Najnowsze

Opublikowano Lipiec 21, 2014 Przez a303 W Ukraina

Rozpoczniemy natarcie, kiedy przeciwnik wyczerpie siły

Igor Bezler, pseudonim „Bies” (ros. – «Бес») – komendant miasta Gorłowka (ukr. – Horliwka), najbardziej tajemniczy z dowódców polowych pospolitego ruszenia Donieckiej Republiki Ludowej. Zasadniczo odmawia rozmów z prasą, co jeszcze bardziej umacnia jego złowieszczą reputację.

a

Igor Bezler, pseudonim „Bies” (ros. – «Бес») – komendant miasta Gorłowka (ukr. – Gorliwka), najbardziej tajemniczy z dowódców polowych pospolitego ruszenia Donieckiej Republiki Ludowej. Wokół niego krąży mnóstwo najbardziej fantastycznych pogłosek, które są podgrzewane skandalicznymi filmami video z jego udziałem. „Bies” Zasadniczo odmawia rozmów z prasą, co jeszcze bardziej umacnia jego złowieszcza reputację. Ale dla Agencji RIA Novosti Igor Bezler uczynił wyjątek – pierwszego wywiadu udzielił właśnie nam. Rozmowa odbyła się w Gorłowce.

Pomimo skandalicznego image, oddziały „Biesa” mają reputację najbardziej zdyscyplinowanych w pospolitym ruszeniu Donbasu. Wszystkie wjazdy do Gorłowki z 300 tysiącami ludności są zablokowane betonowymi posterunkami kontrolnymi (ros. – блокпостами) pospolitego ruszenia. Obok posterunków stoją BTR-y (transportery opancerzone), zarekwirowane w armii ukraińskiej. W nocy na tych posterunkach – przejściach obowiązuje godzina komendancka – do miasta i z miasta nikogo nie przepuszczają. W dzień porządek jest nieco liberalniejszy – o wszystkich przejeżdżających z posterunku kontrolnego zgłasza się do sztabu, a tam decydują, przepuszczać lub nie. Przy nas zawracają duńskich dziennikarzy. „Oni nam „pluskiew” nawtykają – przez radiostację komentuje „Bies”.

Legendarnego dowódcę znajdujemy na progu byłego Gorłowskiego OBOP-u (skrót od ОБОП – „Отдел по борьбе с организованной преступностью”, czyli Wydział ds. walki z zorganizowaną przestępczością – od tłum.) – obecnie stara wywieszka budynku została nieco zmieniona, aby na elewacji pojawił się napis „Gorłowski Bies”. Pod nią Bezler pije swoją poranną kawę, przyjmuje meldunki i wydaje rozkazy podwładnym. Na ramieniu – naszywka „Berkut” z hasłem „Rosjanie swoich nie porzucają”. Bezler, a propos, nigdy w „Berkucie” nie służył. „To jest pamiątka o tych chłopakach, których palono na Majdanie. Oni wykonywali swoje obowiązki, a uczyniono ich ekstremą – wyjaśnia „Bies”.

– Gdzie obecnie walczą Pańscy podwładni?

– Około Artiomowska i Karłowki staramy się zatrzymać natarcie do Doniecka wojsk ukraińskich. Pomagamy również pospolitemu ruszeniu Ługańska.

– Jakie są straty?

– Podczas wszystkich walk mój oddział stracił „dwusetnych” pięć osób. (W rosyjskiej terminologii wojskowej wprowadzono kody cyfrowe, oznaczające: zabitych – kod – 200, rannych – 300 i fragmenty ciał – głowy, ręce, nogi -50; np.: вывозят груз 200 – t.zn. wywożą trupy, вывозят груз 300 – t.zn. wywożą rannych… – od tłum.).

W czasie ciężkich walk pod Karłowką mieliśmy tylko dwóch poległych. A u nich – bardzo dużo. Jest taki dowódca bojowych idiotów – Semen Semenczenko (twórca batalionu ochotników donieckich „Donbas”, walczącego o Kijów. Jego prawdziwego nazwiska nikt nie zna, a twarz on ukrywa. – uwaga red.). Lubi składać raporty na swoim facebooku, jak np. w walkach pod Karłowką wystrzelał „kuropatwy” (snajperów -.uwaga red.). Zniszczył „Grad”, czołgi, transportery opancerzone.

W rzeczywistości czołgiem tym była dwuroga krowa, którą oni spalili w chlewie. Transportery opancerzone, które zniszczyli – to świnia i dwa prosiaki. Taka jest prawda. Mówię realnie. 40 osób, oni rzekomo zabili – to jest farma królików, którą oni zbombardowali, a skąd uciekło około czterdziestu królików. 20 królików oni zabili, potem nasi żołnierze z nich jedzenie przyrządzili. A 20 królików sumiennie przeszło na naszą stronę i poddało się do niewoli.

Innym razem Semenczenko pisze, że batalion „Donbass” w walce zabił siedem osób i zniszczył grupę pancerną, do niewoli wziął 11 osób. A w rzeczywistości, ta grupa pancerna – to BMW X5, a cały „oddział” – to dwie osoby. Nasi przyjechali do centrum Artiemowska, i znaleźli, gdzie ”gady nazistowskie” (ros. – «нацгады») siedzą.

Wystrzelili dwa razy z miotaczy granatów. Jeden strzał w budynek, drugi – w BTR. I wycofali się. A Semenczenko pisze, że oni „walczyli z przeważającymi siłami wroga”. Nasza „BEHA” (wspomniany wyżej samochód BMW X5 – od tłum.) ucierpiał trochę, teraz jest w naprawie. Oto i cała grupa pancerna.

Na drugi dzień nasza grupa na trzech samochodach osobowych zaatakowała ich punkt kontrolny. Spalili dwa BTR-y, solidnie przetrzepali piechotę. W tym miejscu zginął chłopak, Umka. I dwóch rannych. Oto – realne straty. A to, co on wypisuje w swoim facebooku bojową klawiaturą Semenczenko – ja bym mu poradził kupić mózg na rynku, są teraz tam w sprzedaży. A walczy – kiepsko. Gdzie go nie spotkam, zawsze biję.

Nieco później, jeszcze w czasie naszego wywiadu, na dziedziniec OBOP-u przynieśli zabitego pod Artiomowskiem Umkę. Po smutku żołnierzy pospolitego ruszenia wyraźnie widać, że każda śmierć dla nich aż do tej pory – to nie statystyka, a tragedia. Przyszła żona powstańca i jego dwoje maleńkich synków, płaczą nad trumną.

– Gorłowkę kilka razy atakowały ukraińskie samoloty. Wielu zginęło?

– Dwóch zabitych: jeden cywil w osadzie Golmowski, a jeden podczas ataku na miejski komisariat policji (znajduje się tam jeszcze inny sztab powstańców). Tylko co przyszedł do nas, aby zapisać się do pospolitego ruszenia, nawet broni jeszcze nie otrzymał. Kijów używa bomb kasetowych, mam odłamki. Niech tutaj ONZ przyjedzie, to im oddam.

– Ile samolotów zestrzeliliście? Z Gorłowki często wiadomości przychodzą, ale nie wszystkie się potwierdzają.

– Cztery. Znaleźć wszystkich zestrzelonych nie możemy, ponieważ spadają po stronie ukraińskiej. Ale udostępniliśmy zdjęcia spadochronów. Znaleźliśmy sześć sztuk.

– W ogóle straty armii ukraińskiej są duże?

– Bardzo duże. Rozbiliśmy ich punkt kontrolny niedaleko Umańskiego (wieś w odległości 20 km na północny-zachód od Doniecka – uwaga red.). Atakowaliśmy czołgiem, bojowymi transporterami opancerzonymi: BTR-em i pancernym wozem piechoty- БМП, artylerią przeciwlotniczą i plutonem żołnierzy. Brałem udział w tym ataku. Podszedłem do naszego czołgu, spojrzałem na drogę w kierunku Nowosiołowki Pierwszej. Mówili (z armii ukraińskiej – od tłum.), że mają czterech zabitych. To jest absolutne kłamstwo. Droga była usłana trupami żołnierzy. Moi czołgiści powiedzieli, że po trupach nie pojadą. Gdyby byli żywi – mówią – to byśmy ich zgnietli. A walczyć z martwymi głupio. A przez radiostację słyszeliśmy: „Chłopaki, uciekajcie, czołgi rosyjskie idą.” Mimo, że czołg był tylko jeden.

W tamtej walce mieliśmy tylko jednego rannego – dowódcę grupy o nazwie „Siewier” (Pólnoc – od tłum.). Odłamek od pocisku miotacza min trafił pod rzepkę kolana.

– Jak to wytłumaczyć, trwają takie poważne walki, informuje Pan o zabitych przez was bojownikach armii ukraińskiej i ich spalonej technice, a wasze straty są tak małe?

– Nasi dowódcy na Karłowce są bardzo kompetentni, w szczególności tamten oddział „Siewier” Zostały wykopane rowy na cały wzrost – z przejściami, połączeniami. Zaminowano te obszary, na które wycofywano oddziały ukraińskie. Były nawet specjalnie zalane niektóre niziny, żeby po nich trudno było przejść (powstańcy w tym celu częściowo uszkodzili tamę Karłowskiego zbiornika wodnego – uwaga red.). Przeprowadzono dobre rozpoznanie i dezinformację Ukraińców. Cały ich batalion wciągnęliśmy w zasadzkę. I z flanki uderzyliśmy z ciężkich karabinów maszynowych, gasząc ich natarcie. Mają wielkie straty.

W bezpośrednie starcie oni nie wchodzą – boją się. Naloty artyleryjskie robią „Gradami”. W czasie nalotu „Gradami” oddział albo zakopuje się w ziemię (w okopach – uwaga red), idą do schronów, lub wycofują się ze stanowisk, pozostawiając „tajemnice” (zasadzki – uwaga do red.). Przy czym wycofywanie odbywa się w różnych kierunkach, albo od ich pozycji, albo do ich pozycji.

Na początku ataku „tajemnice” przyjmują na siebie pierwszy cios, a następnie są podciągane nasze pozostałe siły.

Pozdrawia zabandażowanego żołnierza: „Przystojniaszek. To nasz bejsbolista. Granaty odbija ręką”. „Ech, szkoda, nie było kija!” – żartuje tamten.

           – Czy żal wam poległych żołnierzy ukraińskich? Z waszej strony to wygląda jak rzeź niewiniątek.

           – Nie. Nikt ich tutaj nie prosił.

– Przecież tam jest dużo i poborowych i rosyjskojęzycznych …

– Każdy wybiera według siebie – kobietę, los, drogę. Oni wybrali. Chociaż miałem przypadki, kiedy nie pozwalałem bić kolumny poborowych, 18-letnich chłopców. Z jeńcami rozmawiałem – żadnego szkolenia, są wrzucani do tej maszynki do mielenia mięsa. Z naszej strony ludzie walczą o swoją ziemię. Tam – nie wiadomo o co. Byli jeńcy, których my po prostu dokarmialiśmy, ponieważ byli głodni i chłodni. Te wszystkie szmaty, ich mundury, spaliłem, ponieważ bałem się stanu antysanitarnego. Wykąpałem ich w łaźni, ubrałem w ukraińskie umundurowanie, tylko nowe – przejęliśmy samochód z mundurami.

Porozmawiajcie z jeńcami z Kirowogradu, oni wam opowiedzą, jak w dniu przyjazdu do ich jednostki generałów z grubymi zadkami ustawia się ich na placu apelowym w nowych mundurach. Jak tylko generał odjeżdża, przebiera się ich z powrotem w szmaty. I chodzą oni w szmatach lub w tym, co kupili za swoje pieniądze.

Jeśli będą poddawać się do niewoli – pytań nie ma, spokojnie skierujemy ich do swoich matek. Oto, proszę bardzo, jeniec wojenny armii ukraińskiej (wskazuje na osobę, która myje podłogę – uwaga red.) – spokojnie chodzą, mieszkają w normalnych warunkach. Ale gdy tylko rozlega się pierwszy strzał – Gwardia Narodowa, „Prawy Sektor”, „Dniepr”, „Donbass” i inne męty … Mamy takie prawo – nazi-ków do niewoli nie bierzemy. Ukraińskie siły zbrojne – bez problemów.

– Wielu jeńców macie obecnie?

– 14 osób. W szczególności, dwaj spadochroniarze z 25 brygady Nowomoskowskiej, sześć osób – z 72 oddzielnej brygady zmechanizowanej i trzej komandosi ze specnazu z Kirowogradu z dowódcą grupy.

– Wymieniacie ich za swoich?

– Oddaliśmy „alfowców” za Gubariowa (oficerów „Alfa”, którzy przyjechali do Gorłowki w celu likwidacji „Biesa”, w maju wymieniono na „gubernatora ludowego Pawła Gubariowa – uwaga red.). Następnie oddałem podpułkownika Romana Switana, pilota – „afgańczyka” i pomocnika gubernatora Taruty, tylko dlatego, że prosił mnie o to Pan Ruban (generał – pułkownik rezerwy Władimir Ruban – negocjator z rozmów o wymianie jeńców ze strony Kijowa – uwaga red.). To jego kolega, z którym studiował razem. Co więcej, „afgańczyk”, stosunek do oficera powinien być odpowiedni (o Bezlerze krążą pogłoski, że on również walczył w Afganistanie, ale sam „Bies” nie chciał o tym rozmawiać – uwaga red.). Dlatego też, bez żadnych warunków Switan został przekazany panu Rubanowi.

Potem wypuściłem ośmiu policjantów i sześciu żołnierzy straży granicznej.

Pozostałych chcę wymienić za żonę naszego żołnierza, Olgę Kułyginę, którą SBU (Służba Bezpieczeństwa Ukrainy – uwaga tłum.) obwinia o to, że rzekomo wiozła dla nas walutę z Rosji. Wszystko to są brednie. To młoda kobieta, żona szeregowego żołnierza, której jedyną winą jest to, że ona jest żoną powstańca z pospolitego ruszenia. Dałem słowo swojemu żołnierzowi, że ją wymienimy. Już więcej niż miesiąc prowadzimy negocjacje, aby oddać za nią 14 osób! Dwa razy już był gotowy w Kijowie dla niej samolot, ukraińscy oficerowie dawali mi „słowo honoru”, że wszystko jest w porządku, że wymieniamy. I za każdym razem ktoś anulował umowę.

Tak więc, jeśli rząd Ukrainy przypomni, że mają oni żołnierzy i oficerów, a nie mięso, które wysyłają tutaj do uboju, to ja te 14 osób oddam.

– W sieci pojawił się kolejny znakomity film, gdzie Pan rozstrzeliwuje dwóch jeńców. Podobno będziecie rozstrzeliwać, dopóki nie oddadzą wam Kułyginy. Czy to było prawdziwe rozstrzelanie?

– Cóż, jeden z rozstrzelanych stoi przed wami (przyprowadza Wasilija Budika, dziennikarza z Gorłowki, wziętego do niewoli rzekomo za powiązania z „Prawym Sektorem”, – uwaga red.). Drugim był miejscowy pułkownik SBU, również nasz jeniec. Ślepe naboje.

– A jaki był cel tego filmu?

– Poruszyć rząd ukraiński do wypełnienia swoich zobowiązań. Pokazać im, jak to może być w rzeczywistości.

– Czy zdarzało się, że jeńcy przechodzili walczyć po waszej stronie?

– Tak. Dwóch komandosów ze specnazu z Kirowogradu walczą. Są chłopaki z 95 brygady aeromobilnej, którzy przybyli do punktu kontrolnego z bronią i również teraz walczą. Są nawet z tak zwanej Gwardii Narodowej, którzy przeszli na Karłowce. Z bronią i książeczkami wojskowymi.

– Mówi Pan: „Nazi-ków do niewoli nie bierzemy? A kogo w Gwardii Narodowej więcej? Ideologicznych nacjonalistów czy zmobilizowanych rezerwistów?

– Jest tam wielu ludzi, do których przychodzą do domu i mówią: albo trzy lata więzienia, albo broń do ręki i idziesz wojować. Aby chronić swoje rodziny, oni idą na wojnę. Duch moralny u nich nie bardzo. Nie ma chęci do walki.

Gwardia Narodowa – to bataliony zbieraniny. Z „Donbasem” spotykaliśmy się nie jeden raz. Tak-sobie. „Dniepr”? Również pobiliśmy. Z walczącymi homoseksualistami (ros. – пидарасами – od tłum.) Laszka (batalion „Azow”, utworzony przy udziale lidera Partii Radykalnej Olega Laszko – uwaga red.) jeszcze nie spotykaliśmy się, mam nadzieję, że się spotkamy. Też pobijemy.

– Komu te bataliony podlegają?

– Nikomu. Nikt nimi nie dowodzi, oni sami według siebie. Zbiorowisko złodziei i szajka żebraków. Minister spraw wewnętrznych stale się odżegnuje od nich.

– W ogóle, po tamtej stronie są jakieś zdolne do walki jednostki?

– Oczywiście, że są. Są tacy, którzy walczą zawodowo, nie ma sprawy, to godni przeciwnicy, przyjemnie jest z nimi walczyć. Zawodowi wojskowi.

Ale w całości – to armia jest rozwalona. Porównują ją do armii rosyjskiej na początku lat 1990-ch, kiedy był początek Czeczenii. Ale to są brednie. Jeżeli zastępca szefa sztabu, który jest u mnie w niewoli, maksimum, co może zrobić, to skleić mapy. Jeśli zastępca dowódcy batalionu nie wie, co to jest krzywomierz (ros. – курвиметрurządzenie do pomiaru długości linii krzywych na mapie – uwaga red.)…

A jak mianuje się oficerów w wojskowej komendzie uzupełnień spośród rezerwistów? Zrobili zbiórkę. Z wykształceniem wyższym są? Wszystko, jesteś oficerem. Całe szkolenie – to trzy strzały na strzelnicy, malowanie krawężników. Oni tutaj w niewoli nauczyli się więcej niż w armii ukraińskiej. Dowiedzieli się wiele na temat broni, ponieważ musza ją przenosić, czyścić, przebierać, ładować taśmy.

Degradacja oficerów armii ukraińskiej jest porażająca. Oni nie są w stanie spełnić danego słowa. Oni nie rozumieją, co to takiego „cześć oficera”, dla nich to jest pusty dźwięk. „Nie będzie latał samolot, będzie rozejm” – ja w to nie wierzę.

Kiedy wywoziliśmy zabitych żołnierzy 25 Brygady Nowomoskowskoj, tj. przecież ich zabitych, oni zrobili wszystko, aby zerwać rozejm.

W sztabie nie rozumieją, kto, do jakich ataków chodzi. Kto komu podlega. Szef Sztabu ATO (skrót od „antyterrorystyczna operacja – od tłum.) nawet nie wie, kto u niego atakuje, a kto gdzie siedzi. Nie posiadają informacji. Do wiceministra obrony dzwonisz i mówisz, że w tej chwili walka jest w miejscu, w którym walki nie powinno być, ponieważ jest to punkt rendez-vous, w którym przekazuje się trupy właśnie ukraińskich żołnierzy. On po prostu nie kontroluje sytuacji na froncie.

– Zagraniczni najemnicy walczą przeciwko wam?

– Oczywiście. Podczas ataku na Artiomowsk zdjęliśmy z trupa znak francuskiej „Legii Cudzoziemskiej”. Twarz nie była narodowości słowiańskiej. I jęczał on, zanim został dobity, nie po rosyjsku. Arab.

Grupa, która walczyła na Semionowce, w słynnej bitwie „450 przeciwko trzydziestu” (powstańcom pospolitego ruszenia – uwaga red.) – tam była mowa po angielsku, była broń zagraniczna. W nasze ręce dostał się automat GSG, którego nie ma na uzbrojeniu Ukrainy. Podarowałem go szanowanemu przeze mnie człowiekowi – akurat Romanowi Switanowi.

– Czy negocjacje z Kijowem są możliwe? Kilka razy były rozpoczynane, ale zawsze bez powodzenia.

– Zróbmy pierwszy krok – wymieńmy jeńców. Potem będziemy o czymś rozmawiać.

– Kto u was walczy? Jest wielu rosyjskich ochotników?

– Ocalali z masakry na lotnisku (26 maja – uwaga red.) Rosjanie przyszli do mnie – i są. Z Kaukazu nie ma. A tak, w 90 procentach – to górnicy i robotnicy. Z Gorłowki, Makiejewki, Jenakijewki, jest kilku miejscowych Czeczenów, nie przeczę. Są Asyryjczycy, jest nawet Pakistańczyk – jego żona mieszka w Jenakijewce, a jako obywatel Pakistanu, ma zezwolenie na pobyt. Na razie tworzymy na zasadzie dobrowolności. Mobilizacji nie przeprowadzamy.

– Czy koordynuje Pan swoje działania z Igorem Striełkowem? On utworzył radę wojenną.

– W pełni.

– A Aleksander Chodakowski (dowódca batalionu „Wostok”, o skomplikowanej relacji którego ze Striełkowem krążą pogłoski w DRL – uwaga red.) wchodzi do rady?.

– Jest w radzie. Z nim są absolutnie normalne, dobre relacje. Jego ludzie pomagali nam w walce pod Karłowką. Przyszli na ratunek, walczyli ramię w ramię z moimi ludźmi, za co jestem mu bardzo wdzięczny. Dowozili amunicję. Ludzie idą za nim, wierzą mu. A więc, jest odpowiednie przygotowanie, autorytet.

– Pan niepochlebnie wypowiada się na temat armii ukraińskiej. Ale dlaczego w takim przypadku pospolite ruszenie nie rozwija swojego sukcesu? Dlaczego nie zajmujecie nowych miast? Wręcz odwrotnie, to przeciwnik wypycha was z północy województwa Donieckiego, zajął Krasnyj Liman, Sławiańsk, Kramatorsk, Drużkowkę, Konstantinowkę i Artiomowsk. …

– Jest punkt bez powrotu, po którym będzie można zacząć coś robić. Wtedy, kiedy zacznie tracić siły i okopywać się, to wtedy można atakować. W danej chwili oni starają się nacierać. Dopóki nacierają – dla nas jest to czas, aby wybić ich siłę żywą. Wykrwawić w planie amunicji. Pod Karłowką oni każdego dnia przez miesiąc młócili nasze pozycje „Gradami”, moździerzami, haubicami. Jakie pieniądze wyrzucili, aby przeorać pola ziemniaczane i tamę? Ile rzucili tam ludzi, którzy odjechali jako „dwusetni” i „trzysetni” (czyli ranni i zabici – od tłum.)?

– A kiedy nastąpi ten punkt? Po tygodniu, miesiącu, po pół roku?

– Nie wiem. Nie jestem prorokiem. Kiedy będzie widać, że zaprzestają oni prowadzenia aktywnych działań, i zaczynają się okopywać. Gdy zaczną marznąć. Siewu na Ukrainie nie było, żniw nie będzie. Kraj jest winien miliardy za gaz. Traktorzyści, który powinni orać pola, w tej chwili palą się w czołgach. Kombajniści giną pod Karłowką. Zasoby Ukrainy się kończą.

– A jak u Pana z zasobami?

– Proszę przejść do jadalni, przyjrzeć się, jak się odżywiają moi ludzie. Proszę porównać z odżywianiem ukraińskiej armii.

– To jest teraz, a co będzie jesienią?

– Będziemy mieć ten sam obraz, tylko in minus dla Ukrainy. Pan Poroszenko, może i jest specjalistą od zabierania zakładów cukierniczych, ale to nie Kutuzow czy Napoleon. Żałuję tylko tego, że na Krymie, gdy pędziłem go ze swoją kompanią od budynku Rady Najwyższej do dworca kolejowego, i, kiedy krzyczałem „wsadźcie go do zasikanej kolejki elektrycznej” i tylko dwa razy dałem mu w mordę. Gdybym wiedział, że to przyszły prezydent, zabiłbym.

– Co Pan robił na Krymie? Jakie miał Pan zadanie?

– Mam rosyjski paszport, ale od 2003 roku mam ukraiński dowód tożsamości. Jestem z Symferopola. Tam się urodziłem, dorastałem, ukończyłem szkołę. Mój ojciec urodził się na Krymie. W Rosyjskim Krymie, w 1937 roku. Krym zawsze był terytorium Rosji. Dostał się Ukrainie, ponieważ Chruszczow postanowił tak zrobić. Nikt mieszkańców Krymu nie pytał. A po ideologii, która obecnie głosi Kijów, życie z nazistami w jednym kraju nie jest interesujące.

Mój dziadek walczył z faszystami. Brata mojego dziadka banderowcy zabili w województwie Kirowogradskim, skąd pochodzi moja matka. Więc mam z nimi osobiste porachunki.

W ubiegłym roku, zwolniłem się z holdingu ochrony, pojechałem do domu na Krym. Gdy zaczęły się wydarzenia, byłem tam od początku. Dowodziłem kompanią pospolitego ruszenia. Zadania były różne, w tym szturmem braliśmy ukraińskie jednostki wojskowe. Ostatnio przyszedł dla mnie medal za Krym i krzyż.

– A jak Pan trafił do Gorłowki?

– W Gorłowce jestem od dawna. Pracowałem w służbie ochrony pewnej firmy. Jakiej – nie powiem, ponieważ niektórzy ludzie mają określoną sytuację w Kijowie. Następnie pracowałem jako szef ochrony Gorłowskiego Zakładu Maszyn imienia Kirowa. A propos, wielu chłopaków, którzy byli mi podlegli w pracy, teraz są w pospolitym ruszeniu.

W Internecie wiele ciekawych rzeczy opowiadają na temat handlu jakimiś hakami (rzekomo przeciwko Bezlerowi wszczęto sprawy karne za nadużycia w zakresie usług pogrzebowych – uwaga red.). To jest całkowita głupota, nonsens. Kierowałem usługami pogrzebowymi Gorłowki tylko przez cztery miesiące. Prosił mnie mój przyjaciel, abym zaprowadził porządek. Ponieważ tam kwitły kradzieże i kumoterstwo. Podjąłem się, kierowałem. Przez cztery miesiące, w czasie kiedy kierowałem, zysk firmy przekroczył roczny dochód za poprzedni rok.

Ale panu Klepowi (burmistrz Gorłowki Jewgienij Klep – uwaga red.) i jego pierwszemu zastępcy panu Wadimowi Isakowowi wydawało się, że pieniądze idą nie tam gdzie trzeba, nie do tej, co trzeba, kieszeni. Zaproponowano mi, abym co miesiąc 20000 (hrywien – uwaga red.) zanosić do określonego gabinetu. Po 10 tysięcy z każdego cmentarza, z nieszczęścia ludzi.

Obecnie burmistrz miasta siedzi u mnie (pod ochroną – uwaga red.). Głowa ogolona na łyso, ubrany w mundur, rano śpiewa hymn ZSRR, idzie spać o 22:30. I zwraca długi, które nakradł. A kiedy drogi w Gorłowce za te pieniądze, których on nakradł, będą tak wykonane, że będzie można przejechać się Mercedesem i szklanka wody się nie poruszy, wtedy go wypuszczę. Tylko wpierw zmuszę, aby asfalt rzucał pod walec. A w chwili obecnej złodziej powinien siedzieć w więzieniu.

-Czyli formalnie Jewgienij Klep pozostaje burmistrzem Gorłowki?

– On ma prawo do podpisywania, pieczątkę. Podejmuje wszystkie ważne decyzje. Został wybrany na to stanowisko i pracuje dla dobra miasta (śmieje się). Ostatnio wydał rozporządzenie, aby w mieście wywiesić rosyjskie flagi. W mieście pracują wszystkie banki, nawet „PrivatBank”, który za nasze głowy ogłosił nagrody. Wszystkie emerytury i świadczenia socjalne idą przez „PrivatBank”. Dlatego też nikt go nie spalił. Moi ludzie nawet konwojują samochody inkasenckie „PrivatBanku”.

Wszystko działa. Tylko apteki, które produkowały amfetaminę, przestały pracować. Ludzi, którzy produkowali narkotyki – w mieście ich nie ma. Wszystkie podatki pozostają w mieście, do Kijowa nic nie przekazujemy. „Artemugol”, który powinien dostarczać węgiel do Kijowa, – dyrektorowi firmy powiedziano, że dopóki Kijów nie zwróci wszystkich długów w wysokości 50 mln, aby się rozliczyć z pracą górników, ani jeden kilogram węgla do Kijowa nie będzie dostarczany.

Żołnierze pospolitego ruszenia, którzy odeszli z przedsiębiorstw, aby walczyć, zachowują prawo do płacy.

Na rynku „Alexandria” dla handlowców opłata wynajmu wynosi jedną hrywnę miesięcznie. Niech ludzie pracują. Czas jest ciężki i płacenie według cen, które zostały ustawione przez gminę – 3500 hrywien na miejsce – jest po prostu niemożliwe.

– A historia z lokalnym radnym Władimirem Rybakiem, który tutaj u was przepadł i później został znaleziony w Sławiańsku z rozciętym brzuchem?

– Gdybym chciał, aby Rybak zniknął, to bym zrobił tak, żeby nikt go nigdy nie znalazł. Po drugie, Wołodię Rybaka znałem osobiście, bardzo często zwracałem się do niego jako do radnego. Pracowałem z nim razem. Naszym jedynym zadaniem było, (w dniu jego zniknięcia – uwaga red.) aby nie dopuścić do zerwania przez niego flagi (DRL – uwaga red.) i nic więcej. Flagi zerwać mu nie pozwolili. A dalej …

Rybak był nieszkodliwy. Pohałasować, flagi pozrywać… To wszystko. Dlaczego miałbym go zabijać? On nam nie przeszkadzał. Więc to była prowokacja, aby rzucić cień na nas. Podrzucają ciało do Sławiańska i na wszystkich kanałach ukraińskich wszczynają hałas.

I jeszcze. Jak on został porwany? Świadkowie widzieli: wsiada do nieznanego samochodu tylko z dwojgiem osób. Wyciągnijmy wnioski – on znał tych ludzi, a po drugie, nie odczuwał strachu.

Można jeszcze obejrzeć pewien film video, gdzie on panów z „Bat’kiwszczyny” (Ojczyzny) nazywa wyrodkami, chodzących w butach za trzy tysiące dolarów z krokodylej skóry. Rybak zawsze był przeciwko wszystkim. Jak w kreskówce – „Baba Jaga przeciw”. On zawsze był przeciw.

– Stał się Pan sławny, gdy na YouTube pojawiło się video o opanowaniu gorłowskiej milicji. Tam Pan ustawił przed sobą w szeregu wszystkich milicjantów i przedstawia się jako podpułkownik armii rosyjskiej. Dlaczego to było zrobione?

– Film pokazano ze skrótami. Powiedziałem im: „podpułkownik rosyjskiej armii w rezerwie”. Słowo „w rezerwie” zostało wycięte. Dlaczego to powiedziałem? Nie chciałem, aby ludzi stawiano na kolana, jak chcieli to zrobić. Żeby korytarza wstydu dla milicjantów nie było. Ludzie chcieli to zrobić, ale nie zrobili. Dlatego milicja teraz jest z nami. Żołnierze z Berkuta u nas walczą i to nie jeden. A w mieście i milicja i państwowa inspekcja drogowa (ros. – ГАИ) pracują.

– Czy to prawda, że walczył Pan w gorących miejscach, w szczególności w Afganistanie i Czeczenii?

– To są sprawy dawno minionych dni, przekazy głębokiej starości. Nie będę o tym mówił. Po dymisji w rosyjskich Siłach Zbrojnych, wróciłem na Ukrainę, tutaj jest moją ojczyzna.

– Proszę opowiedzieć nam cokolwiek o sobie.

– Urodzony w 65 roku.

– Ma Pan rodzinę?

– Przemilczę. W Internecie brzmiało „nie ma dzieci, nie ma rodziny.”

– A tak naprawdę?

– A jaka różnica? Będą bezpieczniejsi. Jeśli są.

a

Na zdjęciu siedziba oddziału pospolitego ruszenia Igora Bezlera w mieście Gorłowka województwa Donieckiego.

Źródło: http://rusvesna.su/news/1405495224

Tłumaczył Janusz Sielicki

Tags : , ,

Komentowanie zamknięte.