Najnowsze

Opublikowano Luty 4, 2013 Przez Jan W Bez kategorii

PRZYPADKI SERBSKO-KOSOWSKIE. KOMENTARZ SUBIEKTYWNY

Źródło: http://www.geopolityka.org/komentarze/2033-przypadki-serbsko-kosowskie-komentarz-subiektywny

Data publikacji: 2.02.2013

ser1

Objęcie rządów w Serbii przez koalicję w znacznej mierze złożoną z konserwatystów jeszcze do niedawna mogło zwiastować pogłębienie napięcia w relacjach serbsko-kosowskich. Tymczasem postęp na drodze normalizacji obustronnych stosunków politycznych jest zaskakująco szybki.

Wyniki zeszłorocznych, majowych wyborów prezydencko-parlamentarnych w Serbii zwiastować mogły znaczne przesunięcia priorytetów w polityce zagranicznej tego kraju. Objęcie sterów władzy przez sojusz konserwatystów z Serbskiej Partii Postępu (SNS) z postkomunistyczną Socjalistyczną Partią Serbii (SPS) oraz liberałami ze Zjednoczonych Regionów Serbii (URS) zwiastowało zmianę dotychczasowych priorytetów, zwłaszcza w kontekście polityki wobec Kosowa. Dodatkowo przewidywania te potęgował fakt zwycięstwa w wyborach prezydenckich niedawnego szefa SNS Tomislava Nikolicia.

A jednak normalizacja?

Biorąc pod uwagę chociażby polityczny nurt, z którego wywodzi się znaczna część rządzącej koalicji oraz nowy prezydent (SNS), a także ostre reakcje jakie towarzyszyły liderom SNS a także SPS po ogłoszeniu przez Kosowo niepodległości w lutym 2008 roku, wyniki zeszłorocznych wyborów mogły pozostawić pole do pewnych obaw co do procesu stabilizacyjnego tej części Bałkanów.

Tymczasem jednak sprawa normalizacji stosunków pomiędzy Belgradem a Prisztiną posuwa się intensywnie do przodu. Jeszcze w marcu poprzedniego roku, a więc w o okresie sprawowania władzy w Serbii przez koalicję z „demokratami” Borisa Tadicia na czele, doszło do porozumienia stron w sprawie cyklicznych, obustronnych rozmów pod kuratelą Brukseli. Poprzedni „prounijny” [1] rząd podchodził dość zachowawczo do tego pomysłu, mając wszakże na względzie zbliżające się wybory, jednocześnie zachowując pewną elastyczność w stosunku do Brukseli, w której to od pewnego już czasu serbskie czynniki polityczne upatrują jedynego antidotum na własne problemy ekonomiczne.

Nowy rząd rozgrywa kwestię Kosowa zdecydowanie zręczniej i efektywniej. Nie od dziś wiadomo, że sprawa ta jest w Serbii tematem budzącym duże emocje, zwłaszcza zaś w kontekście politycznym. Nie dziwi zatem fakt, że próżno by szukać polityka, bądź tym bardziej całego ugrupowania, opowiadającego się za scenariuszem, którego jednym z elementów miałoby być oficjalne uznanie tej byłej prowincji za niepodległe państwo. Obecna koalicja przystąpiła do rozgrywania „kosowskiej partii” tuż po wygranych wyborach, co ocenić należy jako przejaw politycznego rozsądku. W marcu 2011 r. doszło do historycznego spotkania premiera Ivicy Dačicia oraz premiera Kosowa – Hashima Thaciego. Mniej istotne były ustalenia poczynione podczas tego spotkania (ustalono kwestie kontroli granicznej), zdecydowanie bardziej liczył się jego wymiar historyczny.

Warto zwrócić uwagę również na to, że w kwestii kosowskiej obecny rząd pozostaje w sytuacji dość komfortowej, chociażby pod względem liczenia się z parlamentarną opozycją. Trudno wobec coraz większego zaawansowania w normalizacji relacji z Kosowem oczekiwać ze strony będących w opozycji „demokratów” konstruktywnej krytyki. To w końcu poprzednie rządy uległy Brukseli w kwestii zgody na podjęcie rozmów z kosowskimi Albańczykami.

Ponadto wszystko wskazuje, że już niedługo może dojść do spotkania prezydentów Serbii i Kosowa. Informacja ta pojawiła się niedawno w serbskich mediach, zaś do samego spotkania ma dojść już najprawdopodobniej w lutym lub marcu tego roku. Nie ulega wątpliwościom, że te skondensowane działania Belgradu podporządkowane są „wyższemu” celowi jakim jest chęć jak najszybszego rozpoczęcia negocjacji akcesyjnych z Brukselą.

Nieoficjalne uznanie czy dyplomatyczny wybieg?

Mamy zatem do czynienia z pośrednim uznaniem Kosowa przez Serbię za niepodległe państwo, a także potwierdzeniem wcześniej już pojawiającej się tezy o nadrzędności takiego kroku ze strony Belgradu w kontekście jego aspiracji unijnych. Nie zmienia istniejącego stanu rzeczy wydana z inicjatywy prezydenta T. Nikolicia, w połowie stycznia tego roku , tzw. „Platforma dla Kosowa”. Jest to dokument określający serbskie stanowisko i zakres ewentualnych posunięć w sprawie obustronnych negocjacji z Kosowem, podtrzymujący jednak brak zgody na oficjalne uznanie niepodległości tego ostatniego (dokument został zaakceptowany przez serbski parlament). Oficjalne uznanie niepodległości Kosowa przez Belgrad to wciąż czerwona linia, której w ciągu kilku jeszcze najbliższych lat żadne z serbskich ugrupowań politycznych przekroczyć nie będzie w stanie. Nie ulega jednak wątpliwościom, że linia ta w ciągu ostatnich kilku miesięcy została już znacznie przesunięta.

Z drugiej strony powyższy dokument stanowi bardzo zręczne zagranie dyplomatyczne ze strony Belgradu. Zwarta w nim m.in. propozycja szerokiej autonomii dla znajdujących się na terenie Kosowa gmin serbskich wzbudza w Prisztinie duże kontrowersje, oraz wywołuje gwałtowne protesty tamtejszej opozycji. Ze strony ruchu Vetevendosje (stanowiącego trzecią siłę w kosowskim parlamencie) padły już nawet ostrzeżenia wobec premiera H. Thaciego, że zaakceptowanie serbskich propozycji równoznaczne będzie ze zdradą stanu (jakkolwiek kuriozalnie by to w tym przypadku nie brzmiało).

Warto także nadmienić, że wobec pozytywnego ustosunkowania się Kosowa do powyższych propozycji, serbskie władze rozważają, zaprzestanie blokowania kandydatury tego państwa do członkostwa w ONZ. To niewątpliwie „łakomy kąsek” dla Prisztiny, tym bardziej, że taki krok stanowiłby otwarcie drzwi dla członkostwa Kosowa także w innych światowych organizacjach, co nie pozostawałoby bez wpływu na stan tamtejszej gospodarki.

Kluczową w tym przypadku będzie zatem postawa Unii Europejskiej i jej odniesienie się do serbskiego dokumentu. Jeśli reakcja Wspólnoty będzie pozytywna, postawi to kosowskie władze w niezwykle trudnej sytuacji politycznej.

Powyższe działania mimo dużej dozy dyplomatycznego sprytu mają jednak charakter fasadowy, o czym przekonuje zwłaszcza postawa opozycji oraz w dużej mierze również i społeczeństwa kosowskich Albańczyków, negatywnie i podejrzliwie odnoszących się do działań serbskich. Analogiczną sytuację obserwujemy także w samej Serbii. Potwierdza to tylko po raz kolejny wysoki poziom komplikacji konfliktu serbsko – albańskiego o Kosowo, oraz nie daje nadziei na jego rozwiązanie w ciągu co najmniej kilkunastu najbliższych lat.

Czarny scenariusz…

Pogłębiający się wewnętrzny kryzys Unii Europejskiej z pewnością nie służy podejmowaniu tematu jej dalszego rozszerzenia. Spodziewać się zatem można dalszych prób maksymalnego wydłużania serbskiego procesu akcesyjnego przez Brukselę, a w przypadku Belgradu możliwości takie nasuwają się niemalże same [2]. Serbskie działania zmierzające do możliwie jak najszybszego podjęcia rozmów akcesyjnych pozostaną zatem prawdopodobnie bez efektów. Mając na względzie stale pogarszającą się sytuację ekonomiczną kraju, może to stać się jednym ze składników procesu, który w efekcie wyzwoli nowe pokłady serbsko – albańskich animozji.

Nie raz już podkreślano, że działania Unii Europejskiej na Bałkanach naznaczone są duża dozą fasadowości i nie uwzględniają historycznej głębi serbsko – albańskiego konfliktu. Biorąc pod uwagę obecny stan rzeczy trudno zatem wskazywać na scenariusze, które mogłyby sytuację tę polepszyć, gdyż obecny stan stosunków politycznych w regionie oparty został na chwiejnych i nienaturalnych fundamentach.

Jedynym scenariuszem mogącym zapewnić względną stabilność tego regionu (w rozumieniu również interesu europejskiego) jest stworzenie silnego państwa serbskiego, dominującego pod względem politycznym i ekonomicznym w tej części regionu bałkańskiego, czego zalety zarówno w okresie międzywojennym jak i w okresie istnienia SFRJ potwierdził już historia. Silna Serbia, przy wydatnej pomocy europejskich mocarstw była w stanie wyprzeć i tamować napływ czynnika tureckiego (czy też w szerszym rozumieniu – islamskiego), porzucając normy poprawności politycznej – stanowiącego zagrożenie dla ówczesnej jak i współczesnej Europy. Ponadto przez kilkadziesiąt lat potrafiła trzymać w karbach zarówno problem albański jak i macedoński. Obecne działania na Bałkanach koordynowane przez Brukselę podążają w dokładnie przeciwnym kierunku, co wobec ogromu absurdu towarzyszącego funkcjonowaniu Unii Europejskiej, niestety przestaje już dziwić.

Mimo wszystko pamiętać należy, iż poziom różnorodności etniczno-kulturowej oraz głębokie zaszłości historyczne istniejące wśród narodów bałkańskich od zawsze i prawdopodobnie długo jeszcze stanowić będą fundament ryzyka wybuchu mniejszych bądź większych konfliktów na tym terenie. Powyższy scenariusz (silnej Serbii) nie gwarantuje oczywiście sukcesu, ale wydaje się tym, który maksymalnie (choć nie całkowicie) obniża to ryzyko. Oczywiście nie wchodzi tu w grę wskrzeszenie idei jugoslawizmu, ale uzmysłowienie sobie centralnej i nadrzędnej roli geopolitycznej, jaką w przeszłości odgrywała Serbia na Bałkanach.

__________________________________
1. W przekazach wielu światowych mediów prezydentura Borisa Tadicia oraz rządy koalicji, której trzon stanowiła Partia Demokratyczna, przedstawiane były jako „proeuropejskie” i „demokratyczne” – czyli w prostym tłumaczeniu – lepsze od istniejących wówczas i obecnie alternatyw na serbskiej scenie politycznej. Doskonałym tego przykładem jest zauważalna, chociażby w polskich mediach, bezpodstawna demonizacja postaci Tomislava Nikolicia oraz jego środowiska politycznego, które określane jest mianem „nacjonalistycznego”- w negatywnym zabarwieniu.
2. Warto w tym kontekście zwrócić uwagę na zauważalny od pewnego czasu wzrost tendencji separatystycznych w serbskiej Wojwodinie. Nie wykluczone, że w niedalekiej przyszłości kwestia ta stanie się kolejnym punktem blokującym serbski proces akcesyjny.

 

Komentowanie zamknięte.