Najnowsze

Opublikowano Wrzesień 4, 2015 Przez a303 W Polska

Rozważania przedwyborcze. Kazimierz Bielecki

Namnożyło się nam różnych struktur politycznych przed wyborami parlamentarnymi 2015. Po lewej i po prawej stronie.

Tworzone na „kolanie” rozmaite programy mają za zadanie przyciągnięcie do organizacji nowych członków, lub pozyskanie sympatyków, ale przede wszystkim zdobycie 5 tys. podpisów obywateli (niekoniecznie Polaków), koniecznych do zarejestrowania listy kandydatów na parlamentarzystów w danym okręgu.

A z tym jest już duży problem. Z programem także.

Najprostszym programem jest sam P. Kukiz – ma tylko jeden cel: wejście do parlamentu.

I tak, głównym zadaniem nowych chętnych do zasiadania w Sejmie RP jest pozyskanie znanych twarzy – celebrytów, lub różnych tytułów naukowych. Obojętnie jakich, byleby byli.

Liroy liderem ruchu Kukiza w Kielcach

Liroy liderem ruchu Kukiza w Kielcach

Bo, taki ktoś, ze swej potwierdzonej tytułem natury, przekonany o swojej wielkości, wygłosi uczony referat, krytykujący rzeczywistość, wskaże kierunki działań (nie szkodzi, że bezsensowne, czasem kłamliwe i nie do zrealizowania) i oczekuje na oklaski i podziw. Najważniejsze jednak jest to, że nikt nie ośmieli się go krytykować. Zdanie utytułowanego jest ostateczne. Nie ważne, że np. profesor od karaluchów autorytatywnie wypowiada się w dziedzinie ekonomii. Nikt ze słuchaczy nie może mieć własnego zdania, bo tytuł naukowy się obrazi i odejdzie, a przecież ma stać się autorytetem i kandydować z pierwszego miejsca mojej, nowej organizacji, nad budowaniem której mocno się natrudziłem.

Każdy z nich, to kunktator, który szuka najlepszego dla siebie miejsca, które pozwoli mu zasiąść w ławach poselskich. Ma być twarzą tej organizacji. Dzięki niemu i ja się załapię.

Ot i cała filozofia.

Stwierdzenie to tłumaczy zaskakujące decyzje pani Kopaczowej, którą trzeba szybko wykopać. Otóż ku zaskoczeniu samych zainteresowanych, z list PO będą kandydować jej dotychczasowi najwięksi krytycy, czyli L. Dorn (baum) i Napieralski. Trzeba się tylko z tego cieszyć – to jej gwóźdź do trumny. Amen.

Cała ta groteska przypomina niejakiego Alberta Einsteina, który kreowany był i jest dzisiaj na „geniusza wszechczasów” (jak każdy żyd), pomimo, że był (delikatnie mówiąc) kompletnym ignorantem laboratoryjnym i nigdy nic twórczego nie odkrył.

Rzecz prosta, nie można generalizować – wśród naukowców jest wielu uczciwych ludzi. Najczęściej oni właśnie stronią od polityki, bowiem poświęcili się pracy naukowej i dydaktycznej (a nie manewrom politycznym) i tu się spełniają. To ich przeznaczenie. Co najwyżej mogą, jeśli znajdą czas, służyć kierującym państwem jako doradcy. I tak powinno być.

Moi nieliczni znajomi wyraźnie zniesmaczeni moim ostatnim tekstem, odkrywczo, ale nie po raz pierwszy, zwrócili uwagę na fakt, iż sam po prostu nic nie robię, (czyli marnuję życie), gdy inni bardzo zabiegają o stworzenie nowych, prawicowych organizacji politycznych (bo lewicowe nas nie obchodzą) i starają się je wypromować. Oczywiście, dla dobra Polski. Ich zdaniem, trzeba je wspierać. To one i ich przywódcy mają być autorytetami! Dla mnie, nie.

Jestem głęboko przekonany,

– że Polsce potrzebne są radykalne zmiany systemowe;

– że Polska musi odzyskać niepodległość, a jej konstytucyjna władza myśleć tylko o dobru naszego, polskiego państwa i naszym, Polaków.

Kombinowanie co robić, aby za wszelką cenę wejść do parlamentu to kolejne szkodliwe działanie. To oszukiwanie Narodu, utrwalanie tego, co złe. To myślenie nie o Polsce, a o sobie, o własnym interesie. Celem takich niby prawicowych działaczy jest osiągnięcie chociaż 3% w wyborach, co już, niestety, gwarantuje im dotacje państwowe.

a

Tacy niby politycy jak G. Braun (oszust, który gra na uczuciach religijnych Polaków), pupilek Balcerowicza, niejaki R. Petru, czy polityczny (nie tylko) chuligan, P. Kukiz, to wyjątkowi szkodnicy. Inne nowe ugrupowania takie jak np. „Obywatele do Parlamentu”, czy „Jedność Narodu” wprowadzają zamęt w głowach i tym samym wspierają „zasługi” rządów Kaczyńskiego, Millera i Tusko – Kopaczki, która osobiście skopała (na pół metra) lądowisko po tragedii (a nie katastrofie) pod Smoleńskiem i nic nie znalazła.

Te nowe organizacje z takimi nowymi przywódcami nic nie tworzą. A, z pewnością, nic dobrego.

Ponieważ słowa moich kilku bliskich znajomych nieco mnie zabolały, zacząłem się zastanawiać czy aby na pewno dobrze zostałem wychowany i czy nie powinienem bardziej zdecydowanie, adekwatnie, zareagować. Powiedziałem tylko, że „lepiej nie robić nic, niż czynić zło”.

Cała ta walka o pozyskanie dla siebie fotela w parlamencie ma na celu tylko własny interes i poszerzenie swej strefy wpływów i rodzi nowe kłopoty. Nie ma to nic wspólnego z Polską.

A tymczasem według danych PAP z 2005 r.

– blisko 5 milionów Polaków żyje w skrajnym ubóstwie (za GUS-em),

-czteroosobowa rodzina znajdująca się w takim położeniu ma na swoje miesięczne utrzymanie mniej niż 960 zł., co oznacza najwyżej 8 zł./dziennie na osobę (za krakowskim Dziennikiem Polskim”).

Według J. Kępki, w rzeczywistości poniżej granicy ubóstwa żyje 5 mln. Polaków, a 8 mln. poniżej ustawowej granicy. Oznacza to, że w Polsce jest aż ok. 13 mln. nędzarzy! A ilu z nas żyje w biedzie, albo inaczej – ilu żyje nie w biedzie, tylko w III RP?

Tak było 10 lat temu, a jak teraz?

a

(http://www.polskatimes.pl/artykul/3895009,gus-ponad-45-mln-osob-zyje-ponizej-granicy-ubostwa,id,t.html?cookie=1)

I co na to ci wszyscy walczący, dla siebie, jak wilki, o parlament?

Oni nawet o tym nie wiedzą. Zresztą, co to ich obchodzi?!

Warto zapamiętać spostrzeżenie Marka Twaina:

„Gdyby można było skrzyżować człowieka z kotem, skorzystałby na tym człowiek, a stracił kot”

Kazimierz Bielecki

3 września 2015

Tags : , , ,

Komentowanie zamknięte.