Najnowsze

Opublikowano Luty 13, 2016 Przez ls W Polska

Szwedzki „Raj” ? Moja prawdziwa historia w telegraficznym skrócie

Mam na imię Andrzej 34 latek mieszkający w Szwecji około 3 lat. Moim celem przyjazdu do tego kraju była chęć godnego życia tj. stała, legalna praca, znalezienie mieszkanie oraz żyć i utrzymywać się z własnej pracy.

Szwedzki Raj

Nie chciałem żyć w Polsce, gdzie jak większość rodaków „wegetuje z nadzieją na lepsze jutro”, gdzie zarobki za ciężką prace w nieludzkich ilościach godzin nie wystarczają na podstawowe potrzeby tj. oplata mieszkania, jedzenie, rachunki itd. Duża cześć Polaków, którzy zdecydowali się wyjechać z ojczyzny nie tylko Ci, których poznałem w Szwecji nie raz podała argument swojej decyzji o emigracji „Brakowało mi, aby związać koniec z końcem lub brakowało mi do końca miesiąca”. Jestem pewien, że wielu z Was czytających te słowa przypomną sobie własne sytuacje mieszkając w Polsce.

Kolejnym powodem moich przemyśleń dotyczących wyjazdu do Szwecji była tragiczna sytuacja życiowa. Otóż w ciągu kilku dni zostałem pozbawiony wszystkiego, co miałem. Tak się kończy historia pewnej miłości, gdzie człowiek ślepo zakochany ufał i zostaje oszukany tracą wszystko, czego się dorobił. Jednym słowem zostałem dosłownie na lodzie.

W ciągu kilku dni podjąłem decyzje o wyjeździe, co skłoniło mnie do podjęcia kolejnych kroków takich jak szukanie pracy w Szwecji itd. Umieściłem swoje ogłoszenie na jednym z portali, w którym to anonsie umieściłem informację o tym, że szukam pracy w Szwecji, jakie mam umiejętności i jakie wykształcenie. Następnego dnia skontaktował się ze mną Polak – Robert N., który zaproponował mi pracę przy remoncie Hotelu w Orsa (Orsa Stadshotell Hotel).  Nie zastanawiając się długo postanowiłem kupić bilety i wyjechać. W ciągu paru dni dzielących mnie od wyjazdu, przyszły pracodawca dzwonił do mnie min. 2 razy dziennie. Mówił mi o tym, co mi będzie potrzebne w Szwecji, co powinienem ze sobą zabrać oraz informował mnie o tym jak będzie wyglądała moja praca.

Nadszedł dzień wylotu, pracodawca dał do zrozumienia, że wszystko jest w porządku i czeka na mnie umowa o pracę do podpisanie.

Po długiej podróży dotarłem na wskazany adres, poznałem pracodawcę oraz osobę, która już dla niego pracowała. Następnego dnia udaliśmy się do pracy i pracowaliśmy min. 10 godzin dziennie.

Po kilku dniach pracy przypomniałem pracodawcy o umowie o prace, o której wspominał. Taką umowę faktycznie otrzymałem po tygodniu czasu.

Otrzymana umowa okazała się jedyną rzeczą, która dostałem od tego pracodawcy. Kiedy minął miesiąc pracy zacząłem upominać się o wypłatę. Poinformował mnie pracodawca, że pierwsza wypłata jest dopiero 25go kolejnego miesiąca pracy za poprzedni miesiąc. Doczytałem sobie o szwedzkim prawie pracy, że jest to normalna sprawa i taki jest system w Szwecji.

Pełen determinacji pracowałem dalej w oczekiwaniu na pierwsza wypłatę. Jednak się na nią nie doczekałem.  Po 25tym pracodawca już nie odbierał telefonu tylko wysyłał mi na mail groźby i wyzwiska, bo upomniałem się o wypłatę. Poinformował mnie o tym, że jak będzie miał pieniądze to mi je wypłaci. Niestety do tej pory cisza i tak się skończyła praca u pierwszego pracodawcy Polaka oszusta.

Po tej całej sytuacji i nieprzespanej nocy postanowiłem się nie poddawać i pojechać do Stockholmu.

Wynająłem sobie przez internet miejsce w hostelu w pokoju 10 osobowym. Nie było mnie stać na nic innego, ponieważ ani korony nie zarobiłem a jedynie korzystałem z niewielkiej kwoty przywiezionej ze sobą. Jeśli dobrze sobie przypominam było to ok.3000 koron minus to, co zostało wydane na żywność w okresie pracy u pierwszego pracodawcy.

Drugiego dnia pobytu i wałęsaniu się po Stockholmie znalazłem dorywczą prace. Przez okres 2 miesięcy mieszkałem w tym zatłoczonym hostelu w pokoju z 10cioma osobami żyjąc tylko i wyłącznie z dorywczych prac. Niestety nie było mi dane znaleźć stałej pracy. Jednak się nie poddawałem.

W trzecim miesiącu udało mi się znaleźć prace gdzie pracodawca obiecywał stała pracę oraz pomógł mi w znalezieniu pokoju u starszego Pana Polaka o imieniu Jan. Przeprowadziłem się z tego hostelu do Sodertelje.

Wreszcie mogłem położyć się spokojnie sam w wynajętym pokoju, bez obaw i czuwania we śnie.

Pracowałem u tego pracodawcy ok. 3 tygodni do momentu, kiedy oznajmił mnie, że obecnie nie ma pracy i odezwie się do mnie, jeśli coś się zmieni. I tak kolejne marzenie o stałej pracy prysło. Nie dość, że nie mam pracy to na dodatek musiałem upominać się o zapłatę za prace przez najbliższe 2-3 tygodnie.

Kolejny raz się nie poddawałem. Szukałem pracy wszędzie gdzie się dało. Dawałem ogłoszenia na portalu poloniainfo.se, pytałem osoby, które poznałem itd.

Po miesiącu poszukiwań pracy udało mi się wyszukać w końcu stałą pracę. Nie zniechęcała mnie codzienna podróż z domu do pracy, która w sumie trwała ponad 3 godziny (1,5 godziny droga do pracy i tyle samo powrót.. trasa Brunnseng, Sodertelje ßà Kista).

Jedynym mankamentem tej pracy było to, że była to praca na „czarno”, ponieważ dopiero po ponad pół roku udało mi się wyegzekwować umowę o pracę od pracodawcy.

Niestety po otrzymaniu umowy minęło ok. 6 miesięcy i pracodawca zaczął spóźniać się z wynagrodzeniem, z niedopłacaniem zaległych pieniędzy aż do momentu, kiedy nie zobaczyłem całej pensji.

W tym samym okresie poznałem kobietę Polkę Pani Marzena H.(właścicielka firmy szwedzkiej), która zaproponowała mi pracę oraz pomoc z nieuczciwym pracodawcą. Zacząłem pracować dla tej kobiety.

Kobieta zaprowadziła mnie do swojej koleżanki adwokatki (Szwedki), która poinformowała mnie, że zajmie się moją sprawą, bo widzi, że sprawa jest do wygrania. Posiadałem wszelkie dokumenty, niezbite dowody i zdjęcia z pracy.

Po jakimś czasie otrzymałem informację, że Państwo Szwedzkie pokryje wszystkie koszty związane z adwokatem, ponieważ miałem niskie dochody i nie znam się na prawie szwedzkim.

Więc Pani Marzena H.(nowy pracodawca) była moim tłumaczem a jej znajoma była moim adwokatem.

Czekałem na rozprawę z byłym pracodawcą a w między czasie pracowałem. Dni, tygodnie mijały w szybkim tępie, ponieważ codzienna praca w godzinach 8-20 powodowała to, że człowiek po pracy myślał tylko o tym aby wziąć prysznic i położyć się szybko spać.

Po pierwszym miesiącu wszystko było OK. Stać mnie było na opłacenie mieszkania, na paliwo do pracy itd.

Jednak sielanka nie trwała za długo, co zaczęło się po ponad półtora miesiąca. Pani Marzena H. nie dotrzymywała słowa. Okłamywała, że klienci nie płacą i zapłaci jak tylko wpłacą. W połowie grudnia tego roku poinformowała, że z dniem 21 grudnia wszystko ureguluje tylko trzeba pokończyć niektóre prace.

Doczekałem się 21 grudnia z nadzieją, że wszystko zostanie uregulowane, jeśli chodzi o wynagrodzenia, bo już 22go grudnia miałem wyjechać do Polski na Święta i zobaczyć się z córką.

Niestety czar prysł. Dzwoniąc do Pani Marzeny H. zostałem tylko poinformowany, że ona nie zapłaci, bo klienci nie popłacili i tyle było rozmowy z tą kobietą. Rozłączyła się. Byłem jeszcze w domu klientów, u których kończony był właśnie remont. Zapytałem klienta grzecznie czy zapłacił już za remont łazienki, ponieważ pracodawca twierdzi, że nie otrzymał wpłaty. Klient (Szwed) postawił oczy jak 5 zł ze zdziwienia. Poinformował mnie tylko, że wszystko już zapłacił i jak chce może mi pokazać wszystkie przelewy, bo było ich kilka. Jeśli będę chciał tylko poczekać na jego żonę, bo ona zajmuje się tymi sprawami.

I od tego właśnie momentu zaczął się mój koszmar życiowy!

Pani Marzena H. zaczęła mnie nękać telefonami i wiadomościami, że jakim prawem rozmawiam z klientem, że mam natychmiast dostarczyć jej wszystkie zdjęcia z wykonanych pracy, które posiadam. Jeśli tego nie zrobię to zgłosi mnie na policje, narobi mi wielkich problemów i zrobi wszystko, aby mi zniszczyć życie.

Nie wysłałem jej moich zdjęć, ponieważ doszedłem do wniosku, że to jest jedyny dowód tego, że pracowałem dla tej kobiety.

Niestety na święta nie wyjechałem, bo nie było mnie stać na drogi bilet lotniczy w tym okresie. Wyleciałem dopiero 29 grudnia. Po powrocie na początku stycznia starałem się kontaktować w sprawie niewypłaconych pieniędzy niestety bez rezultatu. Próbowałem dodzwonić się do adwokatki, która miała prowadzić sprawę z nieuczciwym pracodawcą ( znajoma Pani Marzeny H.) Niestety nie odbierała telefonu, później na sekretarce została nagrana wiadomość, że jest na urlopie itd.

Kilka dni później dowiedziałem się przypadkowo, że Pani Marzena H. skontaktowała się z moim poprzednim pracodawcą (ten, którego sama pomagała mi podać do sadu i gdzie miała być moim tłumaczem).

Po jakimś czasie udało mi się skontaktować z Panią Marzeną H., która oznajmiła mi, że nie wypłaci żadnych pieniędzy za pracę, bo według niej wysokie prace są nierzetelnie wykonane ( po, mimo, że klienci odebrali prace, zapłacili pieniądze itd.) Dodatkowo poinformowała mnie, że pozwie mnie do sądu o odszkodowanie za źle wykonaną pracę i mam się spodziewać na dniach faktury za „jakieś” szkody. W ostatnich słowach Pani Marzena H. powiedziała, że trzeba było z nią nie zaczynać a jako nowinę poinformowała mnie, że w zmowie moim byłym pracodawcą zniszczą mi życie.

Po niedługim czasie i brakiem kontaktu z adwokatką (znajomą Pani Marzeny H.) otrzymałem informacje, że sprawa się odbyła na dniach. Z tego, co się dowiedziałem to sprawę przegrałem a były pracodawca żąda ode mnie zwrotu kosztów, które poniósł na adwokata.

I właśnie Pani Marzena H. dotrzymała słowa o zemście, za upomnienie się o własne pieniądze.

Z tego, co usłyszałem to, że ta zemsta będzie jeszcze trwała, bo Pani Marzena H. jest w trakcje kolejnej intrygi i jak zapowiedziała wcześniej „zniszczy mi życie”.

Tak wygląda” Szwedzki Raj” dla łatwowiernych i uczciwych osób szukających swojego miejsca tutaj.

Dla mnie to już tylko „Piekło” dla krętaczy, złodziei i cwaniaków to „Raj”

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że „sprawiedliwość w tym kraju można tylko kupić jeśli” posiadasz odpowiednio duże zaplecze finansowe na adwokatów, tłumaczy itd.

Polak Polakowi wilkiem. Polonus Polono lupus? (łac.)

Numer kontaktowy (do wiad. Redakcji) Andrzej

Nadesłane na redakcyjną pocztę.

Tags : ,

Komentowanie zamknięte.