Najnowsze

Opublikowano Styczeń 15, 2016 Przez a303 W Polska

Syndrom gotowanej żaby. Albin Siwak

Komentarz: fragment najnowszej i bezcennej książki p. Albina Siwaka pt. „Syndrom gotowanej żaby”. Gorąco zachęcamy do lektury i  przyswojenia jej w całości.

Jeżdżę po całej Polsce, wszędzie tam, gdzie mnie zapraszają ludzie jako autora kilku książek i byłego polityka. Potrafię się wsłuchać w głosy ludzi, którzy mają różne punkty widzenia zarówno na temat naszej polskiej sytuacji, jak i tej światowej. Jak zwykle, jak w każdym środowisku, są ludzie rozsądni i odpowiedzialni za to co mówią, wiedzą co to racja stanu, widzą i odróżniają fałsz polskojęzycznych, ale nie polskich mediów od faktów, prawdy i kłamstwa, ale też, jak wszędzie i zawsze, są też ludzie, którzy wiedzą tylko to, co usłyszeli od żydowskich sługusów, skundlonych Polaków, którzy wciskają im kłamstwa, a problemy i wydarzenia, jakie mają miejsce tak w kraju, jak i na świecie interpretują wyłącznie na korzyść polityki zachodniej (a tak dokładnie, robią to w interesie Izraela).

a

Spotkałem znanego dziennikarza z telewizji. Kiedyś budowałem jego ojcu domek pod Warszawą. Ojciec i on to ludzie wykształceni i światowi. Wyróżniali się tym, że obaj mieli zdrowy obiektywny punkt widzenia tego, co działo się na świecie. Obecnie ten syn jest dziennikarzem w telewizji. Byłem u nich parę dni temu. Ojciec, chodzący przy pomocy wózka, ale świadom wydarzeń i mający uczciwą ocenę sytuacji na świecie mówi tak:

— No popatrz Albin, wychowałem syna, tak to oceniam, dobrze. W duchu patriotyzmu narodowego. Zna literaturę światową oraz polskich pisarzy. Zna i historię Żydów, i ich podły charakter, i ich dokonania w celu zdobycia władzy na świecie i w Polsce. Zna ile krzywdy Polsce wyrządzili. Mówi o tym tu, wśród znajomych i przyjaciół. Ale jako dziennikarz, redaktor, oficjalnie mówi co innego. Jest prozachodni i prożydowski. Wszystko co rosyjskie i Rosjan krytykuje. Ja już czasami myślę, że mam dwóch synów. Jeden to ten, co go nauczyłem uczciwie oceniać fakty i wydarzenia, to ten, któremu wpoiłem miłość do ojczyzny i gotowość poniesienia jak trzeba ofiary za ojczyznę, a ten drugi to zdrajca i oszust, bo służy sprawie zniewolenia polskiego narodu. Codziennie głosi w telewizji oszczerstwa i to takie, że jedno wyklucza drugie. No, bo posłuchaj… Ja swego syna nagrałem i puszczę ci to na ekran. Patrz i słuchaj, co on mówi: „Ten konwój z Rosji 300 tirów to koń trojański. W nim mogą być żołnierze i broń oraz amunicja. Tego bez ekspertów Czerwonego Krzyża nie wolno wpuścić na Ukrainę.” A zaraz potem pokazują jak on mówi tak: „Trzydzieści wozów opancerzonych wjechało dziś na terytorium Ukrainy. Dwadzieścia czołgów i 1300 żołnierzy przeszło przez granicę i zasiliło separatystów.” Więc ja żołnierz z drugiej wojny, i to oficer, pytam się syna: „Po jaką cholerę mieliby w mąkę i kaszę chować amunicję i broń? Po co chować żołnierzy w te ciężarówki, skoro przekraczają jak chcą i kiedy chcą tą granicę? Lub mówi: „Armia ukraińska odnosi sukcesy na froncie pod Donbasem.” A zaraz dodają:  „Wysłane jednostki zmotoryzowane, czyli BTR, opancerzone, w liczbie trzydzieści wozów bojowych oraz czterystu żołnierzy ukraińskich przeszło na stronę wroga.” A jeszcze tak zwany rzeczoznawca sytuacji na Ukrainie w telewizji na tle mapy Ukrainy mówi tak: „To nieprawda, co pan przed chwilą tu powiedział, że armia ukraińska odnosi sukcesy. Żołnierze nie mają obuwia i ubrania. Walczą w tym, w czym przyszli do wojska. A sukcesów nie mają, bo separatyści, czy też żołnierze rosyjscy, wzięli ich w dwa okrążenia.

I to duże.” Przerwano rzeczoznawcy i więcej go nie biorą do telewizji. A że prawdę mówił, to okazało się dopiero jak Poroszenko podpisał (i separatyści) w Mińsku zawieszenie broni. To Rosjanie wypuścili tych z obu okrążeń, ale bez broni. Więc ja ci powiem, Albin, tak: mam jednego syna, ale tak w dwóch wcieleniach, w dwóch osobach. Jeden to ten mój syn, który (tu w domu i do przyjaciół) mówi prawdę taką, jaka jest naprawdę. A drugi mówi to, co mu Andrzej Jonas i jego przyjaciele napiszą. Najgorsze jest to, że sami Żydzi rzadko głoszą te kłamstwa. Oni wysługują się takimi, jak mój syn.

Znałem chłopaka od dawna i nieraz żeśmy długo rozmawiali o sytuacji w Polsce i na świecie. Nigdy nie zauważyłem, że jest taki skundlony i że służy Żydom. Kiedy jego ojciec zachęcał mnie, mówiąc: „Przemów mu do rozumu!” I zacząłem z nim dyskusję to uciął krótko:

– A gdzie i u kogo znajdę taką pracę i płacę? Ja zarabiam 42 tysiące miesięcznie i zwrot pieniędzy za benzynę. A co, ja jeden to robię, panie Siwak?

– Masz rację — mówię mu — nie ty jeden. I cała filozofia problem polega na tym, że was (takich jak ty) jest dużo. Mimo że ojciec twój wychował ciebie w takim duchu, że są wartości inne i ważniejsze jak te twoje 42 000 zł, to ty zlekceważyłeś tą sprawę i poszedłeś służyć wrogom Polski. I tu jest problem właśnie. Że sprytnie urządzili system płac — taki, żeby ludzie chcieli im służyć. Zresztą nie płacą ze swego tylko z kasy podatnika polskiego. Ale nawet ci co nie są redaktorami, a mają pracę zwykłą, często właścicielem ich firmy czy zakładu nie jest Polak. Oni też boją się o utratę pracy i inaczej mówią wśród przyjaciół i w domu, a inaczej w pracy. Największe szkody w umysłach zrobiła i robi propaganda rządowa, ta oficjalna. Całe lata wszystkie formacje polityczne, jakie rządziły i rządzą, posługują się kłamstwem. A że oświata skutecznie wyczyściła z podręczników historię, a M. Boni „wykastrował” ją do końca, bo nawet szkolne biblioteki kazał usunąć ze szkół, to mamy kilka pokoleń Polaków, takich, że nie znają historii swojej ojczyzny. Chyba że dziadkowie lub rodzice sami tę historie w domu tłumaczyli, a młodzi ludzie czytali co trzeba z tej dziedziny — to ci mają taką wiedzę. I dziś widać już jak na dłoni, że jeśli się skutecznie i mądrze nie dotrze z prawdą do rodaków, to żadnej zmiany na lepsze nie będzie. Główną przyczyną tego stanu świadomości jest właśnie poziom czy też stan wiedzy o Polsce. Polacy po prostu nie zdają sobie sprawy co nam zagraża i kto, jak sprytnie idą sprawy pod przykrywkami innych tematów, jakimi grubymi nićmi szyta jest polityka światowa, a w tym polska.

Mówiąc tu o stanie wiedzy chcę stwierdzić, że podobny stan mają ludzie w całej Unii Europejskiej. Podział jest podobny jak w Polsce: na tych, co czują zagrożenie i wiedzą kto je stwarza i czym to grozi i na tych, co śpią lub dobrze im, bo mają płacę i mieszkanie i nie widzą zagrożenia. Wielu mówi, że jak się przeleje kropla goryczy to naród wybuchnie i zmiecie to plugastwo. Problem w tym, że Polacy nie umieją się w protestach tak zorganizować, jak na przykład Francuzi czy inne narody. Francuzi potrafią do Paryża ściągnąć 1 do 2 milionów ludzi. Robili to już nieraz. A u nas jak jakaś grupa branżowa czuje się skrzywdzona i przyjeżdża do Warszawy to inni ją krytykują, że zakłóca w mieście spokój i ruch. Nie ma w Polsce Solidarności między ludźmi w tej sprawie. Owszem, taki olbrzymi wybuch niezadowolenia i gniewu może zmienić władze. Ba, nawet sejm i ustawy. Ale to musiałoby być wydarzenie niezwykle bolesne dla ludzi. A władza czuwa, żeby dozować i sprawdzać poziom tego niezadowolenia. Tacy, którzy myślą na przykład, że są takie w Polsce gazety, pisma, które skutecznie ujawniają i krytykują ten stan rzeczy — są w błędzie. To są wentyle bezpieczeństwa, by spuścić ciśnienie z tego balonu nim sam pęknie. Ale robić to tak, by było wiarygodne i bezpieczne dla władzy. Lepiej to spuszczanie robić pod kontrolą niżby ktoś rozpruł to za dużo nożem.

Taki stan świat, a właściwie ludzie polityki i dziennikarze, określili jako syndrom gotowanej żaby lub syndrom sztokholmski. Oba te syndromy opisał autor bardzo ciekawej książki pod tytułem „Kontuzjowane mocarstwo” (na stronie 206) — Andrzej Lubuski. Ale też opisali te syndromy liczni dziennikarze na świecie w wielu różnych artykułach. Zawsze jednak dotyczą one tego samego problemu, czyli stanu ducha i świadomości społeczeństw wielu krajów. Polska, w oczach dziennikarzy na świecie, jest klasycznym przykładem słuszności tego określenia — jest niesłychanie trafnie dobrane do polskiej sytuacji. Otóż wszyscy studenci na medycynie, a także nauczyciele biologii, musieli przejść przez to badanie żaby. Eksperyment polega na tym, że żabę, żywą i zdrową, wrzuca się do garnka z gotującą się wodą. Żaba się poparzy, ale natychmiast wyskoczy z garnka. Natomiast żaba włożona do garnka z wodą o temperaturze pokojowej czuje się dobrze. Zadowolona pływa. Zapala się mały płomień gazu pod garnkiem i żaba nadal czuje się dobrze i jest zadowolona z sytuacji. Woda pomału, ale ciągle, podnosi swą temperaturę i żabie nadal jest dobrze. Ta, stopniowo podgrzewana, coraz gorętsza woda sprawia, że żaba traci poczucie niebezpieczeństwa. Kiedy się zorientuje, że grozi jej ugotowanie, czyli śmierć, jest już za późno. Jej członki odmawiają wykonania wysiłku, by wyskoczyć z tej wody. I świat polityki porównał do tego syndromu sytuację w Polsce. Sprytni Żydzi zastosowali wobec Polaków „syndrom gotowanej żaby”. W momencie gdy ludzie się orientują, że już są niewolnikami i w Polsce nie ma już nic polskiego, pozostaje im zaakceptować ten stan — warunki i zasady, jakie Żydzi narzucili Polakom w każdej dziedzinie. A świat? Świat nie przyjdzie Polsce z pomocą, bo oni mają go w swoim ręku. Czyli wszystkie media będą po stronie naszych panów. Wielu Polaków będących od wielu lat poza Polską tak widzi i tak określa tę sytuację. W dodatku kościół, który powinien bić na alarm i mówić co zagraża narodowi i katolicyzmowi — milczy. Milczy, bo jego (niemała) część kierownictwa nie przyszła do kościoła, by służyć ludziom i Panu Bogu, a szatanowi. I nie są to moje słowa i ocena, ale przeora jezuitów, i to mówione przy świadkach. Zresztą po co ludziom moja ocena duchowieństwa — może być nieobiektywna.

Niech każdy wyciągnie wnioski z obserwacji własnej parafii i otoczenia. Oczywiście, że uogólniać tego problemu nie można, bo polski kościół nie jest cały w rękach ludzi służących szatanowi. Sam znam wielu kapłanów, którzy poza amboną mówią do ludzi prawdę. Znam biskupów i arcybiskupów patriotów, bolejących nad obecną sytuacją w kościele. Ale zaraz dodają: „Jeślibym przymknął oko na to, co ksiądz mówi w swej parafii z ambony, a wiem, że słuchają i tacy, co zaraz pobiegną do biskupa i opowiedzą, co ksiądz mówił z ambony, to ja poniosę reperkusje za tolerowanie takiego proboszcza.” Mamy w kościele, w kierownictwie kościoła ludzi służących diabłu i tak to należy nazywać. Prawdziwa wiara w Boga jest u części kapłanów i wśród ludu. I od tego ludu przyjdzie oczyszczenie, a nie od wilków, którzy oblekli owcze skóry. Tak więc i tu, gdzie naród powinien otrzymać wsparcie duchowe i słowa prawdy — nie otrzymuje tego wsparcia w takiej postaci i ilości, jak sytuacja tego wymaga. Stąd też duże, bardzo duże, obszary zła wśród ludzi, bo taki pasterz nie w pełni spełnia swą rolę, jaką Zbawiciel nałożył na tych pasterzy. Stąd też brakuje potępienia zła i powiedzenia prawdy w oczy. Mamy też i postawy popierające obecnie w sejmie takie ruchy i osoby, jak lesbijki, gender, pederaści i wszyscy inaczej kochający, walka z kościołem i ostatnią przeszkodą — rodziną polską. Widzimy jak nasza władza wprowadza taką złą rodzinną politykę przez swoje resorty, czyli ministerstwa. Jacy na przykład raptem stali się wspaniałomyślni — wydrukowali i dają za darmo szkolne podręczniki. Mają jednak w tym swój cel: w tych podręcznikach i książkach nie znajdą dzieci nic o Bogu i wierze w Boga. Jest to nawet nie w duchu lewicy, a w duchu szatana. Ludzie, którzy wcześniej żyli tu między nami, byli podobni do nas i określali się jak my, po wyborze do władz przeistaczają się roboty, które spełniają każde życzenie naszych wrogów i pracują na zgubę polskiej racji stanu. Ileż głupoty jest w takich osobach, co przecież zdają sobie sprawę z tego komu i czemu służą. Okazuje się jednak, że dla nich większym bóstwem jest bóg pieniądza i korzyści oraz zaszczytów czerpanych ze stanowiska. Że będą głosić naokoło, jak ciężko pracują dla Polski i narodu, a tak naprawdę wiedzą, że pracują dla Żydów i wrogów, i to są polskie problemy.

Świat i ludzie mediów mają też i drugie określenie stanu ducha i poziomu wiedzy polskiego społeczeństwa. To syndrom sztokholmski. Co to za syndrom? Otóż lat temu równo dziewięć, w Sztokholmie, gangsterzy zrobili napad na bank. Sterroryzowali obsługę banku, włącznie z ochroną. Załadowali pieniądze do worków i gdy chcieli wyjść z tego banku okazało się, że bank otoczyły szczelnie policja i wojsko. Więc wzięli dwadzieścia jeden osób jako zakładników i grozili zabijaniem ich po kolei, jeśli policja zechce ich zaatakować. Odstąpiono od szturmu na bank. I taka sytuacja, że gangsterzy i zakładnicy są w banku, a policja i wojsko na zewnątrz miała miejsce przez cały tydzień. W końcu gangsterzy, widząc, że nie mają wyjścia z tego oblężenia, zaczęli pracować nad zakładnikami. Obchodzili się z nimi łagodnie i grzecznie, tłumacząc zakładnikom, że każdy z nich miał trudną sytuację życiową i że dlatego zdecydował się na udział w napadzie. Kiedy po dziewięciu dniach gangsterzy uwolnili zakładników i poddali się policji, i kiedy prokurator zaczął przesłuchiwać tych dwudziestu jeden zakładników jako świadków, to policja i prokurator nie mogli ukryć zdumienia z faktu, że zakładnicy wszyscy, „jak jeden mąż”, bronili właśnie gangsterów. Na nic psycholodzy i prawnicy. Zakładnicy twierdzili, że gangsterzy to całkiem porządni ludzie, tylko sytuacja ich zmusiła do tego napadu. I nikomu nie wyrządzili żadnej krzywdy! I tak prawnicy ukuli twierdzenie o syndromie sztokholmskim, opisując tak sytuację, gdzie ofiary broniły gangsterów. Dzieje się i u nas coś dziwnego z częścią polskiego społeczeństwa. Ludzie są prowadzeni do rzeźni, a chwalą swoich oprawców i ich bronią. Tak już jest na świecie, a u nas w Polsce szczególnie, że kłamstwo przyjmuje się za prawdę, a nawet broni się go jako prawdy. Jakoś łatwiej wierzy się w kłamstwo. Często oszukuje się, żeby żyć — żeby trwać. Prawda jest bolesna, a kłamstwo lekkie.

Gazeta Wyborcza jak zwykle pisze dobrze o swoich rodakach i źle o Polakach mających swoje zdanie na ich temat. W wydaniu z trzynastego do dziewiętnastego września 2014 roku pisze tak: „Nie ma już takich, jak pan Tadeusz”: wielki skromny człowiek. Drugi to Bronisław Geremek. „To byli patrioci walczący o niepodległą Polskę” pisze Katarzyna Dyrda. „Mamy pierwszego po wojnie katolickiego premiera” pisze Sławomir Szenszel. „Gdy odchodził od nas — pisze Tomasz Czajka — to jakby odchodziło pół Polski. Ludzie płakali.” „Od czasu gdy premierem był Mazowiecki to było moje państwo, PRL to okres mojej emigracji wewnętrznej” — pisze pan Antoni Wiśnia. „Usłyszałam od taty — pisze pani Gabrijela Nowicka — że w Wielkiej Orkiestrze bierze udział pan Mazowiecki. Wiele godzin szukałam go z tatą, by w jego puszkę wrzucić pieniądze i ujrzeć go z bliska. Byłam urzeczona jego bliskością” — podkreśla pani Gabrijela. „Wyborcza” rozpływa się w pochwałach swego rodaka i kończy laurkę tym samym: że nie ma już takich, jak pan Tadeusz. I dobrze. Bogu dzięki. Przypomina mi ta pochwała scenę i słowa z filmu o czterech pancernych, gdy chłopak prawie dziecko z Hitlerjugend zastrzelił z ukrycia rosyjskiego oficera. Wyprowadzony przez polskich żołnierzy z kryjówki, czując, że może być za chwilę rozstrzelany, podnosi rękę w geście faszystowskim i krzyczy: Heil Hitler! A Pieczka, jako tankista, mówi: „Ty proś Boga, żeby Niemcy takiego drugiego Hitlera już nigdy nie mieli. Bo nie będzie po was śladu.” Można to samo powiedzieć o Mazowieckim. Dlaczego „Wyborcza” nie przytoczy faktów z okresu PRL-u, kiedy to Mazowiecki i Szymborska napisali odezwę do kierownictwa partii, prosząc o surowe ukaranie biskupa Kaczmarka i kilku księży siedziało w więzieniu? Dobrze by było przytoczyć deklaracje związku pisarzy i ich oświadczenia w sądzie, na podstawie których sąd wydał wyrok skazujący księży na więzienie. A może by tak przytoczyć słowa marszałka Wiktora Kulikowa, który wyprowadzając Armię Czerwoną z NRD i Polski mówił do premiera Mazowieckiego: „Polska ma prawo, by teraz, gdy rozpada się Związek Radziecki, nie ma jeszcze rządów Litwa, Łotwa i Estonia oraz Ukraina wystąpić na forum światowym, by Polsce uznano Linie Kurzona, ale na wschód od Lwowa. Bo światowe forum jednoznaczne uznawało, że Lwów był ponad 600 lat polski i granice ustaliło inaczej. To Churchill, premier Anglii, chcąc mieć Stalina do swoich spraw zaproponował, że kalekę na wózku, czyli prezydenta Roosvelta, przekona do tego, by uznał granice na wschód od Lwowa, co zresztą udało mu się tak, jak chciał załatwić.” Złośliwi mówią, że to chyba w nagrodę za bohaterską obronę Anglii w czasie wojny. Sami Anglicy pisali wtedy, że gdyby nie polscy piloci to losy Anglii mogłyby inaczej wyglądać. Zresztą nie chodzi tylko o lotników. A Samodzielna Brygada Strzelców Karpackich w Tobruku i Monte Casino? A marszałek Kulikow już wtedy wiedział swoje i mówił: „Nam Rosji zależy, by Ukraina nie była taka duża. Odbierajcie swoje, bo prawo jest po waszej stronie — podkreślał — i pora sprzyja, by to załatwić.”, I co wtedy zrobił premier Polski ten skarb i wzór Polaka? Spytał się Adama Michnika, mimo że był premierem, co zrobić w tej sytuacji. Odpowiedź Michnika była jednoznaczna: „To narusza naszą koncepcję polityczną co do przyszłości Ukrainy.” I on też wiedział, że Żydzi zechcą położyć w przyszłości łapę na Ukrainę, więc dlaczego miał ją zmniejszać? Ale takich faktów „Gazeta Wyborcza” nie opisze. Gdy umiera Mazowiecki robi się z niego bohatera narodowego. Wciąga się kościół i księży oraz zakonnice w uroczystość pogrzebową, chociaż nie był wyznawcą tego kościoła, a go zwalczał. Gdy zobaczyłem uroczystość pogrzebową w telewizji to zadawałem sobie pytanie: „Ile fałszu musi być w ludziach, którzy idą w kondukcie?” Mam na myśli Żydów, którzy szli za krzyżem, który zwalczają. No, ale oni dla władzy i bożka złota zrobią. Od czasów Mojżesza, dawali dowody, kto dla nich jest bogiem. Jednocześnie sprawa linii Kurzona stanowiła dla mnie potwierdzenie, że nie tylko Buzek był sterowany „z tylnego siedzenia” przez Krzaklewskiego. Ale tyle samo, a nawet więcej, miał do powiedzenia Michnik, gdyż sterował nie tylko premierem Mazowieckim, ale i prezydentem Kwaśniewskim. Przecież to prasa pisała, że Adam Michnik ma prawo wejścia do prezydenta o każdej porze dnia i nocy. Zresztą i jego znajomość z Jaruzelskim o tym samym świadczy. Mówili sobie na ty. Michnik, broniąc przed dziennikarzami Jaruzelskiego, powiedział, cytuję: „odpierdolcie się od Jaruzelskiego”. Polacy jednak mają swoją ocenę tych spraw. W czasie pogrzebu Jaruzelskiego, gdy urna z jego prochami stała na placu przed domem pogrzebowym, gdyż remont był w środku, to grupa przeciwników Jaruzelskiego stała od strony zachodniej (od tej, gdzie są groby Romaszewskiego, Kuronia, Geremka) i rozlegały się okrzyki młodych narodowców, tak się określali. Stałem z grupą kilku generałów akurat naprzeciw tych mogił. Gęsto parami chodzili policjanci, pilnując tu porządku, gdyż tu było ognisko protestujących. Między grupą, w której ja byłem, a grobami wyżej wymienionymi przeciskały się trzy starsze panie. Zatrzymały się naprzeciw tych mogił i jedna mówi: „To ten, co płakał, że nie został wicemarszałkiem senatu i będzie musiał jeździć tramwajem. Robiono cztery razy wybory, aż go w końcu wybrano na tego wicemarszałka. Sprawę w sądzie wytoczył i za cierpienia w stanie wojennym wygrał pół miliona.” „A tu — mówiła starsza pani — leży Geremek. Ale bez penisa” — zaznaczyła. „Jak to?” — zaczęły pytać obie jej przyjaciółki. „No tak to, bo jak on prowadził, to jego sekretarka robiła mu loda w czasie jazdy i on na końcu tej zabawy zjechał na lewy pas jezdni, a że jeździł szybko, to efekt był taki, że tego penisa nie znaleźli, mimo że dobrze szukali.” „Słuchaj — mówi jedna z pań — a może ta pani łyknęła jak on się zderzył czołowo?” „Nie, bo podobno prześwietlono tą panią. Po prostu gdzieś od uderzenia prysnął dalej i może go psy zjadły.” Ile w tym było prawdy nie wiem. Ale słyszeliśmy to w pięć osób. Raptem jedna z pań napluła na płytę Geremka, mówiąc wulgarne słowo. I wtedy para policjantów, będąca obok, podeszła do tych pań: „Panie pozwolą dowody osobiste, to jest karane co pani tu zrobiła.” Mówiła to kobieta policjant, a jej partner stał obok. Podeszły następne dwie starsze panie do tej policjantki i powiedziały: „Proszę panią, te panie to sanitariuszki z Powstania Warszawskiego. Męczył je sam Jakub Berman w willi pod Otwockiem. Jakby pani w cipkę wpakował całą łapę ze specjalnym ostrym naparstkiem na palec i pokaleczył pochwę to miałaby pani inny stosunek do Żydów. Niech pani się nie dziwi jej i jeśli jest pani Polką to proszę oddać dowód i odejść.” Policjantka popatrzyła na kobiety i oddała dowód, odchodząc z tego miejsca. Jeden z generałów, w mundurze z orderami, powiedział tak: „Ja pójdę i podziękuje tej policjantce za to, że zrozumiała te starsze panie.” Co mówiąc odszedł od nas, dogonił spacerującą parę policjantów i zdumionej policjantce ucałował rękę, mówiąc, że dziękuje, że zrozumiała ból tych kobiet, które wpadły po wojnie w ręce Bermana.

Nie dziwię się Moczarowi, że gdy leżał śmiertelnie chory w szpitalu i poprosił generała Wacława Czyżewskiego i generała Jana Wyderkowskiego, by mnie do niego przyprowadzili, to on powiedział tak: „Otruli mnie i ja wiem o tym, że umieram. Powiedz mi, Albin, czy oni (i wskazał na obu generałów), czy oni już wymurowali mi grób i gdzie.” Wiedziałem, że już to zrobili, gdy lekarze mówili, że to kwestia 2-3 dni i umrze. Ale mnie nie wypadało powiedzieć, że już grób gotowy. Wtedy on powiedział tak: „Z krwi i kości jestem Ukrainiec, ale katolik. Nie chcę leżeć między wrednymi Żydami, bo Aleja Zasłużonych to nie aleja zasłużonych a zdrajców i morderców Żydów. Więc ty mi tu daj słowo, że załatwisz mi pochówek w ziemi na Portowych Wzgórzach między moimi partyzantami. Ty, jako członek Biura Politycznego, nie będziesz miał trudności z tą sprawą.” Dałem mu to słowo i został pochowany między Polakami, a nie między Żydami. Obecnie, jak czytam w prasie i oglądam w telewizji jak robi się z Mazowieckiego bohatera i symbol polskości i skromności, to chcę przypomnieć aferę żelazo i pieniądze z tej afery dla „kapusi” i zdrajców. Generał Mirosław Milewski starannie prowadził taką listę płac dla tych, co byli w opozycji (Solidarności). Każdego miesiąca musieli osobiście pokwitować pieniądze, które otrzymywali właśnie od niego. I nie były to sumy „na piwo”. W tym czasie w PRL średnia płaca wynosiła, w przeliczeniu na dolary, 17 dolarów miesięcznie. W zależności od zasług w swej pracy oni otrzymywali od 300 do 500 dolarów miesięcznie, i było to sporo osób z otoczenia Wałęsy. Ja czytałem przygotowany materiał, w domu Jaroszewiczów, do książki. I w tym materiale było trzydzieści osiem nazwisk. Wszyscy Żydzi z opozycji. Byli doradcami Wałęsy i kierownictwa Solidarności. Pracowali na dwie strony. Dla Wałęsy i Solidarności i dla wywiadu MSW (czytaj Kiszczaka). Na ustrój pluli i zwalczali go, a pieniądze nie śmierdziały im „komuną”, więc chętnie brali. Milewski, stary doświadczony ubowiec, zabezpieczał się tymi listami płac na przyszłość. I nie mylił się. To te listy płac spowodowały, że gdy go w Białymstoku aresztowano to one go uratowały przed więzieniem. (Ale o tym to w innym rozdziale.) Na samym początku tych list płac, jak również w przygotowanym materiale do książki, było nazwisko Mazowieckiego. I chyba ta lista płac była powodem zamordowania w ohydny sposób obojga Jaroszewiczów. I tu też działa któryś z tych syndromów — że ludzie nie chcą pamiętać o tych faktach i że do dziś tak prowadzi się dochodzenie w sprawie zamordowania Jaroszewiczów, żeby winnych nie ustalić i by nie ponieśli kary. (Podobnie zresztą jak i ze śledztwem w sprawie zamordowania generała Papały.) Żydzi dobrze czuwają i ci w aparacie MSW, i ci w prokuraturze.

W obecnej sytuacji, nawet jeśli by znaleźli się tacy ludzie, którzy wiedzą dobrze, kto stał za morderstwem Jaroszewiczów, to nie odważą się być świadkami, bo szybko zginą. Polska mafia sięga bardzo wysoko. I dopóki przy władzy są Żydzi i ich przyjaciele zdrajcy to żadna z tych spraw i żadna z afer nie będzie wyjaśniona, bo armia skundlonych Polaków ze swymi mocodawcami nie pozwoli.

Albin Siwak

Tags : ,

Komentowanie zamknięte.