Najnowsze

Opublikowano Grudzień 5, 2016 Przez a303 W NWO

Świadectwa o skutkach przyjęcia NIP i nowych paszportów

„… Nie bójcie się niczego! Tylko Boga trzeba się bać, a nie trudności życiowych, ludzkich zniewag i prób. Świat jak był pogrążony w złu, tak i pozostał takim, zmieni go jedynie Straszny Sąd i nam, słabym, trzeba wykonać chociaż małe zadanie, małe dobre dzieło, do którego powołał nas Bóg, – aby uprzedzać wszystkich, aby chociaż uratowali się niektórzy”.

a

Hierodiakon Abel (Siemionow)

Kapłan – mnich N., odmawiający z wielkim wysiłkiem nieustanną Modlitwę Jezusową, nagle z jakiegoś nieznanego mu powodu, stracił ten dar. Za poradą duchową zwrócił się do znanego spowiednika. Starzec po dokładnym zbadaniu problemu uznał, że przyczyną było to, że ten kapłan dzień wcześniej przyjął rosyjski paszport nowego wzoru. Kapłan-mnich po tym oddał ten paszport. Wówczas Modlitwa Jezusowa natychmiast się wznowiła.

+ + +

Służebnica Boża L., Żeleznogorsk woj. Kurskie, wrzesień 2004 r.

Ja, służebnica Boża L., opisuję to, co usłyszałam od A. Ona z błogosławieństwem od dawna mieszka w Siewsku (woj. Kurskie), tam wszyscy wzięli nowe paszporty, oprócz pewnej mateczki (ros.- матушки – siostry zakonnej – A.L.), pomagającej przy ołtarzu. I opowiada ona:

– Stałam na spowiedzi w cerkwi pw. Podwyższenia Świętego Krzyża i płaczę za swoje grzechy. Nagle widzę niedaleko grupę ludzi, niewielu ich było, bardzo niewielu, no, może osiem osób. Stali oni w niezwykłym świetle i od nich wychodziło niezwykłe światło. Światło wychodziło z ich głów, ciała, a nawet nóżki … były w świetle. Wokół nich powietrze było jakieś niezwykłe, jakby się przelewało. Myślę sobie, co to za ludzie? Dlaczego są tacy jaśni? I naraz jakiś głos mówi, że są to ludzie – którzy nie przyjęli paszportu.

Głos usłyszała ona nie skądś, z góry, a tak jakby ze swego wnętrza, jako podpowiedź, pouczenie.

+ + +

– I naraz obraz zmienia się – kontynuuje A. – Ludzi tych nie widzę, a widzę mateczkę N., która mieszka w tym monasterze. Ma ona nowy paszport i wszystkim w naszym mieście mówiła, że te rosyjskie paszporty można brać (biskup Juwenalij, były metropolita Kurska, błogosławił i całe duchowieństwo błogosławi, aby je brać). Biją ją biesy, ona ich nie widzi, ale wie, jak zrozumiałam, domyśla się, że to biesy ją biją. Biją, kopią, po drodze tarzają i nie pozwalają jej wstać. Potem wszystko znikło, a ja stoję na spowiedzi, podchodzę spowiadać się.

Te dwie służ. Boże L. i N są z Panem Bogiem, ale błądzą i skusiły wielu innych ludzi do przyjęcia nowych paszportów

Opowiem jeszcze jedną wizję, którą miałam. Zanim otrzymałam polisę ubezpieczeniową, zaczęłam się modlić:

– Panie Boże! Jeśli zaszkodzi to mojej duszy – spraw, abym nie otrzymała polisy!

Poszłam tam, spisali moje dane, powiedzieli: za dwa tygodnie przyjdź po polisę. Była wiosna, było dużo pracy w ogrodzie i po dwóch tygodniach nie poszłam. Ale w duszy się denerwowałam. Później postanowiłam: jutro pójdę i odbiorę polisę. I przed tym dniem w nocy widzę taki sen. Jadę konno (furmanką, ciągnioną przez konia) i ktoś nią powozi. I już miałam dojechać do celu, jeszcze trochę nie dojechałam, jak słyszę mrożący krew w żyłach krzyk dziecka, wołającego o pomoc. Krzyk ten tak mnie poraził, że kazałam woźnicy zatrzymać konia. Obejrzałam się i pod wozem zobaczyłam dziecko, który było ciągnione pod kołami wozu. To było takie przepiękne dziecko o nieziemskiej twarzy.

Na ziemi takiej twarzy nie zobaczysz. Niezwykła twarz, w niej i miłość, i piękno, i mądrość, i wszystko – wszystko. To dziecko zginęłoby pod wozem, gdybym dojechała do celu. I dopiero wtedy zwróciłam uwagę, kto powozi moim koniem. Było to brudne podobieństwo człowieka, straszliwe stworzenie i obudziłam się.

Nie zrozumiałam tego snu, nie pojęłam. Kiedy szłam po ten dokument, modliłam się na głos:

– Panie Boże! Jeśli zaszkodzi mojej duszy – nie pozwól wziąć tej polisy!

Kiedy przyszłam, mówię: pokażcie mi tę polisę. Oni odwrócili komputer frontem do mnie i zobaczyłam ten numer, który był w polisie ubezpieczeniowej mojego męża. Polisę wzięłam, potrzymałam w rękach, ąle dopadł mnie taki strach, że odeszłam, nie biorąc tego dokumentu.

+ + +

Z miasta Perm, lato 2004 r.

Pewna starsza kobieta, emerytka, dostała w sklepie kartkę z pięcioprocentową zniżką. Przychodzi do domu i myśli: „Jak z niej skorzystać?”. Tej samej nocy widzi sen. Znalazła się na skraju przepaści i obok jest deseczka. Idzie po tej deseczce. A po drugiej stronie przepaści widzi znajomą, która pracuje w świątyni i woła: „Chodź tutaj”. Przyjrzała się bliżej, a tam, na dole, – jedna z naszych parafianek, druga, trzecia i jeszcze, i jeszcze … Jednak powolutku przedostała się na drugi koniec przez przepaść i jej znajoma pyta:

– Kartkę odebrałaś?

– Odebrałam – odpowiada.

A one je wykorzystały – skinęła głową na tych, które były na dnie przepaści.

Po tym śnie przychodzi emerytka do świątyni, podchodzi do tych samych parafianek, których widziała na dole przepaści i pyta:

– Dostałyście?

– Dostałyśmy.

– I co zrobiłyście?

– No, tak … wykorzystałyśmy – odpowiedziały ze zdziwieniem.

– A ja was widziałam w przepaści – i opowiedziała im sen.

+ + +

Pewien sługa Boży Sergiusz po uroczystej niedzielnej Liturgii podszedł do krzyża. Sięgał wargami do góry i w tej chwili w jego głowie zabrzmiały bardzo wyraźne słowa: „Czy całowaniem zdradzasz Syna Człowieczego?”. Odszedł zdziwiony, zdenerwowany, ale później się uspokoił. Następnej niedzieli powtórzyło tak samo. Całując krzyż znowu usłyszał wyraźny głos: „Czy całowaniem zdradzasz Syna Człowieczego?”

Głos nie był jego, był z boku, ale brzmiał wewnątrz głowy. I znowu się zdenerwował, zmieszał, ale później się uspokoił. Po trzeciej niedzielnej Liturgii było tak samo. I wówczas Sergiusz przez kilka dni nie mógł znaleźć spokoju, rozmyślał, przypominał, patrzył, i w końcu jego wzrok skupił się na polisie zdrowotnej, leżącej na półce. Słyszał on opinię o tym, że NIP (ros.- odpowiednikiem NIP jest ИНН – индивидуальный номер налогоплательщика), paszportów, polis brać nie można, że jest to naprawdę zło, ale z małoduszności i niefrasobliwości nic nie zrobił. Sergiusz pomyślał jeszcze raz, a następnie wziął i spalił polisę. I wtedy w jego duszy nastał pokój i więcej na Liturgii żadnych głosów nie słyszał.

+ + +

Podamy tutaj żywe świadectwo, opowiedziane przez mnicha z monasteru Świętego Mikołaja, gdzie znajdują się relikwie Świętego Symeona Wierchoturskiego. Do monasteru wielkiego cudotwórcy Bożego w zimie 2002 roku udał się jako pielgrzym kapłan z Ufy i doświadczył tego, co następuje. W jego parafii pewna kobieta, nic nie wiedząc, przyjęła numer podatkowy NIP. Po pewnym czasie dowiedziała się, że NIP (ros. – ИНН) – to jest zła sprawa, diabelska, że większość wiernych odnosi się do tego numeru negatywnie. Zmieszona kobieta podeszła do kapłana po wyjaśnienie, a on poradził jej: „Napisz oświadczenie o rezygnacji”.

Kobieta napisała oświadczenie do urzędu podatkowego o rezygnacji i wkrótce po tym miała taki oto sen. Idzie ona do domu i trzyma w rękach 5 bochenków chleba, jeden z nich jest nadjedzony do połowy. Otworzyła kluczem drzwi, weszła do mieszkania i naraz zobaczyła diabła, siedzącego w domu. Bies natarczywie świdrował ją oczami, a potem powiedział: „No i co, napisałaś oświadczenie? Oddawaj mój chleb.” Kobieta oddała mu 4 bochenki. „Dawaj i ten”. Kobieta oddała mu i ten bochenek nadgryziony. Po przyjściu do świątyni, opowiedziała sen kapłanowi, a ojczulek (ros.- батюшка) wyjaśnił: „nadgryziony” – to oznacza, że zdążyłaś skorzystać z „dóbr” NIP.

+ + +

Na Północnym Kaukazie działa igumen (pol.-opat) Wasilisk. W swoim testamencie dla dzieci duchowych, który musiał wydać we własnym zakresie i rozpowszechnić w związku z problemem NIP, jest następująca historia. Pewnego razu przyszedł do niego mnich, były kolega z celi niezapomnianego hiero-schimnicha Stefana (Ignatienko, † 1973) i podzielił się wspomnieniami.

„Pewnego razu wraz z Iwanem Michajłowiczem przyszliśmy do ojca Stefana. Wraz z nim były dwie kobiety. Ojciec Szczepan był podekscytowany i opowiedział wizję, która była widoczna w jego celi:

Skończyłem modlitwy, odłożyłem książki na pulpit i nakryłem je przykryciem. Odwracam się twarzą do drzwi i widzę, że przy drzwiach stoi mężczyzna w białej szacie i mówi:

– Przyjdzie czas, że będą wam wydawać numery, karty elektroniczne, stawiać pieczęcie. Więc ja ostrzegam, aby tego wszystkiego nie przyjmować.

I zaczął mówić o zagrożeniach, związanych z nimi. Potem wyciąga kartkę papieru do ojca Stefana i mówi:

Weź swój numer papierowy.

Ojciec Stefan, ostrzeżony przez Anioła o niebezpieczeństwie przyjęcia numeru, nie odważył się go wziąć. Anioł powiedział:

– Nie bój się, bierz.

O. Stefan wziął.

– A teraz się przeżegnaj – mówi Anioł.

O. Stefan próbował się przeżegnać, ale nic nie wychodziło. Ręka odmówiła posłuszeństwa, drżała i przy próbie przeżegnania nie mógł on ręki zbliżyć do czoła.

– Oto widzisz, pokazałem ci przykład. Kto weźmie numer, od tego odchodzi Łaska Boża i on nie będzie w stanie się modlić. Przekaż swoim duchowym dzieciom, żeby nie brali oni tego, o czym powiedziałem. A za trzy lata umrzesz.

Było to w latach 70-tych. I rzeczywiście, przed śmiercią O. Stefana pojawił się nawiedzony (szaleniec Boży) Mateusz ze Stawropola, który zawsze, nawet w mroźne zimy, chodził boso i w koszuli. Wlazł on pod łóżko O. Stefana, położył się na plecach i splótł ręce na piersiach jak nieboszczyk i O. Stefan zmarł. Śmierć potwierdziła prawdę, powiedzianą przez Anioła.”

+ + +

Fragment wspomnień mniszki Rafaeli (Maszkowcewej) o swoim ojcu duchowym protojereju (archiprezbiterze) Nikołaju Rogozinie († 1981), opublikowany w dodatku do książki „W co wierzymy” (M. 2004. Autorzy: hierodiakoni Abel (Siemionow), Aleksander Drozdow):

W dniu 17 czerwca 2003 r. mateczce (матушке) znów ukazał się we śnie Ojciec Mikołaj i kazał jej pojechać do jego córki Kławdii (sparaliżowanej, po 60-tce) w mieście Suksun (30 km od miasta):

– Powiedz im, żeby nie brali nowych paszportów. Jak wezmą, to na wieki pójdą do piekła, jak nie wezmą, to może niedługo Pan Bóg ich weźmie. Będę się modlił .

A ja zapytałam go: „A co ja mam robić?” A on odpowiedział:

Mówiłem już ci nie jeden raz, aby nic nie brać. Lepiej z głodu umrzyj, pójdziesz do Boga, a weźmiesz – jeden miesiąc przeżyjesz i pójdziesz do piekła.

Matuszka pojechała do córki, wszystko opowiedziała i tamta zdecydowała: „Ja nie wezmę”. A jej mąż otrzymał niedawno paszport. Ona nawet nie wiedziała o tym. I pewnego dnia, gdy mąż był pijany i spał, zaczął przez sen mówić.

Matuszka Rafaela opowiada o tym następująco:

– Spał i zobaczył Lenina, a paszport miał w kieszeni. I mówi: „Och! Przyszedł nasz wódz, najgłówniejszy – Lenin. Ja – mówi – zaraz go obejmę, mocno obejmę. To on, nasz”. I zaczął „go” mocno „obejmować”.

A ona (jego żona) nie spała, widocznie coś czytała. „Ja – opowiada – przyszłam do niego, a on rękami coś przyciska. Patrzę, kto to jest, kogo on przyciska? A on ciągle mówi: „To jest nasz wódz.” A potem powiedział: „To jest nasz Lenin”. Był pijany. A rano wstałam i spojrzałam, a w kieszeni u niego był paszport. Więc spał z paszportem i go przytulał.”

Ojciec Mikołaj niejeden raz pytał matuszkę o paszport:

– Otrzymałaś, Zoja?

A jej nikt nie mówił nic o paszporcie. Ale pewnego dnia, po powrocie od O. Mikołaja, matuszka znalazła w skrzynce pocztowej wezwanie, aby „natychmiast przyjść do biura paszportowego”, w przeciwnym razie będzie grzywna lub zostaną podjęte inne środki.

Matuszka znów pojechała do Ojca Mikołaja i ze łzami mówi mu:

– Zobacz, Ojczulku, każą mi paszport odebrać. Oto papierek przywiozłam – i daje wezwanie.

– No, pokaż, coś przywiozła? – i uspokoił ją. – Wrzuć je do pieca. Matka wrzuciła i od tego czasu po modlitwach Ojca Mikołaja nikt jej nie niepokoił z powodu nieodebrania paszportu. Oto jakim człowiekiem modlitwy był Ojczulek Mikołaj!”

+ + +

List od kapłana Andrieja …

Wiosną 2003 roku służ. Boża Maria (imię zmienione) opowiedziała mi, niegodnemu kapłanowi Andriejowi, swój sen, prawdziwość którego potwierdził jej duchowy ojciec niezapomniany schi-igumen (pol. – schi-opat) Hieronim (ros.- Иероним Верендякин, † 2001), Starzec Monasteru Sanaksarskiego. Z błogosławieństwem tego Starca Maria z mężem i dziećmi przeniosła się z miasta do wsi, obok monasteru Sanaksarskiego. Żyjąc tutaj, Maria była w stanie często nawiedzać O. Hieronima- i rozmawiać z nim. Kierując się jego radą, odmówili oni przyjęcia numerów identyfikacyjnych i nowych paszportów. Oto jej opowiadanie.

„Koniec, a oni handlują …”

(sen Marii)

Przechodziłam przez trzy pomieszczenia, jedno po drugim. Towarzyszył mi Anioł, wyjaśniał i kierował.

Pierwsze pomieszczenie. Był to oddział położniczy i zarówno aborcyjny, równocześnie. Weszłam do tego pomieszczenia ze swoimi krewnymi i przyjaciółkami, (które żyją po świecku i ja z nimi utrzymywałam kontakty). I wszyscy oni pozostali w tym pomieszczeniu. Natomiast mi głos (Anioł) powiedział: „Idź dalej”.

Weszłam do drugiego pomieszczenia i zobaczyłam, że odbywa się tu bardzo ożywiony handel. Wszelkiego rodzaju towary były kupowane i sprzedawane. Wielki tłok i wszyscy są bardzo pochłonięci sprzedażą i kupnem towarów, odliczają pieniądze, oglądają towary. Jak na rynku. Wielkie zamieszanie. Patrzę: na jednej ze ścian tego pomieszczenia jest duże okno, z którego roztacza się piękny widok: zielona łąka, jasne błękitne niebo, jasne słońce. Stoję i podziwiam. Ale ludzie nie widzą tego niezwykłego piękna, tak są wszyscy zajęci kupnem i sprzedażą. „Jak mogą tego wszystkiego nie widzieć?” – pomyślałam. Lecz Anioł mówi do mnie: „Idź dalej.”

Wchodzę do trzeciego pomieszczenia. Patrzę: na ścianach przedstawione są smoki (zwierzęta) różnych rozmiarów i typów. A na dole – ogromny i straszny żółw, a z jego ust (a raczej z paszczy) sterczą dwa bardzo ostre stalowe miecze. I jeszcze na dole widoczny jest człowiek. Ale widoczna jest tylko jego głowa, a tułów znajduje się pod podłogą. I oto Anioł mówi do mnie: „Dotknij” (to znaczy, dotknij się do jednego z wizerunków zwierząt. Dotknęłam (chociaż nie chciałam, bałam się). I oto ten smok, którego dotknęłam, nagle zaczął się poruszać.

Ruch ten został przekazany drugiemu smokowi (który był w pobliżu). I tak ruch poszedł dalej, od jednych smoków do innych, jak w mechanizmie zegara. W ten sposób wszyscy zostali wprawieni w ruch, który wreszcie doszedł do żółwia. On też zaczął się poruszać i dwa miecze wystające z jego paszczy, z siłą wbiły się w głowę tego człowieka i on umarł … Anioł wyjaśnił mi (cytuję dosłownie):

„Najmniejszy kontakt z tym systemem – i człowiek ginie … Idź dalej.”

Wtedy wyszłam już z tego budynku z trzema pomieszczeniami i okazałam się w lesie między drzewami. I tutaj zdałam sobie sprawę, że ta niezwykle piękna zielona łąka, która podziwiałam w drugim pomieszczeniu (gdzie wszyscy handlowali), – to okazuje się nie jest łąka, a był to widok tych samych drzew, wśród których teraz stoję, tylko widok z góry. I oto w tym lesie stoi drewniany domek, nieco opalony, ale mieszkać w takim domku można. Anioł mówi: „To jest miejsce, gdzie trzeba teraz się ratować.” I wtedy zdałam sobie sprawę, że zbliża się koniec świata (opalony dom) i pytam Anioła: „To znaczy, jest koniec, a oni handlują?”Tak, – odpowiedział Anioł, – koniec, a oni handlują.”

Na tym widzenie się zakończyło.

Po jakimś czasie przyszłam do O. Hieronima i opowiedziałam mu sen. A kiedy kończąc historię, powiedziałam o tym, jak zapytałam Anioła: „To znaczy, jest koniec, a oni handlują?”, to O. Hieronim, wyprzedzając mnie, sam odpowiedział mi słowami Anioła: „Tak, koniec, a oni handlują… To nie jest sen, tak wszystko i będzie”. A więc O. Hieronim wypowiedział te same słowa, które w moim śnie zostały wypowiedziane przez Anioła! Zrozumiałam, że O. Hieronim już wie o moim śnie (to jest że zostało mu to otwarte).

Sen Marii od razu uderzył mnie swoją „wyrazistością” i „pojemnością”. Interpretacji snu Maria nie podała. Trzy dni później, po tym jak usłyszeliśmy jej historię, nieoczekiwanie dla siebie, po modlitwie, zrozumiałem znaczenie tego snu. Nagle zdałem sobie sprawę, że w tym śnie znaczenie ma każdy szczegół. Oto wykładnia snu, która została mi przedstawiona z całą oczywistością.

Po pierwsze, zdałem sobie sprawę, że pierwsze dwa pomieszczenia (szpitalny oddział porodowo – aborcyjny i handel), przez które przechodziła Maria, dokładnie są zgodne z następującymi słowami Ewangelii o „czasach ostatecznych”: „… I jak było za dni Noego, tak będzie podczas dni Syna Człowieczego, jedli, pili, żenili się, za mąż wychodzili, aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki i przyszedł potop i wygubił wszystkich. Podobnie jak działo się za czasów Lota: jedli, pili, kupowali, sprzedawali, sadzili, budowali; ale w dniu, w którym Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba deszcz ognia i siarki i wygubił wszystkich; tak też będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi „(Łk. 17, 26-30). Przy czym Maria przechodziła przez te dwa pomieszczenia właśnie w tej kolejności, która jest podana w Ewangelii, gdzie słowa „kupowali” i „sprzedawali” stoją po słowach „żenili się” i „za mąż wychodzili”.

Zatem pierwsze pomieszczenie (oddział porodowo – aborcyjny) wskazuje na wielkie rozprzestrzenienie się wśród współczesnych ludzi zmysłowości. Wszyscy dążą do wszelkiego rodzaju pożądliwości. Powszechny jest (w pierwszym pomieszczeniu zostały wszystkie przyjaciółki i krewni Marii) grzech rozpusty. Jedne dzieci się rodzą (porodówka w szpitalu), a inne są zabijane w łonie matek (oddział aborcyjny).

Drugie pomieszczenie, w którym „wszyscy handlują” wskazuje na wielkie rozprzestrzenienie się wśród współczesnych ludzi konsumpcjonizmu (kiedy całe życie jest podporządkowane celowi nabywania i konsumowania dóbr) oraz robienia pieniędzy (kult pieniądza, zysku). Dla Świętych Ojców rynek zawsze był symbolem wielce zbuntowanego „świata tego”. Pomieszczenie to wskazuje na głębokie pogrążenie współczesnych ludzi w zgiełku, w wyniku czego nie mają oni ani woli, ani miejsca w samym sercu dla życia duchowego. Oznacza to, że nie są oni zdolni za przyczyną zamroczenia umysłu życiowym zgiełkiem, bieganiną do zobaczenia tego niezwykłego piękna świata duchowego, które jest widoczne tylko przez tych, którzy, według słów Św. Efrema Syryjczyka, nie są „zawsze przywiązani do spraw codziennych”, ale którzy „odrzucili wszelkie troski o to życie ” (ze „Słowo na przyjście Pana, na koniec świata i na przyjście Antychrysta”). Oto dlaczego wszyscy handlujący w drugim pomieszczeniu nie zauważają niezwykłego piękna tego widoku, który widać z okna i który podziwia Maria.

Trzecie pomieszczenie sugeruje, że przed samym końcem świata na ziemi zostanie zbudowany jakiś zwierzęcy „system”, którego celem będzie zabicie człowieka. To, że na ścianach tego pokoju zostały przedstawione smoki (tj. zwierzęta, potwory), bezpośrednio odnosi się do „bestii” z Apokalipsy Świętego Jana Ewangelisty (patrz Obj 13, 1, 11; 17, 8 i in.). Wszystkie te zwierzęta (przedstawione na ścianach), i małe i duże, są w istocie częściami składowymi jednolitego totalitarnego systemu zwierzęcego (dyktatury), jednolitego morderczego dla ludzi mechanizmu – „nowego porządku świata”. Dotknięcie którejkolwiek z tych części składowych (na przykład przyjęcie od tego systemu, czyli od „Bestii” numeru identyfikacyjnego – „liczby Bestii” (patrz Obj 13, 17) lub nowych dokumentów elektronicznych), oznacza dla człowieka udział w całym systemie, a więc współudział w strasznym szatańskim dziele duchowego i fizycznego zabójstwa milionów i miliardów ludzi.

Dlaczego żółw? Widocznie ten obraz wskazuje na to, że system ten jest wprowadzany stopniowo (a nie nagle) i że coraz bardziej on, podobnie jak ogromny żółw, nasuwa się na mieszkańców ziemi. Tak samo stopniowo w Apokalipsie wyłania się z morza potwór o siedmiu głowach i dziesięciu rogach – „Bestia”, której „będą oddawać pokłon wszyscy mieszkańcy ziemi, których imiona nie są zapisane w księdze życia zabitego Baranka” (Ap 13: 8). Wielu interpretatorów Apokalipsy pod pojęciem „Bestii z morza” rozumie właśnie bezbożny system władzy.

Ten system poraża człowieka w głowę, co może wskazywać na to, że ten śmiercionośny mechanizm skierowany jest przede wszystkim na zniszczenie ludzkiej osobowości, to znaczy, system ten jest systemem pozbawiania indywidualności. Osobowość (duch) – to jest najważniejsze w człowieku, jest obrazem Boga w nim, jest centrum osoby. Jeżeli człowiek przestaje żyć jako osoba duchowa, podobna do Boga, to staje się on duchowym trupem. Zniszczenie w ludziach założonej przez Boga ludzkiej natury i jest głównym mistycznym celem tego całego systemu Antychrysta.

To, że Maria wyszła z budynku o trzech pomieszczeniach, bezpośrednio związane jest ze słowami Pana Boga z Apokalipsy. Ostatnim Chrześcijanom, znajdującym się w zdeprawowanym Nowym Babilonie (współczesnym „cywilizowanym” społeczeństwie) – „wielkiej nierządnicy”, „siedzącej na szkarłatnej Bestii, pełnej imion bluźnierczych, mającej siedem głów i dziesięć rogów” (Ap 17, 3), Pan nakazał: „Wyjdź z niej, ludu mój, abyście nie mieli udziału w jej grzechach i żadne z jej plag nie ponieśli” (Obj 18: 4). A Apostoł Paweł mówi: … Jaki jest współudział wierzącego z niewiernym? [w urządzanym przez satanistów „nowym porządku światowym”]? Co łączy świątynię Boga z bożkami? Ponieważ wy jesteście świątynią Boga Żywego… Przeto wyjdźcie spośród nich i odłączcie się od nich, mówi Pan i nie dotykajcie tego, co nieczyste [w tym liczby – liczbowego imienia Bestii], a Ja was przyjmę i będę wam Ojcem, a wy będziecie moimi synami i córkami – mówi Pan Wszechmogący (2 Kor. 6, 14-18).

Rzeczywiście, aby zrozumieć istotę takiego zjawiska, jak przydzielenie ludziom cyfrowych identyfikatorów, trzeba rozpatrywać to zjawisko nie samo w sobie, ale w najszerszym kontekście wprowadzanego obecnie globalnego systemu „zwierzęcego”, królestwa Bestii.

Właśnie w kontekście budowania „nowego porządku światowego”, wiele zjawisk i wydarzeń współczesnego życia, które wydawałoby się na pierwszy rzut oka, są chaotyczne i absurdalne, zyskują „logikę”. Takie zjawiska, jak powszechne wprowadzanie ideologii konsumpcjonizmu i prymitywnej „kultury masowej”, reklama, rock – i pop-muzyka, niszczenie rodziny, kult zwierzęcych przyjemności, propaganda rozpusty, aborcji, antykoncepcji, sodomii i innych perwersji, bezpośrednia i ukryta propaganda narkotyków i satanizmu, programy szkolne „edukacji seksualnej”, masowe powszechne szczepienia, „cudownie” działające leki z mnóstwem skutków ubocznych, genetycznie modyfikowane produkty żywnościowe, produkty, zawierające substancje rakotwórcze, trujące chemiczne dodatki do żywności, biologicznie aktywne dodatki (suplementy diety), klonowanie, terapia płodu, technologia sztucznego zapłodnienia, wprowadzanie wirtualnej rzeczywistości, niszczące psychikę i zdrowie gry komputerowe, sterowanie świadomością społeczną poprzez media elektroniczne i drukowane, włącznie z psychotronicznym wpływem na człowieka, depersonalizująca kodyfikacja i wdrażanie „najnowocześniejszych biotechnologii” w celu identyfikacji ludzi, organizacja wojen i „sterowanych” lokalnych konfliktów zbrojnych, kryzysów, wdrożenie do masowej świadomości mitu o „międzynarodowym terroryzmie”, koncentracja światowej władzy w rękach „etnicznie jednorodnej” elity – to wszystko nie są przypadkowe, rozproszone epizody, a celowa i konsekwentna polityka duchowego i fizycznego zabójstwa ludzi na ogromną skalę.

Pan Bóg również mi, grzesznemu, umożliwił rozmowę z O. Hieronimem na temat „czasów ostatnich”. Starzec w tej rozmowie szczególnie podkreślił, że „żyjemy nie przed Antychrystem, a przy Antychryście” (to znaczy, że on już jest na świecie, ale jeszcze nie wszedł na tron). I powiedział jeszcze, że całe nasze życie duchowe powinno odbywać się z jasną świadomością tego faktu, że żyjemy w ostatnich czasach przed końcem świata i w pozostałym krótkim czasie nie można żyć niedbale, byle jak, ale trzeba wykorzystać ten czas do przygotowania się do Królestwa Niebieskiego.

Kapłan Andriej.

+++

Świadectwa z Białorusi

Przed podaniem niektórych świadectw świata duchowego z siostrzanej republiki, należy wyjaśnić, że na Białorusi w ich „niebieściutkich” paszportach wypełnienie rubryki „osobisty kod identyfikacyjny” jest obowiązkowe. To spowodowało tak powszechny sprzeciw i odmowę przyjęcia paszportów wśród wierzących, że metropolita Miński i Słucki Filaret (Wachromiejew) został zmuszony zwrócić się do kierownictwa republiki z prośbą o wprowadzenie dla prawosławnych Chrześcijan alternatywnych paszportów. Dlatego przedkładane świadectwa będą zrozumiałe bez komentarzy autorskich. Materiały pochodzą z osobistej korespondencji i rozmów.

+ + +

Dwie kobiety z Białorusi brały udział w pielgrzymce do Rosji i opowiedziały, co następuje. Pewna ich znajoma wzięła z niewiedzy paszport. Zmarła, a po jakimś czasie objawiła się we śnie swojej przyjaciółce, trzymając paszport w rękach i mówiąc:

– Utkwiłam, moja dusza się miota, na mytarstwa* nie biorą i jak długo to będzie trwało, nie wiadomo. Ani w tę, ani we w tę. Módlcie się za mnie, siostry, nie wiem, co robić: moje imię zostało wykreślone, nie mam imienia, nie mogę przejść. Nie bierzcie paszportu, nie przyjmujcie – to sprawa diabelska.

*/ – мытарства – miejsce, gdzie według wiary prawosławnej przebywa dusza przez 40 dni po śmierci w drodze na sąd cząstkowy. Podczas przechodzenia coraz wyżej przez 20 mytarstw diabły przeszkadzają duszy we wznoszeniu się, przedstawiają fakty z jej grzesznego życia – A.L.

+ + +

Starzec Paisjusz Eznepidis (1924-1994), schi-mnich z Góry Athos, wielki asceta i człowiek modlitwy, prorok ostatnich czasów, powiedział arcypasterzowi Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, który nie był pewien, czy prawidłowo odnosi się do problemu identyfikacji cyfrowej, w jaki sposób Pan Bóg otworzył mu oczy na ten problem.

Starzec modlił się, aby Bóg dał rozwiązanie tego złożonego problemu, z którym zetknęła się Cerkiew. Szczególnie gorliwie modlił się do Świętej Eufemii. Święta Wielka Męczennica Eufemia Arcychwalebna dokonała męczeńskiego czynu w mieście Chalcedonie w 304. W tym mieście w 451 roku, w cerkwi, w której spoczywały jej relikwie, odbywały się posiedzenia IV Soboru Powszechnego.

Powodem zwołania Soboru było to, że Cerkiew była na skraju rozłamu ze względu na powszechnie rozpowszechnioną herezję Dioskurosa i Eutychesa. Podczas burzliwych sporów i dyskusji, Sobór nie mógł osiągnąć konsensusu. Wówczas Jego Świątobliwość Anatolij, Patriarcha Konstantynopola, po naradzie z innymi Ojcami Świętymi, zaproponował, aby obie walczące ze sobą strony napisały swój wariant wyznania wiary.

Oba te zwoje (tomosy), opieczętowane pieczęciami zostały umieszczone na relikwiach Św. Eufemii. Trumna została opieczętowana pieczęcią królewską i postawiono przy niej straże. Przez trzy dni uczestnicy Soboru pościli i modlili się. Kiedy na czwarty dzień pieczęć z trumny Świętej została zdjęta, to wszyscy ujrzeli, że zwój prawosławnego wyznania wiary Święta Eufemia trzyma w prawej ręce, a zwój heretyków leży u jej stóp. Ponadto Święta, wyciągając rękę, jak żywa, podała Królowi i Patriarsze zwój z prawym, prawosławnym wyznaniem wiary.

Starzec Paisjusz zwrócił się do Świętej Eufemii w następujący sposób:

– Święta Eufemio, Ty, która przez ​​”tomos” (zwój) rozwiązałaś wielki problem Cerkwi, wyprowadź i teraz Cerkiew z tego ślepego zaułku!

Pewnego ranka, gdy Starzec czytał kolejne modlitwy trzeciej godziny na czotkach (prawosławnym różańcu – A.L.), zobaczył Świętą Eufemię, która w cudowny sposób weszła przez zamknięte drzwi i ukłoniła się przed Ikoną Świętej Trójcy. Starzec powiedział do Świętej:

– Powiedz: „Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu”. Święta powiedziała bardzo wyraźnie to wyznanie i od razu Starzec upadł i skłonił się przed nią. Potem przez długi czas siedzieli. Jak długo, Starzec nie mógł określić, ponieważ, kiedy rozmawiał ze Świętą, stracił poczucie czasu. Podczas rozmowy, Święta Eufemia pokazała Starcu wiele jeszcze nieznanych dokumentów elektronicznych. Ujawniła ona Starcu całą diabelską, ukrytą za nieszkodliwą z wyglądu kartą, istotę problemu.

Ponadto Święta odpowiedziała jeszcze na trzy pytania, które nurtowały Starca, o odpowiedź na które on się modlił. Po wizycie u Starca Paisjusza sprawa dla biskupa stała się bardzo jasna.

(Źródła: 1. Pamięć Wielkanocna. SPb, 2003. s. 105. 2. Hiero-mnich Christodoulos Agiorita. Starzec Paisjusz. Monastyczna wspólnota Świętego Pokrowu 2000, s. 222-224 3. Św. Dymitr z Rostowa.

Żywoty Świętych. Lipiec. s. 288-290).

+ + +

Cud optyńskiego męczennika Trofima

Niezwykłe są dzieła Twoje, Panie!

Ta historia się wydarzyła z moim bezpośrednim udziałem.

U nas na Białorusi ludzi, którzy aktywnie przeciwstawiają osobistym kodom identyfikacyjnym i oddają paszporty lub nie biorą nowych, nie jest wielu i dlatego tak czy inaczej wszyscy jakoś się znamy nawzajem. Prawie nie ma u nas kapłanów, którzy otwarcie występują przeciwko numerom. Dlatego duchowe wsparcie głównie otrzymujemy z Rosji lub Ukrainy.

W Bobrujsku mieszka służ. Boża I., która doznała tego niezwykłego cudu. Słysząc, że Optina Pustynia mocno występuje przeciwko NIP (ros.- ИНН), I. postanowiła losowo zadzwonić do cerkiewnego sklepu – na szczęście miała numer – i spróbować poprosić o radę. Wybrała numer. Słuchawkę ktoś podniósł i kiedy ona przedstawiła się, to jej rozmówca też się przedstawił – mnich Trofim. Porozmawiali na temat numerów i znaków czasu. Mnich Trofim umocnił ją duchowo, ponieważ w tym czasie sama niekiedy wahała się, poprosił ją o jej numer telefonu domowego i sam zadzwonił do niej kilka razy. Ponadto obiecał przekazać literaturę.

Od tamtego czasu I. regularnie dzwoniła do Optiny. Za każdym razem słuchawkę podnosił mnich Trofim. Zawsze mówił bardzo krótko i na temat i najczęściej sam do niej dzwonił. Zawsze ostrzegał, że w żadnym wypadku nie można brać numeru i paszportu.

I. miała słabe zdrowie. Pewnego razu miała atak serca. Przyjechała do niej karetka pogotowia i lekarze zdecydowali się zabrać ją do szpitala, ponieważ jej stan był ciężki. I nagle zadzwonił telefon. Słuchawkę podniósł mąż I. Dzwonił mnich Trofim. Poprosił o przywołanie I. Mąż zaczął się sprzeciwiać, mówiąc, że z żoną jest źle, że właśnie przyjechała karetka i zamierzają zabrać ja do szpitala. Ale mnich Trofim było wytrwały i I. podeszła do telefonu.

Ciąg dalszy pamięta jak we mgle. Wie tylko, że kiedy odłożyła słuchawkę, to poczuła się dobrze i karetka odjechała. Ogólnie rzecz biorąc, w rozmowach z I. mnich Trofim ostrzegał ją o wielu rzeczach, przepowiadał przebieg wydarzeń, które się później spełniały. Nawet po tym wszystkim, na moje pytanie: „Czy ona nigdy niczego nie podejrzewała?” – przyjaciółka zakłopotana powiedziała, że ona „myślała, że mnich przekazuje jej słowa Starca Eliasza (ros.- Илия)”.

I. wspomina: „Dwa razy do skutku nie doszły wyjazdy do Petersburga. Chcieliśmy odwiedzić Ksenię Petersburską, Ioanna Kronsztadzkiego, Aleksandra Świrskiego, ale nic nie wychodziło. Nastała sobota. Po wieczornym nabożeństwie poczułam się w sklepie niedobrze, a w środę trzeba wyjeżdżać. Zamiast 45 osób na liście było tylko 28-iu, co nie wystarczało. Dzwonię w desperacji do Optiny, ponieważ ludzie dzwonili do mnie i krzyczeli do słuchawki: „Jak długo ten wyjazd będzie odraczany”.

Słuchawkę, jak zawsze, podniósł mnich Trofim. Powiedział: „Matuszka (on zawsze nazywał mnie matuszką (pol. mateczką), poradzę się Ojczulka Eliasza i oddzwonię za dwie godziny.” Po dwóch godzinach oddzwonił i powiedział: „Jeśli teraz nie pojedziecie, to w ogóle nie pojedziecie”. Dalej wszystko odbyło się w sposób cudowny. Wszystkie 28 osób zgodziły się zapłacić brakującą kwotę i wyjazd do Petersburga nastąpił, choć z nieoczekiwanymi wygodami, ponieważ autobus był w połowie pusty.”

Mnich Trofim przekazywał I. literaturę, I. odbierała ją i z kolei przekazywała mu przez znajomych ludzi naszą literaturę. Niestety, ta służebnica Boża, która jeździła do Optiny i widziała go, nie wierzy, że to był mieszkaniec Nieba.

Ale nadszedł czas, aby pokazać z woli Bożej, jakiego niebiańskiego patrona byliśmy zaszczyceni, duchowo umacniając się przez obcowanie z mnichem Trofimem.

Latem, niniejszego 2003 roku, wybrałam się z pielgrzymka do Optiny. I. z miłości siostrzanej do mnie opowiedziała o tym, że u niej jest tam znajomy przyjaciel mnich i że na pewno powinnam znaleźć go w cerkiewnym sklepie. On da mi nową literaturę, pokaże monaster i zaprowadzi do Starca Eliasza.

Pojechałam. Po przybyciu do Optinej Pustyni przede wszystkim poszłam pokłonić się grobom zabitych mnichów. Wtedy, patrząc na napis „mnich Trofim” błysnęło lekkie przeczucie czegoś, jakieś niedopowiedzenie czy podejrzenie. Ale to szybko minęło i poszłam do świątyni. Następnego dnia byłam już w cerkiewnym sklepie. Było tam czterech lub pięciu mnichów lub nowicjuszy. Postanowiłem zwrócić się do tego, kto był najbliżej.

Teraz nie mogę wspomnieć tej rozmowy bez uśmiechu:

– Dzień dobry. Szukam mnicha Trofima. Powinien być tu, w sklepie cerkiewnym.

– Nie ma, nie znam takiego.

– Nie, on powinien tu być. Poprosiła mnie, abym go odszukała służebnica Boża I. z Bobrujska, która nieustannie z nim rozmawia przez telefon.

Mnich zamyślił się.

– Nie, nie znam takiego.

Wtedy pomyślałam, że może mylnie powiedziałam jego imię. Wyciągnęłam kartkę papieru z notatkami. Patrzę: dokładnie, mnich Trofim.

– Ależ nie, mnich Trofim – przekonuję. – On musi tu być.

– A kiedy po raz ostatni pani przyjaciółka rozmawiała z nim? – zapytał mnich.

– Kilka miesięcy lub pół roku temu – odparłam. I wtedy mnich z uczuciem wykrzyknął:

– Przecież nie mogli nazwać nikogo imieniem zamordowanego!

I w tym momencie coś mnie przeszyło i jakby łuski spadły mi z oczu. Przypomniałem sobie, że gdzieś czytałam o istnieniu takiej tradycji: jeśli zabiją mnicha, to więcej ​​nikogo innego w tym monasterze nie nazywają jego imieniem. I jednocześnie zrozumiałam, kim był ten mnich Trofim. I po cichu odeszłam, wszystko już było dla mnie jasne.

Po powrocie do domu, opowiedziałam wszystko I. Od uświadomienia sobie, że rozmawiała ona z Aniołem o mało co znów by dostała ataku serca i potem razem chwaliłyśmy Boga za Jego Miłość do nas.

Ale co jest najbardziej interesujące i smutne – to to, że był to rzeczywiście zamordowany optyński mnich Trofim wierzą tylko ci, którzy stoją na naszych pozycjach, czyli ci, którzy nie przyjmują personalnego kodowania … Pozostali – nie wierzą.

Za wszystko Chwała Bogu!

Jelena Jergulewicz, Mińsk.

Od Opracowujących:

W rzeczywistości, w Optinej Pustyni wśród mieszkańców monasteru oto już od kilku lat służy mnich o imieniu Trofim. Pracuje w ramach posłuszeństwa w gospodarstwie pomocniczym, w okresie sezonu polnego pracuje w polu i w monasterze pojawia się rzadko. W związku z powyższym, także do telefonu w sklepie cerkiewnym nieustannie rozmawiać z Bobrujskiem on nie mógł. Dlatego jest całkiem prawdopodobne, że nowicjusze w sklepie nie wiedzieli lub zapomnieli o bracie o takim imieniu. Cokolwiek by to nie było, nie bez Opatrzności Bożej autorowi tego artykułu powiedziano, że takiego mnicha o imieniu zamordowanego mnicha Trofima w monasterze nie ma.

Kobieta, która przyjeżdżała do Optiny i która w imieniu służebnicy Bożej I. przekazywała mnichowi Trofimowi literaturę, spotykała się prawdopodobnie z tym, który w posłuszeństwie pracuje w gospodarstwie pomocniczym. Dlatego oczywiste jest, że ta kobieta nie mogła rozpoznać w mnichu, z którym się kontaktowała, zamordowanego mnicha Trofima.

Natomiast gdy chodzi o imię wspomnianego optyńskiego schi-igumena Eliasza, to czytelnikom należy się wyjaśnienie. Ojciec Eliasz, jak wielu o tym wie, jest pryncypialnym zwolennikiem NIP i aktywnie wspiera oficjalne stanowisko naszej Cerkwi dotyczące kodów osobistych i wszystkich błogosławi na przyjmowanie NIP i paszportów. Służ. Boża I., oczywiście, tego nie wiedziała.

Natomiast w samym tekście nie mówi się nic o postawie O. Eliasza w stosunku do NIP i paszportów. Dlatego też wspominanie przez męczennika Trofima O. Eliasza ma z pewnością opatrznościowe znaczenie. Z jednej strony przez to utwierdza się w człowieku zaufanie do osób w kapłaństwie, pokazując potrzebę duszpasterskiego prowadzenia w życiu. Z drugiej strony, zwrócenie do Ojca Eliasza jako autorytatywnego spowiednika pokazuje nam wszystkim, że nie można oczerniać człowieka i dawać podstawę do nie szanowania z powodu jego innego stanowiska w stosunku do numeru NIP i paszportów. Jest to – bezpośredni przykład ze świata niebiańskiego, jak należy odnosić się do swoich braci, o nawet przeciwstawnych poglądach.

Uwaga tłumacza

Z niesmakiem przeczytałem dodatek od Opracowujących, w którym usiłuje się przekonać czytelników, że mnich Trofim istnieje i jest pracownikiem fizycznym, pracującym gdzieś w polu w gospodarstwie pomocniczym i który rzadko jest obecny w monasterze. Wygląda na to, że opracowujący fikcyjnie wmontowali wątek o mnichu Trofimie, aby podważyć lub zdyskredytować świadectwa Chrześcijanek o bardzo częstych rozmowach telefonicznych i wzajemnych wymianach literatury z kimś, który według dalszego rozwoju wydarzenia i wszelkiego prawdopodobieństwa był męczennikiem Trofimem, leżącym na cmentarzu przy monasterze. Ciekawe, że nikt z 4-ch czy 5-ciu mnichów nic nie wie o swoim współbracie – mnichu, noszącym imię Trofim. Dlaczego? Bo żyjącego mnicha Trofima nie ma. Mnicha – fizycznego pracownika – Trofima wymyślono po to, aby wyeliminować wątek o ponadnaturalnych kontaktach. Zapomniano, że według tradycji Cerkwi nie nadaje się imion zamordowanych mnichów innym osobom, przystępujących do pełnienia tej posługi. Ale tutaj musiał być koniecznie Trofim i to żyjący, ale przez to przedstawiono coś, co jest niezgodne z Tradycją. Nie zrobiono ponadto żadnego wysiłku, aby odszukać tego pracującego „Trofima”, aby porozmawiać z nim, skonfrontować z kobietami, z którymi rozmawiał i wymieniał literaturę. Przecież jest to bardzo ważne. Zakładając, że odnaleziono by „Trofima” i gdyby w rozmowie nie potwierdził on znajomości i kontaktów z autorkami świadectwa, to wskazywałoby to na nadnaturalne obcowanie z Niebem. Osobiście głęboko wierzę w Świętych Obcowanie i przedstawione kontakty z mnichem Trofimem, który jest w Niebie, są one dla mnie bardzo budujące i potwierdzające prawdziwość nauki Cerkwi.

Ponadto po co dołączono wątek o pryncypialnym stanowisku O. Eliasza wobec dokumentu podatkowego NIP, paszportów i innych dokumentów Antychrysta, zgodnym ze stanowiskiem oficjalnym Cerkwi?. Mnich Trofim nic o tym nie mówił, zgoda, ale autorzy przy okazji starają się przekonywać wierzących, aby „nie oczerniać człowieka i nie dawać podstawy do nie szanowania z powodu jego innego stanowiska w stosunku do numeru NIP i paszportów”. Przecież nikt nie oczernia! Nie ma w świadectwie ani słowa krytyki O. Eliasza i jego popierania dokumentów NIP i innych. Przez to wręcz autorzy poparli stanowisko O. Eliasza, gorliwego zwolennika dokumentów antychrystowych. I jakby wystąpili przeciwko innym licznym świadectwom, podanym w tym artykule o diabelskim charakterze tych dokumentów. Zanegowali przez to wypowiedzi wielu Świętych Ojców Cerkwi Prawosławnej na ten temat. Również nauczanie Świętego Apostoła Jana w Apokalipsie o liczbie i znaku Bestii. Niech każdy decyduje sam o tym, czy brać te dokumenty lub nie brać. Przed Panem Bogiem każdy z nas zda po śmierci rachunek. Ale nie wolno wciskać wierzącym takiego krętactwa i matactwa. Jest to żenujące. Szkoda, że autorzy artykułu włączyli ten dodatek Opracowujących. – A.L.

+ + +

Aleksandr Korolow, chirurg, Mohylew

Jedno ze świadectw Aleksandra Korolowa załączyliśmy w Dodatku do naszej książki: „W co wierzymy”. Poniżej prezentujemy jeszcze jedno jego świadectwo. Ten sen był półtora miesiąca później po pierwszym śnie.

– Bardzo ubolewam nad tym, że wyrzekamy się numerów i sami się ratujemy. A co z naszymi krewnymi i bliskimi, którzy żyją obok nas i z powodu ich słabości nie mogą wyrzec się numerów lub walczyć z nimi? Miałem następujący sen.

Znajdowałem się w jasnym pokoju, gdzie było wiele rodzin, z których jedną znałem. To była rodzina mojego bliskiego przyjaciela Nikołaja Aleksandrowicza. Był tam z żoną i swoimi dziećmi. Na wszystkich jego dzieciach i na żonie były – u jednych na piersiach, u innych na rękach – wypisane numery. Na nim numeru nie było, gdyż on paszportu oraz wszelkich innych dokumentów, które zawierają osobisty kod identyfikacyjny, zrzekł się. I usłyszałem wyraźny głos, który powiedział, że jeśli chociaż jeden z członków rodziny zrzeknie się numeru osobistego, to zostaną uratowani wszyscy członkowie rodziny.

+ + +

Arcybiskup Mohylewski i Mścisławski Maxim (1928-2002) miał zwyczaj nie ufać sobie. W trudnych sytuacjach modlił się żarliwie do Boga, prosząc Go o radę. Pewnego razu grupa inicjatywna usilnie prosiła Władykę, aby pobłogosławił budowę monasteru we wsi Barkałabowo. Sam Władyka był przeciwny tej budowie, jednak, aby się nie pomylić, postanowił poznać Wolę Bożą tym razem przez losowanie. Co więcej, sam nie ciągnął losu, a polecił to mnichowi M. Woli Bożej na budowę monasteru nie było.

Bardzo uważnie biskup Maxim badał problem kodowania kreskowego i osobistych numerów identyfikacyjnych. Był głęboko zaniepokojony tym, czy jest zagrożeniem dla duszy przyjęcia nowego białoruskiego paszportu z numerem osobistym. Władyka chciał zrozumieć, czy przyjęcie osobistego numeru w paszporcie jest grzesznym czynem i pierwszym krokiem na drodze wyrzeczenia się Chrystusa? W tamtym czasie oficjalna opinia hierarchii, zresztą taka sama jak i dziś, sprowadzała się do tego, że przyjęcie numeru nie jest niebezpieczne, dopiero jak będą nanosić „pieczęć” Antychrysta, to wówczas wszyscy razem odmówimy.

Pewnej nocy Władyka Maxim modlił się w monasterze Św. Mikołaja. Po przeczytaniu modlitw o północy, otworzył Ewangelię, starając się uzyskać odpowiedź na męczące go pytanie. Ewangelia otworzyła się w tym miejscu, w którym mówi się o zaparciu się Apostoła Piotra. Apostoł Piotr, jak wiemy, zapewniał Chrystusa, że nigdy Go się nie zaprze, że jest gotów dla Chrystusa nawet na śmierć. Tym nie mniej, nie zdążył kogut zapiać dwukrotnie, jak Piotr trzy razy wyparł się Chrystusa (Mk.14, 72).

Po tym Biskup zasnął i usłyszał ciąg dalszy tematu z Ewangelii: „Apostoł Piotr nie wyrzekłby się Chrystusa, gdyby tego wyrzeczenia zażądano od niego bezpośrednio. Jednak zostało to dokonane podstępnie, tak, że jego wyrzeczenie nastąpiło niezauważalnie dla niego samego. Podobnie będzie z Chrześcijanami czasów ostatecznych. Doprowadzi się ich do wyrzeczenia się Chrystusa przez oszustwo, tj. zwiedzenie”.

Biskup Maxim uczył swoją owczarnię trzeźwości i czujności. Uważał, że wyrzeczenie się Apostoła Piotra – jest Bożym ostrzeżeniem dla każdego z nas!

(Źródło: kazanie i opowiadanie Arcybiskupa Maxima).

+ + +

Matka Boża

Prehistoria. Służ. Boża I. już od dawna, dzięki Łasce Bożej, zrozumiała całą szatańską, anty-chrześcijańską istotę nadania ludziom numerów osobistych i różnych identyfikatorów. Wielu ludziom otwierała ona oczy na ten problem, rozpowszechniała i teraz rozpowszechnia literaturę na ten temat, ale wciąż nie może zdecydować się na zrezygnowanie z paszportu. Ale Łaska Boża jest bezgraniczna. Bóg używa wszystkich istniejących możliwości, aby pouczyć człowieka i przyprowadzić go do Siebie. I pouczenie dla służebnicy Bożej I. nie kazało na siebie długo czekać.

I. bardzo czci Matkę Bożą i szczególnie kocha Monaster Poczajewski. Nawiasem mówiąc, jednym z powodów, dlaczego ona nie chce odmówić paszportu – to byłaby niemożność odwiedzania tego sanktuarium (nie mając paszportu – od A.L.). I oto niedawno (półtora miesiąca temu) odwiedziła ona Poczajów. Kiedy podeszła do ucałowania stóp Matki Bożej, to sama w sobie mimowolnie wykrzyknęła: „Matko Boża, jaką masz maleńką nóżke!”

Pomyślnie skończyła pielgrzymkę i wróciła do Mińska. Następnego dnia po powrocie, wszyscy spotkaliśmy się w cerkwi i po Mszy św. (służbie) jeszcze długo rozmawialiśmy o naszym czasie i nadchodzących doświadczeniach. W szczególności, ja i służebnica Boża M. jeszcze raz przekonywałyśmy I., że trzeba polegać na Woli Bożej i oddać paszport. Ta rozmowa odbyła się w poniedziałek.

Z wtorku na środę I. miała sen:

– Stoi przede mną kobieta, szal przerzucony na ramionach, cała odzież w odcieniach szarości. Och, to przecież Matka Boża, przecież to jej malutka nóżka. Przepełniona miłością, rzuciłam się do Niej:

– Matko Boga, tak bardzo Cię kocham!

Ona krzyżem składa ręce na Swojej twarzy (tak jak my podczas Priczastija – Komunii), odwraca się ode mnie i mówi:

– Nie znam cię.

Na tym sen się urwał. I. obudziła się w przerażeniu. W głowie brzmiało pytanie: „Matko Boża – dlaczego? Panie Boże, co to jest?” I wtedy przyszła myśl – to paszport. I. jeszcze przez pół dnia nie mogła dojść do siebie. W tym dniu miała zamiar pojechać do Diwiejewa. I. dała Bogu obietnicę, że gdyby nie udało się jej pojechać, to pójdzie oddać paszport. I oto dzwoni do kapłana – batiuszki, prosząc o błogosławieństwo na wyjazd. Ten nie błogosławi. Miała jeszcze kilka wariantów, jak dostać się do Diwiejewa. Pomimo zakazu kapłana, zaczyna dzwonić, aby umówić się na wyjazd, ale rozmowy ciągle są przerywane. Do Diwiejewa I. nie pojechała.

Ale, niestety, służ. Boża I. jednak paszportu nie oddała, ale jakże jest miłosierny Pan Bóg. Raz po raz zwraca się On do naszej zatwardziałości serca, nie tracąc nadziei na znalezienie zagubionej owcy. Dokładnie po tygodniu od ukazania się Matki Bożej we śnie, I. miała wypadek. Przecięła szkłem sobie żyłę na lewej ręce. Przy czym rana była tak poważna, że lekarze od razu ją ostrzegli, że ręka może być niesprawna do końca życia. I tak się stało. Uzdrowienie ręki nie następuje. Ani lekarze, ani woda święcona, ani pobłogosławiony olej nie pomogły I. Ręka ciągle jest opuchnięta, obolała i jeden palec jest bezwładny.

Miejmy nadzieję, że służ. Boża I. jednak znajdzie w sobie siły, aby spełnić przysięgę daną Bogu.

+ + +

Dwie pobożne Chrześcijanki, świecka i mniszka, czytały Akatyst ku czci Świętego Męczennika Cara Mikołaj II-go. Nagle pojawił się przed modlącymi się (na jawie) zmarły w przeddzień Ojciec Aleksander Krisztopienko i powiedział:

– Przekażcie G., aby natychmiast odmówiła nowego paszportu, inaczej będzie palić się w ogniu.

Kiedy przekazano G. sława Ojca Aleksandra, jej pierwszą myślą było to, że być może jest zwiedzenie i postanowiła traktować to z dużą ostrożnością. Następnego dnia była niedziela. Po Komunii (Priczastiju) na niedzielnej Mszy, G. spotkała pewną służ. B., która dała jej żółtą teczkę z oświadczeniami dot. rezygnacji z nowego paszportu z numerem osobistym. Ale nadal nie mogła pozbyć się wątpliwości. I oto, gdzieś około godziny 18.00, położyła się odpocząć i w lekkim śnie zobaczyła Ojca Aleksandra. Tak oto opowiada ona o tym:

– Widzę Ojczulka w zielonej szacie i srebrnej czapeczce, tak jakby odbywała się świąteczna Msza. Ojczulek schodzi z podwyższenia przed ikonostasem i bierze ode mnie tę samą żółtą teczkę z oświadczeniami, którą ​dali mi po Mszy. Błogosławi mnie, a teczkę zanosi do ołtarza.

W następnym dniu z G. zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Podczas służby w cerkwi zaczęli do niej podchodzić zupełnie obcy ludzie i pytać o oświadczania na zrzeczenie się paszportów. Zaczęli dzwonić do domu w tej samej sprawie, zarówno mnisi jak i świeccy.

Wszystkie wątpliwości zniknęły i ona natychmiast oddała paszport do Powiatowego Wydziału Spraw Wewnętrznych (ros.-РОВД). W chwili obecnej G. żyje bez paszportu już dłużej niż rok.

I jeszcze jeden cud z Ojcem Aleksandrem.

Jego bliska krewna K. zobaczyła O. Aleksandra we śnie tuż po jego błogosławionej śmierci. Zwróciła się do niego z pytaniem, co robić z numerami. Ojciec odpowiedział: – Rób to, co mówię w życiu i to szybko.

Kilka słów informacji o O. Aleksandrze Krisztopienko.

Ojciec Aleksander był umiłowanym duchowym synem Ojca Mikołaja Gurianowa. Z błogosławieństwem Ojca Mikołaja, Ojczulek – inżynier programista zgodnie z wykształceniem świeckim, zaczął zajmować się problemem NIP (ros.- ИНН). Pracował dużo w Internecie, gromadził informację o cyfrowej identyfikacji ludzi. We wrześniu 2002 r. O. Aleksander zmarł nagle z powodu ostrej patologii chirurgicznej.

+ + +

Prawosławna Chrześcijanka, która mieszka obok jednego z monasterów Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, opowiadała Biskupowi, że we śnie jej trzy razy zjawiała się jakaś nieznajoma. Nieznajoma usilnie prosiła, aby przekazać Biskupowi, aby zdjął on z monasteru numer rejestracyjny. Kobieta zapytała nieznajomą we śnie, dlaczego ona sama nie powie o tym Biskupowi. Tamta odpowiedziała, że nie może tego zrobić. Biskup, nawiasem mówiąc, nawet nie wiedział, czy ma taki numer monaster, ponieważ nie przywiązywał do tego większej wagi. Sam nie wiedząc dlaczego, pokazał kobiecie, która go odwiedziła, swój rodzinny album. Na jednym ze zdjęć ta kobieta rozpoznała nieznajomą, która objawiła się jej we śnie. Była to zmarła matka Biskupa.

+ + +

Parafianka Soboru Katedralnego w Mohylewie P. powiedziała, że ulegając perswazji dzieci, otrzymała nowy paszport z numerem osobistym. Tej samej nocy przyśnił się jej „straszny człowiek”, który powiedział:

– Pozdrawiam w Dniu Urodzin!

Wkrótce potem zdała swój nowy paszport.

+ + +

Służebnicy Bożej N., mieszkance Mińska, pod koniec 2002 roku ukazał się we śnie zmarły Ojciec Mikołaj Gurianow. Zarzucił jej, że przyjęła numer i kazał przekazać ludziom, aby nie brali numerów, a kto wziął, żeby natychmiast oddawali.

+ + +

Służebnica Boża Inna postanowiła oddać białoruski paszport nowego wzoru, ale wątpliwości pozostały. W noc przed dniem oddania paszportu zobaczyła we śnie świątynię w Święto Wielkanocne. Jednakże uderzyło ją to, że na pulpicie (ros.- на аналое) w środku świątyni znajdowała się ikona Jezusa Chrystusa w koronie cierniowej. Wątpliwości sł. B. Inny rozproszyły się.

+ + +

Innej Chrześcijance przyśniła się jej niedawno zmarła przyjaciółka, który odnosiła się pozytywnie do nadawania numerów personalnych w paszporcie. Widok zmarłej był nienadzwyczajny. W okolicy jej serca świeciła się liczba, składająca się z mnóstwa cyfr.

+ + +

Służ. Boża A. musiała zwolnić się z pracy, ponieważ odmówiła przyjęcia numeru ubezpieczeniowego (polisy) i karty do otrzymania wynagrodzenia. Jej dziadek podczas rewolucji przyjął męczeńską śmierć za Chrystusa. Prawdopodobnie, to właśnie przez jego święte modlitwy dane jej były we śnie dwa pouczenia.

Po raz pierwszy we śnie przyszła do niej matka i powiedziała: „Twoich modlitw nikt nie słyszy, ponieważ jesteś grzesznicą”. A. obudziła się zaniepokojona. Zaczęła rozmyślać i modlić się: „Panie Boże, no jak to jest, przecież modlę się, na Msze (ros.- на службы) chodzę, przyjmuję Komunię (ros.- причащаюсь), o co chodzi”. Podczas modlitwy do głowy przyszła myśl: „paszport”. Zaczęła uważniej badać tę sprawę i doszła do wniosku, że trzeba odmówić. Nawet pomyślała, że lepiej umrzeć, niż żyć w naszych czasach.

Drugi sen miała w przeddzień pójścia z oświadczeniem o odmowie przyjęcia numeru ubezpieczenia (polisy) do działu kadr. Oto jej opowieść o tym śnie:

– Stoję na cmentarzu przed świeżo wykopanym grobem, trzymając w ręku świecę. Są obecni obok wszyscy moi zmarli krewni i trzy nieznane kobiety. Te kobiety przez cały czas gaszą moją świecę, a ja krzyczę do krewnych: „Zapalajcie, zapalajcie!”. Trwało to jakiś czas. Kobiety gaszą moją świecę, a krewni usiłują zapalić.

Potem krewni wskazują mi na grób i mówią: „No cóż, kładź się”. Krzyknęłam: „Nie chcę!” I obudziłam się. Tego samego dnia udałam się do działu personalnego. I jakież było moje zdziwienie, gdy w dziale kadr spotkałam te trzy kobiety z mego snu, których nigdy wcześniej nie widziałam na oczy. Te kobiety dosłownie rzuciła się na mnie, próbując, abym przyjęła numer ubezpieczeniowy.

Epilog

Ludzie, chrońcie swoją duszę! Nie bezcześćcie ją obrzydliwością, ponieważ wszystko, co nieczyste, przygotowuje nam wieczną karę! Mówcie wszystkim o tym, jakie nieszczęście przynosi nam nowy paszport, ale nie bójcie się niczego! Tylko Boga trzeba się bać, a nie trudności życiowych, ludzkich zniewag i prób. Świat jak był pogrążony w złu, tak i pozostał takim, zmieni go jedynie Straszny Sąd i nam, słabym, trzeba wykonać chociaż małe zadanie, małe dobre dzieło, do którego powołał nas Bóg, – aby uprzedzać wszystkich, aby chociaż uratowali się niektórzy”.

Kto jest czysty i z Bogiem, temu Pan Bóg pomoże w pokusach i będą one jemu radością na oczyszczenie i duchowe doświadczenie. A kto się skala tymi strasznymi kodami i paszportami, ten chociażby i „cały świat zyskał” (Mt 16, 26), nie znajdzie pokoju ani w tym życiu, ani w przyszłym. Czy po to żyjemy, aby zapomnieć o swoich obietnicach, zapomnieć o Krwi Chrystusa, przelanej dla naszego zbawienia?

Najłaskawszy Pan Bóg dał nam prawdziwie błogosławiony strach, abyśmy bali się grzeszyć, bali się obrażać Bożą miłość i Jego zaufanie do nas. A kto Go ma, ten będzie się bał tego, co jest napisane i nie skala swojej duszy, ponieważ odrzucenie Bożej Miłości i Jego Wiary w człowieka jest gorsze, niż najstraszniejsze męki piekielne. I kto nie ma bojaźni Bożej, ten nie ma i Chrystusa w swoim sercu, ponieważ bez strachu wiara jest martwa.

Według książki: hiero-diakon Abel (Siemionow) „Liczba paszportu”. Moskwa 2005

Źródło:

Свидетельства о последствиях принятия ИНН и новых паспортов

http://3rm.info/publications/65397-svidetelstva-o-posledstviyah-prinyatiya-inn-i-novyh-pasportov.html

26.11.2016 r.

Tłumaczył Andrzej Leszczyński

1.12.2016 r.

Tags : , , ,

Komentowanie zamknięte.