Najnowsze

Opublikowano Kwiecień 11, 2014 Przez a303 W Historia

Okupacja dziesięciu pokoleń 1750-2050-? Henryk Pająk

Pierwszy rozdział pt: „początki agenturalnej sejmokracji” najnowszej pracy Henryka Pająka o niezwykle wymownym i prawdziwym tytule „Okupacja dziesięciu pokoleń 1750-2050-?”. Jest to podróż po bolesnej historii Polski (i jej współczesnych realiach), którą winien znać każdy z nas, bez względu na wiek i płeć. Jest to wielki owoc żmudnej i niełatwej pracy w zdobywaniu wiedzy na „niepoprawne politycznie” tematy, których boją się niczym wilki ognia współcześni polskojęzyczni zdrajcy od prawa do lewa, a o których większość naszych rodaków wyhodowanych przez teleogłupiacz nigdy nie słyszała. Gorąco polecamy zapoznać się z całością książki. A po jej przeczytaniu przekazać ją dalej.

Prawda musi zwyciężyć.

Książka do nabycia w Wydawnictwie Retro pod numerem tel: 81 50 30 616. Przypisy w oryginale. Redakcja.

******************************

Początki agenturalnej sejmokracji

aJuż od trzystu lat (XVIII-XXI) Polska jest okupowana, poddawana wszelkim formom destrukcji, militarnym podbojom i grabieżom, przez dwa zbrodnicze molochy – Rosję carską, potem przez Rosję żydobolszewicką i niemieckie prusactwo (prostactwo), przy współudziale austro-węgierskiego zlepka słowiańskich podbitych narodów.

Sejmy zrywali magnaci, Żydzi – zawsze agenci trzech wymienionych mocarstw. Zrywali sejmy głosami przekupionych posłów i taka zdrada trwała do A.D. 2013. Z przerwą na czasy rozbiorów, kiedy Polskę rozszar­pano na trzy strzępy na ponad 120 lat. Polska reanimowana w 1919 roku na resztkach państwa Jagiellonów, była w niezmienny sposób: militarnie oraz agenturalnie niszczona przez system „parlamentarny”, opanowany przez żydomasonerię i rodzimych sprzedawczyków.

Zaczęło się już na sejmie w 1582 roku, kiedy obca agentura, z liczebną przewagą polskich matołów lub świadomych zdrajców, nie pozwoliła przyjąć żadnej ustawy, nie uregulowała sprawy sukcesji tronu. Destrukcją sterował niejaki Stanisław Czarnkowski. Senat stał w większości przy królu, ale on był także sparaliżowany przez opozycję.

Sejm 1585 rozjechał się z niczym. Przebiegał w walce króla i dworu ze stronnikami Zborowskich. Przeciwko konstruktywnym obradom prote­stowali: Mikołaj Kazimierski, Prokop Pękosławski i pięciu innych rozrabiaczy.

Sejm 1592 przeszedł wśród sporów Zamoyskiego z królem Zygmun­tem III Wazą o kierunki polityki zagranicznej i plany króla idących po myśli Habsburgów. Dało to początek przejmowania władzy przez obce dwory, „królów” z importu, tak jakby nikt z polskich magnatów nie był w stanie zasiąść na tronie, a jak już zasiąść, to ożenić się z Polką, niekonie­cznie z obcą sekutnicą.

Sejm 1597. Po wysłuchaniu rozbijackich pretensji niejakiego Sta­nisława Stadnickiego i jego wspólników z województwa ruskiego, zle­kceważył je i przeszedł do innych tematów, ale rozpadł się (rozjechał) 24 marca (zaczął 27 lutego). Poszło o podatki. Sprzeciwiali się głównie dusigrosze krakowscy.

Sejm 1600. Upłynął na kłótniach o stanowiska. Król już dawno powi­nien był rozpędzić tę zgraję sprzedajnych półgłówków lub zlikwidować instytucję sejmu na zasadzie „g… chłopu nie zegarek” i powrócić do rządów ręki monarszej. Dylemat aktualny do dziś. Ale jak i jakimi siłami rozpędzić np. obecny Sejm, który nie jest Sejmem tylko Knesejmem?

Sejm 1605. To festyn hien użerających się między sobą o wakujące po­sady. Dzisiejsze edycje Knesejmu załatwiają to inaczej, nie w ławach po­selskich. Władzę przejmują „partie” zdrajców i cynicznych karierowiczów, wybierają posłów według klucza partyjnego, a potem większościowa wataha dzieli torty i stołki w zaciszu gabinetów. W 1605 roku chodziło o plany powtórnego małżeństwa Zygmunta III Wazy z Konstancją Austriacką – znów tak, jakby nie było polskich, książęco- -magnackich kandydatek. Waza wyraźnie sterował w stronę aliansów z Austrią. Opozycji przewodził Zamoyski wspomagany przez Zebrzydo­wskiego.

Sejm 1606. Był o tyle inny, że zniszczyli go wszyscy, można powie­dzieć – zgodnie; Zebrzydowscy, „dysydenci” zrażeni uporem króla i bi­skupów w sprawie ugody wyznaniowej (katolicyzm – protestantyzm).

Sięgnijmy do biogramu Zygmunta III Wazy (1566-1632). To król pol­ski od 1587 r. i szwedzki (!) od 1592 r. realnie sprawujący władzę od 1599 r. Syn Jana III Wazy i Katarzyny Jagiellonki, wnuk Zygmunta Starego, oj­ciec m.in. Władysława IV i Jana II Kazimierza. Urodzony w szwedzkim zamku Gripsholm, uznany za następcę tronu szwedzkiego (odpłacą nam „potopem” szwedzkim). Wychowany przez matkę w wierze katolickiej, ze znajomością języka polskiego. Wybrany na króla Polski w sierpniu 1587 r., koronowany w grudniu. Obce mu były realia polskie. Miał konfli­ktowe stosunki z Austrią i potężną Hiszpanią po klęsce pod Byczyną i uwięzieniu konkurenta do tronu – arcyksięcia Maksymiliana Habsbur­ga; wreszcie dążenia hetmana Zamoyskiego do podporządkowania tego młodego władcy swoim wpływom. Od jego kurateli pomógł królowi uwolnić się prymas S. Kamkowski. Na Sejmie 1589 r. król uspokoił sytua­cję w kraju i wtedy zaczął realizować politykę zbliżenia z Habsburgami, tworzyć własny obóz polityczny oparty na katolicyzmie i przeciwnikach kanclerza. Doprowadziło to do jawnych wystąpień antykrólewskich, bo pomawiano króla o chęć przekazania tronu polskiego arcyksięciu Erne­stowi Habsburgowi. Po 1592 roku (Sejm, który upłynął na sporach z Za­moyskim) i po jego objęciu przez Zygmunta III (po śmierci ojca) tronu szwedzkiego. Spiski przeciwko Zygmuntowi Wazie podejmowano w cza­sie jego obecności w Szwecji (1594-98) – m.in. decyzja o wygnaniu stamtąd katolików – zmusiły Z. Wazę do podjęcia w 1598 r. wyprawy zbrojnej do Szwecji. Przegrał bitwę pod Linkopingiem, a stany szwedzkie pozbawiły go korony.

Wojska Karola Sudermańskiego opanowały Estonię, Finlandię, wdarły się do Inflant. Wojna trwała z przerwami do 1629 r.

Powody tej dwudziestoletniej wojny były dwa: Waza dążył do odzy­skania korony szwedzkiej, a Szwedzi do opanowania należących do Rze­czypospolitej wybrzeży Bałtyku. Sukcesy militarne J.K. Chodkiewicza w Inflantach ośmieliły opozycję do wzniecenia „rokoszu (1606) Zebrzy­dowskiego”. Następuje eskalacja wojen: antypolskie przymierze szwedzko-rosyjskie, a chęć wypchnięcia z kraju wojsk uczestniczących w ro­koszu, zmusiły Zygmunta III Wazę do podjęcia w 1606 roku zbrojnej wyprawy na Moskwę. Król osobiście dowodził oblężeniem Smoleńska. Na mocy rozejmu (1618), w granicach Rzeczypospolitej znalazły się zie­mie smoleńska i czernichowska. Król wyraził zgodę na zaangażowanie lisowczykówprzez Habsburgów w pierwszej fazie wojny trzydziestolet­niej.

To wszystko doprowadziło do skonfliktowania Polski z Turcją. Kon­sekwencją były najazdy tureckie: 1620 klęska pod Cecorą i 1621 – obrona Chocimia.

Fatalnym błędem było przekazanie (1611) Prus Książęcych w dzie­dziczne lenno elektorowi brandenburskiemu, czyli sprusaczenie tych ziem. Błędem było też uznanie Kościoła unickiego, powstałego w wyniku Unii Brzeskiej (1596) za jedyny Kościół wschodni w Rzeczypospolitej, któremu miały przysługiwać prawa, cerkwie i beneficja dotąd posiadane przez Kościół prawosławny, co zaogniło konflikty na ziemiach ruskich Rzeczypospolitej.

Prokatolicka polityka Zygmunta Wazy w zakresie nominacji, przy­czyniła się do znacznego osłabienia wyznań protestanckich. W ostat­nich latach Z.W. zyskał poparcie mas szlacheckich. Prowadził też działania na rzecz poprawy sytuacji prawnej prawosławia.

Zygmunt Waza to mecenas artystów. Sam zajmował się złotnictwem. Rozbudował Zamek królewski w Warszawie, czyniąc go w 1616 r. rezy­dencją władców Polski.

Wracamy do chronologii nieszczęść sejmowych.

Sejm 1615. Niczego nie uchwalił, choć zajmował się sprawami bardzo ważnymi, m.in. reformą Sejmu.

Sejm 1637 upłynął pod znakiem kłótni, wzajemnych oskarżeń, złośli­wych polemik pomiędzy przedstawicielami Korony i Litwy. Rozjechano się z niczym.

Sejm 1639 – zerwał go Jerzy Lubomirski za zgodą dworu królewskie­go. Chodziło o obronę Ossolińskiego przed atakami obrażonej szlachty.

Sejm 1645. Upłynął na narzekaniu na komisję graniczną z Moskalami. Była ona skłonna oddać im miasto Trubeck. Król faktycznie popierał od­danie Trubecka Moskalom, bo chciał przymierza z carem przeciwko Tur­cji. Opozycja to udaremniła.

Sejm 1652. 9 marca zerwał go Władysław Siciński vel Siciński, podstarości upicki, poseł trocki, sługus zdrajcy Janusza Radziwiłła, hetmana lite­wskiego. Siciński po raz pierwszy skutecznie zastosował zasadę indy­widualnego liberum veto, zrywając wtedy sejm z polecenia J. Radziwiłła.

Sejm 1654. Zerwał go Paweł Białobłocki, poseł tczewski, agent pro­wincji pruskiej, która uznała za swoją rzekomą „krzywdę” wyrządzona posłowi Janowi Bąkowskiemu przez większość izby.

Sejm 1664. Usiłował go zerwać Aleksander Żaboklicki, poseł bracławski. Udało się to dopiero 7 stycznia Telefusowi, posłowi halickie­mu. Obaj byli manekinami Lubomirskiego.

Sejm 1665, 23 grudnia zerwał Teodor Łukomski, poseł witebski – tak­że płatny agent Lubomirskiego.

Sejm 1665. Rozwalił go Władysław Łoś, stolnik płocki, opłacany przez Lubomirskiego.

Sejm 1666. Zerwał go 4 maja Adrian Miaskowski z Poznania, płatny agent Lubomirskiego.

Sejm 1668 (pierwszy), zerwał 7 lutego przywódca „konserwatywnej” szlachty, były stronnik wtedy już nieżyjącego zdrajcy Lubomirskiego – Marcin Dębicki, chorąży sandomierski.

Sejm 1668 (drugi) zwany koronacyjnym (Michała Korybuta) 5 listopa­da zerwał Adam Olizar, kijowski podsądek, marionetka podległa „ukrai­ńskim” magnatom. Miał to zrobić na zlecenie Zamoyskich i Potockich.

Sejm 1672 zerwał Benedykt Zabokrzycki, cześnik bracławski, stron­nik „partyi francuskiej” prymasa Prażmowskiego i Grzymółkowskiego.

Sejm 1672 (drugi) zerwał 11 marca Kazimierz Grudziński, wojewoda rawski. Sprzyjał mu dwór królewski.

Sejm z tego samego roku (trzeci) zerwał 23 maja Stanisław Ubysz, chorąży i poseł gostyński. Tu również sprzyjał mu dwór królewski.

Sejm 1681: 23 maja zerwał Andrzej Przyjemski, kasztelan chełmiński. Sterował nim Grzymułkowski, wojewoda poznański, agent Brandenbur­gii. Popierał go podskarbi Morsztyn.

Sejm 1688 – grodzieński: zerwał go już pod koniec kadencji, tuż przed wyborem marszałka, niejaki Dąbrowski – podkomorzy wileński z po­mocą Tokarzewskiego, posła inflanckiego. Obaj byli agentami Sapie­hów, a Sapiehowie agentami Brandenburgii. Do jego zerwania przyczy­nił się także poseł sandomierski Drohojowski oraz poseł podolski Mako­wiecki. Obydwu uważano za stronników królowej Marysieńki (Sobieskiej).

Sejm 1688 (warszawski) rozpoczął się pod koniec roku, a został zer­wany 31 marca 1689 roku przez Szołkowskiego – stolnika i posła ziemi Wiłkomirskiej, za namową Sapiehów w interesie Brandenburgii.

Sejm 1690 – był zrywany piętnaście razy, najbardziej awanturniczo przez Głogowskiego.

Sejm 1693 (pierwszy z tego roku) obradujący w Grodnie, zerwali 11 lutego wśród ogólnej obojętności posłowie z Łęczycy – Szumowski, Iwań­ski i Grabski. Pośrednimi sprawcami (zleceniodawcami) byli Sapiehowie.

Sejm 1693 (drugi) – 22 grudnia nie rozpoczął obrad z powodu choro­by króla.

Sejm 1695 rozlazł się z powodu intryg Sapiehów. Niemal cała posel­ska Litwa stanęła przeciwko królowi i do ostatniego dnia sprzeciwiała się wyborowi króla – dobitny dowód na szkodliwość sojuszu z Litwą.

Sejm (konwokacja) z 1696 roku usiłował zerwać Łukasz Hordyński – poseł czernichowski. Uchwały jednak udało się podjąć. Hordyński gardłował wtedy z woli królowej Kazimiery

Sejm 1698 („pacyfikacyjny”) po elekcji Augusta II (Sasa) zerwali na samym starcie 16 kwietnia stronnicy Continiego. Na ogólną liczbę 15 posłów, sześciu zaprotestowało przeciwko obradom ostrzegając: „Nie za­czynaj mości panie marszałku Sejmu, nie podnoś laski, bo ten akt jest mullitatis i mamy przysięgą stwierdzenia i instrukcye, żebyśmy ten sejm za­raz zatłumili w kolebce i na żaden sejm nie pozwolimy”.

Sejm 1701 (z maja) rozszedł się nawet bez zagajenia przez marszałka. Skłócone mafie (obozy) Sapiehów oraz ich przeciwników uznały, że trze­ba żądać zwołania nowego Sejmu w grudniu, po żądanej ugodzie tych obozów.

Sejm 1702 został zerwany 4 lutego już po prolongacie przez Kazimie­rza Paca, pisarza litewskiego, kawalera maltańskiego (czyli masona) – przyjaciela Sapiehów.

Sejm 1712-13 (zimowy) zerwał 18 lutego upicki starosta Puzyna, agent Ludwika Pocieja, hetmana litewskiego. To, że obrady odbywały się pod „parasolem” konfederacji sandomierskiej i zostały zerwane, potwier­dza, iż Puzyna i Pociej działali za zgodą i na polecenie Augusta II, wbrew marszałkowi konfederacji, Denhofowi.

Sejm 1718 próbował ratować Korbut, poseł omszański, zaprzedany po równo Prusakom i Rosji. Już po jego wyjeździe, Korbut został odszu­kany przez dwór, przywieziony w karecie do Sejmu, gdzie musiał odwołać swoje „liberum veto”.

Sejm lat 1718-20 zszedł na niczym za sprawą intryg czterech hetma­nów: Adama Sieniawskiego, Ludwika Pocieja, Stanisława Denhofa i Sta­nisława Rzewuskiego. Byli na pasku Rosji i Prus. Wykonawcami ich po­leceń byli: Świdziński, cześnik rawski; Rostkowski, starosta wiski; Rudziński, cześnik czerski i najaktywniejszy z nich Michałowski – poseł bracławski. To on dobił zgromadzenie 22 lutego.

Już kilka razy powtarzał się tutaj Bracław i jego posłowie – miejsco­wość na północ od Wilna, siedlisko matactw prusko-rosyjskich.

Sejm 1720 rozjechał się w przeddzień obrad – 9 listopada. Jako ostatni kontradycent (zgłaszający veto) figuruje tam poseł lubelski Dłużewski. Organizatorzy destrukcji i zerwania – ci sami hetmani i ich pieczeniarze.

Sejm 1722 przepadł wśród sporów o komendę Fleminga nad cudzo­ziemskim „autoramentem” i o ordynację ostrogską. Na przedłużenie ob­rad („prolongację”) nie pozwolił 10 listopada Korsak, nowogrodzki chorąży poparty prze grupę „cnotliwych” sprzedawczyków, zauszników Rosji i Prus.

Sejm 1724 – posłowie rosyjski i pruski mieli gotowych do akcji wy­najętych zrywaczy-pyskaczy, ale intryga się nie udała.

Sejm 1729 (grodzieński) zerwano 30 sierpnia uroczystą proklamacją (manifestem) 20 posłów. Wśród nich byli: Antoni Sapieha, Stanisław Po­tocki, Ignacy Ogiński, Siruć, Horain. Wkrótce doszli oni do godności se­natorskich. Intrygi posłów litewskich były sterowane przez Potockich, którzy nie chcieli dopuścić do rozdania buław ich rywalom. Potockimi zdalnie sterował poseł rosyjski wyposażony w ciężki trzos.

Sejm 1730 – ten sam los zgotowali mu ci sami intryganci, którzy utrącili Sejm z 1729 roku: 11 października wystąpił z jadowitym manife­stem upicki sędzia ziemski, Paweł Marcinkiewicz.

Sejm 1732 zdusili już na starcie niejaki Hurko i Tadeusz Ogiński – posłowie witebscy oraz Sapieha (starosta gulbiński) i Burzyński, a także posłowie smoleńscy Rudomir bracławski i kilku innych. Ostateczny cios zadał tej edycji Sejmu Jakub Dunin, regent (raczej renegat) koronny. Złote „srebrniki” rosyjskie poszły do nich przez ręce Potockich i Józefa Mnisz­ka, marszałka wielkiego koronnego.

Sejm 1735 („pacyfikacyjny”) z jesieni, udaremnili po kilkutygodnio­wej walce stronnicy Leszczyńskiego, m.in. Zboiński, podkomorzy bobrzyński. Sterował nimi Kazimierz Rudziński, kasztelan czerski. Ta edy­cja Sejmu została utrącona podobno ze słusznych powodów: walczono o elekcję Stanisława, bo trudno było popierać Augusta, który wstąpił na tron „przez gwałty, zabójstwa, krew i ruiny”.

Kilka kolejnych edycji Sejmu, aż do roku 1752, zostało zneutralizowa­nych przez rzekomo patriotyczną opozycję, z ogromnymi szkodami dla Rzeczypospolitej. Różni wrogowie Polski, zewnętrzni i najgorsi wewnę­trzni, doraźni płatni agenci i agenci wpływu, bo ci ostatni już od dawna wykorzystywali egoizm szlachty, jej prywatę, ograniczoność horyzontów, a zwłaszcza egoizm i agenturalność pro-rosyjską szlachty ziem ruskich, która np. nie chciała dopuścić do zrównania podatków. Słowem – już wtedy „parlamentaryzm” polski był katalizatorem nadchodzącego upadku Polski.

Stanisław Komorowski tak pisał o jednym z nich – Olędzkim, który nawet nie zabiegał o łapówki, będąc bardzo bogatym. Na Sejmie z 1738 roku hamował obrady tak oto, w opisie Komorowskiego (nomen omen):

[Sejm] był od takiego posła upiornie i niegodziwie zerwany (…), który sam znacznej będąc postury, po kilkadziesiąt tysięcy mając intraty [dochodów], od nikogo cale nie deponował [pobierał], jed­nak ani sumieniem, ani żadnych dworu i pierwotnych kilkudziesię­ciu panów obligacyami nie dał się żadną miarą przekonać.

Olędzki był Litwinem, a to wiele podpowiada. Jednak Olędzki nieco spuścił z tonu, lecz destrukcję doprowadzili do zwycięskiego końca wołyniacy: Kamiński, Jełowiecki i inni. Najbardziej mieszali Potoccy, któ­rzy nie mieli zamiaru detronizować niemal jawnego wroga polskości – Augusta III (Sasa).

Sejm 1740 – także rozszedł się z niczym. W destrukcji wyróżniali się posłowie: orańsko-czernichowscy; Jeżewski, poseł płocki; Adam Małachowski – poseł sandomierski; Butler – mielnicki i wielu innych. Im­pulsy szły od hetmanów, zwłaszcza od Józefa Potockiego. Wraz z nim in­trygowali posłowie pruski i rosyjski.

Sejm grodzieński 1744 zniszczyli Potoccy przy jawnym udziale agen­tów wpływu Francji i Rosji. Głównym rozgrywającym był Adam Poto­cki, wojewoda bełzki. Wykonawcy zleceń Potockich to Adam Małacho­wski (poseł krakowski); Antoni Trypolski (poseł kijowski); Zygmunt Grodzicki (poseł kaliski); posłowie polescy: Kaczyński i Kuszel, a także Brzeziński (poseł ruski), Gąsecki (bełzki) i Chołoniecki – poseł bracławski.

Prusacy mogli z powodzeniem liczyć na Trypolskiego – posła kijo­wskiego, od dawna już opłacanego przez Żydów, którzy podobnie jak w 1740 roku w czasie Sejmu warszawskiego, blokując nałożenie podat­ku na Żydów, przekazali Trypolskiemu pięć tysięcy dukatów, byle tyl­ko z pomocą swych kumpli obezwładnił Sejm.

Sejm 1746 pod przewodnictwem Lubomirskiego, pod dyktando Potoc­kich wspieranych przez Czartoryskich, został zniszczony przez Potockich.

Sejm 1748 – rozwalony po sześciu tygodniach obrad (!) – wytrwałych intrygach Potockich, przy wsparciu podskarbiego koronnego Siedlnickiego , sterowanego przez agentów pruskich i francuskich. Głównymi gra­czami byli: Małachowski, Czarnecki, Chojecki, Przyłuski, posłowie bracławscy, posłowie podolscy – Gurowski i Stadnicki i bełzecki – Maryan Potocki – słowem posłowie „kresowi”.

Sejm 1750 „nadzwyczajny” zwołany dla reformy trybunałów. Już przed wyborem marszałka zerwał go 7 sierpnia Antoni Wydźga (poseł bełzki), poparł go niezawodny w destrukcji Adam Małachowski. Prete­kstem była obecność w Sejmie byłego senatora – zdrajcy Wacława Rze­wuskiego, który „złożył województwo” (zrezygnował, aby zostać mar­szałkiem Sejmu). Otwarcie podjudzał Wydźgę hetman wielki koronny Józef Potocki, a tajnym jego podżegaczem był Antoni Potocki, wojewoda bełzki, najgorszy wichrzyciel i zrywacz Sejmów. Obydwaj Potoccy posługiwali Francji i Prusom.

Sejm grodzieński 1752 obezwładnili posłowie bracławscy (!) – Świdzi- ński i Chojecki. Formalnie zerwał go (22 października) Kazimierz Morski, poseł sochaczewski.

Do pierwszego rozbioru Polski pozostało tylko 20 lat.

Sejm 1754 rozpadł się o sprawę ordynacji Ostroga. Zgubę zgotowali mu, z jednej strony udziałowcy rozgrabienia tej ordynacji: Czartoryscy, Jan Małachowski – kanclerz wielki koronny, a zwłaszcza Lubomirscy. Z drugiej strony – hieny na pasku Francji i Prus. Obrady ostateczne zer­wał poseł starodubowski Strawiński – manekin w łapach i kieszeni Lubo­mirskich.

Do pierwszego rozbioru Polski pozostało 18 lat.

Sejm 1756 – nie doszedł do skutku. Powodem było zatrzymanie Au­gusta II w obozie pod Pirną, oblężonym przez Prusaków.

Do pierwszego rozbioru Polski pozostało 16 lat.

Sejm 1760 zerwał 7 października Mikołaj Podhorski, poseł wołyński, sługus Jana Klemensa Branickiego – wielkiego hetmana koronnego i Po­tockich, stronników Francji i Prus.

Sejm 1761 (nadzwyczajny) miał bardzo ważne zadanie – reformę mo­netarną. Zerwało go 40 (p-)osłów, gdy usiłowali wykazać, że zgromadze­nie jest nielegalne i bezcelowe. Spiskowcom przewodzili Czartoryscy, Jan Klemens Branicki, Jan Małachowski. Mieszał też poseł pruski.

Sejm 1762 – zakłóciła go tuż po rozpoczęciu sitwa Radziwiłła i koteria Czartoryskich, a ostatecznie jego obrady zerwał Michał Szymakowski, poseł ciechanowski wynajęty do tego przez wroga Polski w skórze jej króla Augusta III (Sasa) oraz przez rezydenta rosyjskiego. Współdziałali z nimi Prusacy, w zgodnym froncie dwóch głównych rychłych zaborców.

Do pierwszego rozbioru pozostało równo 10 lat.

Obraz degrengolady zakończonej upadkiem państwa byłby niepełny, gdyby pominąć rolę Żydów. Rezydent pruski Benoit zapisał, że w ła­tach 1740-48 Żydzi stale pomagali składkami pieniężnymi w zrywaniu Sejmów. Za króla Sasa Żydzi mający własny samorządny Sejm Żydo­wski, systematycznie zbierali składki zarządzane przez kahały do zry­wania Sejmów przez różnych renegatów.

Trzysta lat później – w „Trzeciej PRL”, było i jest tak samo: oficjalnie mówiło się (i mówi), że za trzy miliony dolarów można przeforsować w Knesejmie każdą niszczycielską ustawę!

Trzysta lat temu hańba zdrady miała taką samą naturę – płatnej agen­tury. Wszędzie prywata, rozszarpywanie Polski dokładnie jak w scenie z „Potopu” z Radziwiłłem i Kmicicem. Za Jana Kazimierza średnia łapów­ka to 500 dukatów. Rosjanie płacili futrami i skórkami soboli. Historycy polscy dokładnie ustalili, kiedy i za ile zdradzano Rzeplitą:

Sejm grodzieński z 1744 r. był jeszcze wyjątkowo drogi: jego zerwa­nie kosztowało 40 000 dukatów francuskich i 15 000 dukatów pruskich.

Sejm warszawski z roku 1746 – „tylko” 7000 dukatów.

Sejm 1752: Prusy i Francja wydały na przekupstwa 2500 dukatów.

Sejm 1758 kosztował Branickiego dokładnie 1500 dukatów. Tak więc stawki systematycznie malały, łajdactwo sejmitów taniało.

Sejm z 1770 r.: (dwa lata przed pierwszym rozbiorem) F. Potocki wyłożył 1000 dukatów, a Sejm z roku 1762 kosztował Rosję tylko 1507 du­katów oraz nieznane bliżej dobra w naturze, głównie w futrach i cennych skórkach oraz złotych precjozach.

Ogółem – od wygaśnięcia rodu Jagiellonów nie doszły do skutku 53 – słownie: pięćdziesiąt trzy edycje Sejmu, z których piętnaście padło jesz­cze przed wyborem marszałka. Imponująca skuteczność Piątej Kolumny.

Jedynym ratunkiem byłaby szarża lisowczyków i wycięcie w pień najgorszych, najbardziej bezczelnych łotrów, ale lisowczycy rozpadli się przeszło sto lat wcześniej, w 1636 roku.

Trzysta lat później pewien docent chemii z Krakowa, rzekomo pla­nował rozwalić (dosłownie) Knesejm samochodem nafaszerowanym czterema tonami dynamitu, ale go w porę zatrzymały czujne funki ABW-ery.

Czyżby docent nie wiedział, że zanim opadną dymy nad ruinami Knesejmu, już będzie gotowy „pełny skład” nowego Knesejmu? To jed­noosobowe powstanie „narodowe” miałoby takie samo zakończenie jak poprzednie, tyłko trupów byłoby wielokrotnie mniej.

Oto skala bezowocnych Sejmów w przedziałach czasowych:

1651-1660: 28 proc.            1711-1720: 50 proc.

1661-1670: 50 proc.            1721-1730: 60 proc.

1671-1680: 25 proc.            1731-1740: 50 proc.

1681-1690: 50 proc.            1741-1750:100 proc.

1691-1700: 43 proc.            1741-1750:100 proc.

1701-1710: 50 proc.            1751-1760:100 proc.

Im bliżej do 1772 roku (I rozbiór), tym więcej zdrady, głupoty i łajdac­twa zakutych łbów magnackich i szlacheckich, głównie protestanckich z kresów polskiego „obwarzanka”.

Gdyby pominąć w tej wyliczance posiedzenia tzw. pacyfikacyjne, konwokacyjne, elekcyjne, koronacyjne to okaże się, że na ogólną liczbę je­denastu posiedzeń pospolitych czyli niespecjalnych tematycznie – za kró­la Jana III Sobieskiego do skutku doszło tylko pięć; za Augusta II na trzynaście tylko cztery; za Augusta III na trzynaście – ani jeden!

Te trzy grupy porównawcze dowodzą niezbicie, że renegaci obezwaładnili Polskę bez wystrzału znacznie wcześniej, a pierwszy rozbiór z 1772 roku był tylko formalnością.

Usłużni polskojęzyczni historycy i publicyści usiłują wmówić kole­jnym pokoleniom uczniów i studentów, że nasi przodkowie sami uwili sznur na swoją szyję m.in. poprzez liberum veto, warcholstwo, sprzedajność ówczesnej sejmokracji, a zaborcy tylko schylili się po ten przeg­niły owoc.

Tym kłamstwom należy się przeciwstawiać konsekwentnie, bo­wiem w ten sposób wszelkiej (obcej) maści wielopokoleniowi Judasze chcą zdjąć z siebie odpowiedzialność za ich trój członową i trzy etapową zbrodnię popełnioną na wielkim wówczas państwie i narodzie słowia­ńskim.

Należy im odpowiadać prosto w ślepia:

– gdyby nawet udało się naszym przodkom powołać stutysięczną ar­mię, to mogła ona tylko przedłużyć agonię państwa. Wojsko polskie praktycznie przestało istnieć, jak trzysta lat później w „Trzeciej RP”. Zgodnie z ustawą Sejmu „Niemego” z 1717 roku, miało liczyć 24 000 żołnierzy, tymczasem osiągnięto ledwo 12 000. W tym samym mniej więcej czasie, Prusy osiągnęły liczbę 145 000, Austria 139 000, Rosja 331 000 (Konopczyński);

– układ sił mówi sam za siebie: trzy mocarstwa zdecydowane już u progu XVIII wieku na rozszarpanie Polski, mogły powołać każde po wielokrotnie większe armie, a Rosja – 30 razy liczniejszą!

Był to więc zbiorowy mord na osaczonym państwie i narodzie, wieczysta hańba Europy oświeconej światłem Lucyfera i żydowskiego „mesjanizmu”;

– powtórzyli to dokładnie w 1939 roku, tak więc łączny czas okupacji trwa już przez trzy wieki w różnych konfiguracjach uczestników i spra­wców, coraz bardziej cynicznych, okrutnych, ludobójczych z lat 1939-1945.

Mamy tu również kolejną analogię z piątym rozbiorem Polski lat 1990-2004 – podpisaniem aktu kapitulacji przed Unią Europejską przez żydozdrajcę-judasza Lecha „Kaczyńskiego”, pełniącego obowiązki (p-)rezydenta. Grunt propagandowy pod ten kolejny rozbiór Resztówki Polski (RP) propagandowo przygotował Jan Paweł II, agitując miliony ogłupionych „moherowych beretów” obojga płci.

Omówienie sejmowych zdrad z lat 1600-1770 ma na celu wykazać, że zdrady agentury wpływu miały i mają to samo oblicze (mordę) tak wtedy – 300 lat temu, jak i obecnie.Takie same cele i metody.

Zdradę sankcjonującą Piąty Rozbiór Resztówki Polski (RP) zatwier­dził współczesny Knesejm – nie Sejm sprzed 300 lat, tylko „Sejm” krypto- żydowski – w skrócie „Knesejm”.

Rzekomy plebiscyt na temat: wejść czy nie wejść do Unii Jewrejopejskiej „przeszedł” kilkuprocentową przewagą zgodnie z maksymą wieko­pomnego twórcy demokracji łagiernickiej – Generalissimusa Stalina: „Nie jest ważne, kto jak głosuje, tylko kto liczy głosy”.

W powtórnej elekcji „Platformy Obywatelskiej”, głosowanie (podob­no) wygrały serwery rosyjskie. Uczciwy informatyk, który to wykrył i nagłośnił, zmarł na dyżurny zawał serca. Nawet nie musiał się wieszać. Trzysta lat temu nie było serwerów, ale było liberum veto i kiesy (kasy) obcej agentury wpływu.

Stanisław Konarski tak rekapitulował skutki stuletniego panowania liberum veto:

Sprawiedliwości przeciw możnym nie mamy, słabszym nic po trybunałach i sądach. Kryminały prywatne i publiczne bez kary. Reasumpcye trybunałów między orężów szelestem i blaskiem, i któ­ra zbrojniejsza i mocniejsza partya, ta swych sędziów utrzymuje lub spycha [vide – „Trzecia Resztowka”].

Korupcye oczywiste, wiadome, i już nie tylko bez skrupułu, lecz i bez wstydu. Fałszowanie monety już prawie i niepoczytane za grzech, bo kraj cały tą zarzucony śmiecią, a kary jednego dobrego nie słychać przykładu: sposobu żadnego Rzplita nie ma przeciw swoim i cudzoziemskim fałszerzom. Kupcy i przekupki, jaki chcą, walor nam naznaczają monety. Obcy ludzie przymuszają nas do jej brania przeciw oczywistej wewnętrznej cenie.

Żydzi jedni, naród Polskę chrześcijanom zacieśniający, miliony dwa gąb próżniackich, nie z roli, nie z rąk pracy, ale samym matac­twem żyjących, wykradzeniem dobrej, a wwożeniem złej monety dość zbogaceni. A tymczasem miliony i miliony gubione i dalej giną we wszystkich partykularnych substancyach, a zatem i w całym kraju, który im bardziej ubożeje, tym większe karze się zbytki, po- śmiech wzbudzające w Europie [vide – „Trzecia RP”].

Postronne wojska z nami, nie tylko bez niczyjej odpowiedzi, jak przez pustkę przechodzą, ale i żyją lat tyle, jak w nieprzyjacielskiej ziemi. Obelgi, groźby i niewolnicze ukazy jak w zawojowanych pro- wincyach. Szarpania, bicia, rany zacnych tylu ludzi obojga płci szla­checkiego stanu, jakby to nie krew nasza była, już nam i nie czynią impresyi. Najazdy, zabójstwa ile od lat kilku i w domach niebezpie­czeństwo życia, pod dalszych prowincyach czy mało słyszeć się dają? A kary nie słychać!

Słabość sił Rzplitej i bezbronność, prócz że dla niej domowym gwałtom, swawolnym kupom, nawet i garści hajdamaków oprzeć się nie możemy i radzić, wzgardzie sąsiadów i na ohydę u świata nasz wystawuje naród. Prowincye odpadają. O podziałach i roze­rwaniu królestwa już śmieją i gazetanci pisać… Stan szlachecki od­zwyczaja się i odwyka od interesów ojczystych i swych zapomina prerogatyw, bo Sejmy, gdzie ich mógł zażywać, zniesione. My bez żadnej na to wszystko rady. Możniejszych familii o wakanse, o własne ich interesa, o potencyą, o dworskie fawory, nieukojone ni­gdy zawziętości i między sobą zatargi rozgrywają Rzplitą na partye, do zgody szlacheckiemu przyjść nie dają stanowi ani salwowania oj­czyzny żadnego nie zostawują sposobu [vide – „Trzecia RP”].

Władysław Konopczyński :

Relacje i raporty rosyjskie z czasów rozbiorowych Polski stwierdzają szczególną skłonność żydów do szpiegowania na rzecz Rosji (…) Za takie i tym podobne usługi osiągali poparcie Rosji w walce z polskim mieszczaństwem. Wbrew zarządzeniom mar­szałka Stanisława Lubohuskiego osiedlali się w nowej Jerozolimie w obrębie Warszawy [vide – „Druga RP”].

Stąd nazwa ulicy: Aleje Jerozolimskie .

W pierwszych zapisach agenturalnych usług Wojciecha Jaruzelskie­go, jego nazwisko napisano, co prawda tylko raz: „Jeruzalski”. Czyżby jego „Jeruzalscy” przodkowie mieszkali w „Nowej Jerozolimie”, to zna­czy na obecnych Alejach Jerozolimskich?

Szczyty powodzenia Żydów to zawsze doły upadku Rzeplitej, w czasach tamtych i obecnych. Trzysta lat temu „jewreje” przejęli cały handel w miastach i miasteczkach i masowo zakładali karczmy Zawdzię­czali to licznym przywilejom nadanym im przez chrześcijańskich królów. Dziś mamy to samo. Teraz budują nie karczmy, tylko „markety”.

Początkowo do tronu parli Czartoryscy wsparci wpływami popie­rających ich Bruhla i Augusta. Józef Potocki, wielki hetman i wojewoda li­tewski, z pomocą konfederacji generalnej także marzył o koronie. Podob­ne zamiary ujawniali Braniccy, Radziwiłłowie, Poniatowscy, nawet Tarłowie. Wśród pretendentów do tronu znajdował się Stanisław Leszczyński wsparty przekupną protekcją swojego teścia – Ludwika XV.

Szmidt pisał w swoim dziele „Historya XVIII wieku”, że Sejm z 1738 r. przepadł na sporach:

[…] a zaraz po rozejściu się jego mówiono głośno i wszędzie o tym, że żydzi, na których projektu pomnożenia wojska miano wię­ksze nałożyć podatki, poprzekupywali niektórych posłów a nawet senatorów [dziś stawki są niższe].

Tak wtedy jak i obecnie, nie brakowało posłów rozumiejących grozę sytuacji w ginącej Polsce. Domagali się podwyższenia tzw. pogłównego od Żydów; opłat z monopolu papierniczego, tytoniowego, tabacznego, młynowego, itp. Obliczono, że w Polsce jest:

225 000 wsi protestanckich i miast, w których przeciętnie spoży­wa się na tydzień beczkę wódki”. Tedy różne opłaty powinny dawać skarbowi państwa 11.250.000 złotych.

Największy opór pogłównemu stawiali Żydzi koronni (w dobrach państwowych). W 1739 r. wnieśli do skarbu państwa ledwo 220.000 zł, chociaż razem z Żydami litewskimi, bez żadnego obciążenia mogli wnieść do skarbca cztery miliony polskich złotych.

Dziś jest nieporównanie większy postęp w skali „migania się” Żydów od opłat – nic np. nie płacą od dochodów z wielkich marketów i przedsię­biorstw zagranicznych oraz setek „fundacji”.

Kasztelan zakroczymski – Łapacki, pisał do króla:

Żydów w tyra kraju jest srodze wiele, [więc] gdyby każdy żonę mający [rodzinę] dał na rok czerwonych złotych [bułoby] [500.000], jeżeli nie więcej.

Żydzi przed każdym sejmem zbierają 150.000 złp. na przeku­pienie posłów, aby Izba usłyszała to samo: Liberum veto, aby zerwać obrady.

Przed zbliżającym się Sejmem 1740 r. wiele podgolonych łbów trwo­żyło się zagrożeniem „swobód”. Król zwołał Radę Stanu do Wschowy, słał uniwersały i listy okólne. Z listów posłów i znanych patriotów do króla, wieje grozą przerażającego stanu ówczesnej Rzeplitej. Pisał do króla z miejscowości Chołojów 70-letni biskup kijowski z Ossy, Ozga:

[…] Nie tak się dziwuję postronnym potencyom, że nas zawsze chcą widzieć bez porządku, boć z tego siła profitują, ale jako publi- ca fama volat, że żydzi polscy siła przeszkodzili przeszłemu Sejmo­wi, żeby nie doszedł; masz W.K.Mość Pan Mój Miłościwy moc i władzę panowania swego zażyć nad tym chytrym narodem, zabie- żyć tym inkowencyom.

Ruina miasta w państwie W.K.Mci inaczej się reperować nie może, póki żydzi handle wszystkie mieć będą, które wszystkie ode­brali katolikom, przy protekcyach tak mało contribuendo afd ae- rium publi…, wszystkie niemal miasta W.K.Mości poosiadali z złamaniem praw i przywilejów nadanych chrześcijanom od kró­lów, panów i antecessorów W.K.Mości [vide „Trzecia RP”].

Pisał pewien szlachcic do Najjaśniejszego Pana:

Jasno każdemu, jak ten naród rozmnożony po calem Króle­stwie, szczęśliwszy jest niż nasi mieszczanie y nasi poddani, jak wszędzie znajdują protekcye, jak przez swoje sztuki, szalbierstwa, zabiegania, wszystkie handle y sposoby do życia chrześcijanom od­jęli, a jak mało płacą Rzeplitej […]

Wszak pogłówne żydowskie generalnie było dawniej praktyko­wane, jako to widzieć można w konstytucyi z roku 1564, czemużby tedy ten sposób nie miał być pomnożony?

Czemu obecni „polscy” biskupi nie pisali i nie piszą takich listów w podo­bnych sprawach do „najjaśniejszych” Tusków, Komorowskich, itp.?

Papież Benedykt XIV słysząc, jak się w Polsce panoszą Żydzi, wysto­sował do nas list pasterski. Po przetłumaczeniu z łaciny na polski, list był czytany przez pół roku ze wszystkich ambon, wydrukowany z do­datkowymi objaśnieniami diecezjalnych biskupów (wtedy jeszcze po­chodzenia polskiego, a nie handlowego); był rozklejany na murach ratu­szów, aby szeroko mobilizować lud do samoobrony. Benedykt XIV ubolewał nad panoszeniem się Żydów w Królestwie ze szkodą dla wia­ry katolickiej. Oburzał się, że handel i wyszynk jest w rękach Żydów, dzierżawią karczmy, folwarki, całe wsie i tak są bezlitośni dla chłopów:

że ich do ciężkich robót zmuszają y ciężarami podwody ich w daleką podróż naładowawszy y ich samych dobytek obciążają, a nadto y kary na nich stanowią i częstokroć plagami nad ciałem ich się pastwią […] I stąd pochodzi, że owi nieszczęśliwi ludzie chrześci­jańscy rozumieją być panem y dziedzicem swoim żyda, od którego skinienia, woli y rozkazu owi poddani mienią się być depen- dującymi [zawistnymi, zależnymi] [vide – „Trzecia RP”].

Mocne! A jakie „antysemickie”!

Biskup chełmski ośmielony gromami papieża, pisał w komentarzu do listu Benedykta XIV:

Oswobodzeni ze wszelkich protekcyj żydzi w niegodziwościach swoich wcale uśmierzeni zostaną.

Płonne to były nadzieje.

Tags : , , ,

Komentowanie zamknięte.