Opublikowano Grudzień 7, 2017 Przez a303 W Polska

Raport o sekcie Chojeckiego (atomowego rabina)

Komentarz: Najlepsze opracowanie w internetach nt koszernej sekty z Lublina!

Sekta lubelskich żydo-protestanckich syjonistycznych troglodytów podąża dokładnie tam, gdzie jej miejsce, czyli na dno szamba. I oby poniższy materiał znacznie przyspieszył tenże upadek chazarskiego psychopaty chojeckiego (celowo z małej litery ponieważ ten podżegacz wojenny nie zasługuje na wielką) i jego prywatnego szabes goja, małpianetki. 

Z pozdrowieniami dla sekciarzy

Red. W-P.

P.S. Sekciarze odprawiają modlitwy do swojego bożka Lucyfera, na YouTube, o drugą reformację:

Poniżej szczypta „miłości chrześcijańskiej” u sekciarzy:

a

Wstęp – w pajęczynie sekt i zabobonu

Błąkając się po odmętach ciemniejszej strony internetu możemy natknąć się na pastora Pawła Chojeckiego w groteskowy sposób przekonującego o tym, że Ziemia ma tylko kilka tysięcy lat, regularnie produkującego barwne wywody o watykańsko-rosyjsko-chińsko-islamskich spiskach czy opowiadającego o niemieckich planach czipowania Polaków i zamieniania ich w bezmózgich niewolników przy pomocy ukrytego w dezodorantach nowego Cyklonu B. Innym razem lublinianin zapewnia, że stoi za nim sam Bóg, a poza nim i jego kompanem Marianem Kowalskim nie ma w Polsce żadnej prawdziwie patriotycznej siły. Niemal wszyscy – z określonym jako Wielka prostytutka Kościołem Katolickim na czele – należą bowiem do kategorii zdrajców, kłamców, lewactwa czy zagranicznej agentury.

Na tle stosunkowo licznych i wszechobecnych wyznawców płaskiej Ziemi, Wielkiej Lechii, porwań przez UFO, homeopatii, plazmowych generatorów darmowej energii, jasnowidzenia, spisku księżycowego, ruchu antyszczepionkowego (w tej kwestii z autorem nie podzielamy poglądu. Nasz przemysł farmaceutyczny został „zaorany” w latach 90’tych i dzisiaj na masową skalę sprowadzamy szczepionki z tak skompromitowanych firm z USA jak korpo Baxter – do czego zresztą namawiają nas czołowi globaliści. Tu wystarczy tylko spojrzeć na psychiczną i fizyczną kondycję amerykańskiego społeczeństwa. Zalewają nas rakotwórczą żywnością genetycznie modyfikowaną [GMO] czy inną bronią biologiczną w postaci amerykańskich szczepionek i nie są to żadne fantazje pacjentów z wariatkowa, ale, niestety, nasza rzeczywistość. Rzeczywistość równie prawdziwa co sekta żydo-protestanckiego psychopaty z Lublina. Red. W-P) i innych wytworów błądzącego umysłu poczynania sekty Chojeckiego nie wydają się czymś szczególnie absurdalnym. Z drugiej strony grupa ta posiada raczej unikalną jak na polskie warunki otoczkę ideologiczną polegającą na łączeniu haseł patriotycznych z protestantyzmem czy biblijnym chrześcijaństwem, a także zdaje się być dość udanym przykładem zarabiania na nacjonalizmie i szeroko pojętym „szuryzmie”.

Sekta Idź Pod Prąd i grupa skupiona wokół Kościoła Nowego Przymierza w Lublinie to zjawisko marginalne, nie mające żadnego realnego przełożenia na bieg dziejów Polski ani tym bardziej świata. Środowisko to może być jednak obiektem dość interesujących badań czy dociekań na temat funkcjonowania sekt w ogólności, natury władzy/polityki i podobnych biznesów internetowych.

Celem niniejszej pracy nie są jałowe rozważania o słuszności tego czy innego zbioru teologicznych doktryn, o to która wersja chrześcijaństwa jest bardziej „prawdziwa” lub jaka ideologia jest „sprawiedliwsza” i „właściwsza”. Analiza ma przede wszystkim rozpatrywać sektę Chojeckiego pod kątem logiki biznesowej, a szerzej – logiki politycznej. Prawdziwym celem pastora Chojeckiego nie jest nic innego jak własny interes, opanowanie umysłów jak największej liczby ludzi oraz zdobycie kontroli nad jak największymi zasobami. Pastor jest niekwestionowanym przywódcą swojej sekty, ma zatem władzę nad grupą ludzi – wprawdzie grupą niewielką – ale to też władza, a więc i proces rządzenia. Sprawowanie władzy posiada swoją logikę niezależnie od tego czy mowa o sekcie Idź Pod Prąd, fabryce odkurzaczy, gminie Iwanowice czy wielkim imperium. Różne struktury władzy różni przede wszystkim skala.

a

Sekciarska branża jest bardzo zróżnicowana. Nie obejdzie się jednak bez guru skupiającego wokół siebie wyznawców.

Nie ma jednolitej terminologii naukowej ani prawnej odnoszącej się do bardzo złożonego zjawiska powstawania i funkcjonowania sekt. W stworzonym w 2000 r. na zlecenie MSWiA „Raporcie o niektórych zjawiskach związanych z działalnością sekt w Polsce” przyjęto następujące rozumienie pojęcia „sekta”: „każda grupa, która posiadając silnie rozwiniętą strukturę władzy, jednocześnie charakteryzuje się znaczną rozbieżnością celów deklarowanych i realizowanych oraz ukrywaniem norm w sposób istotny regulujących życie członków; która narusza podstawowe prawa człowieka i zasady życia społecznego, a jej wpływ na członków, sympatyków, rodziny i społeczeństwo ma charakter destrukcyjny.”

Różne opracowania zawierają jednak podobne elementy opisujące zwłaszcza tzw. sekty destrukcyjne. To głównie psychiczne uzależnienie, ślepe posłuszeństwo przywódcy, destrukcja osobowości. Dominikańskie Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach wskazuje na przykład na następujące cechy: totalny charakter i absolutny autorytet liderów, podstępne werbowanie nowych członków, psychomanipulacja, charakter kultowy, czarno-biała wizja rzeczywistości, wpajanie przekonania o elitarności grupy i niechęć do dialogu światopoglądowego. Nie potrzeba wprawnego oka, by dostrzec te rzeczy w środowisku Idź Pod Prąd.

Przyczyny powstawania sekt są złożone i wielopłaszczyznowe. Wśród wielu czynników można wskazać tu między innymi zagwarantowaną ustrojowo wolność poglądów i zrzeszania się, kryzys tradycyjnych kościołów, indywidualne kryzysy finansowe i emocjonalne, potrzebę przynależności do jakiejś wspólnoty i poszukiwania sensu życia czy brak wiedzy na temat psychomanipulacji. Generalnie za powody wstępowania do sekt wskazuje się podatność osobistą jednostki z jednej strony, a oddziaływanie grupy destrukcyjnej z drugiej.

Nie istnieje też jednolity wzorzec klasyfikacji sekt, ale zwykle dzieli się je na religijne (zwłaszcza powstałe w łonie chrześcijaństwa, ale także religie wschodnie, indywidualne objawienia, kult UFO, neopogaństwo itd.), pozareligijne (w tym m.in. ekonomiczne, polityczne, terapeutyczne, uzdrowicielskie) i synkretyczne, czyli łączące aspekty religijne z pozareligijnymi. Bezpośrednie otoczenie pastora Chojeckiego tworzące Kościół Nowego Przymierza, to przede wszystkim sekta religijna bazująca na odwołaniach do biblijnego chrześcijaństwa. Tematem przewodnim całego projektu Idź Pod Prąd są zaś kwestie polityczne i społeczne, choć religia też gra tam arcyważną rolę. Generalnie środowisko IPP można uznać więc za sektę łączącą elementy religijne z polityką i z solidną domieszką teorii spiskowych.

Arkana rodzinnego biznesu

Paweł Chojecki to były katolik, który w latach 80. XX wieku działał w lubelskim ruchu oazowym, by następnie z grupą znajomych stworzyć małą sektę o charakterze ewangelikalnym – Wspólnotę Chrześcijańską „Pojednanie”. W 1996 roku założył jednak istniejący do dziś i doktryną przypominający sekty baptystyczne Kościół Nowego Przymierza w Lublinie. Przez dwie dekady jako pastor utrzymywał się z datków od niewielkiego grona swoich wyznawców, wydając też małonakładowe pisemko „Idź Pod Prąd”. Chojecki w międzyczasie działał także w strukturach Unii Polityki Realnej, bez powodzenia próbując też zrobienia kariery u boku PiS-u.

Kościół Nowego Przymierza widnieje w rejestrze kościołów i związków wyznaniowych Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji (pozycja nr 132), ale nie podaje oficjalnych danych o liczbie członków. Jest to jednak grupka zaledwie kilkudziesięciu osób. Spośród 165 zarejestrowanych w dziale A (dział B obejmuje organizacje międzykościelne) podmiotów około 85% związków wyznaniowych to grupy liczące mniej niż 1000 osób (stan na wrzesień 2017 r.). Przytłaczającą większość stanowią twory powstałe w łonie chrześcijaństwa, nieliczne odwołują się zaś do różnych form buddyzmu i innych wierzeń. Rzeczą naturalną wydaje się, że zdecydowanie łatwiej założyć sektę bazującą na już szeroko rozpowszechnionej wierze w Jezusa Chrystusa czy Pismo Święte niż celować w egzotyczne z polskiego punktu widzenia wyznania, a tym bardziej tworzyć własną doktrynę religijną zupełnie od podstaw. Spośród wielu małych sekt środowisko Chojeckiego wyróżnia się jednak przywiązaniem do polityki oraz znaczną aktywnością w Internecie.

Przełom w karierze sekty nastąpił na początku 2016 roku, po nawiązaniu ściślejszej współpracy z przeżywającym akurat problemy osobiste i finansowe (m.in. uraz nogi i brak pracy) Marianem Kowalskim, który stał się twarzą powołanej do życia telewizji internetowej (czyt. kanału na YouTube) Idź Pod Prąd. Nadawane są tam codzienne programy dotyczące głównie polskiej oraz światowej polityki, a także kwestii społecznych czy historycznych. Grupa nadaje też serwis informacyjny, wykłady biblijne albo chociażby porady na temat życia rodzinnego. Wszystko w konwencji: tylko my mówimy prawdę, a wszyscy inni kłamią. Narracja IPP to wizja jedynej patriotycznej twierdzy oblężonej przez rodzime i zagraniczne wrogie siły. To także jedna z nielicznych na świecie przystani prawdziwego chrześcijaństwa. Nonsensowne teorie, oszczerstwa, wyzwiska, kłamstwa, omawianie „po łebkach” rozmaitych zagadnień, kreowanie się na ekspertów „od wszystkiego” stanowią główną treść tego kanału.

Sekta wmawia swoim sympatykom, że jest liczącą się siłą, której boją się nawet Chiny i której radami powinny kierować się władze kraju. W rzeczywistości jedynymi grupami wchodzącymi z nią w jakieś głębsze dyskusje są przeważnie inne środowiska „szurowskie” (typu Sumienie Narodu i postać Wojciecha Olszańskiego lub były ksiądz Jacek Międlar) albo niektóre malutkie i anonimowe kanały na YouTube, ewentualnie obrażeni przez sektę publicyści czy dziennikarze – na przykład śmieszkujący z pastora na Twitterze Rafał Ziemkiewicz. Wbrew temu co mogą wyobrażać sobie zagorzali wyznawcy Chojeckiego i Kowalskiego – z lubelskim duetem nie liczy się żadne znaczące środowisko polityczne, biznesowe czy medialne w Polsce.

Dla swoich guru warto zainwestować nawet w reklamę na płocie.

Dla swoich guru warto zainwestować nawet w reklamę na płocie.

Nie należy dziwić się, że pastor i Marian przekonują, że mówią i zawsze mówili tylko prawdę, choć ciągle kłamią i manipulują. Nie jest niczym nadzwyczajnym, że Kowalski zarzeka się, że nie zmienił poglądów, choć dziecinnie łatwo udowodnić co innego. To nic wyjątkowego, że youtubowi showmani mają gęby pełne bogoojczyźnianych frazesów, a kierują się własnym interesem i zwykłą, ludzką chęcią zysku. To nic dziwnego, że pastor mówi, że jego pozycja wynika jakby z demokratycznej woli członków zboru, choć rządzi swoją sektą w sposób wodzowski. To normalne, że guru opowiada o potrzebie samodzielnego myślenia, ale niszczy każdy jego przejaw wśród swoich wyznawców. Nie ma niczego nadzwyczajnego w tym, że Chojecki odwołuje się do chrześcijańskiego miłosierdzia i moralności, ale sam w niewybrednych słowach obraża swoich oponentów, rzucając też na lewo i prawo absurdalnymi oszczerstwami. Sekta IPP nie jest jedynym środowiskiem szermującym hasłami wolności słowa i wrogości wobec cenzury, ale samemu stosującym ścisłą cenzurę. Sekciarską i nie tylko sekciarską propagandę należy przyjąć taką jaką jest. To czarno-biały podział świata na „my” i „oni”. My jesteśmy dobrzy i szlachetni, za nimi stoją ciemne siły. Nasz obóz jest osaczony przez wrogie moce zewnętrze, z którymi kolaborują rodzimi zdrajcy. Wróg był zawsze wrogiem, nawet jeśli kiedyś znajdował się w naszych szeregach. Tylko przyszłość jest pewna, przeszłość – w zależności od bieżącej narracji i interesów – ulega zaś ciągłym zmianom. Cynizm, hipokryzja, zrywanie sojuszy, radykalna zmiana linii propagandowej, koniunkturalizm są w rządzeniu zjawiskiem powszechnym, a wręcz nieodzownym jeśli ma to być rządzenie skuteczne. Nacjonalizm, patriotyzm czy konserwatyzm mogą być zaś dla jednego polityka, działacza czy redaktora dokładnie takim samym propagandowym wytrychem i lepem na zwolenników, jak na przykład socjalizm, prawa pracownicze czy antyklerykalizm dla innego.

Chojecki zwalcza szeroko pojęte „lewactwo” – sprzeciwiając się m.in. komunizmowi i post-komunizmowi, nadmiernym regulacjom w gospodarce, małżeństwom homoseksualnym, feminizmowi itd. W IPP najwięcej energii poświęcane jest jednak walce z rozmaitymi środowiskami prawicowymi – nie tylko należącymi do głównego nurtu, ale także tymi niewiele znaczącymi i „antysystemowymi”. Na porządku dziennym są oskarżenia o zdradę, chińską lub rosyjską agenturalność, działanie tylko dla pieniędzy, niemoralność, bycie udawanym narodowcem. Praktycznie tylko Kowalski i Chojecki są bez winy i stoją na czele jedynego prawdziwie patriotycznego środowiska. Sekta szczególnie zwalcza Janusza Korwin-Mikkego, z którymi Chojecki współpracował kiedyś w Unii Polityki Realnej, a nawet publikował jego felietony w swoim pisemku. Wielkim wrogiem jest też Grzegorz Braun. IPP atakuje m.in. Rafała Ziemkiewicza, Marcina Rolę, Tomasza Sommera, Jacka Międlara, Roberta Gwiazdowskiego, Roberta Winnickiego, Witolda Gadowskiego, Mariusza Maxa Kolonkę, Przemysława Wiplera, Pawła Kukiza i wielu innych ludzi zdecydowanie nie kojarzonych z lewicą czy liberalizmem obyczajowym. Dostaje się jednostkom oraz całym nacjonalistycznym i religijnym środowiskom i organizacjom, jak choćby Obóz Narodowo-Radykalny (w którym działał dawniej Marian), Młodzież Wszechpolska, nie mówiąc o Episkopacie albo Jezuitach.

Specyficznie wygląda podejście sekty do PiS-u. Każdy, kto nie popiera tej partii jest oczywiście zdrajcą narodu, ale Chojecki z Kowalskim sami zajadle atakują większość jej członków. Andrzej Duda to na przykład watykańsko-niemiecki agent, Beata Szydło pracuje na rzecz Chińczyków, Mateusz Morawiecki to bolszewik, lokalni działacze partyjni są dziadami i karierowiczami itd. Właściwie pastor wyraża zachwyt tylko nad Antonim Macierewiczem (broniąc też biednego i mającego zasługi w zwalczaniu rosyjskiej agentury Bartłomieja Misiewicza), a w mniejszym stopniu nad Jarosławem Kaczyńskim. Ważnym idolem spoza polskiego podwórka jest zaś Donald Trump, którego sekta „zawsze” popierała, choć dawniej Chojecki nazywał go „farbowanym lisem”. Ciekawy jest natomiast stosunek Chojeckiego do Tadeusza Rydzyka, którym pastor zdaje się w pewnym stopniu inspirować i który według niego „protestantyzuje” po cichu Kościół Katolicki od środka.

Najbardziej zaślepieni fanatycy sekty IPP być może są w stanie uwierzyć, że żyją w jedynej twierdzy patriotyzmu otoczonej zewsząd przez nikczemnych zdrajców i agenturę obcych mocarstw. Z punktu widzenia realnej walki o rząd dusz należy przyjąć, że celem całej działalności nie jest żaden patriotyzm, nacjonalizm, dobro kraju, cywilizacji zachodniej albo prawdziwego chrześcijaństwa. Nie jest przypadkiem, że sekty i zbliżone organizacje na ogół nienawidzą się wzajemnie mając takie same albo pokrewne poglądy. To zwyczajne niszczenie konkurencji. Korwin-Mikke jest wrogiem, bo to rozpoznawalna marka i dobrze ugruntowana firma w branży konserwatywno-liberalnej. Warto więc podebrać mu zwolenników, których posiada oraz zohydzić go w oczach innych. Tomasz Sommer ze swoją działalnością i stronami internetowymi także stanowi podłą konkurencję w prawicowo-wolnorynkowej niszy. Goniący za wątpliwej jakości sensacją serwis i kanał Marcina Roli robi to samo, na dodatek youtubowy dziennikarz zgromadził już większą liczbę subskrybentów, też prosi widzów o datki, a do tego miał czelność zaprosić Mariana Kowalskiego, by zadawać mu niekoniecznie wygodne pytania. Nie można znieść również konkurencji ze strony Grzegorza Brauna – człowieka bez szans kandydującego na urząd Prezydenta RP, organizującego liczne spotkania z sympatykami i nie tylko oraz próbującego sklecić jakiś prawicowo-patriotyczny projekt o nazwie Pobudka. Choć poparcie dla Brauna jest w skali kraju szczątkowe, to do jego fanów mogą należeć ludzie potencjalnie podatni na propagandę IPP.

Walka z konkurencją to fundamentalna część działalności sekty. Nie trzeba jednak tworzyć wokół siebie jakiegoś ruchu czy zbierać datków, by nagle stać się wrogiem pastora. Na przykład Roberta Gwiazdowskiego spotkał taki los, po tym gdy w jednym ze swoich artykułów napomknął coś o konfucjanizmie, który – jak w sekcie wiadomo – jest tym samym co komunizm. Ponadto Paweł Chojecki z punktu widzenia swoich bieżących i przyszłych interesów nie może dopuścić do tego, by ktoś zaoferował Kowalskiemu lepsze warunki. Obecnie wydaje się to zresztą bardzo mało prawdopodobnie, podobnie jak wygranie przez Mariana jakichkolwiek wyborów – zarówno lokalnych, jak i na przykład zdobycie ciepłej posadki w Parlamencie Europejskim. Dlatego sekta musi palić za swoim celebrytą mosty, skłócić go z jego dawnym środowiskiem i byłymi sojusznikami. Tak długo jak Kowalski jest użyteczny, tak długo powinien być uzależniony od sekty.

a

Szuria może, ale nie musi być dochodowym zajęciem

Chojecki niejednokrotnie atakował też rozmaite kościoły protestanckie – zarówno polskie, jak i działające poza granicami kraju. Swego czasu ogłosił listę „zdradzieckich” kościołów, a nawet zwrócił się do nielicznych w Polsce protestantów, by pogonili „tych dziadów”, czyli swoich pastorów, z których podobno 90% nadaje się do wymiany. Jednocześnie lublinianin potrafi żalić się, że jest przez protestantów zwalczany. IPP głosi potrzebę rozbicia w Polsce monopolu Kościoła Katolickiego, a „prawdziwa wolność” ma zapanować, kiedy w kraju będą istniały tysiące małych kościółków. Rozprzestrzenianie się protestantyzmu byłoby oczywiście na rękę sekcie, gdyż stworzyłoby to znacznie lepsze podłoże do werbowania nowych członków. Można wspierać i zawierać sojusze z innymi sektami jeśli ma się z tego pożytek. Kiedy dochodzi jednak do bezpośredniego konfliktu interesów, określone (nawet bardzo podobne) sekty mogą stać się wrogami przeciągającymi ludzi i ich pieniądze na swoją stronę. Mając na względzie swoje obecne położenie oraz w znacznym stopniu wzorując się na zdecentralizowanych sektach baptystycznych, Chojecki głosi ideę istnienia i niezależności wielu małych wspólnot chrześcijańskich. Gdyby jednak jakimś cudem udało mu się stworzyć znacznie większy kościół lub przejąć umysły pokaźnej grupy polskich protestantów, to z największym prawdopodobieństwem nie zrezygnowałby ze swojej silniejszej pozycji, ale zmienił narrację na taką, która lepiej pasowałaby do nowych warunków. Interes jest ważniejszy od ideologii.

Oczywiście nie należy jednak sądzić, że pastor jako jedyny szarlatan lub przywódca zaciekle zwalcza głoszącą podobne treści konkurencję w swojej niszy. To powszechne zjawisko. Kiedy na przykład wyszły na jaw przekręty finansowe i inne przestępstwa właściciela antyklerykalnego pisma Fakty i Mity, większość redakcji ewakuowała się, by założyć konkurencyjne pismo: Tygodnik Faktycznie. Obie gazety zwalczają się wzajemnie, bijąc się o zyski w antyklerykalnym bagienku. Twórcy Network Magazynu – czasopisma zarabiającego na naiwniakach wciąganych do piramid finansowych – mocno atakowali konkurencję w postaci projektu Ranking MLM. Samoobrona walczyła z PSL-em o głosy na wsi, a górnicze związki zawodowe potrafią dotkliwie gryźć się między sobą o pieniądze i wpływy.

Zasady władzy

Każda władza – zarówno małej sekty, średniego przedsiębiorstwa, jak i dużego kraju – rządzi się pewnymi prawami głęboko zakorzenionymi w ludzkiej naturze. Można nazwać Chojeckiego „szurem”, wariatem, idiotą, człowiekiem chorym psychicznie czy czubkiem, ale takie podejście jest w pewien sposób mylące. Nawet przyjmując, że pastor nadaje się na pacjenta zakładu psychiatrycznego, ma coś podobnego do zespołu Gastauta-Geschwinda lub, że sam wierzy w wiele głoszonych przez siebie treści (co najprawdopodobniej jest prawdą), to nie oznacza to, że nie postępuje racjonalnie z punktu widzenia swoich interesów. Przetrwanie przedsiębiorstwa, rządu, religii czy kraju nigdy nie jest bowiem sprawdzianem wiary, ale zakotwiczenia w realnej rzeczywistości.

Twórca sekty Anioły Nieba – Ivo A. Benda, został przez psychiatrów zaklasyfikowany jako człowiek mający urojenia dziwaczne w ramach zaburzeń psychotycznych. Czech bredzący o kosmicznej flocie swoich przyjaciół i jaszczurach z piekła wiedział jednak jak organizować liczne seminaria i zbierać pieniądze na stworzony przez siebie kult. Teleewangelista Pat Robertson twierdził, że Haiti zostało zdewastowane przez trzęsienie ziemi z powodu zawarcia przez ten kraj paktu z diabłem, obliczał daty końca świata i utrzymywał, że regularnie dostaje wiadomości od Boga. Robertson jest jednak zdolnym i wpływowym organizatorem oraz przedsiębiorcą zarabiającym na własnych książkach i programach telewizyjnych. Ugandyjski dyktator Idi Amin był prostakiem po czterech klasach podstawówki, ale postępował zgodnie z zasadami, które doprowadziły go do władzy i przez osiem lat utrzymywały na kluczowym stanowisku w państwie. Brutalna junta wojskowa rządząca Birmą słuchała rad wróżbitów-numerologów, dzięki którym w kraju pełnym pojazdów z kierownicą po prawej stronie istnieje ruch prawostronny, albo swego czasu przeprowadziła reformę walutową zmieniającą oparte na systemie dziesiętnym nominały banknotów na zupełnie niepraktyczne o wartości 45 albo 90 kiat. Ten sam rząd podejmował jednak zupełnie racjonalne, choć drastyczne niekiedy, decyzje kiedy chodziło o jego polityczne przetrwanie.

Jedną z kluczowych zasad pozostaje zawsze kontrola zasobów. To pastor Chojecki jest organizatorem całego biznesu i jego właścicielem. To on trzyma pieczę nad kontem bankowym, to on dysponuje pieniędzmi zebranymi bezpośrednio od garstki członków Kościoła Nowego Przymierza, od widzów youtubowego kanału Idź Pod Prąd, środkami ze sklepiku internetowego, reklam czy potencjalnych innych, ale niejawnych źródeł. Nic nie stoi na przeszkodzie, by działalność sekty rozpatrywać w kategoriach biznesowych, gdzie widzowie są klientami sprzedawcy pewnych idei czy złudzeń. Część środków finansowych musi być przeznaczona na opłacenie ludzi i infrastruktury niezbędnej do funkcjonowania całego projektu.

Każdy przywódca dąży też do tego, by jego pozycja bezpośrednio zależała od jak najwęższego kręgu ludzi. Chojecki – choćby był najzdolniejszym, najbardziej pracowitym i najzdrowszym człowiekiem na świecie – samodzielnie nie zdoła zająć się każdą kwestią związaną z funkcjonowaniem swojej firmy. Ktoś musi dbać o sprawy techniczne, zająć się „papierkową robotą” albo usuwaniem niewygodnych komentarzy. Darmowa praca najbardziej zapalonych wyznawców sekty nie wystarczy, by zapewnić stabilność tej struktury. Stąd nawet tam istnieją „etatowi” i bardziej wtajemniczeni członkowie – z Cezarym Kłosowiczem na czele. Także dzieci pastora poświęcające ogromne ilości czasu na rzecz rodzinnego biznesu potrzebują przecież pieniędzy. Celem prowadzenia firmy jest zysk, a nie dawanie pracy ludziom. Zatrudnia się tyle osób, ile potrzeba, by przedsiębiorstwo mogło normalnie działać, ale nie więcej. Pastor może wierzyć w młody wiek Ziemi, ale nie będzie płacił większej liczbie pracowników niż musi.

Generalną zasadą charakterystyczną nie tylko dla szefów czy przywódców politycznych, ale dla ogółu ludzkości jest płacenie tyle ile potrzeba, ale nie więcej. Ceny – także pracy – są regulowane głównie przez popyt i podaż. Jeśli w danym regionie praca sprzątaczki kosztuje na przykład 1600 złotych netto miesięcznie, to nawet zarabiający krocie pracodawca nie będzie miał impulsu, by płacić jej 3000 złotych. Analogicznie zwykły konsument chcąc kupić kosztujący średnio 20 złotych worek ziemniaków nie powie sprzedawcy, że chętnie zapłaci trzy razy więcej, bo leży mu na sercu dobro sklepu czy rolników uprawiających owe warzywa. Sekta Chojeckiego nie może być żadnym wyjątkiem. Szczególnym pracownikiem, a w pewnym sensie nawet wspólnikiem, jest tu Marian Kowalski, którego praca ma dla sekty największą wartość. Inni są mniej ważni, innych można zastąpić. Kowalski jawi się bowiem wabikiem na wyznawców, jest unikalny i niedający się wymienić na kogoś innego. To on dzięki swojej popularności umożliwił rozkręcenie biznesu w obecnej formie i skali. Bez niego nie byłoby dochodowego kanału Idź Pod Prąd, którego siła oddziaływania bazuje przede wszystkim na odwołaniach do patriotyzmu, a nie do biblijnego chrześcijaństwa. To ważne, że wspólne programy Kowalskiego i Chojeckiego mają zwykle po kilkanaście tysięcy lub więcej wyświetleń, a teologiczne wykłady pastora tylko po kilkaset. Ponadto Marian nie zaczął tworzyć telewizji Idź Pod Prąd z powodu swojej miłości do protestantyzmu albo wiary w chińskie spiski, ale dla pieniędzy. Dlatego Kowalski – jako kluczowy element – musi kosztować. Jeśli wierzyć tabelce wpłat i słowom obu panów, Marian zarabia w ten sposób kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie. Mówi się, że może to być w granicach 13-16 tysięcy. To dużo jak na polskie realia, zwłaszcza dla kogoś mającego wcześniej czasowe problemy finansowe albo pracującego jako bramkarz w klubie. Ludzie zarabiający tyle na prowadzeniu swoich firm lub piastowaniu ważniejszych stanowisk przeważnie są zapracowani i ciąży na nich odpowiedzialność. Kowalski tymczasem na ogół pojawia się w studio IPP może na dwie czy trzy godziny dziennie, a jego praca polega na siedzeniu, wygadywaniu bzdur i przytakiwaniu pastorowi. Żadnej odpowiedzialności i harówki – o ile za wyjątkowo ciężkie warunki pracy nie uznać ciągłego przebywania w towarzystwie Chojeckiego. Pastor mógłby prywatnie czuć nawet szczerą sympatię do Kowalskiego, ale nie przekazywałby mu takich pieniędzy z dobrego serca i bez dostrzegania w tym własnego interesu. To podstawy ekonomii.

Pastor doskonale zdaje sobie sprawę z konieczności regularnego opłacania Mariana. Do podtrzymania lojalności Kowalskiego potrzeba kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie i te pieniądze muszą się znaleźć niezależnie od bieżącej kondycji finansowej sekty. To zjawisko powszechne praktycznie we wszystkich systemach bazujących na tzw. „małej zwycięskiej koalicji”. Świat oburzał się na przykład kiedy podczas kryzysu finansowego znaczna część publicznej pomocy dla upadających banków została przeznaczona na gigantyczne nagrody dla paru najważniejszych pracowników. W dyktaturach masy mogą przymierać głodem, ale głowa państwa zawsze musi mieć na pokaźne wynagrodzenie dla garstki kluczowych popleczników. Ludzie świadomi swojej pozycji i przyzwyczajeni do określonych zarobków, przywilejów i poziomu życia nie zrezygnują z pieniędzy, które „im się należą”. Nie ma sensu wierzyć, że Kowalski zalicza się do jakiegoś innego gatunku człowieka, a bez swojej doli dalej chętnie współpracowałby z pastorem. Analogicznie zresztą nauczyciele nie zrezygnują z Karty Nauczyciela, a rolnicy oburzą się gdy zabraknie dopłat.

Marian jest nie do zastąpienia. Pastor powinien natomiast dbać o to, by zawsze mieć pod ręką ludzi, którymi można byłoby zastąpić innych ważnych pracowników jeśli staliby się oni niewygodni. Osoby te można rekrutować na przykład z szerszej grupy wiernych. Zasadniczo celem sekt jest poszukiwanie nowych wyznawców, a więc jak największe rozszerzenie grona ludzi słuchających guru, pracujących dla niego, rozprzestrzeniających jego nauki i wspierających go finansowo. Im większa religia, tym większy potencjał i baza biznesowa. W przypadku IPP mamy do czynienia zarówno z chęcią werbowania ludzi z Lublina, którzy osobiście biorą udział w spotkaniach sekty, jak i rozwojem rozsianych po kraju i świecie tzw. Klubów Idź Pod Prąd rekrutujących się spośród widzów kanału na YouTube. Każdy udany szemrany biznes generalnie działa na zasadzie: zabierz biednym, daj bogatym. Pomijając zamożnych sponsorów, majątki rozmaitych szarlatanów, to na ogół suma darowizn od urabianej psychologicznie masy przeciętnych zjadaczy chleba.

a

W Lublinie pojawiły się ulotki ostrzegające przed groźną sektą

Charakterystyczną cechą tego typu sekt i innych mocno nasączonych jakąś radykalną ideologią organizacji o charakterze wodzowskim są czystki. Na Facebooku istnieje licząca około siedemdziesięciu osób społeczność ludzi wyrzuconych z IPP. Jeśli przyjąć, że rdzeń sekty, a więc ludzie bezpośrednio otaczający Chojeckiego i tworzący Kościół Nowego Przymierza stanowią grupę tylko kilkudziesięciu osób, to usunięcie (lub odejście) na przestrzeni czasu grupy kilkudziesięciu innych osób, pokazuje skalę tych czystek. Na uwagę zasługują błahe nieraz powody wykluczenia. Zadanie niewygodnego pytania, nieśmiałe niezgodzenie się z guru w jakiejś kwestii czy krzywe spojrzenie na jego córkę może skutkować szybkim usunięciem z Idź Pod Prąd w akompaniamencie wyzwisk od gnid i oskarżeń o ruską agenturalność.

Ludzie postępują racjonalnie z punktu widzenia swoich interesów. Ważne jest to w co wierzą, że przyniesie im korzyść. Chojecki podejmując decyzję o wyrzuceniu kogoś ze swojej sekty musi wierzyć, że jest to dla niego dobre. Między jego umysłem a umysłami jego wyznawców istnieje pewna więź psychologiczna. Sekta opiera się na bezkrytycznym przyjmowaniu treści głoszonych przez guru. Chojecki nie może pozwolić sobie na tolerowanie jakiejś „herezji” czy potencjalnie niebezpiecznej wątpliwości. Lepiej od razu usunąć niepewny element niż pozwolić, by nieprawomyślne myśli kwitły, zarażając potem zdrową tkankę wspólnoty. Mogłoby się bowiem okazać, że pastor nie ma racji, że jego słowa można zakwestionować. Poluzowanie dyscypliny zmieniłoby charakter sekty oraz uderzyło w lojalność wobec guru. Ponadto Paweł Chojecki nie chce dopuścić do tego, by w rządzonej przez niego sekcie wyodrębniła się jakaś bardziej ambitna jednostka mogąca potencjalnie zagrozić jego pozycji albo doprowadzić do rozłamu pociągając za sobą część ludzi. Lepiej zatem zawczasu pozbywać się prawdziwych i urojonych wrogów wewnętrznych niż ryzykować rozłam, zakwestionowanie przywództwa albo spadek morale całej grupy. Lepiej kierować mniejszą liczbą ślepo oddanych osób niż większą grupą niewygodnych i przejawiających choć oznaki samodzielnego myślenia albo niebezpiecznej ambicji. To uniwersalne zasady znane nie tylko w sektach, ale w szeregu organizacji i struktur politycznych (zwłaszcza o charakterze autorytarnym).

Warto zauważyć, że w sekciarskiej branży rozłamy albo herezje zapoczątkowujące nowe ruchy religijne nie są niczym nadzwyczajnym. Spośród niezliczonych przykładów można wymienić choćby wyodrębnienie się mariawityzmu z Kościoła Katolickiego i dalsze podziały w łonie tej wspólnoty albo tarcia wewnętrzne w organizacjach powstałych na bazie nauk Charles’a Taze Russell’a – założyciela Badaczy Pisma Świętego (późniejsi Świadkowie Jehowy). Paweł Chojecki musi być świadomym tych zależności. Sam przecież wraz z grupą osób wystąpił z wielkiej organizacji religijnej jaką jest Kościół Katolicki, by założyć malutką Wspólnotę Chrześcijańską „Pojednanie”, a potem i w niej dokonał rozłamu tworząc własną sektę.

Niezależne myślenie w sekcie nie jest mile widziane. Zapraszanie do Idź Pod Prąd gości z zewnątrz to rzadkość, choć odpowiednie postaci czy autorytety mogłyby urozmaicić, wzbogacić i uwiarygodnić cały projekt. Nawet gdyby przed studiem IPP ustawiałaby się kolejka chętnych do wzięcia udziału w programie, to zawsze istnieje jednak ryzyko, że swoimi wypowiedziami ludzie ci naruszą narrację wpajaną grupie przez pastora. Najlepszym przykładem będzie przytoczenie pewnej sceny z III Zjazdu Idź Pod Prąd, który odbył się w lipcu 2017 r. Chojecki zaprosił do Lublina specjalnego gościa ze Stanów Zjednoczonych – Arthura Thompsona. Prawie osiemdziesięcioletni działacz jednego z amerykańskich, prawicowych środowisk protestanckich i anty-komunistycznych prowadził wykład dla obecnych na sali sympatyków IPP. Jeden z członków sekty pełnił rolę tłumacza. Thompson opowiadał akurat o tym, że USA w walce z terroryzmem ciągle popełnia ten sam błąd popierając różne islamskie grupy terrorystyczne, które potem wymykają się spod kontroli. Wyjaśniał, że za ISIS i prawie każdą islamską organizacją terrorystyczną stoi rząd USA. Tłumacz dochodząc do końca zdania przerwał swoje tłumaczenie, by spytać Amerykanina, czy ten powiedział „Rosja”? Thompson odparł wówczas, że „Rosja i Stany Zjednoczone”. Dalsze tłumaczenie na polski brzmiało: „stoi Rosja”. Narracja przyjętego z honorami gościa radykalnie kłóciła się z obowiązującym w sekcie obrazem świata, w którym Rosjanie odpowiadają za całe islamistyczne zło na Ziemi, a USA to rycerz na białym koniu. Tak perfidne i łatwe do wychwycenia manipulacje mogą zachwiać morale członków sekty oraz skończyć się kompromitacją w oczach nawet wiernych widzów. Pastor Chojecki w ciągu następnych kilku dni dokonywał więc cudów retorycznych, by należycie „wyprostować” całą sprawę. Z podobnych powodów guru woli zaszyć się w swoim „bunkrze” niż wdawać się w publiczne dyskusje z jakimiś bardziej znaczącymi osobistościami ze świata polityki, dziennikarstwa i nie tylko. W otoczeniu swojej małej grupy otumanionych wyznawców może czuć się swobodnie, ale „w zewnętrznym świecie” z podobną narracją naraziłby się na ośmieszenie.

Marian – najważniejsza figura na szachownicy

Marian Kowalski jest dość barwną postacią zaliczającą się do grupy działaczy politycznych zawsze lub prawie zawsze pozostających daleko poza głównym nurtem polskiej polityki. Na początku lat 90. ubiegłego wieku wstąpił do małego i zapomnianego już Ruchu Trzeciej Rzeczypospolitej, by przez następnych kilkanaście lat należeć do struktur Unii Polityki Realnej, będącej w istocie politycznym planktonem. Wiązał się z projektami Janusza Korwin-Mikkego, Obozem Narodowo-Radykalnym, a nawet próbował swoich sił pod sztandarami PiS-u, z którego listy kandydował na urząd lubelskiego radnego. Ostatnimi większymi i nieudanymi zarazem próbami stworzenia jakiejś bardziej liczącej się siły politycznej, w której brał udział, był Ruch Narodowy i stowarzyszenie Narodowcy RP. Niezbyt wykształcony, ale przejawiający swoistą charyzmę i talent oratorski, Kowalski bez wątpienia stał się rozpoznawalną twarzą polskiego nacjonalizmu. Działalność ta nigdy nie przełożyła się jednak na osobisty sukces finansowy ani zdobycie jakiegoś intratnego stanowiska czy to w lokalnym samorządzie, sejmiku wojewódzkim, sejmie, czy Parlamencie Europejskim, nie mówiąc już o pałacu prezydenckim. Kowalski utrzymywał się ze „zwyczajnych” prac, jak pomoc w prowadzeniu rodzinnego sklepu, stanowisko ochroniarza na dyskotece albo trenera personalnego w klubie fitness.

Związek Chojeckiego i Kowalskiego jest podszyty logiczną kalkulacją biznesową, a nie bezinteresowną miłością. Panowie znają się osobiście jeszcze od czasu poprzedzającego referendum akcesyjne do Unii Europejskiej. Działali wspólnie w lokalnych strukturach Unii Polityki Realnej, a Marian posiadał też swoją rubrykę w małonakładowym piśmie Idź pod Prąd wydawanym przez Kościół Nowego Przymierza. Dopiero nawiązanie stałej, daleko posuniętej i przede wszystkim dochodowej współpracy w ramach telewizji internetowej skierowało znajomość dwóch lublinian na zupełnie nowe tory.

a

Polityczna prostytutka Marian troglodyta Kowalski. Posypcie mu szeklami, a i z Biedroniem pójdzie do łóżka

Polityczna prostytucja jest powszechnym zjawiskiem niezależnie od wielkości danej siły politycznej i jej identyfikacji ideowej.

Decyzja o nawiązaniu, a potem kontynuacji regularnej współpracy z pastorem Chojeckim wiązała się z ogromnym ryzykiem dla reputacji Mariana Kowalskiego jako polityka, a przynajmniej przejawiającego pewne aspiracje znanego działacza środowisk nacjonalistycznych. Oto należy bowiem nie tylko systematycznie pokazywać się przed kamerą w obecności człowieka opowiadającego brednie i wysuwającego kontrowersyjne tezy na tak kluczowe dla wielu Polaków tematy jak wiara katolicka, ale także przytakiwać mu i formułować wypowiedzi zgodne z jego oczekiwaniami. Musiał zatem istnieć silny bodziec, dzięki któremu Marian Kowalski stał się niejako tresowanym najemnikiem zawodowego guru. Bodziec, o którym mowa nie jest niczym szczególnym w historii wszystkich krajów we wszystkich czasach, gdzie pełnił i pełni fundamentalną rolę w kierowaniu zachowań zarówno jednostek, jak i wielkich grup społecznych. To nic innego jak kwestie finansowe, świadomość własnych partykularnych interesów oraz chęć polepszenia lub zachowania indywidualnej pozycji czy stopy życiowej albo osobistej potęgi. Te same czynniki motywują przecież pracownika, któremu konkurencyjna firma zapewniła wyraźnie lepsze warunki pracy i płacy, te same czynniki kierowały zachowaniem pretorianów mordujących własnych cesarzy albo wściekłością górników walczących o kolejne kosztowne przywileje.

Przyglądając się zachowaniu i wypowiedziom Kowalskiego znajdującego się w różnych okolicznościach nie sposób nie zauważyć jego hipokryzji. Oto bowiem w wyemitowanym 28 stycznia programie Skandaliści lubelski narodowiec odpowiada na pytania Agnieszki Gozdyry. Przyjmuje tam wygodną narrację, że sprzeciwia się lewicującemu papieżowi Franciszkowi czy w ogóle bardziej liberalnej części Kościoła Katolickiego, a jednocześnie zapewnia, że cały czas jest katolikiem i nigdzie się nie wypisuje. Jedną nogą jest w Kościele, a drugą nie. Polityka aktualnego papieża i jeden z nielubianych przez konserwatystów nurtów współczesnego Kościoła Katolickiego stają się wygodnym usprawiedliwieniem do atakowania tej instytucji jako całości, choć w rzeczywistości potężny Kościół Katolicki nie jest ideologicznym monolitem. W obecności pastora Chojeckiego (dla którego katolicyzm w każdej postaci stał się fundamentem zła) Kowalskiemu opłaca się mocno krytykować Kościół. Zarazem poza sektą Marian woli nie odcinać się od niego zbyt wyraźnie, a nawet potwierdza bycie wierzącym i praktykującym katolikiem. Prawdziwym papieżem jest dla Mariana Benedykt XVI a lepszym Kościołem ten bardziej konserwatywny.

Kiedy indziej jednak Kowalski na antenie Idź Pod Prąd błyszczy stwierdzeniami, że „Kościół Katolicki chce osiągnąć swój największy cel – zniszczenie chrześcijaństwa na świecie”, że Kościół jest włosko-niemiecką korporacją i mafią, która od 1500 lat niepodzielnie sprawuje władzę lub, że „Kościół pookrągłostołowy jest częścią kłamstwa i rozbrajania moralnego Polaków”. Kościół Katolicki generalnie jest dobry, ale jest zły z powodu opanowania go stosunkowo niedawno przez ciemne siły lewicowe. Jednocześnie ten sam kościół od piętnastu wieków stanowi organizację przestępczą. Kościół jest świętym fundamentem polskiej tradycji, ale to zarazem skaza czy herezja niepotrzebnie oddalająca się od biblijnego chrześcijaństwa oraz forma „murzyńskiego szamanizmu”. Ciężko połapać się w teologiczno-historyczno-politycznych wywodach Kowalskiego bez wytłumaczenia tego zwyczajnym koniunkturalizmem. Lubelski kulturysta nie jest oczywiście żadnym wyjątkiem. Bieżąca polityka czy historia dostarczają mnóstwa dowodów na prymat własnego interesu nad przywiązaniem do takich czy innych doktryn religijnych, by przytoczyć tu choćby klasyczny przykład kardynała Richelieu niechętnego katolickiej Hiszpanii i hojnie wspierającego niemieckich protestantów.

Innym razem widzimy jak podczas odbywającego się 19.05.2017 roku spotkania z Marianem Kowalskim w Rymanowie ktoś zadaje mu pytanie o poparcie dla słów pastora o dobru wynikającym z potencjalnego rozpętania przez Zachód III wojny światowej i ewentualnej śmierci 300 milionów ludzi. Kowalski nie zamierza w tych okolicznościach bronić swojego pracodawcy ani kontynuować tematu, lecz zręcznie unika udzielenia odpowiedzi tłumacząc się niepamięcią. Nie może być jednak mowy o amnezji kiedy trzeba pamiętać o niezbędnych do spełnienia warunkach otrzymania kolejnej transzy pokaźnego wynagrodzenia za działalność na rzecz sekty. Wyliczanie całej listy podobnych i świadczących o hipokryzji przypadków mija się oczywiście z celem.

a

Należy jednak zaznaczyć, że najprawdopodobniej nie mamy tu do czynienia z zupełnie prostym cynizmem. Kowalski – podobnie jak przeciętny przedstawiciel ludzkiego rodzaju – dąży do komfortu psychicznego. Ludzie chcą wierzyć, że ich zachowaniem nie kieruje egoizm, ale dążenie do jakiegoś dobra wspólnego – na przykład dobra państwa czy narodu. Marian Kowalski – jak każdy polityk – zapiera się, że ma w sercu przede wszystkim ojczyznę i na pewno choć sam częściowo w to wierzy. Nie zmienił też diametralnie swojej narracji w ciągu jednego dnia, ale stopniowo. Oglądając fragmenty programów IPP można zobaczyć jak Kowalski niejednokrotnie zachowuje niezręczne milczenie, robiąc tylko udawane miny do absurdów wygadywanych przez Chojeckiego lub oskarżeń pastora wobec Kościoła Katolickiego. Później jednak „niedoszły prezydent” sukcesywnie radykalizuje własne wypowiedzi i sam wysuwa anty-katolickie tezy, których nie powstydziłby się i Jerzy Urban. Ponadto trzeba mieć na względzie, że od momentu startu kanału Idź Pod Prąd Kowalski spędza mnóstwo czasu w otoczeniu sekty, której członkowie wmawiają mu wielkość i znaczenie, których nie posiada. Trudno podejrzewać, by takie codzienne urabianie i słuchanie wywodów guru nie pozostało bez wpływu na procesy zachodzące w korze mózgowej Mariana Kowalskiego, który do pracy w sekcie wciągnął nawet swoją (czwartą) żonę – Agatę. Niezbyt elokwentna kucharka wygląda na wyraźnie zachwyconą nowymi zarobkami męża, któremu wtóruje teraz m.in. w śmiałych atakach na katolicyzm i demaskowaniu komunistów. Kowalski jest zresztą tak ważnym elementem Idź Pod Prąd, że pastor nagina nawet swoje „biblijno-rodzinne” nauki tak, by usprawiedliwić rozwody, w których Marian ma doświadczenie.

W interesie USA i Izraela?

Nazywanie Mariana Kowalskiego amerykańskim narodowcem czy syjonistą nie jest trafne i może świadczyć przede wszystkim o anty-amerykańskich czy anty-izraelskich uprzedzeniach zaciemniających racjonalny obraz sytuacji. Kowalski jeszcze w 2015 roku na antenie Radia Szczecin opowiadał, że „mitem jest to, że Stany Zjednoczone będą bronić Polskę przed Rosją albo Niemcami”. Z wyraźną fascynacją mówił na temat Władimira Putina i prowadzonej przez niego polityki. Wypowiadał się w tym tonie także o aneksji Krymu, ukraiński rząd określając „banderowskim reżimem”. Rzekł nawet, że sam zamierza być „polskim Putinem”. Z tego samego okresu pochodzą inne wypowiedzi Mariana Kowalskiego wyrażające jego zdecydowaną niechęć i brak zaufania do USA. Były kandydat na prezydenta wolałby bowiem budować sojusze z Białorusią. Ciekawe są też poglądy Kowalskiego na temat Chin. W wywiadzie-rzeka opublikowanym w książce „Kto się boi Ruchu Narodowego” lublinianin opowiada się za ścisłą współpracą z Państwem Środka. Bardzo pozytywnie o chińskiej ekspansji gospodarczej wypowiadał się Kowalski nawet jeszcze na początku swojej kariery w telewizji internetowej Idź Pod Prąd i w obecności Chojeckiego. Gdy jednak stało się jasne, że anty-chińska obsesja jest już fundamentalną częścią narracji pastora, Marian diametralnie zmienił swoje zdanie. Ciężko zatem podejrzewać Kowalskiego o jakieś szczere przywiązanie do USA czy tym bardziej Izraela albo wierzyć w nagłą zmianę jego stanowiska spowodowaną innymi czynnikami niż przemożny wpływ guru i zbieranych pod jego kontrolą pieniędzy. To naturalne, że w obliczu pokaźnych osobistych korzyści Kowalski stawia przede wszystkim na własny interes, a nie jakiegoś Ruchu Narodowego, partii, swojego narodu, kościoła, a tym bardziej bliżej nieokreślonych Żydów czy Amerykanów. Za odpowiednią opłatą lubelski osiłek mógłby być równie dobrze zwolennikiem sojuszu z Indonezją albo obrońcą narodu wietnamskiego.

Faktem są podróże pastora Chojeckiego do USA. Latem 2015 roku wraz z rodziną spędził tam miesiąc. Guru nie ukrywa nawet, że pełnymi garściami czerpie inspirację od protestanckich sekt w Ameryce. Bujny rozwój brytyjskich kolonii w Nowym Świecie, mit Ojców Założycieli i wpływ biblijnego chrześcijaństwa na historię największego współczesnego mocarstwa, to jeden z filarów narracji ideologicznej IPP. Chojecki i jego rodzina byli m.in. gośćmi Jonathana Falwella – pastora Thomas Road Baptist Church – tzw. megakościoła w Lynchburchu w Wirginii. To zamożna sekta licząca obecnie ponad 24 tysiące członków i – podobnie jak wiele innych protestanckich grup – należąca do Południowej Konwencji Baptystów.

Pastorów dwóch. Jonathan Falwell i Paweł Chojecki

Pastorów dwóch. Jonathan Falwell i Paweł Chojecki

Jonathan Falwell przejął schedę po swoim ojcu Jerry’m, by wyciskać soki z konserwatywno-religijnej branży. Zarabianiu na naiwnych ludziach towarzyszy ideologiczna otoczka Amerykańskiego Snu, nieskalanych początków USA czy sukcesu i dobrobytu wynikającego z syntezy ciężkiej pracy i wiary. Na przestrzeni lat sekta zmagała się jednak z formalnymi oskarżeniami o defraudację otrzymywanych pieniędzy. W skład tego środowiska wchodzi też Liberty University. Największą na świecie prywatną ewangeliczną uczelnią kieruje brat Jonathana Falwella, czyli Jerry Falwell Junior. Uniwersytet specjalizuje się m.in. w nauczaniu kreacjonizmu oraz narzuca swoim studentom specyficzną dyscyplinę. Całe biblijno-konserwatywne grono głosi oczywiście silne przywiązanie do wartości rodzinnych, opowiada się przeciwko aborcji czy wspiera liberalizację przepisów o broni palnej.

Częścią religijnego pejzażu Stanów Zjednoczonych jest tzw. teleewangelizm. Zawodowi pastorzy głoszą swoje doktryny za pośrednictwem mediów, dzięki czemu mogą działać na odległość i dotrzeć do większej liczby potencjalnych odbiorców, których nakłaniają do wpłacania datków. Pieniądze przesyłane sekcie mają bowiem przysłużyć się sprawie Boga i ojczyzny. USA są usiane bardziej lub mniej popularnymi kaznodziejami robiącymi ludziom wodę z mózgów. Cechą rozpoznawczą tego szemranego biznesu są nie tylko profesjonalne gospele i charyzmatyczne, emocjonalne przemowy, ale także przedstawienia z cudownymi uzdrowieniami chorych, tzw. mówienie w językach (glossolalia) czy tańce. Tego typu nabożeństwa bywają wręcz komiczne, często przypominając stand-up lub telezakupy. Daleko im do „standardowej”, dobrze w znanej w Polsce, katolickiej Mszy Świętej – nazywanej przez Chojeckiego „bluźnierstwem”.

Wiele wskazuje na to, że Chojecki po prostu kopiuje pomysły podpatrzone w USA, starając się dopasować je do polskich realiów, w których protestantyzm ma jednak niewielkie znaczenie. Zresztą sekta na swojej stronie internetowej sama pisze: „Dokonania pastora Falwella seniora i jego synów są dla nas inspiracją i przyczyniły się do codziennego nadawania Telewizji Idź Pod Prąd. Pastor Chojecki zapowiada też założenie chrześcijańskiego uniwersytetu w Polsce, który przełamałby komunistyczne umocowania i sitwę panującą w polskiej nauce.”

Ciekawa jest wynikająca z doktryny religijnej pro-izraelskość części amerykańskich sekt protestanckich. Ludzie związani z tzw. nurtem millenarystyczno-syjonistycznym tworzą specyficzną apokaliptyczną teologię, która z kolei leży u podstaw konkretnych pomysłów na politykę USA wobec Izraela. Jest to niejednolity i znacznie różniący się od tradycyjnego luteranizmu i kalwinizmu kierunek. Zasadniczo koncepcja opiera się na wierze w rychłe przyjście Jezusa na Ziemię. Tylko prawdziwi chrześcijanie przeżyją lub powstaną z martwych, by zostać wziętymi do nieba, po czym planetę czeka siedem lat okropnych cierpień. Na terenie Izraela odbędzie się ostateczna bitwa z siłami szatana, a nawróconych Żydów również czeka nagroda. Następnie nastąpi tysiąc lat sprawiedliwego panowania Chrystusa, a potem Sąd Ostateczny. Większość Żydów i reszty śmiertelników zostanie strącona do piekła. Izrael musi więc istnieć, by biblijne proroctwa mogły się wypełnić. W przypadku upadku Izraela cała tak długo oczekiwana apokalipsa oddaliłaby się w bliżej nieokreśloną, daleką przyszłość. Ewangeliczni chrześcijanie nie powinni biernie czekać na rozwój wydarzeń, ale aktywnie wspierać pro-izraelskie lobby, by przyspieszyć spełnienie się proroctw. Stąd specyficzna „miłość” do małego, bliskowschodniego państwa, które ma odegrać swoją opisaną w Biblii rolę, a później spłynąć krwią, by jedyni słuszni chrześcijanie szybciej mogli w świetle chwały spotkać się ze swoim Bogiem. Swoją drogą dzieje rozmaitych sekt dowodzą, że zdecydowanie łatwiej przyciągnąć do siebie ludzi strasząc rychłym końcem świata niż kreśląc przyjemną wizję przyszłości.

Thomas Road Baptist Church jest jednym z podmiotów tworzących Christians United For Israel – największą w USA pro-izraelską organizację. Z punktu widzenia kręgów decyzyjnych w Izraelu istnienie grupy Amerykanów bardziej izraelskich niż sami Izraelczycy może służyć jako potencjalnie użyteczne w niektórych kwestiach narzędzie realizacji własnych interesów. Nawiasem mówiąc zabawny wydaje się w tym kontekście fakt istnienia stosunkowo nielicznego środowiska żydowskich ortodoksów Neturei Karta, którzy z kolei też ze względów religijnych należą do największych wrogów izraelskiej państwowości. Z punktu widzenia niektórych kręgów wśród amerykańskiej elity politycznej stosunkowo duża liczebność ewangelicznych chrześcijan może być godna uwagi z powodu chęci zdobycia ich głosów wyborczych. Twierdzenie natomiast, że elita władzy największego światowego mocarstwa przedkłada interes Izraela nad swój własny jest z punktu widzenia Realpolitik zupełnie absurdalna, wynika ze zwykłych uprzedzeń i burzy tylko racjonalny obraz sytuacji.

Amerykańskie sekty millenarystyczne wykorzystują Izrael do swoich teologicznych celów, Izraelczycy wykorzystują protestanckich syjonistów do swoich celów politycznych, podobnie jak kierownictwo USA wykorzystuje zarówno rodzimy elektorat, jak i „przyjazne rządy” na całym świecie jeśli widzi w tym imperialny interes. W ten sposób inspirowana dokonaniami swoich braci w wierze zza oceanu, mała lubelska sekta wpisuje się w ten dziwaczny, ale realnie istniejący, a nawet dość wpływowy nurt pro-izraelskiego lobby. Pastor Chojecki – jak guru każdej sekty – potrzebuje jakiejś ideologii. To, że przyjął akurat taką, a nie inną narrację, nie musi jednak oznaczać, że osobiście przedkłada on interes odległego państwa żydowskiego nad swój własny. Świadczyłoby to raczej o ciężkiej chorobie psychicznej, byłoby dziwne i sprzeczne z tym, co powszechnie nazywa się ludzką naturą. Mając teoretyczny wybór: pomoc dla Izraela albo pokaźne zwiększenie dochodów i znaczenia własnej sekty, zapewne bez mrugnięcia okiem wybrałby drugą opcję, a dziewięćdziesiąt pięć procent Izraelczyków równie dobrze w ułamku sekundy mogłoby stać się tym samym czym większość polskiej prawicy – oszustami i chińską lub rosyjską agenturą.

Ciekawe wydają się też prowadzone przez komentatorów i krytyków IPP rozważania na temat potencjalnego wsparcia finansowego płynącego do Lublina prosto od amerykańskich organizacji religijnych. Głównie w ostatnich dekadach kościoły protestanckie z USA (zwłaszcza fundamentalistyczne) wywarły ogromny wpływ na rozprzestrzenianie się protestantyzmu poza granicami kraju. Choć ekspansja nakierowana była w największej części na Amerykę Łacińską, to zasadniczym wrogiem pozostaje Kościół Katolicki w ogólności. Nie można wykluczyć jakiegoś zaangażowania w dzieło szerzenia biblijnego chrześcijaństwa także nad Wisłą czy konkretniej – nad Bystrzycą. Bez jednoznacznych dowodów na przykład w postaci wiarygodnych kwitów lub przecieków nie da się tego jednak w stu procentach potwierdzić.

Potencjał i ułomność chojecczanizmu

Struktura sekty jest dość wyrazista. Na samym szczycie znajduje się guru – przywódca, założyciel, ideolog, dysponent zasobów. Tuż pod nim zasiadają członkowie jego rodziny – żona i trójka dzieci, aktywnie uczestniczących w całym przedsięwzięciu (dzieci, żona w znacznie mniejszym stopniu). Oni wraz z niewielką grupką najbardziej zaangażowanych i najczęściej towarzyszących pastorowi czy to przy tworzeniu programów, czy to w wykładach biblijnych członków tworzą rdzeń sekty – najwierniejszą i najbardziej „wtajemniczoną” część Kościoła Nowego Przymierza w Lublinie. Reszta z grupy kilkudziesięciu osób bierze udział w religijnych spotkaniach sekty, płacąc swojemu pastorowi datki. Cała ta „miejscowa” wspólnota znajduje się w bezpośredniej bliskości pastora i – pod groźbą wykluczenia – musi zachowywać odpowiednią dyscyplinę/morale/stopień posłuszeństwa.

Niejako wokół Kościoła Nowego Przymierza działa projekt pod nazwą Idź Pod Prąd, którego główną częścią jest telewizja internetowa, a raczej kanał na YouTube. Poza tym sekta wydaje też pisemko o tej samej nazwie, prowadzi tzw. Patriotyczne Centrum Kultury czy stronę internetową ze sklepem oferującym zwłaszcza materiały reklamowe sekty lub książki. Marian Kowalski pełni rolę kluczowego wabika mającego przyciągać rozsianych po Polsce i świecie entuzjastów całego przedsięwzięcia, z których część organizuje się w lokalne Kluby Idź Pod Prąd. To do tej grupy kierowane są zaproszenia do brania (odpłatnego) udziału w zjazdach IPP i prośby o wsparcie finansowe. Realna liczba sympatyków oraz sympatyków-darczyńców pozostaje przedmiotem domysłów.

Kanał IPP na YouTube posiada trochę ponad 48 tys. subskrybentów, co jak na projekt mający ambicję realnego wpływania na losy Polski raczej nie jest imponującą liczbą. Nie może się więc równać z najpopularniejszymi kanałami polskiego YouTuba wymienionymi na przykład na stronie ranking.vstars.pl. Co zresztą ciekawe, zdecydowana większość top kanałów z ponad milionem subskrybentów, to tania rozrywka, dramy, humor, śmieszkowanie itp. Oczywiście część użytkowników subskrybuje IPP tylko w celach rozrywkowych czy z ciekawości, nie będąc jednak fanem duetu Kowalski i Chojecki.

Połowa wymienionej liczby, bo ponad 24 tys. to polubienia profilu Idź Pod Prąd na Facebooku. Na pewno ta wartość zdecydowanie więcej mówi o skali sympatii do sekty niż ilość subskrybentów kanału. Ponadto Chojecki stworzył profil #jestem chrześcijaninem, na którym zachęca ludzi do przysyłania swoich zdjęć z bronią palną (lub inną wiatrówką). Fanpage został polubiony przez nieco ponad 10 tys ludzi. Jeden z albumów zawiera około 170 zdjęć – głównie z ludźmi, którzy postanowili podzielić się swoim „wystrzałowym” wizerunkiem.

Analiza próbki profili, z których umieszczono na Facebooku IPP kolejnych pięćdziesiąt pozytywnych recenzji pokazuje, że połowa to profile neutralne pod kątem polityki czy ideologii, a połowa to profile pełne nacjonalistycznych/patriotycznych grafik, treści i odsyłaczy. 10% ludzi obnosi się ze swoją wiarą w różnego rodzaju teorie spiskowe. Aż 84% to profile męskie, w przytłaczającej większości osoby młode i w sile wieku. Znaczna liczba osób o wyraźnych poglądach narodowych koreluje ze statystykami wyświetleń filmów na kanale IPP, gdzie to wywody narodowca Kowalskiego i pastora Chojeckiego cieszą się wielokrotnie większą popularnością niż filmy bez Kowalskiego i dotyczące tylko zagadnień religijnych.

a

Fundamentalizm nieskalanych początków chrześcijaństwa, kontynuacja dzieła pierwszych chrześcijan i ocalenie wybrańców od rychłego końca świata, to motywy popularne w wielu sektach.

Paweł Chojecki twierdzi, że jego telewizja utrzymuje się z darowizn od widzów, a wszelkie finanse są przejrzyste. Oczywiście może to być taką samą fikcją jak młody wiek Ziemi, ludzie-giganci czy chińscy hakerzy zaciekle zwalczający programy IPP. Gdyby jednak spojrzeć na dane zamieszczane w tabelce wpłat na rzecz sekty wynikałoby z nich, że przez 19 miesięcy zebrano w ten sposób ponad 11800 wpłat na sumę ponad 920 tys. zł, czyli około 48 tys. na miesiąc. Ponad 30% tej kwoty miałoby być przekazywane Kowalskiemu jako jego wynagrodzenie za udział w projekcie. Reszta miałaby służyć utrzymaniu telewizji i serwera. Co ciekawe wyszczególnienie w celach wpłat pozycji „serwer” wydaje się absurdalne. Rzekomo ludzie wpłacają na serwer około 3000 zł miesięcznie, choć na potrzeby IPP wystarczyłaby kwota może 100 zł albo i mniej. Programy są przecież rozprzestrzeniane za pośrednictwem serwisu YouTube, co bezpośrednio nic Chojeckiego nie kosztuje – nie pociąga za sobą dużych kosztów transferu danych.

Ze statystyk wynikałoby też, że ponad 80% wpłat to sumy do 50 zł, ale zdarzają się i znacznie hojniejsi darczyńcy. Jeśli wierzyć oficjalnym danym sekty, oznaczałoby to, że ma ona też kilku zamożnych i oddanych fanów w Holandii i Francji. Ktoś podpisany jako Z. HOLANDIA wpłacił na przykład jednorazowo po ponad 20 i 16 tysięcy złotych, zauważalnie reperując budżet pastora. Niejaka Danuta FRANCJA również regularnie wpłaca pokaźne sumy, raz nawet powyżej 6000 zł. Generalnie na uwagę zasługuje wysoki, bo wynoszący ponad 38% udział wpłat od Polaków mieszkających poza granicami kraju, a także regularność wpłat od tych samych osób.

Jeśli powyższe dane byłyby prawdziwe, znaczyłoby to, że IPP (jako telewizja internetowa, a nie tylko Kościół Nowego Przymierza w Lublinie) bazuje przede wszystkim na uczuciach patriotycznych (w tym rozsianej po świecie i tęskniącej do ojczyzny Polonii), a w znacznie mniejszym stopniu na przywiązaniu do protestantyzmu. Mając zresztą na uwadze fakt, że według oficjalnych danych protestanci stanowią zaledwie 0,38% mieszkańców Polski (z czego zdecydowana większość to Kościół Ewangelicko-Augsburski i zielonoświątkowcy), sekta Chojeckiego musi bazować przede wszystkim na katolikach, którzy z różnych powodów stają się bardziej lub mniej niechętni swojemu kościołowi. Gigantyczną rolę w skupianiu uwagi ludzi podatnych na narodowo-patriotyczne hasła odgrywa Marian Kowalski i jego rozpoznawalna twarz. Udawany patriotyzm, regularność nadawania w przyjętej formie i wabik w postaci popularnego działacza okazują się dobrym pomysłem na rodzinny biznes. Wystarczy, by przekonać do siebie kilka tysięcy odbiorców/klientów, a ich drobne wpłaty dadzą kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie, co jak na środowisko „szurowskie” wydaje się znakomitym wynikiem. Bardzo wątpliwe bowiem, by niszowy sklepik z koszulkami albo kubeczkami z logo IPP przynosił jakieś rozsądne zyski albo, by reklamy stanowiły pokaźną część dochodów. Sekciarskiej branży pomagają też przywileje podatkowe przewidziane dla kościołów i innych związków wyznaniowych.

Czy to legalni następcy pierwszych chrześcijan, czy zalążek siły, która zatrzęsie światem?

Czy to legalni następcy pierwszych chrześcijan, czy zalążek siły, która zatrzęsie światem?

Warto być może przytoczyć kilka porównań z youtubowego podwórka. Prawicowy kanał wRealu24 posiada już więcej subskrybentów, ale oficjalnie zbiera tylko ułamek tego, co IPP. Nie ma jednak wabika w postaci znanej twarzy, a tym bardziej sekciarskiego charakteru. Ezoteryczno-paranormalna Niezależna Telewizja Janusza Zagórskiego (76200 subskrybentów) sprzedaje się znacznie gorzej niż lubelskie treści patriotyczne, zbierając miesięcznie od widzów jedynie drobne kwoty, z których nie dałoby się pokryć kosztów funkcjonowania takiego projektu. Bardzo wątpliwe też, by inny konkurent Chojeckiego – Sanjaya z Lechii, mógł (chciał?) przekuć własną pasję do głoszenia swoich absurdalnych urojeń w jakiś sukces finansowy. Porzucając jednak typowo „szurowską” część internetu można spojrzeć na przykład na prawicowo-patriotyczne projekty Mariusza Maxa Kolonki, w tym także zbiórki od widzów i sklep internetowy. To już setki tysięcy subskrybentów na YouTube i ponad 800 tys. polubień na Facebooku. MaxTV bez bardzo rozpoznawalnej i charyzmatycznej postaci nie przynosiłoby zysków jakie przynosi.

Nie każde dziwactwo osiąga popularność, a tym bardziej staje się intratnym biznesem. Wydaje się jednak, że znalezienie załóżmy kilku tysięcy oddanych fanów wśród 38 milionów Polaków w kraju i milionów poza granicami nie jest czymś niemożliwym, a nawet nieprawdopodobnym, zwłaszcza jeśli bazuje się na popularności jakiejś osoby i uniwersalnej idei patriotycznej czy narodowej – nawet z nietypowymi dodatkami. Skoro są w Polsce ludzie zawzięcie wierzący w lądowanie kosmitów we wsi Emilcin w 1978 r., skoro firmo-sekta Monavie skutecznie nacięła mnóstwo naiwniaków na cudowny biznes sprzedaży jeszcze bardziej cudownego soku, a jeden ze „współczesnych Chrystusów” – Japończyk Hogen Fugunama miał w szczycie popularności 30 tys. wyznawców i zbił fortunę na macaniu stóp, to czemu stosunkowo niewielka grupa ludzi miałaby nie wierzyć w teorie lubelskich pastorów i geostrategów? Świat roi się od szarlatanów – od lokalnych bioenergoterapeutów, poprzez wróżbitę Macieja i lewitujących szamanów, po Claude Vorilhona i jego dobrze prosperujący ruch raeliański.

Zakończenie

Zarówno sekty, jak i „szuryzm” są zjawiskami powszechnymi i będą istnieć tak długo, jak długo będą znajdować swoich wyznawców. Sekciarstwo jawi się przy tym zjawiskiem niezwykle złożonym, które można rozpatrywać w rozmaitych aspektach. Powyżej omawiano sektę Chojeckiego głównie pod kątem władzy i biznesu. Warto jednak zwrócić też baczną uwagę na stopień niebezpieczeństwa jakie sekty swoją działalnością stanowią dla otoczenia. Na jednym biegunie mamy na przykład „ciche”, szerzej nie znane i skupione raczej na samej modlitwie grupki religijne, na drugim zaś sekty odpowiedzialne za masowe samobójstwa swoich członków, ataki terrorystyczne i pokaźne przestępstwa finansowe. Podobnie jest z ośrodkami dla pieniędzy czy dla jakiejś idei rozpowszechniającymi teorie spiskowe lub wszelkiej maści treści paranormalne i ezoteryczne. O ile na przykład wiara w chemtrails albo kosmiczne pochodzenie kręgów w zbożu nie jest zbyt groźna dla otoczenia, bo nic konkretnego z niej nie wynika, o tyle ruch antyszczepionkowy może poważnie przyczynić się do powrotu pandemii, negatywnie wpływając na zdrowie i życie ludzi.

Nie wydaje się, żeby sekta Chojeckiego miała potencjał, by wyrosnąć do rozmiarów Kościoła Scjentologicznego albo przekształcić się w jakiś liczący się ruch polityczny lub coś na miarę „imperium medialnego Ojca Rydzyka”, ale poprzez psychologiczne urabianie może mieć i ma destrukcyjny wpływ na psychikę grupki zwerbowanych do niej osób. Dla pastora zapewne ideałem byłoby przekształcenie wszystkich wiernych na modłę na przykład jego córki Kornelii, sprawiającej wrażenie cyborga z kompletnie wypranym i zaprogramowanym na bezgraniczne posłuszeństwo swojemu ojcu mózgiem. Chojecki ze swoimi żenującymi wręcz wygłupami znalazł przecież grupkę wyznawców, którzy wcale nie muszą wyglądać na nienormalnych ludzi. Nie wiadomo też jak wiele osób sekta wciągnie jeszcze w swoje szeregi, drenując ich umysły i portfele, a także stając się przyczyną kolejnych problemów rodzinnych. Działalność sekty może być też szczególnie bolesna czy przykra dla osób, które ze względu na swoje przekonania wiązały jakieś nadzieje z polskim ruchem nacjonalistycznym, do którego podziałów zdołał przyczynić się Marian Kowalski.

Czas pokaże czy Idź Pod Prąd zdoła przetrwać próbę czasu i dzięki zręcznej polityce (i/lub szczęściu) rozwinąć się, osiągając w końcu możliwe do osiągnięcia apogeum swojej „potęgi”, czy z powodu rażących błędów i „braku popytu” umrze śmiercią naturalną, jak liczne kościoły mormońskie w USA czy Zbór Chrześcijański Leczenia Duchem Bożym, czyli sekta Niebo Bogdana Kacmajora. Pastor musi rozumieć też, że ewentualne wejście na drogę łamania prawa najprawdopodobniej oznaczać będzie jego koniec, tym bardziej spektakularny, im bardziej spektakularnych przestępstw dopuści się jego organizacja. Pastor musi rozumieć konieczność duszenia w zarodku wszelkiej „herezji” od jedynie słusznej linii chojecczanizmu, ale nie może być zbyt gorliwy w banowaniu i zniechęcaniu do siebie wiernych darczyńców. Pastor musi rozumieć zasadniczą rolę gromadzenia i kontroli zasobów, bez których nie zdoła utrzymać lojalności swoich kluczowych pracowników, z Marianem Kowalskim na czele. Pastor musi utrzymywać odpowiednią równowagę między szaleństwem a racjonalną kalkulacją oraz zachowywać elastyczność w modyfikacji swoich „niezmiennych i jedynie słusznych” doktryn jeśli wymaga tego jego żywotny interes. W przeciwnym razie jego plugawe dzieło zamieni się we wspomnienie, co nie powinno być powodem do uronienia ani jednej łzy.

Wrzesień 2017

Na podstawie kanału na YouTube i innych stron internetowych Idź Pod Prąd, regularnie banowanych kanałów gromadzących co ciekawsze wycinki z programów IPP (głównie Frankorus, Thomas Muntzer, Młot na sekciarzy, Marcin III Futer) i innych, Raportu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji o Niektórych Zjawiskach Związanych z Działalnością Sekt w Polsce, prac naukowych Bruce’a Bueno de Mesquity, Alastair’a Smith’a, Hansa Morgenthau’a i innych autorów, polsko i anglojęzycznej Wikipedii, fragmentu opracowania Tomasza Gabisia o ruchach millenarystycznych oraz innych źródeł.

Źródło: http://marianipawel.blox.pl/html

Tags : , , ,

Komentowanie zamknięte.