Najnowsze

Opublikowano Wrzesień 15, 2013 Przez a303 W Informacje oraz publicystyka z Polski

Polskojęzyczne żydostwo podżega do wojny

Przed kilkoma dniami informowaliśmy o lobby żydowskim, które podżega Stany Zjednoczone do interwencji wojskowej przeciwko Syrii. Pytaliśmy także o „dobrych żydów”, gdzie są i czy w końcu nam się ujawnią, gdy ich współplemieńcy bezkarnie znów nawołują do bestialstwa i mordu na suwerennym państwie. W efekcie rozprawiliśmy się z mitem „dobrych żydów” w artykule pt: „Bajka o „dobrych” żydach, co wojny chcieli” i nie minął nawet tydzień, bo raptem pięć dni, a polskojęzyczne żydostwo całkiem jawnie jak gdyby na potwierdzenie naszych wniosków, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, bije w bębny wojny i podżega do mordu w antysyryjskim paszkwilu pełnym kłamstw, dezinformacji i oszczerstw. Poniższy tekst/tłumaczenie zaczerpnięty z polskojęzycznego Forum Żydów Polskich prezentujemy w całości a samą treść pozostawiamy Czytelnikom/Czytelniczkom pod osąd. Gdy cały świat mówi o prowokacji z bronią chemiczną w Syrii, polskojęzyczne żydostwo w dzikim szale nawołuje do WOJNY. Widok wart zapamiętania i wyciągnięcia wniosków. A303.

Syryjska broń chemiczna i wiarygodność Ameryki

Po blisko dwu i pół rocznym roztrząsaniu sprawy, prezydent Barack Obama w końcu wydaje się gotowy do podjęcia działań przeciwko bandyckiemu reżimowi Baszara Assada.

Gdy w zeszłym tygodniu wojska syryjskie zaatakowały rebeliantów na przedmieściach Damaszku bronią chemiczną, zabijając setki niewinnych ludzi, co Sekretarz Stanu John Kerry nazwał „moralnie obscenicznym”, Waszyngton nie mógł dłużej ignorować konieczności podjęcia działań.

Od kiedy Saddam Hussein zaatakował trującym gazem Kurdów z Halabdży w północnym Iraku w marcu 1988 roku, żaden przywódca z Bliskiego Wschodu nie zastosował w tak bezwstydny sposób broni chemicznej przeciwko cywilom.

Dopuszczenie do tego, aby takie zdarzenie pozostało bezkarne z pewnością stworzy niebezpieczny precedens, torując tym samym drogę bandyckim reżimom na całym świecie do bezkarnego użycia tej okrutnej broni.zatem, gdy Stany Zjednoczone i ich sojusznicy uderzą na Syrię – o ile uderzą – zasługują na nasze pełne poparcie i pomoc.

Ale podczas, gdy gniew społeczności międzynarodowej słusznie skupia się na Assadzie i jego pobratymcach odpowiedzialnych za złośliwe i bezładne mordy, ostatnie wydarzenia stawiają przed nami kłopotliwą kwestię z którą tylko niewielu jest w stanie się zmierzyć: jak dużą odpowiedzialność za to, co się stało, ponosi Obama? Czy brak reakcji ze strony prezydenta, ignorowanie poprzednich zbrodni Assada, w tym nawet użycia broni chemicznej wcześniej w tym roku, nie nasiliły dalszej eskalacji przemocy? Od marca 2011 roku dyktator z Damaszku toczy celową zabójczą kampanię przeciwko swoim oponentom, zarówno prawdziwym jak i wyimaginowanym.

Podtrzymując śmiercionośną tradycję swojego ojca, młody Baszar nie ma oporów przed  dokonywaniem rzezi swoich własnych ludzi w celu zduszenia powstania przeciwko niemu.

W rezultacie walk zwolenników i przeciwników reżimu, ponad 100 000 Syryjczyków zostało zabitych, a kolejne dwa miliony ludzi – skazanych na uchodźctwo. Rzeź spotkała się z reakcją niewiele większą niż załamanie rąk ze strony Waszyngtonu, który stwierdził, że nie chce być wplątany w kolejny zagraniczny konflikt, szczególnie, kiedy dotyczy to walk jednej grupy złych ludzi (Assad i spółka) z drugą, równie złą (oddziały rebeliantów zdominowane przez Al-Kaidę).

Lecz to Obama we własnej osobie wytyczył linię na piasku, w wyraźny sposób zarysowując rzekome granice amerykańskiej cierpliwości.

Przypomnijmy, że podczas konferencji prasowej, która odbyła się 20 sierpnia 2012 roku, Obama powiedział dziennikarzom: „wyraziliśmy się bardzo jasno w stosunku do reżimu Assada, jak również innych graczy na tym boisku, że czerwoną linią jest dla nas moment, w którym zaczniemy widzieć broń chemiczną, która jest w jakikolwiek sposób przemieszczana bądź wykorzystywana.”

„To”, podkreślił prezydent, „zmieni moje rachunki, moje równanie.”

Rzeczywiście, osiem miesięcy później, w kwietniu 2013 roku, raporty podały, że Assad użył przeciwko rebeliantom gazu paraliżującego sarin. Biały Dom wydał nawet 25 kwietnia oświadczenie, że wywiad USA w „znacznym stopniu wierzy”, że Syria użyła broni chemicznej „na niewielką skalę”. Brytyjski MSZ posunął się nawet dalej, oświadczając że „materiały z Syrii wykazały pozytywny wynik testu na obecność sarinu”.

Pomimo tego bezwstydnego przekroczenia jego „czerwonej linii”, Obama nie zrobił nic. Unikał tego tematu do momentu, w którym odszedł w zapomnienie. Lecz Assad otrzymał wyraźną widomość. Zobaczył, że jego okrutne działania nie spotkały się z żadną reakcją ze strony Ameryki. Despota z Damaszku z pewnością zrozumiał, że może się dosłownie wywinąć z dokonania masowego mordu.

Jak stwierdził w tym tygodniu republikański senator z Arizony, John McCain „Assad był w stanie użyć broni chemicznej już wcześniej i nikt nie zareagował, więc dlaczego nie miałby zrobić tego ponownie? To nie powinno nikogo dziwić”, powiedział McCain, dodając: „Oni widzieli to nie jako „czerwoną linię”, ale zielone światło i działali zgodnie z tym, co widzieli”.

McCain ma rację. W świecie, w którym wiele krajów nadal patrzy na Stany Zjednoczone jako na przywódcę, to, czego Waszyngton decyduje się nie robić jest często tak samo ważne jak to, co robi. Wybierając trzymanie się z boku przez wiele miesięcy i nie reagowanie na przekroczenie swojej własnej „czerwonej linii”, Obama wykazał się słabością i brakiem woli, co Assad zinterpretował jako pozwolenie na to, aby pociągnąć za spust. Nieuniknionym wnioskiem, jaki możemy z tego wyciągnąć jest to, że obecny kryzys jest wynikiem zarówno działań Assada, jak i bierności Obamy.

W tym momencie pytanie, czy zaatakować Damaszek nie jest wyłącznie pytaniem o syryjską broń chemiczną. W grę wchodzi tu amerykańska wiarygodność i pytanie, czy jedyne pozostałe supermocarstwo nadal ma siłę, żeby stać przy swoim, chronić i zachować porządek w świecie.

Nie zazdroszczę Obamie jego obecnej sytuacji, ani decyzji, które zmuszony jest teraz podjąć. Lecz, podczas gdy lider wolnego świata boryka się z tym, jakie decyzje podjąć, powinien także poświęcić chwilę na rozważenie tego, jak bardzo jego własne niedociągnięcia spowodowały obecną sytuację.

Autor: Michael Freund

Tłumaczenie: BWI

Wrzesień 2013r.

Za: http://www.fzp.net.pl/konflikt-na-bliskim-wschodzie/syryjska-bron-chemiczna-i-wiarygodnosc-ameryki

a

Tags : ,

Komentowanie zamknięte.