Opublikowano Wrzesień 17, 2012 Przez stophasbara W Bez kategorii

Syria Real News – 16 września 2012 r.

źródło: http://worldmathaba.net/items/1615-syria-the-women-of-homs

Syria: świadectwo kobiet z Homs

autor: Pierangela Zanzottera

z języka włoskiego przetłumaczył Syr. Georges

Homs, trzecie co do wielkości miasto w Syrii, położone kilka km od granicy z Libanem, tradycyjne uważane jest w całym kraju za miasto słynące z piękna mieszkających tam kobiet.  Jeśli przespacerujesz się po dzielnicach al-Hamidiya, al-Zahra, al-Arman, Bistan al-Diwan, Hay al-Sabil, al-Muhagirin, al-Madabyà, Karm al-Zaitoun czy al-Nizha, które zamieszkane są przez mniejszości religijne, łatwo napotkasz kobiety, które są dumne z życia z podniesionym czołem i odkrytymi twarzami, nie otulone strojem po sam czubek głowy; jedynie starsze z nich noszą chusty czy szale.

W tych miejscach znalazły się kobiety, które odważnie zdecydowały się otworzyć przed nami serca i opowiedzieć o swych osobistych przeżyciach. Wybrały anonimowość, aby zachować bezpieczeństwo i prywatność. Możecie je nazwać po swojemu.

Pochodzą ze zwyczajnych rodzin, gdyż w Homs są Alawici oraz inne pro-rządowe rodziny, które nie są zbyt majętne(w przeciwieństwie do tego, co opowiadano na ich temat, że czerpali korzyści z posiadania władzy w państwie). Nie mają swych członków w armii ani publicznej administracji. Niektórzy z nich są zatrudnieni w sektorze publicznym; inni pracują w rządowych firmach, jeszcze inni mają pracę w firmach prywatnych. Synowie i bratankowie (siostrzeńcy), którzy są bardzo liczni, często chodzą do zwykłych szkół publicznych, lecz niezbyt często odwiedzają ośrodki kulturalne. Szanują religię i rządzące zasady religijne. Kochają swój kraj i szanują rząd.

Mówi się, że w mieście jest naturalna z wielu przyczyn godzina policyjna, jaka trwa od wielu miesięcy aż do teraz (mówi jedna z kobiet): „Po 17-stej nie ma możliwości pospacerować, są bezładne strzelaniny i ryzyko postrzału, dlatego każdy chce znaleźć się w optymalnie bezpiecznym miejscu. Należy unikać szerokich ulic, gdyż snajperzy wolą je, aby mieć lepszy przegląd okolicy. Wczoraj moja siostra przechodziła ulicę wracając do domu. Nagle poczuła, że coś z tyłu głowy jakby uderzyło ją po włosach; to była kula! Powiew śmierci, ale zdaje się, że jej godzina jeszcze nie nadeszła; nie została nawet ranna i mogła bezpiecznie wrócić do domu. Jednak od tej pory jest strasznie przerażona”.

“Gdy ktoś jest świadkiem nagłej śmierci swych przyjaciół, krewnych czy rodziców jako czegoś normalnego, czegoś codziennego, i czeka na to, żeby zgadnąć, kto będzie następną ofiarą, to głęboko pragnie, aby to nie oni byli tymi następnymi ani ty sam, a wtedy przychodzi ci na myśl, żebyś to był ty sam, aby przestać żyć dalej w strachu i bezsilności, aby wyzwolić się z cierpienia, ale przecież zdajesz sobie sprawę, że twoi bliscy będą po tobie rozpaczać. Co to za życie! Co takiego zrobiliśmy, aby zasłużyć sobie na taką codzienną udrękę? Niedolę, jaka nie daje nam spać, pracować i żyć po swojemu, czegoś, co zabiera ci maleńką codzienną radość, jaka sprawia, że chce ci się dalej chodzić po ziemi!”

Młoda kobieta, mieszkająca na granicy z dzielnicą Bab Tadmor, opowiada nam ze strachem w oczach o strasznych dniach sprzed kilku tygodni:

„Terroryści próbowali zająć naszą dzielnicę i odciąć ludziom możliwość ucieczki. Wielu z nich, którzy nie dali rady uciec na czas znalazło się w potrzasku, we własnych domach, stali się uchodźcami we własnych oazach spokoju, za drzwiami, oknami, balkonami, schowani i przerażeni, że ich zabiją. W tych ciągnących się w nieskończoność dniach, myślałam tylko, jak ochronić moje dzieci. Czekaliśmy na okazję do ucieczki; przekradliśmy się do moich rodziców, którzy mieszkali w trochę bezpieczniejszym miejscu. Moje dzieci znalazły się w innej szkole. Ale wciąż się zamartwiałam o męża, który został sam w naszym domu, żeby go strzec przed okupacją różnych uzbrojonych typów; mógł zostać zniszczony albo użyty jako bazado ataków, jak to się zdarzyło w przypadku moich sąsiadów. Pewnego dnia, gdy byłam u rodziców, przyszli do domu jacyś uzbrojeni ludzie. Zamarzła mi krew w żyłach! W tej trwającej wieczność chwili, twarze wszystkich kochanych mi ludzi przemknęły mi przed oczyma, i zastanawiałam się, komu z nich będę musiała powiedzieć żegnaj…Ofiarą została moja ciotka! Bandyci powiedzieli, że zginęła od postrzału, gdy wyszła na dach powiesić pranie. W Homs można zginąć od tak, po prostu, gdy się robi coś zupełnie normalnego pod słońcem! Nigdy nie zapomnę widoku twarzy mojego wuja, gdy to usłyszał. Dla takiego cierpnienia nie ma słów”.

“Gdy miesiąc później udało nam się wrócić do domu, w ogóle nie mogłam poznać mojej dzielnicy! Ulice po których chodziłam i które znałam jak własną kieszeń, wydały się jakieś mi obce, zbeszczeszczone i skażone jakąś tajemniczą chorobą”.

Inna kobieta opowiada o tym, jak trudno było ludziom w Homs chodzić do pracy:

“Pracowałam w biurze, w centrum miasta, niedaleko od Souq Al-Hashish. Dostałam awans w pracy, który pozwolił mi poświęcić się mojej rodzinie przez resztę dnia. To trwało aż do lata 2011 r., gdy chodząc do biura z dnia na dzień, sytuacja się komplikowała, aż w końcu, droga do pracy stanowiła dla mnie prawdziwe ryzyko. O ile droga z domu do pracy rankiem nie była zbyt ryzykowna, to droga powrotna wymagała wielkiej przezorności. Wiele razy musiałam biec, gdyż nagle znajdowałam się w strefie strzelaniny w dzielnicy chrześcijan. Każda nieosłonięta kobieta (bez hidżabu), która ośmieliła się wyjść do miasta sama, była uważana za podejrzaną. Pamiętam, jak kiedyś musiałam się chować przed grupą ok. 10 brodatych mężczyzn z szblami, nożami i pałkami w rękach. Udało mi się złapać taxi w czasie gdy przed nimi uciekałam. Biura zostały pozamykane dwa miesiące później z przyczyn bezpieczeństwa, a wszyscy pracownicy musieli pozostać w domach. Często nie mogłam się otrząsnąć z myśli, o tym co tu się wydarzyło i że to miejsce przestało już do nas należeć. Również życie mojego męża całkiem się zmieniło. Pracował w rafinerii na przedmieściach Homs. Od 5 września 2011 r., gdy autobus firmowy rafinerii przeznaczony do przewozu pracowników został zaatakowany (ci bandyci brali na cel wszystkich pracowników państwowych), i trzech z nich zginęło, zawsze brakowało mi tchu, za każdym razem, gdy on szedł do pracy. Obecnie, żeby uniknąć ryzyka, on wraca do domu co trzeci dzień. Pięcioro moich dzieci i ja, bardzo za nim tęsknimy, nie potrafiliśmy żyć bez siebie nawet przez jeden dzień, odkąd wzieliśmy ślub. Ale, teraz przynajmniej jest o tyle lepiej, że wiemy iż jest tam bezpieczny”.

Trzecia z kobiet, nauczycielka, opowiada nam podobną historię:

“Jeszcze 3 miesiące temu, uczyłam w szkole w Al-Bayada. Cała moja rodzina nie chciała zaakceptować faktu, że codziennie jeżdżę po mieście w miejsce, gdzie terroryści kontrolują duzo miejsc i nas nienawidzą. Lecz jestem nauczycielką i moim obowiązkiem jest jechać tam, gdzie wysłano mnie uczyć dzieci. O co mogą mnie oskarżyć? I dlaczego (dzieci które uczę) musza za to płacić? Czy nie wystarczy ich parszywym duszom nosić ciężar całej tej sytuacji? (Terroryści) zdają się nie brać pod uwagę niszczącego wpływu sytuacji, jaką stworzyli, na dusze dzieci. Już są widoczne oznaki tej sytuacji na twarzach dzieci i każdego z nas, dzieci, które są przecież nadzwyczaj wrażliwe, staną się najbardziej pokrzywdzone i to nie ma żadnego usprawiedliwienia. I my nauczyciele, matki i siostry, nie jesteśmy przygotowani no to, żeby dać tym biednym stworzeniom jakiejś pomocy psychologicznej”.

“Niezliczoną ilość razy podążałam tą drogą, raz mnie zatrzymano. Była blokada i nie było jak wydostać się z powrotem. Mijały minuty i godziny, a ja tylko myślałam o moich ukochanych, i jak ta cała sytuacja nie ma absolutnie żadnego sensu. Nie mogąc dostać się do domu, oznaczało, że mogą mnie porwać, torturować i brutalnie zabić. To, co liczyło się najbardziej, że musiałabym zostawić moje dzieci w chwili, gdy najbardziej mnie potrzebują. Wtedy zadzwoniłam do ojca i poprosiłam, żeby zaopiekował się nimi, gdy mnie już nie będzie, najukochańszymi mojemu sercu, moim trojgiem dzieci. Potem, nie pamiętam nawet jak to wszystko się stało, uratowano mnie. To był mój najstraszniejszy dzień w Al-Bayada. Następnego dnia poprosiłam, żeby przeniesiono mnie do innej szkoły w moim sąsiedztwie. Odtąd nigdy więcej nie widziałam mojej starej szkoły i moich uczniów, ale nie ma dnia, żebym nie myślała o nich i o ich rodzinach. Ich los stał się częścią mnie samej”.

Komentowanie zamknięte.