Najnowsze

Opublikowano Luty 9, 2013 Przez Jan W Bez kategorii

SYJONISTYCZNY SĘP KRĄŻY NAD IRANEM

Źródło: http://larkowski.nowyekran.pl/post/87511,syjonistyczny-sep-krazy-nad-iranem

Data publikacji: 9.02.2013

„WYZWALANIE” BLISKIEGO WSCHODU TRWA…

lar15

Inwazja Izraela na Iran, wydaje się być przesunięta w czasie (zmienił się kalendarz wydarzeń – wiadomo – napaść na Libię i zbrona penetracja Syrii), ale nie znaczy to, że należy zrezygnować z wnikliwej obserwacji tego regionu.

Jest to o tyle istotne, iż ośrodki syjonistycznego nacisku na atlantycko-europejskie narody i państwa, zbudowały oszukańczą ułudę Izraela pełniącego rolę okopów wojennych demokratycznego Zachodu, przeciwko dzikim zastępom irańskich fundamentalistów. A przecież władze w Teheranie są wrogie Talibom – czyli występują jako bierni sojusznicy Waszyngtonu (sic!). Taką wizję świata przyjęła za własną, koncesjonowana prawica od Stanów Zjednoczonych po Polskę. Głównym, antyirańskim kołem napędowym pozostaje ideowy obóz syjonistyczno-neokonserwatywny w USA. I nawet w wyniku zmiany warty w Białym Domu z Republikanów na Demokratów, opcja na zniszczenie niezawisłego i niepodległego Iranu, jest dla administracji waszyngtońskiej jednym z priorytetów.

Interesy Europy w rozumieniu jedności wspólnot narodowych, pozostają w zasadniczej sprzeczności z militarystyczno-szowinistycznymi celami kolejnych reżimów w Tel Awiwie. Mają one na celu dalsze niewolenie Bliskiego Wschodu szantażem politycznym lub bezpośrednimi atakami na sąsiadów (Liban, Strefa Gazy, wewnętrzna, prosyjonistyczna rebelia w Syrii), przy jednoczesnym wzmacnianiu rasistowskiego systemu wewnętrznego, w którym nie-Żyd jest obywatelem trzeciej kategorii. Nawet z punktuwidzenia filosemickiego liberalizmu doby współczesnej, Izrael nie wypełnia w zasadniczym stopniu standardów państwa demokratyczno-obywatelskiego, gnębiąc prawnie ludność arabską i druzyjską oraz pozbawiając ekskluzywnego statusu nadobywateli tych Żydów, którzy według religijnych nakazów Żydami nie są (dziedziczących żydowskie pochodzenie ze strony ojca, a nie matki). Ślubów Żydów z nie-Żydówkami zabrania prawo rabinackie, zaś dzieci z takich związków – zawieranych z konieczności za granicą – uznaje się za nieślubne. Nieprawidłowi pół-Żydzi ewentualnie pół-Żydówki (matka gojka), także nie mogą wziąć ślubu i być pochowani na żydowskich cmentarzach wyznaniowych, a innych praktycznie w Izraelu nie ma. Wszyscy nie-Żydzi w Izraelu podlegają dyskryminacji poprzez nagminne odmawianie im prawa do pracy, posiadania gruntów i osiedlania się. Jest to kraj quasi-komunistyczny, gdzie 92 proc. ziemi należy do państwa, zaś popularne kibuce, to nic innego jak kołchozy (Amerykańskie pieniądze zapewniają, że są one kołchozami kwitnącymi). Państwo decyduje, kto się na tej ziemi osiedli, kto założy firmę i kto będzie pracował. Oczywiście preferuje się Żydów i żydowskie osadnictwo imigracyjne, z pominięciem mniejszości etnicznych. Każdy obywatel Izraela obowiązany jest nosić dokument o przynależności narodowościowej, który musi okazywać na żądanie policji. Podobne przykłady, znamionujące stosunki prawno-obywatelskie typowe dla III Rzeszy, a nie jakiejkolwiek demokracji – można wymieniać w nieskończoność.

Na podstawie obserwacji stanu faktycznego, Izrael to zakamuflowana dyktatura biurokratyczno-militarno-religijna, nie posiadająca wiele wspólnego z zachodnimi formami sprawowania władzy i odrzucająca równość obywateli względem prawa. To państwo z definicji przynależne wyłącznie do Żydów (również tych na całym świecie), w którym mniejszości narodowe i wyznaniowe są uciążliwym i niepożądanym balastem, a nie-żydowska imigracja po prostu nie występuje.

Izrael pod cienką warstewką systemu demokratycznego utrzymuje twór o wszelkich znamionach zindoktrynowanego szowinistycznie obozu wojskowego (zasadnicza służba wojskowa obowiązuje także kobiety – jedyny przypadek na świecie, przeszkoleniu militarnemu podlegają dzieci od siódmego roku życia). System pedagogiczno-propagandowy państwa, indoktrynuje żydowski naród w nienawiści do wszystkich (prawdziwych i wydumanych) wrogów syjonizmu. W Polsce doświadczamy tego na własnej skórze w postaci szokujących ekscesów izraelskich wycieczek szkolnych, których uczestnicy i ich ochroniarze, odnoszą się z fanatyczną nienawiścią do Polski i Polaków. Prasa liberalna minimalizuje to zjawisko jako wybryki młodzieży, ale gołym okiem widać, że tego typu zachowania wynikają z tresury w nienawiści względem wrogiego świata gojów – z „ojczyzną holocaustu” na pierwszym miejscu. Jesteśmy dla Żydów z Izraela podludźmi i osobnikami zbliżonymi do zwierząt (nakazy Talmudu), co zresztą dostrzegają z ubolewaniem bardziej światlejsi wśród nich. Naszą Ziemię Żydzi uważają za własną, tyle że czasowo zawojowaną i administrowaną przez gojów. Szkodliwym wyjściem zdają się być jakieś spotkania młodzieży polsko-żydowskiej i jej wymiana międzynarodowa, za którą zresztą mamy płacić.

Młodzi Żydzi muszą poznać Polskę, a nie stek kłamstw wyniesiony o niej z izraelskich podręczników historii, i dopiero wtedyrozmawiać z polską młodzieżą. Równego dialogu nie chce jednak żadna ze stron – Żydom pasuje podgrzewanie kompleksu oblężonej przez gojów izraelskiej twierdzy, czemu ekspedycje szlakiem holocaustu i poniżanie polskich tubylców niezmiernie się przysługują. Z kolei tzw. polska strona deleguje do tego typu kontaktów filosemickich prymusów, którzy przytakują żydowskiej wersji dziejów. Tymczasem z młodymi żydowskimi szowinistami powinni rozmawiać polscy młodzi nacjonaliści. Inaczej osławiony dialog jest mentalnym (i nierzadko dosłownym) kopaniem przez Żyda symbolicznego potomka „mordercy z Jedwabnego” – czyli moralnym pojedynkiem bokserskim zawodników wagi ciężkiej z piórkową.

Z Persją i Persami (Iranem i Irańczykami), Rzeczypospolita utrzymuje stałe i przyjazne stosunki, od co najmniej ostatnich dziesięcioleci XVI wieku i czasów panowania króla Stefana Batorego, który pragnął zawrzeć antyturecki sojusz z Imperium Perskim. Plany te przerwała jego śmierć w 1586 r. Później kontakty, również handlowe, rozwinęły się za króla Zygmunta III Wazy i jego syna Władysława IV. Doszło nawet do podpisania wstępnego sojuszu z szachem Abbasem I Wielkim, który prowadził działania odciążające naszą armię w wojnie polsko-tureckiej (1620-1621) na wschodnich terenach Imperium Osmańskiego w czasie kampanii chocimskiej. Jan III Sobieski chciał zaprosić Persję do antytureckiej koalicji, lecz była już ona wtedy poważnie osłabiona jako imperium. Za Sasów kwitła wzajemna wymiana handlowa. Niektórych może zdziwić wzajemna niechęć perskich i turecki muzułmanów. Wynika to z tego, że Persowie wyznają islam szyicki (mniejszościowy – 20 proc.), a Turcy sunnicki (większościowy – 80 proc.), które to odłamy islamu zawsze pozostawały ze sobą w stanie gorącej lub zimnej wojny. Persja i Turcja posiadały też odmienne interesy geopolityczne. Po zaborach wielu Polaków znalazło nowe życie w Persji; zasłużyli się tam jako wybitni inżynierowie, wojskowi i lekarze – budowniczowie nowoczesnego państwa, za które nierzadko oddali życie. Generał Izydor Borowski, powstaniec kościuszkowski i oficer Legionów Polskich, został mianowany emirem, a następnie wezyrem (współcześnie powiedzielibyśmy ministrem obrony narodowej), dowodząc perskimi siłami zbrojnymi w wojnach przeciwko Turkmenom, Afganom i emiratom arabskim. Poległ w boju (1838 r.) i jest irańskim bohaterem narodowym. Syn Izydora, Antoni, dosłużył się stopnia generała perskiego za zasługi na polach bitew. Wielu znakomitych polskich naukowców, podróżników, odkrywców i przedstawicieli wiedzy technicznej, prowadziło tam różnego rodzaju badania przyrodniczo-geologiczne oraz prace przy rozbudowie kolejnictwa i przemysłu naftowego. Gdy Polska odzyskała niepodległość, szybko odnowiła oficjalne stosunki z Teheranem, a sporo naszych specjalistów wyjechało do Persji. Tamtejsza gospodarka dużo im zawdzięcza. Nasi rodacy udoskonalili perski przemysł przędzalniczy, drzewny, papierniczy, garbarski, a nawet obuwniczy. Ciekawostka – Polacy „obuli” armię irańską. Brali także poważny udział w tworzeniu kolei trans-irańskiej, gdzie zużyto 50 tys. ton szyn z górnośląskich hut. Po wycofaniu się gen. Władysława Andersa z ZSRR, prawie 120 tys. cywilów i żołnierzy znalazło przychylne schronienie pod dachami domów gościnnych Persów. Do dzisiaj w Iranie jest polski, katolicki cmentarz, chociaż Polonii już tam praktycznie nie ma i opieka nad nim podupadła. Przyjazna współpraca polsko-irańska rozwijała się stosunkowo dynamicznie do lat 90. XX wieku.

Wtedy polskojęzyczni syjoniści narzucili nam zadekretowaną niechęć do państwa i narodu perskiego. Sprzeciwiamy się temu stanowczo. Nie było i nie ma między nami konfliktów. Persowie nigdy nie poniżali nas jak Żydzi – wprost przeciwnie – odnosili się zawsze do naszego kraju i Polaków przyjaźnie i z szacunkiem. To samo my czujemy do nich. Wynika to również z naszych wspólnych, indoeuropejskich (niegdyś zwanych aryjskimi) korzeni.

Konstytucja irańska uznaje chrześcijan za mniejszość religijną z ograniczonymi prawami, mi.in. z zapewnionym przedstawicielstwem w parlamencie. W Teheranie rezyduje nuncjusz papieski, jest tam siedziba archidiecezji, która obejmuje cały Iran. Msze odbywają się w zasadzie bez przeszkód w kościołach, represje dotykają konwertytów z islamu, co jest prawnie zakazane. Prezydent Mahmud Ahmadineżad jest raczej tolerancyjny w kwestiach religijnych, a z okazji narodzenia Jezusa Chrystusa, ma zwyczaj wygłaszania wystąpienia telewizyjnego do chrześcijan. Nie słyszałem o podobnym zwyczaju u żydowskich notabli.

Iran jest oczywiście państwem teokratycznym, lecz nie kieruje się w polityce wewnętrznej doktryną rasistowskiego wybraństwa na wzór Izraela. Teheran nie podjudza swoich obywateli na inne narody, albo na własne mniejszości etniczne z powodów rasowych (istnieje tam zresztą kilkunastotysięczna mniejszość starozakonna, w pełni lojalna władzom i wolna religijnie), co stanowi normę w Izraelu. Iran jest państwem demokratycznym w rozumieniu wolności obywatelskich ze względu na pochodzenie narodowościowe. W Iranie odbywają się niezawisłe wybory parlamentarne, prezydenckie i referenda, panuje monteskiuszowska zasada trójpodziału władzy, choć decydujące wpływy ma nadrzędne zdanie szyickich imamów. Izrael jest w tym względzie podobny, ponieważ znaczenie partii religijnych (judaistyczno-mesjanistycznych) i ogólnie opinia rabinów posiada w tamtejszych realiach wielką wagę polityczno-ideologiczną i społeczną. W pewnych sprawach prawo irańskie jest bardziej cywilizowane od izraelskiego, albowiem mułłowie (duchowni) nie wtrącają się w etniczno-rasowe pochodzenie małżonków, jak to ma miejsce w Izraelu. Podobnie ma się sprawa ze stosunkami własnościowymi i w szerszym aspekcie ekonomiczno-społecznymi. Irańskie władze nie czynią z tych zagadnień problemu narodowościowo-rasowego, co Izrael uprawia na co dzień. Najważniejszy w Iranie jest islam, chociaż przywiązanie do perskiej (irańskiej) tożsamości narodowej również ma swoje znaczenie. Irańczycy są dumni ze swej nacji, czują swoją odrębność, np. od Arabów (olbrzymiej większości muzułmanów), lecz odrzucają żydowski rasizm, panujący praktycznie w każdej dziedzinie życia prywatnego i społecznego Izraelczyków oraz Izraela. Nie wydaje się, aby w kwestii demokratycznych standardów Izrael stał wyżej od Iranu. Ba, można stwierdzić więcej. Na terenie państwa irańskiego nie podlega karze dyskusja z powszechnie narzuconymi tezami dotyczącymi holocaustu, za co w Izraelu i państwach Europy ląduje się w więzieniu, płaci grzywny i podlega dyskryminacji.

W 2006 r. odbyła się w Teheranie głośnia, międzynarodowa „Konferencja na temat holocaustu”, gdzie przedstawiano różne zdania na ów temat z punktu widzenia nauki i historii, a nie ogólnoświatowej propagandy. Irańczycy nie rozwiązują także za pomocą penalizacji, tak zwanego rozpowszechniania antysemityzmu. A więc wolność słowa jest w Iranie (w pewnych segmentach) większa niż np. we Francji, Niemczech, Austrii czy w Polsce, gdzie za nieprawomyślność względem holocaustu i „antysemickie postawy” obywatel staje się ofiarą represji ze strony aparatu (nie)sprawiedliwości.

Pozostaje przesadzony problem wypowiedzi prezydenta Mahmuda Ahmadineżada wobec państwa żydowskiego. Abstrahując od tego, że przypisywane mu zdanie „o zmieceniu Izraela z mapy świata” jest przekłamaniem syjonistycznej propagandy, to retoryka militarna i odstraszająca stanowi na arenie bliskowschodniej dyplomacji rzecz najzupełniej normalną. Ileż razy sam Izrael nie tylko straszył, ale i najeżdżał zbrojnie sąsiadów? Należy raczej wyrazić podziw dla przywódców Iranu, iż tak długo pozostawiali bez odpowiedzi ciągłe żydowsko-amerykańskie groźby obalenia legalnej irańskiej władzy i podważania jej niezbywalnego prawa do budowania potencjału nuklearnego (szczególnie teraz, gdy trwa agresja na Libię i rozsądek podpowiada konstruować broń najbardziej odstraszającą dla najeźdźcy). Ahmadineżad postanowił odpłacić im pięknym za nadobne, co stało się bezpośrednią przyczyną ogólnoświatowej – inspirowanej przez syjonistów – nagonki na Teheran. Iran, jako państwo niepodległe i suwerenne, ma prawo odeprzeć każdy atak agresora, z pomocą bomby atomowej albo i bez. To USA i Izrael stworzyły atmosferę nieznośnej propagandy militarystycznej wymierzonej w Iran, być może w celu sprowokowania go do nieprzemyślanych kroków. Syjonizm pragnie tej wojny w celu unicestwienia ostatniego liczącego się przeciwnika w regionie. Tutaj, a nie w retoryce prezydenta Ahmadineżada, leży gorący klucz do otwarcia nuklearnej puszki Pandory.

Polska prawica antysystemowa, czuje w zaistniałej sytuacji solidarność z tragicznym położeniem Irańczyków. Tzw. zachodnie wartości dawno zamieniono w brukselską niewolę i wyznaczniki narzucanej syjonistycznym kijem politycznej poprawności. Stanowczo protestujemy przeciwko ogłupiającej narody Europy strategii prawicy pseudokonserwatywnej i (niby)chadeckiej, która znalazła sobie w Izraelu idealny obraz zachodniej cywilizacji i demokratycznego państwa prawa. Są to nonsensy, ponieważ Izrael reprezentuje zasadniczo odmienny od naszego model cywilizacji i kultury. Iran rysuje się w otaczającej go konstelacji zła, jako ojczyzna dumnego i tradycjonalistycznego narodu Persów, do których jest nam dużo bliżej, niż do zatęchłych w swym fałszywym wybraństwie religijnym, nieprzyjaznych nam Żydów. Dostajemy od nich nieustające kopniaki i lekcje poniżenia, wciskają się oni w naszą historię, opluwając ojców i dziadów, chcą rządzić przeszłością i przyszłością, a w końcu pozbawić nas majątku i mienia. Ktoś powinien to zmienić. Jeżeli nie gnijąca w agonii Europa, to może koalicja wolności eurazjatyckich narodów z Iranem w pierwszym szeregu.

Odrzucamy polskojęzyczną władzę, która wykonuje bez szemrania dyrektywy Centrum Syjonistycznego USA-Izrael. Przykładem tego był „polski” bojkot konferencji ONZ na temat rasizmu, ksenofobii i nietolerancji w Genewie (2009 r. – tzw. „Durban II”). Żydzi i ich podnóżki obawiały się, że padną tam słowa prawdy o rasistowskim i ludobójczym charakterze syjonizmu, którym kieruje się w swej polityce zewnętrznej i wewnętrznej. Najostrzej i najsłuszniej potępił izraelski rasizm, na wspomnianej konferencji prezydent Ahmadineżad, za co spotkał się z wściekłą krytyką światowego lobby żydowskiego i ostracyzmem Zachodu. Zadziwiające, iż zawsze „skłócone” ze sobą elementy „Bandy Czworga”: PO-PiS-SLD-PSL, były w tym bojkocie całkowicie jednomyślne. Są one także zgodne w zezwalaniu i uczestniczeniu w żydowskich mityngach politycznych, zwanych „Marszami Żywych”, które szowiniści żydowscy używają w celu wykorzystania ofiar obozu zagłady Auschwitz-Birkenau do szerzenia nienawiści względem nieprzyjaciół Izraela (nigdy też nie zablokowano przyjazdu do RP, antypolskiemu paszkwilantowi Janowi Tomaszowi Grossowi). Teraz do tej czwórki dołączyła zbieranina pomyleńców pod nazwą Ruch Palikota.

Niedawno, wśród prochów pomordowanych, wicepremier państwa żydowskiego Silvan Shalom postawił znak równości między ustrojem irańskim a faszyzmem i prowadził tamże bezczelną, pro izraelską agitację. To ohydne i haniebne moralnie postępowanie, nie spotkało się z żadnym protestem i bojkotem „polskich” władz i opozycji. Syjonistyczny i filosemicki sojusz PO-PiS-u ciągle istnieje i ma się świetnie.

Robert Larkowsk

Komentowanie zamknięte.