Najnowsze

Opublikowano Czerwiec 14, 2013 Przez a303 W Bez kategorii

Tendencje samobójcze narodu polskiego – Adolf Bocheński, część II

a13

CZĘŚĆ II.

I.

Najdawniejsi historycy, jak i późniejsi etnologowie są zgodni co do pokojowego usposobienia dawnych Słowian. Tym tłumaczy się niezwykle słaba rola, jaką odegrali w starożytności. Podczas gdy Germanie zawsze walki szukali, lubowali się w niej, w wojnie ideału się dopatrywali, Słowianie przeciwnie, oddawali się rolnictwu, na wojnie się nie znali. Zdarzało się wprawdzie nadto, iż pojawiała się wybitna indywidualność, zapanowywała nad łagodnymi instynktami społeczeństwa i porywała je w wir wojen, indywidualności te były jednak przeważnie obcego pochodzenia. Takimi byli Samo lub Rościsław Morawski, państwa ich zresztą natychmiast rozpadały się po śmierci tych wielkich organizatorów. Wyjątkowym szczęściem Polski było, iż w pierwszych latach swego istnienia dostała czterech takich wojennych organizatorów, którzy pchnęli ją na właściwą drogę, wyrobili jej porządną drużynę i przez ciągłą walkę uchronili od zguby, która stała się udziałem bardziej na zachód położonych Słowian. Władcy ci to Mieszko I, Bolesław Chrobry, Mieszko II i Bolesław Śmiały. Podwaliny, które oni rzucili pod budowę Polski, były tak silne, iż przetrwały dobę podziałów 1138-1300 i pozwoliły jej stać się potęgą w XV wieku. Okres ten jednak nie daje nam wyraźnych wskazówek co do usposobienia narodu, ponieważ Piastowie rządzili mniej lub więcej autokratycznie i tak wojna, jak i polityka były raczej dynastyczne niż narodowe. I tu niemniej znaleźć już możemy pewne ślady wrodzonego Polakom pacyfizmu, który później tak silnie na dziejach naszych zaciąży.

A więc z dwóch ostatnich Piastów wojowniczy Władysław miał bezustannie do czynienia z niezadowoleniem                  i buntami. Syn jego Kazimierz, który dla utrzymania pokoju nie szczędził ofiar, nazwany został Wielkim, gdy inne zaś narody ten przydomek wojowniczym zdobywcom dawały.

II.

Wymarcie Piastów i wprowadzenie na tron dynastii Jagiellonów, o pogańskim pochodzeniu, ograniczyło władzę królewską i narodowi dało możność wglądania, a nie za długo kierowania polityką zagraniczną. Wówczas, pisze prof. Koneczny[2], wpływ społeczeństwa na państwo powiększał się coraz bardziej. Wpływ ten był zaś początkowo dodatni. Polacy bezustannie najeżdżani przez Krzyżaków domagają się jednym głosem wojny.               W przeciwieństwie do wszystkich późniejszych okazji nie spotykał rząd opozycji pacyfistycznej, ale musiał sam uspokajać zbytni zapał narodu. Gdyby sejmiki miały prawo inicjatywy, pisze znów prof. Koneczny, użyliby ich Wielkopolanie najchętniej do wypowiedzenia wojny Krzyżakom, a każdy sejmik niezawodnie kończyłby się uchwaleniem prośby do króla, by wreszcie powiódł Polaków na krzyżackie karki. Pilnowało społeczeństwo interesów polityki narodowej i, jak chętnie płaciło sześciokrotny podatek, jeszcze chętniej by chciało własną krwią odzyskać Pomorze. Skutkiem tego stanu społeczeństwa była bitwa Grunwaldzka i zniszczenie państwa krzyżackiego. Pomimo wyższości militarnej wroga i silnej akcji dyplomatycznej całego świata chrześcijańskiego, Polska decyduje się po raz pierwszy i ostatni na wojnę, która ma za cel zniszczenie potężnego sąsiada. Nie tylko cel ten osiąga, ale i tym samym staje się wszechwładnym na wschodzie mocarstwem. Litwa, Inflanty, Ruś, Multany, Węgry, Czechy, cesarstwo nawet ofiarują królowi Polskiemu rządy nad sobą. Życie ekonomiczne                    i umysłowe rozwija się bujnie. Rzec można, iż historia daje Polsce w samym zaraniu jej narodowej polityki lekcje, jak ma swe siły mierzyć i granic pilnować. Spójrzmy, jak się Polska do tej lekcji zastosowała.

III.

Już przy końcu panowania Władysława Jagiełły górę znów biorą żywioły pacyfistyczne. Znajdujemy ogólny opór           i wzburzenie narodu w chwili, gdy syn jego Warneńczyk obejmuje wraz z Koroną Węgierską, obowiązek wojny tureckiej. Objaw ten nie jest jednak zbyt niepokojącym. Niebezpieczeństwo tureckie, choć później tak groźne, wówczas było dalekim i nie dziw, iż naród nie rozumiał wojennych planów i mocarstwowej polityki młodego króla. Atoli w innym zupełnie świetle przedstawi się nam opozycja pacyfistyczna za panowania Kazimierza Jagiellończyka. W roku 1465 pospolite ruszenie zebrane na wojnę krzyżacką w Cerekwicy, zamienia się w wiec               i wymaga na królu obietnicę, iż nie będzie wypowiadał wojny bez zezwolenia sejmików. „Uchwała ta, pisze prof. Szelągowski – równała się nieomal zakazowi wojen zagranicznych i wychodziło w praktyce na to, iż Polska zawsze napadniętą będzie”. Rozważano dalej na tym zjeździe, czy wojsko jest obowiązane bić się i za granicą? Na skutki tych deliberacji i ducha, w którym były toczone nie czekał długo naród Polski. Widzimy je w tych samych latach w stosunkach z Moskwą. „Król – pisze prof. Szelągowski[3] – wyrzekł się dawnej polityki Olgerdowej, tj. dążenia do opanowania Moskwy. Kazimierz nie tylko nie wojował z Wasylem III, ale cofnął się           i ustąpił mu z pola”. Pokojem wieczystym w 1449 r. zrzeka się właściwie bez powodu zwierzchnich praw nad Nowogrodem Wielkim i mimo próśb usilnych tej małej lecz bogatej republiki Nowogrodzkiej zobowiązuje się nie przeszkadzać carowi w zdobyciu jej i Pskowa. Podczas gdy Polska dotrzymuje z dziecinną ufnością, która nawiasem mówiąc do dziś dnia cechuje Polską politykę względem Rosji, tego nieszczęśliwego traktatu, Wasyl kpi sobie naturalnie z niego i podjudza bezustannie Tatarów przeciw Litwie, a nawet przybiera tytuł cara Wszechrusi, zgłaszając tym samym pretensje do całej wschodniej połaci Państwa Polskiego. Po niesławnym panowaniu Olbrachta, przeszłym na bezustannej walce z pokojowymi instynktami szlachty, Aleksander – pan niewojenny – lepiej dostosował się do narodu. Gnębiony przez popieranych przez Rosję Tatarów, odstępuje carowi Iwanowi Srogiemu Orszę, Mścisław i inne miasta, zawiera nowy pokój i jako gwarancję żeni się z córką Iwana, przyjmując upokarzające warunki. Na korzyści tej polityki niedługo Polska czekała. W r. 1499 Moskwa wydaje nową wojnę, zakończoną znów rozpaczliwą naszą klęską. Reasumując: bierne to zachowanie się narodu i rządu sprowadziło znaczny upadek stanowiska Polski jak i bezpieczeństwa jej obywateli.

IV.

Tak charakteryzuje sytuację w chwili wstąpienia na tron Zygmunta I prof. Szelągowski: wobec współzawodnictwa innych mocarstw: Habsburgów na zachodzie, Moskwy na wschodzie, stanowisko Polski zaczyna słabnąć. W walce z tą ostatnią, Litwa pierwszy raz cofnęła się ustępując kraje naddnieprzańskie. Nie tyle dzięki akcji tych państw, ile z powodu bierności i braku inicjatywy, Polska stacza się w tył i sama rzec można stwarza potęgi, które kiedyś jej obywateli niewolnikami uczynią. Moskwa zyskiwała coraz bogatsze prowincje nasze bez walki i coraz bardziej w miarę tego ostrzyła apetyt na resztę. Turcja zagospodarowuje się coraz to lepiej na dawnym lennie Polskim – Wołoszczyźnie. Księstwo Pruskie zostaje stworzone przez Polskę w 1525 r. Habsburgowie wreszcie przez zręczną i czynną dyplomację wydzierają spod wpływów Jagiellonów Węgry                      i Czechy. A Polska? Polska, jak z radością stwierdza p. Hołoniewski: w „Duchu dziejów Polski”, „Życzy spokoju dla wszystkich narodów”. Pacyfistyczne prądy polskie raczej wzmogły się niż upadły za Zygmunta Starego. Osławionym i rzeczywiście charakterystycznym dowodem jest wojna Rokosza. W 1537 r., po wielokrotnych bezkarnych napadach łupieskich Wołochów na Pokucie, rząd zdecydował się wreszcie na urządzenie wyprawy dla poskromienia hospodara Petryły. Pospolite ruszenie zwołane pod Lwów zebrało się w sile do 100.000 ludzi. Cóż dalej? Otóż, zamiast iść na wroga zaczyna radzić nad prawami króla do zwołania pospolitego ruszenia. W trakcie rozpraw Zborowski wygłosił mowę, którą tak charakteryzuje Moraczewski[4]. „Naród obowiązany jest jedynie do wojny odpornej. Dla żadnej innej nie powinien szlachcic poświęcić swego gospodarstwa. Jeśli królowi chce się w obce kraje wchodzić, niech sobie najmuje wojsko”. Mowa ta spodobała się niesłychanie i całe wojsko krzyknęło: „Zgoda”. Gdy zaś wystąpił chwilę potem hetman Tarnowski, sławny już wówczas wódz, wzywając szlachtę do opamiętania, przerywano mu ciągle i prawie nie pozwalano mu mówić. Słusznie, czy nie słusznie dodaje Moraczewski[5]. My pozwolimy czytelnikowi samemu osądzić czy słusznie przerywano hetmanowi. Zważyć jednak trzeba, iż były to czasy, kiedy na tron hiszpański wstępował Filip II, a w sąsiedniej Rosji rządził Iwan Groźny. Teraz łatwo zrozumiemy dlaczego Polska już nigdy nie dojdzie do potęgi, jaką miała za czasów pierwszych Jagiellonów. Polska wyłączyła się spod praw historii i, podczas gdy zewsząd państwa prowadziły politykę skrajnie ekspansywną, zasklepiała się w gnuśności. Polska za panowania Zygmunta I toczyła 3 wojny z Moskwą. Pierwsza, jak zwykle rozpoczęta przez Moskali, choć król natychmiast po wstąpieniu na tron wysyła list z chęcią „wiecznego pokoju”, kończy się nijakim rozejmem, choć armia moskiewska została rozbitą i łatwo było się z tej strony zupełnie ubezpieczyć. Jakoż wnet wybuchła druga uciążliwa wojna w 1514 r. do 1523, po której Polska oficjalnie już Smoleńska się wyrzekła. Trzecia, wydana przez cara w 1533 r., kończy się rozejmem status quo. Uderzającym faktem jest to, iż Polsce stale wypowiadano wojnę. Polska zaś nigdy. Rozumiejąc szkodliwość takiego postępowania już Rzymianie, jak to stwierdza Monteskiusz, stworzyli zasadę przeciwną. „Nie wypowiadano im nigdy prawie wojen, lecz oni to czynili w czasie, sposobem i temu, z kim im dogodnym było”. Zemściła się ta bierność na nas i była kardynalną przyczyną przyszłych wojen. Prof. Szelągowski stwierdza,                iż  w pewnych chwilach koalicje wrogów otaczają Polskę paraliżując jej działalność. „Stan ów jednak nie staje się być dziwnym; naród bowiem, który polityki zagranicznej nie prowadzi, sojuszów nie zawiera, nie jest gotów nie tylko na rozpoczęcie akcji zaczepnej w interesie sprzymierzeńców, ale i w swej własnej obronie, naród taki nie zasługuje na co innego jak wrogą koalicję”. Atoli równocześnie z chwilą, gdy pacyfizm staje się utrwaloną narodową chorobą, ukazuje się nam inny ciekawy fenomen, nad którym musimy się zatrzymać, by rozwój dziejów naszych zrozumieć. Jednocześnie z wyżej podanym usposobieniem mas pojawiają się dowódcy, przeważnie kresowego pochodzenia, którzy wbrew narodowi zaciągają za własne pieniądze żołnierzy, stawiają czoło wrogowi i dzięki wybitnym zdolnościom strategicznym biją go. Bo i cóż z tego, że szlachta pieniędzy na potrzebę moskiewską nie daje, że król haniebne traktaty zawiera, że pospolite ruszenie Pokucia ratować nie chce, cóż z tego kiedy Konstanty Ostrogski drobnym oddziałem swych towarzyszy szereg lat bije i tłumi Moskali, kiedy hetman Tarnowski w cztery tysiące ludzi rozbija pod Obertynem czterdzieści tysięcy Wołochów. Zwycięstwa te roznosiły sławę polskich wojowników, powinny były jednak roznieść i hańbę narodu. Wodzowie ci bowiem nie tylko pomocy nie doznawali od tych, których zasłaniali, ale ich nienawiścią powszechną się cieszyli. Hetmana Tarnowskiego chciała szlachta na szablach roznieść. Niedawno znalazł się polski patriota, który kulę gotował dla innego zwycięskiego wodza. Ten bowiem rys charakteru polskiego idzie przez wieki niezmieniony.

W czasie panowania Zygmunta Augusta rozpoczyna się sławny zatarg o Inflanty z Moskwą, a później ze Szwecją. Pochodził ów zatarg stąd, iż Inflantczycy, widząc wrogie zamiary Moskwy z jednej strony, a zwierzęcość Cara Iwana Groźnego w obchodzeniu się z poddanymi z drugiej, prosili króla polskiego o przyjęcie kraju jako lenno. Zygmunt August przyjmuje i zaczyna się natychmiast konflikt z Moskwą, jak zwykle wkroczeniem oddziałów rosyjskich na Inflanty i splądrowaniem kraju. Wtedy Zygmunt August, jak pisze Moraczewski, nie upatrując w narodzie najmniejszej ochoty do wojny, bez możności zebrania należytego wojska, nie czując wreszcie w sobie skłonności wojennych, postanowił, według zwyczaju już od dawna w Polsce zaprowadzonego, wysłać poselstwo z prośbą o pokój do Moskwy. Słowa te jasno malują nam dziwaczne i upokarzające metody ówczesnej polskiej polityki zagranicznej. Były one tym dziwniejsze, iż sytuacja ta dawała się tylko orężem deklarować. Toteż car uznał poselstwo za szalone i kazał nawet konie posłane mu od króla poćwiartować. Nie prowadził jednak dalej kroków wojskowych, bo król umarł i car spodziewał się tron Polski otrzymać.

 

V.

Rzeczywiście Iwan Groźny miał pewne szanse dostania się na tron Polski. Z powodu jednak niemożliwych żądań obrano Henryka Walezego, a potem Stefana Batorego. Toteż zawiedziony w swych nadziejach Iwan zajął już teraz całkowicie Inflanty tym łatwiej, iż król był zajęty buntem gdańskim. Sytuacja zaś społeczeństwa była taką, jak w chwili owego nieszczęśliwego poselstwa Zygmunta Augusta, nie można więc wątpić, iż każdy inny król byłby się uczuł bezsilny wobec Moskwy. „Naród Polski, pisze generał Kukieł, nie dawał swym wielkim wodzom siły potrzebnej do zwyciężenia wroga”. Nie dał jej również i Batoremu. Zaciągi musiał on czynić za własne siedmiogrodzkie pieniądze. O pospolitym ruszeniu nie było nawet mowy. Gdy w 1577 r. król zażądał od Sejmu pozwolenia na zwoływanie pospolitego ruszenia li tylko dla wojny obronnej bez odwoływania się do stanów, motywując żądanie tym, że nim Sejm zostanie zwołany, nieprzyjaciel mógłby cały kraj zająć, Sejm odrzucił żądanie wśród powszechnego oburzenia. Mimo to wojna oparta na porządnych zaciągach udała się świetnie. Znakomite zdolności strategiczne króla Stefana oraz nadzwyczajna w porównaniu do uczuć narodu waleczność wojska sprawiły, iż odniesiono szereg sukcesów. Okazała się słabość i niedołęstwo poprzednich rządów Polski, kiedy to przegrywano raz po raz wojnę z Moskwą. Po trzech wyprawach zorganizowanych przez króla Polska odzyskuje Inflanty, jak i szereg twierdz kresowych pokojem w Jamie Zapolskim. Tak to raz jeszcze dzieje nam wskazują, jak postępować trzeba było, by spokój mieć na granicach. Wojna ta jednak nie może być nazwana narodową. Zbyt ostro napadała szlachta na króla, zbyt ciężko musiał on walczyć o podatki.

VI.

Ze śmiercią Stefana Batorego wchodzimy w epokę zupełnie już pacyfistycznej i niedołężnej polityki zagranicznej. Ciekawym jest fakt, iż w tej właśnie epoce Polska najwięcej wojen toczyła i najbardziej była przez nie wyniszczona; „we wszystkie te wojny – pisze znów gen. Kukiel – naród nasz został wciągnięty niechętnie,                      z biegiem okoliczności i bez świadomego zamiaru”. Rozumiemy łatwo, iż te wojny nie prowadzone dla zupełnego rozbicia nieprzyjaciela, lecz tylko w celu jak najszybszego zawarcia pokoju, musiały się kończyć fatalnie. Jedynie niezwykłym talentom wojskowym, w jakie Polska wówczas obfitowała, zawdzięcza dłuższe niż być powinno utrzymanie wolności. P. Chołoniewski w „Duchu dziejów Polski” dowodzi, iż prawo wydawania wojny w rękach Sejmu było hamulcem konfliktów i rzezi. Historia stwierdza, iż rzecz się miała wręcz przeciwnie. Prawo to zważywszy na nieszczęśliwe usposobienie Polaków uniemożliwiało wszelkie porządne prowadzenie polityki zagranicznej, której nieodzownym warunkiem jest zdolność wystąpienia w danej chwili orężem. Uniemożliwiało dalej przystąpienie do jakiejkolwiek koalicji lub zaatakowanie nieprzyjaciela w dogodnej chwili. Nieszczęsny charakter polskiego społeczeństwa prześladował z prawdziwą manią samobójczą każde śmielsze wystąpienie. Stąd Polska stała się bezbronnym i łakomym kąskiem dla sąsiadów, stąd była bez przerwy, rzecz można, w stanie wojny. Na elekcji Litwini wystąpili jak zwykle z kandydaturą cara na tron, by uniknąć wojny w ten sposób. Nie powiodło im się jednak i korona dostała się Zygmuntowi III Wazie.

Młody ten król, pragnąc dalej prowadzić dzieło Batorego na Wschodzie, spotyka się ze zdecydowanym oporem stanów litewskich, tak że musimy dawny traktat z Rosją przedłużyć. Jednocześnie skądinąd zawisło nad Rzeczpospolitą niebezpieczeństwo.

Turcja, w której pokojowe intencje Polska wierzyła, gdy od 200 lat odrzucała propozycje koalicji chrześcijańskiej, zebrała potężną armię nad granicą i nie taiła wcale wrogich zamiarów. Sejm zwołany w r. 1594 uchwala wszelkie potrzebne na tę wojnę podatki. Ile jednak w tej uchwale było wpływu Skargi, a jak mało ducha narodu dowodzi fakt, iż natychmiast po tym Sejmie, społeczeństwo zawrzało oburzeniem na posłów. Prymas zwołuje niezwykle liczny zjazd do Koła, który jednogłośnie przeprowadza zniesienie dopiero co uchwalonych podatków. Co Polskę uchroniło od katastrofy? Dzielna postawa hetmana Zamojskiego i paru innych magnatów, którzy własnymi siłami operując na granicy zniewolili sułtana do zawarcia rozejmu. Paru innym magnatom zawdzięcza Polska wojnę moskiewską. Rzeczywiście Mniszek, Wiśniowieccy i inni, nie tylko bez pozwolenia stanów, ale wbrew ich zdaniu, które brzmiało, iż z sąsiedzką potencją trzeba być w zgodzie, przekroczyli granicę moskiewską, zajęli Moskwę i osadzili na tronie carskim swego pupila Dymitra. Korzyści jakie krok ten otworzył przed Rzeczpospolitą były kolosalne. Jedną, teoretyczną był dowód, co można uczynić wygrywając Rosjan między sobą. Niestety społeczeństwo pozostało głuche na te widoki, przeciwnie, rozgoryczenie powszechne na sprawców wojny było tak silne, iż król musi się w uniwersałach tłumaczyć i odżegnywać wszelkiej z nimi wspólności. Dopiero po niewczasie, gdy opozycja rosyjska zachęcona szczupłością naszej załogi zabiła Dymitra i Moskwę zajęła, Sejm sterroryzowany niedawnym zwycięstwem króla nad rokoszem Zebrzydowskiego uchwalił wojnę. Ale tu środki jakie na nią asygnowano i liczba wojska jest wprost urągająca. Trzeba było takich fenomenów, jak bitwa pod Kłuszynem, kiedy to Żółkiewski w cztery tysiące ludzi pobił pięćdziesiąt tysięcy Moskali, by Polska odzyskała terytoria stracone za Zygmuntów I i II. Ale możność stałego wpływu nad Rosją, tak łatwa wtedy do przeprowadzenia, zmarnowana została biernością społeczeństwa. Ostatnim moralnym echem tej wojny była przysięga wymuszona przez umierającego cara Michała Romanowa na synu, iż nie będzie z Polską nigdy wojował. Syn jednak nie był dość naiwny, by przysięgi tej dotrzymać. Inną operacją po niewczasie była uchwała podatków na wojnę z Turcją, po bohaterskiej śmierci opuszczonego przez naród hetmana Żółkiewskiego pod Cecorą. Po ludzku rzecz biorąc nie było wówczas ratunku dla Rzeczypospolitej. Któż mógł przewidzieć, iż Chodkiewicz na czele 30 tysięcy żołnierza powstrzyma setki tysięcy mahometan i honorowy pokój zawrze. Jasnym stało się wówczas, że Polska istnieje dzięki geniuszowi swych wodzów. Toteż, gdy ci przestali się rodzić  w takt napadów moskiewskich, musieliśmy wolność stracić.

 

VII.

Po śmierci Zygmunta nim jeszcze Władysław IV został wybrany, wpadają Moskale i pustoszą nasze granice. Młody król zbiera na prędce wojska i idzie na odsiecz, obleganego przez rosyjskiego wodza Sehina, Smoleńska. Kampania ta typowo polska pod względem ustosunkowania sił, pod względem militarnym należy do najpiękniejszych. Władysław na czele 20.000 ludzi otacza i bierze w niewolę 100.000 Moskali. „Wesoło – mówi Stanisław Albert Radziwiłł – wracało wojsko spod Smoleńska, niewesoło jednak witała je ojczyzna”. Nie pierwszy raz i nie ostatni. Pokój jednak, a raczej długotrwały rozejm przyniósł Polsce poważne korzyści. Wolna       z tej strony Polska stanęła przed problemem szwedzkim. Z tej strony zajęli jeszcze Szwedzi za panowania Zygmunta III Inflanty. Obecnie w r. 1634 rozejm dobiegał do końca. Było to w chwili, gdy po śmierci Gustawa Adolfa pod Lützen armia szwedzka w Niemczech ponosi straszną klęskę pod Nördlingen i prawie przestaje istnieć. Cóż łatwiejszego było, jak Szwecję tak wyniszczoną i zaangażowaną do reszty unieszkodliwić i prowincję odebrać. Król gorąco pragnął wojny, naród jednak zawiera niesłychany w podobnych okolicznościach traktat, którym oddaje całe Inflanty. „Rzeczywiście – pisze Moraczewski – bez potrzeby puszczono Szwedom Inflanty, rzecz pewna, że nie z winy króla lecz szlachty, która choć waleczna wiecznie nie cierpiała wojny i pokój gotowa była ciągle okupywać nawet haniebną utratą prowincji, aż utraciła wszystkie”. Ale nie tylko na północy miała Polska wdzięczne pole działania. Turcja także przeżywała wówczas kryzys wewnętrzny, który najzupełniej pozbawił ją sił. Korzystając z tego postanowił Władysław IV uwolnić Polskę od plagi najazdów tatarskich drogą zajęcia Krymu, a przy tej sposobności zatrzymać ekspansję turecką i podnieść Rzeczpospolitą do rzędu wielkich mocarstw. Dwaj ówcześni, najwybitniejsi polscy mężowie stanu: Koniecpolski i Ossoliński popierali gorąco ten projekt.

Zainteresowane państwa chrześcijańskie obiecały poparcie, delegaci zaś Bułgarów zobowiązali się natychmiast po wypowiedzeniu wojny zbrojnie powstać. O pomocy ze strony narodu i Państwa Polskiego nie było mowy, przeto wojna miała być prowadzona zaciągami za prywatne pieniądze.

Koniecpolski przede wszystkim miał na oku Krym i Tatarów. Pisze on w tej sprawie memoriał do króla, gdzie znajdujemy i te słowa: „Częstokroć o tym wspominałem między przyjaciółmi, nie chcąc o tym na Sejmie wspominać, bacząc, że u nas wszystko rozumiemy za niepodobne, niemożebne.” Nikt lepiej charakteru polskiego nie ujął, nie ma też chyba wodza w całych dziejach polskich, który by prawdy tych słów na sobie nie sprawdził. Ossoliński bardziej patrzył w stronę Turcji i prowincji naddunajskich, obaj jednak byli zgodni co do konieczności wojny zaczepnej i zaborczej. Zaciągi już były zebrane i przymierza zawarte, kiedy zebrał się Sejm. Oddajmy tu głos Kubali, świetnemu owych czasów znawcy. „Wszystkie znane dotychczas instrukcje zalecały posłom nie zezwalać na wojnę, wykryć jej sprawców, żądać rozpuszczenia zaciągów, wysłać posła do Turcji z zapewnieniem pokoju, wypłacić Tatarom zaległe upominki.” Aby zaś król jakim podstępem nie podszedł stanów, przyjęto hasło proponowane przez wojewodę krakowskiego – kontradykcję przeciw wszystkiemu – gdyby zaś król nie zważał na żądania, postanowiła szlachta na sejmikach pójść za przykładem województwa poznańskiego: wsiąść na koń i rozpędzić zaciągi. „Wota senatorskie rozpoczął prymas Łubieński. Staruszek mówił tak cichym głosem, że go nikt słyszeć nie mógł. Po nim biskup Chełmski mówił sucho i zimno: wojny zaczepnej nie radził, ale i upominków Tatarom odmawiał. Wojewoda rawski Jędrzej Grudziński na wojnę nie pozwalał… Kasztelana sieradzkiego Przeclawa Bykowskiego nikt nie słuchał ani słyszał. Kasztelan gdański Stanisław Kobierzycki w pięknej mowie pochwalał zamysły królewskie, ale wojny zaczepnej z Tatarami nie radził, bo się bał wojny z Turcją, radził jednak gotowość i nie chciał zaciągów rozpuszczać, byle polskich oberstów dano. Kasztelan brzeziński Chorlicki wojny nie chciał. Przemyski kasztelan Tarło długo nad potęgą turecką a niemocą i biedą Rzeczypospolitej się rozwodził, żółwiem być radził, siedzieć cicho i łba nie wystawiać. Najgorzej – mówił – podkanclerzy Jędrzej Leszczyński królowi się naprzykrzał, potężnie bił na zaciągi, na ligę z ościennymi. W ogóle wszyscy nieomal senatorowie czy za wojną, czy przeciw mówili, w tym się zgadzali, iż Rzeczpospolita gotowa być musi na wojnę, którą sama Turcja niebawem rozpocznie. Ale niestety słowa ich nie zgadzały się z przekonaniem”. Jeżeli takimi były głosy zasadniczo przyjaznych królowi senatorów, można sobie łatwo przedstawić stan umysłów posłów. Ale wyraźniej od szczegółowych perypetii tego haniebnego sejmu, przemówi jednogłośnie przez Sejm i Senat uchwalona konstytucja, pod grozą detronizacji zmuszono Władysława IV do przyjęcia za swoje słowa, które tak Kubala podaje: ”Jakośmy ten zaciąg wojska w najlepszych zamiarach i jedynie dla bezpieczeństwa Rzeczypospolitej uczynili, tak za prośbą wszystkiej Rzeczypospolitej wojsko to rozpuszczamy i służbę niniejszym wypowiadamy, aby się nie dalej nad dwie niedziele po teraźniejszym Sejmie rozeszło, a którzy się nie rozejdą, na tych hetmani, starostowie, urzędnicy miast powinni pod przysięgą, nie czekając uniwersałów naszych, powiaty znosić i jako swawolnych znosić. Obywatelom Rzeczypospolitej, którzy są w tym zaciągu, rozkazujemy pod karą infamii i konfiskaty dóbr, aby ludzi rozpuścili. Obiecujemy w imieniu swoim i następców swoich, że takowych zaciągów na po tym czynić nie będziemy ani żadnych wojen wiadomości i Rady Rzeczypospolitej podnosić, ani paktów i przymierzy z postronnymi zawierać”.W tych to latach parlament angielski jednogłośnie wzywał króla do wydania wojny Francji. Rzeczpospolita Polska jednak nie zaraz upadła. Było to bowiem niedługo po śmierci Koniecpolskiego. Jeremi Wiśniowiecki i Czarniecki chodzili już w zbroi,            a rodził się Sobieski.

 

VIII.

Nieszczęsne zaślepienie naszego społeczeństwa tak charakterystycznie ujawnione na powyższym Sejmie sprawiło, iż Polska za Zygmunta III i Władysława IV nie wykorzystała żadnej z tak obficie nadarzających się sposobności rozgromienia wrogów. Rosja była wyniszczona i bezsilna w okresie Smuty. Szwecja wplątana wówczas w wojnę trzydziestoletnią nie mogła ani jednego żołnierza wystawić przeciw nam; podobnie Austria, Krym, wreszcie Turcja, jedno pod niedołężnymi rządami Hrahima, drugie osłabione przez wewnętrzne rozterki.

Żadne jednak z tych państw nie było dotknięte trądem pacyfizmu. Toteż szybko zagoiły rany, a Rzeczpospolita poczyna od nich otrzymywać ciosy, z których już się nie wydobędzie.

W chwili zgonu Władysława IV doszły wiadomości o zwycięstwach Chmielnickiego pod Żółtymi Wodami i Korsuniem. Popierały go tajnie, Moskwa i Turcja, nie lękając się „drażnić”.

Szlachta polska jednak sądziła, iż ma do czynienia li tylko z buntem wewnętrznym. Poczęto na gwałt się zbroić. Wnet zebrano z samych zaciągów 70.000 ludzi, co wraz z pospolitym ruszeniem łatwo uspokoiłoby Ukrainę pod warunkiem sprężystego kierownictwa.

Nagle jednak przyszły wiadomości o skłonności Chmielnickiego do rozpoczęcia układów. Wybuchła ogromna radość. Mówiono powszechnie o miłosierdziu Bożym. Wielbiono nawet Chmielnickiego, podziwiano pacyfistę Kisiela. Nieliczne stronnictwo wojenne Wiśniowieckiego traciło popularność. Sejm konwokacyjny był dziwacznym obrazkiem walki narodu z Ossolińskim. Póki bowiem sądzono, iż jest on za zgodą z Kozakami, występowano gwałtownie przeciw, tak iż głównemu pacyfikatorowi Kisielowi groziło rozsiekanie; kiedy jednak Ossoliński zaczął symulować wojownicze przeciw Kozakom zamiary, izba zmieniła nagle zdanie i tegoż Kisiela wysłała z nieograniczonymi pełnomocnictwami do Chmielnickiego. Gorszą jeszcze hańbą była elekcja. Tu wybrano Jana Kazimierza głównie dlatego, że tego chciał Chmielnicki, bała się bowiem szlachta drażnić go innym kandydatem. Skutkiem łatwym do przewidzenia jest nasza wojna. Tym razem Rzeczpospolita wystawia wojsko, jakiego nie było od rozprawy grunwaldzkiej. Lubo większość posłów i senatorów chciała oddać dowództwo                w ręce Wiśniowieckiego, jako wojennego pana, atoli mając na uwadze, żeby to był wielki dyshonor dla „Ichmościów”, wybrano wówczas trzech wodzów. Fakt ten, który pociągnął za sobą klęskę pod Piławcami, jest tak silnie potępiony przez historię, iż samymi cytatami stronę zapisać by można. Polacy jednak są zawsze ci sami – kiedyś zmieniając organizację władz wojskowych podzielą ją na trzy stanowiska, troskliwie bacząc by jedno nad drugim przewagi nie miało. Długie haniebne dzieje przegranych bitew i haniebnych traktatów kończy zwycięska bitwa pod Beresteczkiem. Ale już parę dni po bitwie podnosi się opór przeciw dalszym operacjom. Korzyści bitwy przepadają, zaczyna się epoka działań dyplomatycznych prowadzonych pod hasłem „nie drażnić”. By ułagodzić Rosję, Polska będzie popierać swych wrogów na Ukrainie, toteż Rosja zdobywa ostatecznie decydujący wpływ na ten kraj, a z tym hegemonię na Wschodzie. Moskwa bowiem, nie pognębiona przez Polskę za Zygmunta, wyszła szybko z okresu bezsilności. Zbrojenia jej stały się tak widoczne, iż posłano kasztelana Młockiego z prośbą o pokój. Nie przyniósł on jednak przychylnej odpowiedzi. Nie przyniósł jej również wysłany niebawem z tą samą misją do Szwecji Jan Leszczyński. Moskwa, przygotowawszy bezkarnie poważną armię, bierze z jednej strony w opiekę Kozaków, z drugiej zajmuje Smoleńsk i rozbija słabe siły litewskie. Nim Rzeczpospolita mogła zasłonić się stamtąd, już wystąpiła Szwecja. Ta sama Szwecja, której wdzięczność starała się Polska okupić rozejmem Sztundorfskim, zamiast się wówczas połączyć z cesarstwem dla zadania jej ostatecznego ciosu. Teraz stanęła Rzeczpospolita wobec zguby. Wojska Polskie albo zostały pobite i wzięte w niewolę, albo same się poddały i nieprzyjaciel zajął cały kraj. Wkrótce jednak obrona Częstochowy, niezręczne obchodzenie się Szwedów z Polakami, wreszcie wytężona akcja dyplomatyczna osłabiły znacznie Szwecję. Tak więc, kiedy już Polacy zostali zupełnie złupieni i upokorzeni, wzięli się do broni i do polityki zaczepnej. Skutek okazał się szybko: nieprzyjaciela szybko wypędzono z kraju i pobito. Polscy bowiem wodzowie nie byli gorszymi od szwedzkich, kraj zaś był zamożniejszy i ludniejszy, klęski zaś wszystkie tylko stąd pochodziły, żeśmy inicjatywy mieć nigdy nie chcieli. Również Moskwę pokonali na polu bitew Czarnecki i Lubomirski. Wielkimi jednak stratami odpokutowała Polska swój pacyfizm pierwszego Wazy. Wnet zobaczymy, jak równie zemściła się nieudolność za Władysława IV. Ale podczas gdy wojny szwedzką i moskiewską wygrał po części zapał narodu, o tyle los wojny tureckiej rozstrzygnął wypadek. Był nim największy geniusz jakiego Polska wydała – Jan Sobieski.

Komentowanie zamknięte.