Najnowsze

Opublikowano Wrzesień 9, 2016 Przez a303 W Świat

Ich sposób na przyjście mesjasza. Henryk Pająk

Komentarz: Fragment książki Henryka Pająka pt. „Dyktatura nietykalnych”, z 2006 roku. Książki autora (wiele nowych prac) można nabyć w wydawnictwie RETRO pod numerem tel. 81 50 30 616.

Siłowy żydokomunizm już dawno przeszedł w bardziej perfidne formy konfrontacji ze świadomymi przeciwnikami syjonizmu, a zwłaszcza obe­cnego, współczesnego neo-syjonizmu. Niewidzialni sternicy tego globalistycznego kolonializmu prowadzą obecnie końcową wojnę o dominację nad światem za pomocą dwóch metod, dwóch jednoczesnych krucjat.

a

Pierwsza, to rzekoma „walka z terroryzmem”, czyli eskalacja wojen na wszystkich kontynentach, zwłaszcza tam, gdzie znajdują się decy­dujące o przyszłości źródła ropy naftowej, głównie w rejonie Zatoki Per­skiej, a ponadto w bezpośrednim sąsiedztwie Izraela otoczonego przez nienawidzący go świat islamu. W tym celu syjoniści amerykańscy i izraelscy sprokurowali tzw. „zamach” na wieżowce w Nowym Jorku1, po czym skwapliwie ogłosili światową krucjatę przeciwko „terroryzmowi”, napadając zbrojnie na Afganistan, następnie na Irak, a przedtem jeszcze zamienili w kupę gruzów Jugosławię, główną przeszkodę do panowania na Bałkanach.

Krucjata druga, równoległa do tamtej w czasie i równa jej rozma­chem propagandowym, to masowa produkcja, stymulowanie, prowo­kowanie „antysemityzmu”, jako podstawowego spoiwa jedności żydostwa żyjącego wciąż w diasporze, pomimo istnienia już od pół wieku karykatury państwa żydowskiego. Produkowanie „anty­semityzmu” pozwala produkować wśród Żydów atmosferę strachu, per­manentnego zagrożenia, osaczenia – dokładnie takiego osaczenia, jakie -zgodnie z oskarżeniami Tychów i Zgółków – rzekomo kreują polscy „anty­semici” w psychice Polaków. Mamy tu dokładną odwrotność tego, co sami Żydzi produkują na rzecz utrwalania świadomości nacyjnej diaspory ży­dowskiej, generując tenże mityczny „antysemityzm”.

Piszący o nich prawdę dają im preteksty do podniebnego wrzasku o „antysemityzmie”, co odruchowo jednoczy nawet nacyjnie ambiwalent­nych polskich Żydów. Takich jak Pająk włóczy się po prokuraturach, rozgłasza to na wszystkie możliwe sposoby i tak oto kręci się ta maszyna „antysemityzmu”, ten „przemysł antysemityzmu”.

Włóczą tych „antysemitów” po prokuraturach i o dziwo, jak dotąd włos im z głowy nie spada. Czy nie jest to zastanawiające? Nie jest, ale tylko dla tych, którzy zrozumieli, że pisarsko i publicystycznie aktywni „antysemici”, to wyjątkowo cenni szabes-goje, wykonujący dla nich cenną robotę „antysemityzmu”!

Należy ich popularyzować medialnie, to znaczy nękać ich permanent­nymi donosami; włóczyć po prokuratorach; nachodzić księgarnie i hurto­wnie książek bezpośrednio lub za pomocą anonimowych pogróżek i prasowych nagonek, takich jak napad „Gazety Wyborczej” z 10-11 wrze­śnia 2005 roku na „Ars Christiana”, posiadającą sieć swych placówek w całym kraju.

Pozorna sprzeczność w zwalczaniu takich „antysemitów” i jednoczesnym dbaniu o to, aby całkiem nie zamknąć im ust, polega na tym, aby rezonans ich książek był jak najmniejszy, a jednocześnie aby nadal istniały podstawy do bicia w bębny i werble „antysemityzmu”, uprawianego przez kilkunastu pisarzy i publicystów – niestety tylko kilkunastu.

Dopiero po udowodnieniu tezy, że stymulowanie „antysemity­zmu” jest rdzeniem integrującym neo-syjonistyczne żydostwo, promowanym przez ortodoksyjny judaizm zrozumiemy, dlaczego tacy „antysemici” wciąż przebywają na wolności; nie giną w wypadkach drogowych; nie spadają na ich głowy cegły z balkonów lub sople lodu; wprawdzie są ciągani na smyczach po prokuraturach jak bure kundle, ale potem znowu powracają do swojej usługowej, jakże cennej dla panów świata roboty.

Zrozumiemy także, że „amerykański” imperializm tak zwanych neo-konserwatystów to nic innego, jak militarne wcielenie judaistycznego ekspansjonizmu o znamionach neo-faszyzmu rozumianego jako idea wojny permanentnej na rzecz podboju świata przez syjonizm nowej generacji. To wszystko układa się w całość jak klocki porozrzucane w nieładzie pozornie niespójne, nieprzystawalne.

Współczesny radykalny, ortodoksyjny talmudyzm stawia sobie na płaszczyźnie duchowej, religijnej, zadanie zniszczenia wszystkich innych religii i uczynienia z judaizmu jedyną religią świata, z Jerozolimą jako jej centrum i stolicą; zainstalowania w niej ży­dowskiego rządu światowego.

Podstawą realizacji tego programu jest tzw. prawo noachickie, a w nim siedem przykazań z Księgi Rodzaju (9,9-11); rzekomej umowy zawartej przez Boga z ludzkością reprezentowaną wtedy przez Noego (hebr. Noah). Prawo to ma obowiązywać w przyszłości całą ludzkość, nie tylko Żydów1.

Jeżeli ktoś uzna, że ten program talmudystów jest anachronizmem, tematem kawiarnianym dla specjalistów od „spiskowej teorii dziejów”, to śpieszymy z informacją, że amerykański Senat i Kongres w ich wspólnej rezolucji ogłosiły 26 marca 1991 roku, a więc w okresie upadku sowieckiego komunizmu i państwa, że prawo noachickie stanowi system zasad i wartości, na których opiera się cywilizacja współczesnych społeczeństw, w tym także i zwłaszcza społeczeństwa amerykańskiego, na którym nasz wielki Naród został ufundowany.

To wiekopomne odkrycie uczczono ustaleniem dnia 26 marca Dniem Edukacji USA (Education Day)1 2 3.

Kolejne nieprzypadkowe wydarzenie (2000 rok) to powołanie w Jero­zolimie pod patronatem Światowego Centrum Jerozolimskiego Unii Orto­doksyjnej, stowarzyszenia o nazwie Root and Branch Association (ang. Korzeń i Gałąź), mającego za zadanie upowszechnianie na całym świecie tegoż prawa noachickiego. Następnie, 15 marca 2000 r. w Cardozo School w Nowym Jorku odbyła się zorganizowana przez Root and Branch Association (RDA) „Konferencja Noachicka”. Szczegóły tej konferencji do­tarły do profanów dlatego, że jeden z jej uczestników zaprotestował prze­ciwko wiązaniu jego nazwiska z tą konferencją. Był nim Yitzchok Dovid i Smith . Zakwestionował on legalność tej konferencji dlatego, iż uczestniczyli w niej obok rabinów także muzułmanie, katolicy i protestanci, co nie pozwalało jemu, prawomyślnemu wyznawcy judaizmu, mieć cokolwiek wspólnego z ustaleniami tej konferencji.

Stwierdzał, że żydowska halacha wyklucza wszelkie ekumeniczne (!) kontakty judaizmu z innymi religiami. Przypomniał, że judaizm jest jedyną religią świata, której celem jest rozszerzanie przymierza narodu wybranego z Bogiem na Bnei Noach – Synów Noego.

Y.D. Smith powołał się wtedy na nauczanie Mojżesza Majmonidesa, XII-wiecznego rabina i filozofa, które obowiązuje do dziś i na zawsze, i stwierdzał:

(…) czas (mesjański w rozumieniu judaizmu – przyp. J.R.) nadejdzie, kiedy chrześcijanie i muzułmanie dostrzegą, że ich religie są fałszywe i obwinia swoich przodków za to, że ich tych falszywości uczyli. Zaakceptują oni Jedynego Boga narodu żydowskiego, a wszystkie inne religie w jakiejkolwiek formie zostaną zakazane w całości. Czas ten nadszedł właśnie teraz i wszystkie inne podejścia w swych założeniach mają wyłącznie za zadanie opóźnić objawienie absolutnej Prawdy Tory w całym świecie.

Proste i ostre jak brzytwa: wkrótce jedyną religią świata ma być talmudyczny judaizm z jego systemem etyczno-prawnym. Wszystkie inne religie będą zakazane.

Tym samym Y.D. Smith stał się wyrazicielem stanowiska ultraorto-doksyjnej organizacji  żydowskich chasydów Chabad-Lubayitch, radykalnie zaangażowanej w upowszechnianie prawa noachickiego.

Przy RB A działa tzw. Instytut Noachicki. Rabin Yirmeiahu Bindman z tegoż Instytutu stwierdza1, że pod prawem noachickim będzie obowiązy­wać tylko siedem przykazań

  1. zakaz bałwochwalstwa (idolatrii)
  2. zakaz przeklinania Imienia
  3. zakaz pewnych przestępstw seksualnych (zboczenia)
  4. zakaz morderstwa
  5. zakaz kradzieży
  6. zakaz spożywania „żywych” części ciała zwierząt1 * 3
  7. nakaz uznania przez ludzkość noachickiego systemu sądowniczo-prawnego.

Tak więc w opozycji do Dekalogu, wolno nam będzie:

  1. pożądać własności bliźniego
  2. składać fałszywe świadectwo przeciw bliźniemu
  3. nie szanować ojca swego i matki
  4. nie święcić dnia świętego (niedzieli)
  5. mieć innych bogów przed swoim Bogiem.

Słowem – hulaj dusza, piekła nie ma!

Jerzy Rachowski, autor tego cennego studium o Chabad-Lubavitch stwierdza rzecz logicznie konsekwentną, że tym samym całe chrześcijań­stwo zostanie za jednym zamachem wyzute z dziedzictwa, jakie uzy­skało dzięki śmierci Jezusa Chrystusa na krzyżu, a jednocześnie postawione w stan oskarżenia o idolatrię.

Warunkiem powrotu narodu wybranego do prawa sądzenia, jest odtworzenie Wielkiego Sanhedrynu sprzed zburzenia Świątyni Jerozolimskiej przez Rzymian (70 rok). To warunek nadejścia, dopełnienia się czasów mesjań­skich. Zaniechanie odtworzenia Wielkiego Sanhedrynu byłoby uznane za koniec istnienia narodu żydowskiego.

Sęk w tym, że na miejscu zburzonej świątyni stoją dziś święte meczety Omara i Na Skale (Al-Agsa). Pod koniec XX wieku naczelny rabin Izraela Shlomo Goren ogłosił:

Walka o Wzgórze Świątynne jest pierwszym obowiązkiem wszy­stkich Izraelitów.

Rabin Goren jeszcze jako naczelny rabin armii Izraela, po zaanekto­waniu wschodniej Jerozolimy przez Izrael w 1967 roku, nakłaniał naczel­nego dowódcę sił izraelskich generała Uzi Narldssa, do wysadzenia w powietrze wspomnianych meczetów przy użyciu dynamitu!

Generał Uzi Narkiss nie spełnił żądań rabina i może dzięki temu rok 1967 nie stał się datą wybuchu trzeciej wojny światowej.

W prawie noachickim, jak już powiedziano, chrześcijanie jako czciciele bożków (idolatria) będą fizycznie unicestwieni. Przywódca i nauczyciel organizacji Chabad-Lubavitch – Menachem Mendel Schneerson, wiemy uczeń Majmonidesa, przypomina:

schwytana kobieta, która nie porzuci idolatrii po 12 mie­siącach, ma być poddana egzekucji, podobnie jak każdy po­ganin, który nie akceptuje Siedmiu Praw.

Oczywiście, wykonalność tego nakazu ma miejsce tylko wtedy – jak stwierdzał Majmonides – kiedy władza Żydów jest silna.

Rabin Schneerson idąc za nakazem Majmonidesa stwierdzał, że obo­wiązek surowego karania „pogan” włącznie z karą śmierci, obowiązuje Żydów bezwzględnie i zawsze, z zawieszeniem wykonalności tych nakazów właśnie tylko w sytuacjach i czasach, gdy Żydzi nie są dostatecznie silni.

Ładna perspektywa. Już chyba dość bliska.

Konsekwencje tych talmudycznych dyrektyw są takie, że w niedale­kiej przyszłości – jak pisze autor studium Jerzy Rachowski:

każda utrata noachickiej moralności, spowodowana dla przykładu wyznawaniem lub oddawaniem czci Trójcy Świętej, nawet tylko cicha modlitwa przed wyobrażeniem świętych, samo po­siadanie takowych czy korzystanie (udzielanie) jakiejkolwiek posługi duchowej, zagrożone jest karą śmierci przez ukamienowanie, w dość przemyślany sposób mające symbolizować gniew boży spa­dający z nieba na nieszczęśnika, który swoją moralność noachicką niebacznie utracił.

Co do tego, prawo noachickie nie pozostawia żadnych wątpliwości. Zgodnie z Talmudem, rozdział Sanhedryn 57a-b, naochickie prawo wymaga ustanowienia kary śmieci. Ponadto:

zdecydowano, że naruszenie każdego z siedmiu praw noachic-kich grozi karą główną.

I wreszcie, zgodnie z Majmonidesem, co jest już zgoła przerażające w perspektywie naszych wnuków i prawnuków:

pod prawem noachickim prawo może być wykonane bez wcześniejszego ostrzeżenia, w oparciu o zeznania jednego świadka, lub o wyznanie winy1.

Powróćmy jeszcze do Education Day z 26 marca 1991. We wspólnej rezolucji Senatu i Kongresu stwierdzono, że etyczne wartości zawarte w Siedmiu Prawach Noachickich są tymi, bez których gmach cywilizacji znajduje się w stanie poważnego zagrożenia nawrotem chaosu.

Dlatego też:

Uzasadnione zatroskanie nie może pozwolić obywatelom tego Narodu utracić poczucie odpowiedzialności za przekazanie tych historycznych (czytaj – talmudycznych – H.P.) wartości i zasad pokoleniom przyszłości.

Tak oto Senat i Kongres USA proklamowały Stany Zjednoczone kra­jem rządzącym się i rządzonym oficjalnie przez talmudyczne prawa noa­chickie. Konsekwencje tego są widoczne w każdej dziedzinie życia w USA.

Na dowód tej kapitulacji narodu amerykańskiego, Kongres i Senat USA postanowiły uczcić rabina Menachema Mendela Schneersona – przywódcę ruchu Chabad-Lubavitch który wspiera i upowszechnia te etyczne wartości i zasady w całym świecie, wyznaczeniem dnia jego 89-tych urodzin, czyli 26 marca 1991 roku, ustanowieniem na ten dzień tegoż Education Day1 2.

Terror talmudycznego prawa noachickiego przyjętego w USA jako oficjalna wykładnia prawa moralnego i etycznego w USA, wdrażana w nauczaniu publicznym (Education Day), będzie się przenosić na władzę sądowniczą, z równoczesnym niszczeniem wszystkich innych religii niż judaistyczna. Ten proceder przewidziany na najbliższe dziesię­ciolecia XXI wieku, nazywany jest Tikkun olam, czyli naprawa świata. Tikkun olam, to talmudyczny mandat i nakaz prawa noachickigo do na­prawiania świata.

To „naprawianie świata” odbywa się już od wielu dziesięcioleci na gruncie religii katolickiej w postaci tzw. odnowy. Tejże „odnowie” rozpo­czętej na masową skalę po Soborze Watykańskim II poświęciłem odrębną książkę1, a skutki tej odnowy za czasów pontyfikatu papieża Jana Pawła II są takie, że dzisiejsza Europa Zachodnia jest obszarem neopogań-skiego tryumfu Anty-Chrysta, a Watykan jest miejscem i patronem niszczenia kanonów Ewangelii pod płaszczykiem tejże odnowy.

Naprawa; Udoskonalenie; Prostowanie świata, to obecnie stała mantra ekspansjonizmu amerykańskiego syjonizmu, reprezento­wanego przez tzw. „neo-konserwatystów” – o czym nieco dalej. Na gruncie religijnym to „naprawianie świata”, „udoskonalanie świata” weszło na stałe do frazeologii w judaistycznych kręgach religijno-kulturowych. Oto amerykańska synagoga reformistyczna uznała to tikkun olam, tę talmudyczną krucjatę „odnowy”, jako dyrektywę swego programu na najbliższe dekady XXI wieku. Zasady te ustalono w 1999 roku w Pittsburgu:

Przynosimy Torę światu, kiedy staramy się wypełniać najwyższe etyczne nakazy w naszych stosunkach z innymi i z całym Bożym stworzeniem. Partnerzy Boga w tikkun olam w naprawianiu świata, jesteśmy wezwani dopomagać w nadejściu wieku mesjanistycznego1 2.

Byłoby pół biedy, gdyby te totalitarne dyrektywy zaczynały się i koń­czyły na judaizmie. Przybrały one jednak formę strategicznego programu socjalnego, militarnego i politycznego, a lokomotywą i taranem tego eks­pansjonizmu są Stany Zjednoczone jako neo-kolonia syjonizmu.

Oto Isi Leibler – przewodniczący Światowego Kongresu Żydów, ter­min tikkun olam czyni hasłem wywoławczym na skalę globalną. Znalazł się ten imperatyw w oficjalnej frazeologii izraelskiej Partii Pracy. W 1997 roku ukazała się na zachodzie książka Davida Shatza pod takim właśnie tytułem: Tikkun olam3.

Wkrótce po opublikowaniu książki Shatza, naczelny rabin British Commenwealthu (Wspólnoty Brytyjskiej) – Jonathan Sacks, podczas konwencji Unii Ortodoksyjnej zachodniego wybrzeża USA wystąpił z orę­dziem pod tytułem: Tikkun olam: odpowiedzialność judaistycznej ortodoksji za doskonalenie świata Boga4.

Rabin Sacks wezwał w nim do – jak to nazwał – ostatniego historycz­nego wyzwania, jakie stoi przed narodem żydowskim.

Rabin Sacks już w 1994 roku, zainteresowany programem rabina Schneersona, zmierzającym do ustanowienia światowego systemu tik-kun olam, napisał w „Wellsprings Magazine”:

Chasydyzm stosuje bardzo potężne, wysoce brzemienne słowo z Kabały tikkun olam – które znaczy naprawiać połamany świati (…) I pewnego razu spekulowałem w gazetowym artykule, że być może, całkiem być może, iż Lubavitcher Rebbe podjął nąjostatniejszą (naj­straszniejszą) duchową inicjatywę, jaka kiedykolwiek została podjęta w historii ludzkości.

Rabin Sacks w swoim orędziu oznajmił, że w ciągu stulecia XX wieku naród żydowski dokonał dwóch historycznych osiągnięć: stworzył suwe­renne państwo Izrael oraz rozwinął religijne szkolnictwo żydowskie, co ma decydujące znaczenia w odtwarzaniu młodego pokolenia wierzących Żydów. I cytował osławionego polakożercę Alana Dershowitza z jego książki Zanikający Żyd amerykański, wydanej w 1997 roku, gdzie znajdują się liczby obrazujące tę eksplozję odtwarzania młodego pokolenia wierzących. Żydów.

Tak dochodzimy do zupełnie fundamentalnego dla global-syjonizmu zagadnienia tożsamości żydowskiej, jaka wyłania się zarówno z nauczania najważniejszych rabinów takich jak Sacks oraz z programów wojujących świeckich neo-syjonistów, takich jak Dershowitz i dziesiątki innych „ame­rykańskich” jastrzębi wojny.

Zagadnienie to sprowadza się do pozornie paradoksalnego zagrożenia dla narodu żydowskiego przez jego poczucie bezpieczeństwa! Przez akcep­tację otoczenia. Przez brak dyskryminacji i – oto jądro tej wojny o tożsa­mość – przez brak antysemityzmu!

Dlaczego ten brak poczucia bezpieczeństwa, akceptacja żywiołu żydo­wskiego przez „otoczenie”, ten zwłaszcza brak antysemityzmu, jest tak groźny dla tożsamości żydowskiej? Oto odpowiedź uczonych rabinów oraz najbardziej zajadłych i zarazem najbardziej wpływowych rasistów żydo­wskich.

Otóż, brak tych elementów sprzyja groźnym dla owej żydowskiej toż­samości zjawiskom, z których najgroźniejsza jest asymilacja, roztapia­nie się w „otoczeniu”, akceptacja jego zasad moralnych etycznych przez Żydów. Do tego dochodzi niebezpieczne zjawisko małżeństw Żydów z nie-Żydami.

Dershowitz idzie dalej i podaje wykładnię warunków tej samoobro­ny. Polega ona na tym, że naród żydowski absolutnie niezbędnie po­trzebuje wroga zewnętrznego. Jonathan Sacks wpadł mu w słowa w artykule opublikowanym w tym samym 1997 roku: Miłość, nienawiść i toż­samość żydowska:

Izrael w stanie wojny jest określany (definiowany – H.P.) przez jego wrogów. Izrael znajdujący się w stanie pogoni za pokojem jest mniej łatwy do określenia (tożsamości – H.P.), trudniejszy do rządzenia. To z pewnością musi być w przyszłości jedna ważna sprawa.

Mamy więc wyłożoną na stół ideologię świecką i religijną narodu ży­dowskiego. Polega ona na preferowaniu, na stymulowaniu, po prostu produkowaniu ksenofobii i antysemityzmu. Na dzieleniu Żydów i nie-Żydów, na „my i oni”, na nas i obcych.

Słowem, im więcej wrogości, im więcej zagrożenia, poczucia „osaczęnia” , tym bezpieczniej dla naszej tożsamości. Potrzebne jest sztuczne podsycanie, stymulowanie, wprost produkowanie wrogości do Żydów. Generowanie tego rzekomego zagrożenia (osaczenia) staje się życiową koniecznością, warunkiem przetrwania tożsamości żydowskiej w sensie mentalnym, narodowym, religijnym i państwowych.

Sacks idzie dalej i stwierdza:

Jest tylko jeden naród, który posiada władzę zniszczenia Żydów. Boże nie dopuść, i jest nim sam naród żydowski. A to niebezpieczeństwo pojawia się, jak to się często zdarza, w czasach, kiedy mamy suwerenność i niepodległość, kiedy dążymy do pokoju. Żewnętrzni wrogowie jednoczą nas; ale kiedy nie mamy zewnętrznych wrogów, lub przynajmniej, kiedy nie są oni tak wyróżniający się (czytaj – tak groźni – H.P.), wtedy Boże broń, my czasami stajemy się wrogami jeden dla drugiego, i to jest bardzo, bardzo groźne5.

Australijski rabin Benzion Mielecki także widzi ścisły związek natę­żenia antysemityzmu na świecie z jakością żydowskiej duchowości i tożsa­mości:

W moim przekonaniu antysemityzm jest zjawiskiem duchowym, które generalnie-nie zaprzecza ulepszeniu świata. My Żydzi jesteśmy dziwnymi ludźmi i odpowiadamy dużo lepiej na kryzysy niż na cuda.

Rabin Mielecki w tym kontekście cytuje Sacksa, który podczas wizyty w Australii powiedział, że jest niestety wielu Żydów, którzy nie byliby Żydami, gdyby nie antysemityzm.

Powinniśmy stać się bardziej uduchowieni i bardziej żydowscy w odpowiedzi na cuda wojny w Zatoce (Perskiej – H.P.), masowy napływ Żydów z Europy Wschodniej, upadek Związku Sowieckiego.

(…) Istnieje opinia w Talmudzie, która mówi, że zanim Mesjasz nadejdzie, będzie miał miejsce wzrost antysemityzmu, aby sprowadzić Żydów ponownie do judaizmu.

Po czym więc niezawodnie rozpoznawać czas nadejścia Mesjasza? Po wzroście „antysemityzmu”. Aby więc przyśpieszać nadejście Mesjasza, należy pracować nad wzrostem „antysemityzmu”!

Zatem każdy, kto demaskuje kłamstwa, oszczerstwa żydowskie przeciwko czemukolwiek i komukolwiek, bezwiednie dokłada swoją cegiełkę dla nadejścia żydowskiego Mesjasza, jest więc cennym szabesgojem, bezwiednie realizującym mesjanizm żydostwa.

Tym samym niejaki Henryk Pająk i kilkunastu innych pisarzy krytycznych wobec dyktatury syjonizmu, to cenni szabesgoje przyspieszający budowę gmachu żydowskiego panowania nad światem.

Oczywiście, nie wszyscy z nas zdają sobie sprawę z tej naszej bezwiednej roli przyśpieszaczy globalnego łagru. To sprawia, że ci nieświadomi są dla neo-syjonistów w Talmudzie i żydowskim imperializmie, osobnikami dla nich najcenniejszymi. Natomiast wszyscy razem, świadomi czy nie, zostaliśmy przez nich postawieni przed wyborem mniejszego zła. Stwarzając pozory „antysemityzmu” naszymi publikacjami i książkami, świadomie wybieramy mniejsze zło, bo złem znacznie gorszym jest nasze milczenie w sprawach takich, jak np. „polskie obozy śmierci”, jak „pogrom kielecki”, jak mord sąsiadów na żydowskich sąsiadach w Jedwabnem, jak polski „antysemityzm wyssany z mlekiem matki”, jak Armia Krajowa mordująca Żydów wspólnie z „nazistami”, itp., itd.

Jesteśmy zresztą od paru wieków podbojów i niewoli stale zmuszani do wyboru mniejszego zła. Od zwycięstwa polskojęzycznego „Sanhedrynu” w 1989 roku oszukańczo nazwanego „Okrągłym Stołem”, stale wybieramy mniejsze zło. Nasza energia, nasza wiedza polityczna, nasze patriotyczne czy religijne preferencje są stale zaprzątnięte wybieraniem, ale tylko mniejszego zła. Tak oto wybieraliśmy między komunistami jawnymi a kryptokomunistami Mazowieckiego; między Wałęsą a Kwaśniewskim; między SLD a Unią Wolności; między AWS a pozostałym planktonem politycznym… Ostatnio wybieraliśmy między Tuskiem i Lechem Kaczyńskim, między PiS a PO nie wiedząc, że PiS to plagiat manewru z AWS i Unią Wolności.

W świetle tak przetartych ścieżek wiodących do nadejścia żydowskiego Mesjasza, lepiej, a nade wszystko inaczej będziemy odtąd rozpoznawać cele i ideę tzw. „Marszów żywych” w Auschwitz i Majdanku: młodzież izraelska otoczona setkami agentów Mossadu, atmosfera napięcia i fizycznego zagrożenia. Uwaga! – jesteście w kraju byłych morderców ofiar Holokaustu! Wasza siła tkwi w świadomości tego faktu. W tym, że jesteście obywatelami wolnego Izraela; że jesteście zwarci, gotowi bronić swej ojczyzny i swojej religii, jedynej prawdziwej religii świata!

Kiedy więc premier I. Rabin zaczął wyciągać pojednawczą dłoń do Palestyńczyków, musiał zginąć z rąk żydowskiego zamachowca-studenta, świadomego swojego posłannictwa w ramach tikkun olam.

Kiedy premier Benjamin Netanyahu podczas spotkania z młodzieżą żydowską w Pradze wypowiedział nieostrożną aluzję do postępów „procesu pokojowego” na Bliskim Wschodzie, trwającego już 30 lat z coraz gorszymi skutkami, młodzi Żydzi z „myckami” (kipami) na głowach, wyrazili głośno swoje niezadowolenie z powodu tych pojednawczych gestów premiera. Czyżby ci młodzi byli lepszymi Żydami w kryteriach tikkun olam, niż sam premier Netanyahu? Chyba tak. Indoktrynacja młodych umysłów działa jak walec drogowy.

Internetowe opracowanie Tikkun olam zawiera w kilku zdaniach absolutną kwintesencję tego mesjanizmu w „naprawianiu świata”, modelowaniu go na kopyto talmudyzmu. Przeczytajmy uważnie:

Niechaj ujrzymy niebawem Twoją potężną chwałę w usunięciu z powierzchni ziemi obrzydliwego bałwochwalstwa, a fałszywe bożki zostaną ostatecznie zniszczone dla udoskonalenia świata pod suwerenną władzą Wszechmocnego. Wówczas cała ludzkość będzie wzywać twego Imienia, aby nawrócić do Ciebie niegodziwców całej ziemi. Wszyscy mieszkańcy ziemi będą znać i uznawać twoje Imię, a każde kolano zegnie się, a każdy język będzie przysięgał… i dla chwały twego Imienia będą oddawać cześć i wszyscy oni przyjmą na siebie jarzmo (! – H.P.) Twego Królestwa, w którym Ty będziesz panował nad nimi wkrótce i wiecznie…

Krótko i węzłowato: realizacja tikkun olam oznaczać będzie bezlitosne wytępienie obrzydliwego bałwochwalstwa i zniszczenie fałszywych bożków.

Czas już chyba zacząć budować sekretne pomieszczenia, dobrze zama­skowane katakumby i schrony, podobne do tych, w jakich w pierwszych wiekach modlili się pierwsi chrześcijanie, a w podobnych nasi ojcowie i dziadkowie chronili się przed bombami Niemców (pardon „nazistów”), wkrótce potem chronili się w nich przed bezprawiem i gwałtami naszych „wyzwolicieli” z własności prywatnej, z wolności i religii – tych przestarzałych miazmatów obrzydliwego bałwochwalstwa i fałszywych bożków. Czuj duch! Nowe, lepsze nadchodzi. Po prostu odnowa. Po prostu naprawa świata! Prostowanie świata!

Czy Żydzi będą mieć jakieś obiekcje w budowaniu tego mega-łagru ludzi i religii innych niż talmudyczna? Bynajmniej. Rozgrzesza ich już od wielu wieków prorok Majmonides: poganin nie jest człowiekiem, jest goim czyli poganinem, bydlęciem: ani poganin ani bydło nie są podatni na jakąkolwiek nieczystość, Żyd nie jest skazywany za zabicie niesprawiedliwego poganina, etc.

I nie są to cytaty z jakiegoś „czciciela bożków” z formacji księdza dra Stanisława Trzeciaka, czy księdza prof. Józefa Kruszyńskiego, rektora KUL w latach 1925-1932, z którym to księdzem rektorem miałem wraz z naszymi książkami przyjemność stanąć przed lennikami niewidzialnego polskojęzycznego Sanchedrynu, pod prokuratorskim pręgierzem „anty­semityzmu” i „siania nienawiści”.

To pisze sam Majmonides. Oto dokładne źródło tej niezastąpionej krynicy prawa i sprawiedliwości (!): Majmonides: Mishneh Torach, Hilchot Rotze’ach, 2,111. Sceptycy niech sprawdzą.

Nie wnikając w skomplikowane tajniki Tory, jedynej ewangelii żydo-stwa po naprawieniu Starego Testamentu, powołajmy się na istotę Tory podaną przez nie byle kogo, bo Menachema Kellnera – profesora żydowskiej myśli religijnej Uniwersytetu w Hajfie:

Cała Tora, o czym Majmonides niestrudzenie przypomina czytelnikom, obraca się wokół bieguna odrzucenia idolatrii2.

Rabiniczny profesor religii odrzuca chrześcijan z udziału w „chrześci­jańskim dziedzictwie”, co w obecnych czasach „mesjańskich” jest równoznaczne z odmową prawa do fizycznego istnienia. Tych Kellner nakazuje karać zgodnie z literą maj monidesowego kodeksu jako „buntownicze dzieci”.

Yoel Schwartz, prominentny propagator prawa noachickiego, skazuje na unicestwienie nie tylko już istniejące religie, ale przezornie czyni to z przyszłymi religiami. Znów powołuje się na niezastąpionego Majmoni-desa i stwierdza, cytując go dosłownie:

Nie wolno wam dozwolić im na ustanowienie nowej religii lub wyprowadzić przykazań ze swojej wiary1.

Zaprawdę, budujmy już teraz katakumby dla swoich wnuków i pra­wnuków, aby odprawiali Msze św. w ciemnościach nocy i podziemnych ścian. Wszakże pod warunkiem, że do tego czasu nie zostaną „wyzwoleni” z idolatrii, z obrzydliwego pogaństwa wprowadzonego przez niejakiego Je­zusa Chrystusa.

Tenże Alan Dershowitz, profesor uniwersytetu w Harwardzie, publicz­nie protestuje przeciwko traktowaniu USA jako kraju chrześcijańskiego. Wtedy bowiem – Żydzi staliby się w USA obywatelami drugiej kategorii . Jednocześnie Dershowitz dał do zrozumienia, że siła żydostwa amerykańskiego polega na wprowadzeniu zakazu publicznego manifestowania wiary chrześcijańskiej w szkołach (owoc m.in. Edukation Day). Przyznał jednocześnie, że religię chrześcijańską atakują w USA świeccy liberałowie, intelektualiści i kosmopolici, których podstawową masę stanowili żydzi. Dershowitz pisał to w izraelskim „Maariv” (1 II 2006). Atakował jednocześnie amerykańskich „fundamentalistów” chrze­ścijańskich, którzy są rzekomo coraz bardziej wyczuleni na judaistyczne próby uniformizacji życia publicznego, głównie laicyzacji z jednoczesną nietykalnością judaizmu.

Jednym słowem – w USA szaleje rzekomy „antysemityzm”. Jeśli więc porównamy to z Dershowitza promocją prawa noachickiego, to łatwo zro­zumiemy, że „antysemityzm” w jego rozumieniu to doskonała broń pole­cana przez najwybitniejszych rabinów, ale tego już nie napisze.

Sprawy naprawiania świata wzięli w swoje ręce także, a może prze­de wszystkim świeccy Żydzi, powołując (12-13 października 2003 r.) jedną z najbardziej wpływowych agend żydowskiego ekspansjonizmu – tzw. Centrum Strategicznego Dialogu (The Strategie Dialogue Center) z siedzibą w Jerozolimie. Pod względem ważności jego członków, Centrum dorównuje słynnej Bilderberg Group czy nawet Komisji Trójstronnej. Są tam wpływowe osobistości o międzynarodowym prestiżu.

Jednym z założycieli tego Centrum jest były gensek ZSRR Michaił Gorbaczow, co podpowiada, jakie są jego korzenie nacyjne. Są byli prezy­denci wielu krajów z kilku kontynentów: byli premierzy Izraela, Szwecji i Włoch; byli szefowie wywiadów i policji; byli ambasadorowie USA i Izra­ela, profesorowie nauk politycznych.

Publicysta Richard Melson napisał o tym nowym tworze w „Cambridge Forecast Center”, że to Żydzi są zawsze w czołówce dawnej „zwariowanej radykalnej lewicy” jak i obecnej równie „zwariowanej radykalnej lewicy”, czym nie odkrył nic nowego, a co łatwo wykazać na gruncie polskim. Publicysta napisał, że dziś rządzi przymierze syjonistów z nawróconymi na syjonizm trockistami. Teraz nazywają się neo—konserwatystami. Centrum Strategicznego Dialogu będzie ośrodkiem kierowania polityką Stanów Zjednoczonych, głównie na newralgicznym dla Izraela Bliskim Wschodzie. Cel strategiczny o charakterze globalnym, to spowodowanie zderzenia cywilizacji w postaci wojny Europy i USA ze światem islamskim.

Na spotkaniu organizacyjnym Centrum Strategicznego Dialogu mó­wiono o możliwościach demokratyzacji islamu, o zwalczaniu nienawiści do syjonizmu, a zwłaszcza – uwaga – o naprawie świata z pomocą Izraela.

W deklaracji końcowej powołanego Centrum oskarżono większość państw islamskich o dążenie do zniszczenia Izraela. Stwierdzano też, że istnienie zachodniej cywilizacji jest uzależnione od istnienia Izraela, co było jawną pogróżką wobec „Zachodu”, że jak nie włączy się radykalnie w proces demokratyzacji świata islamu, to zostanie unicestwiony.

Nie mogło też zabraknąć rojeń o budowaniu Wielkiego Izraela od Egiptu do Eufratu.

Komentatorzy obrad i programu Centrum nie ukrywali, że Izrael posługuje się Stanami Zjednoczonymi jako światowym ośrodkiem władzy, potęgi militarnej i swoich wpływów politycznych nie tylko dla odbudowy Wielkiego Izraela, ale także dla izraelskiego panowania nad światem. Ten Nowy Porządek Świata ma powstać w wyniku wytrwałej pracy takich wszechwładnych gigantów neokonserwy, jak Richard Perle, Douglas Fe-ith, Noach Fridman, Ben Wattenberg, James Woosley, Robert Baer, Elliot Cohen i kilkunastu innych, czołowych amerykańskich neo-kon-serwatystów czyli post-trockistów. I takich „neo-konserwatystów” okopanych w Departamencie Obrony, jak Stephen Cambone, Petre Rodman, jak rabin Dor Zackheim, Michał Rubin.

Głównym organem żydowskiej neokonserwy, jest założony przez Wil­liama Kristola „The Weckly Standard” – okręt flagowy żydowskich neo—rasistów, założony za pieniądze (10 min doi.) Ruperta Murdocha -żydowskiego rekina prasowego. To właśnie R. Murdoch jest oficjalnie uznawany za „ojca chrzestnego” neokonserwatyzmu. Jego doradcą jest Irvin Stelzer. Sam Kristol jest ideologiczną wyrocznią dla Busha, Cheney’a i Rumsfelda – triady butnych żydowskich rasistów.

Klan waszyngtońskich neokonserwatystów uzupełniają: Charles Krauthammer (komentator „Washington Post”, „Tinie” i „Weekly Stan­dard”); Joshna Murayechik, George Will, David Frum (autor terminu: „oś zła”), Robert Kagan, John Podhoretz, Morton Kondracki, Daniel Pipes (syn Richarda Pipesa)1, William Sefire, Michael Nowak, Francis Fukuyama, Bob McManus, Henry Sokolski, Victor Gilinsld, Thomas Donelly, Michael Ledeen, Max Boot, Frank Gaffney, William Bennet, Moritz Peretz, Neal Kozodoy, Leon Wieseltel.

Tę zgraję podpalaczy świata wspierają pióra znanych żydowskich pisa­rzy i publicystów, takich jak:

  1. pisarka polityczna Anna Coulter;
  2. pisarz religijno-polityczny i wydawca pisma „First Things” Richard J. Neuhaus, nazywany „teocon”, bo pisał przemówienia dla słynnego przywódcy murzyńskiego pastora M.L. Kinga;
  3. Stephen Schwartz, były trockista związany z Fundacją Obrony De­mokracji;
  4. Alan Bloom, autor książki Zamknięty umysł;
  5. Elliott Cohen: w grudniu 2002 r. ogłosił w „Wall Street Journal”, że Afganistan jest jednym z frontów IV wojny światowej, nie wyjaśniając przy okazji, gdzie podziała się III wojna światowa ;
  6. Mark Helprin – były wojak armii izraelskiej, pisarz i publicysta od spraw wojskowych i „bezpieczeństwa”;
  7. Adrian Zackheim, syn rabina, który opublikował apel senackiego ja­strzębia Newta Gingricha pod hasłem: „Odnowić Amerykę”;
  8. Jonah Goldberg z „National Review”;
  9. Lucianne Goldberg – matka Jonaha, agentka FBI i publicystka, auto­rka wspomnień agenta FBI Gary Aldricha, seniorka neokonserwy; zadebiutowała jako szpieg dla Richarda Nixona w sztabie senatora McGoyerna, inkasując za to po 1000 dolarów tygodniowo, potem zabłysła jako gwiazda afery Clinton-Leyinsky, bo okazało się, że do­radzała Lindzie Tripp, by nagrywała telefoniczne zwierzenia Moniki Levinsky.

Zapytana o profile moralne i polityczne neokonserwatystów, Lucianne Goldberg odpowiedziała butnie: Ma pan na myśli tych, którzy lubią zabi­jać ludzi i łamać meble? To ja!

Dawid Frum i Richard Perle napisali wspólną książkę: Koniec zła. Jak wygrać wojnę z terrorem1. Ci dwaj amerykańscy szowiniści wychowani na nieskażonych tradycjach wojny permanentnej Trockiego, nadal wierzą w wojnę permanentną, ale już nie o żydokomunizm, tylko o „demokrację”- Frum i Perle, to najbardziej zajadli syjoniści-rasiści. Narzekają tylko, że amerykańscy goje ostatnio tracą ochotę do wojny permanentnej, nie chcą wracać w cynowych pudłach i na wózkach inwalidzkich z kolejnych wojen „wyzwoleńczych”. Piorą mózgi Amerykanów gadkami o fanatykach islamskich, którzy irracjonalnie, bez powodu nienawidzą Izrael i USA, toteż USA mają historyczny obowiązek („misję”) obrony Izraela. Wrogowie Ameryki i Izraela mogą kiedyś zaatakować miasta amerykańskie bronią masowego rażenia, co było i jest przygotowaniem propagandowym do następnych wypraw w Zatoce Perskiej. Domagają się zniszczenia Iranu, Syrii, Uibanu, Arabii Saudyjskiej, palestyńskiego Hezbollahu i Ha-masu – łańcucha „osi zła”, „osi nienawiści”.

Książka Fruma i Perle’a ukazała się przed elekcją Busha na drugą kadencję. Warunkowali tę re-elekcję jego zgodą na inwazję Iraku. Perle twardo i jawnie popiera talmudyczny kult zagłady i zemsty – osi izraelskiego ekspansjonizmu. Stawiał te cele w „Jerusalem Post”, którego był dyrektorem, a który, jak pamiętamy, stał w czołówce oszczerstw żydowskich miotanych przeciwko Polsce, głównie przez rabinów. Ktokolwiek nie zgadza się z poglądami Perle’a, natychmiast zostaje ostemplowany sztancą „antysemity”, co w praktyce oznacza w USA śmierć cywilną przeciwnika. Perle uważa, że bezpieczeństwo Izraela i USA wymaga, aby potęga militarna tego państwa siłą zmieniła świat islamu. Wedłgu Perle, Palestyńczycy powinni wynieść się z Palestyny i oddać ją Żydom.

Recenzując książkę Fruma i Perle, Thomas Powers pisał w „The New York Review of Books” (11 marca 2004), że USA stworzą taki Irak, który nie będzie miał nic do gadania w sprawie baz amerykańskich w tym kraju. Jak na razie jego wizja sprawdza się w 100 procentach.

Noachickie prawo, rabiniczne idee „naprawy”, „doskonalenia”, „pra­sowania” świata na modłę talmudyczną, otrzymały oficjalne pierwszeństwo w programach politycznych USA za sprawą tychże chrześcijańskich „neo-konsrwatystów”, którymi są „nawróceni” na neo-syjonizm zatwardziali trockiści, byli fanatyczni zwolennicy permanentnej rewolucji komunistycznej. Ich metamorfoza w neo-konserwatystów-syjonistów dokonała się już u schyłku prezydentury Reagana, a pełnię osiągnęła za rządów Busha-juniora, natomiast oficjalną wykładnią polityki wewnętrznej i zewnętrznej USA stała się za rządów Busha juniora. Wojnę permanentną Trockiego o światowe zwycięstwo komunizmu, zamienili na wojnę permanentną o „demokrację” – czytaj – o pełne zwycięstwo syjonizmu politycznego i judaizmu rabinicznego. „Nawróceni” na syjonizm żydo-komuniści dostrzegli swego czasu, że mogą ławo opanować fundamentalistów protestanckich. Wyprodukowali dla nich utopię polegającą na wierze, że powrót Jezusa musi zostać poprzedzony zwycięstwem Izraela na Wschodzie ze wszystkimi tego faktu konsekwencjami, taldmi jak uczynienie Jerozolimy stolicą jednej religii, zburzeniem świętych meczetów i podbojem świata – militarnym, politycznym, religijnym. To oczywiście talmu-dyczny judaizm i prawo noachickie dokładnie powielone: budowanie Wielkiego Izraela za pomocą wojny permanentnej Zachodu ze światem islamu. Chodzi o „przebudowę” świata, na razie islamskiego, za pomocą machiny wojennej USA dla zapewnienia izraelskiej hegemonii na Bliskim Wschodzie. Budowanie Wielkiego Izraela w granicach Dawida i Salomona obiecywał już premier Ben Gurion w Knesecie. A granice te, według dawnych i obecnych uczonych rabinów, wiernych uczniów Majmonidesa obejmują: północny Egipt do Kaim, cały Synaj, Arabię Saudyjską, Jordanię, Kuwejt, Irak do rzeki Eufrat, Turcję do jeziora Van, Syrię, cały Liban i Cypr.

Jest więc jeszcze sporo do roboty. Zadanie taranu, który rozbije i splantuje nienawistne kraje islamu, neo-konserwatyści powierzyli Stanom Zjednoczonym. Potrzebny był do tego jakiś uniwersalny pretekst. Okazał się nim „terroryzm”, „walka z terroryzmem”. Drugie skrzydło tego uniwersalnego taranu, to „wałka z antysemityzmem”.

„Terroryzm” wyprodukowano w ten sposób, że wojskowo-polityczny syndrom tajnej władzy w USA sprowokował zbrodniczy zamach na wieżowce w Nowym Jorku. W odwecie uderzono na Afganistan, który rzekomo chronił rzekomych zamachowców Bin Ladena, ale atak na Afganistan był przygotowany na kilka lat przed owym „9/11″. Z tych samych pretekstów został zmasakrowany Irak, choć służby wywiadowcze USA wiedziały doskonale, że Irak nie posiada ani broni nuklearnej, ani broni biologicznej czy chemicznej.

Louis Farakhan z „Nation…” w Waszyngtonie powiedział 28 kwietnia 2004 roku:

Prezydent Bush stanął po stronie tych, którzy nie szukają pokoju i nie chcą sprawiedliwości. Rządy Izraela i USA podjęły plan, który prowadzi do dalszych zniszczeń, rozlewu krwi jak i wielkich strat w ludziach1.

Bush-senior mianował najbardziej fanatycznego żydowskiego Jastrzębia” – Paula Wolfowitza swoim doradcą i tym otworzył puszkę Pandory, z której wyskoczyły współczesne plagi USA. Gang „neokonserwatystów” ciasno otoczył jego synala Busha-juniora, który posłusznie akceptuje ich nakazy, realizując w życiu cywilnym USA wszystkie prawa noachickie, z doktryną budowy Wielkiego Izraela na czele. Robert S. Greenberger w „The Wall Street Joumal” z 19 września 2003 roku napisał, że przełomem w opanowaniu życia politycznego i militarnego w USA przez „neokonserwatystów chrześcijańskich” był pewien doroczny bankiet w American Enterprise Institute w lutym 2002 roku. Wtedy to Bush-junior przejął pod swoją kuratelę całą grupę neokonserwatystów-syjonistów i obsadził nimi kluczowe stanowiska w rządzie, następnie już całkiem przez nich ubezwłasnowolniony, poparł ich plany narzucania światu islamskiemu „demokracji”, jako rzekomo najpewniejszej drogi do bezpieczeństwa Ameryki, tak jakby ktokolwiek mógł zagrażać jej bezpieczeństwu, jakby jakiekolwiek mocarstwo miało wtedy warunki militarne i ochotę do zagrożenia temu bezpieczeństwu.

Neo-syjoniści nazywający się obłudnie „neo-konserwatystami”, do tego jeszcze „chrześcijańskimi”, opanowali nie tylko administrację rządową Busha, ale poprzez całkowitą dominację w mediach urabiają umysły Amerykanów ku akceptacji ich kolejnych zbrodni kolonialnych. Piszą sprawozdania, udzielają wywiadów, przemawiają, dyskutują, reprezentują Busha w audycjach telewizyjnych.

Oto jeden z nich – John McCain, przez tygodnik „Time” określany jako jeden z 25 najbardziej wpływowych polityków amerykańskich, a że Żyd, to tego nie trzeba dodawać. Oto przykład sztampowych zbitek słownych, którymi McCain bluzga na świat islamu przez syjonistów masakrowany:

Nasi wrogowie walczą o to, by powiększyć imperium polityczno-religijne (!! – H.P.), którego ideologiczną podstawą jest kłamliwa interpretacja islamu, zastępująca umiłowanie pokoju żądzą przemocy. Wolność i sprawiedliwość budzą ich nienawiść(…) Zdaniem tych fanatyków, prawo jednostek do poszukiwania osobistego szczęścia osłabia społeczeństwa, a jedynym owocem wolności jest materializm…

I tak „w koło Macieju” ten idealista sprawiedliwości i pokoju ustawia pod murem tych wstrętnych wyznawców Mahometa, bezczelnie opierających się dobrodziejstwom demokracji niesionej przez Jankesów na pokładach samolotów, czołgów, w rakietach, w lufach ich nowoczesnych pistoletów i karabinów maszynowych.

We „Wprost” pluł na islamistów słynny syjonista Noam Chomsky, m.in. autor kłamliwego bestsellera „9-11″ o ataku na wieżowce w Nowym Jorku. Pyta więc: dlaczego oni nas tak nienawidzą? I odpowiada – bo my budujemy światową demokrację:

Stany Zjednoczone opowiadają się za wprowadzeniem rządów demokratycznych we wszystkich państwach. Zwycię­stwo wolności na świecie jest najpoważniejszym strategicznym interesem Stanów Zjednoczonych…

Ok., Mr Chomsky! Budujecie demokrację światową już od 1945 roku, a jakie są tego budowania wyniki, ludzkość sama widzi. Oto chronologia tego budowania, czyli bombardowania, palenia napalmem, zatruwania zubożonym uranem, pacyfikowania, terroryzowania krajów świata odpornych na waszą noachicką sprawiedliwość i demokrację.

Chiny 1945-46 Korea 1950-53 Chiny 1950-53 Gwatemala 1954 Indonezja 1958 Kuba 1959-60 Gwatemala 1960 Kongo 1964 Peru 1965 Laos 1964-73 Wietnam 1961-73 Kambodża 1969-70 Gwatemala 1967-69 Grenada 1983 Libia 1986 Salwador 1980 Nikaragua 1980 Panama 1989 Irak 1991-99 Sudan 1998 Jugosławia 1999 Afganistan 2002 Irak 2003

Tę listę, ten przerażający nekrolog opublikował „Nasz Dziennik” 12 marca 2003 roku, pytając czytelników w ironicznej mini-ankiecie, w ilu z tych państw udało się Jankesom – czytaj syjonistom amerykańskim, og­niem i mieczem wyrąbać demokrację. Prawidłowa odpowiedź brzmiała -w żadnym. Gazeta powinna była jeszcze zamieścić listę państw, na które USA nie napadły bezpośrednio, oficjalnie, tylko organizowały tam krwawe przewroty polityczne, pucze, bunty, wojny domowe, wojny plemienne. Łącznie z oficjalnymi inwazjami, było tych zbrodni 49 w ciągu półwiecza, czyli „co rok prorok” amerykańskiej demokracji. Niezły wynik, ale bój trwa, następne kraje w toku „demokratyzacji”, której – co z nieskrywanym obrzydzeniem stwierdza Noam Chomsky napadane państwa nie chcą i basta, a co gorsze, coraz bardziej tej demokratyzacji nienawidzą.

Teraz krzyżowcy bombowej demokracji niosą na swych krwawych sztandarach „walkę z terroryzmem”. Już w 1989 roku o. Ignatio Martin Baro, psycholog społeczny, wygłosił w Kalifornii wykład pod znamien­nym tytułem: Psychologiczne konsekwencje politycznego terroru. Stwier­dzał tam, że najgroźniejszą formą terroru jest terroryzm państwowy. Polega on na terroryzowaniu całego społeczeństwa poprzez systematyczne działania realizowane przez siły państwowe. Taki terroryzm państwowy jest główną częścią rządowego socjalistycznego zadania realizowanego w imię interesów uprzywilejowanej kasty.

W artykule Podrabiany terror – droga do dyktatury, inny odważny Amerykanin Michael Riyero oddaje strzał w dziesiątkę:

Kreowanie wrogów, którzy są potrzebni, to najstarsza ze znanych sztuczek, sięgająca korzeniami czasów Rzymu1.

Na froncie militarnym produkuje się „terrorystów”. Na propagando­wym – „antysemitów” – dwa wymarzone preteksty do talmudycznego „antyterroryzmu”.

Z kilkunastu najbardziej wpływowych Żydów „neokonserwatystów” -syjonistów, oprócz D. Cheneya, Paula Wolfowitza, Rumsfelda, Richarda Perle’a i innych, dałoby się utworzyć klub wpływowych multi-milionerów, którzy zręcznie przełożyli swoje wpływy polityczne na zyski z korporacji, jako członkowie rad nadzorczych i współwłaścicieli.

Taki Paul Wolfowitz: zaczynał w administracjach kolejno Forda, Car­tera, Reagana i Busha-seniora. To właśnie w czasach prezydentury Reaga­na następowało zorganizowane przechodzenie wpływowych Żydów „neokonserwatystów” z Partii Demokratycznej do Republikanów, co w re­zultacie całkowicie zaciemniło i tak już iluzoryczną granicę programowo – personalną pomiędzy tymi dwiema partiami. Wolfowitz zarobił setki tysięcy dolarów od Hughes Electronic; 247 000 jako profesor i dziekan na John Hopkins University; jako „ekspert” do spraw obrony zainkasował 55 000 dolarów „wykładając” w Heritage Foundation, Syracuse Universi-ty, w banku J.P. Morgan. Jako płatny „konsultant” darł forsę od firmy naftowej BP Amoco. Pracował i pracuje dla zbrojeniowego giganta North-rop Grumman, dla The Limited Service Corporation. Nie brakowało go w kierownictwie Hasbro, gdzie ma odłożone 250 000 dolarów jako rekompensatę. Pracował dla kompanii usług finansowych Dreyfus za 130 000 dolarów.

Pisząc o tych dojnych krowach neokonserwatystów, Wanda Makowiecka z „Ojczyzny” (15 marca 2004) dodaje, że rocznie zarabiają oni w takich firmach łącznie około 30 milionów dolarów.

Alana Blooma, autora książki Zamknięty umysł, wypromowali neo-konserwatyści. Tylko od firmy Olin otrzymał on za swoje usłużne pióro trzy miliony dolarów. Z kolei tegoż Blooma opisał w swojej powieści z kluczem („Ravelstein”) słynny żydowski pisarz Saul Bellów. Jego syn Adam związał się na krótko z prawicą (desant? – możliwe), był współpracownikiem zaciekle zwalczanego i w końcu unicestwionego pisma „Free Press”. Niedaleko jednak upadł od ojcowskiej jabłoni, bo wkrótce związał się z wydawnictwem Doubleday, rekomendując książkę Stephena Schwa-rtza: Dwie twarze islamu. Tenże Schwartz był niegdyś członkiem młodzieżowej grupy trockistowskiej. Kazał się wtedy nazywać „towarzysz Sandalio”, a teraz przytomnie stał się nieprzejednanym krytykiem islamu i jastrzębiem „demokracji”.

Oto Richard Perle: przewodniczący wpływowej Defence Policy Board (DPB). To grupa wpływów lobby zbrojeniowego, w         którym „neokonse-rwatyści” spod znaku prawa noachickiego mają ogromne wpływy, a poprzez to lobby i prezydenta Busha sterują inwazjami militarnymi USA. W DPB zapadają decyzje o tym, jakie nowe typy broni mają być roz­wijane i stosowane przez Pentagon w kolejnych wyprawach po złote runo „demokracji”.

Perle wcisnął do DPB swojego kumpla i partnera w interesach – Gerarda P. Hillmana i dwóch innych „neokonserwatywnych” syjonistów: Jamesa Woolseya i Kennetha Adelmana.

Innymi z tej paczki w DPB są: były wiceprezydent Dan Quale, dla którego „pracował” William Kristol; Newt Gingrich, były sekretarz obrony, Harold Brown, James Schlesinger i osławiony Żyd niemiecki Henry Kissinger – m.in. członek rady programowej firmy Hollinger Inc. Conrada Blacka, z którą jest związany Perle. Ogółem, na 30 członków DPB, dziewięciu ma związki z firmami, które w 2001 roku i następnym zdobyły kontrakty z Pentagonem na 76 miliardów dolarów. Są tam giganty: Boe­ing, TRW, Northrop Gumman, Lockheed Martin, Booz Alleu Hamilton i szereg mniejszych.

Wpływowym Żydem w DPB jest emerytowany admirał David Jere-miah, były wiceprzewodniczący Połączonych Szefów Sztabu. To dyrektor lub doradca pięciu korporacji, które w roku wojny w Afganistanie (2002) i przygotowań do uderzenia na Irak, dostały zamówienia z Pentagonu na sumę 10 mld dolarów. Oto przykład pajęczyny władzy w wielkich korporacjach: tenże David Jeremiah zasiada w zarządzie firmy Getronics Gover-nment Solution, która została kupiona przez Digital Net i znana jest obecnie jako Digital Net Government Solution, a właśnie Richard Perle jest związany z tą Digital Net.

Inny przyspieszacz przyjścia Mesjasza i budowania Wielkiego Izraela, to emerytowany generał lotnictwa Ronald Fogelman: rozsiadł się w ra­dach nadzorczych i zarządach kilku firm, które w 2002 roku otrzymały za­mówienia rządowe na ponad 900 min dolarów.

Jack Sheehan, także emerytowany generał, w 1998 roku wszedł do firmy inżynieryjno-konstrukcyjnej, jednej z największych na świecie, która w 2001 roku zawarła kontrakty z Pentagonem na 650 milionów dolarów, a w roku następnym na ponad miliard dolarów.

Jedźmy dalej tropami neokonserwatywnej demokracji z Pentagonem w herbie: przyjaciel Perle’a, wspomniany J. Woosley jest dyrektorem w Paladin Capital Group, która zbiera fundusze na „bezpieczeństwo we­wnętrzne” USA. W połowie 2002 Woosley znalazł się w firmie konsultin­gowej Booz Allen Hamilton na posadzie wiceprezesa. Firma natychmiast otrzymała kontrakty z Pentagonem na 680 min dolarów.

Osobna uwaga należy się Wolliamowi Owensowi, także byłemu wo­jakowi, który krząta się w kilku firmach zbrojeniowych. Owens jest jed­nym z głównych filarów tzw. Revolution in Military Affairs (RMA), która trudzi się wprowadzaniem najbardziej zaawansowanych technologii mili­tarnych w obecnych i nadchodzących wojnach o światową demokrację w ramach naprawiania świata. Ten kierunek militaryzacji amerykańskiej demokracji stał się absolutnie priorytetowy w budżecie i technologii ame­rykańskich sił „obronnych”, a dowody tego priorytetowego trendu pozna­my w kolejnych wojnach o demokrację i prawa noachitów.

Ten personalny przegląd „demokratycznych neokonserwatystów” przygotowujących grunt pod przyjście żydowskiego Mesjasza gwarantuje nam, że mając w garści Pentagon, Biały Dom i media, szykują światu ko­lejne krwawe łaźnie, a każdą usprawiedliwią walką o pokój, demokrację i wolność.

Ale państwa „trzeciego świata”, a z nim reszta równie gorszego świata, tak naprawdę dowie się o ostatecznym zwycięstwie pokoju i demokracji dopiero wtedy, gdy starzy przestaną grzebać młodych, ojcowie synów zabitych jako wrogów demokracji noa-chickiej w wydaniu „amerykańskim”. Nigdy przedtem. Nigdy wcześniej. Dopiero wtedy!

Parasol ochronny nad tą bandą ludobójców dyskretnie roztacza znany syjonistyczny strateg propagandowy, słynny polskojęzyczny 24-karatowy Zbigniew Brzeziński, kumpel megamiliarderów talmudycznych, współzałożyciel Komisji Trójstronnej. W „Gazecie Wyborczej” (8 X 2003) atak na Irak nazwał on głupotą i fanatyzmem, a przypisał go fanatyzmowi „tzw. neokonserwatystów”, mających bliskie powiązania z partią Likud w Izra­elu. Po nazwaniu ich fanatyczną i wyjątkowo głupią prawicą religijną w Ameryce, Brzeziński zadekretował:

Jest to prawicą chrześcijańska. Ta prawica wychodzi z założenia, że Ziemia Święta jest to coś wyjątkowego, że nastąpi tzw.

Drugie Przyjście i wobec tego trzeba działać energicznie, pomagać Izraelowi. Oni uważają, że jak już nadejdzie koniec świata, to albo wszyscy izraelici muszą się nawrócić na chrześcijaństwo, albo skończą w piekle.

Brzeziński odwraca kota ogonem i łże, iż neokonserwatyści zmierzają do nawrócenia Izraelitów i samych siebie na chrześcija­ństwo! Łże śmiało i prosto w oczy w przekonaniu, że polskojęzyczni goje nie wiedzą o tym, iż jest dokładnie odwrotnie. Chyba ma rację, że nie wiedzą.

Czy neo-konserwatystom syjonistom – według Brzezińskiego o ni­czym nie marzących tak namiętnie, jak o przejściu na chrześcijaństwo z prawa noachickiego i nakazów tikkum olam – ktoś, jakieś siły w USA mogą się przeciwstawić w dającym się przewidzieć w czasie?

Na to pytanie pośrednio odpowiemy słowami niekwestionowanego w tej materii autorytetu, jakim jest były dyrektor CIA William Colby. Kiedy bohater wojny wietnamskiej, senator z Nebraski John DeCamp starał się wniknąć za kulisy nietykalnych, Colby ostrzegł go:

Musisz zrozumieć, John, że czasami mamy do czynienia z siłami i wydarzeniami zbyt dużymi, zbyt potężnymi, o tak wielkim wpływie na innych ludzi i instytucje, że nic się nie da zrobić przeciwko nim, bez względu na to, jak są oni źli i niesprawiedliwi oraz bez względu na to, jak oddany lub szczery jesteś, albo jak niepodważalne masz dowody. Tak wygląda jedno z brutalnych praw życia;’ z którymi musisz się pogodzić. Wykonałeś co do Ciebie należało. Próbowałeś obnażyć zło i krzywdy. Kosztowało cię to bardzo dużo, ale jeszcze cię nie zabiło. Radzę Ci, wycofaj się, zanim cię to zabije.

Czytając tę przyjacielską radę szefa CIA, odniosłem wrażenie, że kierował ją nie tylko do Johna DeCampa, lecz i do mnie. Tak, do mnie i do wszystkich podobnych Don Kichotów, którzy wykonują to, co do nich należy. Radzę ci, wycofaj się… zanim cię to zabije.

Tak, Mr. Colby. Jako szef CIA pan dobrze wiedział, co mówi. Powiedział pan dokładnie to samo, o czym 70 lat temu westchnął prezydent Woodrow Wilson w swojej książce Nowa wolność:

Niektórzy z największych ludzi w Stanach Zjednoczonych w dziedzinie przemysłu i handlu czegoś lub kogoś się obawiają.

Wiedzą, że jest gdzieś władza tak zorganizowana, tak nieuchwytna, tak czujna, tak zwarta, tak doskonała i tak przenikliwa, że lepiej, żeby nie mówić głośno, kiedy się ją po­tępia1.

Odnoszę jakieś irracjonalne wrażenie, że i on mówił to m.in. do mnie, podobnie jak szef CIA William Colby. Obaj wiedzieli co mówią. Radzę ci, wycofaj się, zanim cię to zabije…

Albo, nie sięgając aż tak głęboko wstecz – wypowiedź brytyjskiej królowej Elżbiety II do byłego kamerdynera księżnej Diany – Paula Burrella:

Są moce działające w tym kraju, o których nie posiadamy wiedzy1 2.

Ksiądz prałat płk Stanisław Tworkowski (ur. 1901), uczestnik obydwu wojen światowych, kapelan wojskowy we Wrześniu 1939, potem kapelan Armii Krajowej, autor wydanej przed wojną książki Polska bez Żydów3, zmarły w 1999 roku, przed śmiercią prosił, aby następujący napis został umieszczony na moim grobie:

Urodziłem się w niewoli. Całe życie walczyłem o wolność. Umieram w niewoli. Wolną duszę oddaję Bogu.

Umieram w niewoli. W 1999 roku? W niewoli? Ależ tak! W niewoli.

Henryk Pająk

Henryk Pająk

Henryk Pająk

Tags : ,

Komentowanie zamknięte.