Opublikowano Październik 2, 2017 Przez a303 W Ukraina

NE PORA, NE PORA… Cz. III. Janusz Kowalczyk

Komentarz: Niestety to już ostatnia cześć wybitnej pod względem politycznym i historycznym pracy pt: NE PORA, NE PORA. Koniecznie zapoznaj się także z:

a

STEPAN GONTA  NAM  PRZYKŁADEM.  W XVII w, Chazarzy w liczbie 3000  liczą naiwnie na „świętość miejsca”: schronili się przed mołojcami  w bóżnicach. Stepan Gonta nie dał się zwieść takim manewrem: wywlekano Chazarów na zewnątrz, obcinano im ręce, uszy i nosy, a potem „miłosiernie” uśmiercano.

Potem rozjuszony krwią mołojec Gonta zaczął wyłapywać kapłanów katolickich i szlachtę. Poszło całkiem nieźle i w sumie, w ciągu paru dni wymordowano 6.000 Chazarów i 14.000 Polaków. Fajna suma i przednia zabawa.

I wtedy właśnie na arenę wkroczył ataman Żeleźniak, który rozkazał na wieży kościelnej powiesić Lacha, Chazara i…psa, mówiąc, że Lach, Źyd i sobaka, wsie wira odnaka”                 ( „Polak, Żyd  i pies tej samej są wiary”)… 

Ale są ludzie powtarzający jak nawiedzeni , że „pomimo wszystko jest wspólny fundament porozumienia polsko-ukraińskiego – chrześcijaństwo”.

Tym szlachetnym, choć wyraźnie bujającym w niebiańskich obłokach ludziom,  opowiadającym łzawe historyjki  o „ukraińskich chrześcijanach” przypomnę, że  i Żeleźniak, i Gonta,  zanim zaczęli mordować bezbronną ludność,  dokonali mordu na własnej matce, a dziś pomnik  wdzięczności dla Iwana Gonty, wzniesiony w Chrystusówce, poświęcił….biskup Cerkwi Ukraińskiej.

O jakim „wspólnym fundamencie”   mówią ci ludzie? Czy to ”wyrwana z kontekstu” „propagandowa ściema” ?

Ale ja przypomnę jemu  i jego kumplom , że  w 2009 r. w kanale rządowej  telewizji ukraińskiej wyświetlono film „Historia ziem ukraińskich”, w którym scena z atamanem Żeleźniakiem, wesoło popijającym, wieszającym na wieży Polaka, Chazara i psa i wrzeszczącego, że „Lach, Żyd i sobaka…”  jest jedną ze scen głównych – bardzo lubianą  przez „demokratycznych ukraińców” . Popijając szklankami siwuchę telewidzowie przecież  bili brawa, a później pewnie poszli przewracać dla zabawy polskie nagrobki na pobliskich cmentarzach… Prezydent Walcman był z pewnością w niebowzięty….

Przypomnę im, że warunkiem sine qua non zostania bandytą banderowskim, tj „żołnierzem” „OUN-UPA” i zyskanie pełnego zaufania kurennych , było udokumentowanie swojej „miłości ojczyzny” jakimś mordem-najlepiej na polskiej żonie,  mężu Polaku , rodzicach….Lub przynajmniej na jednym z nich: matce lub ojcu…-grunt, żeby jedno  było polskiej narodowości.

Melchior Wańkowicz opisuje jak w pewną noc do chaty „ukraińskiego” chłopa na Wołyniu ktoś nocą załomotał i zażądał wydania „Laszki” – jego żony. Chłop stanął u drzwi z siekierą w ręce i zagroził rozwaleniem łba pierwszemu, który wejdzie do chaty. Rozwalił łeb…syna….

Mówiąc o tych odległych czasach i „historycznych faktach prześladowań Ukraińców” stale podnoszonych przez tego wrednego Tymę  i, chyba się nie mylę, reprezentanta potężnego lobby „u-kraińsko”- niemieckiego w Polsce , nie sposób przywołać  dla kontrastu słów gen. Andersa, wydającego jak najlepszą opinię żołnierzowi białoruskiemu, walczącemu w szeregach Armii Polskiej: „Białoruski żołnierz był bez zarzutu, tak w swojej moralnej postawie jak i w walce”.

Ale Kaczyńskie, jak spite  najgorszą siwuchą  cięgiem powtarzają, że „interes Polski leży na ukrainie”… „Na Ukrainie”, „Na Ukrainie.”Na Ukrainie”…

KOMPLETNA DRĘTWOTA UMYSŁU.     Niebezpieczeństwo, związane z  muzułmańskimi nachodźcami,  jest realne – widoczne nieomal każdego dnia w eurokołochozie.

Ale nie wystarczy, opowiadając Narodowi, że „Polska przed nim obroniła bo ich nie przyjęła” (co…też  jest wierutnym kłamstwem) i, maskując starannie prawdę, bezrefleksyjnie, schematycznie argumentując, że „przecież przyjęła prawie 2 mln. Ukraińców” sądzić, że to załatwia całą sprawę, że  głupi Naród  znów tak samo uwierzy rządzącym, jak wierzył w przeszłości swoim rządom.

Mówienie w kółko o niebezpieczeństwie grożącym ze strony islamistów, choć niewątpliwie  prawdziwe,    bez  naświetlenia niebezpieczeństwa ukraińskiego w kontekście geopolityki całego regionu Europy środkowej, jest tylko połową prawdy.

Doświadczenia  historyczne związane z całokształtem stosunków polsko -„ukraińskich”  dowodzą, że ich rzetelna analiza przy hałaśliwej propagandzie rozmaitych „analitykówi „ekspertów” od stosunków międzynarodowych, demonizacji Rosji , natychmiastowym obrzucaniu błotem  i  piętnowaniu ludzi, wskazujących na kompletna nicość wysiłków, zmierzających do stworzenia sztucznego państwa buforowego pomiędzy Polską a Rosją, nie jest możliwa.

Całe szczęście, że polskie społeczeństwo, nie mające styczności z „wielką polityką”, ma o wiele więcej rozumu i instynktownie wyczuwa granicę pomiędzy zdrowym rozsądkiem, a prymitywną, acz po chazarsku natarczywą , propagandą.

Krótko: mamy do czynienia z demonizacją Rosji i,  wymykającej się racjonalnej ocenie uwielbieniem USA.

„U-kraina” (i Polska) w grze obu mocarstw , Rosji i USA, jest tylko pionem na światowej szachownicy : jeśli bierzemy udział w grze obu mocarstw, to tylko na zasadach strategii gry: gdy trzeba polskiego  piona  poświęcić, to bez wahania gracze  go poświęcą – tak samo, jak poświęcą te kilka tysięcy pionów ze swojej kawalerii zmotoryzowanej – dla osiągnięcia „Celu Ostatecznego” –  taka ofiara będzie doprawdy znikoma.

Słowa Putina, oceniającego brutalnie i szczerze polski „wkład” „niepodległościowców” w dzieło osłabiania Rosji i realizowanie planu Izraela  przez  lizanie chazarskich tyłków oligarchów na „ukrainie”, że „Polska jest hałaśliwym acz  natrętnie, ujadającym pieskiem”, są boleśnie prawdziwe.

Zimna kalkulacja sił wskazuje, że „armia u-krainy” jest tak samo…liczna jak Polska, a więc  jej odpór wojskom rosyjskim w razie wojny, jest znikomy. Po prostu zerowy.

Ale nawet ta mała i nędznie uzbrojona armia świetnie się nadaje do akcji zaczepnej przeciw Polsce. Tym bardziej jeśli jej akcję skoroduje się z „unijnymi” sankcjami ekonomicznymi przeciw Polsce  i działalnością piątej kolumny ukraińskiej, którą …sami zaprosiliśmy do naszego Kraju.

To prawda, że przetrwaliśmy na obecnym terytorium 1000 lat. Ale czy damy radę przetrwać następne 50 lat? 100? 500? Zarówno obszar geograficzny i polityka , otaczających Polskę  wrogich państw jest wciąż  taka sama. I taka sama pozostaje polityka „przyjaciół” Polski – głównie USA i „unii”, w której na pozycję lidera znów wybiło się prusactwo, dybiące na skolonizowanie Polski- tym razem w innym, niż w II w. św.,  stylu.

Każdy kraj w decydujących o jego losach chwilach wyłania takie, a nie inne elity : Polska wyłoniła „elity  niepodległościowe”, nawiązujące do dokonań j. Piłsudskiego. Ale  ro wcale nie oznacza, że są one w jakimkolwiek stopniu lepszym gwarantem polskiej suwerenności, niż poprzednie  – są one dokładnie takie same.

Drętwota umysłu nie jest wyłączną cechą  „niepodległościowców”  : tzw. „elita narodowa” , reprezentowana dziś przez „RN” , „Młodzież Wszechpolską” czy jeszcze mniejsze kanapowe organizacje , jest równie porażająco głupia politycznie  jak jej oponenci „z lewa” i „prawa”. – szczególnie odsłaniający w tym względzie jest artykuł  sztandarowego publicysty „RN” , R. Ziemkiewicza, z „Do Rzeczy”„ Czym PiS wkurza suwerena?” (Nr.nr.31/233 , sierpień 2017).

Ale tak naprawdę różnica  jest nieistotna : o ile PiSowskie „elity prawicowo- liberalne”(Lub jak kto woli -„konserwatywne”) wciąż mówią o „Międzymorzu”, „Ukrainie”  i „unii”  lub z niebywałym oddaniem tylko o „unii” (jak PO-KOD-PSL ), to tzw. „prawdziwa prawica” z „RN” jest przeciwna …wszystkiemu temu, co chcą „niepodległościowcy” i jakobińska reszta.

Oczywiście RN”,  zajmując tradycyjnie  niesprecyzowane stanowisko wobec „ukrainy” ( „Do rzeczy”, nr.17-18/220, 24 kwietnia- wywiad z Petro Tymą, zatyt.”Problemem jest polski nacjonalizm” ), nie kwapiła się do krytycznej oceny wypowiedzi banderowca. Nie kwapiła się  bo nie ma jasnego spojrzenia na całość.

A Szkoda, bo  krytyka „niepodległościowych”,  „ukraińskich banderowców” ze strony np. takiego Piotra Semki, poważnie  uważającego, że „Krym należy do Ukrainy” mogłaby wnieść świeży powiew do zatęchłej  dyskusji o „samoistinnoj”…- taki Semka mógłby nawet podeprzeć się cytatami z Dmowskiego.

Henryk Józewski

Henryk Józewski

Ciężko, ciężko  się przyznać do totalnej porażki endeckiej ”polityki wschodniej” obozu Dmowskiego : choć  Henryk Józewski, wojewoda Wołynia był piłsudczykiem to przecież  w praktyce… realizował…wytyczne endeków . I ta właśnie  polityka „narodowa” poniosła totalne fiasko w rzezi wołyńskiej.

WIECZNE OGNISKO NIEPOKOJU. Wracając do sprawy „u-krainy” : jako kresy Polski i Rosji jest ona terytorium spornym, na którym nigdy nie powstała w  procesach Najbardziej istotnym  jest fakt , że  to „państwo”  powstało na modłę obozu żołdackiego i bardziej przypominało jakąś „republikę” zbójeckich bukanierów na Antylach, niż europejskie państwo ufundowane na chrześcijańskich zasadach. Takiego „państwa” nie da się nawet porównać  do sztucznie utworzonego  w Amiens  z ziem francuskich  państwa – Belgii. Odrywając od korony francuskiej antyczną prowincję „Belgica” jednak oparto nową państwowość na zasadach chrześcijańskich.

Jeśli więc  obydwa państwa zainteresowane swoimi kresami. Polska i Rosja usiłowały rozwiązać problem zbójeckiej „republiki”, której  „polityka” często polegała na braniu jasyru i rabunku ziem podległych „Otomańskiej Porcie”  i łamaniu pokoju (vide powstanie Semena Nalewajki przeciw Rzeczpospolitej)  to staje się jasne, że musiały one często chwytać się rozwiązań powszechnie akceptowanych w ówczesnej Europie. I prowadzić wojnę z Turcją.

Katolicka Polska chwytała się bardziej dyplomacji („Ugoda Hadziacka”) niż rozwiązań militarnych.

Carska, „ samodzierżwna” Rosja wybrała drogę militarną i, przesiedlając buntowniczą ludność po swoim rozległym terytorium, całkowicie rozbiła i zlikwidowała „siczową republikę ukraińską”. Taka jest brutalna prawda o „samoistinnoj”….

Właśnie z uwagi na geopolitykę  nie ma praktycznie większego znaczenia czy będzie „ukraina” wolna czy też będzie należeć do Rosji, Polski i Rumunii (do „Mołdowy” rości sobie prawa także Rumunia)… 

Planowany przez  polskich politycznych dyletantów status  „u-krainy” jako „państwa buforowego” pomiędzy Polską a Rosją,  byłby więc tylko stałym zarzewiem niepokojów, a w przypadku powstania „samoistinnoj”  stałby się terytorium, na którym kosztem Polski będą się ścierać polityczno-gospodarcze wpływy Rosji i Niemiec.

Biorąc pod uwagę fakt posiadania  przez tzw. „u-krainę” granicy z Rosją i Polską musimy dojść do jedynego,  logicznego wniosku, że najsprawiedliwsze byłoby jej .podzielenie : na część polską i rosyjską. Z tym, że  Polska powinna się skoncentrować na swojej historycznej „Ziemi Czerwieńskiej” i  Wołyniu .W takim przypadku należało by wysiedlić ludność „ukraińską”…Choć to wydaje się nieludzkim rozwiązaniem to należy przypomnieć Indie  :  jeśli je  pokojowo podzielono na Indie  i Pakistan, i  odseparowano  rdzenną ludność (znany „partition”) Indii od muzułmanów,  to niby dlaczego nie można by utworzyć jakiejś „u-krainy siczowej”?

Koniunkturalne wspieranie Walcmana przez  chazarska „unię europejską”,  „Wielki Izrael” (USA)  i „mały Izrael”   skończy się natychmiast z chwilą gdy „świat Zachodu”  skłoni Rosję do opowiedzenia się po jego stronie przeciw potężnym Chinom.

Jest to typowa polityka  amerykańska jaką zawsze prowadziły USA wobec mocarstw , grających przeciw nim – analiza polityki amerykańskiej wobec Niemiec i Rosji w „międzywojniu” skłania do nadzwyczajnej ostrożności, gdyż Amerykanie zawsze wiązali się z państwem, osiągającym w danym momencie najsilniejszą pozycję w Europie.

Ponieważ w Europie pozostało faktycznie tylko jedno mocarstwo, Rosja (zainfekowaną islamem „unię” można, a nawet trzeba,  spokojnie pominąć ) to, pomijając pozorne „napięcie stosunków” rosyjsko-amerykańskich, właśnie ona, Rosja,  będzie głównym  beneficjentem europejskiej polityki amerykańskiej – wystarczy, że da do zrozumienia USA, że zawiesza stosunki gospodarczo-polityczne z Chinami, a  natychmiast USA uchylą wobec niej  „sankcje” i zaczną w nią potężnie inwestować. Tak, jak inwestowały w nią za Stalina i Breżniewa.

Z kolei budowa rurociągów z pkt. odbioru gazu w Niemczech wskazuje na jeszcze inny tradycyjny scenariusz niemiecko-rosyjski, w którym „u-kraina” zostanie przypisana do Rosji- czy tego chcemy czy nie.

Istnienie „niepodległego Kijowa” nie może więc w żaden sposób być warunkiem istnienia polskiej niepodległości – Polska zawsze istniała jako państwo.

Tak więc mieszanie się Polski w jej „niepodległość” oznacza tylko wzmocnienie konfliktu polsko-niemieckiego i polsko-rosyjskiego.

 Chłodnym okiem. Trzeba patrzyć na całość stosunków polsko- „ukraińskich” chłodno i używać „brzytwy Ockhama” : można, wynajdując wciąż nowe „pozytywne” fakty, wyjaśniać bez końca ich meandry, mnożyć gołosłowne wątpliwości, hipotezy  i z tej breji wyciągać końcowy wniosek.

Wtedy całokształt  stosunków politycznych wraz z końcowym wnioskiem da  się  zmieścić na jednej stronie A4  :: zaistniałe  fakty  historyczne wspomagają tworzenie modeli teoretycznych politycznych (lub innych) zjawisk i są ogólną wskazówką,  pozwalającą ocenić prawdopodobieństwo tego, która z dostępnych teorii – w tym przypadku teorii geopolitycznych – może okazać się najbliższa rzeczywistości w przyszłości.

Innymi słowy  nie należy wprowadzać nowych pojęć, np. „Trójmorza” i wziętych z powietrza założeń, jeśli nie ma się ku temu mocnych podstaw  –  najprostsze rozwiązania teoretyczne, przyjmujące najmniejszą liczbę założeń, są  najlepsze.

Jeśli więc przesiejemy dostępny materiał historyczny i odrzucimy utopijne zupełnie plany , np., „Międzymorza” , Józefa Piłsudskiego czy „Trójmorza” doby obecnej, w których „u -kraina” jako „samodzielne państwo buforowe”  miała odegrać olbrzymią rolę w powstrzymaniu parcia Rosji na zachód  to okaże się, że  otrzymamy logiczny wniosek końcowy  : istnienie  „ukraińskiego państwa buforowego”  dla nas nie ma najmniejszego praktycznego znaczenia bowiem  kierunek działania „narodu ukraińskiego” będzie  dokładnie taki sam… jak Rosji lub….Niemiec, tzn. skierowany przeciw Polsce.

Państwem „buforowym” w Europie środkowej nie może być jakaś „ukraina”, tylko  Polska.

Tak więc koniecznym warunkiem dla  przetrwania Europy i naszej cywilizacji jest rozgraniczenie Niemiec od  Rosji. Suwerenną i silną militarnie Polską – gdyby  ona nie zaistniała w 1920 r, to czerwone rumaki „Konnej Armii” Budionnego kąpały by się już wtedy  w Atlantyku , a cała tzw. „Europa Zachodnia” zostałaby skomunizowana.

Polityczne elity Rosji są  być może dziś strasznie podniecone wizją Aleksandra Dugina, mówiącą o „Eurazji” (unia Rosji i Chin)  ale  powinny się one poważnie zastanowić nad tym, czy  posiadanie wspólnej granicy z Niemcami jest dla nich korzystne?

Przecież taka granica oznacza dla Rosji zagrożenie nieporównanie większe, niż istnienie silnej Polski, nigdy nie mającej ambicji „Drang nach Osten”  i nie żywiącej eksterminacyjnych  planów wobec narodu rosyjskiego…

Wspólna granica niemiecko-rosyjska  rozdzielająca te dwa, wrogie sobie narody, jest dla Rosji zabójcza : gdyby Rosja w 1939 r.  nie doprowadziła do przesunięcia swojej granicy na zachód i nie ustanowiła wspólnej  granicy z Niemcami,  to nie doszło by do  potwornych zniszczeń wojennych  w Rosji. Nie byłoby ich także w tzw. „ Europie Zachodniej”.

Ergo: „państwem buforowym” może być tylko Polska.

Takie postawienie problemu wyznacza także jednoznacznie  granice naszego rozumowania : Polska musi graniczyć z Rosją – od tego nie ma ucieczki,.

Z chłodnej, rzeczowej kalkulacji całokształtu stosunków polsko –„ukraińskich” wynika jednoznacznie, że pomiędzy Polską, a Rosją nie ma miejsca na tzw. „państwo ukraińskie” – jedynym „buforem” pomiędzy organicznie  nienawidzących Słowian państwem niemieckim, jest Polska.

Paradoksalnie byłoby to korzystne dla samych „u- kraińców” : łatwiej jest gospodarować i bronić państewka siczowego wielkości Holandii czy Belgii, niż ogromnego dzisiejszego „państwa”.

Czyli naprawdę „problem ukraiński”  jest wyłącznie problemem polsko-rosyjskim – Germanie nie mają z nim nic wspólnego.

Mało tego: należałoby by ich od rozstrzygania w tej kwestii zdecydowanie odsunąć.   To oczywiście oznacza zerwanie „uczestnictwa w unii” Polski-. I tym samym – „obniżenia stopy życiowej Polaków” Ale czyli „nie wystąpienie” ze „szlachetnej”, jakobińskiej unii  jest ujmą, plamą na honorze?

Siłą napędową „ niepodległościowców” z PiSu  i jego  nastawienia jest  niestety  doktrynerskie przekonanie, że za „wszelką cenę należy pozostać w unii”. Tylko  po co?

PiS zna odpowiedź : „Po to, by unię zmienić”.

Ale jak na Boga można pokojowo zmienić  diaboliczny plan jakobińskich  masonów ?                             

BOSO  ALE W OSTROGACH  I PRZY SZABLI. Poeta mówił: „Mierz  siły na zamiary, a nie zamiar podług sił” …  Proste, prawda?

Ale w  konkretnym  przypadku relacji Polski z sąsiadami prawdziwość tego stwierdzenia nie ma racji bytu  gdyż, nie biorąc pod uwagę dynamiki procesów politycznych w świecie, zakłada statykę stosunków  politycznych w tej części Europy. Ba, w całej Europie i na świecie.

Zakłada także błędnie całkowitą zbieżność interesów państw-kandydatów do „Międzymorza” z interesem Polski. A tak się jakoś dziwnie składa, że wszyscy ci potencjalni kandydaci są słabsi ekonomicznie od Polski ale, mając korzystniejsze położenie geopolityczne, są faktycznie   ….silniejsi politycznie.

Oprócz trudności natury politycznej mamy nędzną ekonomię i żadne zaklęcia nie są w stanie  przysłonić tego oczywistego faktu, że przypinamy sobie ostrogi do bosych stóp. Gdy bogata RFN połączyła się z NRD to potrzeba było aż 20 lat finansowania NRD przez RFN by poziom życia w zjednoczonym  państwie  niemieckim się wyrównał, a przecież  jeszcze dziś są widoczne różnice  w poziomie życia. ”zachodnich” i „wschodnich” Niemców.  A NRD stała za komunizmu  ekonomicznie znacznie wyżej, niż Polska. Nieporównanie wyżej.

Rządząca ekipa snuje nierealne zupełnie plany „Międzymorza” w chwili, gdy większe opady deszczu grożą podtopieniem znacznych obszarów wzdłuż malowniczych, choć  nieuregulowanych i niezdatnych do żeglugi,  rzek. Kosztem wielu miliardów planuje się  budowę autostrad dla tysięcy smrodliwych TIRów ale mało się robi dla regulacji rzek choć transport rzeczny jest najtańszy ze wszystkich  możliwych rozwiązań.

Chociaż już brakuje wody w Polsce  nie buduje się zbiorników retencyjnych co zrobił  w latach 1945-1955( zaraz po straszliwej wojnie domowe)j bez zbędnego ględzenia  i „referendów” gen. Franco w Hiszpanii- służą one do dziś… Na to wszystko trzeba czasu, a tego właśnie nie mamy w nadmiarze…

Nie będę więcej przedstawiał przykładów na to, co można by zrobić  zamiast trwonić energię na  nierealne „Międzymorze”- „ Trójmorze” – równie dobrze moglibyśmy planować skolonizowanie Marsa lub innych planet! Może stalibyśmy się jaka potęgą w Układzie słonecznym?

Ale muszę zauważyć, że zamiast zwariowanej „via Carpathia” korzystniejszy dla Polski byłby nowy terminal gazowy w Gdańsku, zapewnienie regularnych dostaw  i wyeliminowanie nie tylko Rosji z rynku dostawców ale i  litewskiej Kłajpedy….

Zamiast „budowy” samochodu elektrycznego” ( nad którego skonstruowaniem trudzą się największe światowe koncerny samochodowe0 i trwonienie ludzkiej energii na  wykazywanie naszej, „ rosnącej potęgi  przemysłowej”, znacznie korzystniejsze było by skoncentrowanie wysiłków i środków na  maksymalną odbudowę polskich stoczni by odzyskać utraconą pozycję, bowiem flota światowa będzie zawsze się starzeć i wymagać regularnej wymiany.

Wreszcie głównym pkt. polskiej polityki winno być nawiązanie dobrych stosunków z Rosją i przekonanie jej co celowości istnienia polskiego „buforu”. To jest trudne ale nie jest beznadziejne jak w przypadku „europejskich przyjaciół” z Berlina.

Ale, oczywiście, to  wymaga od nas zrozumienia jej polityki „ukraińskiej”. Pewnym czynnikiem łagodzącym jest jednak to, że w zasadzie… jest ona zgodna z polską. Chyba, ze już ostatecznie postawiliśmy „krzyżyk” na rdzennie polskich ziemiach.

To , że kolejny rząd polski kolaboruje z masonami i przehandlowuje polskie ziemie nie oznacza, że Polacy się z tym pogodzili. Kiedyś, gdy zaistnieją wreszcie warunki sprzyjające utworzeniu rzeczywiście narodowego rządu polskiego i rząd taki powstanie, wtedy przyjdzie czas rozliczenia handlarzy ziemią.

Janusz Kowalczyk

Tags : , ,

Komentowanie zamknięte.