Najnowsze

Opublikowano Styczeń 15, 2013 Przez Jan W Bez kategorii

PRZEDKŁOSIE żydowskich ataków propagandowych przeciw Polakom. Władysław Gauza

Źródło: http://www.aferyprawa.eu/Artykuly/PRZEDKLOSIE

Data publikacji: 9.01.2013

Dlaczego ten tytuł: „Przedkłosie”? A no, z tej prostej przyczyny, że „Pokłosie” może być tylko wtedy, gdy wcześniej były kłosy. Kłosy zaś otrzymujemy po uprzedniej działalności zwanej sianiem. Do żydowskiej kampanii propagandowej przyprawiania Polakom antysemickiej „gęby”, dołączyły postkominternowsko-żydowskie watahy warszawskie w osobach Aliny Całej, Barbary Engelking-Boni, autora książki „Inferno of Choices”, Mariana Kotarskiego vel Pękalskiego a ostatnio W.Pasikowski ze swym filmem propagandowym „Pokłosie”, do którego nawiązuję w tytule niniejszego opracowania.

Cechą wspólną żydowskich ataków propagandowych przeciw Polakom jest to, że w swych fabrykatach skrzętnie pomijają fakty z okresu żydowskiego siania. A przecież taki okres był. Pominę tu na razie okres sprzed I-wojny św. i okres międzywojenny, zatrzymując się na okresie II wojny światowej. Wiadomym jest ogólnie, że jak i jakie ziarno się sieje, takie zbiera się plony(kłosy). W Polsce np. znane jest przysłowie, że kto sieje wiatr, ten zbiera burzę.

Żydowskie ośrodki zagraniczne i ich V-kolumna w Polsce, usiłują narzucić Polakom swój punkt widzenia na stosunki polsko-żydowskie; starają się narzucić swoją siatkę poglądów. Czynią to od lat w sposób agresywny, napastliwy, przyjmując postawę wrogą wobec Polaków. Nie przebierają przy tym w środkach walki. Nie liczą się z faktami. W napadach na nas posługują się oszczerstwem, wykoślawiają fakty i zdarzenia (np. J.T.Gross, A.Cała), fabrykują kłamstwa i bywają przy tym bezczelni (wyższego stopnia – tzw.. hucpa żydowska), uderzają w nas niemoralnymi metodami. A w fabrykowaniu kłamstw i oszczerstw potrafią być wredni, okrutni, podli i bezwzględni.

Polacy z natury są inni. Mają inną mentalność i inne zasady moralne. Stając w obliczu żydowskiej agresywności i niecodziennej wrogości, czują się bezradni i bezbronni. W takiej sytuacji szanse obronienia się przed napastliwością żydowskich hucpiarzy i hochsztaplerów mają znikome. Jedyną szansę ma się wtedy, gdy użyje się wobec nich tej samej, albo lepszej, broni.

Mam tu, oczywiście, na myśli broń propagandową. Wymyślanie i produkowanie takiej broni wymaga wysiłku intelektualnego i mocnego charakteru. Zastosowanie przy tym żydowskiej hucpy narzuca się samo przed się. Zacząć można od wykpienia i ośmieszenia tzw. „antysemityzmu” drogą używania go przy każdej nadarzającej się i sprzyjającej okazji, sprowadzając rzecz do absurdu. Należy stosować atak tam, gdzie to możliwe, jako element obrony, a nie cofanie się i przymilne tłumaczenie, ile to uratowaliśmy Żydów, bo taka taktyka przyjmowana jest przez nich jako oznaka naszej słabości. A jak wiemy, na pochyłe drzewo każda koza skacze.

Jak już wcześniej wspomniałem, Żydzi usiłują narzucić nam swoją siatkę poglądów, poprzez którą mamy – żeby nie zostać obszczekanym i posądzonym o antysemityzm – patrzeć na zagadnienie stosunków polsko-żydowskich przed i w czasie okupacji Polski przez Niemcy hitlerowskie. Patrząc bowiem na to zagadnienie przez żydowską, siatkę poglądów, Polacy dojrzą swoją odpowiedzialność za Holokaust i przyjmą bez oporu chęć odkupienia swej winy. Oczywiście, najpierw muszą to uczynić w formie moralnej (pokajać się) a potem w formie naturalnej (w brzęczącej monecie).

Na czym wina Polaków polega? A no na tym, że – według Żydów – niektórzy nie pomagali Żydom, inni za mało, jeszcze inni wydawali ich Niemcom. Winni cierpień żydowskich są również ci, którzy ich po prostu nie kochali. A byli przecież do tego niby zobowiązani, zwłaszcza do kochania i uwielbiania żydowskich „sąsiadów”.

Przy prezentowaniu Polakom swoich poglądów pomijają notorycznie fakt, że okupant niemiecki wprowadził na terenie zajętej Polski prawo, które jasno sformułował i egzekwował z całą bezwzględnością. Prawo to mówiło, że za pomoc udzielaną Żydom grozi kara śmierci. Polaków przyłapanych na nieprzestrzeganiu tego prawa rozstrzeliwano na miejscu. Żydzi i ich polscy pomagierzy, którzy zarzucają Polakom, że w ówczesnej sytuacji śmiertelnego zagrożenia nie pomagali Żydom, albo że pomagali za mało, mają problemy z głową. Zarzucają bowiem Polakom, że ci za mało popełniali samobójstw na rzecz Żydów.

Z takimi zarzutami i pretensjami mogą występować ludzie, którym brakuje piątej klepki w głowie. A kiedy takie zarzuty z całą powagą wysuwa publicznie ksiądz katolicki, to normalnemu na umyśle człowiekowi przewracają się w brzuchu wnętrzności. W religii katolickiej i nauce, czyn samobójstwa jest grzechem i jest zabroniony. Ksiądz, który nie ma odwagi powiedzieć tego wprost, to niech przynajmniej trzyma język za zębami i nie wygłupia się.

W związku z tym warto zobaczyć jak widzieli na własne oczy rzeczywistość wojenną etniczni Polacy, żyjący w okupowanym kraju. Inżynier Stefan Nowicki, działacz społeczny przed wojną i polityczny jest takim Polakiem. W okresie okupacji niemieckiej działał w konspiracji i większość czasu w Warszawie, gdzie mieszkał niedaleko getta warszawskiego. Był więc od początku wojny naocznym świadkiem okupacyjnego życia. Opisał to w książce pt. „Wielkie nieporozumienie”, wydane w Sydney (Australia) w 1970 roku. Praca ta była odpowiedzią na kampanie oszczerstw antypolskich, rozpętaną przez komunistów żydowskich, którzy wyjechali z Polski po marcu 68 r. na skutek utraty czołowego miejsca na polskim pastwisku.
Realia tamtych czasów autor tak opisuje (str. 114-115): „Polacy w kraju mieli do wyboru: zginąć z honorem, bądź walczyć z okupantem w sposób na tyle rozumny, by chronić biologicznie naród przed wyniszczeniem. Choć nie mało było zwolenników walki, bez względu na ogrom ofiar, walki desperackiej wybraliśmy drogę pośrednią, choć bliższą desperackiej niż ochrony biologicznej narodu. Przyniosła ona nie tylko olbrzymie ofiary, ale też spowodowała rozdarcie społeczeństwa na skutek wytworzenia się sztywnego i zazwyczaj krzywdzącego podziału na patriotów, kolaborantów i zdrajców. Przodowały w tym nieliczne, ale za to krzykliwe zespoły komunistyczne, współpracujące często z Gestapo w likwidowaniu swych przeciwników.

(…) Żydzi przyjęli postawę bierną. Bez oporu poddali się zarządzeniom władz niemieckich. Wierzyli, że współpraca z Niemcami zachowa ich przy życiu. Nie brali pod uwagę i nie dopuszczali myśli, aby Niemcy mogli dokonać masowego żydobójstwa.” (str.115).

Jako przykład potwierdzający wiarę Żydów w Niemców i ich gorliwość w chęci współpracy z okupantem, niech posłuży rzeźnia, jaką sprawili im w Babim Jarze na Ukrainie. Po zdobyciu Kijowa przez wojska niemieckie, ogłoszono przy końcu września 1941 roku zbiórkę Żydów. W związku z tym wywieszono w mieście i okolicy plakaty z instrukcją: „Należy zabrać ze sobą papiery identyfikacyjne i rzeczy wartościowe, obok ciepłego ubrania się.”

Niemieckie Sonderkomando 4 A, które liczyło na co najwyżej 5000 do 6000 Żydów, którzy się zgłoszą, doznało zaskoczenia: Stawiło się 33 771 osób, czym wywołali zamieszanie w szeregach niemieckich. W tej sytuacji jednostka „4 A” zmuszona była do zaangażowania dodatkowo 2 batalionów policji, żeby móc uporać się z niespodziewanym problemem. Oczywiście, wszyscy, którzy stawili się na życzenie Niemców, zostali w pień wycięci. Gdyby wśród Żydów nie istniała gotowość do współpracy i współdziałania z oprawcami niemieckimi, co najmniej 27 tysięcy Żydów nie musiało tam wtedy zginąć. (Zobacz: Antony Beevor, „Stalingrad”, 1998).

Hannach Arendt pisze w swej książce „Eichman in Jerusalem”, że młodzi Izraelczycy, głównie ci urodzeni już w Izraelu (tzw. „sabra”) żadną miarą nie mogli pojąć, jak mogło zginąć 6 mil. Żydów w Europie, „bez żadnej próby zorganizowanego oporu. Hannach Arendt dodaje od siebie, że Żydzi europejscy nie tylko nie próbowali zorganizowanego oporu, ale posłusznie spełniali nakazy Niemców zmierzające do ich własnego wytępienia. „Judenraty” administrowały gettami z nakazu Niemców i spełniały także ich polecenia wydawania Niemcom ludzi na zagładę.” (Adam Pragier, „Czas teraźniejszy”, PFK, Londyn 1975, str. 126).

Krótko mówiąc: Żydzi gorliwie współpracowali z Niemcami, wydając im nie tylko swych bliskich i dalszych sąsiadów, ale tez swoje dzieci, żony, siostry, braci, ojców i matki. Przywódca getta łódzkiego, Mordechai Chaim Rumkowski, zażądał od matek, żeby współpracowały z Niemcami i oddały im swoje dzieci na stracenie.(Zob.: Laurence Rees, “ Auschwitz , The Nazis & Final Solution, wyd. BBC Books, BBC Worldwide Ltd.).
Ale to nie wywołuje zgorszenia, żadnych zarzutów, że wydawali ich. Żydzi nie potrzebują poczuwać się do odpowiedzialności za niepomaganie Żydom i za wydawanie ich na śmierć Niemcom.

Inaczej z Polakami, a polskimi chłopami jeszcze gorzej: Polska ciemnota nie umie„uznać swojej odpowiedzialności i przyjąć jej elementu odkupienia”. (Ksiądz Andrzej Luter dla Radia ZET 24 grudnia 2012 r. Podaję zahttp://fakty.interia.pl/polska/news/ksiadz-luter-o-pokłosiu-to-była-zbrodnia-na-sasiadach,1875616 ).

Tu widać dobrze, z jaką mamy do czynienia moralnością i jak wiarygodni są ludzie, którzy taką moralność propagują. Tutaj widzimy również, z jakim gatunkiem ludzi mamy do czynienia: Polacy, którzy współpracowali z Niemcami i wydawali swoich „sąsiadów”-Żydów okupantowi, zasługują na moralne potępienie i dlatego – według pewnych moralistów – zobowiązani są nauczyć się uznać swoją odpowiedzialność i wykupić się.
Żydów to nie dotyczy. Czyżby przyczyną tego było to, że Polacy nie wykazali żydowskiej gorliwości we współpracy z Niemcami i nie wydawali żydowskich sąsiadów hitlerowcom w takiej skali, jak Żydzi wydawali nie tylko swoich sąsiadów, ale również swoje matki, siostry, żony, braci, ojców i dzieci??!! Czas chyba puknąć się w głowę i powiedzieć odważnie tym ćwierć inteligentom i bandziorom intelektualnym – STOP!!

przedkłosie

Dalej S.Nowicki kontynuuje: „Największą potwornością niemieckiego systemu rządzenia było wykonywanie zbrodni rękami samych ofiar. Dotyczyło to zwłaszcza Żydów i doprowadziło do koszmarnego spodlenia człowieka. Samorząd w getcie nie był zaprowadzony po to, żeby chronić interesy prześladowanych, lecz aby wykonywać zarządzenia niemieckie. Podobną rolę spełniali funkcjonariusze polscy, zatrudnieni w aparacie Generalnej Guberni, w stosunku do społeczeństwa polskiego. W tej sytuacji duża część mieszkańców okupowanego kraju była w dyspozycji władz niemieckich bądź pracowała produktywnie dla wroga i niezależnie od intencji i postawy do okupanta – musiała dla niego pracować. Adam Czerniakow należał do wielu z nich z tą tylko różnicą, że pracował na stanowisku dysponowanym a więc ponosił większą odpowiedzialność niż policjant żydowski, czy też drugorzędny pracownik Judenratu.

Niemcy w pierwszym etapie okupacji Polski nie mordowali Żydów, w przeciwieństwie do masowych mordów ludności polskiej. Pozbawili ich możności poruszania się, ale zatrudniali w ramach swych potrzeb. Wytworzyło to u nich przekonanie, że nie grozi im zagłada, a nienawiść Niemców skierowana jest wyłącznie przeciw ludności polskiej. Dawało to im poczucie wyższości nad Polakami i to do tego stopnia, że często ujawniali większą nienawiść do Polaków niż do Niemców. Ich cierpieniom winna była Polska. Przekonanie o swym bezpieczeństwie Żydzi opierali na sojuszu Hitlera ze Stalinem, którego celem było zniszczenie państwa polskiego i wyniszczenie ludności polskiej.

Gdy Niemcy i Rosja wspólnie przeprowadzali ten plan – ofiarami ich ludobójstwa byli wyłącznie Polacy. Niemcy zostawili Żydów w spokoju. Żydzi w tym czasie nie okazywali sympatii dla ofiar niemieckich zbrodni, a pod okupacją sowiecką współdziałali w niszczeniu ludności polskiej.” (str. 115).

I tutaj dla przykładu: Pułk. Kazimierz Iranek-Osmecki pisze w swej głośnej książce, pt. „Kto ratuje jedno życie”, na podstawie raportów z terenów okupowanych, że Żydzi po wkroczeniu okupanta sowieckiego na ziemie polskie, zachowali się „dziwnie” i „nielogicznie”. Witali gorąco wschodniego agresora i wiwatowali na jego cześć i to: „(…); jeszcze przed oświadczeniem Mołotowa o końcu państwa polskiego. Wystarczyła obecność czerwonych wojsk, wystarczyły ulotki i wezwania marszałka Timoszenki. We wszystkich miastach i miasteczkach, we wszystkich wsiach, gdzie tylko zamieszkiwali Żydzi, wszędzie od Dźwiny po Dniestr, powodowani wspólnymi impulsami, w masowych wystąpieniach witali wkraczających „wybawców” kwiatami i czerwonymi sztandarami. Za tym radosnym uniesieniem nastąpiły bardziej konkretne posunięcia.

W meldunkach z tego okresu nadchodzących z kraju do rządu polskiego na Zachodzie czytamy, że 90% proletariatu żydowskiego zgłosiło przystąpienie i wzięło czynny udział w ustanowionych przez okupanta różnych władzach komunistycznych. Żydzi zapełnili przede wszystkim szeregi czerwonej Milicji Ludowej i stali się oparciem dla okupanta w sterroryzowaniu ludności polskiej. (Podkreślenie moje – W.G.). Szczególnie ukrywający się oficerowie, urzędnicy i funkcjonariusze państwowi, na których polowało N.K.W.D. stali się ofiarami Żydów, członków czerwonej milicji. Los tych ofiar jest znany: aresztowania, więzienia, bezprawne wyroki, zsyłki i łagry.” (Zob. Kazimierz Iranek-Osmecki, „Kto ratuje jedno życie… Polacy i Żydzi 1939 – 1945”, z serii ”Studium Polski Podziemnej”, Księgarnia Polska ORBIS, 1968, str. 70).

Dalej S.Nowicki pisze, że: „Adam Czerniakow, podobnie jak i inni Żydzi, był przekonany, że Niemcy nie pójdą na „całkowite wyniszczenie Żydów, którzy w życiu gospodarczym stanowili element cenny i pełen inicjatywy”.
Niemcy w stosunku do Żydów prowadzili zręcznie nikczemną grę. Rozbudzali nienawiść między Polakami i Żydami. Przodowała w tym prasa gadzinowa. Organizowali antyżydowskie awantury, filmowali je i wykorzystywali do antypolskiej propagandy. Ludwik Landau w „Kronice lat wojny i okupacji” pisze: „Gra Niemców jest obliczona na pokazanie Żydom niebezpieczeństw grożących im ze strony polskiej ludności chrześcijańskiej. Chcieli wzbudzić w Żydach wrażenie, że winni oprzeć się na Niemcach, jako na obrońcach przed ludnością polską”. I cel ten całkowicie osiągnęli. Wzbudzili do siebie zaufanie i utrzymywali Żydów w przekonaniu, że Polacy są ich prześladowcami i największymi wrogami. Było to widoczne w zachowaniu się Żydów w stosunku do Polaków. Czerniakow, wezwany przez Niemców na konferencję do Krakowa w marcu 1940 r., przedstawił im „starannie przygotowany referat na temat zabezpieczenia życia i mienia żydowskiego”. Informował o „pogromach w Warszawie” oraz zwrócił uwagę na skutki noszenia specjalnych oznak na ubraniu, które – tłumaczył Niemcom – nie tylko degradują Zydów, ale zachęcają do przestępstw dokonywanych przez„motłoch polski”. Musiał mieć pełne zaufanie do Niemców, skoro pisał, że „notowali skrupulatnie moje relacje”.

Żydzi zatracili orientację i nie rozeznali sytuacji, w jakiej znaleźli się pod hitlerowskimi rządami. Dwa znamienne fakty w życiu getta warszawskiego nie potrafiły ich przekonać, że ich wrogami są Niemcy a nie Polacy. Pierwszy to przerzucanie na wielką skalę nielegalnych dostaw surowców do getta i odbiór gotowych wyrobów, drugi – to duży przemyt żywności. Niemcy zorganizowali w getcie warsztaty produkujące wyroby na ich potrzeby wojenne. Dla Żydów była to ciężka praca oparta na niewolnictwie i wyzysku. Kierownictwo warsztatów było w rękach Niemców, pracownikami byli Żydzi . Czerniakow w swych pamiętnikach podaje, że w grudniu 1941 roku legalne dostawy surowca wynosiły wartość dwóch milionów złotych a nielegalne dosięgały sumy 80 milionów złotych.

Czterdzieści razy więcej. Po przerobieniu w warsztatach getta wracały na stronę polską nielegalnymi drogami wyroby skórzane, krawieckie, stolarskie i szczotkarskie. Miarą wielkości przerzuconej nielegalnie żywności do getta niech będzie fakt ujawniony przez Czerniakowa, że 19 stycznia 1942 r. Niemcy aresztowali w getcie za przemyt żywności 443 mężczyzn oraz 213 nieletnich osób. Istniała zatem z jednej strony i drugiej strony getta olbrzymia organizacja polsko-żydowska zajmująca się nielegalnymi dostawami żywności i surowców, produkcją i wymianą. Oczywiście, była ona oparta na zasadach handlowych, czerpali z niej duże korzyści przekupni Niemcy, ale niezależnie od tego, jak stwierdza Czerniakow, bez tej akcji „niewielu przeżyłoby pierwszy rok zamknięcia za murami getta”.

Trzeba też stwierdzić, że tej współpracy polsko-żydowskiej nie sprzeciwiali się Polacy, nawet gdy chodziło o żywność, której olbrzymi niedobór odczuwała polska ludność Warszawy.

Do jakiego stopnia Czerniakow zaufał Niemcom świadczy fakt, że mimo ostrzeżeń Probata, wysokiego urzędnika okupacyjnych władz niemieckich, że „idą jeszcze gorsze czasy dla Żydów” dawał wiarę Auerswaldowi, komisarzowi getta, który zapewniał go, że wywożenie Żydów z getta jest dla nich korzystne, gdyż będą pracować w lepszych warunkach. Zaufanie do Niemców trwało przez długi okres okupacji, około trzech lat. Dopiero 19 lipca 1942 – jak podaje Czerniakow – pojawiły się pierwsze wiadomości o zamierzonej likwidacji getta i wywołały panikę wśród Żydów. Czerniakow objeżdża dzielnice getta i uspokaja ludzi. „Nie wiem – pisze w swych pamiętnikach – czy udało mi się ludzi uspokoić.

Swoje jednak zrobiłem. Delegacjom, które się do mnie zgłaszają, staram się dodawać ducha. Co mnie to kosztuje… nie wiedzą” . Z datą 23 lipca czytamy:„Jest trzecia po południu. Na razie jest cztery tysiące ludzi gotowych do wyjazdów. Do czwartej według rozkazu ma być dostarczone następne cztery tysiące.” Dopiero teraz Czerniakow załamał się. W listach do żony i do zarządu Judenratu pisze: „Żądają ode mnie bym własnymi rękami zabijał dzieci własnego narodu. Nie pozostaje mi nic innego jak umrzeć”. Popełnił samobójstwo przez otrucie. Ostateczna decyzja wyniszczenia Żydów zapadła 20 stycznia 1942, w lipcu dotarła do getta warszawskiego.

Nie jest naszą sprawą osądzać Czerniakowa. Jest to najbardziej tragiczna postać. Na jego płycie grobowej jest napis z Cypriana Norwida:

„Każdy z takich jak Ty, świat nie może

Od razu przyjąć na spokoju łoże;

I nie przyjmował nigdy jak wiek wiekiem,

Więc mniejsza o to, w jakiej spocznież urnie,

Bo grób Twój jeszcze odemkną powtórnie,

Inaczej będą głosić Twe zasługi”.

My Polacy mamy inne oceny, surowsze, bezwzględniejsze, bezkompromisowe. Nie ma dla nas usprawiedliwienia: Polski „Czerniakow” byłby przez nas uznany za kolaboranta i zdrajcę. Wyrokiem sądu Polski Podziemnej byłby skazany na śmierć i wyrok byłby wykonany. Każdy ocenia według swoich norm. My chcieliśmy ginąć, Żydzi chcieli żyć, dlatego bliżsi są nam Żydzi walczącego getta, którzy postanowili„iść śladami Bar-Kochby” i ginąć, „ale nie śmiercią nędzną nikomu niepotrzebną, lecz w obronie godności ludzkiej i własnego honoru”. Sprawiedliwość wymaga, by w sposób obiektywny i ludzki oceniać każdego człowieka żyjącego w koszmarnych warunkach życia. Można i trzeba potępiać przestępstwa jednostek, ale nie wolno obrażać i potępiać narodu, jak to czynią Żydzi w stosunku do Polaków, i obciążać go za elementy przestępcze, które ujawniły się w warunkach ludobójczego systemu rządzenia podbitym państwem. Zaufanie do Niemców nawet ze swastyką ujawniane w Polsce przez Żydów i jednocześnie nienawiść do Polaków, dwie miary w sądzeniu siebie i nas – pozbawia antypolską propagandę Żydów obiektywizmu, uczciwości i sensu.” (str. 118).

W świetle powyższych faktów wyłania się kilka kwestii. Na przykład taka, czy ktoś o zdrowym umyśle, człowiek rozsądny, będzie pomagał tym, którzy współpracują i współdziałają z jego śmiertelnym wrogiem?!

Dlaczego od Polaków wymaga się tego, czego nie wymaga się od Żydów?!

Władysław Gauza
Styczeń 2013

Komentowanie zamknięte.