Najnowsze

Opublikowano Marzec 24, 2014 Przez a303 W Ukraina

Prawicowa trockistka i irlandzki katolik

Ukraiński Majdan finansuje George Soros. Ten sam, który razem z Kuroniem, Geremkiem i Michnikiem „wykombinowali” transformację Polski, no i… Balcerowicza! Ten sam Soros, który założył i utrzymuje Fundację Batorego oraz jej szefa Smolara, czołowego ideologa środowiska KPP. Jeśli do tego dodamy, że środowisko Fundacji Batorego to zaplecze naszych rodzimych trockistów, rodzime stronnictwo trockistowskie, w dużej części potomkowie osób, które kiedyś przywędrowały z NKWD, zmieniły (tak, jak Nuland) nazwiska i wprowadziły w Polsce stalinowski terror, to w tej układance wszystko układa się samo.

Zimna Wojna, antagonizm Zachodu i bloku sowieckiego zaciemniały spojrzenie na kraje, które w PRL nazywano „kapitalistycznymi”. Oczywistym wydawało się, że skoro Wschód jest lewicowy, to Zachód musi był prawicowy. Nic bardziej mylnego. Współczesne podziały ideologiczne świata są bardziej złożone i lewica, również w wydaniu komunistycznym, zawsze była w nich obecna. Na Zachodzie Europy rządzi Pokolenie ‘68 (wzmocnione marcowymi emigrantami z Polski); swoisty „premier unijnego rządu” José Manuel Barroso to były maoista (postać ideologii jeszcze bardziej radykalnej niż poglądy Lenina i Trockiego razem wzięte).

W uzupełnieniu jego sylwetki dodajmy, że jest także portugalskim Żydem. Dużo w tym aspekcie napisano też o Margaret Ashton. Przed II wojną światową żydowscy emigranci z Europy Wschodniej skutecznie opanowali amerykańskie uczelnie. Wszyscy byli marksistami. Wśród nich bardzo łatwo wyłowić liczne „polskie ślady”. Udostępnione archiwa KGB, zdrada Rosenbergów, pamiętniki szpiegów frontu zimnej wojny, zapisy obrad Komisji McCarthy’ego – wszystko to razem uzupełnia naszą wiedzę nt. infiltracji USA przez NKWD/KGB, kształtowania elit amerykańskich i wynikających z tego konsekwencji.

Szpiegami sowieckimi w USA okazali się prof. Oskar Lange, później główny ekonomista PRL, Stefan Arski (właściwie: Artur Salman), red. nacz. „Trybuny Ludu” oraz Bolesław Gebert (ojciec Dawida Warszawskiego). Rzecz znamienna, że spektakularne sukcesy werbownicze, jakie odnosił wywiad sowiecki (i gen. Wacław Komar vel Mendel Kossoj, szef Informacji Wojskowej), dotyczyły Żydów pochodzących z Europy Wschodniej, głównie z Polski. Do kogo dziś fizycznie należy ręka pociągająca za sznurki marionetek, agentów wpływu? Można domniemywać, że część z nich przejęła FSB i to na polecenie FSB w mediach amerykańskich wywołują i podgrzewają tematy: antysemityzm Polaków, nieuleczalną antyrosyjskość. Sprawa to jednak tak rozległa i skomplikowana w swym łajdactwie, że wymaga odrębnego omówienia.

Rabinicznie i po chazarsku

Victoria Nuland – ta od „Fuck the EU”, nie przypadkiem pogardliwie wyraża się o Europie, a ściślej o tej jej części, w której żyjemy. Pochodzi z polskich Kresów. Gdy jej dziadek, litewski Żyd, przywędrował do USA, nazywał się Nudelman. Jej urodzony już w nowojorskim Bronksie ojciec utrzymuje, że ma problemy z określeniem swej przynależności etnicznej, jest agnostykiem, ale uczęszcza do synagogi, a córki wychował w tradycji żydowskiej. Nuland jest żoną Roberta Kagana, współtwórcy niezwykle wpływowej grupy lobbingowej, która w latach 90. intensywnie promowała agendę nowego światowego porządku. Kagan i jego klan zakładali, że ich teorie będą trudne w implementacji bez jakiegoś katastroficznego wydarzenia rangi Pearl Harbor. Atak terrorystyczny na WTC w Nowym Jorku był tu dla nich (i kontrolowanej przez nich administracji Busha) wymarzonym i od dawna poszukiwanym pretekstem. Żeby było weselej, także siostra inkryminowanej, Ellen Kagan stoi na czele innej, faworyzującej agresywną politykę zagraniczną agencji – Instytutu Studiów Wojennych. Krótko mówiąc, Nuland jest członkiem klanu pospolitych handlarzy śmiercią. Mimo ścisłych związków z republikanami i diabelskiej roli odegranej w inwazji na Irak, klan Kaganów otorbia administrację Obamy, wraca do władzy. Nie od rzeczy będzie przypomnieć, że sam Obama politycznie sformatowany został w kręgach chicagowskich marksistów.

a

a

Do Żydów z Europy Wschodniej nie jest też daleko jego ministrowi od zagranicy. A propos nazwisk, Nuland nie używa ani swego rodowego, ani nazwiska męża. Wstydzi się obu, usiłuje coś ukryć? Pierwsze z nich znaczy w jidysz tyle, co wyrabiacz klusków; Kagan brzmi bardziej rabinicznie. To tytuł wodzowski Chazarów, który swojsko brzmi w kontekście Łazara Kaganowicza, drobnego żydowskiego handlarza bydłem, jednego z najbliższych współpracowników Stalina, architekta Wielkiego Głodu na Ukrainie, współodpowiedzialnego (obok Berii, Stalina i Kalinina) za zbrodnię katyńską.

Czym w USA zajmują się potomkowie Kaganów? Nigdy dość przypominania. Żyją i działają w establishmencie, zasiadają w Kongresie, są właścicielami wielkich banków, uczą studentów, pisują eseje politologiczne dla tamtejszych „gazet wyborczych”. Wielu pracuje w dyplomacji i bryluje na dyplomatycznych salonach. Takim swego rodzaju bastionem Kaganów, pełnym potomków kurierów Kominternu, jest Departament Stanu. Wszyscy przy tym odziedziczyli po przodkach ambicje „robienia porządków” w krajach (lub raczej z krajami) swego pochodzenia, tj. Polsce, Rosji, Ukrainie. Była szefowa Nuland, sekretarz stanu w administracji Clintona M. Albright „dowiedziała się”, że troje z jej dziadków było pochodzenia żydowskiego. Dzisiejszy przełożony Nuland, sekretarz Stanu John Kerry, irlandzki praktykujący katolik z Massachusetts okazał się Johnem Kohn, prawnukiem urodzonego w śląskiej Białej k. Prudnika chmielarza w miejscowej warzelni piwa. Ostatnia wizyta Kerry’ego w Warszawie przypominała wizytę w krainie Zulusów. Były trockista i pacyfista, który po powrocie z Wietnamu opluwał amerykańskich żołnierzy, powielając kremlowską propagandę, wysłannik syna komunistki i emigranta z Afryki, lewaka wychowanego przez sowieckiego szpiega, w pierwszym rzędzie złożył wizytę na grobie postępowego katolika z zaciągu Luny Brystygierowej, omijając szerokim łukiem tablicę poświęconą ofiarom tragedii smoleńskiej. W tym kontekście sporo mówią pohukiwania eksperta PiS do gościa zza oceanu, że „przedłużanie resetu z Rosją nie może odbywać się kosztem naszych interesów bezpieczeństwa”. Pominąwszy jego wątpliwe kompetencje do rozumienia naszych interesów, a co dopiero interesu USA, nie trzeba być znawcą polityki amerykańskiej, żeby wiedzieć, jak Kerry zareagował na te słowa – parsknięciem śmiechem. Bo czyż nie zamach smoleński był ostateczną „chwilą prawdy” i ujawnił całkowite, kompletne wyczerpanie się koncepcji eksperta PiS, aby to Kerry, Nudelman i Kagan upomnieli się o zwrot wraku tupolewa?

Worek KPP rozpruwa się

Ocena działalności partii ruskiej, czy partii pruskiej w Polsce, nie nastręcza większych problemów intelektualnych. Kłopot w tym, że po stronie niepodległościowej, nominalnie prawicowej i konserwatywnej opozycji też dominuje postawa klientelizmu; dogmat, że Polskę można wygrać, wyłącznie pozostając wiernym sojusznikiem USA i urojenie, że droga do Waszyngtonu prowadzi przez Tel Awiw. Problem w tym, że tamtejsza elita polityczna to plutokracja żydowska pochodząca z Europy Wschodniej, hołdująca silnym antypolskim resentymentom, której cała polityka wobec Polski to nachalne, momentami wręcz agresywne żądania zwrotu mienia pożydowskiego. Elity nad Wisłą, te lewicowe, jak i prawicowe, uwierzyły we własną bezsilność, w to, że Polska jest karłowatym państwem i nic sama nie może. Jaką rolę odgrywa Warszawa w polityce Waszyngtonu? Żadną. Pamięta o niej tylko wtedy, kiedy chce, aby żyrowała kolejną amerykańską awanturę wojenną. Wysłać Wojsko Polskie do Ziemi Świętej dla zapewnienia bezpieczeństwa granic Izraela – nawołuje inny analityk PiS. Pilnowanie granic Izraela w zamian za łaskawą zgodę na przyjęcie miliardowych odszkodowań i stwarzanie okazji politykom do westchnień, że czują się w Izraelu jak w domu, to dla teatrologa z wykształcenia wystarczający powód dla eksportu polskiego żołnierza. Do Ziemi Świętej – pisze przy tym tak, jakby chodziło o nową wyprawę krzyżową.

PiS ma wielomilionowy katolicki elektorat, który z jednej strony widzi w retoryce partii częste odniesienia do wartości chrześcijańskich, do nauczania Jana Pawła II, z drugiej – ich brak w praktyce politycznej. Na arenie międzynarodowej jego zaangażowanie na rzecz chrześcijaństwa jest zerowe. Popiera budowę nowego światowego porządku na Bliskim Wschodzie, lansowanego przez byłych trockistów (w tym „irlandzkiego katolika Kerry’ego”).

W całostronicowym potoku słów cytowanego wcześniej eksperta Waszczykowskiego na łamach „Naszego Dziennika” (sic!) poświęconym Syrii nie pada ani jedno słowo na temat prześladowań chrześcijan. Dużo za to nawoływań do zaangażowania Polski po stronie tych sił w konflikcie, które dozbrajają rebeliantów i wyniszczają chrześcijaństwo. Również w polityce historycznej partia stosuje podwójne standardy. Jak w przypadku ofiar ludobójstwa dokonanego przez sowieckie NKWD i przez nacjonalistów ukraińskich z OUN-UPA. W narracji historycznej PiS istnieje wyłącznie Katyń, bo dokonany przez Rosjan (chociaż i to nie jest całkiem prawdziwe). Rzeź wołyńska pozostaje tematem tabu – zgodnie z wyznawaną przez partię doktryną, że w polskim interesie narodowym jest budowa wielkiej Ukrainy. To ta właśnie doktryna była – oprócz motywacji antyrosyjskiej – inspiracją wystąpienia prezesa PiS na kijowskim Majdanie u boku wodza ukraińskich nazistów, co było szokiem nawet dla przywykłych do podwójnych standardów najwierniejszych zwolenników PiS.

W Stanach Zjednoczonych od lat kilkudziesięciu funkcjonuje sobie formacja polityczna, w czasach administracji Busha nadająca niepodzielnie ton w światowej polityce, przez siebie przewrotnie zwana neokonserwatywną, a przez prawdziwych konserwatystów – neotrockistowską, która na początku lat 90. dokonała wrogiego przejęcia amerykańskiego konserwatyzmu i konserwatywnych instytucji. Różnica między nimi a trockistami jest taka, że ci ostatni dążyli do rozpalenia światowej rewolucji, oni natomiast dążą do narzucania światu wzorców ideologicznych przy pomocy najemnych żołnierzy. Jest to grupa znakomicie zorganizowanych i mających jasno sprecyzowane, dalekosiężne cele skrajnie proizraelskich polityków żydowskiego pochodzenia, w przeszłości wyznawców trockizmu, o korzeniach rodzinnych ze Wschodniej Europy, najczęściej potomków członków KP USA. Ich doktryna polityczna streszcza się w hasłach: „co 10 lat Stany Zjednoczone powinny rzucić o ścianę byle jakim, gównianym państewkiem, żeby wiedziano, kto rządzi”. Nuland i Kagan związani są z American Enterprise Institute (AEI), placówką stanowiącą zaplecze tej grupy. Do jej najbardziej prominentnych przedstawicieli, obok Kaganów, należy Paul Wolfowitz, b. z-ca sekretarza Obrony. Inne, związane z AIE znaczące indywidua to: Nathan Glazer, Leon Kass, Richard Perle, Douglas Feith, no i Radosław Sikorski, który pracował w nim w przerwach, kiedy nie był ministrem w Polsce (zresztą razem z A. Applebaum, swoją żoną).

Znawca talibów i opium

Anne Applebaum wydała książkę „Żelazna kurtyna”, w której opisuje okres stalinowski w Polsce i Europie Wschodniej. Odnosi się w niej do roli Żydów w montowaniu komunizmu i ich późniejszej emigracji do USA i Izraela, a przy okazji fałszuje historię, wybielając ich zbrodniczą rolę w mordowaniu polskich patriotów. Wieczór promocyjny tej książki odbył się właśnie w AEI w Waszyngtonie. Przyjęcie promocyjne wydał także ambasador Ryszard Schnepf, ceniony i nagradzany przez środowisko neokonserwatystów za wszechstronną pomoc, jakiej udzielał i udziela w odzyskiwaniu mienia żydowskiego w Polsce, a także za założenie żydowskiej loży – B’nai B’rith. Ale to i tak drobnostka w porównaniu z faktem, że żona polskiego ministra jest urzędującym dyrektorem politycznym Instytutu Legatum, prywatnej instytucji inwestycyjnej (a faktycznie instytucji szpiegostwa gospodarczego), której dyrekcja wywodzi się wyłącznie z amerykańskich środowisk żydowskich. Prezesem Legatum jest Jeffrey Gedmin, wcześniej tzw. rezydent i wykładowca w AEI i (tak, jak Sikorski) dyrektor wykonawczy the New Atlantic Initiative. Jego zastępcy, o swojsko brzmiących nazwiskach, to: Julian Knapp, Zach Courser i Alanna Bałaban. Ta ostatnia była doradcą politycznym ds. europejskich w Sekretariacie Obrony za czasów sławetnego Wolfowitza, gorącego zwolennika ekstremalnie proizraelskiego nastawienia polityki USA, jednego z głównych architektów wojny w Iraku, b. prezesa Banku Światowego; a którego dziadek w 1920 r. przywędrował do USA z dalekiej Polski. Dziś Obama rewiduje politykę poprzedników, zamyka fronty, wyprowadza wojska z Afganistanu, zmęczenie Amerykanów wojnami było jednym z czynników, które wyniosło go do władzy. Sikorski do nowych czasów nie przystaje. I nie pomogą mu w zmianie wizerunku nawoływania do przejęcia przez Niemcy roli Führera Europy ani wypowiedzi, że nie miałby nic przeciwko członkostwu Rosji w NATO. To wszystko brzmi nieszczerze. Pamięta mu się jego opowieści o Afganistanie, że trzeba walczyć do końca, do ostatniego żołnierza. A jego bajdurzenia o talibach tworzyły obraz, jakby znał się wyłącznie na opium.

Środowisko myślące i działające „michnikiem” cechuje sporo arogancji i pogardy dla „polskiego motłochu” (stąd „Polska chory człowiek Europy” i „brzydka panna”). W jego myśleniu nie ma miejsca dla narodowych interesów i suwerenności państwa, zaś uległość wobec Rosji na wschodzie i Niemiec na zachodzie jest naturalnym odruchem. Czy prawica musi jednak szukać remedium na polskie bolączki, rywalizując z Sikorskim i jego żoną o względy amerykańskich trockistów? Czy musi małpować uległością wobec innego państwa na zachodzie i jeszcze innego na wschodzie (tym prawdziwym)? W ocenie dylematów polityki zagranicznej ze strony ekspertów PiS ogarniętych chorobliwą megalomanią i urojeniami dostajemy zawsze porcję mętnych frazesów, zawsze przy tym wygłaszanych z ogromną pewnością siebie.

Politycy tej partii

Z jednej strony są – trzeba przyznać – do bólu pragmatyczni, gdy mowa o „operetkowej armii polskiej”, którą z łatwością można pomieścić na Stadionie Legii lub o chaosie finansowym kraju. Z drugiej – niebotycznie przeceniają możliwości oddziaływania państwa na świat zewnętrzny, megalomańsko nawołując do zwiększenia kontyngentu w Afganistanie, do udziału w siłach NATO w Palestynie, pacyfikowania zwaśnionych murzyńskich plemion. A megalomania szkodzi. Jest też śmieszna. A Polsce wcale nie do śmiechu. Eksperci PiS przestają myśleć, gdy przychodzi do relacji z Rosją. Wystarczy im zamachać czerwoną płachtą. W dodatku krytyka takiej postawy naraża na zarzut antyamerykanizmu, przejaw rusofilstwa, uwstecznienia, zaściankowości, a nawet – zrównanie ze zwolennikami Łukaszenki. Towarzyszy temu teza, że poza PiS nie ma prawdziwych patriotów.

Wpływów rosyjskich, zwłaszcza tych agenturalnych, oczywiście lekceważyć nie można, ale jeśli nasz kraj stanowi dziś kondominium (by odwołać się do nośnej medialnie myśli Jarosław Kaczyński), to raczej jest to kondominium niemiecko-amerykańskie. Bowiem to Waszyngton przejął w 1989 r. od Moskwy, przy pomocy rodzimych trockistów z KOR, kontrolę nad Polską. A jak się układają jego stosunki z kanclerzycą, protektorką Tuska, to już odrębna sprawa (podobnie zresztą, jak relacje obu państw z Putinem). Ale nad Wisłą zarówno jedni, jak i drudzy, skutecznie zabezpieczyli swoje interesy, wykorzystując do tego tubylczy establishment poszukujący protektorów na Zachodzie za pośrednictwem Michnika. Józef Mackiewicz zauważył kiedyś: „Niemcy robią z Polaków bohaterów. Podczas gdy Sowieci – gówno”. Okazuje się, że nie tylko Sowieci. Inni też potrafią.

Wulgarna wypowiedź Nuland o Ukrainie i jej sąsiadach (bo przecież nie o UE) obnaża przy okazji intelektualną nędzę elity dyplomatycznej III RP, ale także doradców prezesa PiS. Zapowiada kolejne klęski na arenie międzynarodowej. Potwierdza w oczach Polaków, że nie mają im nic do powiedzenia, a na wszelkie pytania, problemy, wątpliwości – tylko jedną odpowiedź: bij Moskala. I tylko jeden cel: osłabić Rosję. A że przy okazji Rosję wzmacniają, a Polskę osłabiają, to już mały, nic nieznaczący detal. Eksperci PiS gardłując o Ukrainie w UE i namawiając do przebicia stawki w licytacji z Putinem o jej zbankrutowaną gospodarkę i o jej pomniki Lenina i Bandery, nie pytają, ile Polska może na tym zyskać, a ile stracić. Nie wyciągają wniosków z przeszłości. Popełniają wciąż te same błędy. 9 lat temu poparli bezkrytycznie tzw. Pomarańczową Rewolucję, swego rodzaju ukraińską Magdalenkę, a jej beneficjenci wkrótce napluli im w twarz. Nie zastanawia ich, dlaczego Michnik tak rozczulił się nad rolą Jarosława Kaczyńskiego na Majdanie i uznał, że zachował się jak prawdziwy polski patriota? Czy w sytuacji przyjmowania porad i pochwał ferowanych przez jawnie antypolską i antykatolicką formację może być mowa o uprawianiu suwerennej polityki zagranicznej.

Tymczasem Nuland, już bez porad Michnika, przystąpiła do akcji instalowania nowych tubylczych władz z bokserem Kliczko (synem oficera armii sowieckiej i obywatelem Niemiec), Arsenijem Jaceniukiem (ministrem gospodarki i dyplomacji w rządzie odsiadującej wyrok za korupcję Julii Tymoszenko, spokrewnionym jeśli nie z Nuland, to z Kaganowiczem) oraz nazistą Tiahnybokiem. Przy czym Nudelman wcale tu nie przeszkadza, że dwóch członków Izby Reprezentantów ze stanu Nowy Jork w skierowanym do niej przesłaniu ideologię partii tego ostatniego określiło jako „zbliżoną do neonazistowskiej” i że w 2012 r. został zamieszczony przez Centrum Szymona Wiesenthala na liście 10 najbardziej zaciekłych antysemitów świata. Hołubiąc faszyzującą opozycję, Nuland musiała się przy tym nieźle napocić, gdy pod oknami ambasady i pomnikami Bandery wyśpiewywali: „Smert moskowsko-żidiwskij komunie”.

Czy wyczyny Nuland leżą w polskim interesie? Pytania takiego nikt nie zadaje, bo ważniejsza jest fascynacja tym, że gdzieś trwa rewolucyjna ruchawka. Czy w polskim interesie leży wykrojenie kolejnego państewka w Mitteleuropie ze stolicą w Przemyślu, który wcześniej odbierze nam Tiahnybok? Albo przyjęcie tysięcy uchodźców ukraińskich, którzy wcześniej lub później zasilą elektorat Mirona Sycza (tego od „wychowany byłem przez ojca w nienawiści do Polaków”)? Nie ulega wątpliwości, że państewko takie będzie, przy milczącej zgodzie Moskwy, pod wpływami Niemiec. W przypadku demontażu Jugosławii Berlin posłużył się potomkami kolaborantów z czasów II wojny, chorwackimi ustaszami oraz synami bądź wnukami członków albańskiej dywizji SS Skanderbeg, a dziś, zupełnie przypadkowo, na Ukrainie aktywizują się spadkobiercy dywizji SS Galizien. Ukraiński Majdan finansuje George Soros. Ten sam, który razem z Kuroniem, Geremkiem i Michnikiem „wykombinowali” transformację Polski, no i… Balcerowicza! Ten sam Soros, który założył i utrzymuje Fundację Batorego oraz jej szefa Smolara, czołowego ideologa środowiska KPP. Jeśli do tego dodamy, że środowisko Fundacji Batorego to zaplecze naszych rodzimych trockistów, rodzime stronnictwo trockistowskie, w dużej części potomkowie osób, które kiedyś przywędrowały z NKWD, zmieniły (tak, jak Nuland) nazwiska i wprowadziły w Polsce stalinowski terror, to w tej układance wszystko układa się samo.

Tekturowe pudło z dolarami

„Rzekome więzienia CIA to fakty prasowe. Nie mamy podstaw, aby sądzić, że takie w Polsce były […] amerykańskie samoloty lądowały także na Litwie czy w Rumunii. Tam wszyscy stoją murem za władzą” – mówi w rozmowie z „Polska the Times” b. wiceminister SZ i b. wiceszef BBN Witold Waszczykowski. Dużo do myślenia dała informacja, że agenci CIA dostarczyli bezpiece w dwóch tekturowych pudłach 15 milionów dolarów w gotówce za stanie na wachcie w czasie, gdy torturowali tam swoje ofiary. Informacji towarzyszył prymitywny bon mot Millera podchwycony przez media: „Wywiad dostał jakieś pieniądze? To super!”. Tymczasem prawdziwym problemem nie są dolary w pudłach. Prawdziwym problemem jest Miller i w ogóle uległość naszych elit wobec ośrodków zewnętrznych, ich chęć zajęcia miejsca zaufanego partnera USA. Jeśli z tych względów podeptali polską konstytucję, jeśli zgodzili się na proceder, który sprowadził nasz kraj do poziomu państwa afrykańskiego, jeśli udostępnili Kiejkuty za pieniądze, a nie w przekonaniu, że robią to w słusznej sprawie, to jeszcze gorzej. I za to właśnie należałoby podłączyć Millerowi prąd do genitaliów!

Donos opublikował „Washington Post”, czyli gazetowe zaplecze neokonserwatystów. Przypomnijmy, że w gazecie publikuje Nuland i Kagan, tekst sporządził Adam Goldman, a żona Sikorskiego jest członkiem jej kolegium redakcyjnego. I nie ma co mówić „ciszej nad tą trumną”. Afera się rozkręci. Do doniesienia wkrótce dojdzie raport Kongresu, UE – i będzie głośno. Do „polskich obozów” dojdą „polskie kazamaty”. Gdy w przyszłości Waszczykowski będzie negocjował z Nuland udział polskich żołnierzy w inwazji na Iran, spotka się z reakcją: Negocjować? Co i po co? Najlepiej, po prostu i od razu, wyłożyć Polaczkom na stół tekturowe pudło z dolarami.

Krzysztof Baliński

Za: http://www.wicipolskie.org/index.php?option=com_content&task=view&id=10241&Itemid=56

Tags : , , , ,

Komentowanie zamknięte.