Najnowsze

Opublikowano Wrzesień 22, 2012 Przez stophasbara W Bez kategorii

Policja w Australii – to, co oni robią

Tekst otrzymany po angielsku od Michała z Australii. Mam nadzieję, że oddałem w moim tłumaczeniu ducha przekazu autora. Wszelkie przeinaczenia są wynikiem mojej niedoskonałości, za co z góry przepraszam (wmordechaj)

Gestapo było policją polityczną służącą reżimowi nazistowskiemu. Policja w krajach demokratycznych ma niby służyć społeczeństwu, prawu, zachowania porządku i bezpieczeństwa. Jednak nasza policja tak naprawdę służy australijskiemu demokratycznemu terrorystycznemu rządowi. .

Gestapo nie służyło społeczeństwu, ale reżimowi, to samo dzieje się z policją australijską.

Nie istniał mechanizm, w myśl którego ktokolwiek mógł sprawić, że Gestapo byłoby pociągnięte do odpowiedzialności. To samo dzieje się z policją Australii.

Czy porównamy naszą policję do Gestapo czy też do mafii, to całkiem nieistotne, zdecydowanie nie tylko nie służy ona bowiem społeczeństwu, za to służy reżimowi, ale nadto policja rutynowo olewa sprawy bezpieczeństwa, natomiast wspiera stan bezprawia.

Przez długi czas nie potrafiłem przyjąć do wiadomości, że opinia publiczna zwykle mówiła: policja ma gdzieś sprawy bezpieczeństwa na drogach i zajmuje się wyłącznie napełnianiem budżetu pod pozorem mandatów za przekroczenie prędkości. Lecz obecnie w pełni zgadzam się z tym, chociaż mówię, że to jest jawny rabunek.

Policja nie zajmuje się wcale bezprawiem, jakie ma miejsce na drogach, a nawet do tego dochodzi, że w wielu przypadkach kolizji drogowych nie przyjmują o nich zgłoszeń, odrzucają dowody w postaci zdjęć czy filmów. Numer centrum dyspozycyjnego policji, 131444, odmawia przyjęcia zgłoszenia o niebezpiecznych wypadkach, do jakich doszło, w których i ty możesz uczestniczyć, i dzieje się tak niejeden raz w ciągu dnia. Jeśli zostałeś poszkodowany w wypadku albo byłeś świadkiem takiego zdarzenia, powiedzmy 6 groźnych zdarzeń drogowych w jakiś dzień, policja nie przyjmie od ciebie zgłoszenia i powiedzą ci, żebyś spadał. Napisałem skargi do byłego skorumpowanego komisarza w kraju, ministrów ds policji, tajnych zarządców tego majdanu i do premierów. Wszyscy oni są szczęśliwi ze stanu tej oczywistej korupcji.

Nawet jeżeli przyjmą oni jakiś pojedynczy raport, to wiedz, że nie będzie to twój własny, ale ten, który jest interpretacją zwykle bardzo mało inteligentnego funkcjonariusza, którego ty sam zawiadomiłeś o wypadku. Jeśli nawet twój raport zostanie przyjęty albo interpretacja tego, czego byłeś świadkiem, to i tak wszystko na nic, ponieważ nic się w wyniku tego nie wydarzy.

Mniejsze, a nawet wieksze wypadki są również zamiatane pod dywan. Policja nie jest zdolna ani nie wolno jej doszukiwać się prawdziwych przyczyn wypadku albo niebezpiecznych zachowań. Sprawcy lub niebezpieczni kierowcy są wolni i mogą dalej zabijać, znowu okaleczać, mogą dalej być niebezpieczni.

Wielokrotne mandaty za przekroczenie prędkości przez tego samego kierowcę może tylko potwierdzić to, o czym napisałem. Niektóre źródła państwowe, jak były minister ds bezpieczeństwa na drogach w państwie, Tom Koutsantonis zebrał coś koło 30 wykroczeń drogowych, być może wszystkie to prędkość.

Tylko kryminaliści albo osoby niezrównoważone mogą zaakceptować to, co jest nazywane właściwym zarządzaniem bezpieczeństwem na drogach.

Jeśli, jeśli naprawdę “speeding” jest taki niebezpieczny, to ok, karajcie za niego, lecz to, co naprawdę sie dzieje to zorganizownany rabunek. Tu idzie tylko o kasę. Sprawca idzie wolno, aby powtarzać swoje czyny. Za pieniądze, jakie obywatel płaci, powinno się go uczyć I ostrzegać, że jeśli to będzie mieć miejsce kolejny raz, spotka się twarzą w twarz z grupą specjalistów, w tym psychologów, którzy sprawdzą, że rozumie on, że poprzez swoje czyny sprawia zagrożenie i że może stracić prawo jazdy na zawsze. Ktoś powinien zapłacić za organizowanie takiego panela specjalistów.

Nic takiego nigdy nie miało miejsca, a przekraczanie prędkości albo inne wykroczenia drogowe są nagminne, a jednocześnie są dojną krową. Oczywiście dla budżetu i stanowią tylko wygodną wymówkę.

Policja nie tylko odrzuca wnioski o ściganie tzw. tailgators (tych, którzy podczas jazdy „siedzą innym kierowcom na ogonie” – przpis tłum.), lecz sami rutynowo to robią. Prawidłowo jeżdżący policjant to prawdziwa rzadkość.

Nie przyjmują też zgłoszeń wyłącznie prywatnych wyników badania sprawy tailgating, jaką sam osobiście przeprowadziłem.

Policja nie przyjmuje do wiadomości, że tailgating jest jednym z najpoważniejszych wykroczeń drogowych.

Szczegółowy opis byłby zbyt obszerny, lecz krótkie epizody dotyczące bierności policji w tej sprawie będą dobrą ilustracją antyspołecznego zachowania policji w Australii.

Wiele razy miałem stłuczki ze strony niebezpiecznie jeżdżących kierowców. Policji nie interesowało prowadzenie śledztwa ani upewnienie się, że kierowca-sprawca nie popełni tego ponownie w przyszłości.

W jednym przypadku, pijany kierowca i pasażer starali się przejechać mi po stopie, gdy ruszyli na czerwonym świetle. Policja dostała wszystkie dane w szczegółach, ale nie przyjęła zgłoszenia i nie wytoczyła sprawy przeciw sprawcom i właścicielowi pojazdu.

Kierowca innego pojazdu uderzył mnie, gdy jechałem na rowerze, a policja odmówiła nawet wizji lokalnej na miejscu zdarzenia.

Policja “siedziała na ogonie” dwóm samochodom jadącym przed nimi w terenie pagórkowatym, a potem czepiała się mnie, dlaczego nie jechałem szybciej niż dozwolona prędkość. Na ten temat zawiadomiłem odpowiednie ministerstwo w kraju oraz premiera. Zignorowali to. Policja w państwie jest jak Gestapo, nie zapewnia bezpieczeństwa publicznego, ale wspiera reżim.

Kiedyś zostałem zaatakowany na zatłoczonej ulicy w Adelaide road, to był napad, wszystko jest zarejestrowane na video. Oficer policji pełniący służbę na najbliższym posterunku odmówił przyjęcia zgłoszenia i nie przyjął dowodu z nagrania. Zamiast tego powiedzieli mi, żebym wyszedł. Na innym posterunku doniesienie przyjęto, ale zrobili to tak niemrawo, że szkoda gadać, i nikt nawet nie chciał wziąć ode mnie dowodu z nagrania. Nawet jak sam je dałem, to i tak nic to nie zmieniło.

Gdy wniosłem skargę do wydziału skarg i zażaleń w policji o tym, że funkcjonariusz na slużbie nie przyjął ode mnie zgłoszenia i nakazał mi wyjść, wydział ten odmówił wszczęcia śledztwa i pociągnięcia do odpowiedzialności skorumpowanych policjantów.

Podczas śledztwa, okazało się, że otrzymałem cynk, że ci sami funkcjonariusze badali mój dowód, którzy wcześniej nie przyjęli ode mnie tego dowodu i doniesienia.

W czasie trwania tego śledztwa, sam sprokurowałem szczegółowy opis zdarzenia i dostarczyłem go policji, a także zapis video z dokładnym czasem zdarzenia, również fakt, że jeden z napastników używał komórki, aby naprowadzać innego na mój trop, żeby mnie zaatakowali. Wszystkie dowody znalazły się w ich rękach, ale jest niemal pewne, że policja nigdy nie oskarży tych napastników ani tych policjantów, którzy nie przyjęli mojego zgłoszenia na posterunku obok miejsca napaści.

Zupełna korupcja policji państwowej, wydziału kontroli, jak też rządu.

Niestety bardzo niewielu funkcjonariuszy to ludzie inteligentni i poświęceni swojej pracy, większość z nich to półgłówki i osoby niedouczone, o jakich trudno mówić, że są profesjonalistami.

Ciekawi mnie, jak bardzo porównanie naszej policji z Gestapo sprawdziłoby się w prawdziwym życiu?

Komentowanie zamknięte.