Opublikowano Styczeń 14, 2017 Przez a303 W Polska

Na rozdrożu. Kazimierz Bielecki

„W Polsce, 100 % Polaków umie czytać i pisać, ale 80% nie wie, po co.”

a

Po Soborze Watykańskim II, a przede wszystkim w czasach Jana Pawła II, Kościół Katolicki, czyli ten jedyny i prawdziwy, w którym się urodziliśmy i wychowaliśmy, dzisiaj już nie jest tym Kościołem. Powiem mocniej – dzisiaj nie ma już Kościoła Chrystusowego. Jest, niestety, kościół JP II. Jedyny Bóg, Bóg-Syn, Jezus Chrystus, został wyrzucony z centralnego miejsca swego Kościoła, a banda bezmózgowców wyznaje tylko Jana Pawła II. To on, wyniesiony przez żydo-masonerię na Tron Piotrowy i także, ostatnio oficjalnie, na ołtarze, prawie zastąpił Boga. Jego myśli, jego nauczanie (choć w ostatnich latach nie ma żadnej pewności, że były to jego słowa), zastąpiły nauczanie Kościoła i zupełnie wyeliminowały Jego wielkich doktorów. To Wojtyła, wielki heretyk (delikatnie mówiąc), zdecydowaną większość świata zdołał przekonać, że najważniejszym na tej ziemi jest człowiek, który wcale nie musi być w Kościele Katolickim, by został zbawionym. Sam stanął na czele tych pożytecznych idiotów. A kto stał za nim?

Za nim stali ci, którzy wynieśli go na tron Piotrowy.

Jan Paweł II pozbawił Kościół dogmatów i usiłował zjednoczyć świat wokół heretyckich, żydo-masońskich ustaleń SW II, realizując założenia „starszych i mądrzejszych” – jeden światowy rząd, jeden pieniądz i jedna wiara.

Wierzyliśmy, że jedyną drogą i celem życia człowieka, jest Chrystus i że nie ma zbawienia po za Jego Kościołem. I okazało się, że te wszystkie aksjomaty wiary i postanowienia soborów i wielkich, świętych papieży, sprzed Soboru Watykańskiego II, są nieważne. Można, zupełnie bezkarnie, wyrzucić je do śmieci. Dzisiaj wiara, zdaniem wrogów Kościoła Katolickiego, musi iść z postępem. Tradycja, czyli całe 2 tys. lat czczenia Boga, dzięki której Kościół istniał, już nie obowiązuje. Trzeba iść z postępem, czyli zniszczyć, w końcu, katolicyzm.

Nieustannie więc wmawia się człowiekowi, że nie ma wiary w Chrystusa, bez judaizmu, że żydzi są naszymi starszymi braćmi w wierze i że wszystkie wiary są równocenne. Kościoły zamieniono w sale wystawowe i koncertowe, a szalony, obłąkańczy ekumenizm jest ważniejszy od wszystkich objawionych prawd wiary i kultywowanych, przez całą rzesze świętych, w tym przez doktorów Kościoła. W świątyniach czyta się bajeczki Starego Testamentu (którego nie było i nie ma) i który już dawno, (od przyjścia na świat Chrystusa) nie obowiązuje – a nie utrwala się wiary wielkich myślicieli.

No właśnie – kto to są doktorzy Kościoła? Warto sobie przypomnieć.

Doktorzy Kościoła, to, przede wszystkim, święci, „którzy wnieśli znaczący wkład w pogłębienie zrozumienia misterium Boga i wydatnie powiększyli bogactwo doświadczenia chrześcijańskiego”.  W ciągu tych 2 tys. lat, 30 świętych (samych mężczyzn) uznano za doktorów Kościoła, a po soborze Watykańskim II, dołączyły do tego czcigodnego grona, trzy niewiasty – dwie wyniósł Paweł VI, a jedną JP II. To jeszcze jeden przejaw postępu – kobiety przecież nie mogą być dyskryminowane. Feministki mogłyby zaskarżyć tę nieprawidłowość np. do Trybunału w Strasburgu. I co  wtedy?

Kościół miał i ma obowiązek, celebrowania dni tych świętych. Właściwie, to miał, bo przecież to, co jest dzisiaj najważniejsze, ustalił SW II, a w życie wcielają jego antypapieże.

Jednym, z najwybitniejszych, żeby nie powiedzieć najważniejszym, był św. Tomasz z Akwinu (zmarł w 1274r.), a doktorem Kościoła został uznany w 1567, właśnie przez św. Piusa V- wielkiego uduchowionego papieża, ascetę i apologetę. Był filozofem – myślicielem, którego nauki wynikały z jego kontemplacji. Dziedzictwo jego filozofii jest ogromne, choć teraz, w tych „ciekawych czasach”, jest zupełnie nieznane, lub wręcz zabronione.

Jego filozofia opierała się na rozdzieleniu wiary od wiedzy, które, Jego zdaniem, się uzupełniają, choć niektóre prawdy przekraczają rozum. Mówił: „Prawda, jaką Bóg zsyła na Ducha łaski, uzupełnia, ale nie zmienia tej, którą udostępnia na drodze przyrodzonej”. Czyli drodze rozumu. Tak więc, prawda pochodzi od Boga, a poznać ją można przy pomocy instrumentów, którymi obdarzył człowieka – wiary, czyli ducha i wiedzy (gnozy), czyli rozumu.

Jego myśli są tak przebogate, że nie podejmuję się teraz ich zgłębiać. Jestem za mały. Przypominam go dlatego, że tzw. „postęp”, którego doświadczamy w Kościele, jest bez wątpienia tożsamy z kierunkiem w jakim zmierza świat, a w szczególności tym wszystkim, co dzieje się w naszym nieszczęsnym kraju, a właściwie kolonii. Bo państwa już od lat nie ma.

Początek całego zła, to tzw. okrągły stół, który był największym, politycznym oszustwem, największą manipulacją Polaków. Oszustwo zaczęło się już dużo wcześniej, a nierozerwalnie wiąże się z „Solidarnością”. I tym też nie chcę się teraz zajmować. Skupię się tylko na tym, co najważniejsze, w chwili obecnej, a co miało swój początek od powstania Prawa i Sprawiedliwości, czyli tych, „naszych” Kaczyńskich.

Oto, w kwietniu 1996r., w Brazylii, zebrał się Światowy Kongres Żydów w USA, który poinformował świat, że:
„ Więcej, niż trzy miliony Żydów zginęło w Polsce i Polacy nie będą spadkobiercami polskich żydów. Nigdy, na to, nie pozwolimy. Będziemy nękać ich tak długo, dopóki Polska, znów, nie pokryje się lodem. Jeżeli Polska nie zaspokoi żydowskich żądań, będzie publicznie poniżana i atakowana na forum międzynarodowym”. I już w lipcu tow. preżydent Kwaśniewski, w NY, obiecał im szybki zwrot „ich mienia”.

W 2005 roku, na tzw. „Marsz Żywych”, czyli demonstrację żydowskich rasistów, zachowujących się w Polsce, jak w kraju skolonizowanym przez nich, wziął udział „nasz” premier Ariel Szaron. Można wysnuć przypuszczenia, że na dobrze zakamuflowanym spotkaniu z Kwaśniewskim i jego tubylczymi współbraćmi, właśnie wtedy ustalono, że najbliższe wybory wygrają Kaczyńscy, a Lech zostanie prezydentem naszego, nieszczęsnego kraju.

Już we wrześniu tego roku, marszałek Jurek (najwyższy po prezydencie urzędnik państwowy dzięki któremu Jaruzelski został pierwszym prezydentem „wolnej” Polski), wraz z premierem J. Kaczyńskim i wysokimi urzędnikami Ministerstwa Skarbu, odbył spotkanie z prywatną żydowską tzw. Komisją Roszczeń do Spraw Majątkowych (mimo, że sąd amerykański tego rodzaju żądania uznał za bezpodstawne), w wyniku którego wniesiono pod obrady Sejmu RP projekt odszkodowań, który przewidywał przyznanie Żydom rekompensaty na poziomie 15% wartości „utraconych” majątków (tylko jak liczonych?).

Każdy wie, że nie ma żadnych możliwości zrealizowania przez państwo tych żydowskich bezzasadnych roszczeń. Można przypuszczać, że skutkować one będą zwrotem w naturze, lub ustępstwami politycznymi.

A w trakcie wizyty w USA, Lech Kaczyński spotkał się z przedstawicielami Światowego Kongresu Żydów z którymi debatował ok. 2 godz., a które zostało, jak spotkanie o którym wyżej, skrupulatnie utajnione. Warszawa wydała tylko komunikat, iż polski prezydent zobowiązał się do zdecydowanej walki z antysemityzmem w Polsce. W ogóle po co się z nimi spotykał? Czy tylko o tym rozmawiał polski prezydent z Żydami amerykańskimi? Czy po to tam pojechał? I do czego jeszcze się zobowiązał? I na koniec o tym spotkaniu – dlaczego Żydzi np. nie zobowiązali się do zaprzestania oszczerczej kampanii wobec Polski? Pytać można dalej – np. po co leciał do Izraela i dlaczego paradował w ich bereciku z antenką (którą, tak naprawdę powinien nosić na co dzień)? I tak to się zaczęło.

Trzeba wyraźnie podkreślić, że w dniu 16 lip. 1960r. został podpisany traktat odszkodowawczy pomiędzy rządami USA i Polski, na mocy którego Polska zobowiązała się spłacić USA 40 mln. USD za „całkowite uregulowanie i zaspokojenie wszystkich roszczeń obywateli USA”. Ostatnią ratę tego zobowiązania spłacono 10 stycznia 1981r.

Dlaczego o tym Polacy nie wiedzą?

Mówienie, że polski lub np. amerykański rząd, różne ich agendy, media, czy też banki są zażydzone, byłoby truizmem. Oni są wszędzie, co dla tej nacji, jest bardzo charakterystyczne. To oni wymyślili nową religię, czyli holocaust, i zawłaszczyli to słowo na tyle, że odnosi się tylko do żydów. Nie ma innego holocaustu – jest tylko żydowski. Kto w to wątpi, ten zgodnie z prawem jest antysemitą i podlega karze więzienia.

To oni także, dzięki swoim wpływom, wymyślili ideę mieszania ras i cywilizacji jako metodę na niszczenie wszelkich narodów, a przede wszystkim, narodów słowiańskich. Zgodnie z tą ideą rozsadzają państwa i narody od środka, a sami się w nich nie asymilują, zachowując i pielęgnując swoją tożsamość religijną i czystość rasową. To jest ich strategia syjonizmu, czyli odrodzenia się państwa żydowskiego, a dzisiaj, jego utrwalenia.

A jak do tego doszło, tłumaczy sam Karol Marks, oczywiście Żyd. Powiedział on: „Kultem Żyda jest oszustwo. Bogiem Żyda jest pieniądz”. Wpajają oni swym pobratymcom, że: „Tylko Żydzi są ludźmi, nie-żydzi nie są ludźmi, lecz bydłem”., „Otrzymanie chrztu jest gorsze niż to, co zrobił Hitler”.

A prof. Singer, noblista, mówi iż „dzisiejsi żydzi są jak kobiety – pragną władzy nie jawnej, lecz zakamuflowanej”. I tę władze osiągnęli, niestety. Zagwarantowali sobie.

Już w 1787 roku, prezydent Stanów Zjednoczonych, Benjamin Franklin, jeden z twórców Stanów Zjednoczonych Ameryki (honorowy obywatel Republiki Francuskiej – jak mawiał Thomas Jefferson – „tej cudownej rewolucji” ) na zabraniu Kongresu Stanów wygłosił mowę traktującą o największym niebezpieczeństwie dla jego państwa. Oto jego znaczące fragmenty: „Gentelmani. Największe niebezpieczeństwo, któremu Stany Zjednoczone będą musiały się przeciwstawić, to Żydzi. W każdym kraju, w którym Żydzi się osiedlili w większej liczbie, obniżali, przede wszystkim, jego poziom moralny, rozbijali jego spoistość i solidarność kupiecką, odosabniali się i nigdy i nigdzie się nie asymilowali, religię chrześcijańską, na której naród się opierał, wyszydzali starając się podkopać ją na każdym kroku i najwymyślniejszymi sposobami tworzyli stale naród w narodzie, państwo w państwie”
„ (…) Żydzi, od siedemnastu wieków opłakują wygnanie swoje z Palestyny, którą nazywają swoją ojczyzną. Ale zapewniam was, gentelmani, gdyby świat kulturalny zdecydował oddać im Palestynę na własność, wtedy od razu znaleźliby tysiące powodów, by tam nie wracać. Dlaczego? Ponieważ są wampirami, a wampiry nie mogą żyć z wampirów. Oni sami, między sobą, istnieć nie mogą. Oni muszą pasożytować na barkach chrześcijan i innych ludów, nienależących do rasy żydowskiej. (…)”

I jeszcze jeden fragment:

„ (…) Ostrzegam was, gentelmani. Jeżeli wy Żydów nie wyłączycie z ziem naszych po wsze czasy, wtedy dzieci waszych dzieci, przeklinać będą pamięć waszą. (…)”

A Franklin wiedział co mówi!

No i nie wyłączyli. Nie wyłączyliśmy i my. I świat ma dokładnie to, co prorokował prezydent amerykański.

Dzisiaj, tacy prezydenci jak Franklin, Lincoln, czy Adams są wykluczeni z historii. W szkołach nie wolno ich wspominać i uczyć prawdy o własnym państwie. Podobnie jak w naszym, tubylczym kraju i Kościele – historyczna prawda jest zabroniona. Oczywiście, dla naszego dobra.

I powracam do św. Tomasza z Akwinu, dla którego wszelakie zło płynie z narodu wybranego. Niektórzy współcześni twierdzą, że skoro Bóg wybrał ten naród jako swój, to z gruntu, z powołania jest on dobrym. Bożym, przecież. Wydaje się jak ktoś mądry powiedział, że rzeczywiście musiał zostać wybranym, bo żaden inny naród by nie poważył się na zamordowanie samego Boga!

W tych strasznych czasach, podobnie jak ojcowie, założyciele Stanów, doktor Kościoła św. Tomasz, również jest na indeksie. Kościół też o nim zapomniał. Św. Tomasz, jak pisze H. Pająk, uchodzi dzisiaj za największego antysemitę i nacjonalistę. Jednak chyba pierwszymi antysemitami, bądź nacjonalistami, tak naprawdę byli starożytni Grecy, „ gdyż przyjęli prawo przyznające obcym przybyszom greckie obywatelstwo dopiero w trzecim lub w czwartym pokoleniu”.

(W tej kosmopolitycznej Polsce, prezydent Kaczyński od ręki przyznawał obywatelstwo np. kopiącym piłkę murzynom).

Uczył on między innymi:

„Albowiem może grozić wielkim niebezpieczeństwem dopuszczenie obcych przybyszów do stanowienia o sprawach narodu, jako że obcy, niemający głębszego przywiązania dla dobra publicznego, mogą przeciw narodowi spiskować”.

Tak się już stało. I w Polsce i, od dawna, w USA.

I jeszcze jeden cytat, jakby dalszy ciąg:

„ Nie należy żadną miarą dopuszczać do tego – sieje to, bowiem, zgorszenie i zagraża wierze. Z łatwością bowiem ci, którzy władzy danej podlegają, mogą ulec rozkazom tych, którzy nad nimi panują i być im powolni, zwłaszcza gdy poddani nie są wyćwiczeni w cnocie. Kościół nie pozwala dopuszczać niechrześcijan do sprawowania władz nad chrześcijanami, lub do obejmowania przez nich jakichkolwiek kierowniczych stanowisk.”

Już dopuszcza i dopuszczał wcześniej. Za czasów prymasa Wyszyńskiego, także.

Jasne jest, że my, Polacy, już nie jesteśmy „wyćwiczeni w cnocie”, o jakiej myślał święty Tomasz. Jesteśmy poddani naszym wrogom (czyli nie stanowimy sami o sobie) i wyćwiczeni w walce o światowy pokój, który zastąpił walkę o zbawienie człowieka,  polityce miłości, która przejawia się nieustannym przepraszaniem, tolerancją (która zło zamieniła w dobro,) wszelakim hedonizmem (według którego celem życia jest nieustanna zabawa i pozyskiwanie wszelkiego dobra, wszelkimi metodami) i igrzyskami (np. sportowymi) dla gawiedzi. Dzisiaj, naszą cnotą jest dobro naszego wroga.

Jesteśmy ofiarami „obcych”, tych w myckach, tych z fartuszkami i tych, którzy, choć mają polskie nazwiska, to służą innym, swoim plemiennym przodkom i nie mają żadnego przywiązania dla „dobra publicznego” – naszego, polskiego dobra i spiskują przeciwko Polakom. Dla nich, najwyższym dobrem, nowym bożkiem, jest tzw. demokracja, która nie może ucierpieć. Człowiek może – demokracja nie. Powszechnie znany obrońca praw człowieka, żyd, tow. Marks, nauczał, że aby w danym kraju wprowadzić komunizm, najpierw trzeba zainstalować demokrację.

To najgorszy, bo wewnętrzny wróg!

Jesteśmy ofiarami zdrajców, którzy za określone profity usiłują wywołać rewolucję w kraju i oficjalnie po za granicami Polski plują na Polskę i Polaków. Dlaczego ciągle są bezkarni????

Jesteśmy narzędziami w ich brudnych łapach.

Jesteśmy ich niewolnikami – mentalnymi i ekonomicznymi! A nawet czymś gorszym, bo w każdym niewolniku tkwi wewnętrzna, organiczna dążność wyzwolenia, chęć walki o wolność. W nas odwrotnie – w nas tkwi nieodparta chęć zniewolenia!

Dzisiaj sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana. Pełnię władzy w Polsce sprawuje PiS. Trzeba mieć jednak w pamięci wcześniejsze dokonania liderów tej organizacji i jednocześnie dostrzegać zmiany kraju, które są przez nich realizowane. Tych dobrych zmian jest wiele. W tym działaniu trzeba ich wspierać, jednocześnie widząc zło, które czynią, np. fatalna polityka zagraniczna (największy wróg to Rosja; największy przyjaciel to nowy „wielki brat” – USA) i poddaństwo względem żydo-masońskiej UE, niszczącej wszelkie dążenia narodowe, nie tylko w Polsce.

Nie wolno być biernym. Trzeba wspierać dobro i walczyć ze złem. I przygotowywać się. I czekać.

Nadejdzie czas – już nadchodzi – i Naród Polski upomni się o pełną niepodległość. O swoją Ojczyznę.

Na posoborowy Kościół nie możemy liczyć. Niestety.

Kazimierz Bielecki

5 stycznia 2017

Tags : , ,

Komentowanie zamknięte.