Najnowsze

Opublikowano Styczeń 26, 2013 Przez Jan W Bez kategorii

Prymas Józef Glemp – Złoty Róg, który nie zagrał.

Źródło: http://gazetawarszawska.com/2013/01/24/prymas-jozef-glemp-zloty-rog-ktory-nie-zagral/

Data publikacji: 24.01.2013

W nocy z 23/24 stycznia 2013 r. zmarł Prymas Glemp. Był on następcą Prymasa Wyszyńskiego i przejął władze prymasowską właśnie z protekcji swego poprzednika Prymasa Tysiąclecia – Stefana kardynała Wyszyńskiego.

Prymas Glemp był ostatnim Prymasem Kościoła w Polsce, bo jako ostatni miał on pełnię atrybutów władzy Prymasa w Kościele, faktycznie reprezentując władzę papieską w Polsce wobec innych biskupów, którzy nie byli mu równorzędni w godności władzy pasterskiej.

Tej wielkiej odpowiedzialności i honoru Pasterza śp. J. Glemp jednak nie zdzierżył i zrzekł się wszelkich tytułów i praw, oddając Pastorał Prymasa w niegodne ręce i pozwalając tym samym na zniszczenie pozycji Prymasa w ogóle. Skutki tego wandalizmu widać i Kościele, i w Polsce, ale to i tak dopiero początek tego, co nadejdzie.

Prymasowanie Glempa zaczęło się dość dobrze. Idąc po linii ideowej kard. Wyszyńskiego szedł nieco dalej niż poprzednik, bo wygłaszał homilie, które budziły optymizm nawet wśród niedobitków Stronnictwa Narodowego w Polsce. Komentowano to z otuchą w sercu, że kard. Glemp jest bardziej „narodowy” niż Wyszyński.

Tę narodową linię trzymał dość długo, a kulminacją tego były wystąpienia w pierwszych dniach stanu wojennego. Już w pierwszych godzinach tego żydowskiego przewrotu w Polsce Prymas Glemp stanowczo tępił „myślenie powstańcze” w całym społeczeństwie. Jest zasługą Prymasa Glempa to, że stan wojenny nie wywołał masowych wystąpień ulicznych w Polsce. Gdyby do tego doszło, doprowadziłoby to do rzezi na Polakach, co najprawdopodobniej było wkalkulowane od samego początku.

Przypomnijmy , że RUCH SPOŁECZNY SOLIDARNOŚĆ, na początku swego istnienia wymknął się spod kontroli służb i groził polskim autentyzmem, dokonywaniem uczynków według polskiego sumienia w służbie Polaków i Polski. Szybko jednak KOR-owcy przejęli sprawę w swoje ręce i „Solidarność” zaczęła się „toczyć” tak, jako zaplanowano na samym początku. A zaplanowano to, że „Solidarność” będzie zaczynem upadku komunizmu w całym bloku. I to w trakcie takiej gry żydzi na nowo będą mieli okazję do poszerzenia swej władzy w Polsce. Przelew polskiej krwi był tu zatem niezbędny. Przy okazji poruszania kwestii stanu wojennego i roli głównego herszta tej żydowskiej bandy –  Jaruzelskiego, wypomina mu się „stan wojenny” , ale też nie mówi się całej prawdy. Mianowicie takiej, że formalnym powodem 13 grudnia była deklaracja  na „zjeździe Solidarności” – odezwa  do innych robotników w pozostałych krajach socjalistycznych.

Odezwa ta wrażała przekonanie, że „Solidarność” walczy nie tylko o polski lud pracujący, ale o wszystkich robotników w „sojuzie bloku wschodniego”. W odezwie wyrażono przekonanie, że już wkrótce „Solidarność” rozleje się po innych krajach i tam zaprowadzi podobny porządek, jaki już było widać w Polsce. Była to deklaracja-prowokacja, o której marzono po stronie bandyty Jaruzelskiego. Przypominała ona jako żywo dzieje dawnej polskiej głupoty powstańczej, gdzie polskie władze powstańcze walcząc przeciw rozbiorcom dodawały im impulsów do walki (prowokowały) poprzez „nadawanie wolności” wszystkim chłopom pańszczyźnianym, którzy zbiegliby do Polski. Władcy państw rozbiorowych nawet gdyby nie chcieli toczyć walk przeciw Polsce, podlegali naciskom własnych elit władzy, które obawiając się rozruchów na własnym terenie, parły do stłumienia zarzewia rewolucji na miejscu w Polsce. Tamci „wolni chłopi” z polskiego nadania ani tej wolności nie otrzymali, ani nawet nie usłyszeli tego, że w Polsce to oni są wolni, ale skutkiem tamtych „nadań” było jedynie dodatkowe cierpienie Polski i jej osłabienie, a co było rzeczywistym celem takich prowokacji. Podobnie „Solidarność” dawała wolnośćRumunom czy DDR-owcom lub innym potrzebującym swobody jak powietrza. A trzeba też przypomnieć, że za tym „nadaniem wolności” przez „Zjazd Solidarności” stał mason Jan J. Lipski. Wolność „bratnich krajów” z rąk „Solidarności” była prowokacją, nastawioną na usprawiedliwienie wywołania stanu wojennego, klasycznym współgraniem żydów z opozycji z żydami władzy, którzy takim właśnie prostymi zabiegami – na trupach Polaków – powiększają swe obszary władzy w Polsce, a trwa to już od ponad 300 lat.

Jest właśnie zasługą Prymasa Glempa to, że nie dopuścił do przelewu polskiej krwi wtedy w pamiętnym Grudniu. Żydzi nigdy mu tego nie wybaczyli. Ich głębokie rozczarowanie niepowodzeniem tej prowokacji wyrażał – wielokrotnie i na różne sposoby – nawet taki „polski żyd” jak Artur Sandauer, „stronnik Kościoła” w jego utarczkach przeciw PZPR. Nie mogąc walczyć otwarcie przeciw słuszności „ekonomii powstańczej Glempa”, Sandauer zarzucał Prymasowi brak zdolności do wypowiadania się po polsku, a co prowadzi do niebezpiecznego „niezrozumienia” przez masy społeczne. Sandauer – wśród studentów idol „Polski niepodległej i demokratycznej” –„dobrze radził” Prymasowi Glempowi, aby ten „siedział cicho”.

Jest też zasługą tamtego okresu w Kościele w Polsce to, że parafie rozpoczęły masową kampanię uświadamiającą swych wiernych co do istoty aborcji. Tablice ogłoszeniowe w kościach były pełne ilustracji dotyczących przebiegu aborcji i jej skutków. To wtedy Polacy – różnych grup wiekowych – po raz pierwszy zobaczyli i zrozumieli to, co było „zakazane”: małego Polaka zabijanego w łonie matki. Bez roli Prymasa Glempa te akcje uświadamiające nie byłyby możliwe.

Trzeba stanowczo podkreślić to, że do tamtej pory w Polsce aborcja nie była pojęciem takim, jak jest obecnie. Było to coś, co jest tak zwyczajne jak borowanie zębów u dentysty lub leczenie odcisków na palcach u nóg. Faktycznie był to temat odpowiednio „wbity w świadomość społeczną” z jego prawem do normalnej egzystencji, jak np. konieczność dojazdu do pracy lub prawa do urlopu wypoczynkowego, a wiec nie był to nawet „temat tabu”. Tam, w tamtej epoce Polacy byli prawdziwymi ludźmi radzieckimi, bo to pederasta i wilkołak Lenin (wył do księżyca) jako pierwszy w świecie wprowadził prawo aborcyjne jako normalność społeczną. A Polacy – spontaniczni, dumni i niezniszczalni antysowieciarze – skwapliwie tenleninowski porządek akceptowali tak w domu, jak i w społeczeństwie jako całości. Według pewnego księdza , który zajmował się tym problemem z ramienia episkopatu, pierwsze miesiące czy lata po 13 grudnia dawały w Polsce może nawet 2 miliony aborcji rocznie.

To dzięki panowaniu Prymasa Glempa proceder ten został naświetlony i nazwany, wszedł i umocnił się na zawsze w świadomości wszystkich niedoszłych rodziców, sąsiadów, kolegów w pracy, a nawet i kleru, który o tym przedtem faktycznie głucho milczał.

Talmud uczy, że wroga likwiduje się „od głowy”, że się nigdy nie toleruje obcych interesów, a wszystko, co stoi na drodze żyda, musi być zniszczone i właśnie według tego dobrzy żydzi tak postępują. W 1989 roku w homilii podczas uroczystości Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiejhttp://gazetawarszawska.com/2013/01/24/jozef-kardynal-glemp-prymas-polski/śp. Prymas Glemp wygłosił tezę mówiącą, że;

„Jeśli nie będzie antypolonizmu, nie będzie u nas także antysemityzmu…”

W/w cytat był odpowiedzią na ciągle wzrastające rozpasanie żydowskie w Polsce. Było to już długo po heretyckiej wizycie Jana Pawła II w synagodze, po atakach na Karmelitanki, po deklaracji Macharskiego o zaniechaniu wszelkiego kultu katolickiego w obozie w Oświęcimiu i o zgodzie na wyrzucenie Sióstr Karmelitanek z ich klasztoru. Wypowiedź Glempa, obliczona bardziej na środowisko wewnętrzne, aniżeli wszechświatowe, była próbą skromnego wtrącenia się Prymasa do wewnętrznej ofensywy ideologicznej, polegającej na wyjawieniu wzrastającemu frontowi żydowskiemu w episkopacie i innym łowcom antysemityzmu tego, że te „antysemickie” problemy są prostą reakcją katolików na żydowską agresję w Polsce.

Wypowiedź ta poszłaby dawno do lamusa i nikt by jej już nie pamiętał. Stało się jednak inaczej i homilia ta była faktycznym końcem kardynała Glempa jako Prymasa Polski.

Treść tej homilii została wyłowiona i rozesłana w świat przez Józefa Kowalczyka jako „antysemicka”. Oczywiście nie było ani jednej gazety czy redakcji w świecie, która by nie potępiła tego strasznego antysemityzmu Prymasa Glempa.

Homilia ta stała się więc autentycznym końcem kardynała Glempa jako hierarchy w ogóle, bo przerażony negatywną reakcją Papieża popadł w głęboki konflikt sumienia, który go zniszczył jako duszpasterza. A faktyczną rolę prymasa w Polsce przejął bliski przyjaciel Jana Pawła II, w/w donosiciel Józef Kowalczyk T.W. albo K.I. CAPPINO, nominowany na nuncjusza właśnie tego samego dnia, kiedy wygłoszono homilię o związku antysemityzmu z antypolonizmem.

To właśnie te wydarzenia sprawiły to, że Prymas Glemp do ostatnich swych dni na prymasostwie nie tylko nie zachowywał się już nigdy jak Ojciec Narodu, ale zatracił godność kapłana Chrystusowego. Np. przychodząc na wizytę do rabinów w USA zdejmował z piersi krzyż, tak samo wchodząc do siedziby EU w Brukseli, podpisywał dziękczynne listy chwalące żydów za to, „że są”, chwalił prywatyzację i namawiał przy tej okazji, „aby się nie bać nowego”, a nie znając warunków, popierał „carte blanche” wejście Polski do EU. Na koniec – jak już wspomniano – oddał niegodnym swój Prymasowski pastorał, z czym równocześnie Polska utraciła swój ogromnie ważny atrybut władzy kościelnej PRYMASA – jako gwaranta jedności tak narodu, jak i państwa, władzy Prymasa, która reprezentowała ducha Polski  „de jure” i „de facto” niepodzielnie, w jednym. I kto wie, czy wtedy właśnie nie padły polskie mury Państwa, którego zgliszcza oglądamy teraz.

My – dawni solidarnościowcy – patrząc na to trupowisko, jakim jest obecna Polska, nie możemy dać kard. Glempowi tak do końca dobrego świadectwa, bo faktycznie nic nie znajdujemy na usprawiedliwienie tego, co w końcu uczynił lub nie uczynił. Sam fakt ochrony „Solidarności” przez rzezią – patrząc na dłuższa metę – też nie jest może jakąś wielką zasługą, bo byliśmy gotowi na długi marsz, a który został przerwany lub rozpędzony. Polska i tak straciła więcej w latach dziewięćdziesiątych niż w czasie całej II Wojny Światowej, bo Ojczyzna nawet nie ma już granic po roztopieniu się w UE, zaś tamten wielki majątek choć zgrzebny, był jednak trudny do stworzenia i ogromny, a został zastąpiony zadłużeniem u lichwiarzy żydowskich. Jest to niestety zasługą duszpasterskiej pasywności kard. Glempa, który po jego „złamaniu” już nigdy nie zadął w Złoty Róg.

Ci zaś młodzi, którzy przyszli na świat po kampanii antyaborcyjnej lat 80 tych, w znacznej części zawdzięczają swoje życie kard. Glempowi i tych można zliczyć w wielu milionach, bo tamto zło zostało złamane wtedy, kiedy rządził ksiądz Józef kardynał Glemp, Prymas Polski. Ci właśnie, te miliony Polaków powinni może przynieść jakiś żywy kwiat na trumnę Prymasa, bo choć wojownikiem to on nie był, ale miał sumienie.

 

Requiescat in pace

 

(-)Krzysztof Cierpisz

2013-01-24

Komentowanie zamknięte.