Najnowsze

Opublikowano Luty 26, 2013 Przez Jan W Bez kategorii

Robert Larkowski – IMIGRACJA – ŚMIERĆ NA RATY

Źródło: http://larkowski.nowyekran.pl/post/88639,imigracja-smierc-na-raty

Data publikacji: 25.02.2013

lar1

Naród i Duchowa Rasa – pojęcia niezbędne dla życia rozwiniętych Wspólnot.

IMIGRACJA – ŚMIERĆ NA RATY.
Artykuł oparłem na tekście sprzed kilku lat, który można podsumować – postępowa prasa mówi jednym głosem wczoraj i dziś. Red. Sławomir Popowski z „Rzeczpospolitej” oznajmia z tryumfem na łamach swego dziennika, że:”Sensowna polityka imigracyjna zapobiega starzeniu się społeczeństwa, a także rasizmowi”.(tekst „Polska wielu kolorów”- Rz.28 Lutego 2006)

Całą dyskusję można skończyć prostym stwierdzeniem, iż bez imigracji nie ma rasizmu, a „starzenie się społeczeństwa” nie zatrzyma żadna imigracja – jeżeli oczywiście enigmatyczne pojęcie społeczeństwa zamienimy w konkret Narodu.

Jednakże narodowość jest w Europie pojęciem zgoła wstydliwym i cała operacja z imigracją w roli głównej będzie polegać na spokojnym przyglądaniu się naukowców i publicystów, jak naród spokojnie sobie wymiera lub też wyjedzie, a jego miejsce zajmą w mniejszym albo większym stopniu tacy albo inni imigranci.

Liberałowie ubolewają, że Polacy są zbytnio kulturowo homogeniczni i trzeba ich jakoś tej brzydkiej cechy pozbawić. Narodowo-rasowy pluralizm osiągniemy według red. Popowskiego poprzez przyjmowanie imigrantów już we wczesnej fazie ich osiedlania z otwartymi ramionami i odpowiednimi programamiprzystosowawczymi. Wtedy przybysze nie stworzą dla siebie gett, zmieszają się z narodem(społeczeństwem?) gospodarzy – i wszyscy z radością zaznamy życia bez wrednej ksenofobi i rasizmu. Demografowie już wieszczą, iż „polityka imigracyjna ma stać się trwałym elementem strategii rozwoju Polski”, ponieważ w ciągu 25 lat milion Polaków wyjedzie na stałe z kraju, zaś współczynnik dzietności Polek wynosi obecnie 1,2 dziecka(wyprzedził nas nawet Zachód!). Żeby zatrzymać spadek urodzeń trzeba utrzymać współczynnik na poziomie 2,15. Inaczej w 2050r. Będzie nas ledwie 33,6 mln. W tych wyliczankach nie bierze się pod uwagę potężnej emigracji zarobkowej(czasowej) Polaków, która zakłóca dzietność i normalne wychowanie młodych ludzi w pełnych rodzinach. Nikogo też nie obchodzi, że ogłoszony z pompą program powrotu polskiej mniejszości z Kazachstanu, skończył się kompromitacją. Ciekawe ile w tym samym czasie osiedliło się w III RP Żydów? Red. Popowicz zachwyca się proimigracyjnymi posunięciami rządu Czech, ale to Czesi gratulują Polakom barier, dzięki którym nie mamy problemów z niekontrolowanym napływem obcych imigrantów, głównie arabskiego pochodzenia, z czym coraz bardziej boryka się Praga.

Oczywiście rodzi się problem pracy w Polsce dla Polaków. Związki zawodowe w dużych zakładach, z „Solidarnością” na czele, stały się kliką egoistów, którzy za najmniejsze ustępstwa w swych prawach nie pójdą na zatrudnienie obok siebie rodaków. Liczy się własny żłób, inni niech zdychają za bramą. Ewentualnie można przyjąć w „gdańskiej kolebce” trochę niewolników z komunistycznej Korei Północnej, albowiem ci porobią za 60 złotych miesięcznie i nie są konkurencją. Dyrekcja i „Solidarność” nie protestują, są bardzo zadowoleni z nowych pracowników i kolegów, tym bardziej, że ci nie wchodzą nikomu w oczy. System zarobków jest postawiony w naszym państwie na głowie, albowiem specjaliści od wyzyskiwania robotników ciągle myślą kategoriami PRL i mitycznie niskąwydajnością pracy Polaków. Tymczasem jest ona czołowa w Europie – i to w kraju, jak i za granicą. Polakowi w Polsce należy się godna zapłata za ciężki wysiłek, a jeżeli nie może zrozumieć tego dyrektor czy prywatny właściciel – to niech im to ręcznie wytłumaczy państwo. Solidaryzmu narodowego nikogo dzisiaj nie nauczy się po dobroci, ale siłą! Walczymy o przeżycie Narodu, tutaj nie czas na sentymenty. Bierzmy przykład z Korei Południowej, gdzie zbudowano potęgę ekonomiczną straszliwym wysiłkiem wszystkich klas społecznych, ogarniętych nacjonalistyczną pasją tworzenia lepszego jutra.

Istnieją dwa zasadnicze modele wchłonięcia fal imigracyjnych przez naród gospodarzy: wielokulturowy i asymilacyjny. Wielokulturowość(multikulturowość) odrzucamy z góry jako mieszankę kultur i ras bez perspektyw zgodnego życia i tworzenia prawdziwych wartości. To najlepsza droga do konfliktów i wyrywania narodowi gospodarzy jego kultury i cywilizacji. Staniemy się wtedy mało znaczącym dodatkiem do „Polski wielu kolorów” i pariasami we własnym kraju. Nie trzeba przypominać, iż w takim układzie wszelki polityczny ruch narodowy osiągnie margines tępionej przez liberałów i socjalistów łownej zwierzyny. Już samo nazywanie siebie Polakiem i białym człowiekiem będzie w multikulturowym społeczeństwie przestępstwem. Z kolei asymilacja(w naszym ideowym języku po prostu – polonizacja) może dotyczyć głównie Słowian i narodów zbliżonych historycznie oraz etnicznie(np. Bałtów). Ograniczonej propolskiej asymilacji już teraz podlegają grupy Białorusinów, Ukraińców i Rosjan. W granicach I/II Rzeczypospolitej ciągle występuje skoncentrowana polska krew, co napawa nas niejakim optymizmem. Tak więc model asymilacyjny nie jest wykluczony z góry, chociaż z pewnością musimy w pierwszej kolejności podejmować wysiłki dla wzmacniania naszego narodowego żywiołu przede wszystkim w Polsce właściwej.

Poglądy red. Sławomira Popowskiego są z punku widzenia nacjonalisty pojęciami nie do przyjęcia i zamieniają politykę demograficzną państwa w faktyczną marginalizację i docelowo likwidację Narodu Polskiego. Naród musi być Wspólnotą Narodową starych i młodych, którzy wymieniają się ze sobą doświadczeniami i pracą, a imigracja jest pewnego rodzaju społecznym kołem ratunkowym, które na dłuższą metę doprowadza każdy naród do upadku sił witalnych, obyczajów i kulturowo-cywilizacyjnego uwiądu. Tylko na pierwszy rzut oka imigranci wydają się lekarstwem na jakieś bolączki materialnej natury(niechęć do pracy Brytyjczyków, Francuzów czy Niemców, za co w końcu przybysze wystawiają im rachunek). W ostateczności przychodzi „wymiana” starców na imigrantów, a biorąc pod uwagę nasilenie procesów globalizacyjnych także młodych na obcych kulturowo, narodowo i rasowo przybyszy. Chodzi mi o rasę duchową – w rozumieniu tradycjonalizmu integralnego Juliusa Evoli – a nie prymitywny rasizm o biologicznych podstawach. Na tym p. Popowski z pewnością mnie nie złapie. Świat winien się rozwijać bez najazdów imigracyjnych, w etno-nacjonalistycznych wspólnotach narodowych, które muszą ze sobą żyć w pokoju i współpracować, ale odrzucać kulturowe i rasowe mieszanki.

Robert Larkowski

Komentowanie zamknięte.