Opublikowano Luty 6, 2012 Przez a303 W Bez kategorii

Prawybory w Iowa dowodzą, że nadchodzi czas “by wrzucić Izrael pod jadący autobus”

Źródło: http://revoltoftheplebs.wordpress.com

data: 04.01.2012

Artykuł Keitha Johnsona, przekład z j. and. wMordechaj

Mitt Romney

A zatem, pierwszy protektor Izraela Mitt Romney wygrał prawybory w Iowa? Wyobraźcie sobie. Myślicie, że to stwierdzenie ma jakiś związek z tytułem artykułu?

“Pierwszą moją zagraniczną wizytę skieruję do Izraela. Na miejscu zaakcentuję znaczenie żywotnego interesu narodowego istnienia Izraela jako państwa żydowskiego. Chciałbym, aby świat dowiedział się, że więzi USA z Izraelem są nierozerwalne”.

A co myślicie na ten temat:

“Rozbuduję nasze środki odstraszające wobec reżimu irańskiego przez wydanie polecenia ciągłej obecności naszych lotniskowców, jedna grupa na Morzu Śródziemnym, a druga w rejonie Zatoki Perskiej. Rozpocznę rozmowy z Izraelem o zwiększeniu poziomu naszego zaangażowania wojskowego i koordynacji działań. Będę stale powtarzać, że Iran posiadający broń nuklearną jest nie do zaakceptowania”.

Mógłbym wyciągnąć kilka innych przykładów, gdzie wyrazy hołdu Romneya to po prostu zwykłe kłamstwa…lecz po co?

Sądzę, że powinniśmy policzyć nasze atuty. Chociaż Ron Paul otrzymał trzeci wynik, to trzeba to uznać za dobry wynik, gdy się weźmie pod uwagę, że Iowa jest bastionem ewangelików, których poparcie wyborcze dla państwa Izrael nie ma precedensu i mogliby uważać stan Iowa za swoją własną krainę.

Bez wątpienia Paul wypadł lepiej od innych kandydatów. Zdecydowanie okazał się kimś, kto najlepiej pasuje do zadania uwolnienia narodu z błędnej polityki fiskalnej Departamentu Skarbu i od prywatnej Rezerwy Federalnej. Lecz to w oczywisty sposób miało drugorzędne znaczenie dla wyborców z Iowa. Należało pokonać Paula, ponieważ trwa przy swoich zasadach i dał jasno do zrozumienia, że nie wyśle więcej dzieci na śmierć w kolejnej żydowskiej wojnie o przetrwanie.

Jak wytłumaczyć, że drugie miejsce zajął Rick Santorum? Nie mógł dojść nigdzie indziej po tym, gdy powiedział w “Meet the Press” dla NBC, że zażąda demontażu irańskich fabryk atomowych, a potem nakaże wykonać na niego atak, po tym jak Iran na pewno odmówi.

Michelle Bachman

Pewnie Michelle Bachman i Newt Gingrich są nawet bardziej pro-izraelscy. Czemu więc skończyli za Paulem? Widocznie wyborcy mieli coś, co alkoholicy nazywają „chwilą otrzeźwienia” i spostrzegli że żadne z nich nie ma szans pokonania Obamy. Bachman to zupełna idiotka, która ledwie potrafi wymówić Ameryka (co dobrze służy jej interesom), natomiast seryjny cudzołożnik i hipokryta Gingrich ma zbyt wiele za pazurami.

Mówiąc o Gingrich’u, czy chłop nie dość się już wycierpiał opłakując dawno zmarłą matkę?

Biedny gość…teraz ma coś nowego do rozrywania szat. Mogę iść o zakład, że te łzy są bardziej autentyczne. Dokładnie, Newt! Nie zrobisz z nas durniów. Znamy tę jedną szczególną rzecz, do której masz stosunek emocjonalny, czyli twoją polityczną karierę i twoich syjonistycznych prestidigitatorów, którzy ją finansują.

Przypomnijmy sobie czerwiec ubiegłego roku, gdy Newt apelował do Żydowskiej Koalicji Republikańskiej w Beverly Hills: „nigdy nie wolno nam lekceważyć miejsca, jakie Izrael zajmuje w amerykańskim sercu”.

Mów za siebie, Newt. Gdy idzie o Amerykę: o ile zgodzę się, że Izrael na pewno zajmuje ważne miejsce w jednym z naszych organów, to jednak upierać się będę, że znajduje się ono bardziej na południe od serca. Premier Izraela Benjamin Netanyahu pewnie obejmuje ten organ swymi paluchami i używa go jako mechanizm sterowniczy do realizacji swej kryminalnej rozpiski. Chociaż przysiąc nie mogę. W 2001 r. wychwalał ją: “Wiem czym jest Ameryka. Ameryka jest czymś, czym łatwo kierować, poruszać we właściwym kierunku”.

Nic się nie zmieniło i prawybory w Iowa to potwierdziły. To nie wynik manipulacji mediów i fałsz wyborczy. Iowa to mikrokosmos 70 milionów chrześcijańskich syjonistów, ewangelików i innych dyspensacjonistów, którzy reprezentują nawrócony blok wyborczy w Ameryce.

Ci psychotycy wierzą, że ta postawa bezwarunkowego poparcia państwa Izrael jest „złotym biletem”, jakiego potrzeba, aby przekroczyć perłowe wrota. Liczą na to, że katastrofalna w skutkach wojna na Bliskim Wschodzie przyspieszy nadejście Jezusa, który zstąpi z chmur i zbierze ich w jedno stadko. Złożony swego czasu bezpiecznie w niebiesiech, Chrystus zejdzie teraz na ziemię i zajmie się biznesem przeprania brudów swego stworzenia.

Przez dziesiątki lat fałszywi prorocy: Jerry Falwell, Hal Lindsey, Pat Robertson, Tim Lehay i John Hagee obwieszczali nadejście Jezusa jako fakt, który już się dzieje. O ile żaden z tych wieszczów tego nie doczekał, o tyle chrześcijańscy syjoniści są już do reszty wyczerpani oczekiwaniem i że nadszedł czas wziąć sprawy w swoje własne ręce. Wyobrażają sobie, że jeśli sami nagromadzą stos płomieni Armageddonu, to może wtedy uda się wysłać odpowiedni sygnał dymny, który osmali tyłek Pana.

Oto dlaczego retoryka wojenna i pobrzękiwania szabelką wobec Iranu wszystkich tych nadziei republikańskich mówi o nich wszystko. Któż inny przyciągałby uwagę jako kandydat na prezydenta, gdyby obiecał swemu narodowi wojnę, jak już go wybiorą? Dla reszty z nas, myśl o tym, że wikłają nas w następny niebezpieczny konflikt, byłaby niczym innym, tylko kolejnym horrorem. Lecz chrześcijańscy syjoniści mają to gdzieś, ponieważ są przekonani, że ich tu już nie będzie. Zanim fekalia uderzą w elektryczny wiatrak, oni będą sobie siedzieć wygodnie w pierwszych rzędach w niebie i przyglądać się widowisku, będą sobie grillować i pośpiewywać.

A co ma się stać z tymi wszystkimi żydami, o których ci ewangeliczni popaprańcy mówią, że ich kochają tak szczerze? Nie oszukujmy się. Ci ludzie na pewno nie są przyjaciółmi żydów. Ich doktryna jest krańcowo wroga judaizmowi i głosi konieczność nawrócenia się wszystkich żydów na chrześcijaństwo albo zatracenie wraz z resztą z nas. Więc czemu tak często stwierdzamy przypadki współpracy chrześcijańskich syjonistów z niektórymi grupami społeczności żydowskiej, która mogłaby uznać teologię typu „nawróć się albo giń” za teologię przemocy?

Inny cytat, jaki powszechnie przypisywany jest Netanyahu brzmi: „Moim zdaniem chrześcijańscy syjoniści to śmieci. Lecz im tego nie mówcie. Potrzebujemy wszelkich użytecznych idiotów, jacy są aktualnie pod ręką”.

Przyznam, że ciężko było mi uwierzyć, że Netanyahu mógłby być tak nieostrożny, żeby wychylić się z tym publicznie, myślę też sobie, że to nie tak znowu dalekie od tego, jak patrzy na to część żydów, szczególnie ci, którzy liczą na na miliardy amerykańskich dolarów, jakie ślemy co rok do Izraela, a także broń i zastępy roboli potrzebnych do prowadzenia wojen, w jakie się zaangażowaliśmy w ich imieniu.

Tak…chrześcijańscy syjoniści są pożytecznymi idiotami, którzy wspierają izraelską działalność przestępczą i to dokładnie oni są winni wciągania naszego narodu w kolejną wojnę. Dostaną swoje grzybiaste chmury, lecz nie będą na nie spoglądali z dostojnych niebios. Pomijając tę ich dyspensacjonistyczną mrzonkę o wizjach końca świata, co tak naprawdę oznacza wojna z Iranem? Nawet nie wspominam o cenie 500 $ za baryłkę ropy. Co ich to może obchodzić? Przecież to nasze zmartwienie. Wojna z Iranem oznacza wojnę z Rosją i Chinami, a więc wojna z Iranem to III Wojna Światowa.

Rosyjski Minister Obrony ostatnio przedstawił w biuletynie do premiera Putina i prezydenta Miedwiediewa deklarację chińskiego prezydenta Hu, który zatwierdził „co do zasady” strategię Chin, że jedyną drogą powstrzymania agresji zachodniej pod wodzą USA jest „bezpośrednia i niezwłoczna akcja zbrojna” oraz że Hu nakazał siłom marynarki wojennej „przygotować się na konflikt zbrojny”.

To doskonale współgra z oświadczeniem generała-majora Zhao Zhangzhong z chińskiego National Defense University, że Chiny „nie zawahają się bronić Iranu” nawet gdyby miało to prowadzić do III Wojny Światowej oraz że ten brak wahań może całkowicie spełniać  wewnętrzne potrzeby polityczne Pekinu. Obecnie Chiny kupują ogromne ilości ropy z Iranu i jest on ich trzecim największym partnerem handlowym.

A Rosja? 18.12.2011 r. dyrektor Rosyjskiego Centrum Studiów socjo-politycznych, Władimir Jewsiejew, obstawał przy tym, że Rosja powstrzyma każdy atak zbrojny na Iran, dodając że ten „atak militarny przeciw Teheranowi będzie stanowić dla Rosji poważny problem albowiem Kaukaz i Azja Środkowa są regionami strategicznymi dla Rosji”.

Nie tylko zresztą Rosjanie biją na alarm. Według Press TV: „W ubiegłym tygodniu, ambasador Rosji przy ONZ, Witalij Czurkin w gwałtownych słowach skrytykował jakiekolwiek plany atakowania Iranu, opisując taki środek jako „bardzo niebezpieczny scenariusz”, który może doprowadzić do „katastrofy regionalnej”. 

Jakiej regionalnej, osły! Ludzie, mówimy o III WŚ – wysmażonej przez tych samych, którzy zgotowali nam dwie poprzednie! A wszystko po to, aby twierdzić że „Izrael jest strategicznym sojusznikiem USA”.

Czy lubicie jakieś typowo oklepane banały? Najtwardsi rzecznicy przestępczego państwa Izrael na pewno mają ich w zanadrzu aż nadto. Ileż to razy słyszeliśmy te ich zapewnienia  wmawiane nam do znudzenia?

“Izrael to jedyna demokracja na Bliskim Wschodzie”. „Nie wolno przehandlowć ziemi w zamian za pokój”.„Musimy uchronić się przed następnym holocaustem”.

Na oto najlepsze z nich: “Izrael ma prawo istnieć”. Czyżby? „Żaden kraj nie ma prawa istnieć”, ogłosił poprzedni bonzo w strukturze CIA Michael Scheuer podczas wywiadu C-SPAN z 2010 roku. „Stany Zjednoczone nie mają prawa istnieć. Brytania nie ma prawa istnieć. Boliwia nie ma prawa istnieć! Kraje istnieją, gdy mogą nadążyć za swoimi sąsiadami, jeśli mają prosperującą gospodarkę oraz system społeczny oparty na zasadach sprawiedliwości. Gdyby uznać, że kraje mają prawo istnieć, to należałoby wskrzesić Związek Sowiecki, łacińskie Królestwo Jerozolimy i każdy inny kraj, który dawno temu przeminął w historii”.

Jest jeden sposób, żeby to precyzyjnie nazwać. Ale upierać się będę, że Izrael nie tylko nie ma prawa istnieć…ale że nie istnieje. Co najmniej z powodu Prawa Międzynarodowego. Jak to? Chociaż Zgromadzenie Ogólne ONZ rekomendowało utworzenie państwa żydów w Palestynie w 1974 r., to przecież Rada Bezpieczeństwa nigdy nie ratyfikowała tej uchwały. Dlatego Izrael jest tworem nielegalnym.

Ponadto, “gdy myślimy o prawie Izraela do istnienia, często myślimy o granicach z 1967 r. jako czymś, co zostało zapisane, a my kwestionujemy że istnieje coś w granicach z 1967 roku – mówi prawnik human rights z Nowego Jorku, Lamis Deek of Al-Awda. „Nigdzie tego nie zapisano. To jest arbitralnie przyjęta data związana z datą następnej okupacji. Równie dobrze można przyjąć inne daty: 1947, 48 czy 2001 r. Nigdzie nie ma czegoś takiego linia pokojowa czy granice z 1967 roku”. 

To są oczywiście tylko argumenty o charakterze prawnym. Czy coś zmusi mnie do zmiany poglądu, gdyby Izrael uzyskał formalne potwierdzenie z ONZ? Z pewnością nie. Żadne zewnętrzne ciało nie ma moralnego autorytetu wydawania poleceń miejscowej ludności. Tylko Palestyńczycy mają prawo zajmować ziemię, jaką ich przodkowie zamieszkiwali przez tysiące lat.

Wróćmy jednak do naszych komunałów.. Co rok się to powtarza, machina izraelskiej Hasbary ogłasza nowe hasło, które jest potem podchwytywane i powtarzane przez dziennikarzy i polityków. Jednym z ostatnich jest: „Prezydent Obama wrzucił Izrael pod autobus”, gdy zaproponował aby Izrael wrócił do rozmów pokojowych opartych na kształcie granic z 1967 roku. To stwierdzenie od razu pobudziło lojalnych sługusów Izraela do chwycenia za broń.

Oczywiście Obama później wycofał się rakiem z tego oświadczenia i potwierdził, że osobiście jest największą przeszkodą dla Palestyńskiej państwowości. „Pokój to kawał ciężkiej pracy”, oświadczył Obama na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ we wrześniu. „Pokój nie nastanie wskutek promulgowania deklaracji i rezolucji Narodów Zjednoczonych. Gdyby to było takie proste, to już z pewnością osiągnięto by taki rezultat”.

Na domiar złego, musiał potem paść na klęczki i płaszczyć się przed Syjonistycznymi Władcami. „Oddanie Ameryki dla ochrony bezpieczeństwa Izraela jest niewzruszone” powiedział Obama. „Nasza przyjaźń z Izraelem jest głęboka i trwała”.

Obama na pewno nie wrzucił Izraela pod autobus…chociaż powinien. W istocie, Izrael powinien zostać wyrzucony z pędzącego pociągu. Izrael jest jednak inżynierem przy pulpicie sterowniczym tej pędzącej lokomotywy, a nasi politycy są tylko obsługą wrzucającą węgiel pod kocioł.

Czyż nie nadszedł najwyższy czas, abyśmy zabrali nasze tyłki z tego pudła, przeskoczyli kilka wagonów i przejęli siłą kontrolę na całym składem, żeby nie wyskoczył z szyn i nie spadł w przepaść?

Wszyscy na pokładzie! Następny port: New Hampshire!

 

 

Komentowanie zamknięte.