Najnowsze

Opublikowano Luty 18, 2013 Przez a303 W Bez kategorii

Nikt w Waszyngtonie nie chce odpowiadać za porażkę w Syrii

Thierry Meyssan

Hitlery ClintonOdchodząca ze stanowiska sekretarz stanu USA Hillary Clinton podsumowała niedawno wyniki swojego urzędowania. W trosce o zachowanie szans w wyborach prezydenckich w 2016 r. próbowała przerzucić odpowiedzialność za swoją klęskę w Syrii na prezydenta Baracka Obamę.

Odchodząca ze stanowiska sekretarz stanu USA Hillary Clinton podsumowała wyniki swojego urzędowania w niedawnym wywiadzie, opublikowanym w New York Times [1]. Przypadkowo przekazała również dziennikarzom trochę tajemnic, których ci nie omieszkali wydrukować w osobnym artykule [2]. W trosce o zachowanie szans w wyborach prezydenckich w 2016 r. próbowała przerzucić odpowiedzialność za swoją klęskę w Syrii na prezydenta Baracka Obamę. Po dwóch latach niewypowiedzianej wojny ugrupowania zbrojne, które otrzymały zadanie uzasadnienia interwencji NATO, które same nie były w stanie obalić władzy, straciły „rewolucyjną aurę” i pokazały twarz zwyczajnych fanatyków.

Zdrów i cały i nigdzie nieuciekający prezydent Bashar al-Assad jak nigdy wcześniej niezachwianie trzyma władzę. Amerykańska dyplomacja, co tydzień ogłaszająca „upadek tyrana”, została skompromitowana. Rosja i Chiny, które wymierzyły jej trzy policzki korzystając trzykrotnie z prawa weta, okazały się prawdziwymi zwycięzcami.

Jak tłumaczy odchodząca sekretarz stanu, jest to wynikiem tego, że „jej nie słuchano”. Razem ze swoim dawnym wrogiem a potem sojusznikiem, dyrektorem CIA Davidem Petraeusem przekazała Białemu Domowi pod koniec czerwca 2012 roku plan wojskowego wsparcia dla ugrupowań zbrojnych. Jednak prezydent B. Obama, który nie zajmował się niczym prócz swoich prawyborów, odrzucił plan na rzecz Komunikatu Genewskiego, dokumentu zaproponowanego jeszcze przez Kofiego Annana.

W dokumencie przedstawionym przez Hillary Clinton była mowa o tym, by całą inicjatywę wziąć w swoje ręce, ponieważ Francja, Zjednoczone Królestwo i państwa Zatoki Perskiej okazały się złymi podwykonawcami. Opierali się oni na dżihadystach. Sekretarz Stanu USA natomiast odwrotnie, pracowała nad tym, by „stworzyć legalną opozycję, z pomocą której można byłoby osiągnąć delegitymizację prezydenta al-Assada”. Aby poprawić błędy podwykonawców sugerowała, by Stany Zjednoczone bezpośrednio uzbrajały i szkoliły grupy bojowników.

Podczas przesłuchania w Komisji Sił Zbrojnych Senatu szef sztabu Martin Demsey potwierdził istnienie planu. Dodał, że poparł go sam minister obrony Leon Panetta. Ale prawda nie jest taka wytworna. Załóżmy, że Hillary Clinton rzeczywiście pracowała nad stworzeniem „legalnej opozycji”, to znaczy „demokratycznej i multiwyznaniowej”. Powinna zatem przyznać, że prawowitej opozycji nie było wówczas i nie ma jej obecnie. Znaczy to, że prawowitym był i pozostaje tylko prezydent Al-Assad.

Ogłaszając informację o tym, że w lipcu przedstawiła plan interwencji prezydentowi B. Obamie, Hillary Clinton przyznała, że zawsze była przeciwna Komunikatowi Genewskiemu. Istnieją świadectwa na to, że zarówno ona, jak i David Petreus sabotowali ten projekt. W przeciwieństwie do tego, co twierdzi H. Clinton, przedwyborcze kłopoty Baracka Obamy nie zmusiły go do jego odrzucenia. Nie wolno mu jednak było natychmiast usunąć z urzędu tych, którzy ów Komunikat Genewski sabotowali. Biały Dom czekał więc do następnego dnia po wyborach, aby zmusić generała D. Petraeusa do dymisji. Nie wykluczone również, że wówczas podjęto decyzję o odsunięciu Hillary Clinton i trzymaniu jej z dala od swojego biura.

Zeznanie generała M. Dempseya w stosunku do poparcia przez niego samego i Leona Panetty dla planu H. Clinton wymierzone było w to, by rozwinąć parasol ochronny nad własnymi głowami. Zupełnie bowiem inaczej wygląda odpowiedzialność generałów, inaczej też wygląda ich zabezpieczanie się. Oświadczając swoją gotowość do interwencji chcieli pokazać brak zawahania. Nie czyniło to ich również odpowiedzialnymi za fiasko planu H. Clinton. W rzeczywistości właśnie oni po rosyjsko-chińskim wecie zatwierdzili plan, zgodnie z którym zaproponowano obalenie syryjskiego rządu przy wykorzystaniu na szeroką skalę bojowników.

Jakkolwiek sytuacja się nie rozwinie faktem jest, że odchodzące kierownictwo w Waszyngtonie próbuje usprawiedliwić się mówiąc, że odwrócona jest kolejna karta historii. Barack Obama zmienia swoją drużynę i swoją politykę.

Tłum.: Kornel Sawiński

Źródło: http://www.voltairenet.org/article177444.html
Za: geopolityka.org

Komentowanie zamknięte.