Najnowsze

Opublikowano Październik 31, 2014 Przez a303 W Dziennikarstwo śledcze

Polityczne konsekwencje rewizjonizmu „holokaustu”

Komentarz: Fragment broszury Tomasza Gabisia pt: „Religia Holocaustu”, str. 43-48. Całość broszury można pobrać pod linkiem – kliknij (przekaż wszystkim bliskim: rodzinie, przyjaciołom, sąsiadom itd.).

a

Jeśli przypomnimy sobie wszystko to, co na temat religii „Holocaustu” i jej polityczno-ideologicznych instrumentalizacji sformułowane zostało w poprzednich numerach „Stańczyka”, zrozumiemy łatwo, dlaczego rewizjoniści zostali uznani za wrogów publicznych nr 1, dlaczego nie traktuje się ich jako nieszkodliwych dziwaków dowodzących, że Księżyc jest z sera, lecz jako przedstawicieli demonicznych sil zła, zagrażających światu. Należy bowiem mieć jasną świadomość tego, co mogłoby się stać, gdyby okazało się, ze rewizjoniści maja racje, a ściślej rzecz ujmując, gdyby w ich tezy, niezależnie od tego czy są prawdziwe czy fałszywe, zaczęło wierzyć tylu ludzi ilu wierzy dziś w religie „Holocaustu”. Angielski prawicowiec Michael Walker napisał:

„Niezwykle drażliwym przedmiotem historycznego rewizjonizmu są rzekome gazowania milionów ludzi w Polsce w czasie drugiej wojny światowej. (…) Rządy państw zachodnich, słusznie dostrzegając w tym polityczny dynamit, robią wszystko co w ich mocy, aby przeszkodzić, żeby stało się to przedmiotem otwartej debaty. Nie jest to łatwe. Wymaga to prowadzenia polityki twardych lecz niewidocznych represji, które muszą zastraszać ale nie w tak dramatyczny sposób, żeby stało się to warte umieszczenia w news-ach. To, ze arabscy politycy, poczynając od Nasera nie wierzyli w zarzuty o gazowaniu, natomiast rządy zachodnie uchwalają prawa karzące tych, którzy otwarcie w nie wątpia, nie dowodzi niczego na temat ich prawdziwości lub nie. Pokazuje natomiast, ze masowa wiara lub niewiara ma ogromne polityczne znaczenie.

(…) Rewizjonizm historyczny jest pierwszym krokiem do władzy politycznej w nowym wieku („The Scorpion” nr 16, lato 1993).

Cóż wiec stałoby się, gdyby wielu ludzi zaczęło wierzyć, że rewizjoniści maja racje?

Rzecz jasna upadłaby wtedy religia „Holocaustu”, zniszczony by został jeden z centralnych elementów kultury, polityki i ideologii współczesnego Zachodu, zniknąłby główny fundament tożsamości współczesnych Żydów zarówno tych żyjących w Izraelu, jak i tych żyjących w diasporze.

Państwo Izrael straciłoby swoja legitymacje i możliwość wykorzystanie „Holocaustu” jako podstawowego instrumentu swojej polityki. Spadłoby do poziomu normalnego państwa i być może przestałoby istnieć, szczególne, ze Stany Zjednoczone nie mogłyby już otaczać go specjalna protekcja, i wyschłyby źródła finansowego zasilania z zewnątrz niezbędnego dla podtrzymania jego sztucznej egzystencji. Jak pisał prof. W. D. Rubinstein z Australii:

„Gdyby Holocaust został przedstawiony jako ‚syjonistyczny mit’, rozpadłaby się najsilniejsza bron w propagandowym arsenale Izraela” („Quadrant”, wrzesień 1979).

Wyparowałoby lepiszcze spajające diasporę żydowska. Nastąpiłaby godzina zero dla narodu żydowskiego: mogłaby nastąpić olbrzymia katastrofa – przede wszystkim dla elity żydowskiej, dla żydowskiego establishmentu, który, o czym nie należy zapominać, używa religii „Holocaustu” jako narzędzia ideologicznego panowania nad masami zwyczajnych Żydów, z niej czerpie legitymacje dla przemawiania w ich imieniu, ona pozwala utrzymać ich w posłuszeństwie, zdyscyplinować dla swoich akcji politycznych pod hasłem: nam ufajcie, nas się trzymajcie, bo to my robimy wszystko, co w naszej mocy, aby uchronić was przed nowym „Holocaustem”.

Dzięki religii „Holocaustu” wytworzymy został u Żydów syndrom oblężonej twierdzy, na zewnątrz której czyha wróg z nowym „Holocaustem” w zanadrzu. Nie ma innego wyjścia jak poprzeć komendantów twierdzy, zjednoczyć się wokół nich i poddać się ich rozkazom.

Religia „Holocaustu” jest sposobem, aby utrzymać solidarność wewnątrzgrupową Żydów, zespolić ich, mimo rozproszenia, w jedna „wspólnotę losu” i zagwarantować żydowskiej klasie rządzącej , czyli klerowi religii „Holocaustu”, panowanie nad nimi.

Gdyby upadla religia „Holocaustu”, establishment żydowski po prostu by się rozpadł, a ludzie tacy jak Ellie Wiesel, Claude Lanzmann, Henryk Grynberg odeszliby w polityczny i medialny niebyt. Organizacje żydowskie utraciłyby możliwość wywierania moralnego nacisku na rożne państwa. Jednakże dla milionów zwykłych Żydów mogłoby to oznaczać radosne wyzwolenie ze straszliwego koszmaru, zrodzonego ze świadomości, ze 6 milionów ich rodaków zostało wymordowanych dlatego, ze byli Żydami, i z ciągłego strachu, ze może się to powtórzyć.

Odnosi się niekiedy wrażenie, że religia „Holocaustu” spycha wielu Żydów na granice histerii, neurozy, czy wręcz manii prześladowczej, biorącej się z przekonania, ze nikomu nie mogą ufać, skoro naród o takiej wspanialej kulturze jak Niemcy mógł dokonać „Holocaustu”. Gdyby niewidzialne mury getta zbudowane z dogmatów religii „Holocaustu” runęły, przed diasporą żydowską byłyby tylko dwie drogi: albo ponowna judaizacja przez powrót do religii i kultury przodków albo asymilacja w przyspieszonym tempie.

Upadek religii „Holocaustu” byłby również poważnym ciosem dla amerykańskiego mesjanizmu mającego swe źródło w opisanej wyżej koncepcji samojudaizacji jako sposobu na osiągniecie statusu narodu wybranego.

Co by się stało, gdyby masy turystów przestałyby pielgrzymować do Muzeum Holocaustu a przed gmachem tej świątyni postawiono by tabliczkę „For sale”? Demoliberalna klasa Ameryki, chyba tylko cudem utrzymałaby się przy władzy, (ale potrzebny byłby jakiś „Chruszczow” dokonujący rozrachunku z tzw. minionym okresem i potępiający rządzących wcześniej demoliberalnych towarzyszy za „błędy i wypaczenia”) [1].

Koniec religii „Holocaustu” byłby jednoznaczny z końcem Republiki Bonskiej, gdzie rządzący nie maja żadnego pola manewru: mogą jedynie wzmacniać represje, zaostrzyć cenzurę, prześladować dysydentów. Ale „zmierzch bożyszcz”, oczywiście w bardziej fałszywym wydaniu, jest nad Renem nieuchronny – kto wie, może bonska elita nie zdąży się przeprowadzić do Berlina [2]. Nie tylko polityczna egzystencja Bonn, ale trwanie całego systemu politycznego Europy Zachodniej byłoby zagrożone. Jeśli „Holocaust” okazałby się mitem, to wszystkie inne prawdy głoszone przez demoliberalne elity Zachodu po wojnie także utraciłyby wartość. Obecna klasa rządząca utraciłaby panowanie nad przeszłością a tym samym nad teraźniejszością i przyszłością. Trzeba było zrehabilitować pośmiertnie skazanych w procesach norymberskich, uznać Eichmanna i Hoessa za ofiary „sadowego mordu” etc. etc.

W tym momencie nastąpiłby prawdziwy koniec II wojny światowej, rozpadłaby się koalicja interesów łącząca po dziś dzień dawnych aliantów, okazałoby się po latach, ze sojusz zachodnich demokracji z reżimem Stalina był pomyłką lub godna moralnego potępienia „cyniczna polityka siły”, na pierwszy plan wysunęłyby się zbrodnie bolszewizmu, co rzuciłoby cień na zachodnie elity uwikłane w takie czy inne związki z komunizmem, nastąpiłoby zrównanie zbrodni wojennych obozu demokratycznostalinowskiego i Rzeszy Niemieckiej. Cały porządek polityczny świata zachodniego zbudowany po 1945 roku musiałby runąć. Nigdy tez nie zostałby zbudowany Nowy Lad Światowy, bo przecież „pamięć o Holocauscie” jest dla jego budowy czymś zasadniczym. Ponieważ religia „Holocaustu” zlała się w jedno ze współczesną ideologia demoliberalna, to jej upadek pociągnąłby za sobą upadek tej ideologii [3].

Niemcy i Polacy wyzwoliliby sie z „teologicznego poniżenia” i ze statusu „metafizycznych wrogów”.

Stolica Apostolska nie byłaby już oskarżana o to, ze milczała w czasie „Holocaustu” a chrześcijaństwo o antysemityzm, który doprowadził do „Holocaustu”. Zahamowany by został proces judaizacji i protestantyzacji katolicyzmu. Wszystkie teologie „Holocaustu” poszłyby na makulature, otworzyłaby się droga do „renacjonalizacji” narodów, do odrodzenia europejskiej tradycji uwolnionej od zarzutu odpowiedzialności za „Holocaust”, zakończyłaby się „holocaustyczna indoktrynacja” i „psychoterror” stosowany przez demoliberalne elity jako instrument panowania. Na złom powędrowałaby „oświęcimska maczuga” używana do zwalczania prawicowej ideologii politycznej, oskarżania o „antysemityzm”, „rasizm” i „nacjonalizm” utraciłyby swoja perswazyjna moc, nastąpiłby krach „shoah-byznesu”, miliony dolarów można by zainwestować pożytecznie. Jak pisał wyżej cytowany niemiecki prawicowiec Eduard Peter Koch, nastąpiłoby nowe święto narodów, uroczysta wiosna przynosząca im orzeźwiająca moc stanowienia o sobie. Jest wiec tak, jakby losy świata w następnych dziesięcioleciach zależały od tych kilku pomieszczeń w Oświęcimiu/Brzezince uważanych przez jednych za komory gazowe, czyli narzędzie „najstraszliwszej zbrodni w dziejach, a przez drugich za zwykle kostnice. Tutaj przebiega dziś los historii świata, tu jest archimedesowy punkt światowej polityki, ten kto utrzyma w swych rekach umieszczona na nim dźwignie, ten zwycięży. Wspomniany wyżej Germar Rudolf nawołuje Niemców do „sekularyzacji” debaty o „Holocauscie”, do zaprzestania „holocaustowej” czy „antyholocaustowej” propagandy, do koncentrowania się wyłącznie na naukowych i czysto historycznych aspektach problemu. W przeciwnym razie, jak pisze, sytuacja niebezpiecznie sie zaostrzy:

„Czas propagandystow podzegaczy do wasni narodowosciowych przyjdzie po stronie rewizjonistow dopiero wowczas, gdy dyskusja rozleje sie wszerz. (…) W koncu stana naprzeciwko siebie dwie partie, obie w pierwszym rzedzie kierowane emocjami. Wtedy wystarczy iskra, aby beczka prochu wybuchla” („Czy nadciaga niemiecka wojna domowa?”), ” 1995 nr 6).

Nawolywania Rudolfa sa spoznione. Nalezy raczej przewidywac, ze spelni sie pesymistyczny scenariusz. Przedstawiciel niemieckiej prawicy narodowosciowokonserwatywnej Hans-Dietrich Sander pisal, ze nie mozna przewidziec jak zachowa sie narod, kiedy uzna, ze byl oszukiwany, a komentujac niemieckie obchody 50-tej rocznicy wyzwolenia obozu w Oswiecimiu stwierdzal:

„Z saturnaliow wokol Oswiecimia buchal nagi strach. Chciano wszelkimi srodkami, grajac na wszystkich rejestrach zapobiec, aby stalo sie to, co jest nie do pomyslenia, gdyz jego wejscie w strefe politycznej rzeczywistosci moze dokonac sie tylko eksplozywnie” („Panika
podbramkowa?”, „Staatsbriefe”, 1995 nr 2).

A zwracajac sie do Zydow niemieckich ostrzegal:

„Zostawcie wy mi prawice w spokoju! Ona jedyna moze was ochronic, kiedy filosemicki motloch zamieni sie w swoje rozwscieczone przeciwienstwo” („O glupocie Zydow i Niemcow”, „Staatsbriefe” 1993 nr 9).

Nie tylko w Niemczech rewizjonizm staje sie instrumentem politycznym. Roger Garaudy witany byl w krajach arabskich jako bohater a jego ksiazka zostala przelozona na arabski zyskujac pochwalne recenzje w prasie. Jej promocja odbyla sie w Bejrucie. Arabski pisarz i polityk Manah al-Salah oswiadczyl:

„Wraz z ta ksiazka era powojenna, w ktorej polityka swiatowa w sposob przesadny zdominowana byla przez kwestie zydowska, dobiegla konca”.

Rowniez inne ksiazki rewizjonistow sa przekladane na arabski. Wychodzaca dwa razy w tygodniu kairska gazeta „Al-Shaab” uznawana za najbardziej wplywowy „organ islamistow” na swiecie (milion egzemplarzy nakladu – 700.000 w Egipcie i 300.00 poza granicami) zamiescila wywiady z Faurissonem i generalem Remerem, ktore przeprowadzil marokanski aktywista rewizjonistyczny Ahmed Rami obecnie mieszkajacy w Szwecji. Od 1993 roku gazeta, docierajaca rowniez do skupisk muzulmanskich w Europie, regularnie zajmuje sie rewizjonizmem. Programy rewizjonistyczne nadaje Moslem Community Radio dzialajace w Wielkiej Brytanii. Przywodca dzialajacej w Londynie organizacji islamskiej stwierdzil podczas zgromadzenia liczacego 3000 osob, ze „Holocaust” jest mitem.

a

Dzieki rewizjonizmowi Arabowie zyskali potezna bron przeciw Izraelowi i przeciw amerykanskiej obecnosci na Bliskim Wschodzie. Nie ulega watpliwosci, ze rowniez inne sily polityczne uzyja rewizjonizmu dla wlasnych celow. W Stanach Zjednoczonych rewizjonizm staje sie coraz bardziej popularny w srodowiskach murzynskich, szczegolnie wsrod czarnych rasistow z Nation of Islam Louisa Farrakhana. Wkrotce jego znaczenie w walce politycznej odkryja inne srodowiska kontestujace obecny system polityczny. Jeden z autorow prorokuje:

„Rewizjonisci podlozyli lont pod bozka Holocaustu i potrzeba tylko kogos, kto by go podpalil. A gdy ogien na loncie poleci, to upadek wstretnego bozka bedzie juz tylko kwestia roku czy dwoch lat. Jego obalenie wstrzasnie swiatem”.

Wydawnictwo rewizjonistycznych francuskich anarchistow nazywa sie „La Veille Taupe” czyli „stary kret” i to wcale nie przypadkowo. „Stary kret” symbolizuje „krecia robote” juz od dawna. Juz Szekspir, zwracajac sie do ducha inspiratora wolnosci w podziemiu, powiedzial ustami Hamleta: „Masz slusznosc stary krecie… Nie lada z ciebie gornik”. Po Szekspirze Hegel nazwal „starym kretem” Weltgeist, co skrycie podkopuje autorytet uzurpatora przy wladzy („Wyklady z filozofii dziejow”). A po Heglu Herzen, obserwujac rozklad panoszacego sie systemu wladzy, zacieral rece z uciechy: „stary kret chwacko pracuje”. I przyjelo sie, ze „krecia robota” to minerska sztuka rewolucji. W odniesieniu do naszych czasow Karol Marks zapewnial patetycznie w 18 Brumiere’s Ludwika Bonaparte: „Gdy [rewolucja] dokona drugiej polowy swojej pracy przedwstepnej, Europa w zrywie zawola triumfujaco: „dzielnie ryles stary krecie.” Zaiste, obecnie nadchodzi rewolucyjny „dzien zaplaty” wskutek kreciej roboty. Ale nie ten, na jaki liczyl Marks w swojej nieudolnie przepisanej z roznych filozofow i ekonomistow teorii, ktora sie nigdy nie ziscila, lecz nadchodzi – dzieki rewizjonistom historycznym – dzien kompletnego rozwiania jeszcze jednej teorii, czyli wytracenia broni z rak najezdcow.

*********************

Czytaj całość pod:

Religia „Holocaustu”

Tags : ,

Komentowanie zamknięte.