Najnowsze

Opublikowano Luty 13, 2013 Przez Jan W Bez kategorii

Syria na geopolitycznej szachownicy

Źródło: http://sol.myslpolska.pl/2013/02/syria-na-geopolitycznej-szachownicy/

basz1W zachodnich i polskich mediach głównego nurtu ukształtował się niezwykle przejrzysty obraz przeciągłego kryzysu, który od 2011 r. dotyka Syrię. Nasuwają się określenia: obraz zerojedynkowy, czarno-biały. Po jednej stronie – „krwawy reżim” prezydenta Baszara al-Asada, po przeciwnej – „syryjska opozycja” walcząca o „wolność” i „demokrację” (nawiasem mówiąc, czy ta zbitka słowna nie brzmi znajomo?). Po prostu walka Dobra ze Złem. Ten prosty obraz wydarzeń ma oczywiście walory i funkcje propagandowe, toteż nie należy brać go za dobrą monetę.

„Rzeczywista rzeczywistość” konfliktu toczącego się na terytorium Syrii pozostaje odległa od tego, co pokazują codziennie w telewizji. Należy odsłonić właściwe uwarunkowania wypadków syryjskich i upowszechnić wiedzę na ich temat, tym bardziej, że wcale nie są one nieistotne dla krajów takich jak Polska.

Syrię i Polskę dzieli względnie duża odległość geograficzna, jednak sytuacja w tym pierwszym państwie to wytwór procesów wpływających na polityczne oblicze świata, w tym także na losy naszego państwa oraz na położenie innych ośrodków siły o podobnej wielkości i znaczeniu.

Syryjski sworzeń

Z punktu widzenia geopolityki kontrola nad terytorium Syrii posiada wielką wartość. Wynika ona z położenia geograficznego tego państwa. Janusz Żebrowski, polski badacz dziejów Bliskiego Wschodu, charakteryzuje je następująco: „Leżąc u zbiegu trzech kontynentów: azjatyckiego, europejskiego i afrykańskiego, zajmuje centralne miejsce w regionie Bliskiego Wschodu. Jej północne prowincje wiążą się z Azją Mniejszą, a poprzez nią z Europą, wschodnie przylegają do stepu syryjsko-mezopotamskiego, południowe stykają się z obrzeżami Półwyspu Arabskiego. Wybrzeże syryjskie – starożytna Fenicja – związane jest z wyspami wschodniej części Morza Śródziemnego – Cyprem, Kretą i archipelagiem egejskim; stanowi więc pomost z Azji do Europy.”

Ten sam autor wylicza, iż od starożytności do czasów najnowszych Syria stanowiła bramę, przez którą pomiędzy Europą, Afryką i Azją przechodziły wielkie ekspansje: Egipcjan, Hetytów, Hyksosów, Asyryjczyków, Persów, Babilończyków, Macedończyków, Rzymian, Bizantyjczyków, Arabów, Turków, Franków, Francuzów, Imperium Brytyjskiego. Syria jest krajem osiowym (inaczej sworzniem geopolitycznym), czyli takim, wokół którego z racji jego usytuowania „rozwijają się kluczowe procesy historyczno-polityczne”*.

Ośrodek dyspozycji zachodniego (euratlantyckiego) bloku polityczno-militarnego zdają sobie sprawę ze znaczenia, jakie posiada panowanie nad terytorium Syrii. Na czele tego państwa stoi jednak prezydent Baszar al-Asad: polityk, który konsekwentnie odmawiał poddania się hegemonii Zachodu i zgody na włączenie swego kraju w obszar strategicznej kontroli bloku zachodniego – podobnie zresztą, jak wcześniej czynił to jego ojciec Hafez.

Naciski na Damaszek środkami dyplomatycznymi nie dały pożądanego rezultatu. Po likwidacji drogą bezpośredniej agresji militarnej niezależnych ośrodków politycznych w Iraku w 2003 r. oraz w Libii w 2011 r. centra decyzyjne bloku euratlantyckiego rozpoczęły próbę „zmiany reżimu” w trzecim już państwie basenu Morza Śródziemnego – w Syrii. W tym celu państwa zachodnie, dla kamuflażu działając za pośrednictwem niektórych państw muzułmańskich, przystąpiły do tworzenia w tym państwie kadłubowego choćby stronnictwa niezadowolonych.

Podburzały je do wystąpienia przeciw rządowi, doprowadzając w końcu do otwartego buntu i dezercji w niektórych jednostkach syryjskiej armii. W ten sposób narodziła się rozreklamowana szeroko przez zachodnie media „syryjska opozycja”, której Zachód jawnie udziela regularnego wsparcia logistycznego, zaopatrzeniowego, wywiadowczego. Dostarcza jej broni, amunicji i innego sprzętu wojskowego, a także profesjonalnych „instruktorów” lub „doradców wojskowych”, którzy nierzadko sprawowali po prostu bezpośrednie dowództwo nad zbrojnymi grupami syryjskich „opozycjonistów” (media relacjonowały przypadki szkolenia bojowników „syryjskiej opozycji” lub dowodzenia nimi przez oficerów m.in. jordańskich, tureckich, hiszpańskich i brytyjskich). „Syryjska opozycja” korzysta z danych wywiadowczych NATO i sprzymierzonych z nimi państw regionu.

Blok zachodni i jego regionalni sojusznicy organizują przerzut na terytorium Syrii islamistów z innych państw, zapewniając „syryjskiej opozycji” napływ ochotników zdatnych do walki z bronią w ręku i na ogół posiadających już w niej doświadczenie. Do Syrii często przerzucani są w ten sposób członkowie ugrupowań i ruchów muzułmańskich uznawanych przez państwa zachodnie za organizacje terrorystyczne; Zachód w jednym miejscu popiera to, co deklaruje zwalczać w innym. Najbardziej tajemniczym elementem wsparcia „syryjskiej opozycji” są prowadzone bezpośrednio na terytorium Syrii działania służb wywiadowczych i jednostek specjalnych państw zachodnich.

Przypuszczalnie takie właśnie wyjaśnienie mają profesjonalnie przygotowane i precyzyjnie przeprowadzane zamachy wymierzone w syryjskie władze wojskowe i organy bezpieczeństwa, do których po fakcie przyznaje się publicznie nieznana i nie notowana wcześniej organizacja terrorystyczna. Podsumowując, bez wsparcia Zachodu „syryjska opozycja” nie istnieje, co zresztą przyznają expressis verbis jej liderzy. Oznacza to także, że „syryjska opozycja” wcale nie jest syryjską opozycją, lecz niesamodzielnym narzędziem zewnętrznych ośrodków, które jej rękoma prowadzą wojnę z rządem i armią Syrii, dążąc do przejęcia kontroli nad tym państwem.

Oś południkowa – Turcja i Izrael

Spośród państw regionu przeciw Syrii najbardziej agresywnie występuje Turcja. Jako sprzymierzeniec Zachodu, rząd w Ankarze wspiera czynnie próbę obalenia syryjskiego rządu, widząc w niej okazję do umocnienia własnych wpływów w regionie oraz pozycji Turcji w międzynarodowym systemie politycznym. Aktualne wydarzenia nałożyły się na długotrwały konflikt syryjsko-turecki, datujący się jeszcze od II wojny światowej. Spowodowało go anektowanie w 1939 r. przez Turcję jednego z największych i historycznie najważniejszych miast syryjskich – Antiochii.

Niepodległa Syria do tej pory nie odzyskała Antiochii, przy czym nigdy nie uznała odgradzającej ją od tego miasta granicy tureckiej. Drukowane w Syrii mapy do dziś przedstawiają rejon Antiochii (tur. Antakya) jako prowincję państwa syryjskiego. Granica syryjsko-turecka była w tym rejonie od początku objęta przez stronę turecką wzmocnioną ochroną wojskową. Ponieważ Syria nadal nie akceptuje zaboru Antiochii przez Turcję**, uznając tureckie panowanie w tym mieście za tymczasową okupację, naturalnym sojusznikiem Turcji przeciw Syrii staje się Izrael.

Państwo Izrael przez długi czas składało się w znacznej mierze z terytoriów okupowanych, zdobytych drogą agresji militarnej. W wyniku „wojny sześciodniowej” w 1967 r. izraelska armia opanowała zbrojnie półwysep Synaj i strefę Gazy (kosztem Egiptu), zachodni brzeg Jordanu (kosztem Jordanii) oraz Wzgórza Golan (kosztem Syrii). Później rozpoczął się proces stopniowej utraty przez Izrael nabytków terytorialnych, który trwa do dziś. Półwysep Synaj został w całości zwrócony Egiptowi. Jordania zrzekła się roszczeń do zachodniego brzegu Jordanu (na początku lat siedemdziesiątych zmieniła politykę z antyizraelskiej na proizraelską). Zachodni Brzeg oraz strefa Gazy mają natomiast wejść w skład terytorialny Autonomii Palestyńskiej, która mimo prób przeciwdziałania ze strony władz Izraela mozolnie zbliża się krok po kroku do uzyskania prawno-międzynarodowego statusu niepodległego państwa.

Wzgórza Golan są jedyną z zawojowanych przez Izrael ziem, którą państwo żydowskie oficjalnie inkorporowało do swego terytorium. Stan ten nigdy nie uzyskał sankcji ONZ, zaś Syria nigdy nie wyrzekła się woli odzyskania utraconej prowincji. Izrael nie dopuszcza jednak możliwości jej zwrotu, ponieważ ma ona duże znaczenie pod względem geostrategicznym. Wzgórza Golan są jedyną bezpośrednią drogą lądową, prowadzącą z terytorium Syrii na terytorium Izraela (chcąc je ominąć, wojska obu państw w celu penetracji terytorium przeciwnika musiałyby przemaszerować przez terytorium Jordanii lub przeprawiać się przez góry Libanu). Damaszek leży w zasięgu ognia prowadzonego ze Wzgórz Golan, więc panowanie nad tą krainą daje Izraelowi istotną przewagę w razie konfliktu zbrojnego z Syrią.

Oba państwa, Turcja i Izrael, okupują ważne dla Syrii ziemie, których zaboru nigdy ona nie zaakceptowała. Dlatego też Ankara i Tel Awiw będą wspierać się wzajemnie przeciw Damaszkowi, aby zabezpieczyć się przed ich utratą. Jednoczesny atak turecki i izraelski z północy i południa postawiłby Syrię w niebezpiecznym położeniu, zmuszając ją do prowadzenia wojny na dwa fronty. 29 stycznia bieżącego roku rząd w Tel Awiwie zagroził Syrii uderzeniem prewencyjnym, a dzień później izraelskie lotnictwo naruszyło syryjską przestrzeń powietrzną i zbombardowało wojskowy ośrodek badawczy w Dżamraja w pobliżu Damaszku. To pierwszy tak ostry przejaw napięcia w stosunkach izraelsko-syryjskich od 2007 r., kiedy siły powietrzne Izraela w porozumieniu z USA bez wypowiedzenia wojny wdarły się nad terytorium Syrii i zbombardowały ośrodek nuklearny w prowincji Dajr az-Zaur.

Oś równoleżnikowa – Irak i Iran

Zainstalowanie przez Stany Zjednoczone swojej obecności wojskowej nad Eufratem i Tygrysem wskutek okupacji Iraku w 2003 r. zintensyfikowało współpracę dwóch państw graniczących z nim od zachodu i wschodu, które odrzucają zachodnią koncepcję ładu międzynarodowego, opartą na wierze w uniwersalność i wyłączną słuszność ustroju liberalno-demokratycznego oraz doktryny „praw człowieka”: Syrii i Iranu. Współpracę tę przypieczętowało zawarcie syryjsko-irańskiego sojuszu wojskowego w 2006 r. Sojusz jest realizowany podczas konfliktu toczącego się obecnie na terytorium Syrii: Iran dostarcza państwu syryjskiemu pomoc materiałową drogą lotniczą.

Kluczowe znaczenie ma tu rozdzielające obu sojuszników terytorium Iraku, przez którego przestrzeń powietrzną wiedzie najkrótsza trasa lotów z Iranu do Syrii. Alternatywne trasy nie tylko są dłuższe i okrężne, ale wymagałyby przelotu nad terytorium Turcji lub Arabii Saudyjskiej – państw sprzymierzonych z blokiem zachodnim, wspierających „syryjską opozycję” i nastawionych wrogo do rządu w Damaszku.

Szyicki Iran urósł do rangi regionalnego mocarstwa. Święte miejsca szyizmu, Karbala i An-Nadżaf, leżą jednak na terytorium Iraku, nie Iranu. W latach 1980-1988 oba państwa, będące eksporterami ropy naftowej, toczyły wyniszczającą wojnę, która spowodowała światowy kryzys paliwowy (wojujące strony zatapiały sobie nawzajem tankowce na wodach Zatoki Perskiej).

Likwidując w Iraku wieloletnie, świeckie rządy sunnity Saddama Husajna, Amerykanie niezamierzenie doprowadzili do normalizacji stosunków iracko-irańskich. Większość mieszkańców Iraku stanowią bowiem szyici i gdy do władzy w Bagdadzie doszedł reprezentujący ich rząd Nuriego al-Malikiego, po zwinięciu natowskiej okupacji wojskowej w 2011 r. rozpoczął współpracę z Teheranem. Irak pośredniczy w handlu irańską ropą, niwelując nacisk Zachodu, który próbuje zmusić Iran do zarzucenia programu nuklearnego za pomocą embarga na irańską ropę naftową. Irak przepuszcza też przez swoją przestrzeń powietrzną samoloty dostarczające zaopatrzenie z Iranu do Syrii i ignoruje żądania amerykańskiej dyplomacji, by ją dla nich zamknąć.

Współpraca Damaszku, Bagdadu i Teheranu, którą napędza najlepszy polityczny katalizator – wspólne zagrożenie z zewnątrz – tworzy podłoże dla powstania bloku trzech państw, odrzucającego ideologię Zachodu. Blok taki tworzyłby zwartą jednostkę terytorialną, rozciągającą się od gór Antylibanu po Morze Arabskie. Na jego terytorium znalazłaby się znaczna część światowych zasobów ropy naftowej. W jego skład wchodziłyby państwa, które z sukcesami podejmowały lub podejmują próby rozwijania własnych programów nuklearnych (Syria, Irak, Iran). W przyszłości blok mógłby poszerzyć się o graniczący z Syrią Liban, w którym Iran rozbudowuje swoje wpływy poprzez prowadzącą de facto swoją prywatną politykę zagraniczną, libańską Partię Boga (Hezbollah). Nowy, wielki podmiot geopolityczny mógłby zagrozić narzuconemu przez blok zachodni układowi sił na Bliskim Wschodzie, a więc w regionie posiadającym kluczowe znaczenie dla politycznych i gospodarczych Zachodu.

Blok zachodni stara się zneutralizować zagrożenie dla siebie, jakie przyniosłyby narodziny konkurencyjnego bloku politycznego w regionie. Realizuje strategię militarnego okrążenia potencjalnego konkurenta, utrzymując swoją obecność wojskową na terytorium Turcji (baza wojsk lotniczych USA w Incirlik, niedawne rozmieszczenie natowskich wyrzutni rakiet wzdłuż granicy turecko-syryjskiej), Afganistanu (natowskie siły okupacyjne ISAF), Katarze (baza wojsk lotniczych USA w Al Udeid), Bahrajnie (baza marynarki wojennej USA w Manamie), Zjednoczonych Emiratach Arabskich (francuska baza wojskowa w Abu Zhabi), Jordanii (misja wojskowa USA stacjonująca w pobliżu granicy jordańsko-syryjskiej) oraz na wodach Morza Śródziemnego (VI Flota USA) i Zatoki Perskiej (V Flota USA); do listy tej należy doliczyć również Izrael, który stanowi faktyczny amerykański przyczółek wojskowy na wschodnim wybrzeżu Morza Śródziemnego.

Pełne okrążenie terytorialne jest jednak niemożliwe, zwłaszcza odkąd Pakistan zerwał sojusz z USA na rzecz orientacji chińskiej, a amerykańskie bazy wojskowe są pod naciskiem Chin i Rosji wycofywane z państw Azji Środkowej. Blok zachodni stara się ponadto wywierać nacisk na Irak w kierunku osłabienia jego współpracy z Syrią i Iranem (co rozbiłoby potencjalny blok antyzachodni), aktywizując w Iraku opozycję sunnitów oraz próbując rozbudować swe wpływy w kurdyjskiej części Iraku poprzez zmianę polityki Turcji wobec tureckich Kurdów z represyjnej na koncyliacyjną.

Powiew panazjatyzmu

Syria, wspierana przez sojuszników, prowadzi obecnie faktyczną wojnę w obronie własnej niezależności przeciw blokowi zachodniemu (euratlantyckiemu). Wynik starcia zależy oczywiście od tego, co Karl von Clausewitz nazywał „napięciem woli” wojujących stron oraz od zasobów, jakie mogą i chcą one zmobilizować, by pokonać przeciwnika. Przykład agresji NATO na Libię w 2011 r. (również dokonanej w obronie „demokratycznej opozycji” przed „krwawym reżimem”) pokazuje, że dla przejęcia strategicznej kontroli nad danym państwem Zachód nie waha się nawet obrócić go wcześniej w zupełną ruinę.

Natomiast słuszność w konflikcie syryjsko-zachodnim leży niewątpliwie po stronie rządu Baszara al-Asada, stojącego na czele państwa syryjskiego i wypełniającego swe podstawowe zadanie, jakim jest obrona suwerenności tego państwa. Fakt ten nie powinien ulegać wątpliwości zwłaszcza dla Polaków, lubiących kultywować tradycje własnych walk o niepodległość.

Konflikt toczący się na Bliskim Wschodzie paradoksalnie może w ostateczności wyjść Syrii na dobre, jeśli doprowadzi do wykrystalizowania się bloku politycznego, zrzeszającego Syrię, Irak i Iran. Byłaby to doniosła zmiana w polityce międzynarodowej, zwłaszcza gdyby współpracę z nowym blokiem zdecydowały się nawiązać Chiny, które już dziś współpracują intensywnie z Iranem i parokrotnie zablokowały w Radzie Bezpieczeństwa ONZ amerykańskie dążenia do użycia sankcji przeciw rządowi w Damaszku. Panazjatycka oś Pekin – Teheran – Bagdad – Damaszek niosłaby szansę na ustabilizowanie Bliskiego Wschodu i świata arabskiego bez udziału Zachodu, nie na zasadach dyktowanych z Białego Domu i Wall Street, bez niszczenia odrębnej tożsamości, kultury politycznej i kultury ekonomicznej narodów i ludów zamieszkujących region.

Polska w okresie PRL utrzymywała bliskie relacje z Syrią i Irakiem, których nie podtrzymały jednak polskie rządy po 1989 r. Do dziedzictwa tych relacji warto dziś powrócić. Polski rząd stara się obecnie o zacieśnienie stosunków polsko-chińskich. Całkowite wycofanie się przez Warszawę z poparcia dla konfrontacyjnej polityki Zachodu wobec Syrii i Iranu oraz normalizacja stosunków na linii Warszawa-Damaszek byłyby cennym, i z pewnością owocnym, wkładem w osiągniecie tego celu.

Adam Danek

* Leszek Moczulski, Geopolityka. Potęga w czasie i przestrzeni, Warszawa 2010, s. 429.

** Choć nie należy to do zasadniczego tematu niniejszego artykułu, zauważmy, że wskutek tego zaboru najbardziej obok Jerozolimy starożytna kolebka chrześcijaństwa, jaką jest Antiochia, nie znalazła się w Syrii – państwie tolerancyjnej polityki wyznaniowej, gdzie wspólnoty chrześcijańskie mogą się rozwijać całkowicie swobodnie, lecz w Turcji – państwie, gdzie chrześcijaństwo jest w praktyce zwalczane.

Komentowanie zamknięte.