Najnowsze

Opublikowano Sierpień 24, 2013 Przez stophasbara W Dziennikarstwo śledcze, Informacje oraz publicystyka z Polski

O talmudyzacji polskiego prawa

36244-368661355985690Artykuł tymczasowo podwieszony.

Ażeby dobrze zrozumieć pojęcie talmudyzacji polskiego prawa i skutków tego procederu należy posłużyć się przykładem. Jednym z lepszych i bardzo na czasie przykładów w tej mierze jest bulwersująca normalnych ludzi sprawa barbarzyńskiego uboju rytualnego i związana z tym problemem cała fałszywa otoczka od medialnej poczynając na prawniczej kończąc.

W tej sprawie rzekomo istnieje tak wielka niejasność obowiązującego prawa, że nie może z nią sobie poradzić cały zastęp prawników. Problem przerasta prokuratorów. Głowy nad nim łamią sobie najtęższe umysły sędziów, rządowe centrum legislacyjne analizuje nawet położenie kropek i przecinków w tekstach ustaw, a rozwiązania po prostu nie ma.

Mówiąc w skrócie, rząd okupacyjny w pocie czoła zatrudnia kogo się tylko da, żeby znaleźć metodę legalizacji koczowniczego szlachtowania zwierząt. Przypomina to z analogii „legalizację” ukradzionej komuś rzeczy i wynajdywanie sztuczki, jaka pozwoli złodzieja nazywać „właścicielem”. Wszystko, co związane jest z aferą uboju rytualnego, manewry prawne, elaboraty pismaków i szum to od początku do końca bezczelna hucpa i gra na zwłokę.

Najnowszym wybiegiem koczowników, nader prymitywnym, lecz na razie skutecznym, jest wzniecenie tak wielkiej masy sztucznych dymów, aby ludzie używający oczu do obserwacji rzeczywistości, zatracili zdolność widzenia spraw takimi, jakimi one są. Chodzi o propagandę mitu, że w sprawie uboju rytualnego prawo jest niejasne, a racje podzielone są po dwóch stronach. W tej akcji propagandowej biorą udział różne instytucje polskie tylko z nazwy oraz zawodowa hasbara, zaś wybieg koczowników polega na odwołaniu się do zasadniczego autorytetu polskiego systemu prawnego, czyli Trybunału Konstytucyjnego.

Jest to, żeby użyć rodzaju przenośni,„prawnicza false flag”, jaka wytworzyła tymczasowy stan bezwładności, który koczownikom daje komfort dokonywania dalszych barbarzyńskich mordów, a jednocześnie pozornie odbiera ich oponentom możliwość skutecznego powstrzymania tej zbrodni. Ostateczną wyrocznią ma być TK, a jego rola to zbadanie zgodności tegoż bandyckiego szlachtowania z polskim prawem. Podobno koczownicy są na etapie składania wniosków i podobno ściśle współdziałają w tym „wnioskowaniu” z innymi przedstawicielami koczowników o nazwie „polski rząd”.

Pierwszy elementu tej „false flag” użył rebe Schurdich, gdy został przyłapany na gorącym uczynku w Tykocinie podczas mordów rytualnych dokonywanych rękoma polskich Gojów. Wówczas rebe powołał się na koczownicze prawo do mordów rytualnych zagwarantowane w ustawie o gminach żydowskich. Po wszczęciu postępowania karnego rebe Schudrich domagał się respektowania „prawa” koczowników do barbarzyństwa, powołując się na zapisy tej ustawy z 1997 r.

Zastosowanie false flag rozłożyło na łopatki całe środowisko prawnicze w Polsce. Nagle wszyscy specjaliści od dociekań i analiz uznali się za niekompetentnych uczonych w piśmie i gorąco zapragnęli poznać zdanie ostatecznej wyroczni, dając swoje przyzwolenie na bandycki mord rytualny i świadomie uczestnicząc w działalności przestępczej przez ciche przyzwolenie.

Ostateczna wyrocznia, TK, wcześniej w swym orzeczeniu z listopada 2012 r. uznała za niezgodne z konstytucją rozporządzenie ministra rolnictwa w sprawie uboju rytualnego, co przywróciło stan prawny zgodny ze zdrowym rozsądkiem każdego cywilizowanego człowieka. Bowiem decyzja TK likwidowała samowolkę koczowniczą zamontowaną w polskim prawie pod pozorem „rozporządzenia ministra” i powodowała, że ubój rytualny jest w Polsce przestępstwem, zgodnie z zapisami ustawy o ochronie zwierząt.

Koczownicy nie mogli się pogodzić z takim dictum, zatem czym prędzej żydowski rząd próbował zalegalizować działalność kryminalną wnosząc do kne-sejmu projekt ustawy. Jej losy są znane. Obecnie koczownicy oślepiają publikę mamidłem przyszłego „wyroku TK”, który kiedyś zapadnie a problem rozstrzygnie się jednym cięciem, jak przysłowiowy węzeł gordyjski.

Rzekoma niejasność, jaka ma być przedmiotem dociekań TK to pozorny konflikt dwóch porządków ustaw: ustawy z 20 lutego 1997 r. o stosunku państwa do gmin wyznaniowych żydowskich w RP oraz ustawy z 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt.

Ustawa o ochronie zwierząt w art. 34. jasno stanowi, że:

„Zwierzę kręgowe w ubojni może zostać uśmiercone tylko po uprzednim pozbawieniu świadomości przez osoby posiadające odpowiednie kwalifikacje”.

Natomiast przepis, na który powołują się koczownicy, to art. 9 ustawy o stosunku państwa do gmin wyznaniowych żydowskich w RP i ten mówi jasno, że:

1. Organizowanie i sprawowanie kultu publicznego oraz udzielanie posług religijnych podlega gminom żydowskim zgodnie z prawem wewnętrznym.

2. W celu realizacji prawa do sprawowania obrzędów i czynności rytualnych związanych z kultem religijnym, gminy żydowskie dbają o zaopatrzenie w koszerną żywność, o stołówki i łaźnie rytualne oraz o ubój rytualny”.

Nawet talmudyczna wizja zjawiska społecznego, jakim jest „prawo”, stara się doprowadzić to zjawisko do stosowania w nim precyzyjnych pojęć i używania definicji, jakim przypisane są określone abstrakcje, podobnie jak matematyka tylko wtedy jest nauką ścisłą, gdy istnieje powszechna zgoda co do grupy aksjomatów. Gdyby było inaczej to rolę kształcenia prawników powinny otrzymać wydziały literatury, zaś matematyków winny kształcić wydziały marketingu i zarządzania.

Do zrozumienia jasności prawa w kwestii uboju rytualnego nie potrzeba zaawansowanej wiedzy prawniczej, szczególnie wiedzy na poziomie rozważań trybunalskich lub akademickich. Każda osoba, która potrafi czytać i rozumie, co czyta, dostrzega w przytoczonych wyżej zapisach rzecz prostą i nie budzącą żadnych kontrowersji.

Jeśli w ubojni na terenie państwa polskiego mamy zabić zwierzę, może to się stać wyłącznie po jego ogłuszeniu (pozbawieniu świadomości) i tylko przez osobę, która ma odpowiednie kwalifikacje. Nie ma żadnej „wolnej amerykanki”, a każdy inny sposób mordu to przestępstwo zagrożone więzieniem (art. 34 w zw. z art. 35 ustawy o ochronie zwierząt).

Koczownicy z kolei mają na podstawie ustawy o gminach żydowskich prawnie gwarantowaną możliwość „sprawowania obrzędów i czynności rytualnych związanych z kultem religijnym”. W tym celu „gminy żydowskie dbają o zaopatrzenie w koszerną żywność, o stołówki i łaźnie rytualne oraz o ubój rytualny” (art. 9 ustawy o gminach żydowskich).

Tu właśnie dochodzimy do konfrontacji ze zjawiskiem talmudyzacji polskiego prawa. Koczownicy powołując się na brzmienie ustawy o gminach żydowskich dokonują dowolnej interpretacji pojęć, które nie są literaturą piękną, a także dodają do niej czegoś, czego w ustawie nie ma. Koczownicy mogą uprawiać swoje kulty, jak potworne by one nie były, tak samo jak inne wyznania mają prawo do swoich obrzędów (wolność wyznania). W szczególności na podstawie prawa mogą „dbać o ubój rytualny”.

Co oznacza określenie „dbać o ubój rytualny”? Czy w tym określeniu zawiera się bezkarność na organizowanie mordów rytualnych przez inne osoby? Czy „dbałość o ubój rytualny” daje koczownikom przywilej stania ponad prawem, określonym w ustawie o ochronie zwierząt? Czym jest koczowniczy „ubój rytualny”? Gdzie to pojęcie zostało prawnie zdefiniowane?

Jedną z klasycznych zagrywek koczowniczych jest istnienie w prawie tzw. „pojęć nieostrych”, czyli nie mających jasnej definicji albo pojęć które nie mają żadnej definicji. Takim właśnie talmudycznym chwytem jest posługiwanie się powszechnie pojęciem „uboju rytualnego”, który nie ma prawniczej definicji i pozwala koczownikom w to pojęcie wkładać treść, jaka w danej chwili jest dla nich wygodna. Gdyby w prawie karnym nie istniała definicja kradzieży, to każdy złodziej mógłby bronić się przed zarzutem, że on nie ukradł, tylko pożyczył, albo pomógł przemieścić rzecz z jednego miejsca w drugie, albo znalazłby sto innych wymówek.

Podobnie koczownicy z pojęciem „uboju rytualnego” i „dbałością” dokonują cyrkowej żonglerki, jaka z „prawem” nie ma nic wspólnego, na dodatek otrzymują pomoc uczonych w piśmie sędziów i prokuratorów.

Z brzmienia obowiązującego w Polsce prawa wynika, że żadna forma wyimaginowanego przez koczowników „uboju rytualnego” w ubojniach nie może mieć miejsca, gdyż jest przestępstwem zabijanie zwierząt bez pozbawienia świadomości. „Dbałość o koszerną żywność oraz o ubój rytualny” nie dają koczownikom prawa do zbudowania własnej ubojni koszernej, ponieważ każda ubojnia podlega ustawie o ochronie zwierząt. „Dbałość”, jaka gwarantowana jest w ustawie o gminach żydowskich daje im np. możliwość importowania takiej żywności z zagranicy, gdyż nawet pokątne szlachtowanie zwierząt według koczowniczych rytuałów jest w Polsce zakazane i nosi znamiona przestępstwa znęcania się nad zwierzętami.

Wynajmowanie do tego innych osób, czy to w ubojniach na terenie RP, czy chłopów na wsi, albo mord własnoręczny, jest czynem zabronionym, a koczownik, który tak rozumie pojęcie „dbałości” o ubój rytualny popełnia przestępstwo.

Co więcej proceder talmudyzacji prawa prowadzi do możliwości nadużyć na niewyobrażalną skalę. Dzisiaj talmudysta Schudrich „definiuje” zapis w art. 9 ustawy o gminach żydowskich jako carte blanche na bezkarność w organizowaniu mordów na zwierzętach w polskich ubojniach. Jutro ten sam lub inny talmudysta będzie „definiować” pojęcie „uboju rytualnego” i „dbałości” jako bezkarność w mordowaniu ludzi. A dlaczego nie? Ustawa przecież mówi o „dbałości o ubój rytualny”, więc rebe Schudrich jutro „określi” ten zapis jako prawo mordowania Gojów. On dokona twórczej interpretacji „prawa” i poda nam jego „definicję”.

Szanowni Państwo, polskie prawo jest w tym względzie jasne i nie potrzebuje orzeczeń trybunalskich: mamy w naszym prawie zakaz znęcania się nad zwierzętami i mordowania ich w ubojniach czy w innych miejscach w dowolny sposób. A żydzi mają prawo „dbać o koszerną żywność i ubój rytualny”, co krótko mówiąc oznacza, że to jest ich problem, a nie problem polskiego państwa. I to oni muszą go rozwiązać, a nie mieszać do tego organów państwowych i Trybunału. Tak samo, jak polskie państwo gwarantuje wolność obrzędów buddyjskich, lecz nie bierze na siebie roli organizatora artefaktów do ich kultywowania.

Na zakończenie dodać trzeba jeszcze wzmiankę o zapomnianym już prawie pojęciu prawniczym, jakim jest tzw. „prawo powielaczowe”. Służyło ono niegdyś bolszewikom do tworzenia ad hoc rozwiązań, jakie były im potrzebne w różnych celach, np. okradania Gojów z majątku. Polegało na tym, że bez tzw. delegacji ustawowej, czyli podstawy prawnej, tworzono prawo, które nie mogło istnieć. Proceder ten był kopią rozporządzeń bolszewickich z sowieckiej Rosji. Dzisiaj rolę „powielacza” pełnią różni samozwańczy talmudyści, którzy wytwarzają dymy w sprawach, jakie są jasne i nie wymagają ich talmudycznych sztuczek, a siebie ustawiają w roli wyłącznych „interpretatorów”. Każda próba sprowadzenia prawa do poziomu wyobrażeń tego czy innego talmudysty jest formą jego talmudyzacji, a naszą formą obrony powinno być ściganie przestępców, a przynajmniej podjęcie próby, aby każdy kryminalista odpowiadał za swoje czyny.

Kwestia obrony zwierząt przed zakusami koczowników mordowania ich w dowolny sposób jest wspólnym interesem cywilizowanych ludzi, podobnie jak obrona prawdy, i w tej sprawie nie powinno być podziałów. Profesor Jasiewicz padł ofiarą talmudycznych sztuczek ze ściganiem ludzi za prawo do wolności mówienia o niewygodnych faktach i wolnego uprawiania nauki. Proponuję wszystkim, którym dobro wspólne leży na sercu, przyłączenie się do akcji zorganizowania petycji na petycje.pl z wnioskiem o ściganie karne wszystkich osób zamieszanych obecnie w tzw. „rozwiązywanie problemu uboju rytualnego”, w tym Kadlcika, Schudricha i TW Boniego. Mamy takie prawo i obowiązek.

SH

Tags : , , , , , , , , , ,

Komentowanie zamknięte.