Opublikowano Październik 2, 2012 Przez stophasbara W Bez kategorii

Piotr Marek: Terroryzm i jego przyczyny

źródło: http://www.nacjonalista.pl

Terroryzm to zjawisko polegające na wymuszaniu siłą swoich postulatów. Rozróżniamy następujące jego rodzaje: zbrojny, medialny, społeczny, ideologiczny i ekonomiczny. W tym tekście zajmę się scharakteryzowaniem zjawisk powodujących terroryzm oraz skutecznymi metodami jego eliminacji na każdej płaszczyźnie.

Najczęstszą przyczyną terroryzmu jest odpowiedź na występujący już terroryzm szantażujący społeczność sięgającą po mocniejsze środki.

Palestyńczycy rozpoczęli serie zamachów przeciw Izraelowi w odwecie za ich wcześniejsze brutalne akcje. W takim wypadku mamy do czynienia z kontratakiem przy użyciu tej samej metody, co napastnik. Popularne w demoliberalnych mediach szufladkowanie Palestyńczyków jako „terrorystów”, a Izraelitów jako „niewinne ofiary”, jest błędne, i wynika bądź z dyletanctwa historycznego, bądź z celowego wprowadzania odbiorców w błąd. Sympatia większości zachodnich mediów wyraźnie leży po stronie Izraela. Na takie ich stanowisko składać się mogą raz, mocne żydowskie lobby wielu środkach masowego przekazu a dwa, związki ideologiczne koncernów medialnych z sojuszem USA-Izrael. W tym drugim przypadku wiąże się to z liczną obecnością ideowych spadkobierców rewolucji XVIII wieku w mediach (wielu z nich dodatkowo deklaruje pochodzenie żydowskie). Podobną do Palestyńczyków postawę przyjęli Arabowie w Iraku i bojownicy w Afganistanie. Przyczyny zamachów terrorystycznych wynikają z wcześniejszej agresji NATO.

Ofiary w postaci osób trzecich, są tam przypadkowe, i wynikają z konieczności uniknięcia strat własnych. Dla normalnego dowódcy, odpowiedzialnego za własnych ludzi, nie ma w tym nic szokującego. Szokujące jest to przede wszystkim dla „obrońców praw człowieka”. Dlaczego? Dlatego, że owi „obrońcy” to zazwyczaj hippisowskie ciamajdy niezdolne do walki lub rozwydrzone majętne kobiety. Oni bowiem najgłośniej krzyczą o „potrzebie walki w obronie praw człowieka” w pewnym kraju. Sami jednak nie wybierają się na tę wojnę. Wysyłają na nią za to (często wbrew przekonaniom politycznym) rzesze mężczyzn zobowiązanych do służby wojskowej oraz kobiety służące w wojsku jako ochotniczki. Główni winowajcy przelewu krwi, czyli lobbyści na rzecz wojny, posiadają status „niewinnego cywila”. A ci „niewinni” de facto posyłają na rzeź setki tysięcy ludzi.Przeróżne „międzynarodowe prawa humanitarne” nie chronią interesów faktycznie „niewinnych” ludzi. Dają jedynie parasol bezpieczeństwa lobbystom wojennym czerpiącym z wywołanego konfliktu największe profity. Człowiek o zdrowym kręgosłupie moralnym powinien takie „konwencje” olać, i w zamian za to kierować się zdrowymi zasadami moralnymi.

Istnieją jednak akcje zbrojne mające uzasadnione podstawy. Taką była choćby interwencja Rosji przeciwko Gruzji. Dzięki niej Rosjanie stłumili potencjalne ognisko agresji przeciwko własnemu państwu. Identycznie, podczas wojny w Jugosławii, zgrupowania Serbów zdusiły w zarodku ogniska agresji bałkańskich islamistów. Swoją drogą wojna Rosji z Gruzją miała drugie dno. Znajoma korespondencyjnie opisała mi szczegóły izraelskiego dozbrajania gruzińskich wojsk w broń ciężką oraz helikoptery. Ponadto na terenie USA oraz Izraela przez lata szkolono elity polityczne Gruzji. Do takich właśnie „polityków” zalicza się wspierany przez neokonserwatystów Micheil Saakaszwili. Temat ten zgłębiłem przeglądając wiele witryn o wspomnianym konflikcie. Wszystkie przedstawione fakty dowodzą, że terroryzm „zbrojny” zazwyczaj nakręcany jest przez działania żydowsko-amerykańskie. Mit o „wszechobecnej agenturze KGB wszczynającej konflikty” można wsadzić sobie między bajki.

Terroryzm „zbrojny” ma więc różne podłoża. Na każdy z nich zatem musimy spoglądać inaczej. Odpowiedzialność zawsze powinien ponosić faktyczny inicjator terroru, a nie społeczność zmuszona do kontrataku. W przypadku islamistów na terenie Azji mamy do czynienia ze zbrojną odpowiedzią na militarną agresję. Z kolei w Europie ataki islamistów przybierają charakteru agresywnego. Na Bliskim Wschodzie winni kampanii terroru są agresorzy prowokujący do przemocy. Natomiast gdy podłożem terroryzmu jest chęć dominacji, wtedy należy jednoznacznie go zdusić. Stąd trzeba uznać za słuszną akcję Serbów na Bałkanach. Zgnietli w zarodku agresywną falę islamistów. Tego zabrakło elitom w Hiszpanii, czego konsekwencją był krwawy zamach w Madrycie z 2004 roku.

Jak ocenić działalność terrorystyczną Teda Kaczyńskiego (Unabombera)? Czy był jednoznacznie agresorem, czy został do przemocy zmuszony? Po gruntownej analizie można dojść do wniosku, że to drugie. Zacznijmy od kilku wątków z jego życiorysu. Nie pochodził, wbrew stereotypowi, ze społecznych nizin. Miał wysoki tytuł naukowy, ogromny iloraz inteligencji, oraz pracował przez wiele lat na uczelni. Uważał, że zbyt duży postęp techniczny i natłok wynalazków niesie za sobą zagrożenie społeczne. Było w tym dużo racji, gdyż tempo rozwoju rozpoczęte od połowy XX wieku przyczyniło się do rozwoju chorób cywilizacyjnych oraz de facto dawało nowe metody inwigilacji społeczeństwa. Agresywna propaganda w środkach masowego przekazu, oraz nachalne naciski lobbystów, przybrały postać terroryzmu „medialnego” i „społecznego”. Ludzie o poglądach „Unabombera” byli niedopuszczani do głosu, zaś w mediach dominował jedynie trend przedstawiający w pozytywnym świetle szybki progres technologiczny. Brak możliwości legalnych metod działania pchnął Teda Kaczyńskiego do terroryzmu „zbrojnego”. Działania jego były więc nie tyle samowolnym aktem terroru, co odpowiedzią za stosowany przez zwolenników „postępu” terroryzm „społeczny” i „medialny”.Jednoznaczne potępianie Teda Kaczyńskiego jest więc bezpodstawne. Terror zwyczajnie zrodził terror. Głupkowata opinia publiczna reaguje tylko na przypadki „zbrojnego” terroryzmu. Jest oporna wobec faktu, iż ten typ terroryzmu jest najczęściej konsekwencją pozostałych „społecznie akceptowalnych” form. Zamachy „Unabombera” bowiem nie miałyby miejsca, gdyby do głosu dopuszczano także osoby o jego poglądach. Dziwi mnie, że ogrom „litościwych psychologów” jeszcze do tego nie doszedł.

Przyjrzyjmy się atakom w Norwegii z 22 lipca 2011 roku. Z góry uprzedzam, że nie popieram neokonserwatywnych sympatii ich sprawcy, co wyraziłem nie raz. W kwestii islamizacji Europy miał jednak rację. Anders Breivik dopuścił się aktów terroru „zbrojnego”. Jednakże od wielu lat w socjalistycznej Norwegii panuje akceptowalny przez masy terroryzm „ideologiczny”, „społeczny” i „medialny”. Prowadzą go choćby lewackie organizacje, które zaszantażowały Skandynawię do tego stopnia, że w niektórych jej krajach „sikanie na stojąco” jest publicznie nielegalne! Czy to skecz Monty Phytona? Nie, to rzeczywistość!Skandynawski socjalizm narzuca już nie tylko sposób myślenia, ale nawet narzuca wytyczne dotyczące strefy intymnej każdego człowieka. To też jest terroryzm! Takie regulacje są typową formą terroryzmu „społecznego” i „ideologicznego”. Autorzy takich ustaw są podobni do islamskich watażków rządzących przy pomocy zamachów bombowych. Bombami lewaków są ustawy ograniczające ludzkie bytowanie. O terroryzmie „ekonomicznym” nie wspominam, gdyż kwestię lichwiarzy uważam za oczywistą. Aktualnie trwają debaty o tym, czy można było zapobiec atakom Andersa Breivika. Wszyscy skupiają się jedynie na kwestii kompetencji policji w tej dziedzinie. Jednak nikt nie chce dojść do prawdy, że tragedii tej można było uniknąć jedynie poprzez zaprzestanie nachalnej propagandy „państwa otwartego”, przy użyciu terroru „medialnego” i „ideologicznego”. W konsekwencji szantaż psychologiczny doprowadził do odwetu w wyniku czego zginęło kilkadziesiąt osób. Oczywiście o tych ofiarach mówi się publicznie, gdyż zginęły w jednym miejscu i w tym samym czasie. Nie wspomina się jednak o ilości śmierci i załamań nerwowych osób którym nie umożliwiono legalnych metod sprzeciwu wobec socjalistycznej nagonki. Kolejny raz terroryzm zrodził terroryzm. Sprawa tak, jak w przypadku „Unabombera”, musi być rozpatrzona obiektywnie. Tylko ślepy nie zauważy, że napływający do Europy islamiści powodują agresywne występki terrorystyczne. Mordowali ludzi w Jugosławii, wysadzali w Hiszpanii, i być może mogliby powtórzyć „krwawy spektakl” w Norwegii. Nikt jednak takiej możliwości nie rozpatrzył, tylko każdy „otwarty demokrata” biadoli, że ten czy tamten jest „nietolerancyjny”. To normalne, że ktoś nie akceptuje rozwiązań ocenionych przez historię jako tragiczne. Taką tragedią była mieszanka społeczności europejskich i islamskich na Bałkanach. Taką tragedią z pewnością będzie „otwarte społeczeństwo” skandynawskie. Zamachowiec z 22 lipca 2011 roku doprowadził do śmierci kilkudziesięciu osób. Mniejszości skandynawskie mogą doprowadzić do zamachów niosących za sobą setki a nawet tysiące ofiar. Różnych ofiar, nawet „działaczy humanitarnych”. Pewne środowiska są z natury zwyczajnie agresywne, i perfidnie wykorzystują chwilowy status „biednego i pokrzywdzonego”. Należy mieć to na uwadze po analizie wcześniejszych doświadczeń na ten temat. Tymczasem bezmyślni decydenci po zamachach w Norwegii zamiast zapobiegać przyczynom terroryzmu radykalizują środowiska anty-imigracyjne. Póki nie zostaną odsunięci od władzy, będziemy świadkami budowy europejskich społeczeństw skonfliktowanych różnicami kulturowymi. Europa Europejczyków, wierna tradycjom sięgającym średniowiecza, nie znała terroryzmu „zbrojnego”. Jak tylko przekształcono „społeczności europejskie” na „społeczeństwa otwarte”, zrodziło to przemoc w ramach ich zróżnicowania. Wniosek z tego jest taki, że „państwo otwarte” jest złe, gdyż jest źródłem konfliktów na tle różnic wszelkiego typu. Należy więc je zlikwidować, i przywrócić tradycyjny model narodowy zapewniający bezpieczeństwo społeczne. Tylko takim działaniem zapewnimy „Polskę i Europę bez zamachów terrorystycznych”.

Przyczyny terroryzmu „ekonomicznego” dotyczą przede wszystkim chciwości. Ten terroryzm zakłada maksymalny zysk, w jak najkrótszym czasie, przy minimalnym ryzyku własnym. Terroryzm ten stosowany jest przez: fikcyjne „firmy” wyłudzające pieniądze za wyimaginowane usługi, banki uprawiające wysokoprocentową lichwę, klany finansowe żerujące na bogactwach społeczeństw, grupy nadużywające prawa do czerpania własnych korzyści oraz szantażystów. Ci ostatni działają niezgodnie z prawem. Przy prawidłowej pracy organów ścigania nie stanowią poważnego zagrożenia społecznego. Gorzej jest, gdy padnie się ofiarą oszustów. Oszuści są mistrzami w omijaniu prawa. Znajdują luki prawne. Dzięki temu zastraszają ofiary przy cytowaniu wygodnych im fragmentów rozporządzeń, po czym zmuszają do uiszczenia na ich konto żądanej sumy pieniędzy. Zazwyczaj działają w kilku punktach niezgodnie z prawem, i na tej podstawie można wszcząć przeciwko nim postępowanie. Przykładem oszustwa są choćby portale internetowe, pobierające opłaty za powszechnie darmowe usługi. Służby państwowe mogą w prosty sposób ukrócić ich złodziejską działalność. Wystarczy po każdej aferze systematycznie wypełniać „luki prawne”. Ten rodzaj przestępczości w sieci niesie za sobą wiele ofiar, i bezzwłocznie trzeba go wyeliminować, a nie skupiać się jeno na zwalczaniu tzw. „pedofilów internetowych”. Najbardziej nieprzyjemną grupą terrorystów „ekonomicznych” są „banksterzy”. Głównymi ich przedstawicielami są żydowskie klany bankierskie. „Banksterzy” maczają palce w sponsorowaniu wojen i rewolucji, z których to czerpią największe profity. Ci delikwenci szantażują całe kraje w celu własnych korzyści finansowych. Swoje ofiary wysysają z gotówki przy użyciu lichwy (w średniowieczu ten proceder uważano za niegodziwość). Zdarzają się nawet przypadki, że wprost od jakiegoś państwa żądają żywej gotówki, pod groźbą szkalowania na arenie międzynarodowej lub innych konsekwencji. „Banksterzy” są bardzo trudni do pokonania, gdyż koncentrują znaczny procent kapitału światowego. Pokonać ich można jedynie przy pomocy solidaryzmu społeczności przez nich okradanych. Terroryzm „ekonomiczny” w swej naturze kierowany jest bezwzględną chęcią zysku. Nie jest opiera się o żadne prawa ekonomiczne, ale o interpretowanie ich pod własny użytek. Ci terroryści nie przejmują się losem ofiary z której wyduszają ostatni grosz. Nie patrzą na to, że ktoś będzie głodować lub straci cały swój dobytek. Obchodzi ich jedynie ich własna kieszeń. Niczym się nie różnią od psychopaty podkładającego bomby. Zamachowiec zabija przy pomocy bomb, terrorysta „ekonomiczny” zabija przez wyssanie resztek funduszy. Skuteczna metoda walki z terrorem „ekonomicznym” jest bardzo prosta. Należy aresztować pod zarzutem kradzieży i wyłudzania pieniędzy wszelkich naciągaczy, oszustów, „banksterów” i szantażystów. Skasować wszystkie luki prawne umożliwiające ich działalność. W razie oporu spałować ich i skonfiskować wszystko to, co nakradli! Inaczej terroryści zatryumfują, i będą nadal na nas pasożytować.

Terrory „społeczne”, „ideologiczne” i „medialne” mają takie same podłoże. Wynikają z chęci dominacji na maksymalną skalę w jak najkrótszym czasie. Wszelkie grupy dążące do uznania własnej ideologii za „jedyną słuszną”, dyskredytują wszystko to, co jest im przeciwne. Taki terroryzm prowadzą choćby: propagatorzy „nowych ideologii”, sekty, rewolucjoniści, bojownicy o „prawa czegoś tam”, pseudonaukowcy, lobbyści czy wariaci ogarnięci przeczuciem „misji zbawienia świata”. Istotą tego terroru jest kontrola umysłu ofiary. Wpojenie komuś własnej wizji świata bez względu na to, czy jest ona dobra, czy zła. Często ci terroryści stosują krypto-propagandę w formie ukrytego przekazu. Jej celem jest przedstawienie jako „złe” wszystkiego tego, co choćby tylko w drobnym punkcie jest przeciwne wobec ich wizji świata. Skuteczną metodą zwalczania tych terrorystów jest infiltracja ich środowisk i rozkład od środka. Warto też nastawiać wszelkiej maści sekciarzy i rewolucjonistów przeciwko sobie. Wtedy szuje sami się powykańczają bez naszego udziału.

Podsumowując, zjawisko terroryzmu jest bardzo zróżnicowane. Należy więc rozumowo przeanalizować przyczyny każdego z nich. Wiele przypadków terroryzmu powstaje w skutek odwetu za wcześniejszy terror. Stąd winy zawsze musimy szukać u tych, co zainicjowali sytuację konfliktogenną. Musimy więc nie tylko napiętnować agresywny terroryzm „zbrojny”, ale zwalczać też terrory „ekonomiczne”, „społeczne” i „ideologiczne”. Te trzy ostatnie bowiem są najczęściej źródłami konfliktów, wojen oraz śmierci milionów istnień.

Piotr Marek

Komentowanie zamknięte.