Najnowsze

Opublikowano Lipiec 8, 2013 Przez a303 W Finanse i pieniądze, Samoobrona w infowar

Nieuchronna śmierć dolara versus YUAN / RENMIMBI

Song Hongbing – WOJNA O

PIENIĄDZ

PRAWDZIWE ŹRÓDŁA KRYZYSÓW ŚWIATOWYCH

W przypadku, gdyby wszystkie pożyczki zostały zwrócone bankierom, ich depozyty przestałyby istnieć, a cały obieg pieniężny uległby wyschnięciu. Ta myśl musi oszałamiać. My (Rezerwa Federalna) całkowicie opieramy się o banki handlowe, każdy dolar w naszym obiegu, niezależnie od tego, czy w formie gotówki, czy kredytu, aby mógł zaistnieć, musi zostać przez kogoś pożyczony. Jeżeli banki handlowe (przez udzielnie kredytów) wytworzyłyby wystarczająca ilość pieniądza, nasza gospodarka weszłaby w stan prosperity; jeżeli by tego nie uczyniły, nasza gospodarka prawdopodobnie weszłaby w stan recesji. Bez wątpienia nie posiadamy wiecznego systemu monetarnego. Kiedy ludzie pojmują istotę całego problemu, doprowadza to ich – jak to się dzieje w przypadku Rezerwy Federalnej – do godnej pożałowania i absurdalnej bezsilności, której trudno nie zauważyć. Pieniądz jest problemem, którym ludzie powinni zając się przede wszystkim, o którym muszą rozmyślać i który powinni badać, aby dogłębnie pojąc ten system i podjąć kroki na rzecz jego naprawy. W innym przypadku nasza cywilizacja może się rozpaść.

Robert Humphrey, bank Rezerwy Federalnej w Atlancie. (cyt. Za Irving Fisher – „100% money”, London 1996, Przedmowa)

Mówiąc o naturze pieniądza, możemy go podzielić na dwa rodzaje; pieniądz dłużny oraz pieniądz nie będący długiem. Pieniądz dłużny krąży dziś w prawnych systemach monetarnych głównych państw rozwiniętych. Jego zasadnicza składowa jest formowana przez „monetaryzację” zadłużenia rządowego, firm oraz osób prywatnych. 

Dolar amerykański jest najbardziej typowym przykładem pieniądza dłużnego. Dolar powstaje jedynie wówczas, kiedy zaciągany jest dług i analogicznie, gdy dług zostaje zwrócony, dolar przestaje istnieć. Każdy dolar pozostający w obiegu jest kwitem oznaczającym dług, każdy kwit dłużny codziennie prowadzi do naliczania odsetek od długu, które zwiększają się zgodnie z zasadą procentu składanego. Do kogo należą te astronomiczne dochody z odsetek? Należą do systemu bankowego tworzącego dolara. Odsetki od dolara dłużnego są czymś nienależącym do „wagi” oryginalnego pieniądza, a więc wymagają wytworzenia nowego dolara dłużnego. Innymi słowy, im więcej ludzie pożyczają pieniędzy, tym więcej pieniędzy muszą pożyczać. Dług i pieniądze są ze sobą związane śmiertelną więzią. Logiczną i nieuniknioną konsekwencją tego jest wieczny wzrost długu, aż do chwili, gdy zostaje on przez ludzi całkowicie odrzucony lub gdy ciężar jego odsetek hamuje rozwój gospodarki, prowadząc do ostatecznego krachu całego systemu. Monetaryzacja długu jest jednym z najistotniejszych ukrytych czynników niestabilności nowoczesnych gospodarek, poprzez debet dokonany w przyszłości, który zaspokaja teraźniejsze potrzeby. W Chinach mamy starożytne powiedzenie: „ zjeść ziarno przeznaczone na przyszłoroczny zasiew”.

Drugi rodzaj pieniądza to pieniądz nie będący długiem, reprezentowany przez złoto i srebro. Pieniądz ten nie jest zależny od niczyich obietnic, nie jest czyjaś zaległą należnością, lecz reprezentuje owoc właśnie ukończonej ludzkiej pracy. Tego rodzaju pieniądz w sposób naturalny wyewoluował z praktyki liczącej wiele tysięcy lat historii ludzkości, nie wymaga od żadnego rządu wdrażania go przez zastosowanie siły, jest zdolny dio przekraczania epok, granic jako ostateczna forma płatności.

Pośród wszystkich rodzajów pieniądza, złoto i srebro oznaczają „realne posiadanie i wykorzystanie”, natomiast prawny pieniądz reprezentuje „kwit dłużny + obietnicę”. Wartość tego drugiego, jego „zawartość złota” , jest w sposób naturalny zróżnicowana. 

Chiński yuan renminbi sytuuje się gdzieś pomiędzy tymi dwoma formami pieniądza. Mimo, że w przeszłości częścią składową yuana była „monentaryzacja długu”, to jest to wyłącznie nazwa: yuan wciąż jest ucieleśnieniem i miernikiem właśnie wytworzonych produktów czy zakończonych usług. Emisja yuana, w przeciwieństwie do emisji dolara, nie wymaga wykorzystania obligacji rządowych jako zabezpieczenia i nie jest dokonywana przez prywatny bank centralny, dlatego też nie zachodzi proces wypłacania do prywatnych kieszeni gigantycznych odsetek. Z tej perspektywy renminbi nie jest wsparty przez złoto czy srebro, posiada podstawową charakterystykę prawnego środka płatniczego, tak więc wymaga korekcyjnego działania rządu w celu zapewnienia jego wartości.

 

Song Hongbing – Currency Wars I

currency-war

i dalej:

SYSTEM CZEŚCIOWYCH REZERW: JAK POWSTAJE INFLACJA

(Obecnie) banki z natury nie są sprawiedliwe i obiektywne, nosząc w sobie grzech pierworodny. Bankierzy wykorzystują planetę. Zabranie im wszystkiego, co posiadają, przy jednoczesnym pozostawieniu prawa do tworzenia rezerw, oznacza, że wystarczy im kilka ruchów długopisem, aby wytworzyć wystarczającą ilość rezerw i wykupić wszystko, co stracili. Gdyby jednak odebrać im prawo do tworzenia rezerw, szczęście towarzyszące im w procesie tworzenia bogactwa prawdopodobnie zniknęłoby – ale moje własne szczęście również. (Prawo do tworzenia rezerw) należałoby zlikwidować, przyczyniając się do powstania szczęśliwego, lepszego świata. Jeśli jednak chcecie nadal żyć jako niewolnicy bankierów i jednocześnie opłacać koszty waszej niewoli, to po propstu pozwólcie im dalej tworzyć rezerwy.

Lord George Rowland Stanley Baring, prezes Banku Anglii (1961 – 1966), drugi najbogatszy człowiek w Anglii.

Na początku bankierzy-złotnicy oferowali usługi polegające na „składowaniu złota”. Kiedy depozytariusz przekazywali złoto bankierowi, ten dostarczał mu kwit sporządzony według standardowych reguł. Owe kwity, „bilety bankowe”, pochodne złotej monety, stopniowo stawały się pośrednikiem w transakcjach dokonywanych w ramach społeczeństwa i zostały nazwane walutą.

Pierwotnie banki działały w oparciu o system całkowitych rezerw złota, który gwarantował, że w każdym momencie można było dokonać wymiany kwitów bankowych (banknotów) na złotą monetę. Głównym źródłem dochodów banków była płacona przez depozytariusza oplata za przechowywanie.

Po pewnym czasie bankierzy zauważyli, że zazwyczaj bardzo niewielu klientów-depozytariuszy przychodzi domagać się wymiany kwitów na złoto. Bankierzy zastanawiając się nad „śpiącym” w skarbcach bezczynnie zlotem, zaczęli zastanawiać się, w jaki sposób można by „ożywić” owe śpiące aktywa.

W społeczeństwie zawsze jest ktoś, kto potrzebuje pieniędzy, dlatego bankierzy poinformowali tego typu osoby, że mogą one przyjść do banku, by pożyczyć potrzebne kwoty, o ile w umówionym czasie zwrócą ową sumę wraz z dodatkowymi odsetkami. Kiedy ludzie przychodzili do banku, prosząc o pożyczkę, bankierzy wystawiali wile kwitów, zwiększając ich emisję w celu udzielenia pożyczek i pobierania odsetek. Dopóki nie przesadzali z liczbą emitowanych kwitów, dopóty nie wzbudzało to podejrzeń depozytariuszy. Długookresowe doświadczenie pokazało, że dziesięciokrotna nademisja kwitów bankowych była jeszcze bezpieczna. Ponieważ odsetki od pożyczek były przypadkową własnością powstająca z niczego, rzecz jasna, im było ich więcej, tym lepiej. Dlatego też bankierzy rozpoczęli szukanie klientów-depozytariuszy gdzie tylko się dało i w celu skuszenia ich rozpoczęli wypłacanie odsetek od składowanego w skarbcach złota, za co pierwotnie pobierali opłatę

Kiedy zaangażowany w usługi składowania złotych monet bankier rozpoczął udzielanie kredytów, w istocie dostarczał swoim klientom dwóch całkowicie odmiennych form usług: pierwszą było „czyste” składowanie złota, drugą – „składowanie jako inwestycja”. Główna cecha tej drugiej formy tkwiła w „prawie do posiadania złotej monety”. W przypadku tej pierwszej usługi, depozytariusz posiadał absolutne prawo własności wobec składowanej u bankiera złotej monety, bankier zaś zmuszony był złożyć przyrzeczenie, że depozytariusz w każdej chwili może wymienić posiadane kwity na fizyczne złoto. W tym drugim wypadku, depozytariusz w określonym czasie tracił wobec składowanego złota absolutne prawo własności, a bankier przeprowadzał ryzykowną na inwestycję i dopiero po jej zakończeniu i pobraniu zysków wraz z zainwestowanymi sumami, depozytariusz odzyskiwał prawo absolutnej własności

W pierwszym przypadku składowania złotej monety wszystkie właściwe kwity bankowe „istniały realnie”, czyli pokrywały całą sumę rezerw, natomiast w drugim przypadku były „depozytem inwestycyjnym”.Tak więc wszystkie odpowiednie kwity bankowe były „kwitem zadłużenia +obietnicą”. Drukowane przez banki kwity swoją liczbą znacznie przewyższały ilość faktycznie wykorzystywanego przez banki złota, a zatem były częścią rezerwy. Ów kwit bankowy – „kwit zadłużenie + obietnica” -, od momentu swoich narodzin posiadał specyficzna naturę, której zasadniczymi cechami były:wskaźnik ryzyka oraz inflacja. Ta natura zadecydowała, że tego typu kwity bankowe nie nadawały się do pełnienia funkcji pośrednika w wymianie towarów i usług w społeczeństwie i utrzymaniu podstawowej równowagi w działalności gospodarczej.

System częściowych rezerw złota od momentu narodzin targany był konfliktami toczącymi się na rozmytej i niewyraźniej granicy pomiędzy dwoma oferowanym usługami (produktami) bankowymi. Projektując kwity bankowe bankierzy promowali „standaryzację”, co niesłychanie utrudniało przeciętnemu człowiekowi oddzielenie i zrozumienie różnic pomiędzy tymi dwoma typami kwitów. Po upływie setek lat, właśnie z tego powodu, w krajach anglosaskich pojawił się zalew pozwów sądowych. Oburzenie i wściekli depozytariusze oskarżali bankierów, że ci, bez żadnego upoważnienia, samowolnie wykorzystywali złote monety, traktowane przez depozytariuszy jako „powierzone na przechowanie”, do udzielania kredytów osobom trzecim. Bankierzy odpierali zarzuty, twierdząc, że mają prawo do sprawowania kontroli nad złotem depozytariuszy. Wśród tych spraw najsłynniejszy okazał się proces Foley przeciwko Hillowi i innym z 1848 roku:

Kiedy (depozytariusz) deponuje swoje złote monety w banku,. Oznacza to, że nie należą ona wyłącznie do niego; w tym czasie monety należą do bankiera, a ma on obowiązek do zwrotu odpowiedniej sumy złotych monet w czasie wymaganym przez depozytariusza. Deponowanie w bankach i nadzorowane przez bankierów złote monety, patrząc z każdego punktu widzenie, należą do bankiera. Ma on prawo wykorzystywać je podług swojej woli. Nie ma on obowiązku odpowiadać na zapytania depozytariusza, czy jego pieniądze są bezpieczne, czy w istocie nie przeprowadza się przy ich wykorzystywaniu ryzykownych inwestycji. Bankier nie ma obowiązku traktować zdeponowanych monet tak, jak w wypadku sprawowania powiernictwa nad cudzą własnością, ale oczywiści posiada on obowiązek w stosunku do ich liczby, ponieważ jest związany kontraktem”. (Murray N. Rothbard – „The Mystery of Banking”, New York, 1983, str.61)

W systemach prawnych Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy Francji taki werdykt brytyjskiego sędziego stał się punktem zwrotnym w finansowej historii świata. Depozytariusze, deponując w bankach swoje własne, ciężko zarobione pieniądze, nagle utracili ochronę prawną. Wydarzenie to w zasadniczy sposób naruszyło prawa własności obywateli. Od tego momentu w krajach anglosaskich banki całkowicie odmawiały uznania legalności „powierzonych rezerw”; rezerwy pełnej sumy złota utraciły swoją pozycję prawną, wszystkie depozyty przemieniły się w „ryzykowne inwestycje”. Nastąpiło prawne ustanowienie monopolistycznej pozycji systemu częściowych rezerw.

W roku 1815, w czasie bitwy pod Waterloo, bank Rothschildów o 24 godziny wcześniej niż brytyjski rząd uzyskał informację o jej wyniku. Dzięki temu za jednym posunięciem uzyskał władzę nad brytyjskim rynkiem obligacji skarbowych, kontrolując emisję waluty w Imperium Brytyjskim. Wkrótce po tamtych wydarzeniach Rothschildowie zdobyli władzę nad emisją waluty we Francji, Austrii, Prusach i Włoszech, trzymając pod twardą kontrolą cenę złota określając ją na światowych rynkach przez okres niemal 200 lat. Rothschild, Schiff, Warburg i inni żydowscy bankierzy stworzyli we wszystkich ważnych krajach sieć bankową oraz międzynarodowe centrum rozliczeniowe. Tylko przez akces do ich sieci rozliczeniowej czeki z innych banków uzyskiwały możliwość do wejścia w ponadkrajowy obieg finansowy. Stopniowo bankierzy ci stworzyli międzynarodowy kartel bankowy. Normy obowiązujące między owymi bankierskimi rodzinami stopniowo stopniowo przekształciły się w „międzynarodowe konwencje” panujące w ówczesnym świecie finansów.

Kartel bankowy był największą siłą naciskająca na ustanowienie systemu częściowych rezerw złota, stał się również jego największym beneficjantem. Wraz z upływem czas możliwości działania owej grupy interesu stopniowo rosły i była ona w stanie nie tylko wspierać, ale również tworzyć najbardziej jej odpowiadające regulacje polityczne i prawne.

W 1913 roku, po ostatecznym ustanowieniu przez międzynarodowy kartel bankowy w Stanach Zjednoczonych „standardu” dla systemu częściowych rezerw złota – Rezerwy Federalnej – system pełnej rezerwy złota stopniowo, w ogniu rywalizacji, został wyparty przez „zła monetę”. Emitowane jeszcze w owym czasie przez rząd USA srebrne oraz złote certyfikaty można by określić mianem pozostałych przy życiu elementów systemu pełnych rezerw, mających stuprocentowe zabezpieczenie w złocie lub w srebrze posiadanym przez rząd USA. Jedna uncja złota lub srebra odpowiada określonej wartości papierowego banknotu i nawet w przypadku, gdyby wszystkie długi istniejące w systemie bankowym zostały zwrócone, na rynku wciąż, dzięki systemowi pełnej rezerwy, złote i srebrne dolary pozostawałyby w obiegu, a gospodarka mogłaby normalnie funkcjonować tak, jak przed rokiem 1913, gdy ustanowiono Rezerwę Federalną.

Od roku 1913 „zły dolar” systemu częściowych rezerw Rezerwy Federalnej rozpoczął stopniowe wypieranie z rynku „dobrego pieniądza” systemu pełnych rezerw wspartego prawdziwym zlotem i srebrem. Międzynarodowi bankierzy starali się doprowadzić do sytuacji, w której świat nowoczesnych finansów byłby zmonopolizowany przez system częściowych rezerw, a rząd całkowicie wypchnięty z obszaru emisji waluty. W tym celu bankierzy nie szczędzili energii w celu demonizowania złota i srebra. Ostatecznie, w latach sześćdziesiątych XX stulecia, osiągnęli sukces, likwidując srebrnego dolara, a w 1971 roku przecinając ostatni związek pomiędzy dolarem i złotem.odtąd monopol systemu cześciowych rezerw stał się rzeczywistością.

JAK HARTUJE SIĘ DOLAR

Bank Rezerwy Federalnej z Nowego Jorku tak oto opisuje dolara: „Dolar nie może być wymieniany na złoto, bądź inne środki trwałe znajdujące się w gestii Departamentu Skarbu .Co do problemu środków trwałych, które wspierają „banknoty Rezerwy Federalnej”, nie ma to rzeczywistego znaczenia, jest to jedynie formalność wymagana przy robieniu zapisów księgowych… Banki na podstawie przyrzeczenia pożyczkobiorcy o zwrocie pożyczki produkują pieniądz. Banki tworzą pieniądze przez monetaryzację owych prywatnych i handlowych długów”.

Wyjaśnienie Banku Rezerwy Federalnej z Chicago brzmi tak:

W Stanach Zjednoczonych, zarówno banknoty, jak i depozyty bankowe, nie mają jakiejś wewnętrznej, właściwej im wartości, tak jak artykuły handlowe. Dolar to tylko kawałek papieru, depozyt bankowy to jedynie kilka cyfr zapisu księgowego. Monety, co prawda, posiadają pewną wewnętrzną wartość. Jednak jest ona z reguły niższa od ich nominału. Można zapytać, co sprawia, że owe czeki, banknoty, monety i inne narzędzia podczas zwrotu długu, czy wymiany na inną walutę, są akceptowane przez ludzi zgodnie z ich nominalną wartością? Otóż najważniejsze jest ludzkie zaufanie: ludzie ufają, że kiedy tylko zechcą, mogą wymienić owe pieniądze na inne aktywa finansowe czy realne produkty. Jednym z powodów, dla których tak się dzieje są regulacje rządowe mówiące, że ten „prawny środek płatniczy” musi być akceptowany”. („Modern Money Mechanics” , Federal Reserve Bank of Chicago)

Mówiąc wprost, „monetaryzacja” długu tworzy dolara, a jego nominalna wartość z konieczności wymaga potwierdzenia i narzucenia przez zewnętrzną siłę. Jak zatem dług przekształca się w dolary? By zrozumieć szczegóły „wymiany długu na pieniądze” musimy posłużyć się szkłem powiększającym i szczegółowo przyjrzeć się funkcjonowaniu amerykańskiego systemu monetarnego.

Czytelnicy, którzy nie są specjalistami z dziedziny finansów prawdopodobnie będą zmuszeni do kilkakrotnego przeczytania poniższych rozważań, by w pełni zrozumieć proces tworzenia pieniędzy przez Rezerwę Federalną i banki, ową fundamentalna tajemnicę handlową zachodniej branży finansowej.

Ponieważ rząd amerykański nie posiada prawa do emisji pieniądza, a jedynie prawo do emisji długu,. Wykorzystuje obligacje skarbowe, przekazując je jako zastaw hipoteczny do prywatnego banku Rezerwy Federalnej. Dopiero wówczas, za pośrednictwem Rezerwy, bądź systemu banków handlowych, następuje emisja pieniądza. Tak więc punktem wyjścia w procesie tworzenia dolara jest dług krajowy.

Pierwszy krok. Kongres wyraża zgodę na kształt i zasięg emisji obligacji skarbowych, a Departament Skarbu projektuje podział obligacji skarbowych na różnego rodzaju papiery wartościowe. Wśród nich są papiery o okresie ważności mnie większym niż rok, zwane T-Bills (bilety skarbowe), papiery ważne od 2 do 10 lat określane jako T-Notes (weksle skarbowe).Te papiery wartościowe, o różnej stopie procentowej, w rożnym czasie są sprzedawane podczas publicznej aukcji rynkowej. Na koniec Departament Skarbu przekazuje wszystkie niesprzedane obligacje skarbowe Rezerwie Federalnej. Rezerwa wszystkie akceptuje. Następnie Rezerwa księguje na swoich rachunkach wszystkie te obligacje w rubryce Securitities Assets ([papiery wartościowe jako aktywa).

Ponieważ rząd amerykański przeznacza przyszłe wpływy podatkowe na zastaw hipoteczny, pod który jest dokonywana emisja obligacji skarbowych, dlatego też obligacje skarbowe są uznawane na świecie za „najbardziej wiarygodne aktywa”. Po otrzymaniu tych aktywów przez Rezerwę Federalną, można wykorzystać je w celu wytworzenia zobowiązania do płatności o to są właśn ie drukowane przez Rezerwę banknoty Rezerwy Federalnej. Oto tak wygląda najważniejsza, kluczowa procedura „tworzenia czegoś z niczego”. Za wystawionym przez Rezerwę Federalną pierwszym „pustym” czekiem nie stoi żadne wsparcie pieniężne.

To bardzo precyzyjna, a zarazem skrajnie nieuczciwa procedura prowadzi rząd do wzmocnienia kontroli nad podażą papierów skarbowych sprzedawanych na aukcjach. Rezerwa Federalna otrzymuje odsetki z tytułu udzielanych rządowi pożyczek, rząd zaś bardzo łatwo uzyskuje pieniądz, jednak bez ujawniania śladów wielkiego druku banknotów. Rezerwa Federalna w swych zapisach księgowych niespodziewanie osiąga całkowitą równowagę, aktywa obligacji skarbowych oraz obciążenia pieniężne wyrównują się. Cały system bankowy jest nadzwyczaj zręcznie opakowany w tę zewnętrzną skorupę.

Teraz czas na prosty i niesłychanie ważny krok, który można uznać za akt tworzenia największej niesprawiedliwości na świecie; przyszłe wpływy z podatków płacone przez obywateli są zastawiane w prywatnym banku centralnym w zamian za „pożyczane” dolary, a ponieważ rząd pożycza pieniądze z prywatnego banku, wciąż pozostaje mu do spłacenia gigantyczna suma odsetek. Oto dlaczego sytuacja ta jest skrajnie niesprawiedliwa:

1. Przyszłe dochody z tytułu podatków płaconych przez obywateli nie powinny być zamieniane w zabezpieczenie hipoteczne, albowiem te pieniądze jeszcze nie zostały zarobione. „Zastawianie” przyszłości w nieunikniony sposób prowadzi do dewaluacji siły nabywczej pieniądza i przynosi uszczerbek oszczędnościom obywateli.

2. Przyszłe dochody z tytułu podatków płaconych przez obywateli tym bardziej nie powinny być zastawiane w prywatnym banku centralnym, albowiem bankierzy, nie ponosząc praktycznie żadnych wydatków, niespodziewanie mogą wykorzystać przyrzeczenie o zebraniu przyszłych podatków od obywateli. Jest to praktyczny przykład „łapania wilka gołymi rękami”. (to znaczy: bez konieczności ożycia jakichkolwiek narzędzi – przypis tłumacza)

Rząd bez powodu jest obciążony wypłatą gigantycznych odsetek. Ich spłacenie ostatecznie staje się ciężarem dla całego narodu. Nie tylko w dziwny, ukryty, niejednoznaczny sposób zastawiona zostaje przyszłość obywateli, ale również w tym momencie konieczna jest natychmiastowa zbiórka podatków, aby dokonać spłaty odsetek, które rząd jest winien prywatnym bankom. Im większa jest emisja dolarów, tym większy jest ciężar odsetek od długu, który spłacić muszą obywatele, przez pokolenia zwracający sumę, której realnie spłacić się nie da.

Drugi krok. Po otrzymaniu i żyrowaniu przez rząd federalny wystawionych przez Rezerwę Federalną „kwitów rezerwy Federalnej”, owe magiczne czeki są ponownie deponowane w bankach Rezerwy Federalnej, by następnie przemienić się w nowa formę „rezerw rządowych”, które z kolei zostają zdeponowane na rachunkach rządowych znajdujących się w bankach Rezerwy Federalnej.

Trzeci krok . Kiedy rząd federalny wydaje pieniądze, mnóstwo czeków federalnych formuje „pierwszą falę” pieniądza napływającą do gospodarki. Korporacje i indywidualne osoby, które otrzymały owe czeki, kolejno deponują je na swoich kontach w bankach handlowych. Owe pieniądze ponownie stają się handlowymi depozytami komercyjnymi. W tym czasie dokonuje się wśród nich proces „rozdwojenia osobowości”, albowiem, z jednaj strony, są one obciążeniem banku, gdy owe pieniądze należą do właścicieli rachunków i prędzej czy później będą musiały zostać zwrócone swoim właścicielom, jednak, z drugiej strony, składają się one na bankowe „aktywa” i mogą być wykorzystane w celu przeprowadzenia inwestycji. W zapisach księgowych wszystko jest dokładnie zbilansowane, te same aktywa tworzą identyczne obciążenia. Ale na tym etapie banki handlowe rozpoczynają udzielanie pożyczek na podstawie systemu częściowych rezerw, co stanowi swego rodzaju „wzmacniacz” umożliwiający tworzenie pieniędzy.

Czwarty krok. Rezerwy banków handlowych zostają na rachunku bankowym ponownie zapisane w kategorii „rezerwy bankowe”. Wówczas owe rezerwy ze zwykłych aktywów bankowych błyskawicznie przeskakują do kategorii rodzących pieniądze sadzonek – „rezerw pieniężnych”. W systemie częściowych rezerw, Rezerwa Federalna wymaga od banków handlowych utrzymania dziesięcioprocentowych wkładów-depozytów jako „rezerwy pieniężnej” (zazwyczaj amerykańskie banki zatrzymują około od 1% do 2% całej sumy depozytów w gotówce oraz 8% do 9% w skryptach dłużnych w swoich skarbcach tytułem „rezerwy pieniężnej”), a 90% depozytów w formie pożyczek wypływa z banków. Dlatego owe 90% pieniędzy jest wykorzystywane przez bank do udzielania kredytów.

W tym miejscu natykamy się na pewien problem. Otóż, skoro przekazano kredytobiorcom w formie pożyczek 90% wkładów depozytowych, to co się stanie, gdy pierwotny właściciel, depozytariusz, postanowi wypisać czek lub pobrać pieniądze?

W rzeczywistości, kiedy następuje akt udzielenia kredytu,pieniądze nie pochodzą z pierwotnych rezerw, lecz są wytwarzanej z niczego „nowe pieniądze”. Te „nowe pieniądze” prowadzą do sytuacji, w której bank błyskawicznie zwiększa do 90% łączną sumę wykorzystywanych pieniędzy w stosunku do „starych pieniędzy” (10%). Rożnica między „nowymi” a „starymi” pieniędzmi polega na tym, że „nowe pieniądze” dostarczają bankom dochodów w postaci odsetek. Tak powstaje „druga fala” pieniędzy, które wpływają do gospodarki. Kiedy pieniądze „drugiej fali” wracają do banków handlowych, kreują kolejne fale „nowych pieniędzy”, a ich suma wykazuje trend stopniowej redukcji.

Kiedy „dwudziestokrotna fala” osiąga swój szczyt, jeden dolar długu skarbowego, poprzez bliską współpracę między Rezerwą Federalną i bankami handlowymi, zdążył już wytworzyć 10 dolarów zwiększających objętość obiegu pieniężnego. Kiedy następstwa nademisji obligacji skarbowych oraz wytwarzania pieniędzy prowadzą do zwiększenia ilości pieniądza w obiegu, która znacznie przewyższa potrzeby rozwoju gospodarczego, siła nabywcza wszystkich „starych pieniędzy” spada i to właśnie jest podstawową przyczyną inflacji . W latach 2001 – 2206 USA zwiększyły ilość obligacji skarbowych o 3 biliony dolarów, z czego znaczna część bezpośrednio weszła w obieg pieniężny. Dodatkowo zwiększono zakres odkupywania dawnych obligacji oraz wypłacane z ich tytułu odsetki. Negatywną konsekwencją była dramatyczna dewaluacja dolara oraz gwałtowny wzrost cen wielkiej liczby artykułów konsumpcyjnych, nieruchomości, ropy naftowej, edukacji, opieki medycznej, ubezpieczeń.

Jednakże większość z wyemitowanych obligacji skarbowych nie weszła bezpośrednio do systemu bankowego, ale została wykupiona przez zagraniczne banki centralne oraz amerykańskie instytucje nieposiadające finansowego charakteru. W tej sytuacji nabywcy dokonali płatności już istniejącymi dolarami, a zatem, nie doszło do wytworzenia nowych dolarów. Tylko w przypadku, gdy Rezerwa Federalna lub inne amerykańskie instytucje bankowe dokonają zakupu obligacji skarbowych, ów akt „kreacji” może się dokonać – i jest to powód dla którego Ameryka tymczasowo jest zdolna do kontroli zjawisk inflacyjnych. Wszelako obligacje, czyli dług krajowy nie znajdujący się w amerykańskich rękach prędzej, czy później trzeba będzie zwrócić, poza tym istnieje obowiązek wypłaty odsetek raz na pół roku (w przypadku obligacji trzydziestoletnich) i wtedy to Rezerwa Federalna nie może uniknąć wytwarzania nowych dolarów.

Tak więc z istoty swej system częściowych rezerw wraz z systemem długu pieniężnego są głównymi sprawcami długookresowej inflacji. W systemie standardu złota naturalnym rezultatem byłby wzrost emisji kwitów bankowych, których liczba stopniowo przekroczyłaby ilość istniejących rezerw złota, a to musiałoby doprowadzić do upadku standardu złota. W systemie z Bretton Woods takie zjawisko z pewnością doprowadziłoby system wymiany złota do krachu. Natomiast w czystym systemie prawnego środka płatniczego ostateczną i nieuniknioną konsekwencją jest powstanie szkodliwych zjawisk inflacyjnych, co w końcowej fazie może doprowadzić do światowej recesji.

W systemie pieniądza dłużnego Stany Zjednoczone nigdy nie będą zdolne do zwrotu wszystkich pożyczek pochodzących ze sprzedaży obligacji skarbowych, a zwracane długi firm i osób prywatnych oznaczają zniknięcie dolarów. Łączy dług USA nie tylko nie ulegnie redukcji, ale zgodnie z lawinowym efektem narastającego procentu składanego od odsetek długu oraz naturalnym zapotrzebowaniom na pieniądz w rosnącej gospodarce, będzie nadal rósł w coraz szybszym tempie.

ROLA AMERYKAŃSKIEGO DŁUGU I IOU DLA AZJATÓW

W latach osiemdziesiątych XX wieku Stany Zjednoczone dokonały emisji obligacji skarbowych na bezprecedensową skalę. Ponieważ wypłacane z ich tytułu odsetki były wysokie, obligacje te przyciągnęły rzesze inwestorów, firm i osób prywatnych niezwiązanych z sektorem bankowym. Zagraniczne banki centralne tłumie ruszyły po zakup amerykańskich obligacji skarbowych. W ramach tego procesu istniejący dolar powracał do obiegu pieniężnego, gdzie był ponownie wykorzystany, tak więc tworzenie nowych dolarów nie dokowało się bardzo często.

Nadeszły lata dziewięćdziesiąte. Pokonawszy światowe konkurencyjne waluty, amerykańskie obligacje skarbowe wciąż były rozchwytywane, a ceny importowanych artykułów konsumpcyjnych, z uwagi na powszechną dewaluację walut Trzeciego Świata, poszły wyraźnie w dół. W Ameryce nastał złoty czas wysokiego wzrostu gospodarczego i niskiej inflacji.

Od roku 2001 gigantyczne wydatki związane z wojną z terroryzmem, nadchodzący moment wykupu wielkiej liczby obligacji wyemitowanych w latach osiemdziesiątych oraz rosnące płatności z tytułu odsetek zmusiły rząd USA do emisji jeszcze większej liczby obligacji skarbowych. Krótko mówiąc, to nowe obligacje zastępowały stare. W latach 1913 – 2001, a więc w ciągu 87 lat, USA zakumulowały obligacje skarbowe w łącznej wartości sześciu bilionów dolarów. Natomiast w krótkim czasie pięciu lat (2001 – 2006) USA dokonały nowych emisji obligacji skarbowych o łącznej wartości około trzech bilionów dolarów, zaś dług rządu federalnego z tytułu emisji obligacji skarbowych sięgnął sumy 8,6 biliona dolarów, która rośnie z szybkością 256,5 miliarda dolarów dziennie. Wydatki rządu federalnego na spłacenie odsetek zajmują trzecią pozycję w jego budżecie, zaraz po wydatkach na opiekę zdrowotną i obronność, wynosząc blisko 400 miliardów dolarów, co stanowi 17% łącznych wpływów skarbowych.

W latach 1982 – 1992 emisja pieniądza w USA znajdowała się w sytuacji „umiarkowanego wzrostu”, którego roczna średnia stopa wynosiła około 8%. Jednak w latach 1992 – 2002 emisja pieniądza weszła na „drogę szybkiego ruchu”, osiągając średnie tempo 12% roczne. Począwszy od roku 2002, w wyniku potrzeby pokrycia kosztów wojny z terroryzmem oraz działań pobudzających balansująca na granicy recesji gospodarkę, w sytuacji, kiedy stopy procentowe zbliżyły się do najniższego poziomu od czasów zakończenie II wojny światowej,emisja pieniądza w USA osiągnęła przerażająca stopę 15% rocznie. Dlatego też, spoglądając z punktu widzenia nachylenia krzywej emisji amerykańskich obligacji skarbowych, nietrudno dostrzec brutalna prawdę. W takiej sytuacji decyzja Rezerwy Federalnej wstrzymująca od marca 2006 roku publikację statystycznego raportu szerokiego pieniądza M3, nie jest ani zaskakująca, ani przypadkowa.

W historii ludzkości próżno szukać kraju o tak wielkim debecie zaciągniętym na poczet przyszłości. USA nie tylko przekraczają stan kont i posiadania swoich obywateli, ale nawet stan kont i majątku obywateli innych krajów, włączając w to ich przyszłą wypracowaną własność. Każdy zaznajomiony z giełdą papierów wartościowych potrafi bardzo łatwo przewidzieć, co w ostateczności oznacza ta ostra krzywa.

Po ataku z 11 września 2001 roku Alan Greenspan, w celu ratowania giełdy i rynku papierów wartościowych, ignorując negatywne skutki, dokonał obniżki stóp procentowych z 6% na 1%, doprowadzając do eksplozji kredytów udzielanych w dolarach. W rezultacie na całym świecie doszło do sytuacji w której dolar, niczym woda w czasie klęski powodzi, rozlał się na wszystkie strony. Ludzie ostatecznie zrozumieli, że dolar, to jedynie zielony, pokryty znakami i wzorkami, kawałek papieru. Jednocześnie główni światowi posiadacze rezerw dolarowych gwałtownie ruszyli w kierunku nieruchomości, ropy naftowej, złota, srebra, podstawowych artykułów konsumpcyjnych i innych rzeczy niepodlegających możliwości przekształcenia przez Rezerwę Federalną. Jeden z francuskich inwestorów twierdził: „Nowojorczycy są zdolni do emisji dolarowych banknotów lecz wyłącznie Bóg może doprowadzić do emisji złota czy ropy naftowej”. Konsekwencją tych wydarzeń był wzrost ceny ropy naftowej z 22 do 60 dolarów za baryłkę. Złoto, srebro, platyna, miedź, ołów, fasola, ziarna kawy, cukier, kakao itd. w porównaniu z poziomem cen z roku 2002 odnotował wzrost cen o 120 – 300% . Kiedy ekonomiści uroczyście przysięgali, że stopa inflacji waha się jedynie od 1% do 2%, nietrudno było nie pomyśleć o słynnym stwierdzeniu Marka Twaina: „Na świecie są tylko trzy rodzaje kłamstwa – kłamstwa, obrzydliwe kłamstwa i dane statystyczne”.

Niepokojem napawa fakt, że łączna suma amerykańskiego długu osiągnęła 44 biliony dolarów. Na ów dług składają się obligacje skarbowe rządu federalnego, rządów stanowych i lokalnych, długi międzynarodowe oraz długi osób prywatnych. Gdyby rozdzielić ten dług równo pośród Amerykanów, jego suma per capita wyniosłaby ponad 150 tysięcy dolarów, a poziom zadłużenia czteroosobowej rodziny wyniósłby jakieś 600 tysięcy dolarów (W 2010 roku całkowity dług USA przekroczył 54 biliony dolarów, per capita wyniósł ponad 174 tysiące dolarów, a na czteroosobową rodzinę – ponad 666 tysięcy dolarów, za www.usdetclock.org – podał tłumacz). Wśród długów osób prywatnych najbardziej rzucają się w oczy gigantyczne długi pochodzących z pożyczek hipotecznych na zakup domów oraz długi wynikające z zaległych płatności kartami kredytowymi. Gdyby dokonać szacunku odsetek na podstawie konserwatywnej stopy 5% , 44 biliony dolarów długu pociągają za sobą konieczność corocznej spłaty 2,2 biliona dolarów z tytułu odsetek. Liczba ta odpowiada rocznemu przychodowi skarbowemu rządu federalnego. W ramach łącznej sumy długów blisko 70% z nich zostało „wytworzonych” po roku 1990 . Obecnie USA nie posiadają zdolności do emisji wysoko oprocentowanych obligacji, jak na początku lat osiemdziesiątych, gdy ich celem było między innymi schwytanie w pułapkę państw Trzeciego Świata, albowiem sama Ameryka znajduje się w stanie potężnego obciążenia, w którym każda polityka wysokich odsetek oznacza po prostu gospodarcze samobójstwo.

Monetaryzacja” długu, uzupełniona w potężny wzmacniacz, którym jest system częściowych rezerw, powoduje nałożenie wielkiego debetu na przyszły majątek Amerykanów. Do roku 2006 łączna suma osobistego podatku dochodowego, którą zobowiązani są zapłacić Amerykanie, jest zatrzymana w Departamencie Skarbu tylko na chwilę, by zaraz potem zostać przelana do systemu bankowego w celu spłacenia odsetek dolara dłużnego. Ani jeden dolar z łącznej sumy wpłaconych przez podatników pieniędzy z tytułu podatku dochodowego nie jest wykorzystany przez rząd federalny. Dla przykładu, koszty edukacji pokrywane są z wpływów uzyskiwanych z podatku od własności. W całej AS meryce budowa nowych odcinków autostrad oraz remonty i przeglądy istniejących dróg pokrywane są z wpływów uzyskiwanych z podatku od paliw. Koszty operacji wojennych poza granicami kraju dokładnie równają się podatkom wpłacanym przez amerykańskie korporacje. Innymi słowy można powiedzieć, ze 300 milionów Amerykanów jest zmuszonych corocznie do płacenia „pośredniego podatku” bankierom. Oszczędności Amerykanów, niczym „ukryta zbiórka podatków”, są zeskrobywane warstwa po warstwie przez bankierów stosujących długookresową inflację.

Bez względu na to, czy amerykańscy dłużnicy znajdą sposób na spłacenia tych obciążanych narastającym procentem składowym wierzytelności, problem jest fakt, iż amerykański rząd od samego początku nie zamierza dokonać spłaty długów. Rząd USA jedynie dokonuje nieustannej, wiecznej emisji nowych papierów wartościowych, tak aby zastąpić nimi dotychczasowe opraz spłacić wynikłe z nich nagromadzone odsetki. Ten cykl stale się powtarza. Bank Rezerwy Federalnej z Filadelfii wprost zauważa, ze „z dnia na dzień coraz więcej ekspertów przyznaje, że dług krajowy jest niesłychanie użyteczny, jest nawet korzystny dla gospodarki. Sadzą oni, że wcale nie ma potrzeby jego zmniejszenia”.

Wygląda na to, jak gdyby jakiś człowiek był w stanie, dzięki nieustannym i coraz większym pożyczkom, prowadzić luksusowe życie nigdy nie będąc zmuszanym do zwrotu wszystkich pożyczonych pieniędzy. Idealna sytuacja, która jednak nie może być nigdzie urzeczywistniona. Takie „gospodarcze perpetum mobile” jest obecnie praktykowane w USA. Idee ekspertów ekonomicznych mówiące o tym, żeby cieszyć się z możliwości oferowanych przez „piękne życie” dzięki nieustannemu zwiększaniu zadłużenia, niczym nie różną się od twierdzeń, że dany kraj może wzbogacić się przez dodruk banknotów.

Wspomniani eksperci jednocześnie krytykują nadmiar rezerw w Azji i innych krajach, który ich zdaniem jest podstawową przyczyną utraty równowagi przez globalną strukturę gospodarczą. Te tanie, a sprzedawane jako mądrości teorie, wystarczająco pokazują, że moralność badaczy stoczyła się do zatrważająco niskiego poziomu. Kraje azjatyckie za bardzo oszczędzają? Gdzie są te nadmierne oszczędności? Te ciężko wypracowane przez dziesiątki lat oszczędności są obecnie nieustannie, poprzez zakup amerykańskich obligacji skarbowych, wsysane przez USA do bezprecedensowego w historii ludzkości „gospodarczego perpetum mobile”, biorąc udział w „wielkim eksperymencie”.

Nastawienie krajów azjatyckich na eksport i popyt ich gospodarek na amerykańskie obligacje skarbowe przypomina uzależnienie od narkotyków, które dostając się do ludzkiej krwi natychmiast rozprzestrzeniają się w obrębie całego organizmu. Stany Zjednoczone z radością biorą do ręki te, w rzeczywistości nigdy nie spłacalne obligacje skarbowe, by wystawiać narodom Azji weksle I Owe You (Posiadam cię). Jednakże kraje Azji będą w końcu musiały sobie uświadomić, że narażanie się na groźbę nagłej i nieodwracalnej dewaluacji aktywów dolarowych po to tylko, aby uzyskać pięcioprocentowe zwroty z amerykańskich obligacji skarbowych, jest bez wątpienia mało rozsądną inwestycją.

Były amerykański sekretarz stanu, Lawerence Summers, twierdził, że jeśli Chiny wstrzymają przeciętny, tygodniowy zakup, wartych kilkaset milionów dolarów, amerykańskich obligacji skarbowych,. To amerykańska gospodarka znajdzie się w trudnej sytuacji. Jednak z uwagi na to, że w taki wypadku również chińska gospodarka, uzależniona od eksportu do USA znalazłaby się w tarapatach i tak obie strony zdają się trwać w stanie „równowagi finansowego strachu”.

RYNEK INSTRUMENTÓW POCHODNYCH

Jeżeli każdego roku, zwiększane wskutek działania procentu składanego, płatności odsetek, wynoszące dwa biliony dolarów, „wytworzone” wejdą do obiegu pieniężnego, to z uwagi na fakt, że jedna ich część poprzez jeszcze wyższą cenę długu jest gromadzona na przyszłość, inna zaś część wypłacana w dolarach, sytuacja taka powinna powodować wzrost inflacji. I tu spotyka nas największe zaskoczenie – inflacja w USA pozostaje stosunkowo niska. Z jakim rodzajem sztuczek mamy tu do czynienia?

Tajemnica sukcesu polega na konieczności stworzenia miejsca zdolnego do absorpcji tak wielkiej ilości emitowanych nowych pieniędzy. Tym miejscem ukrywającym inflację jest rynek instrumentów pochodnych

Dwie dekady temu łączna wartość minimalna światowych instrumentów pochodnych była bliska zeru. Do roku 2006 całkowita wartość tego rynku osiągnęła niebotyczną sumę 37 bilionów dolarów. Co więcej, prędkość i skala, z jaką ten rynek rośnie, przekraczają możliwości wyobraźni zwykłego człowieka.

Czym jest ów rynek instrumentów pochodnych? Otóż, podobnie jak dolar amerykański, jest on długiem. Te dwa elementy są po prostu opakowaniem dla długu, są jego koncentracją, kontenerem, w którym umieszcza się dług, magazynem i zarazem Himalajami długu.

Te wszystkie długi, w formie aktywów, wypełniają kombinacje inwestycyjną funduszy typu hedge, a także są umieszczone w formie aktywów na kontach firm ubezpieczeniowych oraz funduszy emerytalnych. Długi podlegają więc procesowi transakcji, prolongaty, kompresji, rozciągania, wypełniania, wyciągania. Mamy tu do czynienia z czymś w rodzaju wielkiego bankietu w gigantycznym kasynie. Za niezliczonymi i skomplikowanymi formułami matematycznymi pozostaje jedynie pustka oraz dwie możliwości wyboru. Każdy kontrakt to zakład hazardowy, każdy zakład hazardowy ma tylko dwa scenariusze: zwycięstwo albo porażka.

Skoro istnieje zakład warty biliony dolarów, w takim razie, jak w każdym kasynie, musi istnieć bank oraz krupier. Kto trzyma bank? Pięć największych amerykańskich banków. Grupa ta jest nie tylko potężnym graczem, ale również prowadzi biznes, który rządzi giełdami.

Opublikowany przez amerykański Departament Skarbu raport za drugi kwartał 2006 roku dotyczący rynku instrumentów pochodnych banków handlowych wskazuje, że na 902 wszystkie banki USA, pięć największych banków, takich jak Morgan Chase, Citigroup itd. zajmuje 97% rynku finansowych instrumentów pochodzących, a ich udział w dochodach wynosi 94%. Pośród wszystkich kategorii bankowych finansowych instrumentów pochodnych największy zasięg posiadają instrumenty typu stopy procentowej, zajmując na całym rynku 83%, ich wartość nominalna zaś wynosi 9,87 bilionów dolarów. (OCC`s Quarterly Re[port on Bank Derivatives Activites Second Quarter, 2006, US Treasury Report).

Wśród produktów tych zdecydowaną przewagę posiadają swapy stopy procentowej. Główną cechą swapu stopy procentowej jest, że w określonych ramach czasowych, wykorzystując przepływ gotówki na podstawie zmiennych stóp procentowych, dokonywanie wymiany tego przepływu gotówki na przepływ gotówki na podstawie stałej stopy procentowej. Zazwyczaj transakcje odbywają się bez udziału podstawowej sumy. Ich celem jest dokonywanie, za pomocą „tańszego środka”, symulacji działania długookresowych papierów wartościowych o stałej stopie odsetek. Najczęściej narzędzi tych używają swie amerykańskie instytucje sponsorowane przez rząd, Freddie Mac oraz Fannie Mae. Te dwie gigantyczne spółki finansowe, poprzez emisję krótkoterminowych papierów wartościowych, wspierają finansowo trzydziestoletnie pożyczki o stałej racie odsetek na zakup nieruchomości, pomagając, przez użycie swapów stopy procentowej, w zabezpieczeniu się przed ryzykiem niekorzystnych zmian cen lub kursów.

W kwocie 98,7 biliona dolarów, która warte są instrumenty pochodne przynoszące odsetki, bank Morgan Chase samodzielnie zajmuje dominująca pozycję, posiadając udziały warte 74 biliony dolarów. Na polu finansowym wykorzystanie dźwigni proporcji kapitałowej 10:1 do przeprowadzania inwestycji jest już uważane za bardzo „nieprzemyślany ruch”, natomiast przy dźwigni 100:1mozemy mówić o „szaleńczej inwestycji”. W latach dziewięćdziesiątych słynny fundusz hegdgingowy Long Term Capital Management. pod kierownictwem dwóch laureatów Nagrody Nobla z ekonomii, zbudował najbardziej skomplikowany na świecie model matematyczny, mający na celu zabezpieczenie się przed ryzykiem niekorzystnych zmian cen lub kursów. Do tego celu wykorzystano najnowocześniejsze komputery. Kiedy zastosowano dźwignę proporcji kapitałowej, przy braku pełnej koncentracji, stracono wszystko, a krach całego światowego systemu finansowego był bardzo blisko. Ukryta dźwignia proporcji kapitałowej wykorzystywana przez bank Morgan Chase do inwestycji w przynoszące odsetki instrumenty pochodne wynosiła 626:1, stając się najbardziej ryzykowną inwestycją na świecie. (Adam Hamilton – „The JPM Derivatives Monster”, „Zeal Research”, 2001)

Morgan Chase faktycznie zajmuje dominująca pozycję na rynku instrumentów pochodnych, będąc partnerem praktycznie każdej firmy zabezpieczającej się przed wysokim ryzykiem niekorzystnych cen lub kursów. Mówiąc inaczej, większość ludzi w okresie inwestowania pragnie zapobiec nagłemu i potężnemu wzrostowi rat odsetek w przyszłości, a bank Morgan Chase, sprzedając tego typu ubezpieczenia, składa zapewnienie, że raty odsetek gwałtownie nie wzrosną.

Jaka magiczna, kryształowa kula pozwala bankowi Morgan Chase na podejmowanie tak przerażającego ryzyka, jakim jest prognozowanie zmian stóp procentowych, a więc czegoś, o czym wiedzieć mogą tylko Greenspan (prezes Rezerwy Federalnej) i Rezerwa Federalna i to tylko w konkretnej sytuacji? Jest tylko jedna rozsądna odpowiedź: Bank Morgan Chase jest jednym z największych udziałowców nowojorskiego banki Rezerwy Federalnej, ten bank to po prostu prywatna firma. Bank Morgan Chase nie tylko jest w stanie otrzymać informacje o ruchach stóp procentowych znaczni wcześniej niż inne firmy, .ale w istocie jest prawdziwym twórcą polityki zmian stóp procentowych, a znajdująca się w odległym Waszyngtonie Rada Rezerwy Federalnej jest jedynie instytucją wcielającą tę politykę w życie. Decyzje o zmianach kursu w polityce stóp procentowych nie zapadają, tak jak to sobie ludzie wyobrażają, podczas głosowań w czasie stałych posiedzeń Rady Nadzorczej Rezerwy Federalnej. Oczywiście, procedura głosowania odbywa się, jest obligatoryjna,ale glosujący od samego początku są odpowiednio pouczeni, co do swoich posunięć przez międzynarodowych bankierów.

Dzięki temu właśnie bank Morgan Chase prowadzi stabilne, wolne od groźby straty, interesy. Przypomina firmę, która posiada zdolność sterowania opadami deszczu i równocześnie prowadzi sprzedaż ubezpieczeń od powodzi. Jest oczywiste, że taka firma wie, kiedy wody przybiorą i nastąpi powódź,wie nawet, które tereny zostaną zalane. Einstein powiedział kiedyś, że Bóg nie gra w kości. Skoro Morgan Chase ma odwagę grać na rynku instrumentów pochodnych i właściwie rządzić nim, jest mało prawdopodobne, aby chciał rzucać kośćmi.

Z punktu widzenia gwałtownego rozwoju rynku instrumentów pochodnych, możliwości nadzoru znajdujące się w gestii rządu zacofane i nieadekwatne do nowej rzeczywistości. Większość kontraktów na instrumenty pochodne jest zawierana poza wyznaczonymi, oficjalnymi, regularnymi centralami transakcyjnymi. Nazywa się to transakcjami pod ladą. W systemie księgowym bardzo trudno jest dokonać porównań między konwencjonalny mi transakcjami handlowymi a transakcjami instrumentów pochodnych. Nie mówić już o takich kwestiach, jak naliczanie obowiązków podatkowych oraz kalkulacja obciążeń na aktywach. Ponieważ zasięg rynku instrumentów pochodnych jest nadzwyczaj szeroki, finansowa dźwignia proporcji jest postawiona bardzo wysoko, ryzyko dla partnerów jest trudne do kontroli, a nadzór ze strony rządu słaby. Można powiedzieć, że jest to zegarowa bomba atomowa dla rynku finansowego.

W wyniku bezprecedensowej prosperity na tym rynku spekulacyjnym następuje wielkie wysysanie, „wytworzonej” przez spłaty odsetek od amerykańskiego długu krajowego, astronomicznej płynności. Dopóki emisja nowych dolarów oraz powrót dolarów z zagranicy są opakowywane przez tern szybko kręcący się rynek, a prawdopodobieństwo ich wycieku na inne rynki znikome, dopóki centralny wskaźnik inflacji da się, w magiczny niemal sposób, kontrolować. Jednakże z tego samego, gdy nastąpi krach na rynku instrumentów pochodnych, będziemy świadkami najostrzejszej w historii świta burzy finansowej oraz kryzysu gospodarczego.

STRUKTURY KONCESJONOWANE PRZEZ RZĄD:

DRUGA REZERWA FEDERALNA”

Wiele z instytucji finansowych praktycznie zupełnie nie rozumie ryzykownej natury, emitowanych przez instytucje rządowe, krótkoterminowych papierów wartościowych. Inwestorzy błędnie sądzą, że inwestycje tych instytucji są całkowicie wolne od ryzyka kredytowego. Wynika to stąd, że zanim nadejdzie kryzys, już wcześniej pojawia się wystarczająco dużo ostrzeżeń, co daje szansę przeczekania, by kilka miesięcy później, kiedy nadejdzie termin spłaty, szybko i łatwo pozbyć się owych krótkoterminowych papierów wartościowych. Problem leży w tym, że w czasie, gdy pojawia się kryzys finansowy papiery wartościowe instytucji rządowych, prawdopodobnie w czasie kilku godzin lub kilku dni,m całkowicie utracą płynność finansową.

Nawet jeśli pojedynczy inwestor będzie mógł wybrać opcje wyjścia z rynku, to jeśli wszyscy inwestorzy jednocześnie rozpoczyna ucieczkę, w rezultacie nie ucieknie nikt. Przypomina to sytuację masowego naporu na banki, a ponieważ krótkoterminowe papiery wartościowe opierają się o aktywa z rynku nieruchomości, nie ma możliwości ich szybkiej zamiany. Podsumowując, usilnie podejmowane próby wyprzedaży papierów wartościowych struktur koncesjonowanych przez rząd nie może zakończyć się sukcesem.

William Poole, prezes banku Rezerwy Federalnej w Saint Louis (Speech GSE Risks 2005)

Przez struktury koncesjonowane przez rząd rozumiem dwie wielkie, posiadające upoważnienie i koncesję od amerykańskiego rządu, agencje: Freddie Mac and i Fannie Mae. Te dwie firmy są odpowiedzialne za stworzenie wtórnego rynku pożyczek na zakup nieruchomości oraz emisję pod zastaw nieruchomości papierów wartościowych zwanych MBS (Mortgage Backed Securities – papiery wartościowe oparte na kredytach hipotecznych), których łączna wartość wynosi około czterech bilionów dolarów. W rzeczywistości, większa część pożyczek na zakup nieruchomości o wartości siedmiu bilionów dolarów udzielonych przez amerykański system bankowy została następnie sprzedana tym dwóm firmom. Obie zaś przepakowują te długoterminowe pożyczki hipoteczne na zakup nieruchomości w [papiery wartościowe MBS, by następnie dokonać ich sprzedaży na Wall Street, zarówno amerykańskim instytucjom finansowym, jak i azjatyckim bankom centralnym. Pomiędzy emisją MBS oraz wykupem z rąk banków pożyczek hipotecznych na zakup nieruchomości istnieje korzystna dla nich różnica, która stanowi źródło dochodów dla tych dwóch firm. Zgodnie z danymi statystycznymi, 60% amerykańskich banków posiada kapitały w postaci papierów wartościowych tych dwóch firm, których wartość przekroczyła ich kapitały bankowe 0 50%. („Fannie Mae and Freddie Mac and the Need for GSE Reform Now”, Office of Federal Housing Enterprise Oversight, OFHEO)

Będąc spółkami akcyjnymi Fannie Mae i Freddie Mac mają na celu generowanie zysków. Dlatego też bezpośrednie posiadanie pożyczek hipotecznych na zakup nieruchomości jest dla nich jeszcze lepszą szansą na dobry zysk. W tej sytuacji fluktuacja stóp procentowych, przedterminowe zwroty pożyczek hipotecznych oraz ryzyko kredytowe są ponoszone wyłącznie przez te struktury. Kiedy w 2002 roku Rezerwa Federalna rozpoczęła długi proces podnoszenia stóp procentowych, Fannie Mae i Freddie Mac ze swej strony zaczęły połykać i bezpośrednio umieszczać w swych portfelach pożyczki hipoteczne na zakup nieruchomości. Ich łączna suma pod koniec 2003 roku sięgała 1,5 biliona dolarów.

Jako instytucje finansowe ponoszące tak ogromny ciężar zadłużenia, powinny one, po pierwsze, być niesłychanie ostrożne i unikać ryzyka, a najważniejszym ich zadaniem powinno być zestawienie ze sobą aktywów i nieprzekraczalnych terminów spłaty długów, gdyż inaczej fluktuacje stóp procentowych okazałyby się trudne do kontroli. Po drugie powinny unikać wspierania długoterminowych długów krótkoterminowymi kapitalizacjami (dostarczaniem środków pieniężnych). Tradycyjną i sprawdzoną metodą jest w tym wypadku emisja długoterminowych papierów wartościowych – obligacji podlegających przedterminowemu wykupowi, tak by doprowadzić do synchronizacji pomiędzy aktywami i terminami spłaty zadłużenia, czerpiąc korzyści ze zróżnicowania. W ten sposób możliwe jest pełne uniknięcia ryzyka wynikającego z fluktuacji stóp procentowych oraz przedterminowego zwrotu zadłużenia. Jednak w rzeczywistości obie firmy głównie wykorzystywały długoterminowe stałe skrypty dłużne oraz krótkoterminowe papiery wartościowe, by pozyskać kapitały. Skala krótkoterminowych kapitalizacji osiągnęła poziom, na którym konieczne stało się cotygodniowe wypuszczanie krótkoterminowych papierów wartościowych o wartości około 300 milionów dolarów, co spowodowało, że obie te firmy same wprowadziły się w sytuację wysokiego ryzyka.

Aby uniknąć ryzyka wynikającego z fluktuacji stóp procentowych obie firmy muszą stosować skomplikowaną strategię hedgingową obliczona na zabezpieczenie się przed ryzykiem niekorzystnych zmian cen lub kursów. W przypadku użycia długu i swapu stopy procentowej powstaje rodzaj kombinacji „krótkoterminowy dług + przyszły napływ gotówki o stałej stopie odsetek”, która „dokonuje symulacji” uzyskiwania efektów z długoterminowych papierów wartościowych , wykorzystuje opcje swapowe w celu zabezpieczenia się przed ryzykiem przedterminowego zwrotu pożyczek hipotecznych. Poza tym obie firmy stosują strategię znaną jako Imperfect Dynamic Hedging, która oznacza „obronę punktową” przed możliwością wystąpienia w krótkim okresie gwałtownych fluktuacji stóp procentowych, oraz „zwiotczałą fortyfikację” w obliczu mało prawdopodobnego w długim czasie wstrząsu stóp procentowych. Dzięki zastosowaniu tych środków, wszystko wydaje się być silne jak stal, a zarazem koszty są bardzo niskie. Tak więc metoda wydaje się wręcz perfekcyjna.

Popychane żądzą zysków struktury Freddie Mac i Fannie Mae dodatkowo konsumują wielkie ilości emitowanych przez siebie papierów wartościowych MBS. Na pierwszy rzut oka może wydawać się to sprzeczne z konwencjonalną logiką. Jak bowiem możliwe jest dokonywanie zakupów emitowanych przez siebie krótkoterminowych papierów wartościowych za pomocą własnych długoterminowych papierów wartościowych?

Jednak zagadkowe sytuacje posiadają własną zagadkową logikę. Freddie Mac i Fannie Mae są koncesjonowanymi przez rząd amerykański monopolistami na rynku pożyczek wtórnych pod zakup nieruchomości, a rząd ów dostarcza im pośredniego poręczenia.

Tym pośrednim poręczeniem jest udzielane obu firmom z góry określonego wsparcia kredytowego, a więc, w razie potrzeby, tego rodzaju kredyt zawsze może być wykorzystany. Poza tym Rezerwa Federalna może udzielić dla papierów wartościowych z Freddie Mac i Fannie Mae rabatu, innymi słowy, bank centralny może bezpośrednio przeprowadzić monetaryzację ich papierów wartościowych. Od ponad półwiecza, za wyjątkiem amerykańskich obligacji skarbowych, papiery wartościowe żadnej firmy nie cieszą się tak szczególnym traktowaniem. Kiedy rynek zdobywa informację, że papiery wartościowe emitowane przez Freddie Mac i Fannie Mae praktycznie stają się ekwiwalentem dolarów w gotówce, poziom zaufania, którym się cieszą ustępuje jedynie obligacjom skarbowym rządu USA. Tak więc odsetki krótkoterminowych papierów wartościowych przez mnie emitowanych są tylko odrobinę wyższe od odsetek naliczanych dla posiadaczy obligacji skarbowych. Skoro istnieje tak tanie źródło pozyskiwania środków finansowych, to staje się oczywiste, że wciąż istnieje możliwość generowania zysków przy dokonywaniu zakupu własnych długoterminowych papierów wartościowych.

Nie będzie przesadą stwierdzenie, że na pewnym poziomie papiery wartościowe obu tych firm odgrywają rolę papierów wartościowych amerykańskiego Departamentu Skarbu, a same firmy w rzeczywistości przekształciły się w „Druga Rezerwę Federalną”, dostarczając amerykańskiemu systemowi bankowemu wielkiej ilości płynności kapitałowej, szczególnie w sytuacji, gdy dla rządu nie jest wygodne ukazanie oblicza i udzielenie oficjalnej pomocy. Dlatego właśnie, po siedemnastokrotnym przeprowadzeniu podwyżek stóp procentowych, an rynku finansowym wciąż widoczny był zalew płynności kapitałowej. Okazało się bowiem, że zaabsorbowana przez Rezerwę Federalną płynność kapitałowa, w kolejnej fazie, wskutek wielkiej konsumpcji pożyczek bankowych na zakup nieruchomości przez koncesjonowane przez rząd struktury, napłynęła z powrotem do rynku finansowego. OBNtraz wydarzeń idealnie przypomina akcje filmu „Wojna w podziemiach” („Didao Zhan” – chiński film wojenny z 1965 roku – przypis tłumacza), kiedy japońskie diabły („japońskie diabły” – tak określano żolnierzy japońskich z czasów II wojny światowej – przypis tłumacza) wypompowywały wodę ze studni, by następnie przy jej pomocy zatopić wszystkie podziemne przejścia w wiosce. Sprytni partyzanci, wykorzystując ukryte kanały, odprowadzali wodę z zalewanych przez Japończyków kanałów z powrotem do studni, a Japończycy zachodzili w głowę, jak głęboka może być ta studnia.

Arbitraż (łączona transakcja giełdowa) struktur koncesjonowanych przez rząd – czyli dokonywanie zakupu długoterminowych MBS za pomocą krótkoterminowych papierów wartościowych wraz z przeprowadzanym przez międzynarodowych bankierów zakupem o wielokrotnej dźwigni opcji na amerykańskie obligacje skarbowe za pomocą wycofywanych z rynku japońskiej waluty środków kapitałowych o bardzo niskich kosztach transakcyjnych – sztucznie kreują obraz prosperity nienaturalnie rozchwytywanych długoterminowych amerykańskich papierów wartościowych (obligacje skarbowe oraz trzydziestoletnie MBS) , zbijając wysokość odsetek od długoterminowych papierów wartościowych. Dzięki temu obawy rynku przed długoterminową inflacją mogą wydawać się bezpodstawne, niczym zabobonny strach człowieka drżącego na myśl, że pewnego razu niebo może mu runąć na głowę. Dlatego też zagraniczni inwestorzy, po chwili wahania, kontynuują finansowe wspieranie amerykańskiego „eksperymentu wiecznego mechanizmu gospodarczego”, oddając się szalonej grze na obfitym bankiecie pogodni za zyskiem.

Jednak nawet piękne halucynacje wciąż pozostają halucynacjami. Kiedy koncesjonowane przez rząd struktury nieprzerwanie dostarczają na na trwający bankiet alkohol, nieświadomie, ich własny kapitał spada do niesłychanie niebezpiecznego poziomu 3,5%. W sytuacji, gdy dźwiga na swoich barkach dług wart biliony dolarów, tkwiąc w samym centrum, doznającego dramatycznych wstrząsów, międzynarodowego rynku odsetek, ta ilość kapitału jest na tyle niska, aby zafundować Greenspanowi chroniczną bezsenność. W swoim czasie Long Term Capital Management, niczym wszechwiedzący guru, twierdził, że to właśnie on „najlepiej rozumie gospodarkę”, wykorzystując najbardziej kompletne, najbardziej skomplikowane modele zabezpieczanie się przed ryzykiem zmiany kursów. Jednak zaledwie jeden rosyjski kryzys zadłużenia sprawił, ze ów darzony podziwem, idealny fundusz hedgingowy ulotnił się jak kamfora. Powstaje więc pytanie: Czy oparta przede wszystkim na finansowym rynku instrumentów pochodnych strategia hedgingowa koncesjonowanych struktur rządowych w ostatecznym rozrachunku jest zdolna skutecznie przeciwstawić się nagłym, nieprzewidywalnym wydarzeniom?

Miękka” pomoc struktur koncesjonowanych przez rząd, polegająca na mechanizmach prewencyjnych wobec nagłej zmiany krótkoterminowych stóp procentowych, obarczona jest potężnym defektem. Cytowany już William Poole z banku Rezerwy Federalnej w Saint Louis wyrażał obawy co do zdolności powstrzymywania wstrząsów stóp procentowych przez instytucje rządowe. Po przeanalizowaniu skali dziennych fluktuacji odsetek od amerykańskich obligacji skarbowych w ciągu 25 lat, doszedł do następującego wniosku:

Podczas fluktuacji ceny obligacji skarbowych, która przekracza 1%, najprawdopodobniej w 3/4 wypadków ich absolutna wartość przekracza standardowe odchylenie 3,4%. To ponad szesnastokrotnie przekracza szacunki oparte o zwyczajny model dystrybucji. Załóżmy, że w roku jest 250 dni transakcyjnych, a równie silna fluktuacja w ratach odsetek zdarza się dwukrotnie w roku, a nie jak wielu sadzi, raz na osiem lat. Normalny model dystrybucji całkowicie błędnie ocenił ryzyko gwałtownej zmiany odsetek. Potężna fluktuacja o odchyleniu przekraczającym 4,5%, a nawet jeszcze większym, a więc nieprzewidywane przez ludzi 7%, zdarza się jedenastokrotnie w ciągu 6573 dni transakcyjnych. Ta wielka fluktuacja wystarcza, aby wstrząsnąć, wywrócić, opierające się przeważnie na dźwigni finansowej firmy. Jest jeszcze jeden punkt. Gwałtowne fluktuacje wykazują tendencję do skoncentrowanych wybuchów. Ten szczególny punkt jest niesłychanie ważny, oznacza on bowiem, że określona firma w krótkim czasie doświadcza gwałtownych wstrząsów wiele razy. W przypadku braku pełnego zabezpieczenia (strategii hedgingowej) wobec gwałtownych fluktuacji odsetek, może dojść do całkowitego upadku firmy. (William Poole – Speech GSE Risks, 2005)

Gdyby finansowi hakerzy uderzyli w amerykańskiego dolara w chwili, gdy jednocześnie nastąpiłby atak terrorystyczny przy użyciu broni nuklearnej lub biologicznej, cena złota poszybowałaby w górę, amerykański rynek obligacji skarbowych z pewnością doświadczyłby potężnych wstrząsów, finansowe struktury rządowe znalazłyby się w poważnych tarapatach, a wart biliony dolarów dług prawdopodobnie w ciągu kilku godzin utraciłby płynność. Nawet Rezerwa Federalna spóźniłaby się z pomocą. W dodatku skala krachu byłaby ogromna i nawet, jeśli Rezerwa Federalna chciałaby nieść pomoc, to raczej nie miałaby sił, aby jej udzielić. W ostatecznej fazie 60% amerykańskich banków zbankrutowałoby, na osłabionym rynku finansowym instrumentów pochodnych wartych 37 bilionów dolarów nastąpiłby efekt lawiny, zaś na światowych rynkach rozpoczęłaby się paniczna ucieczka kapitałów przed rychłą śmiercią.

Wielkie ryzyko na rynku finansowych instrumentów pochodnych, które podlega refrakcji poprzez działania koncesjonowanych struktur rządowych, jest jedynie czubkiem góry lodowej.

Robert Kiyosaki w artykule „A Taste of Debt” tak oto opisuje dzisiejszy świat „prosperity gospodarczej opartej na długu”:

Moim zdaniem, główną przyczyną przejęć firm po astronomicznych cenach jest fakt, że nie są one zakupowane przy pomocy pieniędzy lub kapitałów, lecz kupowane są za dług. Moje doświadczenie podpowiada mi, że w przyszłości ktoś będzie musiał ten dług zwrócić. Ostateczny upadek imperialnej Hiszpanii nastąpił w wyniku zbytniej chciwości wojen i podojów. Obawiam się, że dzisiejszy świat w wyniku nieopanowanego żądania długu, koniec końców powtórzy te same katastrofalne błędy. Jaka jest zatem moja rada? Patrząc z punktu widzenia obecnej sytuacji, możemy radośnie bawić się na wieczornych przyjęciach, ale nie pijmy za dużo o strójmy raczej w pobliżu wyjścia”. (Robert Kiyosaki – „A Taste for Debt:, „Yahoo Finance Expertas Column”, 31 listopa 2006)

W kolorowym i gwarnym kasynie wszyscy koncentrują swoją uwagę na grze o stawkę, którą jest „śmieszny pieniądz” – amerykański dolar. W tej sytuacji, każdy jeszcze jest trzeźwy i zachował zdolność do myślenia, zdarzył już zauważyć płomyki ognia trawiące kąty wielkiej sali. Część ludzi po cichu, zachowując spokój, próbuje się przecisnąć w kierunku wąskiego wyjścia. Ognia jeszcze dobrze nie widać, wszyscy bawią się w upojeniu i nieświadomości, choć wielu zaczyna już odczuwać woń spalenizny. Rozglądają się po katach, ktoś zaczyna cichą dyskusję. Szef kasyna w obawie, że goście odkryją pożar, wznosi wielki toast i rzuca na stół jeszcze bardziej ryzykowny i nonszalancki, pobudzający ludzką uwagę, zakład. Większość gości znów daje się pochłonąć grze toczącej się przy stole. W końcu płomyki stopniowo staja się płomieniami. Coraz więcej gości zaczyna szmerać, ktoś rzuca się do ucieczki, ale większość nie wie, co czynić. Właściciel kasyna głośno zapewnia, że obecność kilku płomyków oraz dymu jest w kasynie rzeczą normalną, chodzi bowiem o zwrócenie uwagi i przyciągniecie do gry większej liczby chętnych, a same płomyki (inflacja) pozostają pod pełną kontrolą i tak dzieje się od roku 1971. Komunikat właściciela uspakaja gości, którzy znów pogrążają się w hazardzie. Jednak coraz więcej ludzi tłoczy się w okolicach drzwi. W tym momencie najbardziej przerażający jest pierwszy przenikliwy krzyk…

Kiedy dochodzi do katastrofy, każdy myśli już tylko o tym, aby znaleźć wyjście. Dla Kiyosakiego wyjściem z kasyna jest złoto i srebro. W artykule „Bet on Gold not on Funny Money” pisze:

Uważam, że złoto jest bardzo tanie. Kiedy wzrosną ceny ropy, gdyż Rosja, Wenezuela, kraje arabskie i afrykańskie nie będą chciały już dłużej akceptować naszych dolarów, złoto z pewnością pójdzie w górę. Obecnie wciąż mamy możliwość wykorzystania naszych „śmiesznych pieniędzy”, by płacić za towary i usługi z innych państw. Jednak świat jest coraz bardziej zmęczony i znudzony dolarem. Od wielu lat głoszę niezmienną strategię: inwestuj w prawdziwe pieniądze, a tymi są złoto i srebro. „Śmieszne pieniądze” pożyczam, aby nabyć nieruchomości. Ale kiedy tylko spadając ceny złota czy srebra, kupuję więcej tych kruszców. Jaki rozsądny inwestor nie zgodziłby się pożyczyć „śmiesznych pieniędzy”, aby zakupić tak tanie prawdziwe pieniądze?(Robert Kiyosaki – „Bet on Gold not on Funny Money”, „Yahoo Finance Experts Column”, 25 lkpca 2006)

ZŁOTO: ZAMKNIĘTY W ARESZCIE DOMOWYM KRÓL WALUT

Złoto podlega wpływom wielu destabilizujących czynników, jednym z nich są władze kilku najważniejszych państw, które próbują je destabilizować. (…) Proszę spojrzeć, co się działo w ciągu ostatnich 20 lat w polityce tych rządów w odniesieniu do złota. Nikt nie sprzedawał złota, gdy jego cena rosła do poziomu 800 dolarów za uncję. Gdybyu tak się stało, byłby to dobry interes a zarazem czynnik stabilizujący sytuację. Złoto sprzedaje się wówczas, gdy jego cena sięga dna; Aglicy sprzedali swoje złoto dopiero wtedy, gdy jego cena była najniższa z możliwych. Ten właśnie czynnik – czyli rządy, które sprzedają złoto, gdy cena jest niska, lub wstrzymują sprzedaż, gdy cena jest wysoka – destabilizuje wszystko. Rządy powinny (…) kupować po niskiej, a sprzedawać po wysokiej cenie”.

Robert A. Mundell, 1999 rok. (Gold and the International Monetary Syustem in a New Era”, World Gold Conference, :Paris, 19 November 1999, London, 1999, cytowane za Lips – „Złoty spisek” str.122)

Mundell mówił o niestabilnych czynnikach towarzyszących złotu, które od 1980 roku odgrywały bardzo ważna rolę w tworzeniu strategii demonizowania złota przez międzynarodowych bankierów. Ale sterowanie ceną złota odbywa się w ścisłej tajemnicy i stanowi cześć realizowanego za pomocą najbardziej wyrafinowanych metod, wręcz niemożliwego do zauważenia przez przeciętnych ludzi, genialnego planu. Zdolność do efektywnego zbijania ceny złota przez 20 lat, to pierwszy tego typu przypadek w historii ludzkości.

Najmniej zrozumiała była, lekkomyślnie ogłoszona przez Bank Anglii 7 maja 1999 rok, decyzja o sprzedaży połowy ze swoich rezerw złota (415 ton). Była to od czasów napoleońskich największa w historii Wielkiej Brytanii wyprzedaż złota. Owa zdumiewająca wiadomość doprowadziła słabą cenę złota na międzynarodowym rynku do szaleńczego spadku do poziomu 280 dolarów za uncję.

Ludzie nie mogli uwierzyć. Pytali: co też Bank Anglii wyprawia? Czy to inwestycja? Nie wyglądało to na inwestycję. Gdyby chodziło o inwestowanie, bank sprzedałby złoto w 1980 roku, kiedy cena jego wynosiła 800 dolarów za uncję, by zakupić amerykańskie trzydziestoletnie obligacje skarbowe, w tym czasie przynoszące wysokie, trzynastoprocentowe zwroty. Jak widać apele Mundella pozostały niezauważone.

Czy znaczy to, że Bank Anglii nie rozumie zasad prowadzenia interesów? Oczywiście, że rozumie. Od momentu powstania w 1694 roku Bank Anglii dominował nad światowymi finansami już przeszło 300 lat. Można wręcz postawić tezę, że jest on ojcem założycielem współczesnych finansów i w swoich dziejach doświadczył już wielu sztormów. Stojąca obok niego Rezerwa Federalna, to jedynie niedorosły uczeń, tak więc twierdzenie, ze Bank Anglii nie rozumie zasady „kupić tanio, sprzedać drogo” jest czymś zgoła niewiarygodnym.

Bank Anglii złamał elementarne reguły działalności handlowej tylko i wyłącznie z powodu jednej rzeczy: strachu! Nie był to strach przed dalszym spadkiem ceny złota i wynikającej z jego dewaluacji wartości posiadanych przez bank rezerw. Było dokładnie odwrotnie: bank obawiał się wzrostu ceny złota. Złoto już dawno zniknęło bez śladu z zapisów księgowych Banku Anglii – owo złoto oznaczone w rubryce księgowej jako należność, prawdopodobnie nigdy nie zostanie odzyskane.

Szwajcarski bankier Ferdinand Lips wypowiedział kiedyś bardzo prowokującą i dającą do myślenia opinię: „Gdyby obywatele Anglii dowiedzieli się, w jak lekkomyślny i szalony sposób bank centralny traktuje ich prawdziwe oszczędności nagromadzone przez setki lat, to jest złoto – głowy potoczyłyby się z szafotu”. W istocie, należy powiedzieć, że gdyby ludzie na świecie dowiedzieli się, w jaki sposób bankierzy z banków centralnych sterują ceną złota, największe przestępstwa finansowe w historii ludzkości wyszłyby na światło dzienne.

Gdzie podążyło złoto Banku Anglii? Okazało się, że zostało wypożyczone bankierom od metali szlachetnych – Bullion Bankers.

Oto jaki przebieg miała ta cała historia. Na początku lat dziewięćdziesiątych oś Londyn – Wall Street zadała klęskę japońskiej gospodarce i zablokowała proces tworzenia wspólnej europejskiej waluty. Mimo tej chwili chwały i blasku, nie można było nawet na moment lekkomyślnie zapomnieć o istnieniu prawdziwego wroga – złota. Trzeba wiedzieć, że dla osi Londyn – Wall Street euro czy japoński jen, to jedynie powierzchowna choroba skóry, podczas gdy złoto jest śmiertelną chorobą serca. Wystarczy by złoto powróciło do gry, weszło na rynki, a cały system walut prawnych najprawdopodobniej podporządkuje się jego władzy. Mimo że złoto nie jest międzynarodową walutą, to wciąż pozostaje największa przeszkodą dla bankierów, która ogranicza rabunek ludzkiego majątku za pomocą inflacji stosowany przez tych międzynarodowych bankierów. Choć złoto bezgłośnie, bez żadnych informacji, zostało uwięzione w „areszcie domowym” poza systemem walutowym, to jego historyczna pozycja oraz fakt, iż jest symbolem prawdziwej własności i majątku, w każdej chwili może uczynić je szalenie atrakcyjnym. Gdy w świecie finansów zawieje choćby lekki wiatr, gdy tylko trawa się poruszy, ludzie mimowolnie pobiegną w kierunku złota, by zaakceptować jego trwałą protekcję. Tak więc, nawet tak potężni luzie, jak międzynarodowi bankierzy, nie ośmielą się dokonać całkowitej likwidacji złota. Pozostaje im wyłącznie obmyślać wszelkie możliwe sposoby na zatrzymanie złota w wiecznym „areszcie domowym”.

Aby tego dokonać, należy ukazać ludziom, ze ów „król walut” jest słaby i bezradny. Nie tylko nie jest w stanie chronić ludzkich oszczędności, lecz również dostarczać stabilnego wskaźnika, czy też przyciągnąć zainteresowania inwestorów.

Tak więc cena złota musi się znajdować pod stałą kontrolą.

Po wyciągnięciu wniosków z lekcji, którą była klęska Funduszu Złota w 1968 roku, międzynarodowi bankierzy, mając w pamięci wcześniejsze porażki, zdecydowanie nie mieli zamiaru popełniać tak naiwnego i głupiego błędu jakim byłoby wykorzystanie złota w celu przeciwstawienia się gigantycznemu rynkowemu popytowi. W 1980 roku, stosując radykalnie wysoką, dwudziestoprocentową stopę, czasowo udało się im zbić cenę złota, a po odzyskaniu zaufania do amerykańskiego dolar, rozpoczęli potężne wykorzystywanie nowej broni, którą stanowił finansowy rynek instrumentów pochodnych.

W sztuce wojennej istnieje powiedzenie, że najważniejsze jest zdobycie serc – zdobycie miast jest na drugim miejscu. Międzynarodowi bankierzy głęboko rozumieją tę rację. Złoto, dolar, papiery wartościowe, nieruchomości – można nimi grać do granic możliwości, a tak zawsze gra się ludzkim zaufaniem! A finansowe instrumenty pochodne są w istocie bronią o nadzwyczajnym zaufaniu. Po pełnym sukcesów pierwszym teście ich działania w czasie krachu giełdowego w 1987 roku, ta skuteczna broń została ponownie zastosowana na japońskiej giełdzie w 1990 roku, a jej siła rażenia, a także zniszczenia , które spowodowała, doprowadziły do powszechnej euforii w świecie międzynarodowych finansów. Jednakże użycie broni atomowej niesie za sobą dwa skutki: doraźność i gwałtowność. A wobec złota, owego rozległego i długoterminowego zagrożenia, należało zastosować wiele typów broni wymierzonych w zaufanie.

Jedną z takich metod jest „wypożyczanie” krajowych rezerw złota przez prywatny bank centralny. Na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku międzynarodowi bankierzy reklamowali następujące rozwiązanie: Gdy umieścisz złoto w skarbcu banku centralnego, nie otrzymasz żadnych odsetek z tego tytułu z wyjątkiem osadzającego się kurzu. Skoro składowanie złota wymaga ponoszenia dodatkowych wydatków, czyż nie jest lepszym rozwiązaniem „wypożyczenie” złota cieszącym się dobrą reputacją bankierom – Bullion Bankers? Odsetki są niskie, jednoprocentowe, ale jest to stabilny przychód.

Tak jak można się było spodziewać, kraje Europy dość szybko wprowadziły odpowiednie regulacje.

Kim są owi Bullion Bankers? Spółka J.P. Morgan, jako główny międzynarodowy bank, wzięła na swe barki ten obowiązek. Dzięki posiadania „dobrej” reputacji, płacąc skrajnie niski odsetki w wysokości jednego procenta, spółka J.P. Morgan „wypożyczała” złoto od krajowych banków centralnych, by następnie dokonywać jego sprzedaży na światowych rynkach. Uzyskane w ten sposób pieniądze przeznaczała na zakup, przynoszących pięcioprocentowy zwrot, amerykańskich obligacji skarbowych, w ten sposób konsumując czteroprocentową. Proceder ów nazwano Gold Carry Trade – handel przenośnym zlotem. (Carry Trade – strategia spekulacyjna polegająca na zadłużaniu się w walucie kraju o niskiej stopie procentowej oraz lokowaniu tak uzyskanych środków w walutę kraju o wysokiej stopie procentowej. Według innej definicji, jest to zadłużenie w w walutach niskoprocentowych i jednoczesne kupowanie instrumentów finansowych o potencjalnie wysokiej stopie zwrotu – przypis tłumacza). W ten sposób wyprzedawane złoto banków centralnych nie tylko pozwalało skutecznie zbijać cenę rynkową kruszcu, ale również umożliwiało konsumowanie różnicy w odsetkach, dodatkowo pobudzając popyt na amerykańskie obligacje skarbowe i zbijając ich długoterminowe stopy odsetek. Była to w istocie doskonała strategia – ja strzała trafiająca w wiele celów.

Mimo to wciąż pozostawało pewne zagrożenie. Bullion Bankers w większości podpisywali z bankami centralnymi sześciomiesięczne, krótkoterminowe kontrakty na wypożyczenie złota, a zamierzali zainwestować w długoterminowe papiery wartościowe..W przypadku, gdy po wygaśnięciu kontraktu bank centralny zarządzał zwrotu złota, bądź cena złota na rynku systematycznie by wzrastała, Bullion Bankers znaleźliby się w trudnym położeniu.

W celu „zabezpieczenia się” przed tego typu ryzykiem, „geniusze” finansowi z Wall Street zwrócili swoją uwagę na producentów złota. Bezustannie tłumaczyli im „historyczną konieczność”, iż kurs złota, w długiej perspektywie czasowej, musi pójść z w dół, jeśli teraz uda się ustalić przyszłą cenę złota, będzie można uniknąć ewentualnych, przyszłych strat. Poza tym międzynarodowi bankierzy mogą udzielić kredytów o racie odsetek w wysokości czterech procent, aby producenci złota mogli dalej prowadzić działania eksploracyjne oraz eksploatować nowe złoża. W istocie, ciężko było odrzucić ofertę kredytu z taką stopą odsetek, a biorąc po uwagę fakt, że cena złota na międzynarodowym rynku z roku na rok szła w dół, przeczekanie i sprzedaż po zredukowanych cenach nie były tak dobrą opcją, jak sprzedaż, wciąż pozostającego w złożach i oczekującego na wydobycie złota, złota po dobre cenie. Proceder ten nazywa się Gold Forward Trade. (instrument finansowy, transakcja terminowa np. na kurs walut, na cenę zboża. Polega na kupnie lub sprzedaży zasobu X za Y. Kurs, po jakim zostanie dokonana transakcja oraz wielkość transakcji, zostają ustalone w dniu jej zawarcia, natomiast fizyczna dostawa zasobów musi nastąpić w ścisłe określonym dniu w przyszłości – przypis tłumacza)

Dlatego w rękach Bullion Bankers znalazła się przyszła produkcja złota, stając się zastawem za pożyczane złoto z banków centralnych. Należy uzupełnić ten obraz o prostą prawdę, iż bankierzy z banków centralnych wraz z Bullion Bankers stanowili jedną rodzinę, tak więc „kontakty na wypożyczanie” praktycznie mogły podlegać nieograniczonej czasowo prolongacie. Bullion Bankers posiadali podwójne zabezpieczenie.

Wkrótce po wprowadzeniu tych pomysłów w życie, „genialni” bankierzy z Wall Street zxaczęli reklamować nowe instrumenty pochodne, takie jak na przykład Spot Defered Sales, Contingent Forward , Variable Volume Forward, Delta Hedging oraz przeróżne inne opcje.

Za pośrednictwem banków inwestycyjnych, które dolewały oliwy do ognia, producenci złota wpadli w bezprecedensowe spekulacje finansowe. Poszczególne kraje, jeden za drugim, robiły debet na swojej przyszłości, zamieniając prawdopodobne ilości wszystkich rezerw złota, znajdujących się pod ziemią, na gotówkę, by przeprowadzić ich sprzedaż. (tzw. forwarding). Producenci złota z Australii posunęli się nawet do sprzedaży przyszłej siedmioletniej produkcji złota. Ważny producent złota z Ghany w Afryce Zachodniej, firma Ashanti, korzystając z „doradztwa” Goldman Sachs i 16 innych banków, zakupiła do czerwca 1999 roku dwa i pół tysiąca kontraktów na finansowe instrumenty pochodne, a znajdujące się na hedgingowych rachunkach księgowych jej aktywa finansowe osiągnęły wartość 2890 milionów dolarów. Komentatorzy wskazywali, że producenci złota w owych czasach bardziej niż na realnym otwieraniu nowych złóż, koncentrowali się na ryzykownych spekulacjach finansowych, w oparciu na grę słów zapewniającą o otwarciu nowych złóż kruszcu.

Kiedy producenci złota, będąc na fali, podnosili flagę „rewolucji hedgingowej”, spółka Barrick Gold mogła być zaliczana do poważniejszych przedsięwzięć. Jednak zasięg jej działań hedgingowych bardzo wcześnie przekroczył jakiekolwiek rozsądne reguły sprawowania kontroli nad ryzykiem. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że jej strategią finansowa był hazard. Podczas sprzedaży ogromnych ilości nieistniejącego jeszcze złota, Barrick, w utajony sposób, doprowadził do fazy gwałtownej rywalizacji i zbijania cen w branży, czego naturalnym rezultatem było zniszczenie rynku. W swych rocznych raportach Barrick Gold systemowo zwodziła inwestorów, bałamucąc ich twierdzeniami, że jej skomplikowana strategi hedgingowa umożliwia jej sprzedaż złota po cenach przewyższających te, które ofiarował rynek. W istocie, znaczna część złota sprzedawanego na rynku przez Barrick Gold wchodziła do Bullion Bankers jako złoto „pożyczane” od poszczególnych banków centralnych. Spólka poprzez wyprzedaż na rynku owego „pożyczonego” złota generowała dochód, wykorzystując do zakupu papierów wartościowych amerykańskiego Departamenty Skarbu, czerpiąc zyski z korzystnej różnicy kursów. To właśnie ten skomplikowany mechanizm hedgingowy był prawdziwą przyczyną nadzwyczajnych wyników. W gruncie rzeczy mieliśmy do czynienia z klasycznym oszustwem księgowym.

W wyniku koncentracji kilku sił, cena złota szła w dół, co odpowiadało interesom wszystkich uczestników gry. Cieszyło to producentów złota, gdyż jego cena sprzedaży została już wcześniej ustalona, a kiedy cena złota spadała, znajdujące się na ich rachunkach księgowych wartości różnego typu aktywów finansowych szły w górę, korzystając z obniżki cen złota. W ten zaskakujący sposób producenci złota stali się wspólnikami w zbijaniu jego cenny. Faktycznie uzyskiwali oni jedynie tymczasowe korzyści, podczas gdy ich długoterminowe interesy ponosiły straty.

Przewodniczący Gold Anti-Trust Action Committtee, Bill Murphy, określił grupę specjalnego interesu, która uderzyła w światowy kurs cen złota, mianem „Złotego Kartelu”. Do jego najważniejszych członków zaliczali się:Spółka J.P. Morgan, Bank Anglii, Bundesbank, Citibank, Goldman Sachs, BIS, Departament Stanu USA oraz Rezerwa Federalna.

Kiedy cena złota, w wyniku potężnego popytu na rynku, zaczęła rosnąc, banki centralne wkraczają na pierwszą linię frontu, dokonując jego wielkiej, publicznej wyprzedaży, aż do momentu, gdy przestraszeni inwestorzy podejmują decyzję o wycofaniu się z rynku.

W lipcu 1998 roku, podczas przesłuchania przez House Banking Committe Kongresu USA, Alan Greenspan oświadczył: „złoto jest innym rodzajem finansowego instrumentu pochodnego, towarem, który uczestniczy w pozarynkowych transakcjach. Inwestorzy nie są zdolni do kontroli podaży złota w przypadku, gdy jego cena pójdzie w górę. Banki centralne w każdej chwili są przygotowane na wypożyczenie rezerw złota, by zwiększyć jego podaż”. Innymi słowy, Greenspan oficjalnie przyznał, ze gdy zachodzi taka konieczność, cena złota całkowicie znajduje się pod kontrolą banków centralnych.

W marcu 1999 roku wybuchła wojna w Kosowie i sytuacja uległa niewielkim zmianom. Ataki powietrzne NATO nie przyniosły efektów, kurs złota pod wpływem potężnej siły nabywczej znajdował się na krawędzi przepaści. Gdyby nastąpiła utrata kontroli nad ceną złota i jej gwałtowny wzrost, Bullion Bankers zostaliby zmuszeni do odkupowania drogiego złota na światowych rynkach w celu zwrócenia go bankom centralnym. Gdyby na rynku nie występowała tak duża ilość rzeczywistych złotych wyrobów, bądź już na samym początku producenci złota, używający produkcji złota „przyszłości” jako zastawu, zbankrutowaliby, albo też w ziemi nie znajdowałyby się wystarczające ilości złota,. Ie tylko międzynarodowi bankierzy ponieśliby ogromne straty, ale tez na rachunkach księgowych rezerw złota banków centralnych a pewnością pojawiłby się ogromny deficyt. Gdyby klęska wyszła na światło dzienne, a ludzie poznaliby prawdziwy przebieg wydarzeń, być może faktycznie ktoś musiałby wejść na szafot. Jednak w takiej kryzysowej sytuacji, 7 maja 1999 roku Bank Anglii podjął wreszcie decyzję o wkroczeniu na pierwszą linię frontu. Gdyby tylko udało się odstraszyć i zmusić inwestorów do odwrotu, cena złota ponownie zaczęłaby spadać i wszyscy byliby zadowoleni. Nawet jeśliby interwencja zakończyła się fiaskiem, można było złoto zaksięgować jako „zły” dług i dokonać jego sprzedaży. Ostatecznie nie pozostałyby żadne dowody: „zły” dług złota błyskawicznie zostałby sprzedany. To właśnie sprawia, że kiedy banki centralne sprzedają złoto, nigdy nie wiadomo, kto jest prawdziwym kupcem.

Wojna w Kosowie zakończyła się 10 czerwca 1999 roku. Zlani zimnym potem międzynarodowi bankierzy poczuli, że tym razem gra stała się zbyt niebezpieczna, a ryzyko zbyt duże. Dochodziły do tego coraz silniejsze głosy inwestorów na rynku złota, grożących pozwali przeciwko bankom centralnym za sterowanie jego ceną. Również politycy z poszczególnych krajów zwrócili uwagę na problem kursu ceny złota i wydawało się, że sprawa wyjdzie na światową wokandę.

W tej sytuacji we wrześniu 1999 roku europejskie banki centralne osiągnęły tzw. Wshington Agreement (Porozumienia Waszyngtońskie), nakładające limity na łączną sumę sprzedaży bądź wypożyczania złota przez banki centralne, na okres pięciu lat. Gdy ogłoszono tę wiadomość, odsetki od „wypożyczonego” złota w ciągu dosłownie kilku godzin podskoczyły z 1% do 10%. Grający na zniżkę cen producenci złota, podobnie jak grający finansowymi instrumentami pochodnymi spekulanci, ponieśli ciężkie straty.

Ponad dwudziestoletni rynek niskich cen złota zakończył się. Nadchodził rynek cen rosnących.

Rok 1999 był ważnym strategicznym punktem zwrotnym w bitwie o złoto, jego rzeczywiste znaczenie odpowiadało roli bitwy stalingradzkiej podczas II wojny światowej. Od tego momentu próby zbijania ceny złota nie miały już szans na przejęcie strategicznej inicjatywy na polu bitwy o złoto. System prawnych walut pod przywództwem amerykańskiego dolara nieustannie ustępuje pod potężnym atakiem złota, ponosząc dotkliwe klęski, aż do chwili, gdy nastąpi ostateczny krach.

Poza polem bitwy o kontrolę cen złota międzynarodowi bankierzy otworzyli drugi front: wojnę opinii i badań naukowych. Największym sukcesem międzynarodowych bankierów jest systematyczne pranie mózgów ekonomicznego świata. Głównym punktem zainteresowania kręgów naukowych uczyniono, całkowicie oderwane od rzeczywistego świat działań gospodarczych, gry matematycznymi formułami. Kiedy większość współczesnych ekonomistów uważa wątpliwości co do użyteczności złota, międzynarodowi bankierzy muszą odczuwać ulgę, że wszystko wciąż pozostaje pod kontrolą.

Ktoś naturalnie mógłby zapytać, co złego jest w systemie prawnego pieniądza? Czy nie żyjemy w tym systemie już od ponad 30 lat? Czy gospodarka nie rozwija się tak jak dawniej?

Były zastępca prezesa banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku oraz zastępca CEO Citigroup, John Exter, tak odpowiedział na powyższe pytania:

W takim systemie żaden kraj nie musiałby płacić innemu dobrym pieniądzem o trwałej wartości. Nie istnieje konieczność utrzymywania dyscypliny wymienialności (…) Wedle nich, będziemy w stanie zapłacić za ropę naszymi papierowymi dolarami, niezależnie od tego ile ich wydrukujemy (…) Ignoruje się pragnienie ludzi posiadanie dobrego pieniądza o trwałej wartości jak złoto. W istocie odmawia się uznania złota za pieniądz i stwierdza się autorytatywnie, że jest ono takim samym zwykłym towarem jak ołów czy cynk i nie odgrywa żadnego znaczenia w systemie walutowym. Stwierdzono nawet, że Departament Skarbu nie ma żadnego interesu w posiadaniu złota i stopniowo, w miarę upływu czasu, powinien się go wyzbyć, sprzedając swoje zasoby na rynku. Rozporządziwszy w ten sposób złotem, całkowicie arbitralnie nazywają pieniądzem papier, banknoty i lokaty na żądanie oraz wzywają władze monetarne do zwiększenia ilości pieniądza do absolutnie dowolnie ustalonej magicznej wartości. Choć w ich głowach owa wartość od czasu do czasu się zmienia, zalecają nawet, aby zapisać ja prawnie. Nie mówią nam, w jaki sposób stale rosnąca ilość papierów dłużnych, wyrażonych w papierowym pieniądzu, ma zachować funkcję utrzymania wartości pieniądza. I wydają się zupełnie nieświadomymi faktu, że ciągłe podwyższanie ilości pieniądza do ustalonej przez nich magicznej wartości, pewnego dnia postawi nas przed problemem długu (…)”.

Keynesizm i friedmanizm to po prostu jedynie dwudziestowieczne odmiany pomysłów Johna Lawa. Obie teorie znajdują tak duże uznanie, ponieważ wskutek nieprzestrzegania dyscypliny wymienialności złota i rozmyślnego drukowania papierowego pieniądza do wartości, którą wymyślił sobie jakiś ekonomista lub polityk, uważamy, że możemy przechytrzyć naturę i dostać coś za darmo, wykluczyć cykle gospodarcze, zapewnić na całe stulecia pełne zatrudnienie i nie brać to za ekonomicznych batów. To oznacza oczywiście, że jakiś ekonomista lub rada ekonomistów, którzy służą rządowi wywodzącego się z określonej opcji politycznej i nie ryzykują własnych pieniędzy ani zdolności do prawidłowej oceny sytuacji rynkowej, uważają, że na temat funkcjonowania gospodarki wiedzą tak dużo, iż w swej akademickiej mądrości mogą decydować., jaka polityka monetarna, fiskalna, handlowa, cenowa, dochodowa i wszelka inna jest najlepszą dla nas wszystkich i dzięki temu potrafią wyregulować nasza potężna gospodarkę. (Cyt. za Lips – „Złoty spisek”, str. 80 – 81).

Poza tym, jak dodaje Ferdynand Lips, ponieważ:

„ … większość ekonomistów jest dziś kształcona przez uczniów lorda Keynesa, lub przez ludzi takich jak noblista i autor słynnego podręcznika „Economics”, Paul A. Samuelson, perspektywy nie są zachęcające. W jego, wydanej przez Morgaw-Hill, książce roi się od wzorów matematycznych i kolorowych tabel. Kiedy jednak czyta się jego, pozbawione wszelkich podstaw historycznych, poglądy dotyczące złota, człowiek zaczyna się dziwić, jakimże to sposobem tak powierzchowne dzieło mogło, zdaniem Szwedzkiej Akademii Nauk, posłużyć do przyznania Nagrody Nobla. Samuelson, to wyśmienity przykład na to, że akademicki świat XX wieku całkowicie przespał badania naukowe nad zagadnieniami pieniądza lub też, z jakichś ważnych powodów, je zignorował”. (Cyt. za Lips – „Złoty spisek”, str. 81).

Sam wspomniany tu Samuelson w swoim słynnym komentarzu, dotyczącym podwójnego systemu określania cen złota po roku 1968, powiedział:

Poza Międzynarodowym Funduszem Walutowym, zloto zostało ostatecznie całkowicie zmonetaryzowane. Jego cena podlega wyłącznie określaniu poprzez popyt o podaż, tak jak cena miedzi, pszenicy, srebra, soli czy innych artykułów. Jeśli któryś z przywódców plemiennych z Bliskiego Wschodu przy cenie 55 dolarów za uncję zakupi złoto, a przy cenie 68 dolarów dokona jego sprzedaży, to z pewnością zarobi wiele pieniędzy. Ale jeśli kupi je po cenie 55 dolarów za uncję, a sprzeda po cenie 38,5 dolara, czy nawet 33 dolary, to straci ostatnią koszulę”.

Samuelson głęboko wierzył, że kiedy tylko złoto zostanie wyrzucone poza system walutowy, to pobyt na nie ograniczy się do kilku branż, takich, jak na przykład, złotnictwo i jubilerstwo. Skoro po zamknięciu, od dnia 15 sierpnia 1971 roku, przez Nixona okienka ze złotem i upadku systemu z Bretton Woods złoto przestało być walutą, któż chciałby je kupować? Kiedy w 1873 roku Samuelson opublikował swoją makroekonomiczną teorię, twierdził, że cena złota z 1972 roku wynosząca 72 dolary za uncję z pewnością nie utrzyma się, a kurs ceny złota prawdopodobnie spadnie poniżej poziomu 35 dolarów za uncję. Profesorowi musiała „opaść szczęka”, kiedy siedem lat później cena złota wzrosła do 850 dolarów za uncję. (W 2010 roku cena uncji złota przekroczyła 1200 dolarów – przypis tłumacza). Na szczęście Samuelson nie jest dyrektorem funduszu hedgingowego z Wall Street. Inaczej przegrałby nie tylko swoją ostatnia koszulę.

ALARM PIERWSZEGO STOPNIA: ROTHSCHILDOWIE WYCOFUJĄ SIĘ Z USTALANIA CENY ZŁOTA

Wszystkie źródła siły stanowiącej o hegemonii tkwią w prawie do ustalania cen i wiążą się z możliwością ich kontroli oraz dokonywania korzystnej dla siebie i niekorzystnej dla innych dystrybucji majątku. Walka o prawo do ustalanie cen jest równie brutalna, pełna spisków i podstępów, jak rywalizacja o tron cesarski. Nadzwyczaj rzadko ceny są określane przez logiczne, niezakłócone, działania wolnego rynku. Strona posiadająca przewagę zawsze, za pomocą wszelkich dostępnych metod, stara się chronić własne interesy, a proces ten w swojej istocie niczym nie rożni się od wojny. Dyskutując nad problemem cen, musimy zgłębić zjawisko i logikę wojny oraz jej historyczne przykłady. Dopiero wówczas jesteśmy w stanie zbliżyć się do prawdy. Ustalanie, zmienianie i fałszowanie cen, to rezultat toczącej się ostrej rywalizacji pomiędzy skonfliktowanymi stronami. Jeśli nie weźmiemy, jako punktu odniesienia, czynnika ludzkiego, nie uda nam się pojąc sposobu kształtowania się cen.

Ludziom stosunkowo łatwo jest zrozumieć, czemu ktoś, kto jest szefem, wydaje polecenia. Większość zazwyczaj ogranicza się do ich posłusznego wykonywani, to bowiem dyktuje im rozsadek. Kiedy jednak szef szefa poprzez kontrolę nad nim, pośrednio kontroluje wszystkich, sytuacja już nie jest tak jednoznaczna i jasna, a wraz z wchodzeniem po stopniach piramidy władzy liczba znajdujących się na coraz wyższych pozycjach osób staje się coraz mniejsza. Zdobycie oprawa do ustalania cen ma dokładnie taki sam charakter; kontrola nad ceną danego produktu zawsze dokonuje się z góry w dół.

Jeśli chodzi o złoto, sytuacja jest taka sama; ten, kto zdobył kontrolę nad największym w świecie kupcem złota, ten kontroluje jego cenę. Owa kontrola oznacza, że kupcy kierujący się własnym interesem lub pragnący powstrzymać określoną silę wpływu, aktywnie bądź biernie, akceptują instrukcje ze strony wyżej znajdującej się władzy.

Od czasu bitwy pod Waterloo w 1815 roku, kiedy rodzina Rothschildów za pomocą jednego ruchu zdobyła prawo do ustalania cen złota, minęło prawie 200 lat. Obecny system ustalania cen złota został ustanowiony 12 września 1919 roku. Wónczas przedstawiciele pięciu wielkich grup finansowych zgromadzili się w banku Rothschildów, gdzie cenę złota ustalono na poziomie czterech funtów 18 szylingów i 9 gwinei, co odpowiadało siedmiu dolarom i 50 centom. Mimo że w roku 1968 walutę, w której rozliczano cenę złota, zamieniono na amerykańskiego dolara, to podstawowe standardy operacyjne pozostały twe same. Uczestnikami pierwszej konferencji ustalającej cenę złota, poza Rothschildami, byli Mocatta & Goldsmith, Pixley & Abell, Samuel Montagu & Co., Sharps Wilkins. Od tego czasu rodzina Rothschildów stała się stałym gospodarzem i inicjatorem tego rodzaju spotkań. Począwszy od tego dnia,pięciu reprezentantów codziennie spotykało się w domu Rothschildów, by dyskutować nad ceną transakcyjną fizycznego złota. Wpierw przewodniczący sugerował cenę otwarcia, cena ta poprzez połączenia telefoniczne była błyskawicznie przekazywana do sal transakcyjnych, następnie przewodniczący sprawdzał, czy jest chętny na zakup lub sprzedaż oraz o jaką liczbę standardowych pasków złota om wadze 400 uncji chodzi. Liczba pasków opierała się o cenę wyjściową i cenę ostatecznie osiągniętego porozumienia między stornami. Przewodniczący ogłaszał wówczas aktualną cenę złota (The London Gold Fix).

Taki system ustalania cen złota trwał az do roku 2004.

14 kwietnia 2004 roku rodzina Rothschildów niespodziewanie ogłosiła decyzję o wycofaniu się z londyńskiego systemu ustalania cen złota. Ta zdumiewająca wiadomość błyskawicznie wstrząsnęła światem inwestorów. Tłumacząc się David Rothschild powiedział:

Nasz dochód z transakcji na londyńskiej giełdzie artykułów (włączając złoto) w ciągu ostatnich pięciu lat spadł drastycznie poniżej jednego procenta naszych łącznych dochodów z tytułu obrotów handlowych. Patrząc z punktu widzenia analizy strategiczne, transakcje złotem nie zajmuj a już istotnej pozycji w naszej działalności handlowej, tak więc podjęliśmy decyzję o wycofaniu się z tego rynku”.

Brytyjski „Financial Times” już 16 kwietnia na swoich łamach zamieścił opinię: „Taj jak mówił Keynes, (złoto), ów pokryty kurzem „barbarzyński relikt” zmierza obecnie do końca swej historycznej drogi. W obliczu wycofania się szacownych Rothschildów z rynku złota, nawet najgorętsi obrońcy złota,. Tacy jak Bank Francji, musieli na nowo rozważyć sens utrzymywania rezerw złota. Złoto jako towar, w który warto inwestować, jest jeszcze bliżej swego kresu”.

Nie powinno zaskakiwać, że wielki brat na rynku transakcji srebrem, grupa AIG, 1 czerwca ogłosiła wycofanie się z rynku srebra, zgadzając się dobrowolnie na degradacje do pozycji zwykłego kupca.

Obie sprawy są w istocie niezwykle dziwne i zastanawiające.

Czy rzeczywiście Rothschildowie tak kiepsko widzą perspektywy złota? Jeśli tak, to czemu nie wycofali się w roku 1999, kiedy kurs złota spadł do poziomu najniższego w historii, a postanowili wyjść z rynku w roku 2004, kiedy dobre czasy dla złota i srebra właśnie się rozpoczynały?

Jedną z przyczyn mógł być fakt zbliżającej się utraty kontroli nad cenami złota i srebra. W takim wypadku próby kontrolowania jego ceny zakończyłyby się fiaskiem, przy okazji wychodząc na światło dzienne, a wówczas kontrolerzy ceny złota zostaliby uznani za światowych wrogów publicznych. Lepiej więc było odpowiednio wcześniej oczyścić się ze wszelkich związków ze złotem. Gdy 10 lat później nagle wystąpił wielki problem dotyczący ceny złota, nikt nie obarczałby odpowiedzialnością zań rodziny Riothschildów.

Nie możemy zapomnieć, że Rothschildowie nie tylko w przeszłości, ale również obecnie dysponują doskonale zorganizowaną, zakonspirowaną i szalenie skuteczną siecią wywiadowczą, mająca dostęp do informacji, których zwykły człowiek nie ma szans poznać. Głęboka wiedza oraz umiejętność analizy i przewidywania przyszłych wydarzeń, uzupełnione o gigantyczne zasoby finansowe i skuteczne sposoby wykorzystania uzyskanych informacji, dały im możliwość praktycznej kontroli nad losami świata w ciągu minionych 200 lat.

Moment niespodziewanego wycofania się Rothschildów z rynku złota – podstawowego biznesu, w którym działali od dwóch wieków – ma bez wątpienia nadzwyczajne znaczenie.

ŚMIERĆ GOSPODARKI OPARTEJ O BAŃKĘ SPEKULACYJNĄ DOLARA

W ostatnim czasie ceny ropy na międzynarodowych rynkach nieustannie idą w górę. Oś Londyn – Wall Street jednogłośnie twierdzi, że jest to nieszczęście spowodowane przez wzrost chińskiej gospodarki. Twierdzenie takie nie jest niczym innym, jak próbą wywołania w społeczności międzynarodowej nastroju niechęci wobec Chin oraz zatajenia prawdy, iż przyczyną gwałtownego wzrostu cen ropy naftowej jest stymulacja popytu na amerykańskiego dolara. Obecna sytuacja jest dokładną kopią roku 1973, kiedy oś Londyn – Wall Street planowała, poprzez podniesienie cen ropy o 400%, pobudzenie popytu na amerykańskiego dolara, przy jednoczesnym zrzuceniu winy za powstałą sytuację na kraje Bliskiego Wschodu, wskazując na fakt wstrzymania przez nie eksportu ropy.

Ponieważ dolarowa powódź jest nie do uniknięcia, prawdopodobnie napięta sytuacja na Bliskim Wschodzie podlegać będzie eskalacji, a finałem może stać się wybuch wojny z Iranem. Bez względu na to, czy uczyni to Izrael czy Stany Zjednoczone, doprowadzony do ostateczności Iran, wykorzystując miny morskie lub broń rakietową, dokona blokady cieśniny Ormuz, odcinając 2/3 światowych dostaw ropy. W ten sposób cena ropy łatwo przekroczy 100 dolarów za baryłkę, (Cena ropy już w 2008 roku przekroczyła 100 dolarów za baryłkę, osiągając w lipcu 2008 roku pułap ponad 147 dolarów za baryłkę – przypis tłumacza), a światowy popyt na dolara wzrośnie. Tym rzazem głównym winowajcą będzie Iran. Dopóki światowa opinia publiczna nie zacznie postrzegać amerykańskiego dolara w kategoriach „niezdrowej” waluty, dopóty wszystko pozostanie pod kontrolą.

Poczynając od lat siedemdziesiątych XX wieku, kiedy złoto zostało w „areszcie domowym”, na światowych rynkach towarów oraz papierów wartościowych wystąpiły przeciwstawne zjawiska. Rynek towarów eksplodował w latach siedemdziesiątych, natomiast rynek papierów wartościowych funkcjonował dziwne słabo przez całą dekadę. W latach osiemdziesiątych rozpoczął się trwający 18 lat czas wielkich wzrostów na rynkach papierów wartościowych, podczas gdy na rynkach towarów panowała stała tendencja zniżkowa. Ale począwszy od roku 2001 ponownie perspektywa wielkich wzrostów zagościła na parkietach rynków towarowych, a w tym samym czasie giełdy akcji i papierów wartościowych, nieruchomości, rynki instrumentów pochodnych w identycznym niemal tempie szły w górę. Na pierwszy rzut oka wyglądało to na wzrost wartości aktywów dolarowych, w istocie jednak zostało spowodowane przez coraz bardziej wybuchową sytuację dolara dłużnego, a ponieważ każdy dług wymaga spłaty odsetek, gwałtowny wzrost tego długu, zgodnie z zasadą procentu składanego, był nieuniknionym rezultatem. Okazało się, że wystarczy na rynku papierów wartościowych lub towarów, zwiększyć objętość zbiornika na ciecz, by moc skutecznie trawić nadmiar dolarów. Jednakże obecnie, gdy już wszystkie zbiorniki zostały szczelnie wypełnione przez katastrofalny zalew dolarów, istnieje ryzyko przelania się ich zawartości na zewnątrz.

Skąd wziąć zbiornik dość wielki, by je pomieścił? „Geniusze” z Wall Street ponownie rozpoczęli dyskusję na temat idei rynku finansowych instrumentów pochodnych o nieograniczonej objętości. Bez wytchnienia reklamowali nieskończoną liczbę nowych „produktów finansowych”, nie tylko wytężając umysł w dziedzinach takich jak pieniądz, papiery wartościowe, towary, indeksy giełdowe, kredyty, odsetki, ale – wychodząc z prawdziwie fantastycznymi pomysłami – tworzyli nowe zabawki przypominające zakłady o pogodę. Teoretycznie rzecz ujmując, mogą oni każdy dzień przyszłego roku określić jako dobry lub zły, nakleić nań metkę z ceną w dolarach i sprzedawać go na rynku; w identyczny sposób mogą potraktować każdą godzinę każdego dnia przyszłych 100 lat świata, a nawet występujące co minutę trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, powodzie, susze, plagi, epidemie, wypadki samochodowe, śluby, rozwody. Wszystko to może być zamienione w „finansowy instrument pochodny” i podlegać transakcjom na rynkach finansowych po realnej cenie nadanej otwartym kodem. Z tego punktu widzenia rynek instrumentów pochodnych w istocie ma „niczym nieograniczoną objętość”. Problem, polega na tym, że przyglądając się bliżej temu pomysłowi, dostrzegamy duże podobieństwa z okresem bańki na rynku Itw 1999 roku, kiedy analitycy z Wall Street solennie przyrzekali przypisanie adresu IP każdemu ziarnku piasku na ziemi. W ten sposób ich ojcowie w epoce „bańki mórz południowych” narzekali, że na świecie jest za dużo pieniędzy i nie ma już żadnej dobrej inwestycji, w którą można by je włożyć, w wyniku czego ktoś zaproponował osuszenie Morza Czerwonego, by sprawdzić ile bogactwa znajduje się na jego dnie przy spoczywających tam szczątkach egipskiego faraona, który niegdyś ścigał Mojżesza i prowadzonych przezeń Żydów.

Kiedy ówcześni inwestorzy „rozpalali się”, wpadając w wysoka gorączkę, burza finansowa znajdowała się bardzo blisko.

Wszystkie te dokonywane od dawna systematyczne próby demonizowania złota jako waluty, jako „barbarzyńskiego reliktu”, faktycznie skierowane są przeciwko temu, co w istocie swej jest prawdziwe i niezbędne. Metaforycznie rzecz ujmując, na złoto można spojrzeć niczym na srodze doświadczonego, cierpiącego mędrca, który wcale nie spieszy się, by ogłosić prawdę, lecz jedynie obserwuje sprawy z boku z chłodną obojętnością. Unikając ostentacyjnej obecności i wygłaszania swoich racji, tym bardziej ukazuje swoją wyjątkowość i wartość. Mimo zniewag, szyderstw, przekleństw, nacisków, mimo zastosowania wszelkich dostępnych metod służących wyszydzeniu „fałszywego króla walut”, złoto wciąż lśni swoim blaskiem, a „potężny dolar” skręcił na drogę prowadząca ku jego kresowi.

Ludzie w końcu dostrzegli prawdę i drogę wyjścia.

W rzeczywistości w sercach Chińczyków nigdy nie brakowało intuicyjnego rozumienia prawdziwej wartości złota. Wszelka działalność związana z pieniędzmi określana przez ludzi jest mianem „topienia złota” (Tak tłumaczy się chiński rzeczownik; przymiotnik „finansowy” to „jinrong”, który w piśmie składa się z dwóch znaków; pierwszy oznacza „złoto”, drugi „stapianie” czegoś – przypis tłumacza), (miejsce, w którym składa się oszczędności „srebrna branża” (bank w języku chińskim, to „yinhang”, gdzie „yin” oznacza srebro, a „hand” branżę – przypis tłumacza), prawdziwe i warte swej ceny towary określa się mianem „prawdziwego złota i białego srebra”. Kiedyś ludzie ponownie uświadomią sobie, że naturą pieniądza dłużnego jest wyłącznie notka „dług + obietnica” , a tak zwane bogactwo w dolarach jest tylko „rozrośniętym do maksimum kwitem I owe you” oraz nieograniczoną obietnicą składaną wobec majątku. Zrozumieją również, że kwity te podlegają procesowi wiecznej dewaluacji, której szybkość zależy od stopnia chciwości stymulującego ich druk. Zdecydowana większość osób pozbawiona wiedzy o sprawach finansowych ostatecznie będzie potrafiła wykorzystać swoją intuicję oraz wiedzę potoczną, by wybrać „arkę Noego” dla odkładania swojego, wytworzonego w pocie i znoju, majątku – a będzie nią złoto i srebro. Uzbrojeni po zęby w instrumenty pochodne międzynarodowi bankierzy ostatecznie napotkają naprzeciw siebie nadchodząca potężną oceaniczną falę społecznego sprzeciwu.

Stale rosnąca cena złota prawdopodobnie ostro popchnie w górę długoterminowe odsetki od amerykańskiego długu. A ponieważ międzynarodowi bankierzy sprzedali na rynkach finansowych warte bilionów dolarów kontrakty na „ubezpieczenie odsetek”, zapewniając, że długoterminowe stopy odsetek nie wzrosną, to w sytuacji ich wzrostu wywołanego ceną złota, chciwość ,która doprowadziła do powstania tak wielkiego ryzyka, zostanie wreszcie zdemaskowana.

Pierwszym miejscem, w które uderzy stały wzrost cen złota, będzie zabawka na finansowym rynku instrumentów pochodnych, swap stopy procentowej, super-bańka warta 7,4 biliona dolarów (są to liczby podane jedynie przez amerykańskie banki handlowe ). Sytuacja posiadających w swych rekach jedynie 3,5% aktywów finansowych struktur koncesjonowanych przez rząd jest niezwykle niebezpieczna – a one niczym warstwy jajek ułożone jedna na drugiej. Gdy cena z złota gwałtownie pójdzie w górę i dojdzie do nagłych fluktuacji stóp procentowych obligacji skarbowych, słaby front zabezpieczeń przed niekorzystną zmianą kursów stóp procentowych zostanie przełamany, a ogromne ilości wartych około 4 biliony dolarów krótkoterminowych papierów wartościowych w ciągu kilku godzin, lub dni, całkowicie utracą płynność. W tym samym czasie w poważne kłopoty może wpaść też J.P. Morgan Cvhase, ów super-gracz i hegemon na rynku finansowych instrumentów pochodnych oraz pochodnym rynku złota, sterujący długofalową stopą procentową i usiłujący kontrolować i powstrzymać wzrost ceny złota.

Lider na drodze do krachu, finansowy rynek instrumentów pochodnych, doprowadzi do powstania bezprecedensowej w historii paniki związanej z utratą płynności, kiedy przerażeni inwestorzy gremialnie będą starać się wyprzedać znajdujące się w ich rękach „kontrakty ubezpieczeniowe”, by zamienić je na gotówkę. Wszystkie elementy składające się na bazę wzrostu dla instrumentów pochodnych – waluta, papiery wartościowe, towary, ropa naftowa, akcje – w jednej chwili zostaną „porażone prądem”, a utrata płynności doprowadzi światowy rynek finansowy do paniki. Chcąc ratować tę beznadziejną sytuację, Rezerwa Federalna, niczym wielka tama na rzece Huanghe, zapewne dokona gigantycznej emisji dolarów, by stawić czoła potopowi i uniknąć katastrofy. Kiedy biliony dolarów, niczym wielkie tsunami uderza w światową gospodarkę, pogrąży się ona w chaosie.

Lider na drodze do krachu, finansowy rynek instrumentów pochodnych, doprowadzi do powstania bezprecedensowej w historii paniki związanej z utratą płynności, kiedy przerażeni inwestorzy gremialnie będą się starać wyprzedać znajdujące się w ich rękach „kontrakty ubezpieczeniowe”, by zamienić je na gotówkę. Wszystkie elementy składające się na bazę wzrostu dla instrumentów pochodnych – waluta, papiery wartościowe, towary, ropa naftowa, akcje – w jednej chwili zostaną „porażone prądem”, a utrata płynności doprowadzi światowy rynek finansowy do paniki. Chcąc ratować tę beznadziejną sytuację, Rezerwa Federalna, niczym wielka tama na rzece Huanghe, zapewne dokona gigantycznej emisji dolarów, by stawić czoła potopowi i uniknąć katastrofy. Kiedy biliony dolarów, niczym wielkie tsunami uderzą w światowa gospodarkę, pogrąży się ona w chaosie.

Minęło już ponad 30 lat od chwili, gdy w wyniku połączonych knowań i planów międzynarodowych bankierów zlikwidowano złotą walutę. W tym czasie Stany Zjednoczone zdarzyły zrobić debet na 80% światowych rezerw. Aż do dziś Ameryka jest zmuszona do codziennego, stałego „wysysania krwi” wartych dwa miliardy dolarów rezerw od państw świata, dzięki czemu może utrzymać w ruchu swój „wieczny mechanizm gospodarczy”. Szybkość wzrostu amerykańskiego długu i odsetek już dawno przekroczyła możliwości wzrostu światowej gospodarki. W dniu, kiedy wszystkie kraje dokonają wyciągnięcia „nadwyżek rezerw” złota i srebra, nastąpi globalny krach finansowy. Nadejście tego dnia nie jest już kwestią prawdopodobieństwa takiego scenariusza, ale kwestią czasu i sposobu, w jaki ów krach się dokona.

Z zewnątrz wyglądający na silny i potężny system bańki dolarowej zajadzie swą śmierć w dwóch znakach oznaczających zaufanie (w chińszczyźnie „zaufanie” to „xinxin”, w piśmie oddawane w dwóch znakach – przypis tłumacza), a złoto, wybrane jako bramażywotności, unicestwi dolara.

 cdn…

MLR

Tags : , , , , , , , , , ,

Komentowanie zamknięte.