Najnowsze

Opublikowano Listopad 16, 2014 Przez a303 W Polska

Polska wypuszcza próbne balony w sprawie podziału Ukrainy

Komentarz: Afera z Sikorskim z perspektywy rosyjskiej.

Skandal, który się rozpętał w związku z oświadczeniem marszałka Sejmu RP Radosława Sikorskiego o tym, że rzekomo w 2008 roku, prezydent Rosji Władimir Putin zaproponował przybyłemu do Moskwy ówczesnemu polskiemu premierowi Donaldowi Tuskowi (wkrótce obejmie on stanowisko szefa Rady Europy) podział Ukrainy, świadczy o wielu sprawach. Oświadczenie Sikorskiego wygląda na próbę przesondowania stosunku na temat podziału Ukrainy najróżniejszych kręgów i jednocześnie wprowadzenia idei nowego ustalenia granic do porządku międzynarodowego.

a

Przy tym Sikorski bezwstydnie przypisuje intencje Warszawy drugiej stronie. W amerykańskim piśmie „Politico” Sikorski nawet przywołał „dosłowny cytat” Putina: „Ukraina – to kraj sztucznie stworzony, a Lwów – to polskie miasto i dlaczego nie moglibyśmy razem załatwić tego problemu”.

Bardzo szybko okazało się, że w czasie wizyty premiera Polski do Rosji w 2008 roku „nie było spotkania tete-a-tete w Moskwie. Było tak zwane spotkanie w wąskim gronie, i jest możliwe, że ktoś myli takie formy, ale spotkania w wąskim kręgu – to cztery na cztery lub pięć na pięć”,- uściślił Tusk. Kategorycznie zaprzeczył, że kiedykolwiek słyszał coś podobnego od rosyjskiego przywódcy. Sikorski zaczął się wykręcać. Najpierw powiedział, że nie zrozumiano go, jak należy, potem zaczął twierdzić, że zawiodła go pamięć. Jednak później, już rezygnując z własnych słów, Sikorski znów usiadł na swego konika i powiedział, że Tusk, odrzucając „kolejny pakt Ribbentrop-Mołotow”, zasługuje tego, aby objąć przywództwo Rady Europejskiej.

Wystąpienie Sikorskiego nie jest podobne do improwizacji, urodzonej w Warszawie. Już po tym, jak pękło wymyślone kłamstwo, na konferencji prasowej podczas spotkania Klubu Wałdajskiego w Soczi jeden z zachodnich dziennikarzy, zdaje się, że brytyjski, uparcie wypytywał W. Putina o to, co jednak on myśli w sprawie hipotetycznego rozbioru Ukrainy i „kulturalno – historycznej przynależności” Lwowa. Było widać wyraźną tendencję doprowadzenia prezydenta Rosji do takiej odpowiedzi, która nawet pośrednio, zbiegałaby się z twierdzeniami Sikorskiego. Atlantyccy sojusznicy są wierni sobie: myśląc o rozczłonkowaniu Ukrainy, chcą zawczasu odpowiedzialność za to przełożyć na Rosję!

Odpowiedź rosyjskiego przywódcy dociekliwemu dziennikarzowi była maksymalnie jasna: Rosja nie zamierza wysuwać podobnych inicjatyw i nie popiera rozbioru Ukrainy, a co się tyczy jej niejednorodnego składu i polskiego kulturalnego oblicza Lwowa, to są to znane wszystkim fakty historyczne. Wcale nie muszą one prowadzić do rozpadu kraju, o ile, oczywiście, będzie się szanowało fakty, a nie przeprowadzało całkowitą unifikację życia narodowego Ukrainy, czym obecnie intensywnie zajmuje się reżim kijowski, rozpalając tym samym ducha odwetu w Warszawie.

Jednak słowo zostało wypowiedziane i żyje już ono samodzielnym życiem. Pomimo całkowitej bezpodstawności prób Sikorskiego przypisania Moskwie własnych planów, polska Gazeta Wyborcza pisze: „Będziemy uważać sprostowania Sikorskiego za uczynione pod naciskiem i nie zasługujące na zaufanie i będziemy wychodzić z tego, że pierwsza wiadomość była prawdziwa: Kreml podejmuje głupie zamierzenia wobec Ukrainy i chętnie rzuciłby Polakom kość w postaci Lwowa. Aby mieć wspólnika przestępstwa i usprawiedliwienie przed światem: nie tylko my uważamy Ukrainę za sztuczny twór, Polacy również”. Co więcej, sam Tusk, u którego, wydawało się, są poważne podstawy do ostrej krytyki Sikorskiego, faktycznie wziął go w obronę. „Kiedy, – powiedział – umieszczę na wadze to, co osiągnął Sikorski i to, co niekiedy zepsuł, to bilans jest pozytywny, i nie chciałbym przekreślać tego jednego z najbardziej zdolnych polskich polityków w ciągu ostatnich 20 lat.” Okazuje się, że marszałek Sejmu przeprowadził akcję, korzystną również dla innych polskich przywódców.

W idei powrotu Polski na „bezprawnie zabrane jej ziemie”, właściwie nic szczególnie nowego nie ma. Polskie media o tym wypowiadają się regularnie. W USA, tacy eksperci jak George Friedman z „wywiadowczo – informacyjnej” firmy Stratfor, już od dawna szczerze rozmawiają o ukierunkowanym na Washington „Polskim bloku”, który by dominował w Europie Środkowej i Wschodniej. Tylko wcześniej nie było przyjęte, aby mówić o tym publicznie i na wysokim szczeblu. Teraz, najwyraźniej, nadszedł czas. Apetyty, co prawda, stały się bardziej skromne: poprzednie cele wchłonięcia całej Ukrainy w ramach konfederacyjnego „Bałtycko – Czarnomorskiego Łuku” lub unii federalnej Kijowa i Warszawy, sądząc z manewrów Sikorskiego są ograniczone terytorium, które wchodziło do Polski za czasów Józefa Piłsudskiego. W Warszawie poczuli, że ciągnąć na siebie całą Ukrainę – to zbyt droga przyjemność. Ponadto, opór Donbasu, nastroje ludzi w pozostałych częściach Noworosji wcale nie sprzyja polonizacji tego rosyjskiego kulturowo-historycznego obszaru.

Wypowiedzi Sikorskiego zbiegły się w czasie z aktywizacją w Zachodniej Ukrainie „Europejskiego Zgromadzenia Galicyjskiego” (EGA – skrót od „Европейской Галицкой ассамблеи” – od tłum.), które się podejrzewa o separatyzm. Jak dotąd jednak, członkowie EGA publicznie nie wypowiadali się za oderwaniem od Ukrainy jej zachodniego regionu, a swoim celem nazywają rozwój Galicji i jej integrację z Europą. „Musimy się zjednoczyć, co najmniej trzy województwa – Lwowskie, Tarnopolskie i Iwano-Frankowskie. Zadaniem naszej organizacji jest, aby zwrócić Galicję Europie, ponieważ jest to obszar, który jest najbardziej gotowy do integracji europejskiej „- powiedział szef EGA Władimir Pawłow. Galicjanie pragnęliby również, aby do ich inicjatywy przyłączyły się Zakarpacie i Bukowina.

Jednak nadzieje na połączenie Polski z Galicją mogą się nie spełnić. Splot sprzeczności na tym skrzyżowaniu kultur ma skomplikowaną i krwawą historię. Kult Stepana Bandery i UPA na Zachodniej Ukrainie wywołuje kategorycznie odrzucenie Polaków, których przodkowie ucierpieli od banderowców. A ponadto jeszcze powstaje zagrożenie restytucji, przy której dawni mieszkańcy Lwowa i innych miast rozpoczną walkę o odzyskanie swojej własności.

Gazeta Wyborcza pisze, że obecnie w Polsce narasta napięcie między Polakami a Ukraińcami. Wielki rezonans w prasie polskiej uzyskał skandal w Państwowej Wyższej Szkole Europy Wschodniej (PWSW) w Przemyślu, gdzie dziewięciu ukraińskich studentów umieściło w Internecie swoje zdjęcie z flagą UPA. Wybuch oburzenia Polaków wywołała decyzja prezydenta Ukrainy Poroszenko o przeniesieniu obchodów Dnia Obrońcy Ojczyzny z 23 lutego na 14 października, która to data jest uważana za dzień powstania UPA. Ruch Narodowy Polski wydał oświadczenie, w którym uznał to za zamiar oficjalnego Kijowa umieścić historię Ukraińskiej Powstańczej Armii „jako podstawę mitologii nowoczesnego państwa ukraińskiego.” Na początku października grupa polskich studentów utworzyła ruch „Stop ukrainizacji Uniwersytetu Opolskiego.” Studenci oskarżyli rektorat o dyskryminację w stosunku do nich na rzecz studentów Ukraińców. A próba Kijowa otrzymywania z Polski bezpłatnego węgla została nie tylko odrzucona, ale opatrzona jeszcze kpiącymi komentarzami w polskiej prasie.

* * *

Za demarche Sikorskiego stoi długoterminowy geopolityczny cel. Stare szlacheckie ambicje do tej pory nie wywietrzały z polskich głów. Należy tylko pamiętać, że często one nie wytrzymywały zderzenia z rzeczywistością. Tak może się wydarzyć i tym razem, jeśli ktoś w Polsce, zachęcany zza oceanu, będzie próbował zmieniać granice w Europie.

11.03.2014

Dmitrij Minin

Źródło: http://m.fondsk.ru/

Tłumaczył Janusz Sielicki

16.11.2014 r.

Autor Dmitrij Minin

Z portalu Гражданин-Созидатель:

Дмитрий Минин: Польша запускает пробные шары в отношении раздела Украины (03.11.2014)

http://www.gr-sozidatel.ru/articles/polsha-zapuskaet-probnye-shary.html
(3.11.2014)

Tags : ,

Komentowanie zamknięte.