Najnowsze

Opublikowano Maj 5, 2017 Przez a303 W Polska

Piąta kolumna w Polsce. Jan BekPrzyklejony

 „(…) Celem islamskiego dżihadu jest wyeliminowanie wszystkich systemów nie – muzułmańskich i wprowadzenie w ich miejsce rządów opartych na islamie. W tych rewolucyjnych zapędach islam nie zamierza ograniczać się do jednego kraju czy nawet grupy państw. Celem islamu jest rewolucja na skalę światową (….)” (Sayyid Abul A’la Maududi).

a

Pomimo „nieugiętej postawy”  p. premier  B. Szydło i jej ekipy (jako żywo przypominającej zapewnienia rządu Niepodległej sprzed września 1939 , że „nie oddamy wrogom nawet guzika od munduru”), oni, nachodźcy, już przeciekają przez dziurawą polska granicę.  Dzielna straż graniczna, podobnie jak rząd, wykazując swoją „skuteczność” –„walczy” .

Bo tak każe rząd  i odczucia Polaków, którzy temu rządowi zaufali . Prasa nie posiada się z zachwytu.

Ale z drugiej strony, pomimo zachwytów nad iluzoryczną skutecznością działań rządu, dzisiejsze czasy wymagają od nas  także wykazania się  postawą zupełnie przeciwstawną:  „ musimy – mówi  za brukselskimi decydentami „opozycja totalna”  –  być   demokratami, a nie „faszystami”.

Mówi ona jasno i szczerze : ” Jeśli zaś chcemy być demokratami, jeśli chcemy być w unii, to musimy się otworzyć na innego człowieka i przyjąć uchodźców”…

Do syreniego chóru  „obrońców wartości” dołączył  nawet  sam  ekumenista masoński, „papa” Franciszek , który wszystkim katolikom w Europie  daje, jakże budujący przykład:  „modli się za muzułmanów”, a nawet  …. wziął na „wychowanie” do Watykanu  małych islamistów…

Oto jakże już charakterystyczny dla granicy wschodniej przypadek (za portalem alex jones.pl”) :

Już trzecią w tym miesiącu ( tj.w kwietniu -JK )  grupę nielegalnych imigrantów ujęła Straż Graniczna w Bieszczadach. Wśród nich był jeden Kurd i dwóch Turków. Od początku roku na zielonej granicy, na Podkarpaciu zatrzymano łącznie ponad 50 nielegalnych imigrantów…. Jest to kolejne tego typu zatrzymanie na Podkarpaciu w tym miesiącu. W pierwszy weekend kwietnia zatrzymano dwie grupy imigrantów, łącznie 10 osób: trzech obywateli Pakistanu, dwóch Bangladeszu i jednego Syryjczyka oraz 4-osobową rodzinę ormiańską… Zatrzymani powiedzieli policji, że za doprowadzenie do granicy zapłacili na Ukrainie bliżej nieznanemu mężczyźnie 3 tysiące euro….” 

Co z nimi zrobiono? Czy natychmiast odesłano tam, skąd przyszli? W ciągu paru godzin?

Chociaż  byłoby  to jedyne,  zgodne z polską racją stanu, rozwiązanie, akurat tego nam nie wolno uczynić;  rozpaczliwie, czepiające  się  niemieckich portek państwo gromko odżegnuje się od „faszystów”  wpadło na inne „polityczne” rozwiązanie  i  … Decyzją sądu wszyscy imigranci zostali umieszczeni w strzeżonym ośrodku dla cudzoziemców, gdzie oczekują na dalsze decyzje w tej sprawie.”

No, właśnie: tych 50 potencjalnych terrorystów i nierobów, planujących od początku żyć za zasiłki, dorabiać sobie „na czarno”, a w międzyczasie  w miłym towarzystwie podobnych sobie „prześladowanych” snuć plany zabijania  „krzyżowców”:”Co za różnica, gdzie? –  miłosierny Allah i tak wszystko widzi”. I pochwala! …”

Wśród tych nachodźców są nie tylko potencjalni  „zamachy – samobójcy”  („szahidzi”), działający na ludnych ulicach, dworcach, centrach handlowych  ale i  fachury od  mordów „honorowych” , którzy  zabijają  swoje córki, siostry, matki… nie tylko w swoich dawnych ojczyznach ale i w nowych krajach osiedlenia. To sprawa  starej muzułmańskiej tradycji i  „honoru”…. 

Chociaż zaraz, zaraz…: w tym doborowym gronie  jest także  „inna”, osobliwa „rodzina chrześcijańska” „czteroosobowa rodzina Ormian”…A Ormianie to przecież chrześcijanie….

Twardy orzech do zgryzienia dla polskiej bezpieki i  min.  Błaszczaka,  choć  w świecie nachodźców  to stary i ograny chwyt: islamiści, szukający możliwości pozostania w świecie „krzyżowców” , bardzo często udają chrześcijan – wiedzą, że oni „czuję miętę” do swoich, że najważniejsze dla „krzyżowców” „wartości”.

W zeszłym roku, w lipcu, trafiła do Śremu pod opiekę poczciwego proboszcza parafii „Najświętszego Serca Jezusowego” pięcioosobowa rodzina nachodźcza z Syrii. Podawali się za „prześladowanych Chrześcijan”.   Dzięki ofiarności gminy i wiernych gminy dostali w pełni  umeblowane mieszkanie w nowym bloku, pełne wyposażenie domu, szkołę dla dzieci, pracę, a nawet rowery dla dzieci…  Gdy Niemcy szeroko otworzyły wrota dla nachodźców, już we wrześniu  syryjscy „chrześcijanie” znikli bez słowa podzięki, zostawiając wszystko…

Zatrzymana na granicy  grupa podała wysokość opłat dla  „nieznanego” szmuglera : 3000 euro.  Nie licha  to suma bo przecież  wcześniej wielu z nich wyzbyło się  całego majątku (nie zapominając jednak o telefonach komórkowych i ładowarkach) by „uciec” do „krzyżowców”- do świata, jaki budzi w nich wstręt, odrazę,  który należy za wszelką cenę zniszczyć by zbudować ummę z prawem szariatu. Muzułmański Eden.

Ale tylko dla wyznawców proroka-dla krzyżowców”, śmierć lub niewolnictwo!

We Francji, w Skandynawii  nachodźcy podają sumę 1000 -1.500  euro od głowy ale Polska to kraj biedny (choć ma  „liczącą się w świecie gospodarkę”) –wystarczy więc  1000 zł…suma akuratna, nie kłująca biednych Polaków w oczy i nie budząca u nich zawiści….

Zatrzymanych na granicy nachodźców  transportuje się  do „specjalnego ośrodka”, a więc do niemałych kosztów utrzymania „Straży Granicznej (służba mundurowa) trzeba dodać koszt … ich  pobytu  w „strzeżonym ośrodku”Każdy dzień oczekiwania na decyzję,  kosztuje. I to nie mało – oczekiwanie może trwać długo.

Te parę setek nachodźców da się od biedy jakoś wytrzymać, ale  jak pokryć koszty kilku tysięcy?   A gdy ruszą dziesiątki tysięcy?  Kto ich powstrzyma? Tych kilku zaganianych wojaków ze „Straży Granicznej”?

Jaki  niby powód ma  Chazar, Poroszenko, ze swoją chazarsko – banderowską ekipą w Kijowie by powstrzymywać  islamistów na Ukrainie? Przecież on także słucha wytycznych z z centrali.

A zresztą… Czy Polska  ma inne wyjście ? – co masoni każą, to polski rząd  zrobi: trochę  pokrzyczy, że „nie weźmie” ale po cichutku weźmie całą kwotę od „unii”  i „ocali dla nas”  te parę miliardów zł…Prawa polityki!  Nieugięta walka „o wartości”.

I o pełen żłób.

Tak więc powstrzymanie nachodźców „siłami”  „Straży Granicznej”  nie wydaje się  absolutnie możliwe w przypadku masowego naporu.

Potwierdził to sam min. Błaszczak, w wywiadzie telewizyjnym, w którym zwrócił uwagę na „ciekawą książkę lewicowego autora francuskiego o problemach  z muzułmanami”... Interesujące , nieprawdaż?  Rzekomy „prawicowiec konserwatywny” i taka książka….

Ale to nie była przypadkowa wypowiedź:  jego szef, Prezes, także odżegnywał się bardzo stanowczo od  Marine Le Pen,  chcącej natychmiastowego zamknięcia granic Francji z resztą Eurabii  i zakazu importu islamistów

a

Nie chcemy żadnej współpracy z tą panią”  zdecydowanie oświadczył  J. Kaczyński, jak gdyby PIS mógł przebierać w konserwatywnych poplecznikach „wartości” jak w ulęgałkach …

Ciekawe albo i nie, że Prezes, stale odżegnujący  się od narodowców, najwyraźniej  preferuje doborowe towarzystwo „prawicowca” (takiego francuskiego Petru) Macrona,  lansowanego przez Rothschilda. Ale może to wcale nie jest przypadek? Może prawidłowość, że swój ciągnie do swego?

Może  przy okazji oficjalnych wizyt zagranicznych dostojników w Belwederze zwiększy się wtedy grono sabatowych gości? Może będzie bardziej hucznie i wesoło?  Jeszcze jedna para rąk do zapalania sabatowych  świec w Belwederze?

Jeśli „konserwatywny” (sic!) Prezes  boi się jak diabeł święconej wody narodowców (jak za Peerelu trwa w najlepsze  cenzura telewizyjnych kanałów), to i uwaga jego wiernego  przybocznego, Błaszczaka,  który  z powodzi krytycznych, konserwatywnych  książek i artykułów na temat nachodźców, ukazujących się we Europie i we Francji  wyłowił tę  jedynie, naprawdę  interesującą …napisaną przez…. „lewicowego autora”, nie jest przypadkowa.

Najwidoczniej tylko lewicowy autor gwarantuje „niezależny osąd” , wyznaje  te same „wartości”  i mówi o tych samych „prawdach” ,  o które „walczy” partia PiS…

Tym samym obaj jasno określili przynależność swego , ględzącego bez przerwy o „wartościach” „konserwatywnego obozu „niepodległościowego” : jest to przynależność do obozu zdiablonych  masonów, wpychających Europę  w muzułmańskie szambo.

I oni, „konserwatywna prawica”, w tym obozie chcą za wszelką cenę pozostać. By „zmieniać unię” …Istna groteska.

***

Jednak nie  w kabotyńskiej decyzji politycznej, POwskiej  karlicy, Ewy Kopacz,  czy  buńczucznych zapowiedziach (że „nie przyjmiemy”) obecnej  premier , p. Beaty Szydło, cała rzecz.

Sedno sprawy leży w okłamywaniu Polaków  – w tym, że muzułmanie już w Polsce są i ich liczba stale się zwiększa, leży w „polityce strusia”.

Zaglądanie do notorycznie fałszowanego rocznika statystycznego czy opieranie się na wypowiedziach pracowników bezpieki nic nie da i jedynie może świadczyć o głupocie i  podatności na podsuwane przez demo liberałów brane z powietrza, cyfry. Porównując cyfry muzułmanów z ich liczbą w Eurabii rzeczywiście Polska wypada lepiej niż inne jej prowincje ale

Ale nie zapominajmy, że i tamte prowincje startowały z…tego samego poziomu co Polska, a dziś stały się prawie ummą, rządzoną prawem koranicznym – szariatem.

a

Już  w 1991 roku pojawili się w Polsce  uciekinierzy z krajów muzułmańskich, w których było gorzej, niż w kraju nad Wisłą. Oczywiście nie wszyscy  pragnęli  czy pragną (dziś) zostać na stałe w Polsce – mimo pewnej  poprawy polskiej ekonomii, „silna gospodarczo” Polska nie posiada takiego potencjału gospodarczego jak inne kraje zachodnie. Stąd traktowana jest dość często przez imigrantów muzułmańskich jako kraj tranzytowy. Niemniej ostatnio coraz większa liczba imigrantów pozostaje w naszym kraju.

Od czasu, gdy także  Polska podpisała tzw. „Konwencję Genewską”, regulującą prawa uciekinierów politycznych, coraz muzułmanów ubiega się o status „azylanta politycznego”. 

Ta osobliwa konwencja w połączeniu z uczestnictwem w tzw. „unii europejskiej”, kierowaną przez chazarsko- masońskie elity, zasiedlające  celowo Europę obcą cywilizacyjnie ludnością (by pozbawić Europejczyków  ich duchowej i fizycznej ojczyzny), jest groźnym symptomem choroby.

Od tej pory ma być Europa częścią „świata globalnego”, pozbawionego korzeni, w którym miotane ekonomicznym wiatrem po całym kontynencie koczują ludzkie hordy,  nie posiadające rodowych siedzib, pszenicznych łanów, cmentarzy, przydrożnych kapliczek, znajomych drzew , mających tych samych  od wieków sąsiadów…

„ Europa – jak „filozoficznie ” zauważył „wielki” Francuz, de Gaulle – „ jest   od Atlantyku aż po Ural” – notabene to samo  zawsze twierdzili komuniści, pragnący zawsze wykąpać czerwone rumaki w Atlantyku.

Europa  de Gaulla , to już ostatni etap zniewalania starych narodów europejskich –wyrafinowane stadium niewolnictwa.

Generał miał duże szczęście, że umarł w „słodkiej Francji”  jako jej były prezydent zamiast jako lesorub przy wyrębie tajgi nad Irtyszem….

Jacy nachodźcy już są na stałe w Polsce zakotwieni?

Analizując krok po kroku cały problem dochodzimy do konkluzji, że muzułmanie (Tatarów pozostawiamy na stronie) dotarli tu na wskutek…polskiej polityki – bezmyślnie podpisanych wcześniej porozumień. Ale nawet podpisując je można było zawsze znaleźć furtkę wyjścia.

Nienawiść Polaków do wschodniego sąsiada, Rosji,  zaowocowała bezmyślnym przyjęciem Czeczeńców – zaciekłych islamistów, wrogów Rosji („wróg naszego wroga jest naszym przyjacielem”),  którzy także ochoczo i całkiem  bezinteresownie… podminowywali Jugosławię, mordując zaciekle Serbów w Bośni i Kosowie.

Podejrzewa się, że potencjalnie najwięcej muzułmanów o nastawieniu fundamentalistycznym trafia do Polski w migracji czeczeńskiej.

Przybyli oni  do Polski jako pokonani „bohaterscy powstańcy przeciw Rosjanom” pomimo, że główną, prawdziwą  przyczyną wojny w Czeczenii była plemienna wróżda Czeczeńców  „nizinnych”  z Czeczeńcami „górskimi”: klany ”nizinne” popierały Rosję, a „górskie”, popierane przez Azerbejdżan  i Turcję  (te same ludy tureckie) rżnęły wszystkich wokół.

Niestety: do Polski dotarli  brutalni, prymitywni górale.

Chociaż w  latach dziewięćdziesiątych XX wieku było ich jeszcze stosunkowo niewielu, to jednak wraz z nasileniem się działań wojennych w 2000 roku (tzw. „druga wojna rosyjsko -czeczeńska”)  ich liczba się znacząco zwiększyła:  niektóre źródła podają, że na początku XXI wieku nawet do 30 osób dziennie ubiegało się o azyl w Polsce. W szybkim tempie udzielono  aż 90 tys. pozwoleń na azyl polityczny.

Przyznawany przez „Urząd d/s. Uchodźców i Cudzoziemców” status uchodźcy (uprawniający do podjęcia pracy i  ”socjalu”) otrzymuje co prawda jedynie niewielka (3-5 %) liczba azylantów. Ale  pozostali mogą przebywać w Polsce i legalnie pracować choć  nie mają prawa  do zasiłku socjalnego. Ale Czeczeńcy doskonale sobie radzą w demokracjach: po prostu zostali przestępcami.

Powyższe przepisy  spowodowały to, że Polska była przez nich głównie traktowana jako kraj tranzytowy  (woleli porządne zasiłki w „unii”) i teren dla tranzytu narkotyków (z Afganistanu: np. szwedzka policja znała kanały przemytu heroiny do Skandynawii, jak i czeczeńskiego capo di tutti capi, rezydującego w Polsce) broni, ludzi  i  „żywego towaru”głównie młodymi kobietami ze Wschodniej Europy.

Nikt nie zna prawdziwej liczby Czeczeńców w Polsce  ale, znając struktury rodowe ich rodzin  trzeba bardzo ostrożnie przyjąć, że jest ich około 12.000 tys. z czego 7.000 „zeszło pod ziemię”.

Liczba ta będzie się jednak zwiększać gdyż Czeczeńcy wykorzystują przepisy o „łączeniu rodzin”.

Z drugiej strony, w środowisku islamistów i przemytników pojawiła się opinia, że  Polska powoli staje się atrakcyjnym krajem dla imigrantów: Polska to kraj  przyjazny muzułmanom. Biedny ale poczciwy.

To głównie wpływ wojen za „waszą i nasza wolność” w Iraku i Afganistanie, a nawet Mali (w której  wspieramy …Francuzów) w Afryce, wpłynęła na zmianę stanowiska. Wiąże się to także ze „zwiększającym się międzynarodowym prestiżem Polski”„powodzeniem  jej transformacji ustrojowej”.  Czyli wiąże się z postępującym upadkiem  politycznym Polski.

W tym kontekście szacuje się, iż do naszego kraju przybywać będą w dalszym ciągu imigranci z Afganistanu po wycofaniu się, „popierających młodą demokrację afgańską wojsk amerykańskich i jej sojuszników”.

Będzie to stosunkowo „dobrze wykształcona grupa, która może stanowić lobby na rzecz dalszego zaangażowania Polski w sprawy Azji Centralnej”. Człowieka ogarnia lodowate zimno i przerażenie, jak się czyta takie idiotyzmy.

Pokojowa misja Polski w Iraku zaowocowała y masowym exodusem  Kurdów w latach 1989, 1991 i 1996. Pewna liczba Kurdów dotarła do Polski i w niej osiadła. Już w latach 80 –tych mieszkało w Polsce ok. 300 Kurdów. Później dane skrzętnie ukryto ale wiadomo, że imigranci pojawili się również na wskutek współpracy części Irakijczyków i Afgańczyków z wojskiem polskim podczas operacji militarnych ;  np. z obawy o życie irackich czy afgańskich tłumaczy w polskim resorcie obrony wytypowano grupy kilkudziesięciu osób z Iraku i Afganistanu, które same bądź z rodzinami mogą być objęte pomocą w imigracji do Polski.

Iracka inwazja na Kuwejt w 1990 spowodowała nie tylko migrację Kuwejtczyków, ale również Irakijczyków (ok. 10.000), z których 1/3 stanowili żołnierze i ich rodziny współpracujące z aliantami.

Oczywiście by dodać witalnej siły „wartościom” przybywa  z muzułmanami masa homoseksualistów- dewiacja nader częsta w islamie.

Dorzucić do nich trzeba także…Libijczyków„demokratycznych przeciwników Khadaffiego”. Ich liczba jest także nieznana-większość znalazła się we Francji.

Ale także ogarnięty bratobójczymi wojnami  Liban (1975–1990), Somalia, czy ostatnio w Syria (konflikt od 2011)  to poważne źródła nachodźców –  np. tylko w pierwszej połowie 2013 r. wniosek o status uchodźcy złożyła rekordowa liczba 10 407 osób ( przez cały 2012 r. takich wniosków złożono 10 753)

Pomimo losów tej  rodziny  chrześcijańskiej w Śremie  od 2012 r. ok. 300 wniosków o prawo pobytu jest rozpatrzonych pozytywnie. Podobno- liczby są trzymane w tajemnicy przed Polakami-  odrzucono ok. 10.000 wniosków ale 100% pewności nie ma (szacunkowo 248 osób).

Są także Persowie („przeciwnicy” szacha i…jego zwolennicy  -„ przeciwnicy Chomeiniego”), są Albanowie (już ponad 3000) z Kosowa, są  Somalijczycy (ok. 1.400 osób), należący do –używając słów prof. F. Konecznego – „najniższego działu w islamie”. Są oni jeszcze prymitywniejsi od Czeczenów , a  wciąż napływają nowi:  choć traktują Polskę jako znakomity kraj tranzytowy i  kierują się głównie do Niemiec, i Skandynawii , to przecież  pewien ich procent , zostaje.

„Zwycięstwa”  Chazarów w Izraelu nad Palestyńczykami w latach 1948–49 oraz po „wojnie siedmiodniowej” w 1967 roku spowodowały fale uchodźców palestyńskich – dziś w  Polsce mieszka ok. 800 osób pochodzenia palestyńskiego. Ale pewności nie ma żadnej; nawet Kraków stał się prężnie, rozwijającym się ośrodkiem…Palestyńczyków, w którym mieszkańców już dość długo przyzwyczaja się (na razie) do… jedzenia arabskiego.

Także Turcy nie pozostali w tyle – ok. 2300-2400 osób dostało pozwolenie na pozostanie w Polsce. Głownie przybywali z małym kapitałem, za który otwierali „kebabiane” biznesy. Ale na zasadzie „łączenia rodzin” dotarli do Polski  także krewni  (i krewni…krewnych) biznesmanów; dziś w tureckich (i innych) „kebabiarniach” pracują jakieś ponuro patrzące  indywidua, nie znające ani w ząb języka polskiego. Sprawa doskonale znana z Eurabii…

Wreszcie sprawa mało poruszana w jakichkolwiek dyskusjach „na temat” –  studenci  z krajów muzułmańskich pozostali w Polsce.

Do tej przemilczanej  kategorii zalicza się tych muzułmanów, którzy po odbyciu w Polsce studiów pozostali w tym kraju – pozostali w kraju!

W latach 60. i 70. studiowali Syryjczycy, Irakijczycy, Jordańczycy, Libańczycy Sudańczycy i Palestyńczycy.

Do lat 80. studenci z krajów muzułmańskich nie stanowili dużej grupy pośród studentów zagranicznych w Polsce. Ale sytuacja gwałtownie się zmieniła w latach 1980–1990 . W tym okresie-musimy oprzeć się na notorycznie zafałszowanych oficjalnych statystykach – do Polski przybywało rocznie 13–76 studentów ze Sudanu, 40–57 studentów z Tunezji, 40–60 studentów z Algierii, ponad 100 studentów ze Syrii, aż 300–600 studentów z Iraku, którzy np. w 1984 roku stanowili 23% ogółu studentów zagranicznych.

W pod koniec  lat 800tych . niektóre kraje muzułmańskie zwiększyły wydatnie liczbę studentów: Jemen do 350 rocznie, Jordania do ponad 100 rocznie, Liban ponad 50 rocznie. Jeszcze głębsze zmiany zaszły po 2000-nym  roku.

Od tego czasu do Polski niemal przestali przybywać studenci ze Syrii, a z innych krajów muzułmańskich ich liczba drastycznie spadła.

Sumując, w latach 1950–2000 liczba studentów z krajów muzułmańskich w Polsce wynosiła ok. 1200 ze Syrii, ok. 1200 z Iraku, ok. 200 z Palestyny, ok. 50 z Libanu, ok. 200 z Jordanii, ok. 500 ze Sudanu, ok. 500 z Jemenu, ok. 100 z Iranu, ok. 100 z Afganistanu, ok. 200 z Tunezji, ok. 200 z Libii, ok. 150 z Algierii, ok. 200 z Maroka, ok. 10 osób ze Sahary Hiszpańskiej, ok. 10 osób z Mauretanii, ok. 10 osób z Pakistanu, po kilku studentów z Kataru, Kuwejtu i Omanu i Turcji.

Warto podkreślić, że w omawianym okresie, najwyższe miejsca pod względem liczby uzyskanych dyplomów zajęli Irakijczycy (872), Syryjczycy (778), Sudańczycy (311), Jemeńczycy (290), Jordańczycy (188) i Tunezyjczycy (125).

Podsumowując tylko te  urzędowe cyfry otrzymamy przygnębiający obraz polskiej rzeczywistości: nie mamy jeszcze jak inne kraje Eurabii (zwanej dla niepoznaki „unią europejską”) potężnego, co najmniej 10%-owego osadnictwa muzułmańskiego jednakże nawet to niewielkie jakie jest, wpływa coraz bardziej znacząco na polski krajobraz: coraz więcej czarniawych, brodatych typów, coraz więcej konwersji na islam, wychodzących za maż,  za islamistów  zidiociałych Polek, coraz większa  liczba „kebabiarni” (pizzerie też już mają obsługę  islamistów), coraz większa liczba Polaków, gustująca w fala flach (kochają je także Chazarzy), kebabach i arabskich chlebkach, coraz więcej młodych kobiet w hidżabach na ulicach polskich miast.  Zaczyna być „czarno”.

Doświadczenia państw dotkniętych islamską dżumą mówią jednoznacznie, że każdy z muzułmanów, który dostał pozwolenie na stały pobyt, to 6-7  dodatkowych islamistów, przybywających jako „członkowie rodzin”. 

Zsumujmy całkowitą liczbę islamskiej międzynarodówki w Polsce  (podkreślam, że jej rząd nie zna prawidłowej liczby)  i dodajmy do niej,  żyjących w Polsce Tatarów.

Można w nieskończoność  udowadniać, że „polscy Tatarzy są inni”  ale nie można nie brać nadzwyczaj niebezpiecznego na nich wpływu,  zaimportowanych imamów z Saudarabii.

To oni, „duchowi nauczyciele i przewodnicy” muzułmanów, uzyskują przemożny wpływa na ich postawy. Jasne, że przez wiekowe, pokojowe sąsiedztwo Tatarzy nie są wrogami Polski ale czy można zakładać, że takimi pozostaną w przyszłości?

Nie o dorosłych tu chodzi  ale  o ich dzieci. Czy można wobec silnej indoktrynacji wierzyć, że „społeczność tatarska jest przeciwna zamachom? ”

Doświadczenia z islamistami z Eurabii mówią przeraźliwie jasno, że właśnie z generacji najmłodszych islamistów  urodzonych w Eurabii, chodzących do szkól czy studiujących na wyższych uczelniach,  świetnie znających dwa języki europejskie,  arabscy imamowie rekrutują narybek na „szahidów”.

To oni, rzekomo „świetnie zintegrowani” z narodami, w których żyją, dokonują w „imię  Proroka” zamachów mordują ludność państw, których są obywatelami… Ostatnie 15 lat importu muzułmanów budzi nasze najwyższe obawy –tak, jak zapewnienia elit rządzących o „naszym stanowczym veto”.

***

Z uwagi na swe centralne położenie Polska staje się coraz bardziej atrakcyjnym krajem dla nachodźców.

Załóżmy, że teoretycznie  „procent muzułmanów posiadających potencjał do radykalizacji jest niewielki”.

Załóżmy za masońskimi inspiratorami nachodźczej fali, że „zdecydowana większość muzułmanów szanuje prawo, wspiera społeczne wartości i stara się znaleźć model adaptacji życia na Zachodzie”.

Załóżmy, że „należy (nie wiedzieć jednak-dlaczego?) unikać ekstremalnych ocen muzułmanów w kontekście fundamentalizmu”. Załóżmy, ze  „należy dołożyć wszystkich sił, by nie tworzyć wrażenia, iż imigranci muzułmańscy są z natury powiązani z terrorystami”.   Ale…

Ale od  2001 r. Polska jest pod stałą obserwacją przedstawicieli radykalnego islamu. Procesy „integracji z UE i NATO”, zaangażowanie w „walkę ze światowym terroryzmem”, udział wojsk polskich w operacjach militarnych w Afganistanie i Iraku, lokują Polskę w gronie potencjalnych celów ze strony fundamentalistów muzułmańskich. Islamiści starają się zbudować sieć informatorów w Polsce: opartą przede wszystkim na  muzułmanach już zamieszkałych na stałe.

W tym celu angażują polskich obywateli (np. słynna akcja ABW z 2012 roku) oraz wprowadzają swoich ludzi (w awangardzie zawsze najpierw przybywają imamowie)  do Polski.

Ale czy możemy unikać postawienia sprawy jasno , że  zjawisko fundamentalizmu islamskiego istnieje w Europie, mimo, że dotyczy mniejszej części muzułmanów jest bardzo dotkliwe dla  niemieckiej „unii” , a w pewnych okresach i miejscach się nasila, że absolutnie nie wiemy kto z tych dobrych , „wspierających demokratyczne wartości” muzułmanów,  dokona następnego, odrażającego mordu?

Ale przecież oni wszyscy, „dobrzy i źli”,  są co piątek indoktrynowani w meczetach.

Czyż nie prościej –zamiast rozbudowywać w nieskończoność organa tropiące „złych” – po prostu ich do Polski nie wpuszczać?

A już wpuszczonych usunąć siłą? Cóż złego, że się bronimy?

Ale przecież  gdyby nie  nachodźcy, stanowiący rekrutacyjną bazę dla naboru terrorystów , to z ulic europejskich miast zniknęli by ciężko uzbrojeni policjanci, nie trzeba by było godziny policyjnej, uciążliwych kontroli na lotniskach, obmacujących, lepkich spojrzeń żandarmów przed większymi sklepami, wejściami do metra…..

Typowy, chazarsko- masoński  aprioryzm w Europie aż bije bezlitośnie w oczy – tak jest także  w Izraelu – w „jednej demokracji” w Azji . Czyż nie dlatego jego model, model państwa wiecznie zagrożonego  przez „wewnętrznego wroga”, muzułmanów, wprowadza się wbrew wszelkiej logice dla całej Europy?

Tylko popatrzmy: w propagowaniu muzułmańskiego importu  biorą  udział prawie wszystkie czołowe pisma europejskie , będące w rękach Chazarów.

Oczywiście, że są one lewicowe – muszą być!  Gdyż  goje, którzy nigdy nie mieli komunistycznych ciągot i nie wpadli na pomysł wprowadzenia strasznego totalitaryzmu, nie  mają „we krwi”  obowiązkowego „solidaryzmu” plemiennego.

Można więc i należy  potęgować niechęć do muzułmanów i przekuwać ją w nienawiść do muzułmanów, a wtedy cóż bardziej naturalnego  pod słońcem,  jak  obowiązkowa, „bratnia pomoc” dla „wybranego ludu Bożego” ?   Jest to prawdziwe zdiabolenie.

***

Dzisiejsza inwazja islamu na Europę wcale nie jest dziwna: chazarski pomysł zainfekowania Europy  (próbowali tego także poprzez Imperium Otomańskie na przełomie XV-XVI w.) idzie w parze z ambicjami muzułmańskimi.

W przeciwieństwie do Chrześcijaństwa synkretyczny islam jest zlepkiem chazarskich religii (mozaizm jest w nim tylko jedną z nich) i pogańskich wierzeniach rodów pustynnych  Arabii. Ale ten synkretyzm, zwany „uniwersalizmem”  okraszono przerobionymi w duchu chazarskim wtrętami z Chrześcijaństwa (Issa –Jezus nie  był Zbawicielem tylko „prorokiem wysłanym przez Allaha” ) tak,  by  zarezerwować wiodący, czysty mozaizm  tylko dla Chazarów. Reszta  „narodów” miała wyznawać islam.

Inteligentniejsi badacze nachodźczej inwazji muzułmańskiej na Europę dochodzą do wniosku, że  w parze z nią daje się zanotować  „wzrost aktywności organizacji skupionych w Federation of Islamic Organizations in Europe (FIOE)”, do których należy „Liga Muzułmańska,  znajdująca się pod ideologicznym wpływem  złowrogiego „ Bractwa Muzułmańskiego” już działającego w Polsce!

Trzeba więc pamiętać, że ci islamscy „aktywiści”  mogą ukrywać się wśród nachodźców, by przedostawać się do Europy.

Chociaż  badania „ekspertów –islamologów” wskazują, że „większość z zatrzymanych do tej pory osób należało do małych, autonomicznych jednostek i wspólnot, a nie znanych organizacji terrorystycznych” to  nie zapominajmy, że gdyby nie te „małe, autonomiczne jednostki i wspólnoty” islamskie, to nie byłoby żadnego problemu z muzułmanami.

Skomplikowana struktura islamu w Europie powoduje, że we wszelkich rozważaniach o „ fundamentalizmie muzułmańskim” należy pamiętać, że  praktyczne działalność terrorystyczna w  społeczeństwach  zachodnich sytuuje się zawsze na skrzyżowaniu chazarsko-masońskich (tzw.  „ demokracji liberalnej” ) wpływów ideologicznych.

Ale nie tylko: terrorystyczny islamizm  jest także  silnie zakotwiony w   tradycji … terroryzmu  rodzinnego („mordy honorowe” na najbliższych członkach rodziny ), co jest swoistym fenomenem, określającym   tożsamość oraz działalność  zarówno jednostki, jak i całej grupy, działającej na obcym, wrogim terenie.

Najbardziej „zaskakującym i trudnym”  do pojęcia dla społeczeństw UE fenomenem,  są muzułmańscy „szahidzi” ( mordercy- „samobójcy”)  –   pełnoprawni obywatele  świata zachodniego.

Pośród fundamentalistów muzułmańskich istnieją więc  grupy o nastawieniu „misyjnym” („aktywiści”) zmierzające do zislamizowania demoliberalnego świata bardzo podatnego na tego rodzaju akcje.

Agenci „Bractwa Muzułmańskiego” są już w Polsce  i chociaż ich liczba wciąż nieznana (i taką pozostanie) dla instytucji p. Błaszczaka,  jest to najbardziej niepokojący fakt.

Motywy „misyjne”  ukryte są w cieniu wielu instytucji muzułmańskich sponsorowanych głównie przez Arabię Saudyjską i-trzeba to sobie powiedzieć otwarcie – z islamistami sympatyzują  w 99 % wszyscy imamowie ummie.

Tylko imamowie tatarscy są inni ale i oni w końcu mogą ulec elementom radykalnym. Należy stale podkreślać, że współcześni  fundamentaliści muzułmańscy z natury interpretacji „Koranu” nie akceptują rozdziału religii od państwa, proponując„Koran” w tradycji  sannickiej w miejsce „Konstytucji”  danego państwa…

Ale  „Koran” szyitów jest…. zasadniczo taki sam  – różni się tylko w nieistotnych szczegółach – szahidzi w Palestynie czy Iraku, budząc uczucia dumy u własnych matek,  rekrutują się z  zarówno z ludności szyickiej, jak i sunnickiej.

Nawracanie na islam bez użycia przemocy nie jest możliwe: siłą napędową są dwie alternatywne strategie: bądź nawracanie na islam bez przemocy, bądź ataki terrorystyczne.

Polska jak na razie nie doświadczyła tej drugiej formy, która się już stała udziałem „Zachodu”.

***

„Misyjne ” rozprzestrzenianie islamu to nic innego, jakdżihad”„święta wojna”  za wiarę – dominujący problem w historii islamu.

Zwłaszcza na rubieżach ummy: ludom, żyjącym poza jej granicami przynosili Arabowie wiarę za pomocą miecza : wojna i ekspansja terytorialna były zawsze priorytetem:  tak dla władców wczesnego państwa islamskiego, jak  i  dzisiejszych przywódców koranicznych.

Naturalną koleją rzeczy pojawiło się pytanie: Czy dżihad jest obowiązkiem, który każdy muzułmanin musi wykonać jak najlepiej, tak jak pielgrzymkę czy codzienną modlitwę?”

Wielu współczesnych, zachodnich islamologów skłania się ku poglądowi  – jakże miłemu sercom demo liberałów –  że „dżihad to raczej walka duchowa”  i dlatego należy wyróżnić „mały dżihad” ( dihad asgha) i wielki dżihad” ( dihad akbar.”).

Przez „wielki dżihad” wg. , dowodzących dziś „unią”, masonów i ich propagandowe tuby „ należy rozumieć zmagania z własnymi słabościami i wadami”  czyli wg. naszych pojęć „odwoływał by  się on do wartości etycznych i duchowych.”

Z kolei „mały dżihad to święta wojna toczona z niewiernymi w imię Allaha prowadzona w celu poszerzenia panowania islamu.”

Lecz interpretacja,  odwołująca się głównie do walki duchowej jest…. sprzeczna z islamską tradycją i współczesnym językiem. Należy bowiem z całą mocą podkreślić, że wszystkie ugrupowania muzułmańskie, odwołujące się do terminu ,”dzihad”,  akcentują agresywność działań, a unikają skojarzeń mistycznych.

Wielu muzułmańskich przywódców religijnych, a także setki islamskich wydawnictw ostatnich lat traktują „dżihad” jako świętą wojnę w imię islamu, mając na myśli ekspansję tej religii w każdy możliwy sposób, z pełną aprobatą przemocy, włączając w to zamachy samobójcze podejmowane przez walczących w imię Allaha:

„….zgodna z prawem wojna jest zasadniczo dżihadem, którego celem jest udowodnienie, e religia należy całkowicie do Allaha, a jego słowo jest najważniejsze, dlatego według wszystkich muzułmanów ci, którzy stoją na drodze do tego celu, muszą być zwalczani …” ( Ibn Tajmijja – średniowieczny uczony islamista).

Podobnie jak ten średniowieczny uczony, również wielu współczesnych i wpływowych myślicieli muzułmańskich akcentuje agresywny i militarny aspekt „dżihadu” :

Sayyid Abul Ala Maududi przekonywał, że :

”…. Islam chce zniszczyć wszelkie istniejące państwa i systemy rządowe, które sprzeciwiają się ideologii i celom islamu, niezależnie od krajów czy narodów, jakich dotyczy. Celem islamu jest ustanowienie państwa opartego na jego własnej koncepcji i ideologii, niezależnie od tego, jaką wizję miałby dany naród….”

Czy można to wyrazić jeszcze jaśniej?

Z tych rozważań wyłania się  oczywisty wniosek: celem islamskiego„dihadu” jest wyeliminowanie wszystkich systemów nie- muzułmańskich i wprowadzenie w ich miejsce rządów opartych na islamie. W  swych zapędach islam nie zamierza ograniczać się do jednego kraju czy nawet grupy pastw. Celem islamu jest więc rewolucja na skalę światową… Jest  jakże  miły…chazarskiemu  sercu, „globalizm”.

Działające już w Polsce „Bractwo Muzułmańskie” jest potężnym narzędziem chazaro – masonerii.

***

Hasan al-Bana (1906–1949), jedna z najważniejszych postaci współczesnego islamu, będący  prekursorem współczesnego islamizmu i założycielem ugrupowania „Braci Muzułmanów”, pragnącego przejąć pełnię władzy we współczesnym Egipcie Bliskim Wschodzie i w Europie, sformułował ich credo:

„….Prorok jest naszym wodzem, Koran naszym prawem, dihad jest nasza drogą, miarą dla Allaha,  największą nadzieją.”…

Podobne stanowisko zajmował Sayyid (Said) Qutb (1906–1966) inny czołowy teoretyk „Bractwa Muzułmańskiego”, dla którego „dżihad”  był narzędziem rozprzestrzeniania wszelkimi możliwymi środkami …permanentnej (w komunistycznym, a więc chazarskim duchu)… „rewolucji społecznej”.

Pewien współczesny islamski autor przekonuje, że „ dżihad jest pierwszą twierdzą islamskiej społeczności i świata islamu” , mając zapewne na uwadze ideę głoszącą, że najlepszą obroną jest atak.

Interesującą rekapitulacją tego interesującego nas problemu „dżihadu” mogą być poglądy nieżyjącego już dziś Abd al-Salama Faraja (1954–1982), egipskiego teoretyka, który wyłożył swoje koncepcje w pracy „Al-Faridah al-Gha’ibah” („Zaniedbany Obowiązek”).

Książka ta, obok gigantycznego dzieła Saida Kutba, „W cieniu Koranu”  odgrywa istotną rolę w rozwoju islamskiego ekstremizmu na przełomie XX i XXI wieku. Sam tytuł jego pracy wskazuje, że ”dżihad” stał się, inaczej niż pięć filarów islamu, „zaniedbanym obowiązkiem” wśród współczesnych muzułmanów. Autor przekonuje , że zarówno Koran, jak i hadisy „wzywały wyznawców islamu do walki na rzecz Boga” .

Według niego rozumienie „”dżihadu” jako walki, było i jest czymś,co muzułmanie powinni przyjmować dosłownie.”  Nie jest to zatem walka z własnymi słabościami i dążenie do bycia pobożnym muzułmaninem, lecz walka o ekspansję islamu w służbie Allaha – „muzułmanie są powołani, aby być żołnierzami islamu, a prawdziwi żołnierze islamu są chętni do korzystania z wszelkich dostępnych środków w celu osiągnięcia swoich sprawiedliwych celów.”

Nagrodą w niebie dla męczennikówco wiedzieli już wczesno-średniowieczni „Starcy z Gór” (tzw. „asasyni”- sekta izmaelitów)będzie raj, a dla żyjących na ziemi najwyższa nagroda :  prawdziwe państwo islamskie, które powstanie w przyszłości na całej kuli ziemskiej.

Cóż za wizja, co za uniwersalizm, różniący się od uniwersalizmu katolickiego środkami do osiągnięcia tego celu : tylko nieustępliwa, bezkompromisowa walka za wiarę i mordy, są  biletem do Raju i do, oczekujących wojowników, hurys.

Bez wątpienia stanowisko Faraja podziela wielu muzułmanów. Przekonują o tym działania podejmowane przez licznych współczesnych radykalnych wyznawców islamu, które, choć niekiedy spotykają się z cichą, ”nieprzychylną” reakcją muzułmanów ale za to zawsze z …brakiem otwartej krytyki przez ogół tzw. „umiarkowanych” („uznających demokrację”) wyznawców Allaha.

Współcześnie, w dobie dominacji „poprawności politycznej”  i masońskiej „tolerancji religijnej” , autorzy muzułmańscy, a także bardzo wielu uczonych islamologów z demoliberalnych uczelni, próbuje przekonywać nas, że „ pojmowanie „dżihadu” jako zbrojnej walki w imię krzewienia islamu jest błędne i wynika z deformacji islamu i treści zawartych w Koranie.”

Oczywiście imamowie w meczetach, w Eurabii  nie mają tych wątpliwości . Znają tylko jedną wykładnię „Koranu”,  wg. której  „niewierni zostaną wytępieni , a reszta pozostałych przy życiu ludzi,  zostanie muzułmanami.”

Dzieło Saida Kutba, „W cieniu Koranu (może być także opatrzone tytułem „Milestones”„Kamienie milowe” –tytuł nawiązuje do ożywczego cienia oazy, a w tym przypadku do „ożywczego cienia rzucanego przez Koran, będącego też  źródlaną wodą”),  jest  najważniejsze w dziele siłowego rozprzestrzenianiu  wojowniczego islamu.

Dzieło, spisane w więzieniu na podartych prześcieradłach,   jest dziś katechizmem wszystkich bez wyjątku, liczących się ugrupowań islamskich , działających na  Zachodzie.

Kutb, członek „Bractwa Muzułmańskiego” choć został powieszony przez Nassera w więzieniu, to przecież  jego uczonemu  bratu udało się uciec do Saudarabii, do Riadu  i zostać profesorem na uniwersytecie . Ocalił spisane na prześcieradłach  więzienne dzieło brata  i wydał je najpierw w Saudarabii, a później…w Egipcie. Z czasem księgi Kutba, zawierające „nowe spojrzenie na „Koran””,  ukazały się w każdym państwie, w którym mieszkali muzułmanie.

„W cieniu Koranu” jest praktycznie „staro-nową” wykładnią „Koranu” .To, co jest w niej nowe,  to metody rozprzestrzeniana islamu  w  taki sposób,  „by strach napełnił serca krzyżowców przerażeniem” .

By zostać „wojownikiem dżihadu” zaleca Kutb  przede wszystkim „oddychanie Koranem” tak, by przeniknął on każde działanie  muzułmanina – wtedy islam pokaże swoją bezgraniczną wyższość nad „zgniłym Zachodem”:

 „Muzułmanie byli dlatego  silni na początku II tysiąclecia i górowali pod każdym względem (także nauki) nad krzyżowcami , ponieważ  byli ludźmi wiary”.

 Gdy wiara zaczęła słabnąć ,muzułmanie ulegli „krzyżowcom”.  Rzecz jasna przede wszystkim Kutb nienawidzi  Ameryki ale i Europie nic nie brakuje. By się dokonała rewolucja islamska trzeba przede wszystkim wychować „kamienie milowe”- ludzi tak przepojonych wiarą , że będą oni „nauczycielami-kamieniami milowymi, wytyczającymi drogę” . Za nimi pójdą inni muzułmanie.

Co osobliwi islamscy „apostołowie” i „wojownicy islamu” mają propagować „dżihad”. „Krzyżowcom” pozostawia się tylko dwie alternatywy: islam i życie albo śmierć.

Czyli dewiza Kutba jest o wiele bardziej skondensowana niż hasło masonów („Wolność, Równość, Braterstwo albo Śmierć” )  chociaż w końcowym efekcie wiedzie dokładnie do tego samego. Tyle, że wolniej by „nie urazić godności osoby ludzkiej”. No i tych „wartości”…

Teoria „wyzwolenia” islamskiego stała się fundamentem dzisiejszego islamu. I rzecz bardzo znamienna : największe drukarnie w jęz. arabskim, drukujące księgi Kutba powstały w …USA, w której  „Saudi Armaco World ”, potężny koncern naftowy (http://www.saudiaramcoworld.com/issue/200804/), całkowicie finansowany przez… Saudarabię , jest najważniejszym w USA dwu miesięcznikiem , propagującym „kulturę” arabską, w której Kutb jest zakotwiony na stałe jako „myśliciel”.

Sam  „chazaro-muzułmanin”, Barak Obaba, jest wiernym czytelnikiem tego magazynu. Otóż w tym  modelowym „państwie demokracji” (pamiętamy stale o dewizie masońskich demo -liberałów) , USA,  można bez problemu kupić dzieło Kutba, „Milestones” („Kamienie milowe”), a rozpowszechnia je…potężna chazarska sieć sprzedaży...”Amazon” (https://www.amazon.com/Milestones-Sayed-Qutb/dp/817231244X).  A „Amazon” , największa internetowa księgarnia o światowym zasięgu jest całkowicie kontrolowana przez Chazarów (https://thezog.info/who-controls-amazon/) : na 11 członków zarządu, ośmiu jest… „aszkenazyjczykami”. Wszystko się więc  pięknie zazębia.

Dla nas ważniejsze jednak jest to , że książkę o teorii islamskiego terroryzmu można także było jeszcze niedawno zakupić w księgarni „Związku Studentów Muzułmańskich”, zrzeszających polskich konwertytów na islam oraz muzułmanów -studentów zagranicznych w Polsce.  Po „11 września” książka ta „zniknęła” z witryny ale nie trzeba być aż tak naiwnym by nie wierzyć , że nie można jej zakupić pod stołem.

Podsumowują, można więc stwierdzić, że choć rzeczywiście istnieje „umiarkowany islam” (Tatarzy w Polsce są jego przykładem), to ponieważ  żadnego ajatu (wersetu) „Koranu” nie można unieważnić, to nie jest możliwa powszechna jego pokojowa interpretacja, gdyż wymagana byłaby decyzja jednego autorytetu religijnego na wzór papiestwa. Taki autorytet nie istnieje. A jeśli nie istnieje to powszechny „islam pokojowy” jest niemożliwy.

W związku z powyższym,  fundamentaliści mordują w imię szariatu  i panowania islamu, a żaden muzułmanin nie może im powiedzieć, że „nie jesteście prawdziwymi wyznawcami islamu”.  Co najwyżej może jedynie powiedzieć , że  „wasze rozumienie Koranu nie jest naszym.” To jakby rzymskie, janusowe oblicze,  charakteryzuje islam od chwili powstania do dnia dzisiejszego.

Z jednej strony „dżihad” , walka zbrojna dla  poszerzenia panowania islamu, a z drugiej – hasło głoszące, że „nie ma przymusu w religii” („Koran” , II, 256 ).

W pełni uprawniona jest twierdzenie, że dla większości muzułmanów we współczesnym świecie „klasyczne” pojęcie „dżihaduma nadal duży, żywy  oddźwięk wśród szerokich rzesz , a jego najbardziej mordercza odgałęzienie cieszy się niesłabnącą sympatią wielu muzułmanów.

Współcześni muzułmanie i konwertyci upiększają obraz tej religijnej powinności, malując ją tak, by odpowiadała…. dzisiejszym „normom praw człowieka”  – stąd masa artykułów „speców-islamologów”  (np. prof. Danecki z UW) czy rzekomo  „katolickich” księży heretyków z „papieżem” Franciszkiem na czele,  przedstawiających celowo, perfidnie,  islam jako „religię pokoju”.

Nie-islamscy apologeci islamu , owładnięci wspierane często przez autorów owładnięci „polityczną poprawnością” i marksistowską ideologią jakiej bez żenady używają, odrzucają  historyczny kontekst „dżihadu”, akcentując wyłącznie jego ”indywidualny”„w zasadzie pacyfistyczny charakter”.

Autorzy ci usilnie podkreślają, że „dżihad  jest walką z własnymi słabościami  po to, aby być lepszym muzułmaninem”.

Jednak wyznawcy Allaha nie uznają tych retuszy, ponieważ ogromna większość muzułmanów pozostaje nadal pod duchowym panowaniem praw,  którego kluczowym wymogiem jest to, by „słowo Boże”  zatriumfowało wszędzie na świecie.

Dla Polski oznacza to jedno : brak zdecydowanego działania w imię „wartości” jest jakby łopatą grabarza, zasypującego z zapałem dół ze „zwłokami” państwa – to, co   już się stało z Europą, którą właściwiej jest dziś  nazywać Eurabią.

Może  nadejść taki  czas, że  basowy głos krakowskiego „Zygmunta”  zamilknie, na  Ostrowie Lednickim dokona się uroczysta konwersja Polaków na „Koran”,  a obok wież warszawskiej katedry  stanie jeszcze wyższy minaret .  Może nadejść taki czas , że pięć razy dziennie na ponure wycie muezzina będzie zamierał ruch uliczny. Państwo naprawdę skamienieje.

Europa by się ocalić ma tylko jedno wyjście: natychmiast wstrzymać import nachodźczej hołoty, siłą odesłać (można to zorganizować barkami wojskowymi z demobilu) przybyłych muzułmanów po II w. św.  do ich ojczyzn, wyrzucić imamów do Saudarabii i zerwać wszelkie „kulturalne” i ekonomiczne kontakty ze światem islamskim: dokładnie go odizolować od naszej Cywilizacji.

Spytam raz jeszcze: w imię jakich „wartości”  nasza Łacińska Cywilizacja ma utrzymywać przyjacielskie kontakty ze swoimi najgorszymi wrogami?  Czy naprawdę postawa, mówiąc bardzo łagodnie-grabarza Kościoła Katolickiego, ekumenickiego  „papy”, Franciszka, ma być dla nas wzorem?

Kontakty z muzułmańskim światem wcale nie są warunkiem rozwoju naszego, a wręcz przeciwnie: są jeszcze jedną próbą zachazarzonych masonów by ten świat skamieniał, by się stał duchowo martwy. Lub jak chazarstwo – zdiabolonym.

Jest celową próbą  by  „wszystko było tak jak kiedyś”, próbą odbudowania skamieniałego świata, istniejącego kiedyś  na Bliskim Wschodzie: nad Jordanem i Morzem Martwym.

Którego fundamentem były Kamienne Tablice Mojżesza, będące również fundamentem „Koranu” .

Oba te pokrewne semickie ludy już żyjąc w martwym, a przez to zdiabolonym świecie, starają się z wszelką cenę narzucić go naszej Cywilizacji Łacińskiej.

Mamy święty obowiązek bronić jej wszelkimi, dostępnymi środkami. 

Jan Bek

Tags : , , ,

Komentowanie zamknięte.