faktem jest, że Szwedzi żywili kosztem Polski przez 8 lat dziesiątki tysięcy żołnierzy (1701-1709), że Rosjanie przez lat 18 z małą przerwą robili to samo; Sasi gościli u nas z mniejszą lub większą uciążliwością od 1701-1706 i za cenę takich ofiar można było przez szereg lat utrzymać 100 tysięczną armię wystarczającą do zdobycia Kijowa, Smoleńska, Rygi i Królewca. Oto nauka jak się opłaca pacyfizm.Ale idźmy dalej. Z bitwą pod Połtawą, a nawet z bohaterską śmiercią Karola XII pod Fredericksholmem bynajmniej nie skończyła się wojna północna. Przeciwnie jeszcze w roku 1719 poczęły świtać dla Polski i Szwecji znów jaśniejsze horyzonty. Szwecja zawarta pokój z Prusami. August II książę Saski i król Polski, dotychczas największy jej wróg zrażony postępowaniem sprzymierzeńca Piotra rosyjskiego, postanowił zemścić się na nim i sprzymierzyć się ze Szwecją przeciw Rosji. Tak powstała owa liga wiedeńska (1719) między Austrią, Szwecją, Anglią, Saksonią i Prusami przeciw Rosji. Chodziło tylko o wciągnięcie Polski do przymierza. Zbliżał się moment – pisze znów Konopczyński – kiedy Polska miała zająć stanowisko wobec tej koniunktury politycznej wyjątkowo pomyślnej. Jakie zajęła?

Gdybyśmy w tej chwili czytali historię rzymską, angielską, niemiecką czy francuską, wiedzielibyśmy z góry, co te narody uczyniły, niezawodnie przystąpiłyby do Ligi przeciw swemu śmiertelnemu wrogowi w tak pomyślnej sytuacji. Ponieważ jednak znamy już charakter narodu polskiego, wiemy, że Polska tego nie uczyniła! „Rozstrzygnięcie zapadło fatalne”. Gdy Moskal wymówił wyraz wojna, wszystko miękło jak wosk, w decydujących narodach wszyscy odpychali ewentualności zbrojnego czynu. Kott poseł angielski ujrzał bezowocny koniec Sejmu i doszedł do wniosku, że Polacy nie chcą Kijowa ani bezpieczeństwa, boją się tylko króla. Na tych twardych mózgach stępiło się ostrze wiedeńskiego przymierza (Konopczyński 85). Takim był naród.

XI.

W 1733 umiera August II i znów przychodzi do elekcji. Elekcja ta jest jednym z najcharakterystyczniejszych objawów usposobienia społeczeństwa polskiego, opiszemy więc ją nieco dokładniej jak inne fakty. Głównymi kandydatami byli: Leszczyński były król – manekin Karola XII i August syn Augusta II. Polacy sprzyjali jednogłośnie prawie pierwszemu, choć okrytemu tak smutną sławą z czasów wojny północnej. Augustowi sprzyjały jednak mocarstwa sąsiednie, Rosja i Austria i postanowiły siłą wprowadzić swego kandydata na nieszczęsny tron Polski, w tym celu marszałek Munich gromadzi nad granicą Polski wojska rosyjskie, a generał Lassy wojska austriackie. Tymczasem wybiera się w Warszawie Sejm konwokacyjny. Mimo że wszyscy jego członkowie wiedzieli doskonale o wojennych zamiarach i koncentracji armii mocarstw, nikt nie pomyślał o zakryciu odsłoniętych zupełnie granic. Nie pomyślano zaś, pisze Schmidt[6], z powodu, że „prymas wraz z całym stronnictwem Leszczyńskiego był przekonany, że mocarstwa sąsiednie najpierw na podstawie uroczystych i przez całą Europę zagwarantowanych traktatów nie będą śmiały wysiać swe wojska na dzierżawy Rzeczypospolitej, co byłoby naruszeniem tych traktatów. Po drugie uważano, że Ludwik XV, zięć i sprzymierzeniec Leszczyńskiego, jest zanadto potężny, by nieprzyjaciele mogli Polsce coś zrobić”.

Zdumiewająca ufność w traktaty i naiwność. Nigdy może nie przejawia się ona tak wyraźnie jak w czasie tej elekcji. Z kwatery posła saskiego wypuszczano mnóstwo pisemek ubliżających w najwyższym stopniu Rzeczypospolitej. Postanowiono więc wezwać posła saskiego do tłumaczenia się przed Sejmem. Gdy jednak ambasadorowie Rosji i Austrii sprzeciwili się temu, Sejm przestraszony cofnął swe żądanie, tymczasem wojska nieprzyjacielskie wkroczyły do kraju, rada senatu powołując się na stare prawa prosi posła rosyjskiego i austriackiego, aby się z Polski wynieśli. Ci jednak odpowiadają, że tego nie zrobią i senat znów w niepojęty sposób cofa swe wezwania. W międzyczasie zbiera się elekcja i wybiera prawie jednogłośnie królem Leszczyńskiego. Wojska sprzymierzone podsuwają się jednak coraz bliżej pod stolicę. „Co do nieprzyjaciół – pisze znów Schmidt – chwycono się dziwnej polityki. Nie chcąc bardziej rozdrażniać carowej napisano manifest, że Rzeczpospolita nie myśli łamać przymierza ani zaczepnie występować przeciw Rosji”.

Wystąpiono zaś obronnie w ten sposób, że naprzeciw 50.000 Lascego i Municha wysłano 2.000 zbieraniny. Oddział ten, jak i również konfederacje zawiązujące się to tu to tam przepędzili Moskala bez trudu. Niedoszły po raz drugi król Leszczyński chroni się do Gdańska, który jednak po krótkim oblężeniu upada.

XII.

Od Sasów nie będziemy doszukiwać się usposobienia narodu w objawach życia państwowego. Znajdziemy je prędzej w szeregu powstań, w które ten okres dziejowy tak obfituje. Powstania te jednak niestety zazwyczaj nie wychodziły wprost od społeczeństwa i były wywoływane przez garstkę zaledwie zapalonej młodzieży. Nie wystarczające poparcie ich przez cały naród było też główną przyczyną ich upadku.

Prawdą jest, że wiele winy za nieudanie się powstań spada na ich niefortunnych przywódców[7]. Nie może jednak istnieć państwo, które dla swego utrzymania potrzebuje wciąż wielkich wodzów. Gdy wodzowie przestają się w takt rodzić, takie państwo przestaje istnieć.

Społeczeństwo nasze nie potrafiło, mimo chwilowych zapałów wydobyć wszystkie swe siły. Taka Hiszpania potrafiła przez 6 lat (1808-1814), mimo okupacji francuskiej i bezustannych klęsk, wystawić i wciąż na nowo stwarzać 200.000 armię (Według obliczenia Horzetskiego, Wichtigste Feldzüge Europe seit 1792).

Polska maksimum osiągnęła w 1830 r. wraz ze stutysięczną armią. A Polska miała kompletną organizację i znaczną cześć kraju wolną. Dysproporcja z wysiłkiem hiszpańskim jest więc rażąca.

„Nic innego tylko brak kultury wojskowej – pisze Starzyński – stanowił główną przyczynę upadku Rzeczypospolitej. Wypadki z r. 1830 stwierdziły, że wojny Napoleońskie tej kultury nie pogłębiły. Nie co innego, jak brak kultury wojskowej, wykazali w r. 1863 „biali i czerwoni”, a z nimi cały naród. Toteż cały naród ponosi odpowiedzialność za klęskę, którą wówczas ponieśliśmy”.

Przejdźmy pokrótce ten okres. Za konfederacji barskiej naród nasz jest podzielony na dwa obozy, jeden chce walki z Moskalami, drugi jest za pokojem. Drugi nie cofa się nawet przed zwalczaniem pierwszego na spółkę z Moskalami. Ale i pierwszy nie może się pozbyć wiecznych u Polaków formułek pacyfistycznych. Świadczy o tym najlepiej manifest „Do poczciwych obywateli Narodu Rosyjskiego”. „Ta zaś wiolencja – piszą tam konfederaci – która się dzieje królestwu naszemu od armii rosyjskiej, nie sądzimy, ażeby była z rady uczciwych obywateli narodu rosyjskiego”. Cała konfederacja dosyć nieliczna, źle prowadzona, upada pod ciosami rodaków i wojska rosyjskiego.

Wiadomo, że Konstytucja 3. Maja miała również bardzo licznych przeciwników. Abstrahując nawet od nich, nawet zwolennicy reformy nie potrafili stworzyć, nic znacznego. Słaba armia polska oddała w r. 1791 bez bitwy prawie kraj w ręce nieprzyjaciela. Nie zdecydowano się na „Lever en masse”, które Francja współcześnie z takim zapałem przeprowadziła przeciw wrażemu najazdowi.

Powstanie Kościuszki sparaliżowane zostało przez możnych i licznych przeciwników. Nie udało się stworzyć wystarczającej armii. Znów tu wina społeczeństwa. Po upadku tej insurekcji, gdy w kraju panuje skrajna apatia, generał Dąbrowski stwarza we Włoszech wiekopomne legiony. Ani za życia, ani w potomności nie doceniono ich twórcy generała „militarysty” Dąbrowskiego. Jest to szczegół, lecz często szczegóły odkrywają prawdziwy charakter narodu.

Tymczasem apatii, która w kraju zapanowała po 1794 r., nie przerwał triumfalny pochód orłów Napoleona. W 1806 r. kraj nasz, mimo iż rozporządzał zasobami pruskimi i wszechpotężną opieką Napoleona, nie potrafił w krótkim czasie stworzyć sił, które by mogły istotnie wpłynąć na losy kampanii 1807 r. Możemy śmiało powiedzieć, że Bułgarzy w 1877 r., gdy zawitała im pomoc rosyjska, bardziej się wysilili jak Polacy w r. 1806. Dalsze dzieje Księstwa Warszawskiego przepełnione są również narzekaniem cywilów na zubożenie kraju z powodu armii. Nowe fale zapału narodu Polskiego przyszły dopiero w 1830 r. Objawiały się one jednak niestety przeważnie w słowach. W czynach, wykazaliśmy już poprzednio, o ile niżej stała Polska od takiej na przykład Hiszpanii. W 1863 r. jeszcze jedno powstanie wywołane przez garstkę młodzieży, za mało wspierane przez społeczeństwo, a później przez nie potępione; i przychodzi długotrwały okres apatii. Rzut oka na ten okres zmusza nas do smutnej konkluzji, że charakter narodu polskiego nie zmienił się wówczas ani na jotę. Haniebne pozycje kraju wywoływały tylko nieco częstsze przypływy zdrowego zapału.

 

XIII.

Nie dzięki postępowi wzniosłych zasad wolności i altruizmu, ale dzięki wielkiej wojnie, bardziej jeszcze od innych w imię interesu prowadzonej, odzyskali Polacy wolność w 1918 r. Z chwilą, gdy istnienie silnej Polski stało się potrzebnym Francji dla związania pewnej części sił niemieckich na wschodzie na miejsce rozpadającej się Rosji, przeprowadziła ona na konferencji pokojowej myśl wielkiej Polski. Dar ów jednak był niezupełny, gdyż zmuszając Niemcy do odstąpienia nam znacznych obszarów, nie miała jednak Francja wpływu na Rosję, która wcale nie nosiła się z zamiarem wyrzekać się zaborów, mimo tak propagowanego hasła samostanowienia narodów. Nie może to nas dziwić o tyle, że wiemy z dziejów, iż im bardziej dany naród mówi o pokoju, tym więcej myśli o podbojach, z wyjątkiem Polski, w którym to kraju od niepamiętnych czasów wszystkie sztuki dyplomatyczne brane były za dobrą monetę. Zreasumujmy więc położenie: Niemcy zupełnie bezsilne dzięki przegranej wielkiej wojnie, dalej Czechosłowacja, kraj niezbyt nam przyjazny, ale będący pod wpływem Francji i za słaby, by stać się naprawdę groźnym; granicząca z Czechosłowacją Rumunia związana walką przeciw Rosji i wreszcie ta ostatnia, osłabiona rewolucją, rozdarta wojnami domowymi, odcięta i wroga całemu światu.

Sytuacja więc polityczna Polski była tak świetną, jak od czasów pierwszych Wazów już nigdy nie była. Sprzyjało nam jeszcze szczęście o tyle, iż Rosja sama zaczęła wojnę, ułatwiając w ten sposób tak ciężkie zazwyczaj w Polsce wypowiedzenie.

Z drugiej strony jednak, zważywszy, iż Polska powstała dopiero bez armii, bez skarbu, można by sądzić, iż nie była w stanie prowadzić walki z Rosją, nawet sowiecką. Historia jednak pokazała, iż sąd ten byłby mylnym.

Pierwszym polskim Naczelnikiem Państwa, a równocześnie wodzem naczelnym został Józef Piłsudski, który cale życie walczył przeciw Rosji. Osoba jego dawała więc gwarancję, iż w tą stronę skieruje się nowa armia polska. Zwołany jednakże równocześnie Sejm stanął na zgoła odmiennym stanowisku. Nie żałując wydatków na wojnę i widząc jasno jej konieczność pragnął jednak, by pozostała ściśle obronna, zaczepne natomiast kroki pragnął zwrócić przeciw Ukrainie, które to słabe państewko jednym frontem starało się zdobyć Ukrainę naddnieprzańską na Rosji, drugim zaś Galicję wschodnią na Polsce. Podczas więc, gdy Piłsudski zamierzał oszczędzać, a nawet iść zgodnie z Ukrainą i zadać decydujący cios resztkom Rosji, rozumując, iż wtedy Polska łatwo da sobie radę z Ukrainą, Sejm, zwłaszcza zaś jego prawicowe stronnictwa, chciał znieść Ukrainę w ogóle z powierzchni ziemi, ufając, iż potem potężna Rosja zawrze z Polską wieczny i dobry pokój. I ku wzmocnieniu słowiańszczyzny zapatrywania te posłowie posunęli tak daleko, iż, dowiedziawszy się o projektowanym uderzeniu wojsk polskich celem zajęcia Wilna, zagrozili rewolucją w razie jego wykonania. Szczęściem owa groźba nie zamieniła się w czyn, pozostając jednym jeszcze atakiem narodu polskiego przeciw wodzowi. Zasadniczo jednak Sejm przeprowadził swój program i Ukraina wzięta w dwa ognie straciła wszystko, tak że pozostał jeden wielki front polsko – rosyjski.

Teraz, gdyby rząd był w ręku stronnictw narodowych, rozpoczęto by rokowania pokojowe na zasadzie linii Dmowskiego, która oddawała Polsce część kresów o ludności przeważnie białoruskiej, z drugiej zaś strony pozostawiła Rosję tak silną, iż szybko mogłaby przyjść do siebie z chwilą ustabilizowania swoich stosunków. Piłsudski jednak zdołał swój rząd utrzymać i wierny zasadzie rozbicia Rosji za pomocą stworzenia wielkiej Ukrainy, który to kraj jest od dawna źródłem potęgi carów, zajął Kijów, zaprowadził tam rząd ukraiński z Petlurą na czele. Śmiały ten krok, początkujący wielkomocarstwową politykę Polski, wywołał sprzeciwy tak wewnątrz kraju, jak i za granicą. Wewnątrz stronnictwa narodowe propagujące tak złowrogie w dziejach polskich hasło, by „nie drażnić” niedźwiedzia rosyjskiego, przestrzegały przed następstwami wojny z całą potęgą rosyjską. Za granicą Anglia, a nawet Francja z niepokojem patrzyły na próby zupełnej zmiany stosunków na wschodzie poza ich plecami. Ponieważ jednak sympatie są zawsze po stronie zwycięzcy, głosy te milczały póki armia polska pod Kijowem nie została pobitą i nie opuściła kolejno całej Ukrainy. Jednocześnie prawie nastąpiło uderzenie ze strony rosyjskiej w kierunku Warszawy, odwrót 600 kilometrowy i widmo zagłady stanęło przed Rzeczpospolitą. Sytuacja ta była niewątpliwie skutkiem wyprawy kijowskiej. Można sądzić, iż za cenę pewnych ustępstw Rosja byłaby zawarła z Polską pokój w 1919 r., podobnie jak to uczyniła z państwami bałtyckimi.

Wszystkie natomiast zasady historii i zdrowego rozsądku kazały szukać teraz właśnie, kiedy Rosja była odcięta od całego świata, rozbita atakiem wojsk białych Wrangla, decydującej rozprawy. Naród polski do ostatniej chwili jednak wzdrygał się przed tak odważnym krokiem. Choć teraz, gdy wróg zajmował ziemie rdzennie polskie, wojna stała się zupełnie „obronna” i, co za tym idzie, ogromny zapał cały naród ogarnął, mimo to, w chwili, gdy już Moskale dosięgali Warszawy, Sejm posłał prośbę o pokój, która choć na szczęście odrzuconą została, jeszcze jednym haniebnym dowodem charakteru naszego zostanie, tym ostrzej on wystąpi, kiedy spojrzymy na usposobienie Francji 1870 r., kiedy to po bitwie pod Sedanem położenie stokroć gorsze było niż nasze pod Warszawą. Jednakże, dzięki błędom dowództwa bolszewickiego i genialnym działaniom naszych wodzów, bitwa pod Warszawą zniszczyła prawie do szczętu siły rosyjskie. Resztki tych armii i rezerwy zebrane pod Grodnem ten sam los spotkał. Teraz Rosja stała bezbronna przed Rzeczpospolitą. Piłsudski wyraził myśl, iż trzeba iść naprzód do zupełnego pognębienia nieprzyjaciela. Sejm jednak zawarł w Rydze pokój, którym bezbronnej Rosji oddał całą Ukrainę i tym samym możność odwetu.

Odtąd polityka zagraniczna Polski idzie konsekwentnie po linii „nie – drażnienia”. Pozwolono Rosji bez słowa protestu zdusić krwawe powstanie Gruzji i zyskać przemożny wpływ w Chinach. Ministrowie się zmieniali, lecz każdy bez wyjątku uznał za konieczne i czynami potwierdzać odwieczne rozbrajające polskie hasło, iż stosunek nasz do sąsiadów będzie takim, jaki będzie stosunek sąsiadów tych do nas.

Kiedy zaś minister Skirmunt zajął w Genewie stanowisko, które mogło dać nadzieję, iż Polska przecież całkiem inicjatywy nie straciła, pojawia się szereg artykułów senatora B. Koskowskiego jednego z przywódców narodowych stronnictw, przestrzegających ministra przed mieszaniem się do polityki europejskiej, aby broń Boże komplikacje jakie z tego nie wynikły. Piłsudski stracił kolejno wpływ we wszystkich stronnictwach.

W chwili zaś, gdy Gdańsk bezczeszcząc urzędy polskie zerwie nasze skrzynki pocztowe, Polska odwoła się do Ligi Narodów.

Nic lepiej może nie pokaże nam dzisiejszego nowego usposobienia, jak wyjątek z gazety „Kuriera ilustrowanego” z Krakowa (patrz nr 28/1 1925). Jest to sprawozdanie z wrażenia, jakie w kraju wywołały układy ministra Skrzyńskiego z państwami Bałtyckimi w Polsce. Obawiają się, że sojusz wojskowy, do którego rzekomo dąży minister Skrzyński, byłby dla nas katastrofą, bo mógłby nas zawikłać w niebezpieczną wojnę. Czyż nie lepiej „żółwiem siedzieć i łba nie wystawiać”, jak w 1646 radził jeden z senatorów?

CZĘŚĆ III.

I.

Tak więc widzimy jak dziecinnymi były metody polskie w porównaniu do jej sąsiadów. W różnicy tej megalomani nasi dopatrują się znamion wielkości. Od zamierzchłej przeszłości, kiedy Warneńczyk omal nie został zdetronizowany za to, że chciał Węgierską Koronę przyjąć, poprzez wzniosłe a naiwne tendencje pokojowe Zborowskich, Karnkowskich, Kisielów, Tarłów, Chłopickich, poprzez nienawiść żywioną w Sejmie i tłumie do każdego, kto pragnął trwale Polskę uzbroić, nienawiść do Tarnowskich, Batorych, Ossolińskich, Sobieskich, aż do grożenia rewolucją przez posłów, jeżeli armia polska zajmie Wilno w 1919 r., do artykułów senatora Koskowskiego naród nasz był wielkim i mądrym. Radość, która rozpiera czytelnika po przeczytaniu „Ducha dziejów Polski”, nie jest nam obcą, byliśmy sławnym narodem. Woleliśmy być napadnięci i zginąć, niż zgrzeszyć inicjatywą. Bardziej chlubiliśmy się rzezią Pragi niż wyprawę wiedeńską. Woleliśmy uprawiać śniegi Sybiru niż czarnoziemy Ukrainy. Historia nie szczędziła nam lekcji: ilekroć Polska uprzedzała nieprzyjaciela – zwyciężała, ile razy wyczekiwała cierpliwie krytycznej sytuacji – upadała. Toteż chwalono Batorego po śmierci, lecz jak zdrady lękano się go naśladować. Jest w tej niekonsekwencji straszliwy dowód na samobójcze podłoże charakteru polskiego. Wzrasta ono do obawy, iż zdrowe rozumowanie nie zdoła przezwyciężyć tego instynktu.

Warunki się zmieniają – powiedzą Polacy – historia się nie powtarza, było złe sto lat temu, dziś jest dobre, jedyne… Tak jest! Warunki się zmieniają, ale niezmiennymi pozostają prawa rządzące współżyciem narodów. Tak sześć tysięcy lat temu, jak dwieście, jak dziś, jak jutro armia, która pragnie zwyciężyć, będzie biła armię, która chce złożyć broń. Naród, który pragnie zginąć, nigdy nie będzie żył. Lud, który wygłasza hasła, zamiast kuć żelaza, nie broni się hasłami przed żelazem. Żaden postęp w technice, żadna konferencja międzynarodowa aksjomatów tych nie obali. Jeden przypadek może odchylić ich działanie. Tylko nieskrępowana wola człowieka – geniusza może przynieść dziejom czynnik nieprzewidziany. Tym to przypadkiem utrzymywał się naród nasz długo. Ale czy można liczyć na przyszłość? Czy naród się wyparł Ossolińskiego i zburzył swą flotę, nie skrępuje Napoleona i nie unicestwi dzieła Cavoura.

II

Cóż więc czynić? Nic ponad to, co nakazuje zdrowy rozsądek. Nie uczyć dzieci naszych o „różniczkach historycznych” czy „dośrodkowości”, jak tego chce p. Górski, ale o tym, dlaczego Polska zwyciężyła pod Grunwaldem, a upadła pod Maciejowicami, o tym jak jej polityka zagraniczna była łatwowierną i nieśmiałą. Uczmy ich czcić armię i wodzów. Rząd polski nie czynił dotąd zbytnich oszczędności na armii.

Ale podporządkowuje organizację konstytucji, aby wymogom demokracji stało się zadość. Dzielą tu władzę na trzy części, jak niegdyś trzech regimentarzy mianowano. Wszyscy jednak wiedzą, iż nie konstytucja armię, lecz armia konstytucję utrzymuje, i że wystarczy jednej przegranej wojny, by całe państwo istnieć przestało.

Nie należy popierać swych potężnych sąsiadów przeciw słabym, lecz słabych przeciw silnym. A więc Czechy przeciw Niemcom, Ukrainę i Gruzję przeciw Rosji, nie mówiąc o państwach bałkańskich. Zwlekać można z wojną, gdy konstelacja jest niekorzystna, lecz przyśpieszać ją trzeba, gdy nieprzyjaciel gdzie indziej już jest zwyciężony.

Ale teorie pacyfistyczne, którymi rozbrzmiewają mury naszego Sejmu i szpalty pism, nie tylko z charakteru naszego wynikają. Każdy, kto spojrzy na mapę, widzi groźną sytuacją naszego państwa. O przymierzu z Niemcami na szczęście nikt nie mówi, ale zdaniem polityków największego polskiego stronnictwa Rosja zwiąże się z nami braterskim przymierzem. Chcielibyśmy w to wierzyć. Rosja zwiąże się z nami przymierzem, ponieważ pierwszym faktem w jej dziejach jest wojna z Polską.

Dlatego, że później, ile razy w którymkolwiek kierunku zmieniała rządy, zawsze znaczyła przewrót agresywnością względem Polski. Dlatego, że prezes Dumy Rodzianko wolał, iż jeśli Mikołaj II stanie się królem Polski, straci berło rosyjskie. Dlatego, że dzienniki emigracji rosyjskiej wszystkich odcieni jednomyślnie głoszą prawa Rosji do kresów po Bug i San, dlatego wreszcie, iż Sowiety związały się z Niemcami antypolskim sojuszem w Rapallo. „Zarówno ci, którzy wieszali – pisze pan Chołoniowski – jak i ci, którzy byli wieszani, nienawidzili Polski”. Dlatego wszystkiego można się spodziewać z góry ze strony Rosji, ale w takim razie nie trzeba być zbyt konsekwentnym. Niektórym usposobienie Rosji tak wczorajszej, jak i dzisiejszej, względem nas wydawało się zbyt jaskrawym, by można się spodziewać, iż się nagle samo z siebie zmieni. Zaczęto szukać genezy tej nienawiści narodowej i znaleziono ją… A gdzież by mógł ją znaleźć naród nasz? Znaleziono przyczynę w zbrodniczych polskich działaniach przeciw poczciwej Rosji. Zbyt ostro napastowaliśmy ją. Kiedy? Tego nie wiadomo. Ale wiadomo, że szlachta chciała już Iwanem Groźnym tron polski ozdobić, by wojny uniknąć. Wiadomo, że na każdą zaczepkę odpowiadała prośbą o pokój. Mamy dalej manifest Tarły, który wierzy w gołębie instynkty ludu rosyjskiego, manifest konfederacji barskiej do uczciwych obywateli narodu rosyjskiego, listy Stanisława Augusta i Chłopickiego. Mamy serie artykułów posła Strońskiego drżących z oburzenia przeciw Piłsudskiemu za to, iż chciał on iść naprzód do zupełnego rozgromienia wroga. Czy to mało? Czy to jest drażnienie niedźwiedzia, o którym pisze hr. Skrzyński? A więc trudno prowadzić politykę bardziej pokojową, od tej którąśmy zawsze prowadzili i dla której cierpieliśmy 150-letnią niewolę. Położenie jednak nie wydaje się naszemu społeczeństwu groźnym. Podobnie jak za Sasów wierzono, iż nikt nie zaatakuje państwa, które nie posiadając armii nie może być groźnym, tak dziś sądzą, że unikną zbrojnej rozprawy, jeżeli sami ją nie wywołają. Ale w cokolwiek by wierzono, dzieje mają swoje żelazne prawa. Naród nasz będzie odrzucał oferty przymierzy zaczepnych, będzie się wystrzegał mieszania w wewnętrzne sprawy sąsiadów. Będzie uczył swych synów, iż wojna jest zbrodnią, a gnuśność honorem. Będzie czekał, aż Rosja i Niemcy w najdogodniejszej dla siebie chwili przygotują siły do wspólnego uderzenia. By chwili tej nie przyśpieszać, nie zawrze on drażniących sojuszów i wojsk nie zmobilizuje. Gdy nieprzyjaciel wkroczy, jeszcze raz czarno na białym światu dowiedzie pięknym manifestem, że Polska jest niewinnie napadniętą. By „dyshonoru ichmościom nie czynić” pominie najlepszych wodzów. W wiecznej kłótni, w obawie zamachu stanu, w tchórzliwych ucieczkach do rokowań pokojowych będą się cofać nasze oddziały. Wróg zajmie stolicę i w ten sposób Polska upadnie.

część I, link:

http://polskawalczacastopsyjonizmowi.com/2013/06/04/tendencje-samobojcze-narodu-polskiego-adolf-bochenski/

część II, link:

http://polskawalczacastopsyjonizmowi.com/2013/06/05/tendencje-samobojcze-narodu-polskiego-adolf-bochenski-czesc-ii/

Tags : , , , ,

Komentowanie zamknięte.