Najnowsze

Opublikowano Luty 10, 2014 Przez a303 W Dziennikarstwo śledcze

Oświadczenie lekarza o śmierci Bohdana Poręby

Później (po około tygodniu) zwrócił mi uwagę Generał Grudniewski, że to mogła być śmierć na wskutek specjalnego specyfiku, który powoduje nagłe wykrzepianie krwi w wielu punktach ciała. Zadał mi pytanie – czy tak mogło być?+

Poniższe słowa piszę, ponieważ mam pisemną zgodę Synów Bohdana Poręby na upublicznienie ważnych informacji. Jestem lekarzem i kolegą Bohdana Poręby, byłem obecny przy jego śmierci i sporządzałem kartę zgonu. Jako przyczynę podałem niewydolność krążenia, prawdopodobny zawał serca, krwotok brzuszny i zatrzymanie krążenia w wyniku nagłej śmierci sercowej. Później (po około tygodniu) zwrócił mi uwagę Generał Grudniewski, że to mogła być śmierć na wskutek specjalnego specyfiku, który powoduje nagłe wykrzepianie krwi w wielu punktach ciała. Zadał mi pytanie – czy tak mogło być? Przeanalizowałem jeszcze raz objawy, które Poręba miał jak umierał i stwierdziłem, że to jest bardzo prawdopodobne. Wrogowie, przeciwnicy prawdy o Jedwabnem (za kilka tygodni Bohdan Poręba miał udać się do USA aby zebrać fundusze na film o Jedwabnem/a303)  mogli byli go otruć, podając mu specyfik, który zadziałał po skumulowaniu się w wątrobie i zainicjowaniu nagłego wykrzepiania.

Oto jak umierał nasz przyjaciel Bohdan Poręba;

Prawdopodobnie proces umierania (otrucia specyfikiem opisanym przez Generała Grudniewskiego) zaczął się 24-go stycznia 2014 – to jest w piątek wieczorem (na stypie rozmawiałem z przyjacielem Poręby, który go gościł wtedy, w przeddzień śmierci i mi to powiedział, wcześniej powiedziała mi też o tym Wdowa – Pani Lucyna Jakubiak-Poręba). W ciągu nocy z piątku na sobotę proces chorobowy narastał, Bohdan zadzwonił do mnie z prośbą o przyjazd ok. godziny 10:30, ale ja właśnie jechałem na spotkanie z Kazimierzem Świtoniem do NOT-u i powiedziałem, że przyjadę później. To było spotkanie na temat Jedwabnego i obrony Krzyża w Oświęcimiu i na te spotkanie Poręba też się wybierał. Spotkanie trwało do godziny 14-tej i ja potem pojechałem do Jana Strzeżka, gdzie się zdrzemnąłem i coś zjedliśmy. Bohdan zadzwonił do mnie ponownie około 17:15, gdy przebywałem w mieszkaniu Jana Strzeżka na Mokotowie i stamtąd udałem się do niego na ulicę Targową właśnie w towarzystwie tego kolegi. Gdy Bohdan zadzwonił do mnie po raz pierwszy, zbagatelizowałem jego wołanie o pomoc. Natomiast gdy dzwonił po raz drugi – zdjęło mnie złe przeczucie. “Ty słuchaj, Poręba może umierać, mam złe przeczucie, pojedź ze mną” – tak powiedziałem do Jasia Strzeżka. Pojechaliśmy zatem moim autem na Pragę, zaparkowałem około 17:40, wjechaliśmy najpierw windą, potem weszliśmy po schodach, Bohdan leżał na wersalce, cierpiał. W mieszkaniu była Żona – Pani Lucyna. Poręba mówił, że nie może sobie miejsca znaleźć, że czy leży, czy siedzi, czy stoi – chce mu się wymiotować, ale nie wymiotuje. Zgłaszał ból brzucha i wskazywał na prawą stronę jamy brzusznej, na wysokości wątroby. Ciśnienie tętnicze miał 100/80. Nie miał obrzęków na kończynach. W pewnym momencie powiedział: “wiesz czuję tak jakby mi ktoś wyłączył włącznik w przedłużaczu”. Pomyślałem, że to są objawy niedokrwienia mózgu, przejawiające się jako zaburzenia mowy, czyli afazja. Stwierdziłem niepokojący stan, wezwałem pogotowie ratunkowe – około godziny 17:55. Wzywając podałem, że podejrzewam udar mózgu, krwotok do brzucha, być może zawał serca(?). O godzinie 18:00 Poręba poszedł o własnych siłach do łazienki, odczuwając nasilenie nudności. W łazience stracił przytomność. Usłyszeliśmy uderzenie głową (chyba) w drzwi do łazienki. Na potylicy rzeczywiście było otarcie naskórka i krwawienie (małe). Wyciągnęliśmy ciało z łazienki, ułożyliśmy w przedpokoju. Zainicjowałem reanimację, po kilkunastu uciśnięciach klatki piersiowej Bohdan wykonał parę wdechów samodzielnie, były to głębokie wdechy – ostatnie tchnienie. Więcej samodzielne oddechy już nie zdarzyly się. Przyjechał około 18:05 pierwszy zespół ratownictwa medycznego – ratownicy (dwóch mężczyzn i kobieta), potem kolejny (trzech mężczyzn, w tym jeden lekarz). Zmierzyli poziom glukozy – był około 160 miligramoprocent, czyli nieco powyżej normy, ale nie był to poziom niebezpieczny dla życia. Saturacja krwi tlenem nie była oznaczalna. W monitorze EKG gdy zaprzestawano masowania klatki piersiowej – linia izoelektryczna była. Bohdan Poręba pomimo reanimacji trwającej do godziny 18:45 nie odzyskał przytomności, umarł. Potem, po tygodniu, gdy zaalarmował mnie Generał Grudniewski – kilka razy z Wdową i Synami omawialiśmy to, że mogła to być śmierć spowodowana przez osoby trzecie, czyli otrucie. Jednak nie zdecydowaliśmy się na sekcję zwłok, ani badania toksykologicznie gdyż specyfik opisywany przez Generała Grudniewskiego rozkłada się szybko i nie jest możliwy do wykrycia.

Taka jest sprawa śmierci Bohdana Poręby, reżysera polskiego, człowieka prawdopodobnie otrutego za to, że skutecznie działał na rzecz powiedzenia prawdy o Jedwabnem. Jego działania stawiały tamę niesłychanemu barbarzyńskiemu atakowi na naród polski – czyli wymuszeniu na niewinnym polskim podatniku haraczu za Holokaust w wysokości 65 miliardów dolarów przez perfidnych hochsztaplerów. To jest bardzo prawdopodobny motyw działania na rzecz tej zaskakującej śmierci./-/ Eugeniusz Sendecki

Źródło: http://eugeniuszsendecki.neon24.pl/post/105928,oswiadczenie-lekarza-o-smierci-bohdana-poreby

P.S. Suplement. Przemówienie Bohdana Poręby z ubiegłego roku.

Tags : , ,

Komentowanie zamknięte.