Najnowsze

Opublikowano Sierpień 12, 2013 Przez polonuska W Informacje oraz publicystyka z Polski, Polska

Szkoły wyższe – narzędzie unijnej propagandy

Unijnej - Wiadomości Polska Świat - Wolna PolskaSkuteczna indoktrynacja to indoktrynacja od młodego.

O tej zasadzie nie zapominają unijni propagandyści. Były już wiersze na cześć nowej „ojczyzny”, była książka pt. „Jestem Europejczykiem, mieszkam w Polsce”, a ostatnio do zabawy włączyli się homoseksualiści ze swoją bajką o trzech pingwinach. To naturalne, że będzie się próbowało zmieniać mentalność naszym obywatelom już od małego, ale jak to jest w przypadku ludzi, którzy są, przynajmniej teoretycznie, ludźmi w jakimś stopniu już ukształtowanymi?

Aby odpowiedzieć sobie na to pytanie wystarczy rozpocząć studia na którejkolwiek z uczelni, która jest zrzeszona w Europejskim Stowarzyszeniu Uniwersytetów (ang. EUA), a trafić na taką uczelnię nietrudno, ponieważ do ESU należy większość polskich uniwersytetów. Głównym zadaniem organizacji jest ujednolicenie procesu kształcenia studentów. Łatwo się domyślić, że ujednolicenie nie będzie obejmowało samego procesu kształcenia, ale również, a może przede wszystkim, wiedzę jaką studenci otrzymają. Dlaczego? Stowarzyszenie prowadzi badania w ramach „procesu bolońskiego” (opłacanego z naszych podatków, a jakże), wedle którego ujednolicenie systemów szkolnictwa wyższego ma nastąpić m.in. dzięki systemowi akredytacji oraz certyfikacji. Krócej mówiąc: dzięki kontroli jakości kształcenia. Słowo „kontrola” nie jest nam oczywiście straszne, ponieważ to unijna codzienność. Nie trzeba wspominać, że taka kontrola oraz system akredytacji może wykluczyć w przyszłości uniwersytety, które patrzą pod innym kątem na procesy zachodzące w dzisiejszej Europie. Póki co, wszystko na zasadzie dobrowolności i po dobroci, ale zobaczymy co nam przyszłość przyniesie, tym bardziej, że skuszeni unijnymi obietnicami Irlandczycy, poparli Traktat Reformujący w drugim referendum.

Nietrudno zgadnąć, że szczególną rolę w procesie kształcenia będzie miała, a właściwie już ma,  wiedza o „nowej ojczyźnie”. Każdy świadomy człowiek zdaje sobie sprawę, że takie zajęcia nie mają na celu rzetelnego informowania studenta o WE, a jedynie nachalną euro propagandę. I tutaj wypada wspomnieć o pewnym podkarpackim uniwersytecie, będącym członkiem ESU, a który posłuży mi za przykład. Otóż, drugi rocznik filologii polskiej rozpoczął rok akademicki z nowym przedmiotem: „Regionalizm i lokalizm w UE”. Abstrahując już od tego, czy przyszłym polonistom wiedza w tym zakresie jest potrzebna, należy zwrócić uwagę na to, co studenci z zajęć wynoszą. Można się tam między innymi dowiedzieć, że Polska dostaje z Unii Europejskiej tyle pieniędzy, że aż nie wie co z nimi robić. Nie jest ważne, że w latach 2004-2006 prawdopodobnie dopłaciliśmy pół miliarda złotych (trudno tego dojść, zapewne nie bez przypadku). Nie jest ważne, że według danych ze strony ministerstwa finansów, w roku 2007 dopłaciliśmy trzy miliardy złotych do unijnego budżetu…

Fakt faktem, według tejże samej witryny, w roku 2008 te trzy miliardy odzyskaliśmy, ale to niewielki powód do dumy. Nie jest ważne, że unijne prawo i regulacje kosztują polskie firmy i obywateli niebagatelne pieniądze, których nie sposób nawet zliczyć… Ważne, że w założeniach mamy miliardy. A może ktoś chciałby zarzucić Europie, że odcina się od swych chrześcijańskich korzeni? Skądże. Wszystkimi czynami WE udowadnia, że tak nie jest. Przecież twórca flagi unijnej, pan Arsene Heitz, był zainspirowany Matką Boską i jej aureolą z dwunastu gwiazd. Niech to posłuży za wystarczający argument. O nic więcej nie pytać, a w szczególności ani o aborcję, ani o sodomitów. Ale skoro już, to przecież pani Alicja Trzydzieści Tysięcy ma prawo decydować o samej sobie! – to gdyby ktoś naiwnie śmiał twierdzić, że pani Alicja decydowała o życiu drugiego człowieka, a nie o sobie samej. A może ktoś się ośmieli stwierdzić, że UE nie istnieje? Jak to nie? A traktat z Maastricht? Przecież od 1993 roku możemy oficjalnie mówić o UE. I nie ważne, że traktat z Maastricht ustanowił tylko Wspólnotę Europejską, a UE nie ma podmiotowości i osobowości prawnej, aż do czasu ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego (Konstytucyjnego). Tego, biedni studenci, wiedzieć nie muszą, ważne, żeby każdego, kto stwierdzi, że UE jeszcze nie istnieje z góry traktować jak niepoczytalnego. A czego możemy się dowiedzieć o eurosceptykach i krytykach Traktatu Reformującego? Cóż, ludzie, którzy nie mają pojęcia o czym mówią nie powinni się po prostu wypowiadać na tematy unijne – tak by było najlepiej. Jesteśmy tylko grupą ludzi słabo „doinformowanych” i, nie wiedzieć czemu, panicznie bojącą się utraty suwerenności na rzecz sztucznego tworu opanowanego przez „czerwonych”, którym nie zależy na niczym innym jak tylko na powszechnym pokoju, dobrobycie i wolności. Dziwi tylko, że z równie niezrozumiałych powodów Irlandczycy wywalczyli sobie pewne gwarancje (zobaczymy ile są warte), a Niemcy zapewnili sobie suwerenność. Ale, jak wiadomo, to bez znaczenia. Niech sobie tam Niemcy będą suwerenni w UE, a nam to po co? Traktat jest OK i kropka.

Taki stosunek do faktów i ludzi o innych poglądach to oczywiście żadna nowość, ale martwi inna rzecz… Totalny nihilizm studentów słuchających wykładu i czekających jedynie na koniec zajęć. Ilu z nich zechce zgłębić temat? Żaden. Ilu z nich zapamięta pobieżnie, że Unia jest OK? Każdy. Ilu z nich odważy się mieć odmienne zdanie na egzaminie? Śmiem twierdzić, że żaden. Mamy do czynienia z kryzysem społecznym objawiającym się obojętnością na otaczającą nas rzeczywistość. Swego rodzaju konformizm. Z wiatrakami walczyć się nie da, więc się podporządkujmy. Taki stan rzeczy, wraz z agresywną polityką propagandową Unii musi doprowadzić do totalnego podporządkowania społeczeństwa. W związku z tym wydaje mi się, że zbyt wcześnie, ja, jak i moi rówieśnicy cieszyliśmy się, że nie musieliśmy żyć w czasach w których żyli nasi rodzice. Przed nami czasy jeszcze ciekawsze…

Kryspin Zając

Za:http://prokapitalizm.pl/szkoly-wyzsze-narzedzie-unijnej-propagandy.html#more-6817

Tags : , , , , , ,

Komentowanie zamknięte.