Najnowsze

Opublikowano Luty 23, 2013 Przez Jan W Bez kategorii

Robert Larkowski – nadciąga homofaszyzm

Źródło: http://larkowski.nowyekran.pl/post/88462,nadciaga-homofaszyzm

Data publikacji: 22.02.2013

lar1NIE LEKCEWAŻMY TEGO NIEBEZPIECZEŃSTWA!

Punkt wyjściowy przedstawionego problemu wydaje się być zupełnie jasny. Jesteśmy gotowi na zwalczanie agresywnej, jak i rzekomo ugodowej propagandy homoseksualnej , a więc zjawiska mniej lub bardziej nachalnego lansowania tzw. praw i kultury „gejów”, w rzeczywistości homofaszyzmu – czyli narzucaniu heteroseksualnej większości przekonania, że pederasta ze swą dewiacją ma w społeczeństwie normalny lub częściej specjalny status albo też bywa wyjątkowo przez to społeczeństwo pokrzywdzony i wymaga specjalnej ochrony, ze stosowaniem przemocy włącznie.

Homofaszyzm stanowi zjawisko zorganizowane i wspierane przez liberałów,lewicę, media i pewne mniejszości narodowe. Od razu zaznaczamy, że wychodzimy z założenia, iż jest prywatną sprawą człowieka, co robi on we własnych czterech ścianach. Jeżeli spółkuje z kozłem – jego sprawa – o ile nie zainteresują się tym szczególnie aktywne w ostatnim czasie organizacje obrony zwierząt od żab po wieloryby. Kozioł może przecież doświadczać molestowania seksualnego i ktoś powinien się tym zainteresować . My też jesteśmy za ochroną przyrody ojczystej w każdym jej objawie.
Przejdźmy do następnej kwestii, zbieranie się pederastów w klubach fitness, lokalach rozrywkowych z wyszynkiem, wyspecjalizowanych burdelach-barach, czy zgoła na specyficznych wystawach i poprzedzających je wernisażach. Sytuacja przypomina na pierwszy rzut oka tolerowanie wolności ku ekspresji różnych zachowań we własnych mieszkaniach. Nie do końca jednak. Miejsca te pozostają poza kręgiem domowej prywatności, wymykają się kontroli społecznej i przez swą otwartość (w jednym z klubów „gejowskich” zaobserwowano świetnie bawiących się Kazimierza Marcinkiewicza oraz jego Izabel!), mogą stanowić niebezpieczeństwo dla normalnej, heteroseksualnej większości, np. młodzieży. Jest ona naiwna, korzysta z niekontrolowanych form liberalnego luzu w postaci kręcenia się po podejrzanych spelunach i dyskotekach do białego rana. Bardzo łatwo wyobrazić sobie sytuację, kiedy grono rozbrykanych nastolatków natknie się na wyżej wymienione siedlisko owej „subkultury seksualnej”. Dynamizm współczesnego homoseksualizmu zawiera się także w szerokich ramach – nazwijmy to – werbunkowych. Ot, wejdźcie sobie dzieciaczki, wypijcie drinka, zatańczcie, zapoznajcie tego sympatycznego pana z wypacykowanym torsem lub tę panią o słodkim uśmiechu i wyzywającym makijażu, często o podejrzanie owłosionych nogach i męskich rysach twarzy. Tym sposobem młodzież podlega perfidnemu procesowi zapoznawania się z oswojoną „gejowszczyzną” na jej terenie łowów, a że człek młody bywa przekorny, może nabrać niezdrowej ciekawości względem tak oryginalnego spędzania czasu w atrakcyjnym – w porównaniu z uliczno-szkolną szarzyzną – miejscu. To także szerszy problem demoliberalnego zniewieścienia młodych mężczyzn, którzy powinni spędzaćwolny czas w sekcji sportowej, paramilitarnej organizacji, na ciekawym filmie o odpowiednich dla mężczyzny wartościach i oczywiście na randce z dziewczyną. Z kolei młoda kobieta, musi w obecnym systemie twardo kontestować obowiązki „kuchty domowej” i przymioty niewieściego „kokietowania samca”, a więc korzystać z pozycji „kobiety wyzwolonej” albo uprawiać zgoła lesbijską rozwiązłość seksualną, do czego w efekcie prowadzi radykalny feminizm. Takie modele zachowań lansują wymienione „przybytki”, dlatego powinny zostać maksymalnie ograniczone, poddane inwigilacji pod względem molestowania nieletnich, odpowiednio oznakowane graficznie poprzez jasno widoczne ostrzeżenia i ostatecznie zlikwidowane.
Tutaj mały wkręt o ponurym memento. Pewna pani o skłonnościach do swojej płci, napisała w swym blogu na Onet.pl, iż musimy (my, wstrętni hetero) przyzwyczaić się do namiętnego obściskiwania i obcałowywania się w parkach i na ulicach zakochanych(?) pederastów męskiego i żeńskiego rodzaju. Jest to coś naturalnego w Holandii lub innej Szwecji i ogólnie na Zachodzie, a więc należy wprowadzać tego typu zwyczaje w zaściankowej Polsce. Jest to podejście chore i podważające elementarny ład moralny. Tłumacz matko kilkuletniemu dziecku, dlaczego tych dwóch dżentelmenów „uprawia” pocałunek z języczkiem pod malowniczym kasztanem, czyżby to ekscentryczni kuzyni? Poza tym jest to łamanie zmysłu estetycznego, który posiadają nawet małpy w ZOO. Trudno zauważyć parkę szympansów lub szympansic, które w ten sposób demonstrują uczucia do siebie. To poniekąd najlepszy przykład, że mamy do czynienia ze specyficznie zdeterminowaną i głośną grupą dewiantów ( w odróżnieniu od wolących ciche snucie zbrodniczej pajęczyny pedofili), która nie spocznie w swych paranoicznych żądaniach. Homofaszyści są niereformowalni, zdobędą jeden przyczółek, wygrają bitwę; bądźmy pewni, że pójdą dalej, bo za nimi jest zboczona Bruksela i Ameryka z potężnym zapleczem polityczno-medialnym, i prędzej czy później załatwi im każde „prawo”, z kopulacją na ławce obok klombu włącznie. Homofaszyści nie stanowią obrazu staroświeckiego, dyskretnego pedała z XIX-wiecznej literatury, co to w zaciszu alkowy delikatnie uwodzi młodziana. Zjawisko w zasadzie marginalne i nieekspansywne. Mamy do czynienia z wrogą naszej kulturze i zwyczajom zdyscyplinowaną armią, gotową pożreć znienawidzony przez siebie heteroseksualny świat. Ta zaraza rozprzestrzenia się najbardziej wśród rasy białej (co nam chluby nie przynosi) i grozi po prostu naszym wymarciem. Gra toczy się więc o życie.
Wymieniona armia posiada swoje rytuały, wśród których na pierwszy plan wysuwają się defilady homoseksualnego aktywu z ideowymi sojusznikami, nazywane „ Marszami Równości(wymiennie – „ Tolerancji”, „Dumy Gejowskiej”). W zachodnich metropoliach to prawdziwe obrazy apokalipsy; niezliczone tłumy roznegliżowanych pederastów z gołymi tyłkami i nie tylko, podsuwanymi neutralnym sąsiadom przemarszu i publiczności z chodników, przemieszczające się na samochodowych platformach i w szykach pieszych, poprzebierane w najprzeróżniejsze pióra, kiecki, koturny, akcesoria transwestyckie i sado-maso, parodystyczne stroje księży i zakonnic (skrajny wydźwięk antyklerykalny, to zasadniczy rys takich spędów) uprawiający przy licznie zgromadzonych kamerach TV akty seksualnego wyuzdania i otwarte stosunki płciowe. Wyjątkowo spektakularnie, jako przedziwna atrakcja turystyczna z piekła rodem, „Marsze Równości” organizowane są Berlinie – prawdziwej oazie zboczeń najróżniejszego rodzaju i centrum pleniącego się we wszystkich kolorach tęczy lewactwa. Oczywiście doszło to już do takich rozmiarów i wszelkich udogodnień państwa z ochroną tysięcy policjantów – którzy powinni raczej chronić przed tym korowodem Lucyfera zwykłych ludzi – że nie ma mowy o jakichś protestach totalnie stłamszonych hetero. Jest to potężny pokaz siły homofaszyzmu, co uzmysławia przeraźliwy fakt, że ta fala zalewa nasze zachodnie granice, tamy puszczają i homoseksualny terror przedostaje się na polskie terytorium. Z początku nieliczne i skromniutkie marsze odmieńców poczęto legalizować u nas i dziwactwo z katakumb wylewa się z triumfem na światło dzienne. Sekwencja wydarzeń jest zupełnie zbieżna ze strategią powolnych kroków, z jaką mieliśmy do czynienia na Zachodzie. Pederaści upodobali sobie co rok Kraków w maju, gdzie jeszcze kilka lat temu siły porządkowe ograniczały swoją interwencję do niesiłowego rozdzielania „Marszu Równości” i jego przeciwników – w postaci zwykłych przechodniów, członków organizacji narodowych i przeważających w tej grupie sympatyków krakowskich klubów piłkarskich. Jednak brutalność policji rośnie. Kilka lat temu doszło, do regularnej pacyfikacji zwolenników normalności z użyciem licznych oddziałów prewencji , której ofiarą padł nawet przypadkowy, 72-letni ksiądz. Okoliczności ukazują prawidłowość, iż rośnie przyzwolenie władz na ostrzejsze wykorzystywanie policji w celu zapewnienia „spokojnego” manifestowania pederastom i garstce ich lewackich zwolenników. W Warszawie, oddziały prewencji były wyjątkowo agresywne wobec demonstrujących przeciw dewiantom. Niech później nie strajkują i nie płaczą o podwyżki, do pederastów na ochroniarzy się zatrudnijcie,dlaczego społeczeństwo płaci za pilnowanie stadnych spacerów tego elementu? Na taką policję nie dam ani grosza,a przed bandziorami obronię się sam albo z sąsiedzką ferajną, niemrawa policja jest nam do tego niepotrzebna. Świadkowie stwierdzają jeden optymistyczny fakt, że zboczeni osobnicy – awangarda parad – stanowi kilkusetosobową-tysięczną grupę i ich liczba z roku na rok raczej spada niż rośnie. W związku z tym rodzi się pytanie o zasadność wydawania pozwoleń na manifestacje marginesu, które powodują tylko zamieszanie i niezdrowe podniecenie mediów. Rodzi się hipoteza, iż o to właśnie establishmentowi chodzi.
Otóż potrzebne jest wykreowanie wrażenia, że w Polsce też są pokrzywdzeni pederaści, których trzeba chronić, a przede wszystkim dofinansowywać różne pedalskie akcje, bo jak to wygląda, iż w Unii Europejskiej „kultura gejowska” się rozwija, a w Polsce jakoś nie widać tłumu jej entuzjastów. Oczywiście potrzebne są do tego jako wabik telewizyjne obrazki nietolerancji brzydkiego polskiego motłochu, który występuje przeciwko „prawom” homoseksualistów, a na ten pożałowania godny stan od razu reaguje, niczym w westernie, kawaleria – czyli dzielni policjanci, którzy przybywają na pomoc biednym homosom obijanym przez dyżurnych „łysych” chuliganów. Narastają wątpliwości, czy nie jesteśmy pionkami w grze homofaszystowskiego lobby, kiedy wystawiamy się do kamer, które to z nas zawsze zrobią agresorów, a nie z homo-lewizny (dlatego zasada nr 1 – nie gadać z mediami, bo zmontują wypowiedź po swojemu!). Czy to nie jest marnowanie czasu i energii na akcje, uderzające rykoszetem w narodowców? Walka z homofaszyzmem musi mieć podstawy intelektualne. Niech więc grupy działaczy stosują wymienną taktykę. Ci mniej zainteresowani pracą organiczną i bardziej ruchliwi, mogą kontrolować ulice i neutralizować pederastów, którzy zaczepiają dzieci i młodzież, tworzyć grupy pikietujące i obronne w razie ataków bojówek homo-lewackich w czasie „Marszów Tolerancji”. Teraz wygląda to wielce chaotycznie, ot bezwładne skupiska oponentów wyzywają się nawzajem na krakowskim Rynku Głównym i w innych miastach. Nacjonalista winien prezentować się schludnie, w zwartym froncie i artykułować myśli oraz hasła w sposób uporządkowany. Pyskówki, przepychanki i wulgaryzmy zostawmy Monice Olejnik, Januszowi Palikotowi, działaczom SLD, Superstacji i lewakom. Dodatkowo na forach narodowych wybuchła zwyczajowa po takich imprezach kłótnia, ilu to NOP-owców, ilu ONR-owców, a ilu członków MW wylądowało na komisariatach, jakby to było najważniejsze. Posiedzielibyście, koledzy, na dechach za komuny i dostali wtedy pałami, to mielibyście się czym chwalić…Sprawa druga. Trzeba konstruować ideową przeciwwagę wobec homofaszyzmu. Stąd wzrasta rola kompetentnie składanych stron internetowych, odpowiednich gazet z naświetlającymi problem artykułami i szerokich dyskusji uświadamiających. W bezpośrednim starciu na pięści z nowym ZOMO jesteśmy skazani na porażkę. Trzeba się przyczaić i uderzać po partyzancku, a nie wdawać się w otwarte rozróby bez refleksji ideowej. Na polu wymiany poglądów mamy jeszcze jakieś wymierne środki, ponieważ System do końca nie kontroluje internetu, nie zamknięto nam również pism i ust.
Chociaż wróg nie śpi. Wprowadzono(?)  ustawę podobną do sławetnych paragrafów „antysemickich i antyrasistowskich”(256 i 257), tyle że w odniesieniu do homoseksualistów. Użyjesz określenia „pedał”, pogonisz dobierającego się do nieświadomego podrostka pederastę i będziesz mógł zostać skazany prawomocnym wyrokiem. Platforma Obywatelska(przynajmniej jej spora część) na gwałt(?) poszukująca dalszych rezerw w postępowym nurcie wyborców, chce wprowadzenia ustawy o „związkach partnerskich” homoseksualistów – czyli de facto ich cywilne śluby. Finansowo dbają o homofaszystów głównie środowiska udeckie. Tzw. Kampanii Przeciw Homofobii lidera polskojęzycznych pederastów Roberta Biedronia, przekazały po ponad 100 tys. złotych władze Warszawy Hanny Gronkiewicz-Waltz i osławiona Fundacja Sorosa-Batorego. W radzie tej ostatniej zasiada m.in członek Episkopatu Tadeusz Pieronek i była ambasador RP przy Watykanie Hanna Suchocka. Widzimy więc, że homofaszystowskie macki ogarniają nawet kościół posoborowy, bo akurat współpraca liberalno-żydowskiej fundacji z pedalstwem, nie jest od dawna żadną tajemnicą. Dla liberała Żyd jest synonimem homoseksualisty, a homoseksualista Żyda. Wspierają się bez żenady państwowymi i lewymi pieniędzmi, albowiem finansowanie Fundacji S-B pozostaje od lat niewiadomą. Jest ona prawdopodobnie utrzymywana przez kolejne „polskie” i zagraniczne rządy. Te marne 200 tysięcy, to zresztą ledwie wierzchołek góry lodowej funduszy, którymi dysponują piewcy polskiej odmiany homofaszyzmu.
Gdy za wymierzonymi w normalność ugrupowaniami dewiantów stoi państwo i  część kościoła (post)katolickiego, to nasze poczucie Ładu Bożego i ziemskiego zostaje poddane ciężkiej próbie. Jednakże tłumaczymy sobie, że ani ten „kościół” nie jest prawdziwy, ani to państwo nie jest polskie i łacińskie. Gdzie z pełną determinacją broni się społeczeństwa przed homofaszystami? Są takie przykłady. W Moskwie merostwo zawsze odmawia pozwolenia na manifestacje homoseksualistów i inne otwarte imprezy w tym typie (identycznie bywa w każdym rosyjskim mieście). Kiedy mimo to wylezą oni na jakiś plac czy ulicę, dostają nauczkę od szarych moskwian, działaczy formacji narodowych, prawosławnych, kozackich, biją ich po pustych głowach ikonami starsze panie, przekonują nieco dosadniej skinheadzi, zaś błogosławią w celu porzucenia dewiacji duchowni prawosławni. Później przyjeżdża OMON i pakuje pedalskie towarzystwo do komisariatów. W Rosji panuje jednomyślność narodu, Cerkwi prawosławnej i władz – propagandę zboczeńców niszczy się w zarodku, bo uderza ona w podstawy rosyjskiej wspólnoty, która chce przełamać kryzys demograficzny i moralny, a pederastia tylko go pogłębia. Poza tym Cerkiew traktuje swoją misję duchową poważnie i nie bierze na szczęście przykładu z biskupa Pieronka i jego kolegów z Episkopatu. Fundację Sorosa prezydent Putin bardzo przezornie usunął z kraju na cztery wiatry. W zalewie zachodniej zgnilizny, Rosja wydaje się spełniać warunki państwa tradycyjnego i autorytarnie utrzymującego ład boski i ludzki. Nie gorzej reagują na ekscesy pederastów Serbowie – „masakra” w Belgradzie – ubiegły rok i Chorwaci – 10 tysięcy ludzi rozpędziło niedawno czym się da kilkuset dewiantów w Splicie. Cerkiew i Kościół, są tam również zdecydowanie przeciwne „marszom równości”. Homofaszyzm nie ma tamże żadnych szans. Nam państwo i kapłani nie pomagają – wprost przeciwnie – zachowują bierność, tępią normalność i przychylają serca homofaszystom. Przyjdzie na to dla nich kara, zaś póki co, my róbmy swoje.
ROBERT LARKOWSKI

Komentowanie zamknięte.