Najnowsze

Opublikowano Luty 17, 2014 Przez Jan W Rosja

Święta Ruś przeciwko Chazarii-cz.4

Święta Ruś przeciwko Chazarii-cz.4

Neokoni przeciwko Rosji

Syjonizm dokładnie tak samo jak neokonserwatyzm to ruch chazarski. O dominancie etnicznej neokonserwatyzmu bardzo dużo pisa­ły w Ameryce praktycznie wszystkie większe Agencje Informacji Międzynarodowej.

Wyjątkowo najmocniejsza grupa lobbująca w Kongresie Amerykań­skim to Amerykańsko-Izraelski Komitet ds. Stosunków Międzyna­rodowych (AIPAC – The American Israel Public Affairs Commitee). Przed tą strukturą zdają sprawozdanie prezydenci amerykańscy, jej to właśnie za wszelką cenę chcą przypodobać się wszyscy ci, którzy ubiegają się o to stanowisko. Obama nie był tu wyjątkiem.

Neokonserwatyści uzyskali to, że interesy Izraela stały się intere­sami Ameryki i wojna Izraela stała się wojną Ameryki.

Założycielami ekstremistycznego syjonistycznego ruchu neokonserwatystów byli zwolennicy Trockiego, zaciekłego przeciwnika naszego kraju, na którego polecenie zniszczono miliony chrześcijan prawosławnych. Osetyjskie ludobójstwo – to kontynuacja tego po­twornego ludobójstwa, zapoczątkowanego przez syjonistów na czele z Trockim.

Właśnie neokonserwatyści podnieśli hałas w prasie, żądając wy­mierzenia Rosji mocniejszej kary. Jako że pod kontrolą lobby izrael­skiego praktycznie znajdują się wszystkie Agencje Informacji Mię­dzynarodowej, sytuację przedstawia się w nich dokładnie na odwrót.

„Occidental obserwer” w numerze z 16 sierpnia 2008 r., komentu­jąc wydarzenia w Osetii oraz nienawiść konserwatystów amerykań­skich do Rosji, pisze: „Jeśli jesteście typowym neokonserwatystą, to znaczy tym, który widzi świat głównie przez syjonistyczne okulary i nie może rozróżnić interesów USA i Izraela,… to będziecie czuć się bardzo nieszczęśliwi z tego powodu, że Rosji udało się rozbić armię gruzińską i zagrozić Gruzji zmianą reżimu. Izrael ma mocne powią­zania z Gruzją”+.

Następnie w artykule jest mowa o przejawach tej neokonserwa­tywnej nienawiści do Rosji. Właśnie tak amerykańscy neokonserwatyści, to znaczy izraelskie lobby, wspierali wojnę w Jugosławii, któ­rej rezultatem stało się oddzielenie Kosowa od Serbii, sojuszniczki Rosji. Oni walczą o niezależność Czeczenii od Rosji, o wstąpienie do NATO byłych republik radzieckich. Oni poparli agresywny antyro­syjski kierunek USA i utworzenie obiektów obrony przeciwrakieto­wej w Polsce i Czechach. Mają na sumieniu wojnę nie tylko w Jugo­sławii, ale i w Iraku, gdzie Rosja poniosła kolosalne straty ekono­miczne. Oni nakłaniają USA do wojny przeciwko Iranowi, z którym Rosja jest związana pod względem ekonomicznym i geostrategicznym.

Artykuł w „Occidental observer” kończy się następującym ostrze­żeniem: „Możemy oczekiwać tak samo długotrwałej i zaciekłej kampanii żydowskiej przeciwko Rosji, tak samo silnej i destruk­cyjnej, jak w okresie rewolucji w latach 1881 -1917”+.

Słowo „syjonizm” praktycznie u nas wyszło z użycia. Chciałoby się przypomnieć określenie pod jakim występuje w „Radzieckim Słowniku Encyklopedycznym”+ (Moskwa, 1980 r.).

„Syjonizm jest to reakcyjna szowinistyczna polityka i ideologia. Zrodził się pod koniec XIX wieku. Wysunął on hasło utworzenia w Palestynie państwa żydowskiego i przesiedlenia tam wszystkich żydów. Cechy charakterystyczne syjonizmu to szowinizm walczący, rasizm, antysowietyzm. Najwyższym organem jest Światowa Orga­nizacja Syjonistyczna, utworzona w 1897 roku. Centra kierownicze syjonizmu znajdują się w Izraelu, gdzie jest on doktryną państwową, a także w USA”+.

Syjonizm ma również cele duchowe. Jego zwolennicy winni zbudować w miejsce muzułmańskiej świątyni meczetu Al-Aksa (oczy­wiście, w jakiś sposób zniszczywszy go) Trzecią Świątynię Salomo­na i koronować tam swojego najwyższego władcę, Mesjasza, który powinien stanąć na czele rządu światowego. W Prawosławiu jest on nazwany Antychrystem.

Sądząc po wydarzeniach w Osetii, antysowietyzm przeobraził się obecnie w antyrosyjską działalność o charakterze militarnym.

W 1999 roku Pentagon przygotował wykład dla najwyższego wojskowego i politycznego przywództwa USA. Było tam powie­dziane: „Obecne niebezpieczeństwo polega nie tylko na rozwijają­cych się wrogich tendencjach międzynarodowych, ale i na ryzyku, że przywództwo kraju może ich nie rozpoznać”.

Niebezpieczeństwo nierozpoznania i niedocenienia zagrożeń narodowego bezpieczeństwa Rosji przejawiło się w całej okazało­ści podczas wojny i po wojnie w Osetii.

Na długo przed tą wojną na zewnątrz wybór Rosji w samo proklamowanych republikach wyglądał następująco: albo uznajemy te republiki i utrudniamy stosunki z Zachodem, albo ich nie uznajemy gwoli satysfakcji Zachodu.

Długo szliśmy tą drugą drogą. I zdawało się nam, że nasze dąże­nie ku satysfakcji będzie gwarancją pokoju i stabilności w regionie. Wojna w Osetii pokazała, że wybór był faktycznie dogłębny. Mie­ścił się on pomiędzy aktualnym uznaniem i ustanawianiem porządku na naszych warunkach lub też w drodze opóźniania rozwiązywania tego problemu przez pozwolenie Zachodowi na rozpoczęcie wojny i znalezienie powodu do wejścia na terytorium Gruzji.

A to, że Zachód miał właśnie takie zamiary, żeby wtargnąć na Kaukaz pod podobnym pretekstem w celu wykorzystywania teryto­rium Gruzji jako przyczółku destabilizacji położenia w regionie oraz wojny przeciwko Rosji, nie rodzi wątpliwości.

Nie bez przyczyny 9 stycznia 2009 roku w Waszyngtonie minister spraw zagranicznych Gruzji Grigol Waszadze i Sekretarz Stanu USA Condoleezza Rice podpisali Kartę o partnerstwie strategicznym obu krajów. Treść jej ma charakter poufny, to znaczy zastrzeżono tajność tego dokumentu nawet przed wiodącymi partiami politycz­nymi w Gruzji.

Co prawda, następnego dnia po podpisaniu tekst nieoficjalny Kar­ty był umieszczony na portalu Agencji Informacyjnej REGNUM. Nic tam nie może zaskoczyć. Na odwrót, wszystko jest bardzo prze­widywalne.

Meritum dokumentu zostało krótko sformułowane przez Wasza­dze i Rice w ich wystąpieniach w związku z podpisaniem Karty.

Jak donosi Agencja GHN, Waszadze oświadczył: „Gruzja powin­na wrócić do świata zachodniego. Jestem bardzo dumny, że dożyłem tej chwili. Podkreślamy, że jesteśmy wdzięczni za to, co robi USA i ten dokument naszego strategicznego partnerstwa ustanawia nie tylko prawa dla Gruzji, ale i zobowiązania, z których należy się wywiązywać”+.

Kondi śpiewa mu unisono o tym, że „Gruzja może być pewna, iż w osobie USA ma przyjaciela”. Zgodnie z tym, co powiedziała, „do­kument ten daje świadectwo, na ile posunęły się do przodu stosunki między naszymi krajami w sferze bezpieczeństwa, obrony, kultury i gospodarki. USA zawsze wspierały i będą wspierać terytorialną jedność Gruzji”.

W tekście Karty „Część I. Zasady partnerstwa” praktycznie wszystkie siedem zasad, w taki czy inny sposób, są związane z zabezpieczeniem tej terytorialnej jedności i nawiązują do współpracy w dziedzinie obrony i bezpieczeństwa:

„1. Wspieranie suwerenności, niezawisłości, terytorialnej jedno­ści i nienaruszalności wzajemnych granic stanowi podstawę naszych dwustronnych stosunków”.

… „3. Współpraca w sferze obrony i bezpieczeństwa między demokracjami ma zasadnicze znaczenie dla skutecznego reagowania na i wyzwania, zagrażające pokojowi oraz bezpieczeństwu”.

Dalej wszystko to, ni mniej ni więcej, prezentuje się jako warunek zachowania wolności i pokoju w Europie:

… „4. Silna, niezależna, suwerenna i demokratyczna Gruzja, która ‘ ma odpowiedzialną siłę obronną, wnosi swój wkład w utrwalanie bezpieczeństwa i dobrobytu nie tylko wszystkich obywateli Gruzji, ale i wolnej oraz zgodnej Europy”.

Ale przecież „terytorialna jedność” Gruzji z punktu widzenia USA i Zachodu, ujmując problem ogólnie, oznacza włączenie Abchazji i Osetii Południowej. A jeśli w Karcie mowa jest o „obronie” Gruzji, to przez to należy rozumieć przyłączenie Abchazji i Osetii Południowej. Ale one dobrowolnie nie przyłączą się. To znaczy, że; w grę wchodzi przyłączenie dokonane przy użyciu siły. Tam znajdują się nasze wojska i my uznaliśmy niezależność tych dwu państw. To znaczy, mowa o wojnie, nie o lokalnym konflikcie zbrojnym z Abchazją i Osetią Południową, lecz o wojnie na szeroką skalę; z Rosją. Jasne, że Gruzja nigdy by nie poszła samodzielnie na taki i konflikt. Po stronie Gruzji jest USA, cały Zachód, ogarnięta pragnieniem rewanżu Utajona Chazaria. To właśnie ona teraz będzie prowadzić walkę z Rosją, wykorzystując w charakterze mięsa armatniego armię gruzińską i prywatne spółki wojenne, wyposażając je w broń amerykańską, ogólnie mówiąc natowską. Należy przypuszczać, że właśnie udział armii gruzińskiej w tej wojnie miał na myśli i Waszadze, mówiąc o „zobowiązaniach, z jakich Gruzja powinna się wywiązać”.

W tekście Karty znów NATO jak upragnione korale dla Papua­sów:

… „6. Stany Zjednoczone Ameryki będą wspierać trud Gruzji w pogłębianiu stosunków z innymi narodami Wspólnoty Euroatlantyckiej w sferach: politycznej, ekonomicznej, socjalnej i bezpieczeństwa”.

„7. Partnerzy oświadczają, że ich ogólnym celem jest pełna integracja Gruzji w europejskich i transatlantyckich instytucjach: I politycznych, ekonomicznych oraz bezpieczeństwa i obrony na

podstawie wypełnienia przez Gruzję niezbędnych standardów”.

Waszadze swoją pozycję w kwestii NATO określił wcześniej na podstawie rezultatów spotkania w Brukseli. Zgodnie z doniesieniami Agencji Informacyjnej REGNUM powiedział, że Tbilisi będzie „spo­kojnie i w sposób przemyślany poruszać się w kierunku NATO i Unii Europejskiej”. „W Brukseli zdarzyło się najważniejsze-znaleziono wyjście z kazuistycznego proceduralnego impasu. Gruzja nie otrzyma­ła PDCz (Programu dla członka NATO), ale otrzymała wszystko, z czego on się składa. Jak to się będzie nazywało, nie jest ważne”.

Po co NATO potrzebne są takie niespokojne kraje jak Gruzja i Ukraina? Odpowiedź na to pytanie dał przedstawiciel Rosji w Ra­dzie Rosja-NATO D. Rogozin, który udzielał wywiadu 24 stycznia 2009 roku dla radia ,Jïcho Moskwy”+. Podczas omawiania tematu przyjmowania członków NATO z państw niestabilnych powiedział: „Niejednokrotnie pytałem, w tym również moich kolegów, po co to robią? Z grubsza mówiąc, w płaszczyźnie wojskowej i Chorwacja, i Albania nie jest to plus dla NATO, lecz może nawet minus. A zero na pewno! W wyniku przyjęcia tych dwu państw potencjał NATO nie ulegnie zwiększeniu. Odpowiedź mnie po prostu zbulwersowała. »Przyjmujemy państwa Bałkańskie, rozszerzamy NATO, po to, żeby zmienić tożsamość polityczną tych państw«. To znaczy, faktycz­nie zrobić tak, żeby te państwa stały się częścią świata zachod­niego… Jest to mondialistyczne podejście. W istocie jest to próba ekspansji określonej kultury politycznej na coraz większym te­rytorium. W odpowiedzi mówiłem: »Co, Ukraina powinna wstąpić do NATO również po to, żeby zmienić polityczną płeć?« Siłą rzeczy jest to dowód antyrosyjskiej istoty rozszerzenia NATO na wschód. Dlatego zgadzam się z wami, że NATO niekiedy bierze na siebie odpowiedzialność za regiony niespokojne, więc kładzie na nie swoją łapę, ale jest to robione właśnie po to, żeby otoczyć kontrolą proces polityczny w tym państwie”.

Ten proces wzięcia pod kontrolę przez NATO nierzadko odbywa się drogą destabilizacji położenia w regionie w celach zdobycia pod­staw dla ingerencji międzynarodowej, głównie siłami NATO, ten właśnie scenariusz był doszlifowany w Jugosławii. Obecnie próbuje się go zastosować na Kaukazie, w tej liczbie i na naszym terytorium

–    Północnym Kaukazie.

Po „pięciodniowej wojnie” w kryminalnych elitach narodowych Północnego Kaukazu pojawiło się nowe nastawienie na „wariant kosowski” z przejściem pod protektorat międzynarodowy. Wiadomo, czym ten protektorat międzynarodowy zakończył się w Kosowie.

Ogólnie mówiąc, model jugosłowiański, który Zachód próbuje reali­zować i u nas, jest dość prosty. W modelu jugosłowiańskim stawiano na trzy grupy sił. Są to opozycyjne organizacje polityczne i społeczne oraz grupy wewnątrz kraju (powszechne systemowe rozniecanie na­strojów protestu i wystąpień); separatyści, użytkujący czynnik etniczny; piąta kolumna (korumpowani przez Zachód urzędnicy w elicie wła­dzy, głównie w kręgach politycznych, ekonomicznych i wojskowych).

Przywódcy państwa winni na czas neutralizować działania agre­sywne tych sił przeciwko naszej państwowości, żeby przeciąć próby destabilizacji położenia i nie stwarzać powodu do umiędzynarodo­wienia konfliktów sprowokowanych przez Zachód, a w przyszłości ingerencji NATO.

Cel NATO polega na tym, żeby zmienić tożsamość polityczną państw z narodowej (państwowej) na globalną mondialistyczną (an­typaństwową i antyrosyjską). Jest to istota „Ekspansji określonej kultury politycznej” (dodamy: kultury chazarskiej) „na coraz większe terytoria”. Przyjęcie do NATO jest to nic innego jak wzię­cie „pod kontrolę procesu politycznego” w krajach-członkach tej organizacji. NATO oznacza rozpaństwowienie państw, sprywaty­zowanie ich sił zbrojnych i przekształcenie ich w wasali i w postępu­jącą w ślad za tym integrację w Globalny Kaganat.

Te idee znalazły swoje odzwierciedlenie w Karcie o partnerstwie strategicznym między USA i Gruzją.

W tekście Karty są wykazane niebezpieczne sposoby realizacji wyżej wymienionych zasad: „W ramach Komisji NATO-Gruzja, Stany Zjednoczone Ameryki oraz Gruzja opracują i zrealizują plan organizacyjny, którego celem jest wzmożenie zgodności środków i koordynacji NATO i Gruzji, w tej liczbie drogą szkoleń oraz ulepszenia wyposażenia sił zbrojnych Gruzji”.

Innymi słowy, mowa o zabezpieczeniu zgodności operatywnej na wypadek wojny. Z kim wojny? Z drugiej części dokumentu jasno wynika z kim: „Przyjmując, że światu i stabilności w świecie grozi niebezpieczeństwo, biorąc pod uwagę zobowiązanie, wynikające z porozumienia 12 sierpnia o przerwaniu ognia pomiędzy Gruzją i Rosją, Stany Zjednoczone Ameryki oraz Gruzja planują rozsze­rzenie zakresu programów o współpracy w sferach obrony i bez­pieczeństwa, w celu usunięcia tych zagrożeń i poparcia pokoju oraz stabilności. Współpraca i partnerstwo pomiędzy Stanami Zjed­noczonymi Ameryki i Gruzją w sferze obrony i bezpieczeństwa są pożyteczne, tak dla obu państw, jak i dla regionu”.

To znaczy, „rozszerzenie zakresu programu o współpracy w sferach obrony i bezpieczeństwa” bezpośrednio jest związane

 

„z zagrożeniem pokoju i stabilności w świecie” oraz wojną mię­dzy Gruzją i Rosją i „ma na celu usunięcie tych zagrożeń”. Ale

jeśli mowa o współpracy w sferze obrony, to a priori istnieje przypuszczenie, że owe zagrożenia będą usuwane w drodze wojny.

Oto i cały układ i cała poufność. Lecz w tak prosty sposób, ni stąd ni zowąd wojny nie uda się rozpocząć. Potrzebny jest powód, żeby powiedzieć, że „pokój i bezpieczeństwo w świecie są zagrożone”, czyli że potrzebna jest prowokacja. I ta prowokacja obecnie jest przygotowywana. I głównie jest przygotowywana przeciwko Rosji.

Wśród zasad zawartych w Karcie jest mowa i o demokracji. Jakże mogłoby obyć się bez niej. W niektórych miejscach w tekście za­miast tradycyjnych i przyjętych w takich dokumentach słów, jak „kraje” czy „regiony”, występuje słowo „demokracja”. Kundla, który pojawił się w drodze wielu skrzyżowań różnorakich wadliwych re­żimów i patologicznych orientacji politycznych, chce się przedstawić jako typ państw elitarnych. A jeśli nie jesteś, człowieku, demokra­tyczny, to kundle cię ogłaszają, że jesteś „politycznie nielegalistyczny”.

„2. Nasza przyjaźń oparta jest na ogólnym zrozumieniu i wyzna­niu wspólnej wiary, że demokracja jest najważniejszą podstawą politycznego legalizmu i odpowiednio do tego stabilności”.

W swoim wystąpieniu w związku z podpisaniem Karty minister spraw zagranicznych Gruzji, oddając hołd uznawanej przez Chazarię modzie na demokrację amerykańską, jako powód do wojny totalnej ogłosił: „Wiemy, że powinniśmy być otwartym, demokratycznym i liberalnym społeczeństwem i wspólnie z USA będziemy w stanie osiągnąć ten cel”.

W ten sposób, pod pozorem współpracy w zakresie obrony i bezpieczeństwa, pod pozorem usunięcia zewnętrznych zagrożeń i obrony demokracji USA i NATO dążą do wtargnięcia na tery­torium Gruzji w celu wykorzystania jej jako przyczółku w woj­nie przeciwko Rosji.

Po wojnie w Osetii sytuacja zaczęła kształtować się właśnie we­dług tego scenariusza. Potwierdzeniem tego jest doniesienie Interfaksu z 18 października 2008 roku, gdzie jest powiedziane, że prezydent Osetii Południowej Eduard Kokojty wyraził zdziwienie z tego powo­du, iż znajdujący się w rejonie obserwatorzy międzynarodowi nie reagują na działania prowokacyjne strony gruzińskiej.

„Sytuacja w strefie przygranicznej republiki Osetia Południowa i republiki Gruzja znów się komplikuje. Praktycznie każdego dnia są odnotowywane ostrzały posterunków struktur praworządności Osetii Południowej i porwania ludzi” – oświadczył E. Kokojty dla Interfaksu.

„Obserwatorzy międzynarodowi przy tym bardzo dziwnie spełnia­ją swoją misję-nie reagując. Tendencyjność obserwatorów międzynarodowych jest oczywista. Ich działalność nie sprzyja poprawieniu sytuacji, lecz na odwrót, potęguje ją” – podkreślił E. Kokojty.

„Gruzja poprzez swoje działania narusza plan Miedwiediewa – Sarkozy’ego przy milczącej obserwacji wydarzeń przez przedsta­wicieli międzynarodowych – dodał.

Kilka lat wstecz amerykańscy i europejscy stratedzy opracowali projekt „Duży Kaukaz”. Najważniejszym celem geopolitycznym projektu jest stworzenie federacyjnej formacji państwowej pod kontrolą USA w składzie Gruzji, Armenii, Azerbejdżanu i pół- nocno-kaukaskich republik Rosji.

Zgodnie z tym planem Saakaszwili był przygotowany i doprowadzony do władzy po to, żeby wykonać dwa podstawowe zadania:

  1. Zintensyfikowanie konfliktów na Kaukazie, głównie Gruzji z Rosją;
  2. Stworzenie przesłanek dla rozlokowania kontyngentu amerykańskiego i europejskiego w strefie „Dużego Kaukazu”.

Saakaszwili te zadania wykonał. Kontyngent krajów NATO znaj­duje się na Kaukazie. Lecz dla realizacji najważniejszego celu geopolitycznego – utworzenia federalnej frakcji państwowej, zgodnie z projektem, potrzebne jest zbudowanie wojennej infrastruktury USA na Zakaukaziu.

Jej budowa trwa już kilka lat w ramach programu Pentagonu „Kaspijska Inicjatywa Graniczna”+, która na razie jest skoncentrowana na Azerbejdżanie i Kazachstanie z rozszerzeniem w przy­szłości na niektóre inne byłe republiki radzieckie. Pentagon już zbudował i planuje jeszcze zbudować centra dowódczo-sztabowe, a tak­że tajne centra operacyjne powietrzne i morskie. W Azerbejdżanie Pentagon tworzy bazę dla rozwijania sił operacji specjalnych (sił mobilnych) ze sztabem w Baku.

Program, analogiczny do Inicjatywy Kaspijskiej, istnieje w NA­TO, jakoby po to, żeby zabezpieczać rurociągi, które idą przez Mo­rze Kaspijskie-Turcję-Bałkany. Wychodzi na to, że te same ruro­ciągi będą ochraniać wojska USA i NATO. Czy nie za dużo straż­ników? Nie dowierzają sobie wzajemnie? Absolutnie nie. W płasz­czyźnie wojenno-strategicznej winny jeden drugiego uzupełniać, zapewniać zgodność operacyjną swoich wojsk w tym regionie, gdzie planują one prowadzić walkę przeciwko Rosji.

I wreszcie, przed kim chcą bronić te rurociągi? Mówią, że „przed terrorystami”. Ale kto finansuje tych terrorystów i skąd oni są prze­rzucani? Wiadomo skąd. Od dawna nie jest to tajemnicą. Z Arabii Saudyjskiej będącej pod kontrolą USA, z Turcji – członka NATO, no i z innych krajów, które są związane z tym blokiem. Po co? Dla woj­ny przeciwko naszemu krajowi. Nie mówmy więc o terrorystach. Zachód sam tworzy organizacje terrorystyczne, tak jak była stworzo­na Al-Kaida dla celów wojennych przeciwko ZSRR, a później zosta­ła wykorzystana jako pretekst dla zapoczątkowania wojny globalnej w interesach Chazarii.

Widocznie ochrona rurociągów to tylko wymówka.

Pod tym pretekstem w rejonie Kaukazu rozmieszczony jest kon­tyngent sił amerykańskich i natowskich. Są one rozlokowane na byłych radzieckich bazach w Azerbejdżanie.

Ale, jeśli będziemy podążać za logiką atlantystów, my przecież w tym samym regionie też mamy rurociągi, które dotykają naszych interesów. I co więcej, położenie w sąsiedzkim Zakaukaziu wręcz określa sytuację na naszym Kaukazie Północnym, co związane jest z zabezpieczeniem stabilności i terytorialnej jedności Rosji.

Dlatego słuszne będzie, pod tym samym pretekstem ochrony na­szych naftociągów na Kaukazie, rozmieszczenie przez nas w dosta­tecznej liczbie swoich wojsk i swojej floty. Mamy do tego absolutne, a nawet większe prawo niż atlantyści. Tymczasem my bardzo się ich boimy, oni zaś w odpowiedzi są bardzo zuchwali wobec nas, im da­lej, tym bardziej.

Niedostateczne rozumienie i niedocenienie zagrożeń bezpieczeństwa narodowego Rosji, wynikających z działań Zachodu po wdrożeniu Projektu „Duży Kaukaz” i programu „Kaspijska Inicjaty­wa Graniczna”, doprowadziło do tego, że na te zagrożenia nie tylko żeśmy pozwolili, ale przez swoją bierność pozwoliliśmy na ich urze­czywistnienie.

Praktycznie, całkowicie składający się z neokonistów Amerykań­ski Komitet ds. Pokoju na Kaukazie (wcześniej nazywał się on Ame­rykański Komitet ds. Pokoju w Czeczenii), w skład którego wchodzą zażarci rusofobi, łącznie z Brzezińskim i Richardem Perle, działając w trybie projektu „Duży Kaukaz”, uparcie lansował ideę, że tylko ingerencja międzynarodowa na Kaukazie może ustabilizować tam sytuację. To znaczy wszelkimi siłami starano się osiągnąć umiędzynarodowienie konfliktu. I w efekcie agresji w Osetii, sprowokowanej przez Zachód, udało się to. Na dodatek sami ich tam zaprosiliśmy wskutek: niedostatecznego zrozumienia, niedocenienia i zignorowania skali oraz powagi zagrożeń i naszej konceptu­alnej orientacji na zasadę „obrona przed zagrożeniami”, zamiast uznania zasady „zapobieganie zagrożeniom”, co wymaga reakcji wyprzedzającej zagrożenie.

Uczyniwszy Zachód stroną w uregulowaniu stosunków na Kauka­zie, szczególnie w Osetii, w istocie wystąpiliśmy przeciwko intere­som Rosji oraz jej bezpieczeństwu. Wpuściliśmy wilka do obory. Tych wilków jest sporo. Przystąpiwszy do rozmów z USA, de facto uczyniliśmy je stroną uregulowań stosunków. Zrobiliśmy to sami, można powiedzieć, własnymi rękoma. Mając w ręku absolutną przewagę strategiczną, uzyskaną w wyniku żywiołowego zwycięstwa naszego wojska, które doprowadziło Zachód, to znaczy w tym przy­padku przeciwnika, do szoku i zakłopotania. Nie skorzystaliśmy z tego, co więcej, pozwoliliśmy wtrącić się tutaj jeszcze i UE. I oto lotem ptaka przybył Sarkozy. I my, zwycięzcy, prowadzimy z nim rozmowy, jakby był naszym sojusznikiem w tym zwycięstwie, przyjacielem, towarzyszem broni i bratem. Tymczasem Sarkozy z racji 3 swoich nastawień ideowych nie jest wcale nawet partnerem, lecz 1 akurat na odwrót. Orientacje Sarkozy’ego i Izraela, który zbroił Saakaszwilego, są jednakowe. Maski przywdziane mogą być różne, ale istota ta sama.

Sarko od słowa „sarkofag”

Jak napisano w Żydowskiej encyklopedii elektronicznej+ „zasad­nicza różnica między sarkofagiem a innym rodzajem grobów polega na tym, że sarkofagów nie zagłębia się w ziemi, lecz wstawia się do krypty albo do mauzoleum; dlatego sarkofagi są bogato zdobione”.

„Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze obłudnicy! Bo podobni , jesteście do grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. + Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz we­wnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości”+ (Ewangelia według Św. Mateusza 23,27 – 28).

Właśnie takie skojarzenia wzbudza osobowość Sarkozy’ego.

Wybranie go na prezydenta Francji Zachód przyjął z dużym entuzjazmem. Pełnym entuzjazmu oddźwiękom w najbardziej prestiżowych mediach międzynarodowych nie było końca. Sarkozy to sojusznik USA. Mówi to samo za siebie. Jak pisze prasa żydowska, Sarkozy należy do bardzo starej rodziny żydowskiej Mailach.

W XV wieku rodzina Mailach uciekła przed hiszpańską inkwizycją do Francji, a później do Salonik. W Grecji członkowie tej rodziny  stanęli na czele ruchu syjonistycznego. W czasach współczesnych Mallachowie są przywódcami znanymi w świecie syjonistycznym. Sarkozy okazał się niepodobny do Pawlika Morozowa, zaczął więc aktywnie realizować syjonistyczny, a to znaczy i antyrosyjski, pro­jekt nowego porządku świata (globalizacji).

W tym celu, objąwszy urząd prezydencki, w pierwszej kolejności powołał na stanowisko doradcy swojego przyjaciela znanego ideolo­ga globalizacji Jacquesa Attali. „Powiedz mi, kto jest twoim przy­jacielem, a powiem ci, kim jesteś”. Jacques Attali jest członkiem trzech najważniejszych organizacji masońskich – Klubu Bilderberg, Komisji Trójstronnej i Rady Stosunków Międzynarodowych.

19 kwietnia 2007 roku „Herald Tribune” publikuje jeden z jego artykułów programowych, w którym jest mowa o konieczności „rozszerzenia globalizacji w gospodarce” na politykę „przy pomocy koncepcji ustanowienia demokracji”+ (przy okazji należy podkreślić, że USA skutecznie to realizowały w Iraku). Dalej Attali pisze: „Musimy reor­ganizować i reanimować instytucje globalnego rządu światowego”+. Jest to struktura, która bezpośrednio jest powołana do ustanowienia światowej tyranii w formie ogólnej niewoli fizycznej i duchowej.

Sarkozy zainicjował utworzenie Unii na rzecz Regionu Morza Śródziemnego (URMŚ), analoga Unii Europejskiej, zgodnie z ideą „globalizacja przez regionalizację”. Dokument założycielski został podpisany w lipcu 2008 roku. Do Unii weszły państwa Europy, Bli­skiego Wschodu i Afryki Północnej, wyłączając Libię. Muammar Kadafi odmówił przyjazdu na spotkanie, przyrównawszy Unię do „pola minowego” i oświadczywszy, że „plan ten ma na celu ponow­ne oddanie krajów arabskich pod panowanie Europejczyków”.

Do Unii Śródziemnomorskiej wstąpiły 43 państwa: 27 krajów- człon-ków Unii Europejskiej, 10 krajów Południa – Algieria, Egipt, Izrael, Jordania, Liban, Maroko, Mauretania, Syria, Tunis, Turcja, a także Palestyńska Autonomia i Albania, Chorwacja, Bośnia i Herce­gowina, Czarnogóra i Monako. Libia ma status członka zaproszone­go nowej organizacji. Kraje bogate w zasoby są korzystnym kęskiem dla Zachodu.

W wyniku utworzenia tej regionalnej organizacji został włączony mechanizm stopniowego roztapiania się suwerenności krajów- członków drogą standaryzacji wszystkich sfer ich życia, włącza­jąc sfery: gospodarczą, polityczną, socjalną, ekologiczną i duchową. Wiele krajów tej organizacji zgodnie z konwencjami współpracuje z Rosją i prowadzi z nią przyjacielskie stosunki, dlatego włączenie ich do globalistycznego, a to oznacza do antyrosyjskiego, projektu, ma cele o charakterze destrukcyjnym. Przejawia się to przecięciem prorosyjskiego nastawienia danych krajów i objęciem ich kontrolą ze strony Zachodu, a następnie, kiedy one całkowicie zostaną zaplą­tane w jego pajęczynie, zmuszeniem ich do wystąpienia przeciwko Rosji, jak to odbyło się w Gruzji.

W ramach Unii będzie realizowane 6 konkretnych projektów, wśród których znajduje się utworzenie przez Unię Uniwersytetu Śródziemnomorskiego i rozwój działalności przedsiębiorców, co oznacza próbę ustanowienia kontroli cywilizacyjnej i gospodarczej Zachodu nad krajami Śródziemnomorskimi.

Podkreślę, że inicjatęrem i pomysłodawcą utworzenia Unii na rzecz Regionu Morza Śródziemnego okazał się właśnie Sarkozy. Było to jednym z najważniejszych punktów w jego programie przedwyborczym.

W wywiadzie dla „Timesa” przeprowadzonym 30 września 1991 roku jego doradca Attali oświadcza co następuje: „Zlikwidowanie zagrożenia sowieckiego nie oznacza, że świat stał się bardziej bez­pieczny, bez jakichkolwiek konfliktów. Obecnie jest nam potrzebna globalna siła pokojotwórcza”+. To znaczy siła zbrojna, która będzie wprowadzać nowy porządek światowy przy pomocy siły i tłumić przy pomocy siły wszystkich niejednomyślnych i stawiających opór. Ta „globalna siła pokojotwórcza” powinna służyć „globalne­mu światowemu rządowi”. Częściowo siłę tę obecnie stanowią woj­ska NATO, które należy rozmieścić na terytorium Gruzji, by utwo­rzyć przyczółek dla wojny przeciwko Rosji.

Sarkozy powiedział, że „przyszłość Europy to Południe”. Unia na rzecz Regionu Morza Śródziemnego winna pomóc „osiągnąć zwy­cięstwo w walce z terroryzmem, integryzmem i fundamentalizmem”. Nie należy wątpić, że z „integryzmem i fundamentalizmem”, to zna­czy, z państwowością i jej narodową tradycją historyczną walka bę­dzie toczona w drodze przymusowego dezintegryzmu i denacjonalizacji, a wszyscy stawiający opór zostaną uznani za terrorystów.

Sarkozy, którego uczyniliśmy mediatorem w rozwiązaniu konflik­tu gruzińsko-południowoosetyjskiego, ma ścisły związek z CIA i jest człowiekiem z ich awansu. W dziennikarskim śledztwie Thierry’ego Meyssana zostało potwierdzone, że „Projekt Sarkozy’ego” był sta­rannie przemyślany i wyreżyserowany. Uruchomiono cały bogaty arsenał wywiadu amerykańskiego. Otóż, w szczególności urucho­miono fałszywe wykazy, które stały się powodem oskarżenia szeregu działaczy politycznych Francji o zatajenie kont bankowych w Luk­semburgu. Wśród „skompromitowanych” znalazł się i Sarkozy. Ten natychmiast kieruje sprawę do sądu i oskarża o oszczerstwo swojego konkurenta politycznego do fotela prezydenta, premiera Dominique de Willepina. Nie ukrywa, że zamierza wysłać go do więzienia.

W istocie wykazy zostały puszczone w obieg przez członków French-American Foundation, którego prezesem był król wywiadu amerykańskiego John Negroponte.

O Negroponte można powiedzieć, że był on ambasadorem w Hondurasie, kiedy USA finansowały szwadrony śmierci.

A kiedy był ambasadorem USA w ONZ, nałożył weto przeciwko rezolucjom Rady Bezpieczeństwa, potępiającym działania terrory­styczne Izraela, a szczególnie zabójstwo szejka Ahmeda Jasina.

Natomiast Dyrektorem French-American Foundation, który uruchomił fałszywy dokument, ukierunkowany na dyskredytację konkurenta Sarkozy’ego do fotela prezydenckiego, był Frank Wisner, mocno związany z CIA i Departamentem Obrony USA.

Ten sam Wisner swego czasu ożenił się z drugą żoną ojca Sarkozy’ego, który miał z nią dwoje dzieci. Są to przyrodni brat i siostra Nikoli. Był on w tak serdecznych stosunkach z tą drugą rodziną swo­jego ojca, że pojechał uczyć się w USA według specjalnego progra­mu amerykańskiego Departamentu Stanu. Wisner w tym czasie pra­cował dla CIA.

Potem, kiedy Sarkozy został już ministrem ds. budżetu i przed­stawicielem rządu francuskiego, Wisner zmienił Paula Wolfowitza na stanowisku pierwszego zastępcy ministra obrony USA, który od­powiadał za planowanie polityki. O jego związkach z Sarkozym wszyscy milczeli. Przed kryzysem irackim przystąpili do zaplanowa­nia likwidacji orientacji gaullistowskiej, to znaczy, do likwidacji ideowych gaullistów we Francji i dojścia do władzy Sarkozy’ego. Plan składał się z trzech etapów: 1) likwidacja liderów Partii gaulli­stów i przejęcie przez Sarkozy’ego władzy w niej; 2) likwidacja konkurenta z prawicy, otwarcie drogi dla Sarkozy’ego i wysunięcie go w charakterze kandydata na fotel prezydenta; 3) likwidacja każ­dego groźnego konkurenta z lewicy, żeby mieć ostateczną pewność co do odniesienia sukcesu w wyborach.

Ta operacja CIA i Departamentu Obrony USA pozwoliła na zmuszenie Jacquesa Chiraca do wprowadzenia Sarkozy’ego do rządu, mimo ich wzajemnej nienawiści. Został on ministrem spraw wewnętrznych odpowiedzialnym za sieć wywiadu wewnętrznego, co pozwoliło mu obsadzić swoimi ludźmi kluczowe stanowiska w kierownictwie państwa.

Ale wróćmy do afery z fałszywymi wykazami ukrytych kont ban­kowych, ukierunkowanej na oskarżenie o oszczerstwo i sprzątnięcie Dominique de Willepina. Wykazy te rozpowszechnił Fundusz Fran-ko-Amerykański, którego szefami byli: Negroponte i Frank Wisner, będący w ścisłych związkach z Sarkozym.

Jak się w efekcie okazało, wykazy były wykonane w Londynie przez spółkę „Hakluyt & Co”, która jest łączoną strukturą CIA i MI6, gdzie – cóż za zbieżność – dyrektorem również jest Frank Wisner.

Willepin odpiera oskarżenie o oszczerstwo, jednakże wszyscy je podtrzymują i zabraniają mu opuszczać dom, i de facto doprowadza­ją go do wycofania się na pewien czas z życia politycznego. W ten sposób neutralizują najważniejszego konkurenta z prawa i otwierają drogę Sarkozy’emu do prezydentury.

Następnie, gdy zneutralizowano konkurenta Sarkozy’ego „z pra­wa”, pozostało jeszcze sprzątnąć konkurenta „z lewa”, z Partii Socja­listycznej.

I znowu zostają uruchomione intrygi. Żeby przyciągnąć nowych członków, składki członkowskie Partii Socjalistycznej ulegają obni­żeniu do skrajnie niskiego wręcz symbolicznego poziomu. I oto ty­siące młodych ludzi zwraca się z prośbą o przyjęcie ich do partii. Wśród nich jest co najmniej dziesięć tysięcy członków, którzy są w istocie członkami Trockistowskiej Partii Lambertystów (nazwanej tak od imienia założyciela Pierre Lamberta). Ta nieduża organizacja o orientacji lewicowo-ekstremistycznej ma długą historię współpracy z CLA w walce przeciwko ZSRR. Jest ona analogiem partii SD USA Maksa Shachtmana, która stała się założycielką ruchu neokonserwatystów w Ameryce.

Kiedy zapadała decyzja o wysunięciu kandydata z Partii Socjali­stycznej na prezydenta Francji, winien być dokonany wybór między Laurentem Fabiusem, który stanowił zagrożenie dla Sarkozy’ego, a Ségolène Royal.

Lambertyści, po przeniknięciu do partii, większością głosów przegłosowali za Royal. W operacji usunięcia Fabiusa ważną rolę odegrał członek Partii Socjalistycznej Dominique Strauss-Kahn, związany z USA Marokańczyk, z pochodzenia Żyd, który wykładał w Uniwersytecie Stanforda i był tu sprowadzony przez ówczesną prorektor Condoleezzę Rice.

Później, kiedy Sarkozy został prezydentem, on i Rice w dowód wdzięczności za okazaną przysługę mianowali Kahna szefem Mię­dzynarodowego Funduszu Walutowego. Kahn jest członkiem loży masońskiej Wielki Wschód Francji.

Powiedz mi kto jest twoim doradcą, a powiem ci kim jesteś

Paralelę ze znanym przysłowiem można kontynuować. Na przy­kład, „powiedz mi, jakie są twoje pierwsze decyzje na stanowisku prezydenta, a powiem ci kto finansował twoje wybory”.

Otóż, do pierwszych decyzji podjętych przez Sarkozy’ego po ob­jęciu prezydentury należało pozwolenie swoim przyjaciołom: Domi­nique Desseigne’owi i Patrickowi Partusch’owi na powiększenie liczby automatów do gry w ich kasynie.

Spółka „Groupe Lucien Barrire”, której szefem był Desseigne, posiada we Francji 13 hoteli klasy „luks”, 13 kasyn, 57 restauracji

i   dyskotek, łącznie ze znaną restauaracją w Paryżu na Polach Elizej­skich „Le Fouquet’s”. Właśnie w „Le Fouquet‘s” Sarkozy fetował zwycięstwo w związku z wyborami na prezydenta.

Gdy Sarkozy został prezydentem Francji, głównie oparł się na czterech osobach. Są to: Claude Guéant – sekretarz generalny Pała­cu Elizejskiego; François Pérol – zastępca sekretarza generalnego Pałacu Elizejskiego; John-David Lewitte – doradca ds. dyploma­tycznych; Alain Bauer – odpowiedzialny za służby specjalne.

Omówmy bardziej szczegółowo każdą z tych postaci.

Claude Guéant kierował prezydencką kampanią Sarkozy’ego i był prawą ręką Charlesa Pasquy przyjaciela i opiekuna Sarkozy’ego.

W latach 90. Pasqua, nie bacząc na swoją wątpliwą przeszłość, został ministrem spraw wewnętrznych i wykorzystał swoje stanowi­sko, stawiając pod kontrolę kasyno i biznes związany z grami. Wtedy też nawiązał ścisłe związki z Arabią Saudyjską oraz Izraelem i został honorowym oficerem Mossadu.

Jeśli chodzi o Mossad to okazało się, że Sarkozy też w nim palce maczał. 22 października 2007 roku wpływowa gazeta francuska „Le Figaro” opublikowała artykuł, w którym twierdzono, że francuski lider wcześniej pracował i do tej pory pracuje dla wywiadu izraelskiego.

Jak wynika z artykułu, w 1978 roku rząd Menahema Begina pod­jął decyzję wdrożenia gaullistów do partii po to, żeby przeobrazić ją w „partnera Izraela”. Operację nazwano „Rafael Ejtan” od imienia byłego szefa Mossadu. Sarkozy był zwerbowany przez izraelskie służby specjalne w 1983 roku i został izraelskim agentem, uzyskując wysoki stopień.

Dokumenty, które znajdują się w posiadaniu redakcji „Le Figa­ro”, świadczą o tym, że Sarkozy do tej pory jest agentem wywiadu izraelskiego.

Przypuszczalnie przynależność do Mossadu również zacieśniła więzi pomiędzy Pasquą a Sarkozym. Kiedy w partii gaullistów roz­poczęła się walka między historycznymi gaullistami a prawą orienta­cją, gdzie wchodzili związani z Rothschildami bankierzy-finansiści, których reprezentował Edouard Balladur, Pasqua i młody wówczas Sarkozy wsparli orientację Rothschildów i faktycznie sprzedali Jackquesa Chiraca. Konflikt osiągnął swój szczyt w 1995 roku, kiedy

Edouard Balladur został konkurentem swojego byłego przyjaciela Jackquesa Chiraca w wyborach prezydenckich. Ale poniósł klęskę. Istnieje informacja, że Pasqua i Sarkozy współuczestniczyli w obro­nie interesów mafii na Korsyce.

W taki to sposób Claude Guéant był właśnie prawą ręką Pasquy.

Kolejny członek czwórki szczególnie zaufanych i bliskich prezydentowi Sarkozy’emu osób to François Pérol – zastępca sekretarza generalnego Pałacu Elizejskiego. Jest on też szefem banku Rothschilda.

Sarkozy’ego z Rothschildami łączą najściślejsze więzi. Eduard Rothschild to dawny przyjaciel Sarkozy’ego i współwłaściciel „Rothschild & Cie Banque”. W lipcu 2003 roku banki Rothschildów w Londynie i Paryżu połączyły się i utworzyły spółkę „Concordia BV”, do której wszedł „Rothschild et Cie Banque”. Bank ten kontro­luje biznes bankowy we Francji oraz w Europie Kontynentalnej.

Do czwórki szczególnie zaufanych osób Sarkozy’ego zalicza się także John-David Lewitte, doradca ds. dyplomacji, noszący prze­zwisko „Dyplomator”, analogicznie do terminatora.

Pierwszym szefem państwa, przyjętym przez Sarko, ną stanowi­sku prezydenta był mianowicie Misziko Saakaszwili. Â propos, w związku z konfliktem Gruzji i Rosji, warto przytoczyć cytat z ar­tykułu Vincenta Jauverta, opublikowanego w połowie listopada 2008 roku w dzienniku „Nouvel Observateur” i umieszczonym na stronie Inopressu: „Sarkozy wymyślił plan – wyciągnąć korzyści z konfliktu, nawiązać z nowym prezydentem rosyjskim szczególne stosunki. 2 września prezydent francuski zaprasza na śniadanie do Pałacu Eli­zejskiego kilku ekspertów, żeby opowiedzieć im o swojej strategii. Wśród nich znaleźli się: syn André’a Glucksmanna Raphaël, dzien­nikarka Laure Mandeville, politolog Marie Mendra i Hélène Carrére d’ Encausse. Według wypowiedzi jednej z obecnych na tym spotka­niu osób, Sarkozy powiedział, że zgodnie z jego opinią Miedwiediew jest bardziej liberalny niż Putin, dlatego jemu należy pomóc. Słowa te wskazują, że chciał on odegrać tę samą rolę, co Thatcher w sto­sunkach z Gorbaczowem”*.

Strategia, jaką zastosowano wobec Gorbaczowa, na Zachodzie nosi nazwę „miękkiej siły”. Odpowiednio do niej, przeciwnik jest nazywany „partnerem”, ale jednocześnie metodami „miękkiego przymusu” wciągany jest w procesy samozniszczenia.

Jak donosi Nouvel Observateur”, tę „thatcherowską” strategię Sarkozy zastosował 9 września w podmoskiewskiej willi podczas omawiania planu składającego się z sześciu punktów. Kiedy „strona rosyjska zablokowała rozmowy z powodu jednego zdania kluczowe­go, wtedy Sarkozy zagroził odejściem i powiedział Miedwiediewowi: »Dmitrij, masz 42 lata, jesteś młodym szefem, wszyscy cię sza­nują. To niesamowita szansa. Nie trać jej. Jeśli zrezygnujesz, nie będę w stanie przeszkodzić Europejczykom w podjęciu sankcji prze­ciwko tobie. Chcesz być odszczepieńcem?« – przytacza opublikowa­ne słowa francuskiego prezydenta. Zgodnie z wypowiedzią Kouchnera, w ten sposób udało się Sarkozy’emu wymusić na Miedwiediewie podpis”+.

Do wizerunku Lewitte’a warto dodać, że to syn byłego dyrektora Agencji Żydowskiej. Był ambasadorem Francji w ONZ, jednakże ówczesny prezydent Jacques Chirac usunął go z tego stanowiska uważając, iż jest on zbyt blisko Busha. Sarkozy takich ludzi szanuje. Dziwne jest tylko to, że przy tak ścisłych związkach z Bushem in­nych nim przeraża jak straszydłem.

Doradca dyplomatyczny Pałacu Elizejskiego Jean-David Lewitte udzielił wywiadu dla dziennika ,JSfouvel Observateur” na temat rozmowy pomiędzy Sarkozym a rosyjskimi liderami, która odbyła się na Kremlu 12 sierpnia. Nicolas Sarkozy spotkał się z Władimirem Putinem i Dmitrijem Miedwiediewem i próbował przekonać ich o prze­rwaniu działań bojowych w Gruzji i niezdobywaniu Tbilisi. W arty­kule jest mowa o tym, że kwestia ta wynikła dlatego, iż z przechwy­conych przez francuskie służby specjalne rozmów Sarkozy’ego stało się wiadome, że znaczna część armii rosyjskiej ma zamiar iść na ca­łość i obalić Saakaszwilego. Poza tym, Sarkozy miał podstawy by przypuszczać, iż Kreml już sformował dla Gruzji rząd prorosyjski, w ręce którego powinna przejść władza.

Według tego, co powiedział Jean-David Lewitte, „Sarkozy wyra­ził się, że nie powinni tego robić, ponieważ świat się temu sprzeciwi. Na co Putin odpowiedział: »Ja tego Saakaszwilego powieszę…«. »Powiesisz?« – »A dlaczego by nie – odrzekł premier rosyjski. – Amerykanie przecież powiesili Saddama Husajna«. »Tak – odrzekł na to Sarkozy – ale czyżbyś chciał skończyć jak Bush?« Putin zasta­nowił się, po czym powiedział: »W tym miejscu masz rację«. W taki to sposób, pisze autor artykułu, »Sarkozy uratował głowę Saakaszwi­lego…«”+. Lewitte jest przekonany, że Sarkozy odegrał ogromną rolę w procesie „pokojowego uregulowania”.

I wreszcie jeszcze jedna bardzo skrywana, stojąca w cieniu i bardzo osobliwa postać z czwórki, na której opiera się prezydent Sarkozy. To taka szara eminencja – Alain Bauer. Jego nazwisko okryte jest tajem­nicą. Odpowiada on za służby wywiadowcze. Bauer, wnuk Wielkiego Rabina Lyonu, był Wielkim Mistrzem głównej loży masońskiej kraju – „Wielki Wschód Francji”, był numerem 2 w Agencji Bez­pieczeństwa Narodowego USA w Europie. NSA jest najważniejszą specsłużbą amerykańską w zakresie wywiadu i kontrwywiadu radioe­lektronicznego. Jest to najbardziej utajniona i zamknięta ze wszystkich organizacji, wchodzących w skład Służby Wywiadowczej USA.

Jeśli chodzi o masonerię, to warto jeszcze raz przypomnieć jej główne cele: zniszczenie chrześcijaństwa, przede wszystkim Prawo­sławia, a także likwidacja państwowości narodowej z zamiarem utworzenia globalnej antypaństwowości – globalnej Chazarii.

Hasła „Wielkiego Wschodu Francji” to: „dzielić, żeby panować; dominować, żeby dyktować; wypaczać, żeby trzymać pod kon­trolą; zabijać, żeby położyć kres”.

Nawiązujemy stosunki, szukamy oparcia u Sarkozy’ego, osoby związanej z tajnymi wspólnotami, o których arcybiskup Awerkij (Tauszew) w kazaniu „Komu służymy?”+ mówi tak: „Wszystko obecnie jest tak zatrute jadem Odstępstwa od Wiary oraz jawnego i bezwstydnego służenia diabłu. Szczególnie niebezpieczne i zgubne jest dać się wciągnąć w jakiekolwiek związki i kontakty z tajnymi wspólnotami i organizacjami, przenikniętymi jawnie lub skrycie du­chem antychrześcijańskim, korzystać z ich pomocy materialnej lub z jakiegoś innego wsparcia, bowiem za to wcześniej albo później tak czy inaczej przyjdzie zapłacić, sprzedając w ten sposób »komuś« swoją wolność duchową. Za darmo, całkiem bezinteresownie i bez jakiegokolwiek zysku w naszych czasach nikt prawie już nie poma­ga”. („ Współczesność w świetle Słowa Bożego”. Słowa i wypowie­dzi+, Tom 4).

Jesteśmy gotowi za tę „pomoc” płacić tym, co najdroższe – naszą „duchową wolnością”? Jesteśmy gotowi oddać ją w imię chwilo­wych wątpliwych korzyści i koniunktury politycznej?

Będziemy kontynuować naszą opowieść o prezydencie Francji, który narzucił Rosji swoją „pomoc” na Kaukazie. Nieomal krewny Sarkozy’ego, znany nam już Frank Wisner, którego prezydent Bush wyznaczył na specjalnego wysłannika ds. omówienia kwestii nie­podległości Kosowa, przeforsował to, że Sarkozy dał stanowisko ministra spraw zagranicznych Bernardowi Kouchnerowi, który również wcisnął się w kwestię uregulowania konfliktu w Osetii.

Otóż Kouchner po nominacji otrzymał dwa priorytetowe zadania

–     zabezpieczenie niepodległości Kosowa i przerwanie dotychczaso­wego kierunku w polityce Francji w odniesieniu do krajów arab­skich.

Kouchner – żyd Bałtycki – swoją karierę rozpoczął od utworzenia humanitarnej organizacji pozarządowej „Lekarze bez granic”+. Dzięki pieniądzom, otrzymanym z Amerykańskiego Funduszu Naro­dowego dla Demokracji (który jest przykrywką CIA i organizatorem kolorowych rewolucji), na zlecenie Brzezińskiego wziął udział w operacjach przeciwko wojskom radzieckim w Afganistanie w jednym szeregu z Osamą bin Ladenem i braćmi Karzajami. W latach 90. Kouchner już bierze udział w innym zadaniu obok Ali Izetbegovića w Bośni i Hercegowinie. Od 1999 do 2001 pełni funkcję przed­stawiciela specjalnego ONZ w Kosowie.

Kouchner jest jednym z autorów koncepcji „interwencji humanitar­nej”, która jest wykorzystywana jako przykrywka wojen napastniczych USA i NATO. Aktywnie niósł pomoc interwencjom zbrojnym w Bośni, Kosowie oraz Iraku. Kouchner to również zwolennik „humanitarnych” interwencji wojennych w Afryce, którą Sarkozy rozpatruje jako jedną z najważniejszych stref interesów imperializmu francuskiego.

Jakaż zadziwiająca geografia w jego karierze: Afganistan i Ko­sowo. Zdawałoby się, są tak oddalone. A jednocześnie ściśle powią­zane ze sobą. Czym powiązane?

Prześledzimy ten związek. Młodszy brat prezydenta Afganistanu Hamida Karzaja jest jednym z większych w kraju baronów narkotykowych. Pod kontrolą USA kraj stał się największym producentem heroiny na świecie. Ustalono, że transport narkotyków odbywa się samolotami Powietrznych Sił Zbrojnych USA. Największa ich część idzie do Rosji, przeciwko której jest prowadzona prawdziwa wojna narkotykowa, której ofiarami są miliony głównie młodych ludzi. Jednakże narkotyki są dostarczane również do bazy Bonstil w Kosowie. Dalej idą one do ludzi Hashima Thaęi, to znaczy do albańskiej mafii narkotykowej, która doszła do władzy tak w Afganistanie, jak i w Kosowie. Z dochodów z tego narkotrafiku korzystają służby specjalne USA, Izraela, Wielkiej Brytanii oraz Francji i finansują przestępczą wojnę światową, którą prowadzi elita globalna o ustalenie nowego porządku na świecie. Główną przeszko­dą na tej drodze i dlatego głównym celem, obiektem zniszczenia w tej wojnie, podkreślę, jest Rosja.

W październiku 2008 roku „Russkij wiestnik” poinformował, że „Atta Mohammad Nur, jeden z najbardziej wpływowych działaczy politycznych Afganistanu, gubernator prowincji północnej Balch, wymienił USA i Wielką Brytanię jako »głównych światowych dillerów narkotykowych« oraz winnych produkcji narkotyków i narkotrafiki w Afganistanie”. „Wielkie mafijne sieci narkotyków funkcjo­nują na Zachodzie, gdzie przeniknęły do rządu niektórych kra­jów zachodnich, takich jak USA, Wielka Brytania i Francja”+.

W swoim wystąpieniu w północnym mieście afgańskim Mazare Sharif, centrum administracyjnym prowincji Balch, Atta Mohammad

Nur oświadczył: „Kraje te nie szanują prawa afgańskiego, więc wszystkie ich zamierzenia są skoncentrowane wyłącznie na własnej wyrachowanej korzyści”.

Karzaj i Thaęi są dawnymi osobistymi przyjaciółmi Bernarda Kouschnera, mimo że o ich przestępstwach zostały napisane międzynarodowe raporty z załączonymi przekonywującymi dowodami.

Sarkozy wprowadza także do rządu w charakterze ministra gospodarki i finansów Kristin Lagard. Karierę zrobiła ona w Stanach Zjednoczonych, gdzie kierowała prestiżową firmą prawniczą „Baker & McKenzie”.

Wiadomo, że firma ta jest głównym finansistą filii chicagowskiej jednej z trzech podstawowych struktur masońskich – Rady Stosunków Międzynarodowych.

W Centrum wiceprezydenta Dicka Cheneya ds. dochodzeń międzynarodowych i strategicznych Lagard blisko współpracowała z Brzezińskim. Wspólnie z nim kierowała grupą roboczą, która kontrolowała prywatyzację w Polsce.

Krótko mówiąc, na stanowiskach kluczowych we Francji, która j wzięła na siebie rolę „anioła pokoju” w Osetii, są sami „nasi” ludzie, którzy należą do globalnego historycznego, wroga duchowego Rusi – do pokolenia Dana, stojącego u steru niewidzialnej Chazarii.

Można zauważyć jeszcze jedną prawidłowość. Najwyższe władze francuskie są mocno powiązane z USA i Izraelem. Centralną postacią, która zabezpiecza te więzi i koordynuje, jest sam Sarkozy.

Przy czym więzi te mają przede wszystkim głęboki osobisty, ducho­wy charakter.

Oto tylko jeden epizod. Sarkozy, Cecil i dzieci są zapraszani la­tem na odpoczynek do USA, do Wolfenboro.

Tak jakoś „przypadkowo” się złożyło, że miejscowość ta leży w pobliżu posiadłości prezydenta Busha. Koszty pokrył Robert Agostinelli, bankier, syjonista, jeden z liderów konserwatystów amerykańskich, który współpracuje z dziennikiem „Commentary”, i wydawanym przez Amerykański Komitet Żydowski {American Jewish Committee – AJC).

Sarkozy jako prezydent z szatańską aktywnością włącza się do budowy nowego porządku świata. Daje mocne impulsy do two­rzenia jego składowych. Dzięki jego energicznym wysiłkom po­jawia się Unia na rzecz Regionu Morza Śródziemnego, która z Unią Europejską i Unią Północnoamerykańską składa się na, podstawę nowego porządku politycznego. Sarkozy włącza się do budowy drugiej składowej nowego porządku świata – nowego porządku ekonomicznego. I oto widzimy go 19 października 2008 roku w USA, gdzie przyjechał z szefem Komisji Europej­skiej José Manuellem Barroso, żeby omówić z Bushem w jego podmiejskiej rezydencji Camp David problemy światowego kry­zysu finansowego. Taka sobie konsultacja sam na sam wśród swo­ich, w swobodnej atmosferze. Motyw przewodni tego spotkania może wyrazić następująca wypowiedź Barroso: „Międzynarodowy system finansowy – jego fundamentalne zasady, regulowanie oraz instytucje – wymagają zreformowania. Jest nam potrzebny nowy globalny porządek finansowy (new global financial order)”.

Sarkozy podchwytuje ten temat i wtóruje Barroso, oświadczając: „Jest to kryzys ogólnoświatowy i dlatego wymaga rozwiązań ogólnoświatowych”.

Wszystko jest w pełnej zgodzie ze słowami chazarskiego bankiera Davida Rockefellera: „Znajdujemy się u progu zmian globalnych. Wszystko, co nam potrzebne, to odpowiedni na wielką skalę kry­zys, i narody przyjmą nowy porządek świata”.

Zatem Sarkozy w bardzo krótkim czasie stał się jednym z katalizatorów dwu fundamentalnych składowych nowego porządku świa­towego – nowego porządku (finansowego) ekonomicznego (w sferze materialnej funkcjonowania ludzkości) i nowego porządku politycz­nego (w sferze mentalnej). Ale nie one są najważniejsze. Chazarzy rozumieją to dokładnie. Nawet gdy przechwycą ekonomiczną i poli­tyczną władzę nad światem i wywalczą sobie ekonomiczne i poli­tyczne przywództwo, to nie zdołają być wszechwładnymi liderami, jeśli nie zdobędą władzy duchowej. Tylko po zlikwidowaniu trady­cyjnych religii w drodze ich zamierzonego wypaczenia i wynaturze­nia, zdołają na ruinach ludzkiej duchowości stworzyć religię uniwer­salną dla całego świata, by ludzkość nie tylko przyjęła Antychrysta, ale i zapragnęła jego przyjścia jako „wybawiciela” z tego chaosu, który oni urządzili w gospodarce i państwowości.

Jest to idea Brzezińskiego o niezbędności przejścia od dominacji do globalnego przywództwa – chazarskiej wszechwładzy.

Wszechwładza oznacza w swojej istocie władzę nie nad krajami

i   nawet nie nad regionami. Jest to władza nad cywilizacjami, któ­rych trzonem jest religia. Jest to władza nad duszą ludzkości, wyższa forma władzy, która winna być właściwa tylko Bogu. Ich roszczenia do tej władzy są niczym innym jak wyzwaniem Mu rzuconym, świa­dectwem tego, że w nich żyje i funkcjonuje ten, który w potwornych rozmiarów pysze stanął przeciwko Niemu i wciąż szaleje w swojej nadmiernej żądzy, by zyskać władzę duchową nad światem, przeobra­zić wszystkich w duchowych służebników. Dla zrealizowania tej kon­cepcji zmagania się z Bogiem ten rewolucjonista i ludobójca wybrał dla siebie wcielenie najgorsze z najgorszych – ducha pokolenia Dana. Duch, który z pokolenia na pokolenie, uosabiając się w różnorakich przedstawicielach chazarskiego religijnego antysystemu, surowo wykonuje satanistyczne dyrektywy i prowadzi ludzkość ku zagładzie.

W realizacji tego celu Sarkozy z Bushem tworzą jedność.

O tym, że Bush i Sarkozy swoją duchową istotą tworzą jedność, świadczą na przykład fotografie, gdzie obaj pokazują znak satanistyczny – symbol Baphometha. Taka fotografia Busha została wyko­nana na Olimpiadzie w Pekinie 2008 roku.

Praktycznie Sarkozy od razu po wyborach na prezydenta jedzie na Maltę i spędza kilka dni na 65-metrowym jachcie ze swoim przyja­cielem Vincentem Bolloré, miliarderem, związanym z bankiem Rothschildów, którzy zawsze uczestniczą we wszystkich antyrosyj­skich ohydnych działaniach politycznych, włączając w to i rewolucję w Rosji. Jakaż to niegodziwość się dzieje, skierowana przeciwko naszemu krajowi. A wy schlebiacie Rothschildom.

Za: http://gazetawarszawska.com/2014/02/17/swieta-rus-przeciwko-chazarii-cz-4/

Data publikacji: 17.02.2014

Tags : , , , ,

Komentowanie zamknięte.