Opublikowano Wrzesień 24, 2012 Przez stophasbara W Bez kategorii

Relacja z trybun: W oparach absurdu

źródło: http://legionisci.com/news/50049_Relacja_z_trybun_W_oparach_absurdu.html

Po meczu Legii z klubem grającym obecnie przy Konwiktorskiej… wszystko może się zdarzyć. Zaczęło się od skandalicznie zorganizowanego wejścia na stadion, a skończyło awanturą za trybuną, wygonieniem ochrony i na niszczeniu elementów stadionu. Fani klubu z Grodziska na stadion wejść nie mogli i tego dnia umówili się na krótkie zwiedzanie Warszawy, zakończone w miejscu przyszłego wybiegu dla słoni. Relacja z trybun

Zamknięty sektor gości
Nasz klub w obawie przed awanturami zamknął na dzisiejszy mecz sektor gości. Wcześniej próbowano nawet zmienić datę spotkania – bezskutecznie. Kibicki z Wielkopolski postanowiły więc zebrać się przy Konwiktorskiej, skąd ruszyły na wycieczkę krajoznawczą po naszym mieście, która skończyła się w punkcie wyjścia.

Dantejskie sceny przy wejściu na Żyletę
To jak wyglądało wejście na stadion w dniu meczu można określić tylko słowem skandal. W sumie przyzwyczailiśmy się, że nas – kiboli z Żylety – traktuje się przy Łazienkowskiej jak bydło. Podczas gdy kibice z innych trybun wchodzą sobie na stadion raz-dwa, na Żyletę stoi się w tłumie cholernie długo, choć jej pojemność jest mniejsza niż trybuny Deyny. Jednak dopiero dziś ktoś albo zapomniał włączyć myślenie, albo celowo chciał doprowadzić kiboli już przed meczem do szewskiej pasji. Już na półtorej godziny przed meczem wejście na stadion w niesamowitym ścisku trwało około… 60 minut! W momencie pierwszego gwizdka sędziego przed bramami czekało jeszcze około 1500 osób. Na nic zdawały się okrzyki w kierunku ochrony, by ruszyli dupy. W tłumie dochodziło do omdleń, a kibice byli wynoszeni górą, nad głowami pozostałych fanów czekających do wejścia. Napierający tłum tratował nawet dzieci. Organizacja na piątkę z plusem!

Jedno miasto, jeden k(L)ub
Gdy już udało się przekroczyć bramy stadionu, każdy mógł dorzucić swoją cegiełkę dla legijnych sekcji kosza i hokeja. Ci, którym nie dane było stawić się na stadionie, mogą cały czas wypełniać deklaracje członkowskie (i później wysłać je na adres Stowarzyszenia Zieloni Kanonierzy) lub wpłacić pieniądze na konto sekcji.
Żyleta żyła tego dnia już przeszło godzinę przed meczem. Wtedy m.in. przećwiczono nową zwrotkę naszej pieśni „Ole ole, ole ola” – „Jedno miasto i jeden klub, Legia Warszawa, Legia aż po grób”. Stadion ewidentnie nie mógł doczekać się pierwszego gwizdka sędziego. Ale jak już wspomniałem, w tym samym czasie mnóstwo osób marzyło, by wreszcie przejść przez bramki na stadion.

Czerwone kartki dla wojewody
Jeszcze przed wejściem na stadion kibicom rozdawano czerwone kartki formatu A4, na których znajdowała się informacja, komu i dlaczego są poświęcone. „(…) Musimy wyraźnie pokazać, co o aktualnej sytuacji myślimy. (…) Skoro traktuje się nas jak anonimowy tłum, łamiąc nasze podstawowe prawa – wszyscy razem powiedzmy temu NIE!”. I tak cały stadion powiedział wojewodzie Kozłowskiemu głośne i stanowcze NIE, unosząc właśnie czerwone kartki. Miejmy nadzieję, że mości wojewoda nie uzna tego za byczą prowokację, bo gotów zamknąć nie tylko stadiony na Marsie, ale i loty z Warszawy do Hiszpanii.

Słabszy doping, piękne racowisko
Nasz doping w trakcie meczu był niestety przeciętny. W pierwszej połowie było co prawda kilka mocnych momentów, ale generalnie nie możemy być z siebie zadowoleni. Stać nas na więcej. Pod tym względem na pewno szkoda, że zabrakło na trybunach gości – wiadomo, że zawsze to jakoś mobilizuje do podwójnego wysiłku. Na początku jeszcze było konkretnie, dobrze do dopingu włączały się pozostałe trybuny, ale z biegiem czasu doping siadał. Co rzadko się zdarza, fani reagowali na wydarzenia na boisku. W pierwszej połowie cały stadion cieszył się tylko raz, po wyrównującej bramce Danijela Ljuboji. Wcześniej na Żylecie odpalono ok. 20 rac, po uprzednim odliczaniu. Wiatr tego dnia był „po naszej stronie” i sędzia nawet nie przerwał spotkania.

W oparach gazu
W przerwie nastąpiło ożywienie na Żylecie. Nie miało ono jednak nic wspólnego z konkursami przygotowanymi przez klub dla kibiców. Zaczęło się od komunikatów nawołujących do udrożnienia dróg ewakuacyjnych, a następnie ochrona stanowczo weszła z gazem w spokojnie dopingujących kibiców i na siłę próbowała udrożnić przejścia. To wywołało zdecydowaną reakcję zgromadzonych. Kibice wypchnęli ochroniarzy i za trybuną dochodziło do dantejskich scen. „Kaski” gazu nie żałowały nikomu. W rewanżu w ich stronę poleciało wszystko, co było pod ręką i doszło do tego, że ochroniarze musieli całkowicie uciec z promenady za Żyletą. Jednak dość szybko w to samo miejsce dotarli policjanci w pełnym rynsztunku, oddali strzały ostrzegawcze z broni gładkolufowej i wszyscy wrócili na sektory. Kto wydał polecenie będące prowokacją klikutysięcznego tłumu?

Szybka sonda – kto się dusił
Kibice wybiegali z Żylety dusząc się od gazu. Wiadomo, że oficjalna wersja będzie taka, że fani dusili się od rac odpalonych sto lat wcześniej. Szczególnie tych z Bydgoszczy. Usprawiedliwienia dla zachowania ochrony i policji nie ma. Najgorzej wyglądały małe dzieciaki (zgodnie z nomenklaturą prezesa W. – „berbecie”) na rękach rodziców, wynoszone by złapały choć trochę świeżego powietrza. I w tym miejscu szybka sonda na potrzeby wojewody – czy dusiłeś się od gazu?

Płonące szale
W oparach gazu i awantur za trybuną rozpoczęła się druga część spotkania. Przez kilka pierwszych minut fani nie prowadzili dopingu. Później doping ruszył, ale nie miał już takiej mocy jak wcześniej. Wydarzenia z przerwy na pewno miały na to niemały wpływ. Nie brakowało oczywiście odpowiednich przyśpiewek pod adresem ochrony i policji. Raz po raz obrywało się także „rodowitym grodziszczanom”. Szczególnie popularna była ulubiona przyśpiewka „Wybiórczej” – „Rzeki przepłynąłem, góry pokonałem”, śpiewana w trakcie meczu dobrych kilka razy. W drugiej połowie na naszej trybunie pojawił się także czarny dym. Gdyby ktoś myślał, że legioniści odpalili świece dymne, został szybko wyprowadzony z błędu poprzez okrzyk mówiący, że „k… pali się”. Tak poszły z dymem szale KSP.

Walczyć, trenować
Niestety piłkarze nas tego dnia nie rozpieszczali i w końcówce jakby grali na remis. Po meczu śpiewano z nimi nie „Warszawę”, a „Walczyć, trenować, Warszawa musi panować”. Warto by zawodnicy wzięli sobie ją do serca. Nie wystarczy mówić w prasie o „tłamszeniu rywali” na swoim boisku – po prostu trzeba to robić.

Policja zablokowała wyjścia ewakuacyjne
I gdy wydawało się, że ten dzień już się skończył… zaistnieć postanowili policjanci. Przez kilkanaście ostatnich minut meczu zastawili wszystkie wyjścia ewakuacyjne z górnych sektorów Żylety. Do 85. minuty nikt nie miał prawa zejść na dół i nieistotne było dla funkcjonariuszy czy chciała to uczynić dziewczyna, czy ojciec z kilkuletnim synem na rękach. Po meczu fani mogli wychodzić tylko przez dwa skrajne wyjścia, gdzie… miała miejsce kumulacja mundurowych. Krzysztof Jarzyna ze Szczecina wybierał sobie na chybił-trafił osoby opuszczające stadion i nakazywał gromadce swoich giermków zatrzymywanie kibiców. Kilka osób w ten sposób, dość bestialsko, zostało wyciągniętych z tłumu, obitych i powiniętych.

Jeśli ktokolwiek myślał, że to koniec przygód, to w drodze do domu z pewnością miał szansę zobaczyć naszych dzielnych funkcjonariuszy nadużywających władzy. Nie mówiąc już o tym, że widok dziesiątek kabaryn kojarzył się jednoznacznie. „Wojewoda wprowadził stan wojenny?” – pytali niektórzy z niedowierzaniem na widok tego co działo się na ulicach.

P.S. Na meczu zadebiutowała nowa, szyta flaga Capital City.

Komentowanie zamknięte.