Opublikowano Październik 4, 2012 Przez stophasbara W Bez kategorii

Prawdziwa przyczyna sporu Chin i Japonii o wyspy: ropa i gaz!!!

źródło: http://www.hangthebankers.com/the-real-reason-china-and-japan-are-disputing-the-islands-oil-and-gas/

Wyspy Senkaku, zwane również Diaoyu (rybaków) w języku chińskim, to pięć niewielkich i niezamieszkałych kawałków ziemi rozrzuconych po Morzu Wschodniochińskim na płn-wsch od Tajwanu. Wyspy zajmują raptem ok. 7 km2, mniej niż 1/10 powierzchni Manhattanu.

Japonia, Chiny i Tajwan – wszystkie te kraje roszczą sobie prawa do ich posiadania. Pomimo wymiany ostrych słów oraz wzajemnych ostrzeżeń przez wszystkie strony wobec siebie, każdy zakładał, że status quo będzie trwać, a gorące głowy ostygną…

Aż do teraz.

11 września 2012 r., Japonia formalnie dokonała nacjonalizacji 3 spośród 5 wysp, ustawiając wydarzenia w taki sposób, że wszystkie kraje regionu mogą się znaleźć na wojennej ścieżce.

Obywatele Chin, wyraźnie zdenerwowani japońską prowokacją, rozpoczęli serię anty-japońskich protestów, jakie ogarnęły prawie 200 miast. Zaczęto bojkot japońskich towarów, samochody zostały porozbijane, a sklepy splądrowane. Tydzień po japońskiej deklaracji w sprawie statusu wysp, flotylla tysiąca chińskich statków wpłynęła na wody japońskie. Kolejny tydzień później, Chiny wysłały najmocniejszy jak dotąd przekaz: kraj właśnie wprowadza pierwszy lotniskowiec do służby.  

Flota tajwańska, aby nie pozostać bezczynna w rozwoju wypadków, posłała w rejon wysp 10 okrętów patrolowych wraz z 75 statkami rybackimi. Gdy obie flotylle się spotkały, obie również zaczęły strzelać do siebie z armatek wodnych.

Pojedynek p.t. Wymiana spojrzeń

Amerykanie dolali trochę benzyny do ognia stwierdzając, że skoro wyspy są pod skuteczną kontrolą Japończyków, to USA będzie zobowiązane przyjść Japonii z pomocą na podstawie traktatu o bezpieczeństwie z 1960 r., gdyby wyspy zostały zaatakowane. To mogłoby postawić USA – największą gospodarkę świata – przeciw Chinom, jakie są na drugim miejscu.

A więc dojść można do wniosku, że największym zagrożeniem dla światowego bezpieczeństwa wcale nie jest Iran, lecz prawdopodobnie zbior małych wysepek na Pacyfiku.

Ale czemu te kraje zabrnęły tak dalece w swoich żądaniach wobec tych wysp?

Odpowiedź jest prosta: ROPA!!!

W latach 70-tych znaleziono dowód wskazujący na poważne złoża ropy i gazu, występujące pod wodą w rejonie tych wysp.

EIA szacuje, że może się tam znajdować grubo licząc 100 milionów baryłek ropy i 2 biliony m3 gazu na terenie Morza Wschodniochińskiego, choć chińskie źródła szacują zasoby na 160 mln baryłek i 250 bln m3. Jeżeli chińskie źródła się nie mylą, to obszar zawierałby więcej ropy niż całe zasoby Iranu.

Oczywiście oszacowania rezerw surowców są prawdopodobnie znacznie wyższe niż to, co możnaby wydobyć spod powierzchni, lecz liczby pokazują ogromny potencjał regionu.

Chiny I Japonia opierają swoje zasoby surowców energetycznych na imporcie z innych państw, co zaspakaja ich wewnętrzny popyt, bowiem produkcja własna nie zbliża sie nawet do poziomu satysfakcjonującego wzrastające potrzeby społeczne. Każda baryłka ropy wydobyta we własnych granicach jest rzeczą, jakiej nie musieliby kupować z niestabilnego rejonu Bliskiego Wschodu ani od wojowniczo nastawionego Iranu.

Gdy tanie i łatwo dostępne zasoby ropy wyczerpują się na całym świecie, państwa świata coraz bardziej desperacko będą zabezpieczać każde pole naftowe i gazowe, jakie zdołają po to, żeby mieć paliwo w przyszości. Te ciągły pęd w kierunku bezpieczeństwa energetycznego oznacza, że te państwa będą walczyć na kły i pazury o każde większe pole naftowe lub gazowe, szczególnie tak potencjalnie wielkie, jak to w rejonie wysp Senkaku.

Nawet jeśli oznaczać to będzie wojnę.

Dla tych inwestorów, którzy pragną zwiększać swój portfel aktywów w energii, musi to być przedmiotem szczególnej troski, co bezpieczeństwo energetyczne oznacza dla ich inwestycji. Czy ich pieniądze są w wielkich ponadnarodowych kompaniach naftowych czy też małych szukających dopiero odkrycia swego pierwszego dobrego źródła, inwestorzy muszą najpierw rozważyć czy ich inwestycja w spółką pasuje do większego obrazka.

Energia, a nie dolar USA, staje się walutą, jaką handlują przywódcy świata.

Komentowanie zamknięte.