Najnowsze

Opublikowano Styczeń 20, 2014 Przez a303 W Dziennikarstwo śledcze

Moja przygoda w empiku na dziale książek dla dzieci

Przed przystąpieniem do oglądania zdjęć należy zdać sobie sprawę, że poniższa talmudyzacja świata najmłodszych jest od a do z zarówno w pomyśle jak i w wykonaniu dziełem zboczonych żydowskich dewiantów.  W tym miejscu odsyłamy do odkurzonej ze Stop Syjonizmowi publikacji pt: Pedofilia brudny sekret Talmudy, a także przypominamy, że właścicielem sieci empik jest nie kto inny jak żyd Yaron Bruckner.

Historia sieci empik jako suplement pod poniższym materiałem. a303

a

Yaron Bruckner właściciel Empiku. Oboje żydowskich rodziców Yarona pochodzi z Polski

***************************************************

a

Tak, dobrze widzicie tytuły. “Nocnik nad nocnikami”, “Wielka księga cipek” czy “Boga przecież nie ma”. A do tego obok jeszcze coś dla nieco starszych dziewczynek.

a

Jak widać, tu mamy do czynienia z “Małą książką”, a nie “Wielką księgą” – najwyraźniej temat nie wymaga aż takiej uwagi.

a

Zaintrygowany tytułem książki o Bogu (może się tu zabłąkała, może przenieśli ją z działu o religiach) otworzyłem małą książeczkę na losowej stronie.

a

Czy książka dla dzieci operuje takimi słowami jak “dowód ontologiczny”? Swoją drogą – rozumiem, że nie ma obowiązku wychowywania dzieci w jakiejkolwiek wierze, ale pewien agresywny ton w tej książce budzi jednak mój niepokój.

Na teologii znam się raczej słabo, może to nie jest książka dla mnie. Ale ponieważ nawet z książek dla dzieci można się czegoś dowiedzieć, postanowiłem sięgnąć po tę, z której faktycznie mógłbym coś wynieść. Znowu otworzyłem na losowej stronie i…

a

…zdębiałem. Jeżeli ktoś nie widzi zbyt dokładnie, oto fragment strony 31.

a

Wygląda jak skrzyżowanie “Cosmo” z “Hustlerem”. W wersji dla dzieci, oczywiście. Pobieżne przekartkowanie reszty książeczki pozostawiło mnie z uczuciem głębokiego zniesmaczenia. Wszystko to w pobliżu kącika dla dzieci, na jednej z najniższych półek, w zasięgu małych rączek.

Nie wiem, może jestem zbyt konserwatywny, może nie nadaję się na te nowe, wspaniałe czasy. Rozumiem, że dzieci są ciekawe świata. Że tę ciekawość należy zaspokajać. Że poczytaj mi mamo i że książka najlepszą zabawką. Że sam nie mam dzieci, więc co ja się wypowiadam, nie znam się, porozmawiamy za kilka lat. Ale to już chyba przesada. To, co znajdowało się w tych książeczkach, nie nadaje się tu nawet do cytowania, abym nie miał potem wejść z wyszukiwarek jakichś napaleńców, wpisujących dziwne zapytania.

Zastanawiam się, co będzie następne – “Kamasutra dla najmłodszych” czy może “Zrób to sam”? No i czemu nie ma “Wielkiej księgi pośladków, biustów i skórzanych pejczy”?

a

Co znamienne – wszystkie książeczki poruszające tematykę “bez tabu” napisane zostały przez autorów o skandynawskich nazwiskach. Ziemia, która dała nam wikingów, Lego oraz tanie meble do samodzielnego montażu, teraz rodzi autorów tego typu “dzieł”. Coś im do wody sypią czy jak?”

Podsumowując:

– wiedza tego typu jest potrzebna i powinna być jakaś literatura, która rodzice mogą użyć lub nie

– styl tych książek jest obrzydliwy, prostacki, chamowaty, nie wiem dla jakich to dzieci jest przeznaczone, ale ja jako dzieciak wolałem czytać materiały rzetelne, naukowe, a nie takie pierdoły

– bije z tych książek propaganda (wiadoma). Po co w książce o cipkach dywagację na temat tego czemu Jezus nie był kobietą?

– tak rozległe i szczegółowe informowanie o różnorodnych technikach masturbacji (w tym wspólna), szukaniu punktu G jest przecież przegięciem. Bajki zachęcające do masturbacji jak

https://www.youtube.com/watch?v=_uutMkNnxdQ

są zakłamane, chłopcy dopiero około 14 roku życia mogę w ogóle mieć ejakulacje, wcześniej nie mają po prostu rozwiniętych jąder. Wydaje mi się, że dla normalnego człowieka seks jest jakimś fajnym ale tak naprawdę mało ważnym aspektem w życiu na który jeśli już poświęcamy to b. nie wiele naszego czasu i energi – tak należy tego uczyć, no chyba, że potrzebujemy wychować małych seksoholików, wtedy jak najbardziej warto dawać bodźce zachęcające do jakiś odkryć etc. (dzieci rzadko wpadają na dziwne pomysły bez odpowiedniego bodźca – takie książki opisują seks jak coś najważniejszego w życiu dzięki temu jest szansa, że dzieci wezmą sobie bardzo te nauki do serca).

Nie jest tajemnicą, że dzięki produkowanym przez facetów dla facetów porno, wydawaniu pewnych cosmo- gazet na ten temat udało się doprowadzić do małej rewolucji: Dziś prawie każda kobieta wykonuje szeroki wachlarz czynności seksualnych jako po prostu normę (nawet same tego chcą, chociaż dawniej to byłyby dewiacje btw. pzdr dla dziewczyn z forum kafeteria/wizaz;), nie mówiąc już, że obecnie bobra się nie uświadczy co stanowi najlepszy przykład jak działa moda. Mentalność się zmieniła na korzyść :-) Jednakże komu mogłoby zależeć na robieniu tego samego z dziećmi? Na zachęcaniu dzieci do aktywności seksualnej? Pedofile nie czerpią satysfakcji tylko z gwałcenia dzieci, poza wąską grupą sadystów większość chce sytuacji win win, dlatego istotne jest aby wszystko działo się z własnej, nieprzymuszonej woli…

– wytyczne WHO jeśli chodzi o oświeceniową edukacje seksualną są nieco przerażające – obejmują wprowadzanie w świat seksu dzieci już w przedziale wiekowym 0-4 i uwaga cytuję: „Radość i przyjemność z dotykania własnego ciała, masturbacja w okresie wczesnego dzieciństwa” albo „Czułość i fizyczna bliskość jako wyraz miłości i sympatii” tak to wciąż przedział wiekowy 0-4. Spójrz proszę na dowolne 4-letnie dziecko zainteresowane głównie zabawą lalkami i odpowiedz na pytanie po co 4, 3, 2 -latkom wiedza, że jeżeli ktoś je „czule dotyka” to jest to tylko wyraz miłości i sympatii? Czy to są treści przeznaczone dla dzieci w tym wieku? Pójdźmy dalej – przedział wiekowy 6-9lat i kolejne wytyczne: „Miłości w sekrecie, pierwsza miłość (zauroczenie i nieodwzajemniona miłość)”,”Radzenie sobie z własną i cudzą potrzebą prywatności” – miłość w sekrecie – przed rodzicami jak mniemam – oraz cudza potrzeba prywatności – tu jakby dotykało poprzedniego punktu – komu to służy?

Oczywiście pośród wielu rzeczy, z którymi byśmy się zgodzili figurują właśnie takie alarmujące kwiatki. Polecam również przyjrzeć się jak to wygląda w krajach, w których edukacja tego typu została już wprowadzona, szczególnie – Niemcy jeżeli chodzi o odpowiedzialność karną przy braku zgody na taką edukację Twojego dziecka, Wielka Brytania – pod względem statystyk nastoletnich ciąż w ostatnich latach. Nie wierzyć mi na słowo tylko przejrzeć proszę. I nie wyskakiwać mi to z Kościołami wszelakiej maści proszę. Istnieje coś takiego jak złoty środek i jest coś pomiędzy kościelnym ciemnogrodem, a lewackim gender-rajem, naprawdę….

– jaki jest pożytek z zapychania książki terminami typu, cytuję z obrazka: granie na banjo, granie w pingla, robienie z rączki do rączki, marszczenie trąby i tak dalej. Połowa z tych terminów chyba zresztą nie istnieje w języku polskim a wymyślił je tłumacz, żeby ilość zgadzała się z tą w oryginale. Brzmi to jak słabo przetłumaczony film z Polsatu. Te określenia naprawdę mają pomóc mojemu dziecku?

To jest kompletnie bez sensu, bo wynika z tego fałsz. Niby mówi się do dzieciaka na poważnie, a wstawia się takie denne teksty żeby co? Rozluźnić atmosferę? Podlizać się dzieciakom? Udawać, że nasza książka jest taka luzacka a my, autorzy, jesteśmy spoko?

– język naukowy nie jest trudny, a jeśli nawet w jakiś sposób stymulujący intelektualnie i windował na wyższy poziom. Po co unikać za wszelką cenę podstawowej terminologi jak „łożysko”, „ciała jamiste”, „pęcherzyk Graafa”, „owulacja” itp.

– podobnie jest z „książką o kupie” z tej serii jako dzieciak wiedziałem z literatury, ale takiej poważnej że w czasie formowania kału zachodzi resorpcja wody w jelicie oraz że kupa zasadniczo śmierdzi tiolami, a to są związki takie a takie. To było jakąś konkretną wiedzą.

A czego dzieciak się dowie z „książki o kupie”? Że kupa ma czasem kształt szyszki, a czasem kiełbaski lub śrubki. No, błagam. Czy dzieciaki są aż tak głupie, że potrzebują tego napisanego w książce z ilustracjami?

– to wszystko jest tysiąc razy lepiej wytłumaczone i opracowane w książkach naukowych, bez obrzydliwości, perfidnego stylu i chamski opisów że aż niesmak bierze. Weźmy http://i.imgur.com/uJy3I2a.jpg skoro dziecko ma wiedzieć co to jest przekrój, ale jednocześnie jest za głupie aby zrozumieć sensowne, naukowe wytłumaczenie o co chodzi.

a

Ta książka nie jest przecież dla małych dzieci bo wymagana są pewne umiejętności.

To taki problem w paru zdaniach narysować, napisać, że istnieje łożysko, które filtruje krew matki na krew dziecka przekazując pożywienie/tlen, albo coś o wodach płodowych, że np. składają się m.in. z moczu dziecka itd cała masa takich rzeczy niby podstawowych… a potem taki tuman jeden z drugim ma trzy dychy na karku i pojęcia nie ma co to łożysko, że może się odkleić, albo częściowo pozostać… przecież to nie jest dużo informacji a z pewnością nie zaszkodzą.

a

Jest nieodparte wrażenie, że ważne jest za to napisane koka-kola, czipsy, wódka, keczup, frytki. To najważniejsze, reszta tam ch$@%. Potem takie dziecko myśli że dziecko jest koka-kolą napędzane. W dodatku ten rysunek z rozwijającym się płodem, który dopiero w samej końcówce przypomina człowieka… to zakłamanie – propaganda, może słuszna, ale nieco perfidna.

a

Już nie mówiąc, o drobnych błędach jak wielkość komórki jajowej w stosunku do plemnika…

Przecież od lat w księgarniach są mądre książki wyjaśniające wiele mądrzejszych rzeczy w przystępniejszej formie, niż jak grzebać w piz%^#zie palcem zęby znaleźć punkt g, czy jak marszczyć freda ku uciesze zboczeńców :/

– tak na marginesie to nie wiem skąd ta moda, że w książkach dla dzieci, nawet bajkach ilustrację są takie brzydkie, niestaranne, niektóre właściwie odpychające. Mam nadzieję, że nie z braku talentu… Drodzy artyści graficy – książki jak kubuś puchatek odnoszą sukces bo są ładne, więc może warto dla odmiany zrobić w końcu jakieś ładne ilustracje co?

Źródło:

http://alternatywnie.blogspot.com/2010/04/zaobserwowane-wielka-ksiega-wszystkiego.html

http://www.blogger.com/comment.g?blogID=5166923717804755550&postID=1437321965530150603

a

a

Cytaty z książki: „Carro: Dość często się masturbuję. Czasami nawet kilka razy dziennie. Ale nigdy nikomu bym o tym nie powiedziała. Trochę to brzydkie, ale za to bardzo przyjemne. Zdaje mi się, że łatwiej jest być chłopcem. Oni mogą mówić o tym, że się masturbują, ale nigdy nie słyszałam, żeby jakaś dziewczyna się do tego głośno przyznała.”

a

a

Daniel Cohn-Bendit (oczywiście żyd/a303) europarlamentarzysta, przyjaciel Michnika, chętnie dzieli się własnymi doświadczeniami pedofilskimi, zdobytymi w czasie, gdy pracował jako przedszkolny wychowawca.

a

„Czy wiecie, jak mała dziewczynka w wieku pięciu i pół roku zaczyna was rozbierać to fantastyczne… To fantastyczne, bo to jest gra, to jest gra…absolutnie erotyczna, maniakalna”

a

a

Za: http://pokazywarka.pl/06zfvn/

P.S. Suplement: Historia dzisiejszego EMPiK-u

Na bazie działającego w PRL-u Klubu Międzynarodowej Prasy i Książki, w 1991 roku w tajemnicznych okolicznościach dwóch tajemniczych osobników (Janusz Romanowski i Yaron Bruckner) oraz nijaki Jacek Dębski, działający z ramienia państwowej firmy RSW Prasa-Książka-Ruch, powołali Spółkę EMPiK, której w trzy lata później Skarb Państwa pozbył się na rzecz koncernu holenderskiego Eastbridge N.V.

Pozbycie się licznych lokali EMPiK-u, sieci dystrybucyjnej i całego dorobku kilkudziesięciu lat wszystkich Polaków pracujących w Polsce Ludowej, jest kolejnym przykładem złodziejskiego okresu tzw. transformacji ustrojowej, czyli koncepcji żydowskiego globalisty George’a Sorosa, wcielanej w Polsce przez tow. Balcerowicza.

Globalny koncern Eastbridge, który jest własnością Yarona Brucknera, operuje w 35 krajach światta, zatrudniając około 6500 pracowników. W 2009 roku EMPIK posiadał 134 salony w Polsce i 23 sklepy na Ukrainie.

Rodzina Brucknerów operuje od kilkudziesięciu lat na obszarze Europy Wschodniej. Yaron Bruckner firmę przejął po ojcu, który już w latach 1950. prowadził szeroki handel z Polską i innymi krajami bloku wschodniego. Bruckner-syn określany przez finansowe źródła jako “ważny gracz na polskim rynku nieruchomości”, na początku XXI wieku handlował nieruchomościami w Polsce na prawie 2 miliardy dolarów. Unika kontaktów z prasą, mediami. Jak twierdzi rzecznik firmy, szef “udziela wywiadów raz na 10 lat”.

EMPiK należy do wpływowej sieci rozpowszechniania prasy i książek w Polsce. W sposób wyraźny preferuje i promuje ksiażki o tematyce antypolskiej, rozpowszechnia też czasopisma pornograficzne.

Za: http://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2011/02/16/%E2%80%9Ctydzien-kultury-izraela%E2%80%9D-w-empikach/

Tags : , , , , ,

Komentowanie zamknięte.