Najnowsze

Opublikowano Sierpień 28, 2015 Przez a303 W Polska

Poszukiwany autorytet. Kazimierz Bielecki

„Najtrudniej bywa zwalczać słowami zło najjaskrawsze, ponieważ zwykle nie wolno nazywać je po imieniu.” (T. Kotarbiński)

a

Pani dr Joanna Żurowska z Uniwersytetu Warszawskiego zauważyła, iż „Możemy stwierdzić, że cały nasz świat jest ułożony według Monteskiusza” (francuski arystokrata – żył w latach 1689 – 1755.) Dzisiaj wspominam tego filozofa przed ważnymi dniami, jakie czekają Polaków, o których niżej.

Otóż, szczególnie teraz, trzeba przypomnieć, zdefiniowane przez niego: „Trzy główne formy rządów: „Monarcha, opierająca się honorze, republika na cnocie oraz despotyzm na strachu”. W naszym pięknym, lecz nieszczęśliwym, kraju, wśród rządzących, z pewnością nie ma honoru, ani cnoty, jest natomiast, strach – strach przed utratą władzy. Czyżby, więc Monteskiusz się mylił? Nie, nie mylił się, tylko nie przewidział, iż rządy republikańskie mogą pomieszać się z despotyzmem i spłodzić coś, co nazywa się „demokracją”. A przecież, przed nim, już św. Tomasz z Akwinu powiedział, że „Niegodziwe sprawowanie (władzy) przez licznych, nazywa się demokracją, czyli władzą ludu.” Po nim, zaś, po tragicznej, dla świata, rewolucji francuskiej, papież Leon XII, jakby myśląc o nas, nauczał: „Demokracja i socjalizm są złem największym”.

Nas, w tym dobrobycie, te nauki, wielkich i świętych myślicieli, nie dotyczą. Są, jakby zupełnie nie z tego świata. Jakby ich nie było. Nikt o nich nie wie, nie uczą w szkołach, nie wspominają, oczywiście, w, niepolskich mediach. Są przekazane do niepamięci, jak zużyte i niemodne ciuchy, bo nie pasują do, nakazanej przez Centralne Siły Polityczne, dziwacznej, wrogiej człowiekowi struktury, powszechnie obowiązującej w tzw. „postępowym”, czyli nowoczesnym świecie, w którym demokracja i skrywany w niej, socjalizm, stała się religią.

 

I oto znowu, przed nami, ważne dni.

31 sierpnia – czytam w kalendarzu (pisane wielkimi, wytłuszczonymi, literami) – „Dzień Solidarności i Wolności”. Czekają nas kolejne, bełkotliwe wspomnienia Bolka, (który Matkę Boską nosi w klapie marynarki, zamiast w sercu) i tych, którzy spali na styropianie, a których życiorysy, pewnie już niedługo, uczyć się będą na pamięć dzieci w szkołach. Ożyją tacy „bohaterowie Polacy” – jak Kuroń, Michnik, Mazowiecki, Bartoszewski i, oczywiście, L. Kaczyński, który będąc, niestety, prezydentem, w trakcie swej wizyty u „starszych braci” powiedział: „ w Izraelu czuję się, jak w domu”. Teraz, jak pisze Tadeusz Kunda, „ z pewnością, na Wawelu, chociaż z małżonką i wśród polskich króli, czuje się, jak u obcych! ( …)”.

A poważni, choć bardzo młodzi, z wielkimi tytułami po różnych szkołach, będą nas przekonywać, jak było źle, a teraz, dzięki ich (tych w/w) poświęceniu, jest znakomicie, czyli, mówiąc wprost, jak, w zniewolonym, neokolonialnym kraju powinniśmy się czuć wolnymi.

Niebawem zaś, znowu wybory parlamentarne, czyli umizgiwanie się do Narodu, pardon, do obywateli, o pójście do urn wyborczych.

Jak to, po co? Przecież to nasz wyraz wolności, czyli wolne wybory władz naszego umiłowanego i nieszczęsnego kraju. Wolne? Czy możesz, Bracie Polaku, wybrać tego, który na to zasługuje, którego znasz i masz, do niego, zaufanie? Zastanów się.

Przecież, tak naprawdę „wybierasz” tego, którego już wcześniej wybrali i wpisali na listę, przywódcy partii dotychczas sprawujących władzę! To ci, którzy, od 26 lat niszczą naszą Polskę. Ciągle ci sami.

„Jest, prawie dla każdego z nas, jasne, że „dane społeczeństwo składa się z osobników od (kompletnych) idiotów do (też kompletnych) geniuszy włącznie. (…) W każdym społeczeństwie, względna ilość głupców wyraźnie przeważa nad względną ilością tzw. mądrych.” (Janusz B. Kępka) Doskonale, o tym, wiedzą ci, którzy, przez te długie lata, jako instrument tzw. demokracji, sami stworzyli, dla siebie, ordynację wyborczą gwarantującą im dalsze niszczenie Polski i polskości, oraz własne korzyści, i bardzo liczą na tych pożytecznych idiotów. I, jak dotąd, nie zawodzą się.

Dlatego też, jak ognia, boją się jednomandatowych okręgów wyborczych.

Czy to rzeczywiście Twój wybór? Czy ci, których wskażesz, to ludzie godni Twojego zaufania? Ludzie autorytetu?

Jak pisał prof. Andrzej Kojder, autorytet, to czyjaś, ogólnie uznana, powaga, szczególny szacunek i uznanie. To ktoś, kto jest osobą godną zaufania, na której można polegać. Jest obdarzony poważaniem i respektem. Zawsze liczymy się z jego zdaniem, bierzemy pod uwagę jego opinie, a jego sądy są dla nas drogowskazem. Najogólniej mówiąc, to człowiek, do którego mamy absolutne zaufanie. Przypisujemy mu zawsze, obok umiejętności i doświadczenia, także walory moralne takie jak: prawość i sprawiedliwość, szlachetność intencji, czy bezstronność werdyktów. Ludzie posiadający autorytet, pośrednio, lub bezpośrednio wskazują, jak należy postępować, co wolno, a czego nie wolno. Autorytetami są nie tylko jednostki, czy też określone zbiorowości, lecz także instytucje.

W jaki sposób powstają autorytety, kto je tworzy?

Otóż najczęściej, nowe autorytety tworzą ci, którzy już mają autorytet. To ci ludzie, obdarzeni społecznym zaufaniem, wskazują na innych, zapewniając, iż są oni miarodajnymi ludźmi i także godnymi zaufania.

Polska, w okresie posierpniowym, obdarowała swym pełnym zaufaniem tych „wybitnych rodaków”, którzy, jak się wydawało, w pełni zasłużyli na miano autorytetów. To oni przecież, przez swoją bezkompromisowość, wyraziste poglądy i walkę o prawdę i lepszą Polskę byli, przez miliony, podziwiani i w pełni, zdaniem rodaków, na to miano zasługiwali. Tak się, większości z nas, wydawało.

Przykładem autorytetu zbiorowego stał się związek „Solidarność”, a jej przewodniczący, L. Wałęsa, przeskakując(?) przez płot Stoczni Gdańskiej (wszyscy w to wierzyliśmy), na trwałe wskoczył do historii Polski i serc Polaków, (dopóki nie okazało się, kim był naprawdę) i samodzielnie obalił komunę!

Polacy stojący u progu pełnych swobód obywatelskich, dramatycznie poszukiwali wybitnych osobowości, które natychmiast stawały się autorytetami. Im bezkrytycznie ufano. Powtarzane plotki o ich heroizmie w „internacie” i walce z czerwonymi, przed 1989r., stały się tematem rozmów w tramwajach, w pracy i domach. Na spotkania przedwyborcze np. z Kuroniem, przychodziły tłumy. Wpatrywano się w niego, jak w święty obrazek i konfrontowano zasłyszane opowieści z tym, co mówił sam bohater. A to, co powiedział, było dla nas niepodważalne. Był niewątpliwym autorytetem.

Wielu z nas, ze łzami w oczach, przysłuchiwało się sejmowemu, programowemu wystąpieniu pierwszego premiera, jak ufaliśmy, wolnej Polski, Tadeusza Mazowieckiego. Jemu także wierzono, w pełni ufano, tak jak innym bohaterom podziemia.

A później, rozpoczęła swą, metodyczną, pracę nad kreowaniem autorytetów, tzw. publiczna telewizja. Autorytetów, do których władza miała pełne zaufanie, a które potrafiłyby przekonać społeczeństwo, że np. realizacja umów „okrągłego stołka”, to najlepsze, co Polskę mogło spotkać, nie brakowało. Słynne wieczorne „kazania” pana Małachowskiego, czy też Jacka Kuronia, wprowadziły zamęt w głowach rodaków. Zapomniano szybko o zbiorowej mądrości Narodu, a stara biblijna prawda, iż „po owocach ich poznacie”, zmusiła niektórych Polaków do zastanowienia.

Jak to możliwe – pytano, by ten, który wypowiedział wojnę własnemu narodowi, został pierwszym prezydentem III Rzeczpospolitej, wybrany zresztą głosami solidarnościowych posłów (w tym, tzw. prawicowca, Marka Jurka)? Dlaczego Wałęsa wzmacnia „lewą nogę”?

Nikt komunistów nie chciał skazywać na śmierć, lecz zdumienie ogarniało Naród, gdy zamiast rozliczać ich z 50-ciu lat działalności antynarodowej, pan T. Mazowiecki wprowadził i realizował, wraz z innymi towarzyszami „Solidarności”, tzw. grubą kreskę. A my oczekiwaliśmy na prawdę o minionych latach, tak jak liczyliśmy, że zło zostanie napiętnowane i wskazane palcem; że organizacja PZPR, zostanie oficjalnie uznana za zbrodniczą, a jej prominenci, przynajmniej, zostaną odsunięci od rządzenia nową Polską. Inne kraje, np. Czechy, potrafiły dokonać rozliczenia z przeszłością, a nasz jeden z autorytetów – A. Michnik, pokrzykiwał w Sejmie „ odpieprzcie się od generała”.

Proces lustracji był tym, czego postkomuniści i liberałowie najbardziej się obawiali i obawiają się nadal. Wszyscy dokładnie pamiętamy, z jaką trudnością rozpoczęły się prace Sądu Lustracyjnego. Dzisiaj, nie ma już tego sądu, a problem pozostał. Wszystkie dotychczasowe rządy, wspólnie z prezydentem wszystkich Polaków, wice magistrem Kwaśniewskim, robiły wszystko, by praktycznie zdusić proces lustracyjny. Kiedyś była cała nadzieja w ówczesnym prezesie IPN i determinacji PiS-u. Dziś już nie ma nadziei.

Fatalne rządy J. Buzka i jego ministrów, zmusiły Naród do gremialnego głosowania, w następnych wyborach parlamentarnych, na SLD. Powiedzmy to sobie wreszcie jednoznacznie i wprost: to J. Buzek, wspólnie z M. Krzaklewskim, odpowiedzialni są za rozkład i kompromitację prawicy, za ośmieszenie jej. I to oni rozpoczęli proces wciskania nas do tej masońskiej, socjalistycznej Unii Europejskiej. A potem, raz jeszcze uwierzyliśmy i władzę przekazaliśmy Kaczyńskim. Ten proces zakończył, nieświętej pamięci, prezydent Kaczyński, podpisując wyrok na Polskę, czyli konstytucję unijną, zwaną traktatem.

Dzisiaj już wiemy, (chyba nie wszyscy), że nie było to myślenie o dobru państwa polskiego i Polaków. A skutki takiego rządzenia – entuzjastyczne oddanie suwerenności państwa, obcej i wrogiej mu, strukturze, już ponosimy i ponosić będziemy przez pokolenia.

Dzisiaj nadal wstyd jest komukolwiek przyznać się, iż ma prawicowe poglądy na rzeczywistość.

Dzisiaj nawet dawni narodowcy, (np. z byłego Stronnictwa Narodowego), nie godzą się na powstanie prawicowej struktury twierdząc, że w SLD, PSL, czy PO też są patrioci. Ich zdaniem, nie wolno dzielić, – czyli budować prawicy, bo to sztuczny podział – są tylko patrioci i inni, pozostali. I tak funkcjonuje przekonanie (jak w „Jedności Narodu”), że „nie ma ludzi niepotrzebnych”!

A Naród nadal nie ma autentycznego, naturalnego, autorytetu, którego poparliby wszyscy. Nie ma niekwestionowanego przywódcy, który, z poparciem Narodu, pokierowałby państwem, działając w oczywistym jego interesie. Który rzeczy nazywałby po imieniu, który wymusiłby respektowanie prawa, w tym także Ustawy Zasadniczej, (którą szybko trzeba zmienić), zapewnił rozwój gospodarczy, właściwą politykę zagraniczną państwa, bezpieczeństwo i ochronę zdrowia swych obywateli i znacjonalizował banki. I wreszcie rozliczył tych, którzy zdradzili Polskę!

Brak autorytetów i niski poziom zaufania, skutkuje nie tylko kosztami społecznymi, lecz także brakiem zaufania do instytucji państwowych; ma również swoje wyraźne skutki gospodarcze. Zła reputacja jednej instytucji, rodzi nieufność do całego aparatu państwowego i wytwarza przekonanie w społeczeństwie, że każdy „ma coś na sumieniu”, że każdego można przekupić, że wszystko można załatwić, tylko trzeba wiedzieć ile i komu dać, w myśl zasady, że nie ma takiej bramy, przez którą nie przeszedłby osioł obładowany złotem.

I wtedy już nie jesteśmy pewni, że np. „w sądzie nie staniemy się ofiarą, w banku nie zostaniemy oszukani, a w supermarkecie nie sprzedadzą nam mięsa z salmonellą”. Wszyscy dotychczasowi nasi (?) wybrańcy (posłowie) chwalą się ilością „wyprodukowanych” ustaw – najczęściej nie dla dobra Narodu, lecz dla określonej opcji politycznej, – a przecież od ilości ustaw, państwo nie stanie się praworządnym, dostatnim i bezpiecznym.

A więc co dalej?

Jak pisze prof. Kojder, wyrywanie z tkanki życia społecznego autorytetów i towarzysząca temu zjawisku destrukcja zaufania w stosunkach międzyludzkich, jest świadectwem kulturowej zapaści. Tej zapaści, wyjątkowo sprzyja, wszechobecny i obowiązkowy liberalizm

Jak długo jeszcze?

Wypada dzisiaj mieć nadzieję, że taki stan, w miarę szybko, przeminie, że skompromitowani politycy tzw. prawicy (zdrajcy z PiS-u, czy Platformy Obywatelskiej, która, według mediów, też jest prawicą) zrozumieją, że polityka, jak mówił prof. P. Łączkowski, to nie rodeo, na którym toczy się walka o utrzymanie się w siodle (fotelu) i sami się wycofają. Ich czas już się skończył.

Ale to tylko nadzieja.

Wyraźne zapotrzebowanie na społeczne autorytety, być może, (chyba już sam w to, nie wierzę, ale nadzieja umiera ostatnia), wykreuje nowe twarze wśród konserwatywnych, prawicowych polityków, myślących tylko o narodowym interesie, które cieszyć się będą trwałym, powszechnym zaufaniem Polaków i nie zawiodą nas. Oby jak najszybciej.

Pilnie poszukiwany jest prawdziwy autorytet!

Jeden, prawdziwie polski patriota, który zyska zaufanie Polaków i wokół którego złączą się wreszcie Narodowe siły, które odnowią oblicze polskiej ziemi. Tej ziemi.

Bo dziś, w Ojczyźnie, trzeba bronić Ojczyzny.

Kazimierz Bielecki

27 sierpnia 2015

Tags : , ,

Komentowanie zamknięte.