Najnowsze

Opublikowano Listopad 26, 2016 Przez a303 W Polska

Polska wioska na końcu świata

POLACY NA SAN DOMINGO – rys historyczny

Cazale, niewielkie miasteczko na Haiti, z polskimi korzeniami fot.Google Map

Cazale, niewielkie miasteczko na Haiti, z polskimi korzeniami fot.Google Map

Do XIX w. Santo Domingo czyli obecne Haiti, było niegdyś najbogatszą kolonią imperium francuskiego. Na plantacjach czarni niewolnicy uprawiali trzcinę cukrową, kawę, indygo, bawełnę i przyprawy, na których w Europie można było zrobić fortunę. Dla francuskich właścicieli plantacje były żyłą złota, a dla niewolników zaś więzieniem, miejscem katorżniczej pracy i synonimem brutalności.

Kiedy we Francji wybuchła rewolucja 1789 r. a lud upomniał się o władzę, hasła: „Wolność! Równość! Braterstwo!” szybko dotarły na Hispaniolę, rozbudzając wśród niewolników nadzieję na lepszy los. Po Rewolucji Francuskiej, czarnoskóry komendant wyspy gen. Franciszek Toussaint-Louverture ogłosił autonomię kolonii zamorskiej.

Cesarz Napoleon Bonaparte odrzucił propozycję ustanowienia partnerskich stosunków między Francją a San Domingo i postanowił stłumić bunt organizując ekspedycję karną.

W tym samym czasie pierwszemu konsulowi Bonapartemu kłopot sprawiali – niepotrzebni po pokoju z Austrią i Anglią (1801–1802) – polscy żołnierze. Poczynając od 1797 r., setki oficerów ochotników oraz tysiące galicyjskich chłopów wziętych w austriackie „kamasze”, a potem do francuskiej niewoli, służyło Francji w Legionach Polskich we Włoszech.

Po wojnie stłoczono ich we włoskich garnizonach, gdzie mieli czekać na dalsze decyzje.

Rozwiązaniem „problemu” zdawało się wysłanie Polaków na San Domingo (Haiti) do zdławienia powstania afrykańskich niewolników. Wśród nich znaleźli się Polacy z Legii Naddunajskiej, którym przewodzić miał Władysław Jabłonowski. Płynęli na Haiti z nadzieją na niepodległość, marząc o przygodach i bogactwie. Potem przeklinali swoją naiwność. Sam Jabłonowski wkrótce po wylądowaniu na Hispanioli zachorował na żółtą febrę i po kilku tygodniach zmarł.

Wkrótce wybuchło krwawe powstanie ludności kolonii przeciw Francji. W latach 1802-1803 zostały wysłane na Haiti dwie polskie półbrygady legionowe (2° i 3°) pod dowództwem por. Bolesty i por. Grabskiego w celu jego stłumienia. Pod koniec 1803 roku żyła już tylko 1/5 legionistów. Większość z nich nie zginęła jednak wskutek ciężkich walk partyzanckich, lecz z powodu epidemii żółtej febry. 

Legioniści byli wstrząśnięci okrucieństwem kolonizatorów. Po pierwszych miesiącach od przybycia legionistów na wyspę, ludność miejscowa, w tym powstańcy, szybko nauczyli się odróżniać Polaków od Francuzów. Przyczyną tego było okazywane i wyrażane przez polskich żołnierzy współczucie i zrozumienie dla losu czarnoskórej ludności, niechęć w stosunku do brutalnego traktowania ich przez Francuzów. Polacy zaczęli dostrzegać, że większa wspólnota idei łączy ich z haitańskimi powstańcami, którzy przecież walczyli o swoją niepodległość.

Haitańczycy do tej pory z wdzięcznością wspominają polskich żołnierzy, którzy odmówili wykonania bezwzględnego rozkazu generała Rochambeau, który zażądał wymordowania 400 bezbronnych czarnych jeńców w miejscowości St. Marc.

Część polskich żołnierzy, mając w pamięci starania własnego kraju o odzyskanie wolności, przeszła na stronę czarnych niewolników, lub pozostała po ich stronie po dostaniu się do niewoli i darowaniu im życia.

Na San Domingo nie udało się przywrócić niewolnictwa i powstanie zakończyło się zwycięstwem Haitańczyków. Zwycięstwo to kosztowało życie 80 tys. powstańców, lecz zginęło również ponad 4 tys. Polaków. Z tysiąca ocalonych, około 400 zdecydowało się zostać na wyspie i dali początek haitańskiej Polonii.  Obywatelstwo haitańskie nadał im pierwszy Prezydent Republiki Haiti, generał Jean-Jacques Dessalines jako jedynym obcokrajowcom.

Polacy wrośli w haitańską społeczność i osiedli w kilku miejscowościach, które do dziś zwane są ‘wioskami polskimi’. W ten sposób powstała polska społeczność na Haiti, z czasem coraz bardziej zapomniana, nie tylko przez Polskę, ale także przez rząd haitański, który za rządów dyktatora Papy Doc Duvaliera starał się ich do szczętu wynarodowić. Powoli zanikała znajomość języka polskiego, na rzecz francuskiego, a potem narzecza kreolskiego.

Do tej pory na Haiti mieszkają jednak potomkowie polskich legionistów. Jedną z największych polskich wiosek jest Cazale, położona w górach ok. 45 km na północny wschód od Port-au-Prince w powiecie Cabaret. Pamiątkami po legionistach są Polskie nazwiska na nagrobkach. W czasie pielgrzymki na Haiti w 1983 r., dzieci z Cazale witały papieża Jana Pawła II tradycyjnymi polskimi piosenkami.

Wszyscy mieszkańcy Cazale są uważani za Polaków – nie tylko ci o jaśniejszej karnacji czy niebieskich oczach. Społeczność nie posiada żadnych książek, dokumentów, czy zdjęć z przeszłości. Nie przetrwały nawet bardziej znaczące opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenie, a polskie nazwiska uległy przymusowemu zatarciu.

W szczątkowych formach dochowały się niektóre zwyczaje i styl budownictwa, taniec nazywany polką, czy też zaplatanie warkoczy na słowiański sposób, nieznany na Karaibach (wiele dziewcząt ma jasne włosy). Nie wiedzą nic o Polsce, nie znają polskich słów, ale sami mówią o sobie: „Jesteśmy Polakami” i to napawa ich dumą. Wielu Haitańczyków mówi, że Polacy to są dobrzy ludzie.

CAZALE – wieś potomków polskich legionistów

Cazale – wieś w północno-zachodniej części Haiti, w górskim, niedostępnym rejonie, jest głównym ośrodkiem zamieszkałym przez Polonię, zwaną tu Lapologne.

Osada nie posiada właściwie żadnej większej drogi dojazdowej, co wpływa na jej znaczącą izolację od reszty kraju. Położona na szczycie wylesionego wzniesienia, sąsiaduje z innymi wsiami tego rejonu, zamieszkałymi przez Haitańczyków o innych korzeniach. Zabudowana domami z plecionej słomy, obłożonych błotem i liśćmi bananowca, nazywanymi cailles-pailles. Kilka najstarszych domostw jest murowane, a nawet zdobione na wzór tyrolski. Do 1996 istniał murowany, prosty kościół katolicki, ale uległ zawaleniu, od tego czasu rolę tę pełni przystosowany barak. Na jego wyposażeniu zachował się obraz Matki Boskiej, zbliżony do wizerunku częstochowskiego. Ostatnio powstał kościół katolicki na placu im. Jana Pawła II. Obok znajduje się kapliczka, w której wnętrzu jest rzeczony obraz Matki Boskiej.

Miasteczko Cazale liczy okolo 20 tys. ludzi – nie ma elektryczności, telefonu, bieżącej wody, przychodni, szkoły, sklepów i pojazdów mechanicznych. Linie przesyłowe elektryczności zostały zniszczone przez huragan w 1999 roku. Ludność należy do bardzo ubogiej i mieszka po obu stronach rzeki Brethelle, komunikując się ze sobą przez bród, dostępny przy niskich stanach wody. Dla ułatwienia im trudnego życia, które nawiedzają cykliczne klęski żywiołowe (jak niedawne trzęsienie ziemi i huragan Matthew / po huraganie w 1999 roku Haiti nawiedziły kolejne klęski w 2010 i 2016 roku / ), zrodziła się idea połączenia obu brzegów rzeki stalową kładką dla pieszych, zaprojektowaną i wykonaną przez polskich inżynierów jako dar środowiska mostowców Rzeczypospolitej dla potomków polskich legionistów, którzy tam pozostali bez szans powrotu do Ojczyzny, ale dalej czujących więź duchową ze straconą Polską.

KŁADKA dla pieszych w CAZALE

Lokalizacja kładki sprawia pewną trudność z uwagi na górski charakter miejscowości i brak wygodnego dostępu do obu stronach cieku w zwartym przekroju rzeki. Wydaje się, że jedynym miejscem, które akceptuje społeczność miejscowa i lokalne władze w departamencie Cabaret jest miejsce historycznego brodu w koordynatach Google Maps ca : 18.807670; -72.383220l, ale to zostanie jeszcze potwierdzone. Zakłada się, że przyczółki i ewentualne groble do nich prowadzące wykonane zostaną przez lokalne władze. Do darczyńcy należałaby konstrukcja kładki, która jak się wydaje powinna być w formie konstrukcji kratowej kształtu mostu typu Baileya z „jazdą dołem”, dla zmniejszenia nasypów grobli. Rozpiętość kładki szacujemy na 16 – 20 m, a szerokość 2,0 m. Konstrukcja powinna być składana, łatwa do montażu i transportu w kontenerze z Polski do portu w Port-au-Prince na Haiti. Do nas należałby również zapewne nadzór nad montażem tej kładki w Cazale, ale sam montaż byłby wykonany lokalnie.

Oczekujemy na oficjalne wystąpienie władz Haiti do Związku Mostowców Rzeczypospolitej Polskiej oraz rychle obiecane bliższe dane od Inżyniera Departamentu Cabaret.

Inicjatorami powyższego przedsięwzięcia są: dziennikarz polsko-amerykański, wizytujący wielokrotnie Haiti i realizator filmów dokumentalnych p. Krzysztof Szybiński ( e-mail: nadliwie2011@gmail.com) oraz inż. Marek Łałowski, członek ZMRP i tłumacz obcych pamiętników uczestników wojen napoleońskich (e-mail: mtlalowski@gmail.com).

* * *

Polska wioska na końcu świata. Potomkowie Polaków na Haiti

14 June 2015

Dwieście lat temu na polecenie Napoleona przybyli na Haiti polscy żołnierze Legionów Dąbrowskiego. Część z nich osiedliła się w nowej ojczyźnie, dając początek haitańskiej Polonii. Ich dzisiejsi potomkowie mają jaśniejszą karnację, niebieskie oczy, tańczą polkę i uważają się za Polaków.

Polskie Legiony na Santo Domingo

Haiti, wcześniej Santo Domingo, było jedną z najbogatszych kolonii francuskich. Uprawiany tam cukier trzcinowy, bawełna, kawa, indygo i przyprawy przynosiły Francji spory dochód, a na towarach sprowadzanych do Europy można było dorobić się przysłowiowych kokosów. Także miejscowi plantatorzy zbijali na tym bajeczne fortuny. Jednakże wszystko odbywało się kosztem katorżniczej pracy miejscowej ludności. Niewolnicy pracujący przy uprawach byli bardzo źle traktowani, często bici, okaleczeni, zmuszani do nadludzkiego wysiłku czy grzebani żywcem. Po wybuchu Rewolucji Francuskiej pod hasłami „wolności, równości i braterstwa” we Francji zniesiono niewolnictwo i nadano równe prawa wszystkim mieszkańcom, bez względu na kolor skóry. Na Santo Domingo ożyły nadzieje na poprawę losu miejscowej ludności, a francuski komendant wyspy generał Franciszek Toussaint-Louverture ogłosił autonomię kolonii, czyniąc się dożywotnim władcą wyspy, niezależnym od francuskiego protektoratu. Sytuacja ta nie spodobała się Napoleonowi, który postanowił stłumić bunt. Tymczasem w Europie zaczęli sprawiać kłopot polscy żołnierze, którzy służyli mu w Legionach Polskich, a których nie potrzebował już po podpisaniu pokoju z Austrią i Anglią. „Bezużytecznych” żołnierzy z Legii Naddunajskiej postanowił wysłać na Santo Domingo, w celu wzmocnienia francuskich oddziałów pacyfikujących powstanie niewo-lników. Legionom przewodził gen. Władysław Jabłonowski, który zresztą zmarł na żółtą febrę kilka tygodniu po przybyciu na karaibską wyspę.

W latach 1802–1803 na Haiti zostały wysłane dwie polskie półbrygady. Łącznie w tej karnej ekspedycji wzięło udział około 4,5 tys. Polaków, którzy mieli za zadanie zdławić opór niewolników. Żołnierze pochodzili przede wszystkim z zaboru austriackiego, ale byli wśród nich także mieszkańcy okolic Kielc, Rzeszowa i Radomia. Większość z nich zginęła z powodu chorób i nieprzyjaznego klimatu. Polacy byli zaszokowani brutalnością kolonizatorów. Zaczęli też szybko okazywać zrozumienie dla mieszkańców i wyrażać oburzenie w stosunku do okrutnego traktowania przez Francuzów. W końcu dostrzegli, że z Haitańczykami, którzy walczyli przecież o swoją niepodległość, łączy ich więcej niż z Francuzami. Z tego powodu Polacy dzielnie, ale dość niechętnie walczyli z buntownikami. Część z nich przeszła na stronę powstańców. Ocalało niespełna 1000 legionistów, z czego 30 oficerów i 300 żołnierzy powróciło do Europy, a około 400 z nich osiedliło się na San Domingo, dając początek Les Polonais. Powstanie zakończyło się zwycięstwem Haitańczyków, którzy do tej pory wspominają polskich żołnierzy odmawiających wykonania brutalnego rozkazu wymordowania kilkuset czarnych jeńców.

fot.Nhobgood Nick Hobgood /Wikipedia

fot.Nhobgood Nick Hobgood /Wikipedia

Polak, Haitańczyk – dwa bratanki

Pozostanie Polaków na Haiti było dość dużym wydarzeniem dla mieszkańców wyspy. Z inicjatywy pierwszego cesarza Haiti Jakuba I Dessalinesa w pierwszej konstytucji Haiti z 1805 roku zabroniono białym ludziom osiedlania się i posiadania własności ziemskiej (Art. 12: „Żaden biały, jakakolwiek byłaby jego nacja, nie będzie mógł postawić nogi na terytorium Haiti jako pan albo właściciel”), ale zapis ten nie dotyczył Polaków (Art. 13: „Poprzedni artykuł nie będzie stosowany zarówno do białych kobiet, które są naturalizowane przez rząd, jak i dzieci przez nie urodzonych. Ponadto są objęci w mocy tego artykułu Niemcy i Polacy naturalizowani przez rząd”). Dessalines wydał także zakaz zabijania polskich żołnierzy, a także nadał im haitańskie obywatelstwo, nawet tym, którzy walczyli po stronie Francuzów – uważał bowiem, że Polacy są narodem miłującym wolność, o którą musieli sami wielokrotnie walczyć.

Echa Polski

Polacy zostając na Haiti, żenili się z tamtejszymi kobietami i zakładali rodziny, co z czasem spowodowało wymieszanie się z lokalną społecznością. Ponoć ostatni Polak, który przyjechał na Santo Domingo, zmarł w 1890 roku. Rząd Haiti przypominał sobie o istnieniu Polaków podczas wizyty Jana Pawła II. W 1983 roku zebrano grupę Polaków z Cazale i przewieziono na lotnisko w Port-au-Prince w celu powitania papieża. W czasie papieskiej pielgrzymki dzieci z Cazale witały Karola Wojtyłę tradycyjnymi polskimi piosenkami. Przebywając w sektorze dla gości honorowych, mieli możliwość bezpośredniej rozmowy z papieżem, który zapewnił ich o pomocy, ponieważ „wszyscy jesteśmy Polakami i musimy sobie pomagać”. W relacji jednego z mieszkańców wioski: „Papież mówił, że Polska i Haiti to jeden naród. Wtedy naszym krajem rządziła dyktatura, to był ważny gest dla naszego narodu. Papa Karol dał siłę Haiti, przyjechał, by nam pomóc. Po jego śmierci nasz kraj stracił ojca”. Polonia w Cazale przypomina sobie również mecz, kiedy Polska wygrała z Haiti 7:0. „To było nieszczęście dla wszystkich Haitańczyków, ale dla nas, którzy jesteśmy pochodzenia polskiego, to była także radość, że przegraliśmy, ale z Polakami”. W latach 80. słynny polski reżyser teatralny Jerzy Grotowski, którego przodek o tym samym nazwisku brał udział w karaibskiej kampanii, wyruszył na Haiti w poszukiwaniu swojego krewnego. Okazał się nim niejaki Amon Fremon, kapłan wudu, którego Grotowski zabrał na rok do Polski, aby pokazać mu kraj jego przodków. W Cazale reżysera zapamiętano jako „Blokowski” lub „Detopski”.

Pamiątkami po legionistach są m.in. nieliczne obyczaje takie jak taniec “polka”, warkocze zaplatane na słowiański sposób i kilka powiedzeń typu: „Là-bas en Pologne” (Tam w Polsce)

Poto = Potocki

Górska i niedostępna wieś Cazale jest głównym ośrodkiem, który zamieszkuje Polonia na Haiti. Czas płynie tam bardzo wolno, a rytm życia wyznacza pianie koguta. Wioska nie posiada dobrej drogi dojazdowej, większość domów zbudowana jest ze słomy, oblepionej błotem i liśćmi bananowca. Dwa bardziej okazałe domostwa przypominają budownictwo środkowoeuropejskie. Do 1996 roku istniał murowany kościółek katolicki, ale uległ zawaleniu. Zachował się jednak obraz Matki Boskiej, nawiązujący do wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej. Brakuje tam elektryczności, bieżącej wody, sklepów. Wcześniejsza nazwa miejscowości Canton de Plateaux, została zmieniona przez Polaków, prawdopodobnie na cześć pierwszego osadnika, Zalewskiego, którego nazwisko uległo skróceniu – Zal. Najczęściej spotykane nazwisko to Belno, pochodzące od Belnowski. Żyje tam także około 200 rodzin o nazwisku Poto. Powszechnie uważa się, że Poto to skrót od Potocki. Wiele nazwisk, które są obecnie nazwiskami haitańskimi albo francuskimi, ma polskie pochodzenie. Wszystkie nazwiska ludzi z Cazale zostały sfrancuszczone i pozbawione polskich końcówek. Zostało to dokonane ze względów praktycznych, gdyż trzeba było, aby Les Polonais wtopili się w społeczność haitańską. Inne przykłady nazwisk to Felurisca, Dorlusca, Cherisca, Trelusca, które przypominają polskie nazwiska kończące się na ‘ska’. Najczęściej ludzie długo używali swojego rodowego nazwiska, ale jeżeli dziecku nadawano nazwisko przyjaciela, wtedy nazwisko rodziców ulegało zatarciu. Bezsprzecznie jednak wszyscy, którzy przyjeżdżają do Cazale, od razu zauważają, że mieszkańcy mają inne pochodzenie niż pozostała ludność Haiti.

Polski legion na Saint Domingue, January Suchodolski fot.Wikipedia/Google Map

Polski legion na Saint Domingue, January Suchodolski fot.Wikipedia/Google Map

„Chcielibyśmy, aby Polska wiedziała, że my także jesteśmy jej dziećmi”

Większość mieszkańców Cazale ma biały kolor skóry lub jest Mulatami. Niektórzy z nich mają niebieskie oczy i blond włosy lub po prostu europejskie rysy twarzy. Haitańczycy pochodzenia polskiego zajmują się przede wszystkim rolnictwem; uprawiają kukurydzę, sadzą fasolę, proso, banany i inne rośliny. Obok rolnictwa zajmują się także rzemiosłem. Głównym zajęciem kobiet jest handel żywnością. Mówią o sobie, że są Polakami i są z tego niezwykle dumni, chociaż nie mówią po polsku. Chętnie nawiązują do swoich korzeni, głośno o tym wspominając: „Moja mama nazywa się Anna Maria Lowiński. Gdy byłam mała, jej rodzina wydawała mi się dziwna, była bardzo jasna, z oczami szarymi lub zielonymi. Cieszę się, że gdzieś w innym dalekim kraju mam braci, kuzynów, że mam tam rodzinę. I bardzo bym chciała, by kiedyś ktoś tu kiedyś na Haiti lub w Polsce przedstawił mi się: ‘jestem również Lowiński’”. Inny mieszkaniec Cazale w taki sposób wyraża swoją dumę: „Jestem pochodzenia polskiego, moi przodkowi byli Polakami. Ze strony ojca też jestem pochodzenia polskiego. Jestem dumny, że ja sam jestem Polakiem, czuję się Polakiem. Bez tej dumy nie ma życia”. Miło wiedzieć, że gdzieś na końcu świata są ludzie, którzy są dumni ze swojej polskości i kochają kraj nad Wisłą, chociaż nigdy w nim nie byli.

Słowiański warkocz

Niestety nie zachowały się żadne dokumenty czy zdjęcia z przeszłości. Pamiątkami po legionistach są polskie nazwiska na sporadycznych już nagrobkach. Pozostały też nieliczne obyczaje takie jak taniec “polka”, warkocze zaplatane na słowiański sposób – zupełnie nieznane w tamtych rejonach i kilka powiedzeń takich jak: „Là-bas en Pologne” (Tam w Polsce), „M-ap Fe Krakow” (robić coś jak w Krakowie, czyli bardzo porządnie, dokładnie), „Chajé kou Lapologn” (szarżować jak Polska, czyli w dużej liczbie, skutecznie). Polacy przywieźli też na Haiti podobiznę Czarnej Madonny, którą darzyli wielką czcią i która obecnie jest w prawie każdej haitańskiej świątyni, czczona jako bóstwo płodności i kobiecości. Do dziś historia braterstwa haitańsko-polskiego jest na wyspie żywa, a pamięć o Polakach, którzy walczyli po stronie rewolucji, przekazywana z pokolenia na pokolenie.

Dorota Maziarz

Za: http://dziennikzwiazkowy.com/polonia/polska-wioska-na-koncu-swiata-potomkowie-polakow-na-haiti/

Tags : ,

Komentowanie zamknięte.