Najnowsze

Opublikowano Luty 9, 2012 Przez a303 W Bez kategorii

Ruszamy na giełdę. Zdumiewające kanty Facebook’a

Źródło: http://www.counterpunch.org/2012/02/07/facebook-follies/

07.02.2012 r.

Artykuł Deana Bakera, tłum. wMordechaj

Mark Zuckerberg

Sferę wielkiego biznesu obiegła w zeszłym tygodniu wieść, że Facebook rusza na giełdę z ofertą publiczną (IPO), która prawdopodobnie umiejscowi wartość rynkową spółki gdzieś w okolicach 100 miliardów $. Taka wartość postawi Facebook’a w gronie korporacyjnych gigantów stosując terminologię rynkową.

Dla porównania, Goldman Sachs, owiany złą sławą wampir, ma wartość rynkową 55 mld $. Wartość Forda to mniej niż 16 mld $. Według aktualnych wycen, Facebook zbliża się do wartości 106 mld $, co stanowi wyzwanie nawet dla takiego giganta telekomunikacyjnego, jak Verizon.

O ile przyjęta do wyliczeń wartość Facebook’a robić może wrażenie, o tyle w wielu wypowiedziach pojawiło się pytanie, czy spółka rzeczywiście może być warta takich pieniędzy. Niektóre proste, powierzchowne kalkulacje wskazują, że Facebook zdobyłby dostęp do olbrzymiej części wydatków na reklamę przez następne 5-10 lat i mógłby generować zyski potrzebne do uzasadnienia swej aktualnej wyceny.

Oczywiście to nie znaczy, że to niemożliwe; Google weszło na giełdę z bardzo wysoką rynkową kapitalizacją w 2004 roku. Po prawie 8 latach cena ich akcji na parkiecie wzrosła sześciokrotnie. Ktoś powinien zechcieć jednak wykonać kawałek pracy domowej zanim odrzuci możliwość przyznania Facebook’owi, że jest tyle wart, ile chce obecnie za swoje akcje.

Równocześnie, miało miejsce wiele przypadków spółek, które wchodziły na rynek z wielkimi oczekiwaniami, a potem okazywały się ostatecznie nie warte swojej ceny. Najlepszym przykładem fiaska giełdowego jest prawdopodobnie gigant internetowy AOL, który w okresie hossy na rynku wart był ponad 220 mld $ w 2000 r. Dzisiejsza wycena dla AOL wynosi 1,8 mld $.

W przypadku AOL, założyciele postanowili wycofać pieniądze ze spółki zanim sprawy przyjęły zły obrót. Użyli akcji AOL do wykupu Time-Warner, jednej z największych spółek medialnych na świecie. W efekcie, AOL, żeby mieć Time-Warner, musiał się sprzedać za darmo, gdyż wartość akcji AOL w wyniku zakupu szybko stała się maleńkim ułamkiem wartości Time-Warner.

Wielkimi przegranymi w tej historii stali się akcjonariusze Time-Warner, którzy zobaczyli ogromny cios w wartość swych aktywów. Nie trzeba dodawać, że szczebel kierowniczy, który zaplanował operację wyprzedaży Time-Warner doskonale sobie poradził, odeszli z firmy z dziesiątkami milionów dolarów.

A prezes zarządu AOL, wybitny Steve Case, jej współzałożyciel, również dał sobie radę. Deal z Time-Warner pozwolił mu odejść z miliardami dolarów, czyniąc z niego jednego z najbogatszych ludzi w kraju.

Załóżmy, że Facebook skończy bardziej jak AOL niż Google; kto w tym wypadku byłby przegranym, a kto byłby zwycięzcą? A więc, przegranymi byliby ludzie, którzy wejdą w akcje w rejonie ich najwyższego kursu. Jeśli okazałoby się, że Facebook jest tylko nocną sensacją, to jest albo będzie niezdolny utrzymać swój udział w rynku albo skutecznie zmienić z ekipy ds social networking w maszynkę do robienia pieniędzy, wtedy ludzie kupujący ich akcje w okolicach ceny z oferty publicznej wyrzucą większość swych finansów na śmietnik.

Gdyby pojedynczy inwestorowie świadomie podjęli takie ryzyko i skończyli ze stratami, to rzec można, że tak właśnie działają rynki i giełdy. Jeśli idzie o nabywców akcji, którzy są inwestorami instytucjonalnymi, a którzy stracą na inwestycji pieniądze funduszy emerytalnych, uniwersyteckich stypendiów lub funduszy powierniczych, czy podwyższonego ryzyka, wtedy na pewno pojawią się poważne wątpliwości w sprawie tego, czy menadżerowie tych funduszy odrobili pracę domową lub po prostu dali się złapać na inwestycyjne gadżety,  jak to już było wiele razy w przeszłości.

Z drugiej strony, mamy pracowników Facebook’a, którzy zarobią miliony, no i oczywiście jego założyciela, Marka Zuckerberga, który wyjdzie z interesu z dziesiątkami miliardów. W czasie, gdy tyle uwagi koncentruje się na kwestii nierówności społecznych i osławionego jednego %, ciekawie jest zapytać, co takiego Mr Zuckerberg – który ustawi się w szeregu na samym szczycie tego 1 % – zrobił dla zarobienia takich pieniędzy.

Gdyby się okazało, że Facebook wybierze ścieżkę AOL, wtedy Zuckerberg faktycznie spadnie do roli P.T.Barnum’a ekonomii społecznych mediów. Odniesie chwilowy sukces w stworzeniu ogromnego podekscytowania i rąbnie ludziom kasę, tym ludziom, którzy dobrowolnie zawierzyli mu swe środki za darmo.

Wynikiem tego będzie fakt, że wielu ludzi stanie się trochę biedniejszych, a Zuckerberg będzie ogromnie bogaty. Będzie zdolny kupić, czego tylko zapragnie. Będzie zdolny do promowania jakiejś filozofii, którą sobie wymyśli (np. reformę szkolnictwa opartą o wyniki testów) poprzez swoje instytucje charytatywne i wpływy polityczne. A media traktować go będą jako jako kogoś, kto ma wspaniałe rady dla reszty z nas o tym, jak rządzić krajem i żyć właściwie.

Tak wygląda process, w ramach którego my wszyscy dokonujemy przekierowania strumienia pieniądza ku górze, do najbogatszych. W tym przypadku, główni aktorzy to wysoko opłacani menadżerowie, którzy nie mają zielonego pojęcia o zarządzaniu pieniędzmi, tak jak w przypadku AOL, gdy mieliśmy do czynienia z całkowicie niekompetentnymi kierownikami w Time-Warner. W prawidłowo działającej gospodarce rynkowej tacy ludzie zapłaciliby ogromna cenę za tak katastofalną niekompetencję, lecz to niestety nie dotyczy naszej obecnej gospodarki.

Możemy oczywiście nadal mieć nadzieję, że Facebook jest wart swej ceny rynkowej.

Dean Baker jest współdyrektorem Center for Economic and Policy Research (CEPR), autorem “Plunder and Blunder: The Rise and Fall of the Bubble Economy” oraz “False Profits: Recoverying From the Bubble Economy”.

Komentowanie zamknięte.