Najnowsze

Opublikowano Styczeń 29, 2016 Przez a303 W Polska

Polska jest jak „Liberty”. Henryk Pająk

„Mówi się” że w obecnej odnowionej wersji żydokomuny pod fałszywą flagą „Trzeciej RP” grasuje około 1 5000 agentów Mossadu. Agentem Mossadu musi być każdy upatrzony Żyd, którego uprzejmie poproszą o przekazywanie informacji z zakresu jego zawodowej działalności i towarzyskich kontaktów. Odmowa jest niebezpieczna jako zdrada racji.

Tak było w czasach poprzedzających wybuch drugiej wojny światowej, kiedy każdy Niemiec-volksdeutsch udający Polaka musiał być tajnym agentem wywiadu niemieckiego.

Volksdeutsche z Łodzi witają hitlerowskim pozdrowieniem Niem¬ców w 1939 roku. Oprócz nich wkraczających do Łodzi Niemców powitała też delegacja Żydów, na czele z rabinem w ceremonialnym stroju.

Volksdeutsche z Łodzi witają hitlerowskim pozdrowieniem Niem¬ców w 1939 roku. Oprócz nich wkraczających do Łodzi Niemców powitała też delegacja Żydów, na czele z rabinem w ceremonialnym stroju.

Tradycyjnym rezerwuarem agentury były loże masońskie. WII RP nie mia­no złudzeń – masoneria to forpoczta wywiadów grasująca na kluczowych stano­wiskach, w kluczowych strukturach władzy. Prezydent Mościcki postanowił przeciąć te wrzody w ostatniej chwili – w 1938 roku, kiedy wybuch wojny stał się tylko kwestią czasu.

Wydał dekret na­kazujący rozwiązanie (delegalizację) wszyst­kich związków wolnomularskich i organiza­cji tajnych:

Kto bierze udział w związku wolnomularskim lub działalność takiego związku popiera, podlega karze więzienia do lat pięciu i grzywny.

Art. 3:

Kto uczestniczy w tajnej działalności zrzeszenia rozwiązanego na podstawie art. 1 ust. (2) lub taką działalność popiera, podlega karze więzienia do lat pięciu i grzywny.

Tym samym karom podlega, kto bierze udział w związku posia­dającym nieujawnioną organizację hierarchiczną lub odbierającym od swych członków przyrzeczenie bezwzględnej tajemnicy lub bezwzględnego posłuszeństwa.

Art. 5:

Minister Spraw Wewnętrznych zarządzi likwidację zrzeszeń wolnomularskich oraz wskaże instytucje, na które przechodzi ich majątek.

Art. 6 (1):

Zarządzenie o rozwiązaniu zrzeszenia wydane na podstawie Art 1 ust (2) należy całkowicie do swobodnego uznania Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

(2) Zarządzenie ogłasza się w gazecie rządowej.

Przejmowanie majątków zdelegalizowanej masonerii dotyczyło jej tajnych archiwów. Wewnętrzne „radary” masonerii w porę uprzedziły ich co się święci i masoni spokojnie zadziuplowali swoje archiwa, listy członków, koresponden­cje, programy. Znurkowali do podziemia, ale dekret prezydenta Mościckiego miał znaczenie historyczne. Szedł śladem innych państw, a historycznie – do delegalizacji masonerii przez carat w 1822 roku1.

Ludwik Hass (zob. przypis), także autor książki „Masoneria polska XX wieku” (wydawnictwo Kopia, Warszawa 1996 r.) zamieścił listę polskich wolnomularzy. Jest tam śmietanka ważnych urzędników państwowych, członków i założycieli partii (zwłaszcza „socjalistycznych”), naukowców, wykładowców, literatów, publicystów, artystów, ministrów. Znajdujemy tam słynnego guru Żydów – Janusza Korczaka (Henryka Goldmana).

Gdy hitlerowcy 5 VIII1942 r. zlikwidowali sierociniec żydowski, nie skorzystał z możliwości ukrycia się poza gettem, z dziećmi udał się w transporcie do Treblinki, gdzie zginął (s. 200).

Rotmistrz Pilecki, który nie miał nic wspólnego z masonerią, dobrowolnie dał się ująć w obławie, aby w Auschwitz założyć konspirację, rozpoznać struktury tego obozu, ustalić nazwiska niemieckich oprawców, ich pomocników, następnie zbiegł z obozu. Po wojnie ten bohaterski czyn rotmistrza Pileckiego, nie mający odpowiednika w czasie całej wojny w okupowanej Europie, został odpowiednio „doceniony” przez tajny kabalistyczny kahał. Rotmistrz Pilecki został zamordowany z wyroku Żydów. Czuwał nad tym Jakub Berman.

Mini-kahał warszawski do dziś nie może zgodzić się na miejsce pod pomnik Rotmistrza, podczas gdy już po wojnie ulice, szkoły, przedszkola otrzymywały imię Janusza Korczaka. Mord na Rotmistrzu, następnie półwieczna cisza o nim to nic innego, jak ponowne, wielokrotne zabijanie Rotmistrza – konkurenta Kor­czaka. Zabijanie także w Parlamencie Europejskim, w którym nie zdołano uznać Rotmistrza Pileckiego jednym z najwybitniejszych bohaterów drugiej wojny.

Prezydent Lech Kaczyński (loża Prawo i Sprawiedliwość) uroczyście re­animował („reaktywował”) przedwojenną lożę B’nai B’rith. Przy okazji nazwał decyzję prezydenta I. Mościckiego „niefortunną”.

B’nai Brith – międzynarodowa loża wyłącznie żydowska, a więc rasistowska a priori (pisałem o niej w kilku książkach), rozsiadła się w ambasadzie Izraela w Warszawie, a potem nieoficjalnie w Muzeum Żydów Polskich.

Na pierwszym posiedzeniu organizacyjnym omówiła polskie ustawodaw­stwo, szczególnie akcentując potrzebą rewizji statusu „mediów”, zwłaszcza „kwestie związane z Radiem Maryja i Telewizją „Trwam”. Przyjęto program zmierzający do likwidacji tych dwóch mediów, a także partii „Samoobrona” oraz partii Romana Giertycha pozostających w parlamentarnym sojuszu z PiS, co dawało polskojęzycznemu kahałowi większość głosów w Knesejmie. Na rozkaz kahału izraelskiego, Kaczyńscy zerwali ten układ. PiS stał się mniejszością w Knesejmie i rozpisał nowe wybory. Tym samym dobrowolnie przekazali swoją niepodzielną władzę nad okupowaną Polską w ręce Platformy Obywatelskiej oraz Polskiemu Stronnictwu „Ludowemu”, którego program od zawsze stresz­cza się w maksymie: „przykleić się jak g… do okrętu i płynąć, płynąć, płynąć”. Jego szef – Waldemar Pawlak, uczestnik zamachu stanu z 4 czerwca 1992 roku (słynna „Nocna zmiana”) płynie już 25 lat jako wicepremier, premier, poseł, etc.

Wiceprezesem B’nai B’rith został „prof.” Jan Hartman, m.in. członek an­typolskiego, antykatolickiego, ateistycznego, nihilistycznego Ruchu Palikota. Liczył na to, że z tej obscenicznej kanapy zdoła wskoczyć do Parlamentu Euro­pejskiego, ale się przeliczył. Nawet zwolennicy Polikota mieli go dość. Wreszcie Palikot wyrzucił Hartmana z partii za fanatyczną antypolskość i niesubordy­nację.

Hartman wsławił się m.in. donosem na arcybiskupa Stanisława Wielgusa, kiedy ważyły się losy tego kapłana, już zatwierdzonego na funkcję przewodni­czącego Episkopatu i nieformalnego prymasa.

Ruszyła wtedy potężna, krecia akcja dyskredytacji abp. S. Wielgusa, pilotowana przez kabalistów z PiS, przez abp. K. Nycza i media na czele z „Gazetą Polską”. Zaszczuty abp. Wielgus złożył rezygnację z tej nominacji w momencie szczególnie uroczystym, bo podczas Mszy św. w katedrze WP, z udziałem m.in. prezydenta Kaczyńskiego. Słysząc słowa o rezygnacji, Kaczyń­ski zaczął z radości bić brawo, aż jego małżonka dała mu – na oczach kamer – kuksańca w bok.

Zanim pochylimy się nad donosami na o. Tadeusza Rydzyka, założyciela Telewizji „Trwam” i „Naszego Dziennika”, należy przypomnieć, że prezesem B’nai Brith został Jarosław Józef „Szczepański”, dziennikarz, publicysta, towa­rzysko związany z Bronisławem Komorowskim i Janem „Dworakiem”, przy­jacielem Komorowskiego. Kiedy już ujawniono w raporcie o likwidacji Wojsko­wych Służb Informacyjnych agenturę Moskwy w Wojsku Polskim, „Szczepański” został doradcą medialnym ówczesnego wicemarszałka Knesejmu Bronisława Komorowskiego. Późniejszy prezydent tak mówił o Jarosławie Szczepańskim:

Znam się z Jarosławem Szczepańskim od stu lat […] mamy do siebie zaufanie, poza tym ma świetną opinię.

Mirosław Kokoszkiewicz cytujący tę opinię Komorowskiego o „Szczepań­skim”2, wpadł Komorowskiemu w słowo i dodał: „Świetną opinię oficerów WSI, władz loży? Tego niestety nie usłyszeliśmy”.

Te koneksje na linii WSI – B’nai B’rith – Kahał pośrednio wyjaśniały, dla­czego „Dworak” przyjaciel Komorowskiego, tak zaciekle torpedował przyznanie Telewizji „Trwam” licencji na nadawanie za pomocą cyfrowego multipleksu. Nie pomagały potężne demonstracje na rzecz zgody tych trzech antypolskich, antykatolickich bastionów Kabały. „Dworak” był niezłomny pomimo zebrania 2,5 mln podpisów żądających miejsca TV „Trwam” na multipleksie.

Cofnijmy się do czasu powołania agentury żydowskiej pod flagą B’nai B’rith. Na stronie ambasady USA w Warszawie, pojawił się komunikat tego gniazda szerszeni:

9 września, przy okazji otwarcia nowej loży B’nai B’rith w Warszawie, ambasador Wictor Ashe spotkał się z działa­czami tej organizacji Moishem [Mojsze] Smithem i wicepreze­sem [generalnym] Danem Mariashinem. Omówiono m.in. sprawę ustawodawstwa, zwrotu mienia oraz kwestie związane z Radiem Maryja i Telewizją „Trwam” Otwarcie warszawskiej loży B’nai B’rith oznacza odrodzenie się tej organizacji żydowskiej w Polsce po niemal 70 latach nieobecności3.

M. Kokoszkiewicz tak punktował popisy talmudystów:

Oto żydowska tajemnicza organizacja w ambasadzie obcego mocarstwa omawia polskie ustawodawstwo oraz „kwestie” wol­nego medium, działającego w rzekomo wolnym, demokratycz­nym i suwerennym państwie. Czy Hartman, mieniący się polskim obywatelstwem, uważa, że „kwestie związane z Radiem Maryja i Telewizją „Trwam” najlepiej omawiać w ambasadzie obcego mo­carstwa? Czy i w tej sprawie słał jakieś donosy, poruszony skan­daliczną ingerencją żydowskiej loży w polską demokrację i nasze wewnętrzne sprawy?

Kokoszkiewicz:

Szanowny Jasiu, polski obywatel i biskup polskiego Kościoła, Ignacy Dec zwrócił się do polskiego prezydenta z apelem i to cię tak bardzo zbulwersowało. Wy natomiast biegacie z donosami do całej ambasady i ślecie je do głowy watykańskiego państwa. Czy donoszenie na Polaków wyssaliście z mlekiem waszych matek i już nigdy nie wyzbędziecie się tej przypadłości? Jedno wiemy dziś na pewno. Ojciec Rydzyk i jego dzieła są solą w oku loży B’nai B’rith, której członkowie tego faktu już nawet nie ukrywają.

J. Hartman nie był pierwszym Żydem, który popisał się donosem do Wa­tykanu. Już w 2007 roku podobny donos wypichcił T. „Sakiewicz”, koszer ro­biący za Polaka, redaktor naczelny „Gazety Polskiej” . Kropnął list otwarty do Benedykta XVI z 3 lipca 2007 roku. To wyjątkowo ohydny donos na polskiego duchownego:

Nie wiem, czym kieruje się ojciec Rydzyk. Wiem jednak, że miał okazję poznać prawdę i tę prawdę odrzucił. Miał okazję pojednać się z ludźmi, których ciężko skrzywdził, a zamiast pojednania wyrządza im nowe krzywdy. Władze zakonne nie reagują na jego kolejne czyny, nawet wtedy, kiedy ubliża żonie prezydenta, najbar­dziej katolickiego spośród tych, których wybrali Polacy po 1989 r. Prawdziwymi ofiarami ojca Rydzyka nie są jednak obrażani przez niego biskupi, dziennikarze czy politycy. Największą krzywdę wy­rządza prostym ludziom, którzy zawierzyli mu, że mówi w imieniu Kościoła. Bo właśnie każdą krytykę swojej osoby przedstawia on jako atak na Kościół. Na podstawie kanonu 1364, 1369 i 1373 kodeksu prawa kanonicznego ośmielam się prosić o interwencję wobec działań ojca Rydzyka.

Wątek masońsko-żydowski zamknąć należy beznadziejną sytuacją Polaków i polskości w okresie „komedii pomyłek” jaką jest każdy kolejny piknik wy­borczy. Porzućmy nadzieję, że coś się zmieni w październiku 2015 roku. Prezydentem zostanie Komorowski czy A. Duda – nie ma to żadnego zna­czenia. Jeśli Duda to znak, że na ten odcinek okupacji namaścili Kahał i kabaliści z „błękitnej sotni” , m.in. dlatego, że jest on „mężem swojej żony, a ona już dopilnuje żeby się nie wychylał”. A. Duda, zięć Żyda Kornhausera, namaszczony już dawno samą jego obecnością na wyjazdowym posiedzeniu izraelskiego Knesetu w Krakowie, to cugle prezydenckie pozostaną w tych samych rękach.

Henryk Pająk

Był to fragment pracy Henryka Pająka pt: „Naród wyklęty przez męty. Tom I”. Przypisy w oryginale.

a

Tags :

Komentowanie zamknięte.