Najnowsze

Opublikowano Styczeń 24, 2015 Przez a303 W Dziennikarstwo śledcze

Recenzja najnowszego „hitu” filmowego Eastwooda pt: „Snajper”

Najpierw opis z Wikipedii: Snajper (ang. American Sniper, 2014) − amerykański wojenny dramat biograficzny w reżyserii Clinta Eastwooda. Adaptacja biografii Chrisa Kyle’a wydanej pod tytułem Cel snajpera (książka napisana wraz z Scottem McEwenem i Jamesem Defelicem).

Film przedstawia historię życia i służby najskuteczniejszego snajpera w historii armii Stanów Zjednoczonych, który podczas misji w Iraku zabił 255 osób, z czego 160 zostało oficjalnie potwierdzonych przez Pentagon.

Światowa premiera filmu miała miejsce 11 listopada 2014 roku, w ramach Festiwalu Amerykańskiego Instytutu Filmowego. W Polsce film wprowadzony zostanie do dystrybucji wraz z dniem 20 lutego 2015 roku.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Snajper_%28film_2014%29

a

Jak większość filmów Clinta Eastwooda, a ja w znacznej większości lubię filmy Clinta Eastwooda, są to proste, nieźle zarysowane opowieści z wartością odżywczą o przygodach przypadkowego kolesia, który służy starannie zaaranżowanej fabule mającej wyrwać porcję okrzyków i łez publiczności, która wpada w panikę na myśl o tym, że otrzyma za jednym razem więcej niż jeden problem do przemyślenia.

Głupio jest denerwować się parszywą obłudą filmowców z Hollywood, którzy rutynowo zamieniają poważne tematy w papkę dla niemowląt. Ludzie z przemysłu filmowego gniewnie reagują na pogląd, że ich filmy muszą być o „czymś” (nie tylko o mało ważnych kwestiach, jak „charaktery”, „narracja”, o jakich mogą mówić o nieskończoność).

To przecież ta sama kultura Hollywood, zamieniła okrucieństwa z czasów wojny w Wietnamie w banalny film o przygłupie bredzącym truizmy, którzy w obliczu strasznych wyborów moralnych je czekoladki i gra w ping-ponga. Przesłanie Forresta Gumpa brzmi, że jeśli za dużo myślisz o czymś bardzo poważnym, to zachorujesz na AIDS albo stracisz nogi. Tymczasem ten bohater jest idiotą, który po prostu wzrusza ramionami i mówi: „Co tylko trzeba!”, gdy jego kraj wzywa go, aby zrobił coś szalonego i zbrodniczego.

Forrest Gump wyciągnął ponad pół miliarda i zdobył nagrodę za najlepszy film. Więc czego konkretnego powinniśmy się spodziewać po American Sniper?

W zasadzie – niczego. Ale nawet przy tak niskich standardach, jakie reprezentuje sobą ta branża, nadal można spaść jeszcze niżej i osiągnąć nowe dno.

Rzecz w tym, że już sam fakt podjęcia próby zrobienia hollywoodzkiej bajki na temat tego szalonego bagna moralnego, którym jest i była okupacja Iraku, jest zarówno czymś głupim, jak też czymś bardziej aroganckim, czymś czego nie próbowali nawet George Bush, czy Dick Cheney.

Nikt nie oczekiwał po tej produkcji 20-minutowej fabuły o fałszu poszukiwania broni masowego rażenia, Abu Ghraib, albo innych amerykańskich zbrodniach, ani opowieści o bombardowaniach, które pomogły powstać i wzrosnąć w siłę ISIL i innym grupom zbrodniarzy.

Ale zamiana wojny w Iraku w słodki obrazek, dwugodzinna dywersja kinowa o maszynie do zabijania, która ma złote serce, która powoli, bardzo powoli, zaczyna czuć się źle po wystrzelaniu tylu kobiet i dzieci – to po Gumpie, produkcja z jakiej fałszem trudno porównać inne.

Snajper to film, gdzie polityka jest przedstawiona tak infantylnie i idiotycznie, że w normalnych okolicznościach byłaby produkcją poniżej krytyki. Jedyna rzecz, jaka zmusza nas do wzięcia go na poważnie to niezwykły fakt, że niemal dokładnie taki sam światopogląd koczuje we łbie prezydenta o mózgu rozmiaru orzecha, który wpieprzył nas w tę wojnę.

a

a

a

a
Film jest popularny i rzeczywiście ma jakiś sens dla wielu ludzi. I to stanowi prawdziwy problem. „American Sniper to zjawisko kulturowe bona fide”, tryskał pochwałami Brandon Griggs z CNN, twierdząc że zarobił rekordowe 105 milionów dolarów podczas pierwszego tygodnia emisji.

Griggs dodał, w swojej blaskomiotnej recenzji, że Eastwood musi puchnąć z dumy, że podstawą sukcesu filmu jest to, że „chodzi o prawdziwą osobę” oraz „to historia człowieka, a nie spraw politycznych”.

Dobra robota, Clint! Zrobiłeś film o masowej rzezi, rzekach krwi w Iraku, a krytycy mówią o nim, że nie jest polityczny! To samo sedno hollywoodyzmu.

Bohaterowie filmów Eastwooda prawie zawsze noszą albo białe albo czarne kapelusze lub ich odpowiedniki, a więc wiesz przez cały czas, kto w jego filmie jest dobrym facetem, oraz czyja eksplodująca głowa ma być dla nas sygnałem, kiedy mamy klaskać.

W tym przypadku, ten efekt jest często dosłowny. Mamy tu „bohatera”, snajpera Chrisa Kyle’a oraz „złowrogiego” oponenta Mustafę stale ubranego na czarno (ze złym pirackim, czarnym zarostem) przez cały film.

Eastwood w tym filmie lubuje się w niezliczonych przykładach prostackiej głupoty. Jest obowiązkowa ponura scena półnagiego SEAL-a, Kyle’a i jego łamiącej serce żony, Sienny Miller, gapiących się w telewizji na horror ataków 9/11. Następną rzeczą, którą musisz znać na pamięć jest to, że Kyle walczy w Iraku z al-Kaidą – jakby był jakiś logiczny związek między atakiem 9/11 a Irakiem.

Jaki oczywiście w ogóle się nie pojawia, dopóki to my nie najechaliśmy i nie zbombardowaliśmy wrogiego kraju i nie zamieniliśmy jego cudownych miast w wylęgarnię rekrutów czego? … Zgadliście, al-Kaidy. Film pomija ten oczywisty fakt, jak dylemat o kurze i jajku, bo to może odwracać uwagę od najważniejszego wydarzenia – „ludzkiej historii”.

Eastwood zagrywa tandetę i brnie w super głupotę nawet jak na standardy Hollywood, gdy jeden z oficerów Kyle’a mówi, że mogą „wygrać wojnę”, jeśli usuną złego snajpera, który zakłóca pokojową amerykańską okupację miasta Sadr.

Gdy następnie „pogromca zła”, Kyle trafia Mustafę ze swej skywalker’owej flinty z niemożliwej odległości ponad mili, szepce przed egzekucją „mały cel, mała strata”, nawet publiczność kina w zidiociałym od liberalizmu Jersey City, gdzie oglądałem film, zerwała się z miejsc i wiwatowała.

Problem oczywiście w tym się zawiera, że nie ma czegoś takiego jak militarna „wygrana” w wojnie z terrorem. Okupacja doprowadziła do prawdziwego masowego zniszczenia, prawdziwych setek tysięcy ofiar, prawdziwego braku warunków sanitarnych, rzeczywistej epidemii bezrobocia i całkowitej radykalizacji politycznej, która trwa do dziś i rozprzestrzenia się poza granice Iraku.

a

a

IRAQI BOY WOUNDED IN AIRSTRIKE LIES IN A HOSPITAL IN BAGHDAD
Jednak film zamilcza to wszystko i każe nam myśleć, że zabicie Mustafy było jakimś decydującym osiągnięciem – pojedynczy strzał, które powstrzymał terrorystów przed atakiem na kawiarnie w San Francisco czy przed czymś innym. Jest to scena, która jest kwintesencją każdej idiotycznej fantazji każdego kretyna z karabinem od Seattle do Savannah.

Bardzo niebezpiecznym przesłaniem tego filmu jest to, że zamienia się on w referendum na temat charakteru jednego żołnierza. To argument, jakiego nie da się wygrać w żaden sposób. W końcu skupiamy się na Chrisie Kyle i jego dylematach, a nie na Rumsfeldach i Cheneyach i innych bandytach, którzy wysłali Kyle’a i jego potężny karabin na dachy w Iraku i zażądali od niego, aby strzelał do kobiet i dzieci.

A to właśnie oni są prawdziwymi czarnymi charakterami w tym filmie, lecz kontrowersje głównie dotyczą tego, na ile „bohaterski” jest naprawdę Chris Kyle. Jeden z członków Akademii zastanawiał się przed reporterem, czy Kyle (który w rzeczywistości został zabity przez jednego z kolegów weteranów po wypowiedzeniu niesamowitego komentarza na temat przemocy w naszym społeczeństwie, co mogłoby być scenariuszem dla znacznie bardziej interesującego filmu) był „psychopatą”.

Michael Moore usłyszał mnóstwo krytyki, kiedy napisał na tweeterze, że „Wujek [został] zabity przez snajpera podczas II WŚ. Uczono nas, że snajperzy to tchórze …”

I wielu innych komentatorów, porównując książkę Kyle’a (gdzie bezlitośnie przechwala się zabijaniem „dzikusów”) z filmem (gdzie jest przedstawiany jako postać, która zmaga się, jeśli nie dosłownie, to przynajmniej wizualnie, z charakterem swej pracy), zwracają uwagę, że prawdziwy Kyle był rodzajem sukinsyna w porównaniu do filmowego Kyle’a „humanisty”.

(Najbardziej wstrząsającym fragmentem w książce dla mnie był ten, gdzie Kyle mówi o istnieniu czegoś jakby „konkurencji sportowej” z innymi snajperami, i gdy jeden z nich zaczynał zagrażać jego „legendarnej” liczbie trafień. Wtedy Kyle „całkiem nagle” bierze się  „za każdego śmierdzącego złego faceta chodzącego po mieście, jaki znalazł się moim zasięgu”.)

Chodzi o to, że zawsze wydaje się czymś złym, gdy krytykujesz żołnierza za to, co kazano mu robić. Równie niebezpieczne jest jednak dać się ponieść patosowi i dramatowi doświadczeń indywidualnych pojedynczego żołnierza, ponieważ większość wojen przedstawia sobą coś znacznie większego.

Najpierw robili to po Wietnamie, kiedy Ameryka przez lata zajęta była oglądaniem takich filmów, jak „Łowca Jeleni”, „Pierwsza Krew”, czy „Powrót do domu”, o weteranach, którzy próbują odnaleźć się w społeczeństwie po szaleństwie wojny w dżungli. Tak doszliśmy do myślenia o „tragedii” Wietnamu jako czegoś, co było strasznym doświadczeniem przede wszystkim dla naszych chłopców, a nie milionów mieszkańców Indochin, których ci chłopcy zamordowali.

To nie znaczy, że weterani z Wietnamu nie cierpieli: cierpieli, często strasznie. Ale zrobienie rozrywki z ich strasznych dylematów, pomogło w tym, aby Amerykanie odwrócili wzrok od wyborów politycznych, które są pra-przyczyną tych mordów i tych dylematów. Te filmy używały walk naszych żołnierzy jako rodzaju ludzkiej tarczy chroniącej nas przed zbytnim roztrząsaniem tego, co zrobiliśmy w różnych miejscach świata, jak  Wietnam, Kambodża, czy Laos.

To samo dokładnie dzieje się teraz wraz z rozpoczęciem robienia filmów o „wojnie z terrorem”. Jak pisze Griggs z CNN, „Jesteśmy już gotowi na film o wojnie w Iraku”. To znaczy: jesteśmy gotowi na rozrywkową opowieść o tym, jak trudno było tam naszym chłopcom. I mogło tak być. Ale to nie jest cała prawda i nigdy nie będzie.

Będziemy robić filmy o Chrisach Kyle’ach z całego świata i spierać o to, czy byli bohaterami, czy też nie. Niektórzy byli, niektórzy nie byli. Ale w to sferze public relations, bo na wojnie, to żołnierze dostają kule, a nie garnitury ze Ścisłego Kręgu, którzy beztrosko wysyłają ich na zabójcze misje, jakich żołnierze mogą nigdy nie zrozumieć.

A filmowcy jak Eastwood, który mogliby rozjaśnić te sprawy, tylko jeszcze bardziej mącą to bagno. Czasami nie ma czegoś takiego, jak „tylko ludzka historia”. Czasami taka historia nie ma sensu lub, co gorsza, nie ma żadnego rzeczywistego kontekstu, i ten film jest jedną z nich.

Matt Taibbi

Źródło: http://www.rollingstone.com/politics/news/american-sniper-is-almost-too-dumb-to-criticize-20150121

Tłum. Pluszowy Miś.

Tags : , , ,

Komentowanie zamknięte.