Najnowsze

Opublikowano Lipiec 7, 2016 Przez a303 W Dziennikarstwo śledcze

O kobiecej emancypacji. Mniszka Nina Krygina

Zmienia się ukierunkowanie wektora w formacji duchowej kobiety. Współczesnej Ewie oferuje się odwrócony system wartości. Zamiast poddania się, uległości mężowi i pomocy mu – dumna, zadowolona z siebie równa z nim (a w rzeczywistości – często dążąca do panowania nad nim). Zamiast rodzenia i wychowywania dzieci, ponieważ powiedziane jest, że „kobieta zbawia się przez rodzenie dzieci” …

a

„Ewa” – w tłumaczeniu oznacza „życie”. Imię to, ujawniające istotę jej właścicielki, zostało dane pierwszej kobiecie. Utrwaliło ono w sobie zamysł Stwórcy o przeznaczeniu wszystkich kobiet, mających wspólną prarodzicielkę, niezależnie od tego, czy pamiętają one o tym, czy też nie. Przeznaczenie to dotyczy nie tylko i nie tyle fizycznej prokreacji rodzaju ludzkiego, rodzenia dzieci, ile losu samej kobiety oraz tych, którzy powinni się od niej urodzić, kogo ona wraz z mężem musi   wychować do życia w Królestwie Niebieskim.

Tak wysokie przeznaczenie można wypełnić tylko wtedy, gdy sami potencjalni nosiciele życia żyją zgodnie z Przykazaniami Bożymi, a nie zmagają się z nimi. „Ale Ja patrzę na tego, – mówi Pan – który jest pokorny i skruszony w duchu i który z drżeniem czci Moje słowa” (Iz 66: 2). Czy zawsze współczesne Ewy odpowiadają tym cechom?

Niestety, nie. Więcej, w chwili obecnej istnieje wiele różnych ruchów społecznych, działalność     których skierowana jest na „zniszczenie do podstaw” w świadomości ludzi pojęć o ustanowionym przez Boga porządku światowym. Do ruchów tych zalicza się również ruch feministyczny, nawołujący   kobiety do emancypacji, pod pojęciem której jest rozumiane wyzwolenie od tradycyjnego systemu wartości.

Rodzina – to mała cerkiewka (kościółek). Myślowe uderzenie autorów idei feminizmu skierowane jest na duchowy wybór wartości tych, którzy znajdują się w samym sercu „Cerkwi (Kościoła) domowej” (Rz 16: 4), kto jest łącznikiem pomiędzy mężem (głową rodziny) i dziećmi (przyszłymi twórcami „małych cerkwi (kościołów)”.

W Prawosławiu przewidziana jest wyraźna hierarchia rodzinna: mężczyzna jest głową, żywicielem i obrońcą rodziny. Będąc posłusznym Bogu, ma on bez wątpienia duchowy i moralny autorytet. Kobieta powinna być poddana mężowi, ponieważ jest powiedziane: „Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak Chrystus jest głową Cerkwi (Kościoła)” (Ef 5: 22-23). Oczekuje się, że kobieta będzie troskliwą małżonką („pomocnicą dla niego”) (Rdz 2, 18), delikatną matką, wychowującą wraz ze współmałżonkiem swoje dzieci zgodnie z Przykazaniami Bożymi i sumienną gospodynią. Dzieci są postrzegane przez rodziców jako dar Boga i wzrastają w posłuszeństwie i szacunku dla starszych. Tak powinno być zgodnie z zamysłem Stwórcy.

Ale co proponują współcześni zwolennicy emancypacji? Wzywają oni do zrobienia wszystkiego na odwrót. Przytoczymy kilka fragmentów z publikacji zagorzałych zwolenniczek emancypacji. Filozof i kulturolog Czech Jiřina Smeykalova-Strickland uważa, że ​​„pod słowem „feminizm” ukryte są oświadczenia o ucisku kobiet w kulturze patriarchalnej [1 str.381-382], z którym proponuje walczyć wszelkimi dostępnymi środkami”. Jej amerykańska zwolenniczka Barbara Berg w swoim dziele „Wrota pamięci: źródła amerykańskiego feminizmu” główną uwagę skupia na osiągnięciu przez kobiety większej wolności osobistej.

a

Mówi ona: „To jest wolność do decydowania o swoim losie, wolność od zdeterminowanej przez płeć roli; wolność od tłumiących ograniczeń ze strony społeczeństwa; wolność wyrażania swoich myśli i przekształcania ich w działanie. Feminizm wymaga przyznania prawa kobietom na indywidualne sumienie i osąd.”. I wszystko powyższe rozumiane jest „jako walka o zakończenie ucisku ze względu na płeć” [1, str.245].

Ateistyczny, walczący z Bogiem sens emancypacji kobiet, polega naszym zdaniem na tym, że grzech jako przekroczenie Przykazań Bożych jest podniesiony do rangi cnoty. Przede wszystkim dotyczy to grzechu pychy. Współczesne Ewy znów dążą, aby się stać „jak bogowie, znający dobro i zło” (Rdz 3,5).

Zmienia się ukierunkowanie wektora w formacji duchowej kobiety. Współczesnej Ewie oferuje się odwrócony system wartości. Zamiast poddania się, uległości mężowi i pomocy mu – dumna, zadowolona z siebie, równa z nim (a w rzeczywistości – często dążąca do panowania nad nim). Zamiast rodzenia i wychowywania dzieci, ponieważ powiedziane jest, że „kobieta zbawia się przez rodzenie dzieci” (1 Tym 2:15) – niepohamowana chęć zaangażowania się w osobistą i zawodową samorealizację, która przy bardziej dokładnym zbadaniu okazuje się być najczęściej prymitywnym egoistycznym pragnieniem, aby pożyć dla siebie. Ale przecież „prokreacja jest nie tylko wypełnieniem Przykazania Boga „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się i napełniajcie ziemię” (Rdz 1, 28), ale także rodzajem służenia Bogu, nierozłącznie związanego z życiem małżeńskim” [5, str.110]. A co z przykazaniem Chrystusa: „Zaprzyj się samego siebie, weź krzyż swój i naśladuj Mnie” (Mt 16, 24)?!

Wezwanie „pożyć dla siebie”, „myśleć przede wszystkim o sobie,” tak szeroko rozpowszechniane przez zwolenników emancypacji, w rzeczywistości jest pułapką, prowadzącą do „publicznej samotności”, kiedy obecność innych ludzi dookoła subiektywnie postrzegana jest jako pustynia. Kiedy   nikt oprócz siebie samego nie jest w zasadzie interesujący. Kiedy głównym celem życia staje się  osiągnięcie iluzorycznej równości z przedstawicielami innej płci. Kiedy na wszystko wokoło    proponuje się patrzeć przez wizjer własnej chorej ambicji.

Tym nie mniej, wojownicze przedstawicielki „pięknej połowy ludzkości”, porwane ideą emancypacji też chcą być szczęśliwymi w swoim życiu. One szczerze wierzą, że działając w życiu jak mężczyźni, będą miały od niego wszystko to, co mają „przedstawiciele silnej płci” i dodatkowo do tego jeszcze to, co należy się im, jako kobietom. Oczekują, a czasami wręcz żądają szacunku i delikatnego obchodzenia się z nimi ze strony otoczenia.

Demonstrując w pracy i w domu męski styl zachowania, obejmujący takie charakterystyki jak „władczość”, „zdecydowanie”, „twardość” i inne, dosłownie żądają dla siebie traktowania jako przedstawicielek „słabej płci”. „Wyzwolone” kobiety również są nastawione na przejaw miłości i zainteresowania ze strony męża, troski i posłuszeństwa – ze strony dzieci we własnej rodzinie.

Kiedy przekonane współczesne „emancypantki”, zewnętrznie zrealizowane w życiu, opowiadają o sobie, to zazwyczaj słyszy się jedno i to samo: „Mam wszystko”. A potem okazuje się, że jest wszystko, oprócz szczęścia.

I taki wynik jest nieunikniony. Szczęście człowieka zależy nie od okoliczności zewnętrznych, a od stanu duszy. „Pasje” i „cierpienia” – to pokrewne słowa. Karmiąc i hodując własne pasje, osoba każdej płci tym samym powiększa też zasób własnych cierpień; odczłowiecza się i zniekształca się w takim stopniu, w jakim odchodzi od tego, co jest zamierzone przez Stwórcę.

Archimandryta Rafael (ros. – Рафаил Карелин) w swojej książce „W poszukiwaniu Prawdy” opisuje swoje rozmowy ze starą szlachcianką. W jednej z załączonych rozmów, jest naszym zdaniem, bardzo dokładny obraz feministek, która powstał u rozmówczyni archimandryty jeszcze wtedy, kiedy emancypacja w Rosji i w świecie dopiero zaczynała nabierać rozpędu. Mądra w doświadczenie życiowe kobieta w szczególności powiedziała: „Nigdy nie byłam feministką, jak niektóre kobiety z mego kręgu.

Feminizm wzbudzał we mnie uczucie obrzydzenia. W dawnych czasach plemiona Scytów obok drogi budowały rzeźby – wykute z bloków kamiennych postacie ludzkie: składały się one z ciała i głowy, ale rąk i twarzy nie miały. Nie można było poznać, mężczyzna to czy kobieta; nazywano je „kamiennymi babami”. Feminizm wydawał mi się być produkcją kamiennych bab. Kobiety chciały zrównać się z mężczyznami i przekształcały w jakieś grube, bezkształtne istoty.

Tracąc kobiece piękno, ​​nie otrzymywały one męskiej siły; tracąc subtelność i wykwintność duszy, nie nabywały one szerokości męskiego umysłu. Feministki, którzy demonstracyjnie podkreślały równość z mężczyznami tym, że jeździły rowerami po ulicy z papierosem w ustach, wydawały mi się zdrajczyniami kobiecej godności, jakimiś żywymi karykaturami” [2 str.64-65]. Jest to dość surowy, a zarazem bardzo precyzyjny obraz wyemancypowanych, wyzwolonych kobiet, bolesny dla wielu jej przedstawicielek i tym nie mniej tak rozpoznawalny w naszych dniach.

Ale dlaczego emancypacja w ogóle stała się możliwa? Co jest duchową praprzyczyną tak powszechnego rozprzestrzenienia się zeszpeconego, karykaturalnego wizerunku kobiety?

Z punktu widzenia rosyjskiego filozofa A.I. Iljina „życie bez świętości – to pierwsze wielkie nieszczęście naszego czasu … Przecież nasze życie na ziemi ma swój ukryty, wyższy sens. Sens ten nie jest na powierzchni codziennej krzątaniny … Wymaga on od nas niewymuszonego uznania i zdecydowanego pierwszeństwa .. . Jeśli nie sprostamy temu wymaganiu …, to wtedy wymknie się od  nas najwyższy sens życia i nastąpi niezauważalnie jego zanieczyszczanie. I to nie dlatego, że stanie się ono bezsensowne samo w sobie, ale dlatego, że zaczniemy żyć tak, jakby było bezsensowne” [4 str.7-8]. „Ta pozbawiona świętości wulgarność może do wszystkiego się wkręcać, we wszystkim się zakorzeniać; a tam, gdzie ona wnika i rozprzestrzenia się, wszystko się degeneruje – zarówno w poszczególnym człowieku, jak i w życiu całych pokoleń” [tamże, s.11]. Naszym zdaniem, wszystko, co zostało powiedziane powyżej, odnosi się bezpośrednio również do emancypacji kobiet.

Opinia rosyjskiego filozofa I.A. Iljina w dużej mierze jest zgodna z badaniami psychologów. Analizując wizerunek kobiet w historii, amerykańska badaczka  J. Hunter doszła do wniosku, że proces emancypacji kobiet od czasów głębokiej starożytności był bezpośrednio związany z upadkiem moralności, destrukcyjnymi skutkami społecznymi, niszczeniem rodziny [3, str.72].

Jako psycholog, miałam niejednokrotnie możliwość doradzania „wyzwolonym” kobietom, które się zwracały z prośbą o pomoc w rozwiązaniu poważnych problemów rodzinnych. Niektóre z nich, które były przyzwyczajone „przebijać” się przez całe życie i „liczyć tylko na siebie”, w prywatnej rozmowie z bólem przyznawały: „No cóż, co mogę zrobić. Nie umiem kochać. Nie odczuwam uczucia wdzięczności. Nie wiedziałam, co to jest miłość macierzyńska. Niczego nie mogę dać moim dzieciom i mężowi. Jest mi po prostu źle.” To straszne i bolesne! W domu bez miłości i wdzięczności zawsze odczuwa się grobowe zimno. A wyjście jest tylko jedno – wpuścić do serca i do swego domu Boga, zacząć żyć według Jego Przykazań, a nie wbrew nim.

Współcześni zwolennicy emancypacji powinni zastanowić się nad faktem, że życie poświęcone walce ze Stwórcą, z tym, co On nakazał Swemu stworzeniu, bardziej przypomina śmierć. Jest to droga samozniszczenia. Pan mówi: „Życie i śmierć zaproponowałem tobie. Wybierz życie.” (Pwt 30: 15).

Spis literatury:

  1. Antologia badań gendernych. Zbiór. per. / Zest. i komentarze E.A. Gapowa, A.R. Usmanowa – MN: propylen, 2000. – s.384
  2. Archimandryta Rafael (Karelin). W poszukiwaniu prawdy. Rozmowy o życiu duchowym. – Saratow: Wydawnictwo Diecezji Saratowskiej, 2005. – s.351
  3. Iljin E.P. Dyferencjalna psychofizjologia mężczyzny i kobiety. – Spb: Piter, 2006, – s.544
  4. Iljin I.A. Księga nadziei i pociech. – M: Apostoł wiary, 2006, – s.384
  5. Kapłan Władimir Zielinskij, N. Kostomarowa. Tajemnica „jednej płci” lub próba refleksji na temat małżeństwa chrześcijańskiego. // I będą dwoje jednym ciałem.

Refleksje na temat małżeństwa chrześcijańskiego. / Zest. A. Baranow. – M: OBRAZ, 2006, – s.95- 127

Źródło:

 

Монахиня Нина (Крыгина). О женской эмансипации

http://3rm.info/publications/5091-monaxinya-nina-krygina-o-zhenskoj-yemansipacii.

18.6.2016 r.

Tłumaczył Andrzej Leszczyński

22..6.2016 r.

Tags : , ,

Komentowanie zamknięte.