Opublikowano Październik 1, 2012 Przez stophasbara W Bez kategorii

Rozsypujący się jak domek z kart monolog Zachodu na temat Syrii (03.2011 – 09.2012)

źródło: http://worldmathaba.net/items/1729-western-narrative-on-syria-is-crumbling

Amerykański dziennikarz mówi, że USA i ich sojusznicy podejmują poważne działania przygotowawcze do ataku zbrojnego na Syrię.

“Możemy spodziewać się uruchomienia na naszych oczach mechanizmów podkopywania, dzielenia i niszczenia na wzór Syrii zastosowanych w przypadku Libanu i Iranu, jeśli i gdy osiągnięta zostanie masa krytyczna potrzebna do obalenia rządu syryjskiego” mówi Tony Cartalucci w wywiadzie udzielonym dla the Tehran Times.

Cartalucci, który rezyduje w Bangkoku, Tajlandia, pisze dla różnych wydawnictw internetowych, w tym Global Research i Activist Post, i jest współautorem (wraz z analitykiem spraw geopolitycznych Nile Bowie) książki zatytułowanej „Subverting Syria”.

„Moją ojczyzną jest Syria” – podobno milion ludzi na demonstracji, październik 2011

TT (Tehran Times): Dużo piszesz na temat zamieszek w Syrii. Przeciwnicy rządu prezydenta Assada twierdzą, że ten rząd na szeroką skalę stosował przemoc i zabił wielu demonstrantów oraz cywilów, podczas gdy Damaszek mówi, że niektóre kraje Zachodnie zaopatrują uzbrojone gangi w broń i pieniądze. Możesz to jakoś skomentować.

TC (Tony Cartalucci): Wybuch przemocy nastąpił od samego początku, wraz z pojawieniem się tzw. demonstracji. Z pewnością na ulicach znaleźli się również protestanci mający dobre intencje. Niestety, prócz tego było między nimi wiele organizacji, jakie dołączyły do nich z bardzo zbrodniczymi zamiarami.

Akty wandalizmu, podpaleń, napaści były nagłówkami doniesień zachodnich mediów od marca 2011 r. I te wydarzenia, z konieczności, wyprowadziły na ulice uzbrojone siły bezpieczeństwa Syrii, tak samo, jak w przypadku zamieszek w Los Angeles w 1992 r. W LA, demonstranci byli lekko uzbrojeni, a wszechobecność tysięcy żołnierzy Gwardii Narodowej oraz Marines pozwoliła zdusić przemoc w ciągu kilku dni. I w tym przypadku siły rządowe zabijały ludzi, ogólnie śmierć poniosły 53 osoby.

Różnica w przypadku Syrii jest taka, że zamieszki zostały zaplanowane w taki sposób, aby miały charakter ciągły, a przemoc będąca ich wynikiem miała rosnąć. Aby zainstalować w Syrii ten cykl przemocy, grupy osób trzecich zaczęły brać sobie za cel zwykłych demonstrantów, a także żołnierzy sił bezpieczeństwa, jako tych którzy tłumią obecne protesty. W ten sposób nagminne stało się istnienie „tajemniczych strzelców”, strzelających z dachów budynków, a wszelkie doniesienia (czynniki oficjalne, demonstranci i gapie stojący z boku) wskazują, że nie byli to przedstawiciele rządu syryjskiego. Celem była radykalizacja demonstrantów i usprawiedliwienie wzrostu skali przemocy, co posłużyć miało ich zachodnim inspiratorom.

To samo widzieliśmy w Bangkoku w 2010 r., gdzie tacy sami „tajemniczy strzelcy” celowali w demonstrantów oraz żołnierzy z dachów po to, żeby wzmagać przemoc na ulicach oraz podnosić stawkę gry politycznej. W Bangkoku, tak samo jak w Syrii, śmiercionośna wymiana ognia dawała grupom opozycyjnym i ich zagranicznym sponsorom propagandy, jaka była im potrzebna do demonizowania rządu, a także równoczesnego usprawiedliwiania rosnącej opozycji zbrojnej.

Obecnie, bez wątpienia, ta skala przemocy urosła do takich rozmiarów, że operacje wojenne są prowadzone przez zorganizowane ugrupowania zbrojne, wspomagane z zagranicy przy pomocy różnych środków. USA, Katar, Arabia Saudyjska i Turcja, wszystkie te państwa otwarcie przyznały się do wspierania, finansowania, uzbrajania i dawania pomocy logistycznej tym uzbrojonym bandytom.  To, co jest ewidentne to fakt, że kraje Zachodu oraz Zatoki Perskiej zaatakowały Syrię „falą dziennikarzy”, służących jako narządzia propagandystów. To natomiast, do czego nikt się nie przyznaje, a nie jest to też całkiem oczywiste, lecz jednocześnie najbardziej pewne, to fakt, że na terytorium Syrii prowadzone są operacje specjalne jednostek NATO i krajów Zatoki towarzyszące działalności agentów z wielu różnych agencji wywiadowczych.

(…)

TT: Niektórzy komentatorzy polityczni mówią, że atak na Syrię będzie preludium do ataku zbrojnego na Iran z użyciem całego arsenału środków. Jaki jest twój pogląd?

TC: Komentatorzy mówią dokładnie to, co zostało napisane przed 10 laty w dokumentach na temat polityki USA. Weźmy kilka przykładów – w 2007 r., Seymour Hersh, the New Yorker, artykuł pod tytułem „The Redirection”. Wniosek w nim zawarty jest następujący: USA podejmie próbę stopniowego podkopania pozycji Syrii jako środek służący wykonaniu zmiany reżimu w Iranie; to była zaprojektowana, określona precyzyjnie w zakresie celów polityka, jaką członkowie administracji Busha przekazali Bushowi do realizacji; polityka, jaka w tym czasie została uruchomiona w praktyce.

W 2009 r., w raporcie the Brookings Institution: „Which Path to Persia?”, Syria znowu jest wymieniona jako czynnik konieczny, który należy zneutralizować zanim podjęte będą działania wymierzone w Iran. Dokument w szczegółach wskazuje użycie przemocy, organizacje, jakie znajdują sie na liście grup terrorystycznych, a jakie należy użyć przeciw Iranowi, mianowicie MKO, ogólnie biorąc wszystko to oznacza prowokowanie wojny z Iranem, jakiej nikt nie chce ani na jakiej nie skorzysta, przy czym minimalizuje on zauważalne zaangażowanie się USA na wypadek, gdyby izrael miał zaatakować Iran. Wskazane w raporcie strategie działań są skierowane przeciw Iranowi, ale wszystkie z nich możemy dostrzec w przypadku obecnej sytuacji w Syrii.

Mając to na względzie, możemy spodziewać się uruchomienia na naszych oczach mechanizmów podkopywania, dzielenia i niszczenia Syrii, a potem tych samych metod zastosowanych w przypadku Libanu i Iranu, jeśli i gdy osiągnięta zostanie masa krytyczna potrzebna do obalenia rządu syryjskiego. Ciekawe w tym raporcie z 2009 r., jest także to, jak USA może wmanewrować Iran w zbrojny konflikt. Zniszczenie Syrii wydaje się być potencjalnym środkiem do osiągnięcia tego celu, chociaż Iran był bardzo ostrożny przed zabrnięciem w tę pułapkę.

Zachodowi brakuje politycznego kapitału u siebie i za granicą, aby wyprowadzić taki atak na Iran. Atak doprowadzi do dalszego zjednoczenia narodu irańskiego, a ocenia się, że istnieje niewielka szansa na zniszczenie cywilnego programu atomowego tego państwa albo rozbicia irańskich sił zbrojnych, zostawia też otwartą opcję, że jeśli nawet Iran nie dokona odwetu – może to doprowadzić do wielkiego zaakcentowania moralnej deprawacji Zachodu poprzez dokonanie niesprowokowanego aktu militarnej agresji. Bez wszczęcia totalnej wojny, Zachód nie jest w stanie ani niczego uzasadnić ani dopiąć swego w drodze politycznych zabiegów, a Iran będzie dalej istnieć jako rosnąca siła i wzmagać opór wobec tych prób na Bliskim Wschodzie.

Zachód bez wątpienia próbuje osłabić Iran politycznie, społecznie, moralnie, gospodarczo oraz zniszczyć go zbrojnie. Jednak realizacja tych założeń staje się coraz bardziej skomplikowana. Nawet perspektywa usprawiedliwienia „inwazji” przy użyciu wydarzenia z arsenału fałszywej flagi jest w zaniku ze względu na istniejącą już w tej chwili światową świadomość projektowania takich spisków. Bomba w autobusie w Bułgarii od razu znalazła winowajców w postaci Iranu i libańskiego Hezbollahu, i to zanim płomienie na dobre wybuchły, lecz spotkało się to z globalnymi wyrazami powątpiewania, doszło nawet do objawów gniewu w USA i w izraelu, że są to tylko podejrzane, motywowane politycznie oskarżenia samych sprawców tego ataku.

Gdy konflikt w Syrii nabiera tempa w niepożądanym kierunku, regionalni udziałowcy hegemonii zachodniej, mianowicie (P)GCC i Turcja, mogą chcieć porzucić swą przegraną strategię i zacząć przygotowania do polityki współ-istnienia z Iranem. Gdy to się zacznie, perspektywa udanego ataku lub inwazji na Iran będzie jeszcze mniej prawdopodobna.

TT: Czy zauważyłeś, że najnowszy raport ONZ na temat Syrii, opublikowany gdy jeszcze Kofi Annan był wysłannikiem ONZ/Ligii Arabskiej, został stworzony przez wielu ludzi, którzy mają wyraźną neokonserwatywną postawę i byli powiązani z reakcyjnymi monarchiami nad Zatoką Perską. Kto dokonał wybory tych ludzi, aby pisali raporty na temat Syrii?

TC: Przedstawiciele Zachodnich korporacyjno-finansowych interesów są wszechobecni w Narodach Zjednoczonych. Sam Kofi Annan jest członkiem-powiernikiem znajdującej się na liście Fortune 500 organizacji pod nazwą International Crisis Group oraz członkiem the JP Morgan International Council, tak jak i wielu innych inżynierów obecnego kryzysu w Syrii. Raport UN Human Rights Council z 2011 r., jak I ten z sierpnia 2012 r. „panelu ekspertów” w sprawie Syrii został ułożony przez komisję pod kierownictwem Karen Koning Abu Zayd, dyrektora organizacji z siedzibą w Waszyngtonie p.n. Middle East Policy Council. Obok niej zasiadają tam reprezentanci Exxon, the Saudi Bin Laden Group, poprzedni ambasadorowie w krajach  (P)GCC, CIA, wojska USA, a obok nich różni osobnicy reprezentujący zbiorowe interesy Al Jazeery, Boeinga, Chevronu i wielu innych grup interesów.

Ci ludzie są “wyselekcjonowani” przez członków ONZ, jacy zdominowali wiele różnych organów tej instytucji i są kolekcją reprezentantów interesów korporacyjno-finansowych, jakie uprzednio zdominowały każdego członka tych organów. Największe korporacje na Ziemi emanujące swoje wpływy z Wall Street i Londynu wyraźnie pozbawiły inicjatywy tych ludzi, a wskutek tego nałogowo podrywają resztki autorytetu i władzy ONZ.

Wyraźnie, nie tylko istnieje olbrzymi konflikt interesów pomiędzy nominatami na różne stanowiska przez Kofi Annan i Karen Koning Abu Zayd, ale konflikty między nimi samymi wciąż się pogłębiają. Z najnowszego raportu ONZ na temat „zbrodni wojennych” popełnionych przez rząd syryjski znowu zasypani zostaliśmy „wywiadami”, z których większość nie była nawet przeprowadzona w Syrii, ale w Genewie w Szwajcarii. Kto był uczestnikiem tych wywiadów? Przeciwnicy rządu, rzekomi dezerterzy oraz inni im podobni.

To nawet nie jest tak, że takie wywiady nie mają żadnej watrości. Jednak same wywiady nie mają sensu. One mogą tylko być punktem zaczepienia dla wszczęcia prawdziwego śledztwa, śledztwa, jakiego komisja Abu Zayd nie zrobiła. A dlatego, że nie przeprowadziła ona właściwego śledztwa, wyniki tych „wywiadów” mają w raporcie wyłącznie wartość propagandową; propagandy od razu kapitalizowanej przez Zachód w kilku najbliższych cyklach i będzie wykorzystywana z dramatycznym skutkiem zanim Abu Zayd przygotuje kolejne przedstawienie.

TT: Jaki jest twój punkt widzenia dotyczący roli Iranu w rozwiązaniu kryzysu syryjskiego? Pochwalałeś inicjatywę irańską goszczenia 30 krajów na spotkaniu konsultacyjnym w sprawie Syrii. Czy Iran zdolny jest neutralizować wysiłki USA oraz ich sojuszników zmierzające do izolowania Syrii?

TC: Gdy konflikt się przedłuża, a Zachód zwiększa koszty, jakie jego udziałowcy muszą zapłacić za coś, co wydaje się przegraną strategią, korzyścią dla tych udziałowców będzie rozważyć wycofanie kapitałów z zachodniej hegemonii i wzięcie pod uwagę zaistnienie wielobiegunowej koegzystencji między nimi i między nimi a Iranem.

Iran, poprzez zorganizowanie forum 30 krajów reprezentujących około połowy światowej populacji, pokazał – w odróżnieniu od zachodniej propagandy – że nie jest zainteresowany w jednostronnym wywieraniu swych wpływów. Przez zrozumienie potrzeby reform w Syrii, ale jednoczesne rozumienie, że obecna przemoc w tym kraju jest przejawem zagranicznego terroryzmu, a nie wewnętrznego powstania, to ciało pod nazwą International Consultative Conference on Syria stara się znaleźć bezpieczne forum dla autentycznych stron zainteresowanych rozwiązaniem kryzysu w Syrii w pokojowy sposób.

Teoretycznie taka była intencja ONZ-tu i Kofi Annana. Działania Annana i jego współpracowników podejmowane w celu udaremnienia takich wysiłków od samego początku, jednak ONZ dowiodło, że jest całkowicie skompromitowane. Iran przez zorganizowanie tego spotkania, próbuje stworzyć prawdziwą wielobiegunową alternatywę dla ONZ w odniesieniu do Syrii. Iran, Rosja oraz inni, z prawdziwą geopolityczną orientacją, poszukują nieinwazyjnych metod rozwiązania spraw syryjskich poza ONZ-tem, gdy USA i zbiór elementów jego konsorcjum stara się uzasadnić działania zbrojnej agresji bez zachowywania nawet pozorów poszanowania prawa międzynarodowego.

Dopóki działania neutralizujące wysiłki Zachodu w kierunku izolowania Syrii są podejmowane, taki system działa. Ruch Krajów Nie-zaangażowanych (NAM) zamierza podjąć dalsze kroki, aby udaremnić próby izolowania Syrii przed sądem opinii publicznej i tworzyć alternatywne opcje dla udziałowców obecnie wplątanych w rozszyfrowaną napaść Zachodu na ten kraj.

To pierwszy dobry krok, lecz ostatecznie aby powstrzymać zagraniczną działalność wywrotową w Syrii, uzbrojenie, pieniądze, zagranicznych bandytów napływających przez syryjskie granice, to właśnie te granice muszą być szczelne. Na szczęście irańskie wysiłki mające na celu złamanie izolacji Syrii mogą prowadzić do wzrostu międzynarodowego potępienia dla zachodniego wsparcia udzielanego zagranicznym terrorystom, konieczny pierwszy krok w zastosowaniu następnych środków politycznej i fizycznej blokady obcej infiltracji.

TT: Szczyt NAM zakończył się niedawno w Teheranie, a wzięli w nim udział oficjele z nawyższych szczebli władzy ze 120 państwa oraz szef ONZ, Ban Ki-moon. Jaki masz pogląd w sprawie wysiłków podjętych przez izrael i USA, aby udaremnić sukces tego szczytu oraz przeszkodzić przywódcom oraz Ban Ki-moon’owi wzięcie w nim udziału?

TC: Jasne jest, że cała zachodnia narracja na temat Syrii rozpada się jak domek z kart. Użycie izraela jako próby „obciążenia wstydem” szefa ONZ, Ban Ki-moona, aby odstraszyć go od udziału w konferencji NAM ma posmak desperacji. Miało to na celu poderwanie autorytetu zarówno tej organizacji, jak i jej członków, w szczególności Iranu, Rosji i Chin, które konsekwentnie są przeciwne próbom podzielenia i zniszczenia Syrii. To również wygląda na przegraną strategię Zachodu.

Np. ostatnie głosowanie na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ w sprawie Syrii odbyło się w atmosferze wyników, jakie mówią same za siebie. Coraz większa liczba państw zaczyna wstrzymywać się od głosu albo nie bierze udziału w głosowaniu w sprawie rezolucji proponowanych przez Zachód. W tej grupie znalazły się Indie, które być może dostrzegły, że USA ma jedynie wzgląd na swe własne interesy, a nie przyjaciół, a destabilizacja, jakiej obecnie doświadcza Syria, może z łatwością przesunąć się w kierunku własnych granic Indii, a także kiedyś przeniknąć przez te granice do wewnątrz państwa. Trwały postęp i gospodarczy dobrobyt, nie wspominając o żywotnym przetrwaniu państwa, może brać się tylko ze stanu stabilizacji wewnętrznej i zagranicznej. Stabilizacja nie wyklucza reform, ale wymaga przeprowadzenia ich w sensowny sposób, pokojowo i w procesie stopniowym.

Uważam, że wiele krajów zaczyna zdawać sobie sprawę, że wskutek promowania kierowanego z zagranicy przewrotu, w dalszym etapie daje to możliwość użycia tej samej metody przeciw nim na własnych podwórkach i obecnie unikają one jak ognia wspierania takiej metodologii Zachodu. Sądzę, że kraje Zatoki Perskiej w szczególności zaczynają od kilku ubiegłych miesięcy naprawdę rozumieć tę procedurę.

TT: W jednym ze swych artykułów wskazałeś kilka faktów oraz prawd, jakie zachodnie mainstream media ocenzurowały albo ukryły na temat Arabii Saudyjskiej, w tym fakt, że kobietom nie wolno prowadzić samochodów, najbardziej znana na świecie organizacja terrorystyczna al-Kaida jest sekretnym sojusznikiem rządu saudyjskiego, więźniowie polityczni są tam brutalnie torturowani, itp. Jednak USA, jakie wciąż uprawia kaznodziejstwo w sprawie praw człowieka i wartości zachodniej demokracji wobec innych narodów, nigdy nie zaprotestowały w obliczu takich jawnych aktów łamania praw człowieka. Dlaczego?

TC: Interesy korporacyjno-finansowe w USA wydają nieumiarkowaną ilość pieniędzy i poświęcają wiele czasu na NGO (organizacje pozarządowe), jakie promują „prawa człowieka”. Nie dlatego, że wierzą w prawa człowieka, ale dlatego, że jest to wygodny punkt politycznego oddziaływania, gdy podejmuje się próbę zmobilizowania opinii publicznej przeciwko ich geopolitycznym adwersarzom. Amnesty International, Human Rights Watch, Freedom House, the National Endowment for Democracy, a także wiele innych, finansowanych jest i kierowanych przez niektórych najsłynniejszych propagatorów wojny i okrucieństw, i w przeciwieństwie do tego, czego wielu by się po nich spodziewało, większość tych czarnych charakterów to jawni przedstawiciele stronnictwa neokonserwatystów.

W rezultacie ten punkt politycznego wpływu używany jest wyłącznie w sytuacji, gdy wchodzą w grę geopolityczne interesy, podczas gdy inne „media z czarnej dziury” skupiają swą uwagę na notorycznych sprawcach łamania praw człowieka, jak Arabia Saudyjska, która obecnie służy i jest uwikłana w amerykańskie interesy. Kolejny dobry przykład tego, to przegląd  – jak USA używa „praw człowieka” przeciw Syrii, gdy w tym samym czasie wspierany przez USA, zdymisjonowany premier Tajlandii, Thaksin Shinawatra, odbywa sobie podróż po Ameryce. Ludzie mogą pamiętać jeszcze jego sławetną „wojnę z narkotykami” z 2003 r., podczas której zabito ponad 2800 osób bez żadnych podstaw prawnych w okresie 90 dni.

Jednak to nie oznacza, że wobec krajów z Zatoki Perskiej stosuje się zawężony katalog różnych aktów okrucieństwa. Przeciwnie, tak jak w przypadku Saddama Husseina, który popełniał najbardziej nawet skandaliczne czyny z pełnym wsparciem ze strony USA oraz arsenału dostarczonego mu przez handlarzy bronią z USA, państwa Zatoki Perskiej będą czerpać z tego doświadczenia i gdy nadejdzie czas, same staną się ofiarą tych samych metod.

Rozbój pod pojęciem “prawa człowieka” ustalony został przez department stanu i nie jest tylko formą politycznego wymuszenia rozbójniczego, ale podrywa sam sens propagowania prawdziwego znaczenia tego pojęcia, prowadząc wielu ludzi o dobrych intencjach do fałszywego rozumienia bezpieczeństwa, fałszywie pojmowanego stanu wiary, że „ktoś” nad tym czuwa.

Wyniszczenie libijskich afrykanów, szczególnie wyplenienie całego miasta Tawarga, daje wyraźny przykład tych praktyk. A teraz – utworzone przez Fortune 500, Refugees International, zrobiło zapis zbrodni, jakie miały miejsce w Tawarga, ale zamiast użyć tego materiału do wywarcia wielkiego wpływu na opinię publiczną i uczynić z tego nagłówki newsów, zwyczajnie film został zamieszczony na YouTube, gdzie przyciągnął kilkaset wejść. Dlaczego? Ponieważ bojownicy, którzy popełnili te zbrodnie obecnie tworzą rząd w Trypolisie, jaki uzyskał poparcie NATO.

To samo można powiedzieć o formie państwowego sponsoringu terroryzmu, jaka rozwinęła sie w USA. Takie narzędzia mają do dyspozycji, a moralne obiekcje wobec tych praktyk to wyłącznie sprawa „wyborów konsumenckich”.

TT: W innym artykule napisałeś, że BBC właśnie dostało znaczne środki pieniężne od amerykańskiego Kongresu, aby przeprowadzićataki medialne na niezależne, nie powiązane układami państwa takie, jak Iran czy Kuba. (…)

TC: BBC oraz plejada innych agencji prasowych, a także pseudo-NGO asekurują i reprezentują interesy korporacyjno-finansowe Zachodu. Potężne interesy wykupują media, aby kontrolować publiczne postrzeganie wielu spraw i jest to wciąż powracający temat przewodni przez okres całej historii słowa drukowanego, a obecnie rozpowszechnianego również innymi środkami.

Te korporacyjno-finansowe interesy, wiele z nich na liście spółek Fortune 500, finansują think-tanki, które kształtują zarówno politykę państwową, jak też kształt codziennych wieczornych wiadomości. Są rozsiane wśród polityków celem uzyskania formalnej aprobaty oraz znajdują swe trwałe miejsce na biurkach wielkich sieci informacyjnych, aby potem zostały przedstawione w zgrabnych opakowaniach szerokiej opinii publicznej. Co gorsza, wiele tych organizacji od newsów ma swych przedstawicieli w składzie tych think-tanków, które „produkują” politykę oraz odpowiadające im punkty widzenia. Na pierwszy rzut oka widać, że ma miejsce ogromny konflikt interesów.

Wyraźnie z tego wynika fakt, że gdy korporacyjno-finansowe interesy chcą wyeliminować oponentów swej globalnej geopolityczno-gospodarczej hegemonii, użyją mediów, jakie są ich własnością do rozsiewania propagandy. BBC jest winne popełnienia wielu jawnych oszustw i fałszywych przedstawień, lecz jest to ich codzienność, zakonspirowany sposób postępowania, jaki stopniowo zatruwa percepcję zachodnich widzów przeciw takim krajom, jak Syria i Iran.

Nie ważne, co Iran tak naprawdę robi, i tak zostanie sportretowany przez Zachód jako wojownicze, irracjonalne i zacofane zagrożenie dla ludzkości. Rosnąca świadomość publiczna oraz sukcesy mediów alternatywnych w zwalczaniu monopolu korporacyjnych mediów znacznie już obniżyły skuteczność tej propagandy. Na dodatek, własne konsekwentne wysiłki Iranu przeciwdziałania tej propagandzie nie tylko poprzez umiejętne użycie swoich organizacji medialnych, ale poprzez własne zabiegi podejmowane w kraju i za granicą, również pomogły uwolnić się części ludzi od punktu widzenia zachodniego managementu.

Największym impulsem do wojny jest publiczna ignorancja. Organizacje takie, jak BBC pracują bezustannie nad tym, aby utrzymywać i powiększać tę ignorancję. Mimo wszystko, gdy ignorancja zanikać zaczyna w erze informacyjnej, tak samo dzieje się z realizacją projektów nałogowych podżegaczy wojennych.

TT: A co myślisz na temat zabójstw irańskich fizyków atomowych? Rodziny ofiar już złożyły pozwy sądowe przeciwko izraelskiemu Mossadowi, brytyjskiemu MI6 oraz amerykańskiej CIA zarzucając im bardzo prawdopodobny udział w tych zabójstwach.

TC: USA i izrael milcząco przyznały się, że stały za tymi zabójstwami. Otwarcie przyznają, że szkolą, finansują, uzbrajają oraz regularnie przerzucają oddziały Mujahedeen e-Khalq (MKO). Politycy USA jawnie lobbują w interesie MKO w największych gazetach w tym kraju. Wielu Amerykanów zainteresowałby fakt, że wielu z tych lobbystów to mocni poplecznicy tzw. „wojny z terrorem”, jak Rudy Giuliani, Ed Rendell, Tom Ridge, a nawet były komendant USMC, James Jones. Amerykanie powinni mieć świadomość, że ich własny departament stanu wymienia MKO na liście zagranicznych organizacji terrorystycznych.

Amerykanie pewnie zainteresowaliby się też tym, w jaki dokładnie sposób wpisano MKO na listę organizacji terrorystycznych. Przeprowadziła ona serię ataków terrorystycznych nie tylko w Iranie przeciw Irańczykom, ale podjęła również próby porwania ambasadora USA, Douglasa MacArthura II, próbowała zamordować generała USAF, Harolda Price’a, skutecznie pozbawiła życia płk Louisa Lee Hawkinsa, zabiła dwóch wyższych stopniem oficerów Paula Shaffera i Jacka Turnera, a także zastawiła skuteczną pułapkę i zabiła pracowników Rockwell International (Amerykanów): Williama Cottrella, Donalda Smitha, Roberta Krongarda.

The Brookings Institution w swym raporcie z 2009 r., p.t.”Which Path to Persia?” przyznaje: “ponad wszelką wątpliwość, ta grupa przeprowadzała ataki terrorystyczne”, w tym ataki na cele cywilne. Po dziś dzień, MKO uważane jest nawet przez swych popleczników z Waszyngtonu za „organizację na wzór kultu” z „tendencjami totalitarnymi”.

I tak samo, jak w przypadku podwójnych standardów stosowanych przez Zachód w odniesieniu do pojęcia prawa człowieka, jego polityka względem państwowego sponsoringu terroryzmu jest naznaczona wygodą i oportunizmem. Innymi słowy, USA używa terrorystów przeciwko swym wrogom, a jednocześnie w wielu wypadkach oskarża tych wrogów o wspieranie tych samym bandytów, których USA samo uzbroiło i sfinansowało.

Gdyby Iran zamordował amerykańskich obywateli na amerykańskiej ziemi, z pewnością wybuchłaby wojna i to w niezwłocznym trybie. W rzeczy samej, wydarzenia z kręgu operacji fałszywej flagi miały miejsce wokół tego zagadnienia, wśród nich najbardziej znaczącym wydarzeniem był rzekomy „spisek w celu zabójstwa” saudyjskiego dyplomaty, o skonstruowanie którego od razu oskarżono Iran, a jak się potem okazało, był to następny akt „lewej zagrywki” prowadzony od początku przez agentów federalnych USA; próba została podjęta, lecz wykonanie zawiodło.

MKO będzie wykonywać swą działalność terrorystyczną niezależnie od tego, czy będzie wymienione na liście zagranicznych organizacji terrorystycznych departamentu stanu USA, czy też nie. W marcu 2012 r., pojawiły się doniesienia, że MKO otrzymało od tego departamentu kontrolę nad opuszczoną bazą wojskową USA w Iraku, aby podejmować stamtąd działania, mimo faktu, że MKO wciąż znajduje się na tej ww. liście.

Wydaje się, że prawa w USA i w całej Europie są w stanie zaniku, i że jest po pozostałość po erze rządów prawa albo przynajmniej pozorów, że prawa rządziły państwami. Te dni mamy obecnie za sobą. Czy to właśnie świadome porzucenie przez Zachód swej własnej zasady rządów prawa stworzyło stan obecnego podkopywania jego globalnej legitymacji do przewodzenia światu, czy też stopniowa utrata tej legitymacji pozwoliła na erozję swych własnych praw, jest to zagadnienie sporne, ale z kręgów dyskusji raczej akademickiej. To, co jest pewne w tej sprawie – że aktualna polityka zagraniczna Zachodu i jego agenda – jest całkiem oderwana od rzeczywistości zarówno jeśli idzie o akceptację społeczną, jak też pod każdym względem zawartym w pojęciu „legitymacja”.

Komentowanie zamknięte.