Najnowsze

Opublikowano Kwiecień 22, 2014 Przez Jan W Syjonizm i jego zagrożenia

SJONIZM, JEGO POLITYKA I JEJ SKUTKI W POLSCE, A CHAZARSKIE POCHODZENIE ŻYDÓW…

STANISŁAW JASIŃSKI


SJONIZM, JEGO POLITYKA I JEJ SKUTKI W POLSCE,
A CHAZARSKIE POCHODZENIE ŻYDÓW…

19 3 5
SALEZJAŃSKA SZKOŁA RZEMIOSŁ (DZIAŁ GRAFIKI) WARSZAWA,

UL KS. SIEMCA 6.TELEFON 537-72.

Sjonizm, jego polityka i jej skutki w Polsce, a chazarskie pochodzenie żydów…
Towarzyszowi broni — i pracy, Autorowi znakomitych powieści „Grozy” i „Pokoju”
kpt. WITOLDOWI DEMBICZOWI
rzecz niniejsza poświęcam
AUTOR.

Od Autora.

Mamy wśród siebie Żydów w masie paro milionowej, mamy „Kwestję żydowską, która pomyślnego dla nas rozwiązania domaga się pod grozą najgorszych następstw, brak nam zaś pierwszego, najważniejszego warunku do tego rozwiązania, t. j. znajomości Żydów. O Żydach wiemy niezmiernie mało. Próbką tego dosadną może być skandaliczny fakt, że w całej polskiej prasie codziennej niema ani jednego chrześcijanina referenta spraw żydowskich, znającego żydowski język, skutkiem czego nawet pisma t. zw. antysemickie w wyzyskaniu prasy żargonowej zdane są na przygodną ob-sługę żydowskich referentów. Innym trudnym do uwierzenia faktem jest, że polska nauka historii nie zdobyła się dotychczas na wydanie choćby jednego podręcznika historii Żydów; jedyna w języku polskim, zresztą od dawna wyczerpana historia narodu żydowskiego napisana została przez lekarza Dr. Henryka Nusbauma, zresztą Żyda. O większe lenistwo w sprawie tak pierwszorzędnie dotyczącej naszego bytu, już chyba trudno. W takich warunkach wychodzi! niniejsza praca moja, która nie objawia w stosunku do Żydów żadnego zgoła sentymentu, nie sprzyja im, ani! ich specjalnie nie zwalcza, gdyż to sprawa publicystyki! codziennej, nie zaś publikacji, mającej na celu złożenie polskiemu czytelnikowi plonu przeprowadzonych badań i spostrzeżeń.

+++

______________

Istotą syjonizmu, jak sama nazwa jego wskazuje, było od początku i długo jeszcze miało być dążenie do powrotu Żydów do „Sjonu“, do Palestyny. Wówczas to utrwalona została legenda, jakoby Żydzi wogóle kiedyś byli zmuszeni Palestynę opuścić, gdyż historia zaświadcza, że tłumne wychodźstwo Żydów ze swego prastarego siedliska zaczęło się i pierwsze zastępy emigrantów żydowskich na półwyspie iberyjskim pojawiły się na długo jeszcze przed zburzeniem Jerozolimy ii były poprostu przejawem nałogowej włóczęgi tych prakoczowników.
Niemniej rozbrzmiewał cały ruch syjonistyczny hasłem powrotu do Palestyny i budowania w Palestynie na nowo czegoś w rodzaju państwa żydowskiego, czy, jak się to dziś nazywa, narodowej siedziby żydowskiej.

Dla Polaków ruch ten w początkowej, czystej swej postaci był raczej sympatycznym. Idealistyczna natura polska czuła się do niego pociągnięta tym czynnikiem również idealnym i z lekka romantycznym, który tkwił w zakrojonym na niewidziane dotąd rozmiary planie powrotu piętnastomilionowego „wiecznego ludu“ do odwiecznych swych siedzib. Ten czynnik wyczuwaliśmy żywo my, niegdyś, dzieciaki polskie, kiedy to przed laty obok nas na lawie szkolnej formowały się pojęcia pierwszych syjonistów. Potem sympatia ta pogłębiła się i rozszerzyła o inny jeszcze motyw. Plemię żydowskie obsiadło głównie kraje polskie — trzecia część żydostwa całego globu żyje w Polsce. Ten nadmiar stanowi czynnik, groźnie komplikujący sprawę żydowską. Wydawało się jasnem, że jeśli Żydzi będą na skutek wzrostu syjonizmu opuszczali Europę i przenosili się do Palestyny, to przede wszystkim będą wychodzili stąd, gdzie ich najwięcej i gdzie siedzą najgęściej, z Polski, że Polskę odciążą, że zatem ruch syjoński, jako praecursor owej spodziewanej emigracji nadmiaru Żydów z Polski, leży w naszym interesie. Temu należy przypisać, że ludzie, zaliczeni później przez Żydów do srogich antysemitów — swego czasu z żywą odnosili się sympatią do ruchu syjońskiego.

A tymczasem ruch syjoński rozwijał się jak wszelki twór organiczny i poczęły pojawiać się na nim pierwsze objawy przekwitu.

W ożywionej dyskusji o Palestynie, jaka się rozwinęła w różnojęzycznej publicystyce świata, poruszono problem pojemności Palestyny. Okazało się, że kraj ten, nie będący przecież bezludną pustynią, lecz liczący już 700.000 stale osiadłej ludności arabskiej, nie jest w stanie pomieścić ewentualnie tylu żydowskich przybyszów, aby tą drogą dało się kwestię żydowską w Europie rozwiązać. Starożytna Palestyna mieściła prawdopodobnie dwa miliony ludności, lecz wtedy był to kraj dobrze zagospodarowany, gdy dziś zniszczony. Przywrócenie Palestyny do dawnego stanu i do dawnej pojemności wymagałoby olbrzymich wysiłków techniki i ogromnych nakładów, a i tak jeszcze nie pomieściłaby ona ani połowy samych tylko Żydów Polski.

Wtedy to zaczęto rozglądać się za jakimiś wolnymi obszarami, na których, wobec niewystarczalności Palestyny, można by Żydów osadzić i stworzyć na tych obszarach rodzaj na¬rodowo – żydowskiego państwa. Okazało się, że istnieje jeszcze kraj taki w Afryce, mianowicie angielski obszar kolonjalny Uganda i że Wielka Brytania byłaby skłonna oddać ową Ugandę na założenie w niej projektowanej Kolonii żydowskiej. Potem znalazły się obiekcie i przeciw Ugandzie. Oglądano się dalej za niezaludnionemi jeszcze przestrzeniami i przez pewien czas dużo mówiono o jakichś obszarach w Ameryce południowej.

Było to niejako odchylenie się, skrzywienie linii palestyńskiej, ale z punktu widzenia praktycznego rzecz zostawała w gruncie niezmieniona. Chodziło o exodus Żydów z t. zw. golusu, to jest ziemi wygnania, o przeniesienie ich na jakiś jeden obszar i uorganizowanie z nich porządnie zbudowanego społeczeństwa. Wszystko jedno -— mówili Żydzi — gdzie, jeśli Palestyna nie nadaje się na to, to wybierzmy inny jakiś kraj nie zaludniony, choćby najbardziej pierwotny, ucywilizujmy go i załóżmy sobie w nim nową ojczyznę, byle być u siebie, byle przestać być Ahasverem między narodami. Rdzeniem jednakże ruchu pozostawała i nadal grupa palestyńska, propagująca powrót do „ziemi ojców“, choćby tam tylko część Żydów wrócić mogła. Na stanowisku tem stali najwybitniejsi promotorowie ruchu z Herzlem na czele, celowi temu służyły nadal bogate instytucje, zbierające wśród Żydów całego świata fundusze na przyszłe urządzenie Palestyny. Tutaj też, w obozie ściśle syjońskim, znajdowali się najwybitniejsi narodowo – żydowscy pi-sarze, literaci, artyści, w ogóle ludzie natchnienia i duchowi przywódcy swego ludu. Syjonizm ,,czysty“ był najruchliwszą i najenergiczniejszą częścią ruchu, dzięki czemu też nigdzie nie dał się przytłumić Ungadynstom i innym terytorjalistom Cechował go przytem specjalny tupet bojowy, śmiałe atakowanie antysemitów, nie tylko w obronie, ale w działaniu zaczepnem. Jakby na zadatek przyszłej realizacji programu, wówczas, gdy uda się ostatecznie Palestynę wytargować od sułtana, prowadzili też syjoniści na małą skalę kolonizację „ziemi ojców“. Z ochotników, zrekrutowanych przeważnie z Polski i Rosji, powstało w Palestynie kilka kolonii, których ludność usiłowała oddać się ogrodnictwu, warzywnictwu i uprawie roili, oraz wina — wino palestyńskie stawało się modnem, było w tonie patriotycznym. Oczywiście, praktycznego znaczenia nie miało to wszystko żadnego, ale było niejako ustawicznem przypominaniem, że idea żyje. Obok zakładania tych próbnych, niejako kolonii zaczęto szczepić coś w rodzaju kultury żydowskiej w Palestynie i w kraju. W Palestynie z inicjatywy Żydów specjalnie polskich założono kilka, lub kilkanaście szkół różnego typu, między innymi szkołę sztuk pięknych w Jerozolimie, pod kierunkiem polskiego Żyda, malarza Hirszberga. W kraju rzucono się do uczenia się języka hebrajskiego, dla krzewienia ideałów palestyńskich powstawały stowarzyszenia pod wezwaniem bohaterów i bohaterek narodowych Makkabil, Bar Kochba, Judyt i t. d. Ostatnim sukcesem wewnętrznym syjonistów było jednanie dla ruchu rabinów starowierczych, t. zw. Chasydów, przez których ruch, dotychczas noszący na sobie piętno pochodzenia z warstwy inteligenckiej, względnie półinteligenckiej, może zacząć przenikać w masy.

Wśród takich to mniej więcej okoliczności w chytrym mózgu żydowskim powstała konstrukcja następująca: Palestyna jest daleko w czasie i w przestrzeni, południowa Ameryka i Uganda równie nie blisko, albo jeszcze dalej tymczasem zaś ludność żydowska osiedliła się już w gęstych masach w krajach wschodnio — północnej Europy, zwłaszcza w Polsce,, nie szukając więc innych rozwiązań, należy po prostu tutaj zakładać podstawy potęgi nowo – żydowskiej, korzystając z gotowych fundamentów. Tak powstało hasło „urządzenia się“ Żydów w Polsce, bezczelne hasło „Judeo- Polski“, które schłostane piórem najwybitniejszych polskich pisarzy z Aleksandrem Świętochowskim na czele, wywołało tyle oburzenia i rozgoryczenia w społeczeństwie polskiem.

Kiedy niesłychana prowokacja narodu polskiego w postaci „Judeo – Polski” zjawiła się na powierzchni naszego życia, nie był już syjonizm ani w przybliżeniu owym ruchem młodzieńczo – romantycznym, jakim widzieliśmy go przed laty, u schyłku zeszłego wieku.
Wprawdzie nie syjoniści wystąpili z konceptem budowania w Polsce nowej Judei, ale oni stworzyli atmosferę, w której podobnie dzika i bezczelna kombinacja myślowa lęgnąć się mogłaś. Albowiem jak z jednej strony wszelkie palestyńskie, ugandystyczne i inne podobne koncepcje, poza platonicznymi układami z sułtanem tureckim, czy rządem wielkobrytańskfm, poza nauką hebrajszczyzny i produkcją wina palestyńskiego pozostały narazie zupełnie bezpłodne, tak z drugiej strony ruch syjoński w najszerszem tego pojęcia znaczeniu posycił potężnie nacjonalizm żydowski. Syjonizm nie ogłaszał Judeo – Polski i tego bluźnierstwa sam nam w oczy nie bryzgał — to prawda. Ale syjonizm pouczał i nakazywał, że zanim Żydzi pod wodzą jakiegoś nowego Mojżesza i Jozuego wyjdą z ,,golusu“, domu niewoli, i wrócą do „ziemi ojców“, aby tam posiąść pełną szczęśliwość, powi’nni już tutaj, w Europie, zmięszani z innymi ludami opierać się ze wszelkich sił asymilacji i we wszelkich okolicznościach uprawiać politykę narodowo – żydowską, przeciwstawiać się ludom tubylczym, ja-ko lud odrębny, obcy, mający własne do spełnienia cele. Takie stanowisko musiało zaostrzyć stosunek Żydów do autochtonów, zwłaszcza tam, gdzie Żydzi występowali, nie jako nieliczna garstka, jak we Francji, czy we Włoszech,lecz jako ogromna masa, jak w Polsce, a od tak zaznaczonego nacjonalizmu był już krok tylko do zuchwałego i obłędnego snu o Judeo-Polsce.

Do pierwszych młodziutkich syjonistów, z którymi: kolegowaliśmy na ławach szkolnych w naszej wiośnie życia, odnosiliśmy się z żywą sympatią. I oni, upatrując na zasadzie pozornych analogi dziejowych pokrewieństwo Judy z Polską smutną i nieszczęśliwą, żywili dla ojczyzny naszej uczucie przyjazne, niejednokrotnie serdeczne. Tym niegdyś romantycznym młodzieńcom, dziś mężom siwiejącym, chciałoby się powiedzieć: Patrzcie, dokąd za¬prowadziły wasze górne i wzniosłe ideały. Do niemoralnej chętki uwicia gniazda pod cudzą strzechą, do urządzenia się na nieswojej ziemi Wbrew woli gospodarzy i z ich szkodą, a więc do praktyk, względnie planów bandyckich, złodziejskich! Czy nie czujecie się w sumieniu waszem zaniepokojeni, wy uczciwi i’ prawi Żydzi’, którzy brzydziliście się zawsze podszywaniem się pod polskość, ale zapewnialiście, że właśnie dlatego i właśnie tylko wy, nie udający polskiego patriotyzmu, możecie zdobyć się na szczerą wobec Polski lojalność?

Syjonizm nie pozostał mrzonką studencką, za jaką swego czasu miała go przeważna część opinii polskiej i cała oficjalna opinia żydowska.
Okazało się, że trafnem było niegdyś odczucie nas, dzieci polskich i żydowskich, które instynktownie czuły, że idee są także siłą, nie gorszą od bagnetów.

Wojna światowa zbliżyła syjonizm do celu spragnionego. To, czego Teodor Herzl nie zdołał ostatecznie wynegocjować na audjencjach w Yldiz-Kiosku, stało się możliwością i rzeczywistością na skutek powalenia Niemiec i ich tureckiego sprzymierzeńca. Palestyna dostała silę w sferę władania Wielkiej Brytanji, a tem samem moc rozstrzygania o jej losach przesz¬ła. w ręce tego najbardziej „żydowskiego” z na¬rodów aryjskich, narodu — kramarza, handlującego z biblią pod pachą, a mającego swoje żywotne , geszefty handlowo-imperialistyczne zarówno, nad naszym Bałtykiem, jak nad semicka Jordanem, W. Brytanja, rządzona przez Dawida Lloyd George‘a, skuzynowanego wielokrotnie z Żydami i otoczonego przez żydowskich sekretarzy, reklamiarzy i doradców, ogłosiła Palestynę, jako siedzibę narodową „żydowską”, na. czele jej, niby nowego Dawida, z prawami wielkorządcy postawiła Żyda Samueisa.

Tęczowe sny stają się jawą. I teraz dopiero następuje najbardziej krytyczny moment w rodzaju syjoniizmu, Syjoniści otrzymują faktyczną władzę nad „ziemią ojców“. Sam Samuels jest też syjonistą. Nic zgoła nie stoi na przesz¬kodzie wtargnięciu do Palestyny milionów, a choćby tymczasem kroci tysięcy Żydów — imigrantów — i wtedy, gdy po stuleciach bez¬państwowego bytu odbudowuje się Polska, Czechy, Chorwacja, założeniu choćby tylko fundamentów pod nowy gmach syjonu nic nie stoi na przeszkodzie. Przez lat z górą czterdzieści trwała propaganda. Teraz nastąpią jej owoce. Nostalgiczna energia Ju¬dy porodzi czyn. Romantyczne, tęskne i jak¬by tylko literackie ,,L‘szono habu b‘Jeroszo laim“ — „Na przyszły rok w Jerozolimie”, owo świąteczne zawołanie żydowskie, będące już tylko martwym dźwiękiem, nabierze teraz znowu żywej treści — jak lawa ruszą teraz za¬stępy Izraela ku wyśnionej ,a otworem stojącej „starej ojczyźnie”. Cały świat czeka. Cze¬kamy nade wszystko my, Polacy, gościnni amfitrionowie, cośmy naszą Piastowską i Jagiellońską gościnnością ocalili Izraelowi życie wtedy, gdy nigdzie na kuli ziemskiej nie było dla niego piędzi ziemi bezpiecznej, gdy Hiszpania, Francja, Anglia, Niemcy, Włochy „rozwiązywały” u siebie kwestię żydowską inkwizycją stosami, masową konfiskatą mienia, po¬gromem, banicją. My, cośmy w tych strasznych dla biblijnego narodu czasach stworzyli na swojej ziemi z bezprzykładną w dziejach wielkodusznością, ale i bezprzykładną nieopatrznością „paradisus Judeorum“, cośmy ocalili Żydów od śmierci, a potem wsłuchilwali się w religijny i literacki szloch dzieci wiecznego ludu Jehowy, o wyprowadzenie z nowe¬go domu niewoli, z nowego Egiptu, o zesłanie na nowo Mesjasza, z największem naprężeniem wypatrywaliśmy chwili, gdy Izrael runie z powrotem do Palestyny.

Kilkanaście lat już rządzi Samuels – Jozue podarowaną Żydom Palestyną. Jeżeli z naszej biednej, wysysanej przez najazd Polski rok rocznie wychodziło w świat za chlebem 150.000 ludu, toć w kilkunastu latach Izrael, stojący pod patronatem najpotężniejszego mocarstwa świata, przygotowany tylo letnią propaganda, mogący korzystać z wszelkich ułatwień, mógł odpłynąć z Europy t. j. od nas, masą co najmniej milionową. Ten ubytek bylibyśmy już spostrzegli. O tyle byłoby się zrobiło dokoła nas przestronniej, swobodniej.

Nic z tego.

Żydzi nie objawili ochoty ustąpienia z jedynego kraju, który zajmują zwartymi masami, w którym tworzą masę tak skupioną, że przeszła już w stan gnicia. Instynkt plemienny nile odezwał się w Żydach w kierunku rzekomej „ziemi ojców“. A więc to było jedno wielkie, czterdzieści! lat trwające kłamstwo?… –

A wglądnijmy teraz w drugi etap zachowania się Żydów w stosunku do tej wielkodusznej, ocalającej ich od śmierci — Polski…

Oto od chwili wybuchu wojny światowej żydostwo w dziewięciu dziesiątych częściach opowiedziało się po stronie Niemiec. W chwili pogromu Niemiec umiały te dziewięć dziesiątych porozumieć się z pozostałą jedną dziesiątą t. j. z Żydami rozrzuconymi! w krajach zachodniej Koalicji: i przez wpływy wielkich finansistów, oraz wpływy prasy, przekupną dyplomację, oraz omotanie Lloyd Qeorge‘ów i Wilsonów wyzyskać dla siebie w niesłychanie zręczny sposób owoce zwycięstwa, tak, że dziś w kilkunastoletniej perspektywie czasu bilans polityczny wojny można ująć słowami:
2 y d z i wygrali wojnę.

Nie mówiąc o zamienieniu Palestyny na żydowską siedzibę narodową i postawieniu na jej czele w charakterze wielkorządcy Żyda Samuelsa, Żydzi w Europie, uznani przez traktat wersalski jako mniejszość narodowa, mają w ramach przyznanych im uprawnień ii przywilejów wzmódz się i rozrość kosztem tubylczych społeczeństw specjalnie społeczeństw wschodnio – europejskich, a zatem i Polski. Owoce z tego stanu rzeczy, dzięki niezgłębionej mądrości statystów wielkobrytyjskich. którzy przodowali naradom wersalskim, zebrać mogą w przyszłości jedynie Niemcy, o których uskromienie przez cztery lata lala się szlachetna krew francuska.

Jeśli bowiem wojna odwetowa zwróci się kiedykolwiek przeciwko Polsce, jako temu krajowi, który najwięcej miał do odebrania i odebrał z pruskiego łupu, to Niemcy zastaną nad Wisłą silną paromilionową masę ludności o niemieckim żargonie, niemieckiej ćwierć kulturze, i tradycyjnych niemieckich uczuciach, masę o wybitnych zdolnościach szpiegowskich, o którą będą ewentualnie mogli znakomicie się oprzeć.

Żydzi! bowiem, to wypróbowana awangarda niemczyzny.

Ubiegła wojna dostarczyła pod tym względem dokumentów pierwszorzędnie ciekawych o cennych, dokumentów, z których skorzystać by powinny także państwa zachodniej koalicji!, gdyby mogły myśleć i kombinować samodzielnie, bez podszeptu wszędzie obecnych semickich suflerów.

Kiedy w r. 1915 wydawało się, że zwycięstwo w wojnie światowej należeć będzie do hord niemieckich, Żydzi, nie krępując się już zgoła niczym, wytężali wszystkie siły dla prze¬konania Niemców, jak dalece w interesie ich leży poparcie w Polsce Żydów, jako naturalnego swego sojusznika. Istny memorjał w tej sprawie ogłosił wówczas we „Frankfurter Zeitung“ w lecie 1915 r. Nachuim Goldman. „Dla oceny stanowiska Żydów w Polsce — wyjaśniał Goldman — ważnem jest, mianowi¬cie ze stanowiska niemieckiego, ażeby wiedzieć, że Żydzi polscy w pierwotnem swem jądrze przyszli byli z Niemiec. Przyszli z niemieckimi kolonistami, przywołani! (łże) przez królów polskich, chcących przez żydowskie i niemieckie elementy, stworzyć stan średni, którego w Polsce nie było. Tak więc od razu weszli, jako obywatele i pionierzy niemieckiej kultury. Jak koloniści niemieccy przynieśli ze sobą prawo niemieckie, które w formie miejskiego prawa magdeburskiego do końca XV stulecia miało w Polsce walor, tak Żydzi przynieśli swój żydowski niemiecki język, który w zasadzie jest owym językiem środkowo-górno- niemieckińi, którym mówiono około piętnaste¬go wieku w Niemczech”.
W berlińskiej „Vossische Zeitung“ w sierp¬niu 1915 r. pisał Żyd W. Kaplun Kogan:

„Rozpoczęła się nowa era dla Żydów wschodnich. Życie kulturalne i gospodarcze, nie hamowane żadnemi przeszkodami, osiągnie pod niemiecką karnością i ładem najwyższy rozkwit. Specjalnie dla Żydów oznacza zwycięski pochód Niemców nie tylko odmianę polityczną, lecz przedewszystkiem ściślejsze połączenie się z kulturą niemiecką, od tak dawna tak bliską Żydom. Wszak Żydzi wschodni mó¬wią niemieckim dialektem, żargonem. Język ten przynieśli oni przed wiekami ze swej niemieckiej ojczyzny i chronili go wiernie i z za¬ciętością przed wszelkim obcym wpływem (t. j. przed wpływem polskim). Ta wspólność językowa i kulturalna Niemców i Żydów wschodnich otwiera przed niemieckością w Polsce daleko sięgające możliwości rozwojowe”.
To są tylko próbki!.
Na temat wspólności językowej i kulturalnej Niemców i Żydów ukazywały się nie tylko artykuły w dziennikach, ale broszury. Z całą bezceremonialnością, z całym cynizmem, z całym naigrawaniem się z narodów, które pod jarzmo niemieckie popaść miały, tłomaczyli starozakonni publicyści, że zwycięstwo Niemców będzie zarazem zwycięstwem Żydów i nawzajem, sukces Żydów będzie sukcesem Niemców, że Żydzi są daleko na wschód wysuniętą forpocztą niemczyzny.

Dokumenty te możnaby jeszcze dziś i nie ¬tylko można ale należałoby koniecznie skrupulatnie zgromadzić. Wszak są to autorytatywne dowody, że Żydzi są agentami Berlina. Obowiązkiem naszym byłoby przedstawić to całemu cywilizowanemu światu, który przez cztery lata krwawi dla pokonania pruskich Hunnów, i poprzeć to oskarżenie dowodami w rodzaju tych, jakie powyżej przytoczyliśmy.

Ale dla nas specjalnie, mamy jeszcze ciekawsze a niemniej okrutne dokumenty z r. 1920, zebrane w czasie inwazji bolszewickiej w Polsce…

Qdyiby w jakimkolwiek kraju poza Polską pewna część ludności a w dodatku ludności obcej pochodzeniem i językiem, odważyła się za¬jąć wrogie stanowisko wobec tego kraju w chwili, gdy walczy on o życie z nieprzyjacielskim najazdem, to po uspokojeniu się burzy bylibyśmy świadkami rzeczy, od których by włosy powstawały na głowie. Europa zachodnia już raz pokazała, że potrafił zdobyć się na dziki wprost temperament, o ile chodzi o mniej lub więcej zasłużone ukaranie niewygodnej części ludności. Było to w wiekach średnich i chodziło o znane prześladowania Żydów. Je¬żeli można zawierzyć historii, to przyczyną owych prześladowań była wyłącznie tylko nienawiść wyznaniowa tłumów chrześcijańskich, była naiwna chęć zemsty za to, że przed tylu i tylu wiekami Żydzi w Palestynie zamordowali Chrystusa.

Jeżeli trochę do zbytku uproszczony i naiwny ten osąd chciałoby się poddać lekkiej re¬wizji, to należałoby zadać sobie pytanie, czy obok motywów wyznaniowych nie wchodziła w grę także pogarda i nienawiść za uprawia¬nie tak podłych procederów, którym oddawali się Żydzi, jak handel niewolnikami, natural-nie chrześcijańskimi, handel, jakby silę dziś po¬wiedziało „żywym towarem”, lub praktyki lichwiarskie, które surowo zabronione przez kościół średniowieczny, uważane były za zajęcie szczególnie podłe, a były niejako narodowym procederem żydowskim.

Tak czy owak, wiadomo, że zachodnia Europa romańsko-germańska, umiejąca dziś tak ładnie deklamować o tolerancji i brać w opie¬kę semicką „mniejszość narodową” na nie swojem podwórku, krwawo manifestowała swoją do ludu „wybranego” niechęć.
A przecież nie chodziło jeszcze o rzeczy najtrudniejsze do strawienia.

Cóżby to jednak się działo, gdyby tak Żydzi francuscy, niewymordowani swego czasu i nie wypędzeni, gdzie pieprz rośnie, a więc żyjący jeszcze wciąż wśród Francuzów w odpowiednio wielkiej masie, podali w czasie woj¬ny rękę zdradziecką Niemcom, albo gdyby Żydzi wielkobrytańscy opowiedzieli się po stronie Irlandii w jej walce z Anglią. Nie byłoby w tych krajach z pewnością pojęcia bardziej ośmieszonego, wyszydzonego i pogardzanego, jak tolerancja, specjalnie w stosunku do Żydów. Urządzono by im taką „tolerancję“, że by już z pewnością sami z największym pośpiechem szukali kraju, gdzie pieprz rośnie i do którego nie sięga ramię francuskiego czy an¬gielskiego prokuratora. A jeśliby nie postarało się o to państwo, to w każdym razie w tych dwóch krajach społeczeństwo same praktycz¬nie potrafiłoby wyjaśnić nikczemnemu plemieniu, czem to pachnie odwdzięczać silę za chleb zdradą. Przy dzisiejszym wzroście na całym świecie uczuć narodowych widzielibyśmy w tych tolerancyjnych krajach rzeczy, od których by się ścinała krew w żyłach. I wtedy z pewnością my, którzyśmy nile przejawiali nigdy szczególnego przekonania do metod po¬gromowych, musielibyśmy rodaków p. Lloyd George‘a zaklinać w imię ludzkości, aby okrutnej swej zemście zechcieli pofolgować.

Ale Europa zachodnia urządziła się sprytniej.

Nie czekała, aż sobie wychowa na piersi żmiję.

Pogromy, od których ziemia byłaby zadrżała w dwudziestem stuleciu, przeniosła na wiek dwunasty. Wtedy już gruntownie „rozwiązała“ u siebie kwestię żydowską za pomocą bezceremonialnych konfiskat mienia nabytego chrześcijańską krzywdą, za pomocą gromadnych wypędzeń i pożarnych stosów.

Nic więcej nie stało się, jak tylko to, że szanowna Europa pośpieszyła się z pogromami. Szlachetne plemię Izraela uczyniła zawczasu nieszkodliwem, przynajmniej liczebnie, reduku¬jąc je do liczby zgoła niewinnej.

To, za co najwięksi toleranci wielkobrytańscy byliby u siebile poddawali Żydów najbardziej wyrafinowanym prześladowaniom, to, ale bez żadnych zgoła konsekracyj, stało się w Polsce, za naszych czasów.

A raczej nie „to“, nie to samo…

Stała się rzecz sto razy ohydniejsza, sto razy bardziej potworna.

To plemię, które tylko bezprzykładnej litości polskiej zawdzięcza w ogóle to, że na owych pogromowych stosach średniowiecznych nie zostało doszczętnie wytępione, to plemię któreśmy w czas burzy przygarnęli gościnnie, a nieopatrznie pod naszym dachem, plemię, dla którego ta krótkowzroczna, ale dobra, szlachetna, wspaniałomyślna ojczyzna nasza stała się „rajem“ stała się „paradisus Judeorum”, przez samych Żydów tak nazwanym, dopuściło się wobec Polski najordynarniejszej niewdzięczności, najnikczemniejszej zdrady.

Gdyby żydostwo chociaż pomyślało o zdradzie w takiej Francji, gdzie po licznych zeszłowiecznych „rozwiązaniach” kwestii żydowskiej zostało go zaledwie w całym kraju 80,000 głów — tyle, co w jednem polskiem mieście, to lud francuski tych „swoich” Żydów zdeptałby, jak robaka.

Na zachodzie wygromiono, wytorturowano sobie żydowską lojalność.

Polska tego nie uczyniła.

Polskę Żydzi zdradzali od kiedy sięga pamięć historji, zdradzali podczas najść tatarskich, zdradzali1 na korzyść Szwedów i Moskali, zdradzali systematycznie na korzyść trzech najazdów, pruskiego, austriackiego, a nawet moskiewskiego, który pierwszy w Europie inscenizował nowoczesne pogromy, i zdradzali pierwszego zaraz dnia, gdy Polska odzyskała państwowy byt.

Wszyscy mamy tę sprawę jeszcze w świeżej pamięci.

Było to za moskiewskiego najazdu roku 1920.

Byt Polski ważył się. Odwieczny, a tak nie¬dawno dopiero wypędzony wróg wdzierał się na nowo w naszą ziemię. Ze szczytu urzeczywistnionych na koniec stuletnich marzeń, z królewskich wirchów dopiero co odzyskanej niepodległości grozi nam upadek straszny, na dno rozwartej otchłani nowej niewoli. Jeśli Polska miała się utrzymać przy życiu, jeśli nie miał na warszawskim zamku zamieszkać figurant, nasłany przez moskiewskich kacyków śladami Hurków i Paszkiewiczów, tylko w czerwonych rewolucyjnych barwach, to musiał być uczyniony przez całą Polskę jakiś omal że nieludzki wysiłek energii, wielkości ducha, ofiarności mienia i krwi. Dowództwo armii przystępowało do organizowania ochotniczych zastępów, armii jedynej w swoim rodzaju, w której szeregach mieli się obok ojców spotkać wnuki z dziadami. Młodzież polska, jaka ocalała jeszcze z sześcioletniej zawieruchy, wojennej, śpieszyła tłumnie pod sztandary. Ostatnie, cudem zachowane podpory rodzin polskich, jak „kamienie przez Boga rzucane” szły na od¬wieczny krwią zbryzgany polski szaniec. I w takiej chwili! gdy państwo tonęło, stała się rzecz można by powiedzieć nieprawdopodobna, gdy¬by nie istnieli — Żydzi.
Żydostwo polskie zamiast do obrończych szeregów, rzuciło się do tłumnej ucieczki za¬granicę.
Mahabejskie, jak wyrażał się niegdyś pułkownik Joselowicz, „lwy ryczące” uciekły przez wszystkie bramy wypadowe z zagrożonej Polski na zachód. Był skwarny lipiec. Szczególnie pełne były sezonowe gościńce, prowadzące na północ, nad morze, do roz¬brzmiewającego ochoczą muzyką Sopotu. Ca¬łe wybrzeże gdańskiej zatoki zaroiło się od do¬brze odżywionej młodzieży machabejskiej, któ¬ra zamiast pod sztandary wojenne swego kra¬ju śpieszyła z grubo naładowanemi portfelami na operetkę berlińsko-sopocką i do domu ru¬letki. Tłumna ucieczka Żydów nad Bałtyk owego pamiętnego lata nie zna sobie równych. Doszło do tego, iż tu i ówdzie władze nadmor¬skich kurortów uznały za możliwe okładać specjałnemi opłatami tych uciekinierów, pod¬kreślając wyraźnie cel ich pojawienia się na wybrzeżu. Z posiedzenia rady gminnej w „luft-kurorcie“ Oliwa pod Gdańskiem notował nie¬miecki dziennik gdański: „Danziger Neueste Nachrichten“ z dn. 27 lipca 1920 r., iż uchwa¬lono na niem „podniesienie taksy kuracyjnej dla obywateli polskich wyznania żydowskiego („Polacy wyznania mojżeszowego“), którzy od pewnego czasu wprost zalewają Oliwę, domniemanie, aby się uwolnić tym sposobem od obowiązku służby wojskowej”.
Niezjawienie się do poboru wojskowego, zwłaszcza czasu wojny, jest dezercją z szere¬gów, karaną we wszystkich armiach świata kulą w łeb. Powinniśmy byli usłyszeć po wkrótce ukończonej wojnie o masowem ukaraniu Ży¬dów za tę ucieczkę. Ślady żydowskiej dezercji w Polsce znajdziemy czarno na białem bodaj w organie gdańskich hakatystów — śladu ka¬ry za tę dezercję nie znajdziemy w warszaw¬skim „Monitorze”. Warszawa ulękła się dy¬skusji o nowych „pogromach”…
To jednak jeszcze nie wszystko, czego machabejskie „lwy ryczące” dokazały wobec Polski w czasie wojny roku 1920. Jedni Żydzi uciekli z kraju, drudzy zostali w nim, aby po¬dać rękę wkraczającemu nieprzyjacielowi.
Na całej przestrzeni Polski z chwilą prze¬kroczenia granicy naszej przez najazd bolsze¬wicki Żydzi bez żadnych obsłonek wystąpili jako sprzymierzeńcy najazdu, a zdecydowani wrogowie narodu i państwa polskiego. Charakterystyczny przy tern rys psychiki: żydowskiej: przyzwyczajeni widzieć za wsze dzicz mo-skiewską, jako zwycięską i pomiatającą zwy¬ciężonymi, a Polaków, jako zwyciężonych i po¬miatanych, Żydzi od razu spłaszczyli się przed domniemanymi triumfatorami, a wyniosłe stanowisko zajęli wobec domniemanej strony po¬bitej. Żydzi tak byli pewni zwycięstwa bolsze¬wików, że nawet, pokonywując wrodzone tchórzostwo, wstępowali tu i ówdzie do bolszewickich szeregów, aby móc dzielić ich spodziewany triumf i wystąpić w roli panów i władców Polski.
Zdrady żydowskie były tak liczne i bijące w oczy, że nie mogły ich przemilczeć te czyn¬niki polskie, które zawsze ii we wszystkich warunkach uważają za swą powinność brać Ży¬dów w opiekę, które swą „tolerancją” wysu¬nęły Żydów na różne wpływowe i lukratywne stanowiska, oraz gazety lewicowe, które są w Polsce wręcz ekspozyturą ochotniczą inte¬resów żydowskich. Zdrady żydowskie były tak jaskrawe i było ich tyle, że w komunika¬tach urzędowych sztabu generalnego musiało się dla nich na koniec znaleźć miejsce. Nadały one do tego stopnia barwę wypadkom wojen¬nym, że nie były w stanie przejść nad niemi do porządku dziennego najchętniej nawet pragną¬ce przemilczeć je dzienniki, dzienniki lewico¬we. Z tych dwóch źródeł, t. j. z komunikatów sztabu generalnego i z prasy ówczesnej można wyjąć wypadki zdrad żydowskich, układające się w następujący wielobarwny bukiet.
W mieście Płocku, według urzędowej re¬lacji z objazdu kraju prezesa ministrów Wito¬sa, ludność żydowska zachowywała się wobec naszych żołnierzy wrogo i sympatyzowała otwarcie z nieprzyjacielem. Stwierdzono, że Żydzi z zasadzki oblewali naszych żołnierzy gorącą wodą. Schwytano szereg Żydów na go-rącym uczynku porozumiewania się z bolsze¬wikami za pomocą podziemnego telefonu.
W miasteczku Kałuszynie wszystkie domy żydowskie ozdobione były czerwonymi sztan¬darami na przyjęcie Moskali. W Siedlcach Ży¬dzi na znak sympatii do bolszewików przema¬lowali swe polskie szyldy sklepowe na moskiewskie. Manifestacje w Kałuszynie, w Siedl¬cach i t. d. działy się prowokacyjnie w obec-ności delegatów rządu polskiego, udających się do Moskali w celu pertraktowania o pokój. By¬ło to w pierwszej ciężkiej fazie wojny, gdy wydawało się, że Polska już przepadła. Żydostwo było wstrząsane dreszczami rozkoszy, zdawało mu się, że podobnie jak w r. 1906 Pol¬ska jest trupem, który można bezkarnie kopać.
W każdym innym kraju te gniazda zdra¬dzieckie byłyby zniszczone, wypalone ogniłem i wytępione żelazem, w Polsce, jak zawsze, nie spadł Żydom ani włos z głowy, co więcej, Polacy musieli się usprawiedliwiać, że nie są „antysemitami14.
W całym szeregu miejscowości, specjalnie po prawym brzegu Wisły, Żydzi! kwiatami obrzucali wkraczające do Polski wojska mos¬kiewskie. Powtórzył się nastrój z września 1914 r. we Lwowie, kiedy to na ulicy Trzecie¬go Maja, Żydzi wkraczającym kozakom cało¬wali końskie ogony, a Estery (żydowskie rzucały się w objęcia moskiewskich oficerów. Wówczas to było ze strachu przed pogroma¬mi, a teraz z czystego entuzjazmu.
Ale ma tych objawach zdrady w formie sie¬lankowej nie kończyło się bynajmniej.
Nadzieja, że już wkrótce pod skrzydłami Lejzora Trockiego będą mogli bezkarnie urą¬gać pobitej Polsce, dodała tym „ lwom ryczą¬cym” odwagi zupełnie niebywałej do czynów konkretniejszych.
W Nasiellsku Żydzi zaciągali się gromadnie do szeregów bolszewickich, aby mieć prawo triumfować nad Polską, o której pobiciu nie wątpili.
W Hrubieszowie strzelali do cofającego się wojska polskiego.
Jak świadczy komunikat sztabu z 19 sierp¬nia, w Siedlcach wzięto do niewoli oddział ży¬dowski z bronią w ręku, który to oddział wspo¬magał bolszewików. Takiż komunikat sztabu z 21 sierpnia doniósł, że w Włodawie utworzył się żydowski bolszewicki oddział ochotniczy i występował przeciw Polsce po stronie na¬jazdu. Takiż komunikat sztabu z 24 sierpnia do¬niósł, że z Grodna przybyła bolszewikom na pomoc miejscowa ludność żydowska, która wydatnie zasilała szeregi nieprzyjacielskie. Tak samo ludność żydowska z Białegostoku wysłała przeciwko naszym wojskom ochotni¬czy oddział żydowski, który brał czynny udział w działaniach przeciwko Polakom.
We wszystkich tych wypadkach oprócz starej i notorycznej, a niemożliwej do wytłu¬maczenia nienawiści do Polski, grało nieza¬wodnie znaczną rolę poczucie, że tam, po prze¬ciwnej stronie występują przeciw Polsce ,,swoi“, także Żydzi. Nie mówiąc o szczytach bolszewickiego rządu w Rosji, szły z armią moskiewską całe ćmy Żydów-agitatorów w charakterze t. zw. „komisarzy ludowych”.
Ministerstwo spraw wojskowych, z natury rzeczy wstrzemięźliwe, widziało się absolut¬nie zniewolone wytoczyć sprawę o agitację bolszewicką w armii, t. j. o agitację na rzecz wroga podczas wojny siedemdziesięciu pięciu Żydom, odzianym w polski mundur. Byli to wy¬łącznie inteligenci żydowscy, Żydzi zeurope¬izowani, „kulturalnie spolszczeni11. Był tam bu¬kiet nie tylko Mojżeszów i Abrahamów, ale także Kazimierzów i Bolesławów, i nie tylko byli szeregowcy czy szarże niższego rzędu, ale także oficerowie.
Wielu Żydów służących w armii polskiej, rzuciło broń i przeszło do bolszewików. Na¬stępnie gdy bolszewicy zostali przepędzeni, a zdrajcy-Żydzi przyzostali na cierpliwej pol¬skiej ziemi, zagroziły im, chociaż leniwe, bo to działo się w Polsce, konsekwencje zdrady.
Posłowie żydowscy w sejmie odważyli się wystąpić z interpelacją w interesie swoich współwyznawców. Zamiast tym Żydom po¬wiedzieć, że biorąc w opiekę łotrów, którzy zdradzali państwo, sami oni zasługują, aby znaleźć się pod murem naprzeciw lufy kara¬binowej, przedstawiciel Ministerstwa spraw wojskowych pouczył uprzejmie interpelantów, że interwencja w sprawie zdrajców jest „nie-dopuszczalna”.
Typowym był w czasie wojny bolszewic¬kiej obrazek, jaki na łamach liberalnego, a więc nie „antysemickiego”, nie wrogiego wobec Żydów krakowskiego dziennika „No¬wa Reforma” z dn. 4 listopada 1920 r. odmalo¬wuje świadek naoczny z Siedlec. Skoro tylko zbliżyli się do Siedlec bolszewicy z pejsatymi „komisarzami1 ludowymi”, wnet wypełzły z żydowskich zaułków mętne żywioły, które obwołały siebie komunistami, a więc sprzy¬mierzeńcami nadciągającego plugastwa. Rzecz ciekawa, że wyjechali z miasta dwaj główni kierownicy P. P. S., jak z nazwisk można się domyślać, chrześcijanie przynajmniej w urzędowem znaczeniu tego słowa. „Natomiast — opowiada ów świadek w krakowskiej gazecie przyłączyły się do komunistów partie, żydowskie „Poalej Syon“ i „Bund“. Żydzi W ogóle, t. j. nie tylko te dwa ugrupowania żydowsko – socjalistyczne okazywali ogromną radość z przybycia bolszewików. Gdy bolszewicy wkroczyli do miasta, cale ulice zapełniły się gromadami Żydów, wzajemnie przesadzali się oni w świadczeniu grzeczności bolszewikom, w dawaniu informacji, ii wcale się z tern nie taili. Żołnierzom bolszewickim ofiarowywano owoce, dla naszych zaś żołnierzy sklepy z owo¬cami były zamknięte”.
Francuz p. Robert Vaucher, przybywszy z korespondentami wojennymi do tychże Sie¬dlec, tak w swoim dzienniku warszawskim p. t. „Journal de Pologne” pisał o zachowaniu się Żydów tamtejszych względem bolszewików:
„Znany agitator bolszewicki Radek, były poseł bolszewików w Berlinie, znajdował się w Siedlcach od kilkunastu dni, gotów w każ¬dej chwili wjechać triumfalnie do Warszawy. Radek, który jest Żydem galicyjskim, miał od¬grywać jedną z główniejszych ról przy sowietyzacji Polski. Żydzi siedleccy przyjęli go z entuzjazmem. Stanowisko ludności żydow¬skiej, bardzo licznej w tem mieście — świad¬czy dziennikarz francuski — było wyraźnie wrogie Polsce, a przychylne najazdowi. Mło¬dzi Żydzi uchylający się od służby wojskowej w polskich szeregach, stali się przewodnikami bolszewików i denuncjatorami patrjotów pol¬skich. Co chwila widać na ulicach przeciągającć grupy aresztowany oh Żydów, młodych i sta-rych. Należeli oni do sowietów, zorganizowa¬nych w tym okręgu podczas okupacji bolsze¬wickiej. Ciekawym jest fakt, że cztery piąte nazwisk członków sowietów, utworzonych podczas bolszewickiego najazdu, to nazwiska żydowskie. Więzienie siedleckie przepełniają aresztowani Żydzi. Wielu z nich, to dezerte¬rzy z armii polskiej, którzy zaciągnęli się w szeregi bolszewickie. Ody zwiedzałem wię¬zienie, generał Galica, dowódca drugiej dy¬wizji, rzekł do mnie: „Oto trzystu Żydów, z których kilku wzięto z bronią w ręku w la¬sach, dokąd towarzyszyli bolszewikom, za¬ciągnąwszy się do ich armii. Wielu z nich, to zbiegowie, inni zaś są członkami komitetów miejscowych, utworzonych przez komisarzy moskiewskich. Okazali się oni bardzo okrut¬nymi względem ludności polskiej. Niektórzy posiadali bomby. Powinienem był rozstrzelać ich natychmiast. Nie uczyniłem tego, aby nie dawać żeru prasie angielskiej, która już i tak traktuje nas, jako organizatorów pogromów ludności izraelickiej, chciałbym jednak widzieć, co uczyniłby generał angielski na mojem miej¬scu”. Gdy bolszewicy wkraczali do Siedlec, ludność żydowska oczekiwała na nich i urzą¬dziła im triumfalne przyjęcie. Obrzucono ich kwiatami, raczono żywnością i napojami chłodzącymi. Sowiet siedlecki składał się z jedne¬go Rosjanina i czteru Żydów — ani jednego Polaka. Żydzi uciekli w chwili, gdy wojsko polskie wkraczało do miasta.
Zdrada Żydów siedleckich stała się gło¬śną w całym kraju. W pierwszych dniach września 1920 r. doniosły dzienniki, że oko¬liczna ludność, która na wypadki patrzała z bliska, była zdradzieckiemu zachowaniem się Żydów tak do głębi wzburzona, że zaprzesta¬ła sprzedawać im produkty żywności. Żydzi siedleccy nie tylko wystawili przeciwko woj¬sku polskiemu oddział ochotniczy, ale byli nad¬to gorliwymi pomocnikami bolszewików przy rekwizycjach i rabowaniu polskiej ludności.
Mniej więcej w połowie wypadków wo¬jennych, kiedy stało się jawnem, że Żydzi, którzy z Polski nie uciekli zagranicę i dlatego radzi nie radzi znaleźli! się częściowo w szere¬gach, szkodzą Polsce i tam także, bądź szerząc popłoch i świecąc przykładem dezercji, bądź prowadząc istne akademje propagandy bolsze¬wickiej, wówczas stała się rzecz jedyna w swoim rodzaju, rzecz, która na wieki wieków świecić będzie w historii, jako dokument zdatności państwowej tego elementu, domagające¬go się tak hałaśliwie i bezczelnie ,,praw“. Oto naczelne dowództwo armii zarządziło całko¬wite wycofanie Żydów-żołnierzy z szeregów i internowanie ich w umyślnym obozie w Jabłonnie pod Warszawą. Znalazło się tam tym sposobem kilka tysięcy semickich „lwów .ry¬czących” skazanych na przymusowe prakty¬kowanie cnoty lojalności, względnie na niezdradzanie z musu. .
Klasyczne śwjadectwo zdrad popełnianych przez Żydów podczas najazdu bolszewickiego IP20 r. płożył Naczelnik państwa polskiego Marszałek Piłsudski. Obok, faktów, których surowa powaga, ma, jak wiadomo, zawsze najwiekszą ,w3′tnowe, świadectwo to jest, szcze¬gólnie doniosłe wskutek powagi stanowiska świadczącego, W ostatnich., dniach sierpnia 1920 r, rozmawiał Marszałkiem Piłsudskim współpracownik wojenny -warszawskiego dziennika „Kurier poranny” na podstawie tej rozmowy ogłosił, rzeczy zabójcze dla Żydów, jako obywateli państwa polskiego. Przytacza¬my tutaj ipsissima vęrba Naczelnika, państwa, gdyż nie tylko treśc ich., ale I niezmiernie. oryginalna forma, w jaką zostały przyodziane, za¬biera oskarżenie Żydów; i zasługuje na to, aby przejść do jak najpóźniejszej potomności.
,,— Ale. ale — mówił Marszałek Piłsudski, jakby dodając do swych wynurzeń o. ówczes¬nych wypadkach. specjalne post scriptum,. któ¬re nie może być pominięte bez szkody dla wier¬ności obrazu — Żydzi nie wszędzie zachowy¬wali się źle. W Łomży i w Mazowieckiem sta¬wiali opór bolszewikom. Natomiast rzecz dziwna tuż obok w sąsiedztwie w Łukowie, w Siedlcach, w Kałuszynie, w Białymstoku, we Włodawie, miały miejsce liczne, czasem nawet masowe z ich strony wypadki zdrady stanu“.
Klasyczne jest to świadectwo moralności. Pełno na niem cech świadczących, że Naczel¬nik Państwa pragnął powiedzieć o zachowa¬niu się Żydów coś przyjemnego, a przecież nie mógł. „Ale, ale…“ — słuchajcie, zdradzali Ży¬dzi, to prawda, ale za to „niewszędzie“…
„Niewszędzie“…
Zdradzali — niewszędzie…
Te słowa powinny przejść do historji.
Przytoczyliśmy wyżej dla przypomnienia zaledwie drobną cząstkę faktów wskazujących na zbrodnicze zachowanie się żydostwa pol¬skiego wobec pierwszej katastrofy, jaką przysz¬ło przeżywać polskiemu państwu.
Mimo najszczerszych chęci naszych ko¬chanych starozakonnych obywateli, Polska nie została zniszczona. Pokazała ona, że chociaż przez lat sto była bita, to jednak potrafi także sama prać wszelaką swołocz, pchającą się na jej podwórze.
Sprała porządnie bolszewików, to znaczy Żydów zewnętrznych, owych Trockich, Radków i innych starozakonnych tudzież ciągnące pod ich komendą masy moskiewskiego bydła.
Nie sprała Żydów własnych, którzy się zdradziecko z najazdem połączyli.
Złożyła tem Polska dowód wielkiej pow¬ściągliwości nerwów, wielkiej wytrzymałości i cierpliwości. Zacięła zęby, i czeka, czem jej jeszcze to nikczemne plemię zapłacił za „paradilsus judeorum“.
Wszelako jedna rzecz winna była być zro¬biona. Bezpośrednio po rozegraniu się wypad¬ków r. 1920, powinna była ukazać się publika¬cja należycie udokumentowana, poświęcona masowej zdradzie Żydów na rzecz bolszewii oraz odpowiedni skrót tej publikacji w języ¬kach obcych dla informacji opinii świata.
To winniśmy historii i prawdzie.
To winniśmy naszym dzieciom i wnukom, którzy z pewnością tak samo, jak ich ojcowie i dziadkowie prawować się jeszcze będą o „zoologiczny antysemityzm Polski.
To winniśmy tylu choćby tylko przyjacio¬łom naszym na zachodzie, którzy nie słyszą nigdy naszej repliki na oszczerczy zarzut, ja¬koby Polska, do wczoraj, jeszcze sama dozna¬jąca znęcania się ze strony wroga, znęcała się nad nieszczęśliwymi Żydami.
Wobec niezapomnianych zdarzeń roku 1920
wyzyskanie ich samo się naprasza. Zdarzenia te nie ulegające przedawnieniu może najlepiej przemówią do cudzoziemca.
Wystarczy zaproponować Anglikowi, Fran¬cuzowi, Włochowi, aby zechcieli sobie na swo¬je ojczyste stosunki przetłumaczyć te zdania:
Co uczynili obywatele państwa polskiego religii mojżeszowej, gdy nieprzyjaciel tego pań¬stwa szedł w jego granice w celu zniszczenia go? Opłacali wyższe kurtaksy w Oliwie i So¬pocie, aby móc się uchylić od służby wojsko¬wej.
Co ciż sami obywatele mojżeszowej kon¬fesji robili, gdy wróg wszedł do kraju? Witali go kwiatami i słodyczami. Wspomagali go służbą szpiegowską.
Jakiego rodzaju odznaczenie za waleczność dla żydowskich ,,lwów ryczących” ustanowić musiała naczelna komenda armii polskiej? Odznaczenie w postaci obozu w Jabłonnej.
Co czynili żołnierze-Żydzi, skoro znaleźli się w szeregu? Zdradzali — „niewszędzie”..
Taką była i jest polityka Żydów i takie są skutki propagandy syjonistycznej.
Stwierdzić tedy musimy bankructwo idei syjonistycznej na całej linii — była to jedna przez lat czterdzieści, ciągnąca się, mistyfi¬kacja.
Wobec tego, gdzie podzieją się żydowskie
„lwy ryczące” i gdzie kraj ich prawdziwy? Znajdujemy na to znakomitą i wprost rewela¬cyjną odpowiedź w książce „Histoire des Israeli’tes“ Józefa Reinacha, Żyda francuskiego i w dodatku historyka, stwierdzającej, że Żydzi nasi nie są bynajmniej Żydami biblijnymi, lecz chazarami. Rewelacyjna ta „Historja Izraelitów”, ogłoszona po raz pierwszy w r. 1919, znalazła świeżo uznanie publiczne w znanym działaczu i właściwym twórcy syjonizmu w Polsce, Żydzie polskim Alfredzie Nossllgu. Przed laty kilkunastu doszedł do tych samych wyników na drodze samodzielnych badań, młody, przedwcześnie zmarły historyk żydow¬skiego pochodzenia Qumplowicz.
Któż to są Chazarowie?
Przez południowy wschód Europy w pewnym okresie dziejów przesunęły się mniej lub więcej zagadkowe szczepy nieznanego pocho¬dzenia, które zazębiły silę o świt zarania histo¬rycznego naszych ruskich pobratymców, a na¬. wet poniekąd o naszą własną historię, jak Połowcy, Pieczynigowie i t. d. Należą tu właśnie i Chazarowie.
Stosunki, jakie łączyły Polskę z Chazara¬mi za czasów Mieszka I-go, powitany były na¬szych badaczy historycznych skłonić do żyw¬szego zainteresowania się Chazarami. Jakoż u starszych historyków polskich tej generacji, do której należał Lelewel, znajdziemy ślady zainteresowania silę tym egzotycznym szcze¬pem. Nauka obca, mianowicie francuska i nie¬miecka, zajmowała się szczepem chazarskim dość żywo, czego wynikiem są poważne stud¬ia etnologiczne i historyczne. Także rosyjska nauka poświęciła temu przedmiotowi: sporo uwagi, do czego ma Rosja specjalny tytuł, bo to wszak ona zajmuje dziś obszary, niegdyś przez Chazarów zaludnione. Bardzo bogata orientalistyka rosyjska stworzona została prze¬ważnie pracą polskich uczonych, których nie-szczęścia ojczyzny zagnały były około połowy XIX wieku w głąb Rosji i na tamtejsze-uni¬wersytety. Fakt, że Polacy chlubnie pracowa¬li już w tej dziedzinie, fakt, że Polska dała nau¬ce światowej pierwszego w ogóle orientalistę w osobie św. Jacka Odrowąża, „apostoła Połowców“, czyli, że w tej dziedzinie możemy nawiązać do dokonanych już poważnych prac, powinien tem bardziej pobudzić naukę naszą do dalszej twórczości, gdy zwłaszcza przedmiot badań może się tak niesłychanie mocno zwią¬zać z jednym z najżywotniejszych problemów naszego bytu.
Chazarowie, także: Khateiri, Akatiri, byli szczepem turkomańskim. W Europie wyłania¬ją się na parę wieków no Chrystusie. W okre¬sie wędrówek narodów mieszkali Chazarowie . . … . .pod Uralem. Na początku przesunęli się w kie¬runku południowym aż ku obszarom Kaukazu, gdzie toczyli długotrwale uporczywe walki z prącymi naprzód Mahometami o posiadanie Derbentu, Gruzji, Armenji i północno-zachodnie pogranicze Persji. Około wieku ósmego umo¬cnili swą potęgę na Krymie i mniej więcej w tym czasie książę ich (Chaga) imieniem Bulan ze znaczną częścią swego plemienia przeszedł na religję Mojżeszową. W wieku dziewiątym i dziesiątym widzimy Chazarów w toku terytorialnego rozprzestrzeniania i tworzenia dość silnego państwa. Za czasów największego roz-kwitu państwo Chazarów rozciągało się od po¬granicza Azji do Dniepru i Bugu, sięgało do morza Kaspijskiego, które według Chazarów Arabowie nazywali „morzem Ghazarskim” (bahr Khazar) aż po Kijów. Wschodniosłowiańskie plemiona Polan, Radymiczów i Wiatyczów, stykające się terytorjalnie z Chazarami’, weszły w stosunek zależności od nich i zmu¬szone były do płacenia im haraczu. Stołeczne miasto chazarskie Balandżar znajdowało się tam, gdzie dzisiejszy Astrachań. Około r. 850 przybyli do Chazarów apostołujący bracia Cy¬ryl i Metody i pewną część ich zdołali nawrócić na chrześcijaństwo. Światosław kijowski w r. 965 wkroczył w dzierżawy Chazarskie i pokonał Wiatyczów, zamieszkałych dokoła dzisiejszego Orfa, Tuły i Kaługi, a płacących wówczas jeszcze Janinę Chazarom, następnie zaś pobił samych Chazarów i zdobył na nich twierdzę Sarkel. Książęta kijowscy w dalszych walikach z Chazarami zdobyli następnie obsza¬ry chazarskie na wschód od morza Azowskiego. Ostatni szczątek państwa Chazarskiego, znajdujący się na Krymie, został zawojowany i znikł w r. 1016. Pisarze dawni nazywają nie-ściśle Chazarami jeszcze w końcu średniowie¬cza mieszkańców Krymu, oraz ludy w pobliżu Czarnego i Kaspijskiego morza. Dawne siedli¬sko Chazarów w sposób o wiele wiarygodniejszy oznaczają do tej pory Chazarskie pozosta¬łości dźwiękowe w nazwach miejscowości na rozległych obszarach południowej i południo¬wo – wschodniej Rosji.
Nie od rzeczy będzie przytoczyć tu w tej tak ważnej sprawie pierwszorzędną opinię świetnego pisarza Antoniego Chołoniewskiego, który w pracy swej p. t. „Chazarowie wraca¬ją do domu“, między innemi pisze: Syjonizm okazał się chimerą. Nie wyprowadził Żydów z nowej „ziemi egipskiej”, z europejskiego „do¬mu niewolił”. Nie rozwiązał kwestii żydowskiej. Żydzi pozostali tam, gdzie byli dotychczas: w sporadycznych i z rzadka rozrzuconych gru¬pach w zachodnich i południowych krajach Europy: Anglii, Francji, we Włoszech, w Niemczech, w Czechach, w krociowych i miliono¬wych masach na Rusi, w Rumuni i w Polsce. Ponieważ zaś sami Żydz niejednokrotnie uznali, że w pewnych krajach Europy — do których należy przede wszystkim Polska — jest ich za dużo w stosunku do ludności tubylczej, co prowadzi za sobą trudności wyżywie¬nia i znane tarcia między obu odłamami miesz¬kańców (stanowisko to akceptował między in¬nymi pod koniec życia znakomity pisarz ży¬dowskiego pochodzenia, ś. p. Wilhelm Feld¬man), należy przeto wobec bezskuteczności akcji palestyńskiej obejrzeć się za innym krajem, do któego można by odprowadzić nad¬miar Żydów, rozsiedlonych wśród aryjskich społeczeństw.
Kraj taki na szczęście, istnieje.
Nie jest nim owa brazylijska ziemia dzie¬wicza, do której terytorjaliści żydowscy przed laty trzydziestu, projektowali skierowanie mas starozakonnyćh, ani afrykańska Uganda, w któ¬rej za przyzwoleniem rządu angielskiego mia¬no kiedyś budować państwo żydowskie, lecz kraj pierwotnego osiedlenia naszej starozakonnej „mniejszości narodowej”. Pierwotnego osiedlenia? A Więc przecież Palestyna?
Otóż nie.
Nasza mniejszość narodowa nie była nig¬dy w Palestynie.
Wygląda to, na paradoks, ale rzeczy tak stoją, że jeżeli nauce, zajmującej się kwestią czystości ras można zaufać, to trzeba biblijne pochodzenie naszej starozakonnej mniejszości narodowej zakwestionować, są bowiem pod¬stawy do stwierdzenia, że czystej rasy żydow¬skiej w ogóle nie ma i że Żydzi, których doko¬ła siebie widzimy, nie są wcale Żydami.
Żyd francuski Józef Reinach, członek gło¬śnej „dynastji“ Reinachów, na podstawie stud¬iów, poczynionych nad pochodzeniem współ¬czesnego, a specjalnie wschodnio-europejskie¬go żydostwa, doszedł do wniosku, że Żydzi polscy i t. zw. rosyjscy, t. j. mieszkający na Ru¬si i Litwie, są potomkami zaginionego ludu Chazarów i jako tacy, rasowo nic nie mają wspólnego z dawnymi biblijnymi mieszkań¬cami Palestyny.
W wieku dziesiątym, dziewiątym, i ósmym naszej ery, a zapewne i wcześniej, na obszarach dzisiejszej południowej Rosji, na rozległych ziemiach stepowych między mo¬rzem Czarnym a Kaspijskim, żył lud nie¬ustalonego dotychczas pochodzenia, częścio¬wo, jak wszystkie ówczesne ludy wojow¬nicze, przeważnie jednak kupiecki, z bar¬dzo wybitnymi uzdolnieniami handlowemi, prowadzący tryb życia poniekąd koczowni¬czy, w każdym razie łatwo i chętnie zmieniający miejsce pobytu i zapuszczający się w interesach handlowych daleko od swych właściwych siedzib, między innymi także do Polski. Chazarowie ci w czasie gorliwego pro-zelityzmu żydowskiego, który przypada wła¬śnie na owe czasy, zmienili swoje pierwotne, nieznane bliżej wyznanie i ulegając misyjnej propagandzie rabinów, przyjęli w znacznej części religię Mojżeszową. Są ślady, wskazu¬jące, że cały szczep chazarski przeszedł na mozaizm, w każdym razie uczynili to wodzo¬wie i wyższe warstwy tego ruchliwego ple¬mienia. Aczkolwiek ściślejszych danych o po¬chodzeniu Chazarów brak, to jednak za pew¬ne przyjąć można, że pochodzili z Azji Prze¬mawia za tem samo już położenie ich siedzib. W czasach największego swego rozprzestrzenienia, kiedy to Chazarowie sięgali na zacho¬dzie po brzegi rzeki Bug, t. j. po siedziby Jadźwingów, kiedy zajmowali dorzecze prawego brzegu Dniepru, gdzie dziś Kijów, oraz na po¬łudniu Krym, sięgali oni na wschód aż po Ural i wchodzili dość daleko w głąb Kaukazu. To nam tłumaczy okoliczności nawrócenia na mo¬zaizm. Jako szczep pograniczny mieszkali Chazarowie względnie blisko dawnej ojczyzny biblijnych Hebrajczyków i wpływom żydowskim ulegli niezawodnie z dwóch źródeł: cz꬜ciowo wprost z Palestyny, gdzie naówczas jakaś część Żydów jeszcze przebywała około zburzonego Sjonu, a częściowo z ognisk emi¬gracji żydowskiej, rozproszonej już wtedy po głównych szlakach Europy. Wraz z religią przyjęli Chazarowie kulturę żydowską.
Od pewnego momentu Chazarowie znikają z historii.
Cóż mogło się z nimi stać?
Czyż mógł jakąś niedostrzegalną śmiercią zginąć lud, zajmujący obszary od Bugu po Ural i Kaukaz?
Józef Reinach odpowiada na to pytanie:
Chazarowie istnieją dotąd w zmienionej po¬staci, są to wschodnio – europejscy, przedewszysttkiem polscy Żydzi. Wywody swoje ogłosił Reinach w r. 1919. Obszernie zostały one streszczone w piśmie angielski:em „Mor¬ning Post“ w kwietniu 1919 r. Snać teorja Reinacha zdobyła sobie kredyt i powagę wśród samych Żydów, skoro świeżo głośny syjonista Lwowianin w Berlinie zamieszkały, Alfred Nossig, podjął tezę o chazarskiem Żydów po¬chodzeniu.
Z Chazarami zjudaizowanymi, a raczej tyl¬ko zmozaikowanymi, mieliśmy do czynienia w zaraniu naszych dziejów. Pierwsze monety na¬sze z czasów Mieszka, przechowane dotąd w zbiorach numizmatycznych, mają w otoku napis hebrajsikiemi literami! — mincarzami byli chazarscy przybysze, którzy dźwięk polski umieli tylko żydowskiem wyrażać pismem. Ze stosunkowo niedalekich swoich siedzib za Dnieprem i za Bugiem musieli Chazarowie często przychodzić do Polski, a przez Polskę docierać do Niemiec, skąd potem, jako „Żydzi”, tępieni i ścigani, powrotną falą zjawiali się u nas, szukając tu schronienia przed śmiercią. Sprawa chazarskiego pochodzenia Żydów pol¬skich będzie jeszcze niezawodnie wyświetlona i poparta jeszcze dokładniejszemi studiami, do których przede wszystkiem uczeni polscy są powołani, uczeni tego kraju, w który chazarszczyzna pod firmą żydowską wsiąknęła. Znajdą się — znaleźć się powinny na tem sta¬rem chazarskiem nasypisku dowody na popar¬cie tezy Reinacha. Lingwistyczną próbkę takie¬go dowodu mogłoby stanowić tak popularne w Polsce nazwisko żydowskie Kohn, które jest szczątkiem chazarszczyzny, roztopionej w raozailzmie. W języku dawnych Chazarów ksią¬żę nazywał się Chogan. Pojęcie to, jak wia¬domo, w różnych językach dało początek roz¬powszechnionym bardzo nazwiskom, we Fran-cji talk często spotykanemu nazwisku Leroi, w Niemczech Konig, u nas w Polsce Król i t. d. Wśród Żydów uformowała się analogia, jako Kogan, Kogen, Khan, Kohn i t. d., co oznacza po chazarsku książę i świadczy na swój sposób o genetycznym związku naszych t. zw. Żydów z Chazarami.
Odkrycie chazarskiego pochodzenia pol¬skich Żydów powinno by wywołać odpowied¬nią korektę ruchu syjońskiego i wpłynąć na rozwiązanie kwestii żydowskiej w Polsce. Jeżeli się zważy, że w powstaniu ruchu syjońskiego prócz czynników gospodarczych poważną rolę odegrał moment uczuciowy w postaci tę-sknoty Żydów do praojczyzny, mniemanej ojczyzny w Palestynie, i żądzy znalezienia się „u siebie”, gdzie mogłaby być w całej pełni chroniona i szanowana „godność ludzka” na¬szych Kohnów, to uczuciowy ten czynnik mógłby i powinien by działać dalej, ze zmianą tylko kierunku.
Rzeczywistą pierwotną ojczyzną europej¬skich Żydów – Chazarów jest nie nizina nad Jordanem i pogórze Hebronu, lecz — południe Rosji. Kraj ten, którego pomimo tylu bestialskich pogromów trzymali się rękami i nogami z jakimiś tajemniczym, prawie że mistycznym uporem, to ich ojczyzna prawdziwa. Ojczyz¬na tem bardziej pożądana, że nie przeludniona i tak pojemna, iż w ramach jej dałoby się istot¬nie kwestię „żydowską14 — rozwiązać. Palestyna, zaludniona już przez Arabów, mogłaby pomieścić może jeszcze dwa miliony głów i to z wysiłkiem, po zastosowaniu olbrzymich prac melioracyjnych i niesłychanych wykładach pie-niężnych. Południowa Rosja, dawny kraj Chazarów, kraj od Kijowa i Odessy po Kaukaz i Ural, może zwłaszcza dziś, po wyludnieniu skutkiem głodu bolszewickiego i epidemii, po- pomieścić choćby wszystkich starozakonnych całej kulił ziemskiej — piętnaście milionów głów.
Historia dziwnie tka swą przędzę.
Starozakonny Bronsztejn – Trocki! z Mo¬skwy i starozakonny Radek – Sobelson z ma¬łopolskiego Tarnowa przy pomocy tysięcy starozakonnych „komisarzy ludowych”, wy¬ludnili obszary południowej Rosji, dawne ob¬szary chazarskie, jakby specjalnie po to, aby uczynić miejsce dla swych współplemieńców.
„Kwestię żydowską” w nowoczesnej Euro¬pie, tę kwestię, którą zachodnie narody roz¬wiązywały niegdyś mordowaniem i wypędza¬niem swoich Żydów, a której polska toleran¬cja nigdy rozwiązać ani nawet złagodzić nie zdołała, można było od dawna rozwiązać przez zniesienie rosyjskiej granicy osiedlenia, przez otwarcie dla Żydów, stłoczonych nad Wisłą, Dźwiną i Dnieprem, niezmierzonych obszarów Rosji. Carat nie chciał zrobić wyłomu w usta¬nowionej przez siebie granicy, wypychającej masy starozakonne na zachód. Ale caratu już niema. Granica osiadłości padła. Rosją rządzą
Chazarowie, adoptowani Żydzi. Żadnych ogra¬niczeń ani zapór już niema. Droga do starej ojczyzny, droga do jednego z najpotężniejszych krajów Europy otwarta.
Prawdziwy, uczciwy ruch „narodowo-żydowski“ wie dopiero teraz, po odkryciu Reinacha, kędy skrzydła do lotu rozwinąć.
Syjonizm mistyfikował nas przez czterdzie¬ści! lat swoją rzekomą „ziemią ojców“.
Jak parweniusz, podszywający się pod nieistniejących kasztelanów i wojewodów, stroili się w pochodzenie od Saula i Dawida.
Syjonizm okłamał świat, jeśli nawet nie świadomie — to jednak kłamał.
Dziś koniec kłamliwej legendzie.
Jeżeli prawdą jest, że tak bardzo pragnie¬cie własnej „siedziby narodowej”, na wzór innych narodów, jeśli jest prawdą, że chcecie normalnego życia, jeśli prawda, że cierpicie, kiedy wam w twarz plują, to nie zawracajcie więcej głowy Palestyną, do której masy wa¬sze się nie kwapią — i idźcie tam, skąd rzeczy¬wiście przyszliście.
,Dom wasz stary niedaleko.
Chazarowie, wracajcie do domu“.

Za: http://gazetawarszawska.com/2014/04/22/sjonizm-jego-polityka-jej-skutki-w-polsce-chazarskie-pochodzenie-zydow/

 

Tags : , , , ,

Komentowanie zamknięte.