Najnowsze

Opublikowano Marzec 6, 2013 Przez Jan W Bez kategorii

Robert Larkowski – PRZECIWKO FILOZOFII ZASTOJU

Źródło: http://larkowski.nowyekran.pl/post/89142,przeciwko-filozofii-zastoju

Data publikacji: 5.03.2013

lar1

Trwać mimo wszystko i rozwijać się… Klasa medialno-polityczna prowincji polskiej z samej zasady stanu swej pełnej podległości atlantycko-izraelickiemu i germańsko-frankofońskiemu Centrum oraz doboru swych członków pod względem preferowania typów niewolniczych, a nie samodzielnie myślących, jest rodzajem wynajętego przewodnika stada owiec, w które zamienił się tak zwany naród polski.

Mentalność niewolniczo-najemnicza klasy medialno-politycznej musiała przeistoczyć na swój obraz i podobieństwo byt zwany narodem, stąd wśród ok. 40-milionowej masy Polaków, 60 procent populacji to wymienione owce bez właściwości narodowych(liberałowie,kosmopolici, lewacy i element obojętny), a mniej więcej 38-39 proc. stanowi mieszankę ideową dobrotliwych niby-patriotów na chadeckim pasku postkatolicyzmu po Vaticanum II. Praca narodowo-tradycjonalistyczna i nacjonal-radykalna, staje się w tej sytuacji przelewaniem łyżeczką oceanu, albowiem świadomym narodem nazwać można w optymistycznej wersji pół miliona ludzi, z czego czynnymi(w różnym stopniu zaangażowania) nacjonalistami-tradycjonalistami i nacjonal-rewolucjonistami jest przy odrobinie dobrej woli w obliczeniach, jakieś kilkanaście(?) tys. osób.

Opis składu marionetek sterowanych wolą zagranicznego suwerena(Centrum), znakomicie uwypukliło – dla jaskrawego przykładu – głosowanie nad ratyfikacją traktatu lizbońskiego. Oto ukazał się nam trójgłowy smok w postaci lewicy(Sojusz Lewicy Demokratycznej-LiD), umiarkowanych(Platforma Obywatelska) i tzw. prawicy(Prawo i Sprawiedliwość) – zjednoczony w dziele dalszej „landyzacji” Państwa Polskiego. Rolę demonstracyjnego ogona bez wpływu na cokolwiek, odegrali posłowie i senatorowie PiS, głosujący przeciw(„ortodoksyjna”, postkatolicka chadecja). Odwłokiem smokabyła jak zwykle bezwładna i ogłupiona mass-mediami opinia publiczna. Smoczy obraz nie jest li tylko chwytem retorycznym, ale oddaje w wyrazisty sposób sytuację polityczno-ideową, która zapanowała we współczesnej Polsce, a pozostaje niezmienna – jeśli chodzi o meritum celu naszych wrogów w postaci zniszczenia narodowego społeczeństwa tradycjonalistycznego – od 1989 roku. Mamy do czynienia ze swoistym paradoksem, że więcej pierwiastków tradycjonalistycznych posiadał ustrój tzw. real-socjalistyczny, gdzie istniały w szczątkowo zachowanej formie poczucie hierarchii, ważności polityki jako rodzaju świeckiego sacrum, ład społeczny, porządek publiczny oraz codzienna moralność w sferze seksualnej i obyczajowej, szacunek międzypokoleniowy, a nawet odrodzenie postaw quasi nacjonalistycznych aparatu rządzącego i „narodu ludowych mas”(wymierny efekt przełomów 1956 i 1968, które odsuwały powoli od władzy syjonistyczno-kosmopolityczne lobby wpływów). W tym znaczeniu nie był to system sensu stricto komunistyczny, lecz w pewnym sensie narodowo-socjalistyczny(N-S), oczywiście nie w wydaniu nazistowskim, ale rodzimo-turańskim. Trudno wykluczyć, iż w wyniku dalszej ewolucji i odrzuceniu skompromitowanych miazmatów marksizmu-leninizmu, system ten mógłby ukształtować oryginalny model polskiego N-S. Ów problem rozwiązał się za pomocą sojuszu późnej jaruzelszczyzny z izraelickimi elitami o krajowej(KOR) i zagranicznej proweniencji, który pogrążył real-socjalizm w chaosie, totalnym kryzysie gospodarczym i definitywnie go unicestwił. Twórcy komunizmu(klasa semi-bolszewicka, następnie rewizjonistyczna) przeszli do kolejnego etapu rozmontowywania tradycjonalistycznej wspólnoty narodowo-społecznej – czyli liberalizmu stosowanego.

Liberalna demokratyzacja z końca XX wieku i początków XXI w., pogrąża Polskę i Polaków(jak i resztę byłego bloku real-socjalistycznego) w totalnym upadku ładu i porządku moralnego, zaniku łączności wspólnych celów społecznych, hodowaniu młodzieżyjako brojlerów dla przemysłu rozrywkowo-muzycznego w pogardzie do rodziny, narodowości i swojej rasy; następuje wyrzucenie świeckiego sacrum(rytuałów inicjacyjnych polityki) i hierarchii do śmietnika satyryczno-kabaretowego oraz przede wszystkim demontaż narodu i ideologii nacjonalistycznej, dokonywane pod płaszczykiem „patriotyzmu europejskiego”(słownictwo PO,SLD) i staroświeckiego patriotyzmu pustych gestów i martwoty czynów go wzmacniających. Ten staroświecki, filosemicki patriotyzm w wydaniu PiS, PJN, Radia Maryja, kanapy Marka Jurka i tak dalej, to swego rodzaju szczepionka znieczulająca dla łatwiejszego zniesienia pożerania nas przez wymienione Centrum. Inicjatywy staroświecko-patriotyczne są dla Centrum pozytywne, na pewno je Ono kontroluje i wzmacnia, jako zdecydowanie mniej niebezpieczne dla siebie od bezkompromisowych ruchów tradycjonalistyczno-radykalnych i antysystemowych buntowników.

Po 20-tu latach ocena real-socjalizmu w porównaniu z demoliberalizmem i jego metodami zamieniania w stado społeczności tradycjonalistycznej, wypada zaskakująco na korzyść tego pierwszego. I nie dajmy się omamiać PRL-owską nostalgią „obozu postkomunistycznego” i elementów w rodzaju Aleksandra Kwaśniewskiego, Leszka Millera, Wojciecha Olejniczaka i Grzegorza Napieralskiego. Ich prozachodni serwilizm, psia wierność syjonizmowi, propagandowe żerowanie na poparciu dewiantów seksualnych i tym podobne cechy soc-liberałów, skończyłyby się dla nich za panowania takiego Gomułki, wyrzuceniem z PZPR i osadzeniem w więzieniu, jeżeli nie od razu dołem z wapnem w jakimś malowniczym lesie.

Oczywiście powyższy zarys analizy porównawczej, nie służy wychwalaniu real-socjalizmu, ale uwypukleniu śmiercionośnych dla narodowego społeczeństwa tradycjonalistycznego cech demoliberalizmu. On działa na pozór delikatniej i w szatach demokratyczno-wolnościowych, jednakże na dłuższą metę jest bardziej zabójczy od socjalistycznych wizji, które w PRL-u musiały dostosować się do wymogów narodu o korzeniach mocno osadzonych w tradycji. Demoliberalizm wyrzucił de facto politykę do balii z brudną bielizną – czyli oddał ją na żer wszechmocnym mass-mediom, które są w tym systemie Pierwszą Władzą. Polityk stał się błaznem na usługach dziennikarzy i kapitału, a nie kreatorem postaw narodowo-państwowych. Są to jednak zagadnienia technologicznej natury, bo gdyby demoliberalizm rozwinął się w epoce telegrafu , raczkujących gazet i ewentualnie radia, to zmieniałby społeczeństwoprzy pomocy tych środków. Po prostu proces gnilny trwałby dłużej.

Przychodzi czas uzmysłowienia sobie, iż jesteśmy po trochę nacjonalistami bez narodu i Polakami bez Polski. Trzygłowy smok,kierowany jednym mózgiem na usługach Centrum,uczynił nas wygnańcami we własnym kraju, grupką politycznych banitów bez szans na zdobycie jakiegokolwiek wpływu na pogrążone w błogim śnie owce(niby-naród). My sami musimy kryć się ze swoją walką, bo za trzy zdania można trafić w tym okupowanym landzie pod sąd z paragrafów 256 i 257. Byle lewacki bandyta o pseudonimie „Chirurg”, ma tutaj więcej praw i jest fetowany w mass-mediach w koronie antyfaszysty. Gdyby nawet zrządzeniem cudownego losu, nacjonaliści(radykalni tradycjonaliści) dostaliby się do parlamentu – to co z tego? Kilku posłów z tyłu sali plenarnej uratowałoby Polskę i Polaków, tym bardziej, że medialny walec zrobiłby z nas psycholi i oszołomów, a kochany naród owiec by to kupił, bo on kupuje wszystko, co mu serwuje państwowa i prywatna TV? A może dojść do czegoś jeszcze gorszego. Iluż „znakomitych” działaczy pro publico bono, gdy tylko ulokowali się w parlamentarnych i rządowych salonach, od razu sprzedali swe przekonania i z prawym lub lewym szyldem przeszli na stronę Centrum?Demoliberalizm jest niezwykle demoralizujący, mieli na równi spolegliwych Tusków i awanturniczych Lepperów. Pierwsi z góry byli przeznaczeni na gubernatorów polskojęzycznej prowincji i dlatego zachowywali spolegliwość, drudzy dali się kupić zabawkami wicepremierów i namiastkami wpływów, lądując ze szczytów wyborczej popularności do demoliberalnej muszli klozetowej, z której spuścili ich w niebyt cwańsi i silniejsi koalicjanci. Ci z kolei musieli nagle oddać władzę. Trudno uwierzyć,że pitbull Jarosław Kaczyński,oddał ją bez naciskuCentrum, a jeżeli już się tworzy mit prezydenckiego zamachu,to też nie z własnej woli.Demokracja liberalna pod kontrolą totalitarnych mediów, to ustrój dla szumowin i sprzedawczyków, porządny człowiek z twardym kręgosłupem ideowym, nie ma w niej czego szukać.

Z punktu widzenia symbolicznego Obozu Narodowych Tradycjonalistów-Radykałów,ratunek tkwi w nagłym przewrocie sił aż do fanatyzmu oddanych sprawie odrodzenia świata splugawionych wartości. Nie musi to być przewrót zbrojny, można oczekiwać mistycznego wpływu tych kilkunastu tysięcy najwierniejszych, którzy połączeni w nadnaturalnej jedności i oddziaływając duchowo na naród owiec, będą w stanie zatrzymać koło historii nad przepaścią. Wróg używa supernowoczesnych środków niewolenia psychiki, wynajmuje specjalistów od wizerunku, kupuje dziennikarzy i całe telewizje. Na zdrowy rozum nie mamy w tym starciu żadnych szans. Tutaj potrzeba kontemplacyjno-rycerskiego Zakonuna miarę wyzwań XXI wieku, pokonania przeciwnika w bitwie duchów, zdobywania technik inicjacyjnych płynących z Nieba, a nie liczenia na pięć stołków w Sejmie. Idziemy na wojnę z mieczem idealistycznego przeznaczenia, miecz ostry chowając na razie za poły zakonnego płaszcza. Nie wygramy w tym życiu, to pokonamy Szatana jako zesłani na ziemię żołnierzeŚwiętego Archanioła Michała. Tradycjonalista nie ponosi ostatecznych klęsk – z woli Boga jest wieczny i ciągle rozpoczyna nowy bój.

Polskę należy odwrócić od pogrążonego w moralnym bagnie Zachodu. Stamtąd płynie tylko słabość i obce narodowemu tradycjonalizmowi antywartości. Unia Europejska i NATO, to Zło wcielone – ze złem się nie paktuje, nie podpisuje z nim traktatów, nie wstępuje się do jego agent i sił zbrojnych. To czynią ludzie przekupieni i wrodzy nam ideowo zdrajcy. Gdy na jakimś kolejnym sabacie Paktu Północnoatlantyckiego w Bukareszcie, Radek Sikorski „bronił” polskich interesów poprzez naciski na określenie jasnego terminu wejścia do NATO Ukrainy i Gruzji. Obóz Narodowych Tradycjonalistów-Radykałów(Zakon)nie widzi w tym żadnej obrony polskich interesów, lecz kolejne podporządkowanie polskojęzycznegosmokadyrektywom atlantycko-syjonistycznegoCentrum,które – także m.in. poprzez swych lokajów na Ukrainie i w Gruzji – chce poszerzyć swoje pole globalnych wpływów.Centrumnie stanowi w tej kwestii monolitu, odmienne zdanie mają w różnych sprawach Francja i Niemcy(choćby wojny w Gruzji). Operacja w Libii, to dziwny chaos w postępowaniuCentrum. To jest właśnie interesem Polski – rozbijanie Jego monolitu, czyliosłabianie wpływów atlantycko-izraelickiego i frankofońsko-germańskiego globalizmu oraz poszukiwanie świeżej perspektywy polityczno-duchowych sojuszy.

Punktem skupiającym jak w soczewce przekrój naszego myślenia jest Słowiańszczyzna. To z niej wyrośliśmy jako indoeuropejskie plemię, naród, rasa i wspólnota określonego mistyką ziemi ojczystej etnicznego ducha. Odczuwamy i rozumujemy inaczej od społeczeństw Zachodu, jesteśmy silniej związani z rodzinną glebą(ojcowizną), lepiej odbieramy więź z przyrodą, jej potęgą, z której możemy czerpać swoją moc. Miasta-mrowiska i globalne molochy kapitalizmu nas przytłaczają i nie pozwalają twórczo egzystować. Pojmujemy ich znaczenie dla materialnego rozwoju nacji i państw, ale nie pozwalamy królować materii nad duchem. Europa Środkowa, Wschodnia, Południowa, Rosja jako kontynent sam w sobie – oto płaszczyzna budowania Słowiańskiego Imperium, wbrew atlantycko-syjonistycznemu i germańsko-frankofońskiemuCentrum.

To jest szlak tworzenia monolitycznej siły Słowian, którzy muszą odrzucić wrogi Zachód w szczególnie zdegenerowanej formie pod postacią Unii Europejskiej i ukształtować własneCENTRUMsłowiańskiego oddziaływania na glob ziemski, do którego przystąpią najbardziej twórcze i świadome grupy innych narodów Eurazji. Naród pod postacią soc-liberalnej formułki w podręczniku do politologii, to żaden naród. Naród jest elitą wśród niby-narodów – społeczeństw owiec. Że jesteśmy w mniejszości? Tym lepiej, łatwiej nawiążemy ze sobą twórczy i mistyczny kontakt.

 

ROBERT LARKOWSKI

Komentowanie zamknięte.